Piszę to bo mam problem ze starszą, którego nie mogę przeskoczyć. Piszę, bo mam nadzieję, że któraś z Was dopisze coś śmiesznego i przestanę mysleć.
Do rzeczy. Wczoraj na sankach zebrały się mamy i dawaj o tych różnych natręctwach. Jedna mówi, że ma taką schizę, że jak gdzieś idzie w gości, to jak myje ręce, to i kran pani domu obmywa, bo zacieki jej nie podobają się. Oczywiście u niej w domu krany są czyszczone codziennie.
Druga ma męża, który ze ściereczką za dzieckiem biega, jak tylko zaślini się, to wyciera. Oczywiście przy karmieniu za każdym kęsem buzia jest wycierana, żeby brudy nie było nawe sekundę. Koszmar.
Jest pewna pani, co kapcie nosi w torebce, bo jak do kogoś zachodzi, nie może boso chodzić.
Nie wiem, czy moje to natręctwo, ale nie zacznę dnia bez kawy i wyczyszczenia uszu (oczywiście dziecka też). Muszą być wyczyszczone, a np zęby, to mogę umyć już później (w południe?

).
A i tak najlepsza jest laska co sika przed snem. Tzn Zanim położy się spać to robi siusiu. I jak już leży w łóżeczku, a zadzwoni telefon, wstaje porozmawia tylko minutkę, to potem i tak idzie robić siusiu (nawet kropelkę), żeby po siusianiu położyć się do łóżka.
Aha, no u jednej, to dywanik musi leżeć równolegle do paneli, jak dzieciak raczkujący przesuwa, to ona poprawia, dzieć znowu swoje...mówi, że zdaje sobie sprawę z dziwactwa swojego, jest to dla niej męczące, ale mniej niż patrzenie na krzywy dywanik.
Wszystko w stylu detektywa Monka i Dnia świra