Dodaj do ulubionych

Matka jest tylko jedna...

31.03.09, 16:03
Niedawno przeczytałam (niezbyt świeży już) tekst znanych polskich
psychologów,terapeutów (z Eichelbergiem na czele),że w przypadku dzieci
adoptowanych nie powinno się im wmawiać,że ludzie,którzy ich adoptowali to
mama i tata,gdyż rodziców ma się tylko jednych, ale powinno się wymyślić inne
nazewnictwo i stworzyć inną,równoległą relację dzieci-opiekunowie.Ja się wtedy
okropnie zbulwersowałam,no bo niby jak? Dzieci się mają per 'opiekunie'
zwracać,a poza tym nie ta matka co rodzi,ale wychowuje itp.Rozmawiałam o tym
teraz z moją koleżanką (mamą adopcyjną i biologiczną jednocześnie) i wiecie
co? Zaskoczyła mnie.Powiedziała,że trochę jest w tym racji.Że to przysłowie
("Nie ta matka co rodzi(..)") jest takim trochę zaklinaniem rzeczywistości.Że
ona bardzo kocha to adoptowane dziecko,ale zaakceptowała fakt,że tak naprawdę
nie jest jego matką.Tzn.jest w sensie prawnym i choć chciałaby być także w
sensie biologicznym,to i tak rozumie iż to dziecko zawsze gdzieś z tyłu głowy
będzie miało tę PRAWDZIWĄ matkę,jaka ona by nie była. I kurczę,skołowana
jestem trochę...
Obserwuj wątek
    • bri Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:08
      Ja się z tym zgadzam. Człowiek musi być świadomy swojego
      dziedzictwa, swoich korzeni. Udawanie, ukrywanie przed dzieckiem,
      kto jest jego prawdziwymi rodzicami w większości przypadków IMHO
      odbije się kiedyś czkawką. Wyobraźcie sobie, że wychowujecie się w
      rodzinie, która mimo iż sama ma świadomość, co do Waszego
      pochodzenia, ukrywa to przed Wami. Nie wierzę, że dzieci w jakiś
      sposób tego nie odbierają, że nie czują wiszacej w powietrzu
      tajemnicy i że nie ma to wpływu na ich rozwój.
      • sanna.i Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:14
        Tylko,że tu nie chodzi o ukrywanie,tylko o wychowywanie na zasadzie "to była
        mama A",ja jestem "mamą B",albo "urodziłam cię sercem","chodziłam w ciąży
        adopcyjnej" itp.I moja koleżanka właśnie to uznała,za zaklinanie rzeczywistości
        i niepogodzenie się z sytuacją.Bo to,że trzeba mówić to na mur,ale na ogół
        ludzie uświadamiają prawdę o pochodzeniu,ale tłumaczą,że teraz to oni są
        rodzicami,mamą i tatą...
        • frisky2 Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:20
          Pomysl, gdybys byla dzieckiem adoptowanym, nie zastanawialabys sie, kim jest
          twoja rodzona matka, ojciec. Nie myslalabys, dlaczego ci zostawili? Pragnienie
          osob najblizszych to podstawowa potrzeba czlowieka. Nie da sie oszukac natury.
          Co oczywiscie nie porzekresla faktu, ze adopcyjni rodzice moga byc bardziej
          kochani przez dziecko.Nawet jesli teskni ono za rodzonymi.
          Tak mi sie wydaje.
        • bri Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:34
          O to właśnie mi chodzi. Tłumaczy się to często tak małym dzieciom,
          że tego typu zaklinanie rzeczywistości miesza im w głowach.
          Istnienie biologicznych rodziców, niezależnie od tego kim byli i co
          zrobili, powinno być w jakiś sposób uszanowane przez dzieci i ich
          opiekunów.
          • frisky2 Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:36
            > Istnienie biologicznych rodziców, niezależnie od tego kim byli i co
            > zrobili, powinno być w jakiś sposób uszanowane przez dzieci i ich
            > opiekunów.

            Ale chyba co do tego nie bylo watpliwosci?
            • bri Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:38
              Tak? Moim zdaniem tak wcale nie jest, w dodatku nie chodzi nawet o
              dzieci adoptowane, ale wychowywane np. przez matkę biologiczną i
              nowego partnera. Nader często w takich przypadkach prawdziwy ojciec
              jest zupełnie wyrzucany poza nawias takiej rodziny.
              • angazetka Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 17:32
                > Nader często w takich przypadkach prawdziwy ojciec
                > jest zupełnie wyrzucany poza nawias takiej rodziny.

                Nader często sam się wyrzuca.
    • syriana Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:26
      nie kumam za bardzo
      chodzi o nieukrywanie przed dzieckiem, że jest adoptowane, tak?
      z tym się zgodzę oczywiście, to ważne by znało prawdę

      ale już tworzenie dziwnych terminów językowych typu mama A i mama B, kojarzy mi
      się z szukaniem problemu tam gdzie go nie ma

      tak jak z feminizowaniem terminów różnych profesji typu polityczka, filozofka,
      jakby nic ważniejszego na tym polu do zrobienia nie było
      • verdana Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:45
        No własnie.
        Dziecko adoptowane może doskonale wiedzieć, ze jest adoptowane a
        mimo to mowic "mamo" - i tak powinno byc. W imię czego podkreslać
        sto razy dziennie, ze dziecko nie jest jednak naszym dzieckiem, ze
        nie jest sie jego mamą? po to, zeby ani na moment nie zapomniało,
        ze "prawdziwa" mama je porzuciła i teraz juz nikogo mama nazywać nie
        może???
        Starsze dziecko powinno samo wybierac - mój wujek przed pewien czas
        zwracał sie do swoich adopcyjnych rodziców "ciociu" i "wujku", a po
        pewnym czasie chciał "tato' i "mamo" - i tak do nicch mowił. I co?
        Mieli mu powiedzieć "Nie wolno, tak naprawde nie jestesmy twoimi
        rodzicami"?
        A przecież BYLI rodzicami.
        • sanna.i Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:59
          No właśnie verdana,bezbłędnie zrozumiałaś co chciałam przekazać wink Właśnie to
          mnie trochę zszokowało - ta opinia znanych psychologów.Wg nich nawet jeśli
          dziecko jest świadome,że zostało adoptowane to nie powinno "żyć ułudą",że
          ludzie,którzy je adoptowali to też rodzice,bo przecież nimi nie są.Innymi słowy
          - wg tych specjalistów brak biologicznej więzi to brak rodzicielstwa,a jedynie
          relacja opiekun-podopieczny.
          • angazetka Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 17:36
            > - wg tych specjalistów brak biologicznej więzi to brak
            rodzicielstwa,a jedynie relacja opiekun-podopieczny.

            Jak dla mnie to bzdura i jakieś okrucieństwo, zabieranie dzieciom
            adopcyjnym poczucia, że jednak mają mamę i tatę, którzy je kochają.
            BTW czytałam ostatnio teksty o rozumieniu pojęć "ojciec" i "matka" w
            polszczyźnie: przekonanie, że rodzice nie muszą dziecka spłodzić, by
            być jego rodzicami, jest w języku dobrze ugruntowane.
      • sanna.i Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 16:53
        No nie,nie o to chodzi właśnie.Nieukrywanie prawdy to jedno - to jest rzecz
        bezsprzeczna.Chodzi o to,że Eichelberger i inni uważają,że nie powinno się
        adoptowanym dzieciom mącić w głowach tym,że rodzice adopcyjni to też rodzice.Wg
        nich to są opiekunowie,ale NIE rodzice i np.dzieci mogą mówić do nich po
        imieniu,traktować jak przyjaciół,a nie "mamo", "tato",bo to nieprawdziwe. No i
        zszokowało mnie to,że koleżanka uznała,iż jest w tym sporo racji.
    • aluc Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 17:10
      akurat wszelkie inicjatywy nazewnicze uważam za zawracanie kijem
      Wisły, zwłaszcza w kraju, w którym do teściowej mówi się "mamo" (co NB
      kompletnie jest dla mnie niezrozumiałe, ale jest faktem), a do
      przyjaciółek matki i opiekunek w przedszkolu "ciociu"

      natomiast generalnie z ideą się zgadzam i zgadzam się, że to trochę
      zaklinanie rzeczywistości
      • fajka7 Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 17:24
        To wlasnie chcialam napisac - o tesciowej itd. - ale Aluc juz
        napisala.
        Ale:
        Czy jestes pewna - to do autorki - ze wlasciwie zinterpretowalas
        intencje psychologow?
        Czy na pewno chodzi o tworzenie nowych nazw? Czy moze chodzi o dobre
        i szczere uswiadomienie dziecka i ewentualne stworzenie nowych nazw,
        gdyby dziecko i rodzice adopcyjni czuli taka potrzebe? Bo to by bylo
        troche co innego - w sytuacji, gdyby dziecko i rodzice czuli sie
        nieadekwatnie w nowej rodzinie (adoptuje sie tez duze dzieci, ktore
        rozumieja rzeczywistosc) mozna np czasowo lub wedle potrzeby
        wprowadzic inna terminologie i jest to szczere i niewymuszone.
    • nangaparbat3 Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 17:20
      A ja sie nie zgadzam, owszem, trzeba dziecku adoptowanemu mowic prawdę - ze
      adoptowane i ze ma gdzieś - lub mialo - swoich biologicznych rodzicow, za to
      bedę sie upierac ze nie ta jest matką, która urodziła, a ta, która daje milosc i
      codzienny kontakt.
      Ja sama wiele czasu spedzalam u babci, ktorej nie kochała chyba (glupio się
      przyznac, nie?), za to kochalam bardzo pracujacą u niej gosposię i czuląm sie
      przez nią kochana. To ona byla dla mnie prawdziwa "babcią", do niej bieglam z
      pociagu ze nogi gubilam - tamtej mogloby nie byc. I mysle, ze dosc podobnie jest
      w sumie z rodzicami, choc na pewno chce sie wiedzec kim są, dlaczego nie
      mogli/nie chcieli wychowac. Choc czasem lepiej nie wiedziec.
      No a co powiedziec dzieciom wyjetym z kubłów na smieci?
      Prawdę?
      A od jakiego wieku tę prawdę znac powinny?

      Do mnie bardzo przemawia propozycja Verdany, zeby to dzieci decydowały jak chcą
      mowic na swoich przybranych rodziców, i powinny miec pelne prawo zmieniac te
      okreslenia - bo same przechodzą przez różne fazy swojej relacji z nimi.
      • myelegans Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 19:22
        Moja przyjaciolka, miala 5 letnia corke jak na horyzoncie pojawil
        sie jej obecny maz, do ktorego mala zwracala sie po imieniu. Z bylym
        mezem przyjaciolka byla w separacji i on nie uczestnicznyl w zyciu
        corki, chociaz ze 2 razy w roku dzwonil. Pobrali sie po 5 latach
        znajomosci, ale on caly czas zyciu dziecka uczestniczyl, i tak 10-
        letnia dziewczynka nie mogla doczekac sie slubu, bo wreszcie chciala
        do niego mowic "tato". Tak wybrala, tu miala luke, ktora zapelnila.
        Do biologicznego ojca, tez mowi tato.
        DZieci potrafia w zadziwiajacy sposob szufladkowac i rodzice
        adopcyjni, ani tym bardziej psycholodzy nie powinni w to
        interweniowac.

        Zalezy od wieku dziecka. Male pewni przyjmnie i bedzie nazywalo
        rzeczy po imieniu, czyli mama i tata. Dziecku starsze wybierze samo.

        A co w przypadku np. ojczymow? Dziecko male tez zacznie mowic tata,
        dziecko wieksze, bardziej swiadome juz pewnie nie, pomimo sadowych
        przysposobien i roznych takich.
        • chmurka_257 Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 20:28
          >w przypadku dzieci
          <adoptowanych nie powinno się im wmawiać,że ludzie,którzy ich >adoptowali to
          <mama i tata,gdyż rodziców ma się tylko jednych.


          A dlaczego dziecko adoptowane ma byc "ukarane" za to że matka biologiczna je
          oddała i nie miec szansy mówic do osób które go kochają i wychowują MAMO i TATO?
          Dlaczego ma byc gorsze od innych dzieci? Mama to ktoś kto kocha, kto sie
          troszczy przez całe życie, ktoś komu można wypłakac sie w rękaw kiedy mu
          strasznie źle, to ktoś ważny dla dziecka ,to ktoś przy kim czujemy sie
          bezpiecznie...
          Moje dziecko jest adoptowane i zwraca się do nas MAMO i TATO ,ale wie też ,że
          ma tez inna mamę,która ja urodziła ,nazywamy ja mamą brzuszkową .Ja jestem mamą
          serduszkowa ,która nosiła miłośc matczyną w swoim sercu wiele lat tylko po to
          aby ja pokochac .Nie wyobrazam sobie ,żeby moje dziecko zwracało sie do mnie w
          inny sposób .
          • aurita Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 20:50
            wydaje mi sie ze nie chodzi tu o mowienie "mamo" "tato" do rodzicow adopcyjnych ale mowienie o "urodzeniu sercem", "ciazy adopcyjnej" itp.

            chociaz jezeli to rodzicom adopcyjnym pomaga, a malym dzieciom pewnie tez, to chyba wolny wybor zainteresowanych?

            A co z dziecmi ktore do biologicznych rodzicow mowia po imieniu?
        • echtom Re: Matka jest tylko jedna... 31.03.09, 23:48
          > A co w przypadku np. ojczymow? Dziecko male tez zacznie mowic tata,
          > dziecko wieksze, bardziej swiadome juz pewnie nie, pomimo sadowych
          > przysposobien i roznych takich.

          Moja 8-letnia przyjaciółka miała ten problem, kiedy jej matka wyszła za mąż i
          przeprowadziła się do domu teściów. Nie wiedziała, jak ma się zwracać do tych 3
          nowych osób w jej życiu, więc postanowiła mówić dokładnie tak, jak jej matka -
          do ojczyma po imieniu, do przybranych dziadków - "mamo" i "tato".
    • krwawakornelia To jest swietny arykul 31.03.09, 21:07
      ten o ktorym mowisz.
      • sanna.i Re: To jest swietny arykul 01.04.09, 09:33
        Widzę,że tu rozgorzała dyskusja na ten temat,moze to cos rozjaśni(nie mogłam
        niestety znaleźć w sieci tego artykułu):

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=581&w=5273719&v=2&s=0
        Dla mnie najdziwniejsze jest to,że moja kumpela (która adoptowała) w sumie nie
        odrzuca tych koncepcji Eichelbergera,ale ja jestem niedoszłą adopcyjną mamą
        (może przyszłą?),dlatego moje przemyślenia nie są chyba zbyt istotne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka