wi0la
04.06.09, 09:37
Moja szwagierka teraz w czerwcu ma święcenia ostateczne(chyba tak się to
nazywa) na zakonnicę. Zrobiła sobie listę prezentów jakie by chciała otrzymać
od nas zaproszonych na uroczystość.Listę przekazali nam rodzice męża w
poniedziałek.Na liście znalazło się : mp3 z dyktafonem, słownik biblijny,
aparat cyfrowy i uwaga wycieczka do Ziemi Świętej(!).Mąż po konsultacji ze mną
stwierdził ,iż kupimy jej mp3.I to powiedział swojej mamie jeszcze w
poniedziałek.We wtorek telefon od teściów następującej treści:to co my kupimy
jej (szwagierce)wycieczkę a ty(do męża) kup mp3 i aparat(bo bardzo go
potrzebuje)Mąż się wkurzył i ja też.Nie mamy zamiaru wydawać tyle kasy na
prezent .Poza tym ciągle mamy w pamięci zachowanie siostrzyczki(szwagierki)
gdy chrzciliśmy synka,a ona nie przyjechała bo "na pewno będzie alkohol".
Wczoraj znów telefon od teściów odnośnie prezentów .Mąż mówi ,że nie kupi
aparatu tylko mp3.Że może dać jej swój aparat,którego nie używamy (lustrzanka
na kliszę b.dobra jakościowo)I co usłyszał? że jest gó...arzem i filozofuje.Po
czym rodzice się rozłączyli...
Muszę tu dodać ,iż szwagierka dostała pracę jako wolontariuszka w kurii.Ma
robić jakąś stronę internetową i dlatego jest jej potrzebny bardzo dobry
aparat.Mąż wyszedł z założenia,że to kuria powinna zaopatrzyć w aparat albo
ewentualnie skaner i to powiedział rodzicom.(i został nazwany gó...arzem).
Możecie sobie wyobrazić jak czuje się mąż,ale zdania nie zmieni.
Ja mam ochotę wygarnąć teściom ale wiem ,że nie będę miała tyle odwagi by to
zrobić.