Co byście zrobiły? - długie

16.06.09, 11:36
Dziewczyny poradźcie co byście zrobiły?

Niedawno okazało się, że najbliższy kuzyn mojego męża ma raka mózgu, glejaka,
o najwyższym stopniu złośliwości. Lekarze nie dają mu wielkich szans. Chłopak
jest młody, ma małe dziecko i wiadomość o tym spadła na naszą rodzinę jak grom
z jasnego nieba....Przeszedł operację, guz wycięto, jednak po bardzo krótkim
czasie odrósł do rozmiarów sprzed operacji. W chwili obecnej jest po kolejnej
operacji i próbuje leczenia eksperymentalnego (rodzina złożyła się na leki -
nie były to duże pieniądze.

Na wszelki wypadek gdyby to leczenie nie przyniosło efektów firma w której
pracuje kuzyn założyła mu konto w fundacji i przelała na nie dośc pokaźną
sumkę na ewentualne leczenie w Stanach, wyjazd i przygotowanie
autoszczepionki, koszt ok. 100 tys dolarów. Oczywiście rodzina tez wpłaciła
pieniądze, kto ile mógł, prosiliśmy znajomych o jeden procent,
zorganizowaliśmy koncert charytatywny. Brakuje jeszcze sporo pieniędzy ale ja
niedokładnie o tym chciałam ale potrzebne to było aby naświetlić sytuację...

Kuzyn krótko przed faktem zanim dowiedział się o chorobie podpisał umowę z
developerem na dom, pozaciągał kredyty, koszmarnie wysokie ale też nie był to
wtedy problem gdyż dobrze zarabiał. Jego rodzicom również zamarzył się domek i
podpisali podobną umowę na tym samym osiedlu domków. Obie rodziny miały swoje
własne mieszkania trzypokojowe, w pełni wyposażone, nowe auta.

Do czego zmierzam.
Otóż mieliśmy całą rodziną zorganizować zjazd rodzinny, wszystko już było
ustalone, terminy, miejsce itp. po czym inny kuzyn z rodziny "wyłamał" się, że
tak powiem tłumacząc się tym, że on woli te pieniądze jednak przekazać na
leczenie i na chorego bo mu sa bardziej potrzebne, reszcie po takim argumencie
głupio się zrobiło i faktycznie wyjazd odwołaliśmy a pieniądze które byśmy na
to wydali wpłaciliśmy na konto.

Przez cały poprzedni rok odkładałam co miesiąc pieniądze cobyśmy mieli na
jakieś wakacje ( nie za granicą, bo chwilowo nie idę do pracy więc wolę mieć
coś odłożone na czarna godzinę) dostaliśmy tez spory zwrot podatku z abolicji
i te pieniądze chcieliśmy przeznaczyć na remont. Rozważaliśmy wpłacenie
większej kwoty z tego zwrotu na konto leczenia i wstrzymanie sie z remontem
ale jak usłyszałam że ani kuzyn ani jego rodzice nie mają zamiaru rezygnować z
tych domów, wykańczania ich w tej sytuacji to ja uznałam, że tym bardziej nie
muszę rezygnować z czegoś co kosztuje znacznie mniej, mąż chyba też się ze mną
zgodził, może nie do końca bo to jego baaardzo bliski kuzyn, przyjaciel,
niemalże jak brat ale moje argumenty go przekonały.
No i wczoraj rozmawiamy z wujkiem, mówimy mu że planujemy wyjazd w lipcu a ten
z grubej rury, no tak w tym roku moglibyście sobie odpuścić są ważniejsze
sprawy, nasza rodzina trzymać się musi razem i sobie pomagać, nikt w tym roku
nie jedzie na wakacje.... no i mąż stwierdził, że na żadne wakacje nie jedzie
bo mu tam każda atrakcja będzie gulą w gardle stawać...
No i szlag mnie trafił....co byście zrobiły próbowały przekonać męża czy sobie
odpuścić?

    • asiaiwona_1 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 11:42
      ja bym przekonała męża do wyjazdu. Pomagacie tyle ile możecie, ale
      nie można robić wszystkiego swoim kosztem Idąc tokiem rozumowania
      wujka powinniście acząśc jeść tylko chleb ze smalcem coby więcej
      kasy przeznaczyć na leczenie. No i tym bardziej, jeśli inni
      członkowie rodziny nie rezygnują ze swoich marzeń wydatków to
      dlaczego tylko wy mielibyście to robić.
      • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 11:47
        Co do reszty rodziny, starałam się nieco wywiedzieć i rzeczywiście z osoby z
        którymi rozmawiałam zrezygnowały z wyjazdu na wakacje...głupia sprawa trochę.
        Moim jednak zdaniem porywanie się na dom, zaciąganie kredytu koszmarnie
        wysokiego na 40 lat jest dość nierozsądne, szczególnie jak ma się gdzie
        mieszkać. Kuzyn tłumaczy to tym, ze on sie nie podda, żyć będzie a jakby zaczął
        ze wszystkiego rezygnowac to tak jakby właśnie się poddał i sam na sobie kreske
        położył. Domek był ich marzeniem życia. Ja to rozumiem ale kurcze lekarze mu
        dają w najlepszym wypadku pół roku życia jeszcze (oczywiście mamy nadzieję, że
        sie mylą)...nie wiem czy był ubezpieczony, chyba tak skoro dostał tak wysoki
        kredyt, nie śmiałam o to zapytać...
        • a.nancy Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 12:04
          > Kuzyn tłumaczy to tym, ze on sie nie podda, żyć będzie a jakby zaczął
          > ze wszystkiego rezygnowac to tak jakby właśnie się poddał i sam na sobie kreske
          > położył. Domek był ich marzeniem życia. Ja to rozumiem ale kurcze lekarze mu
          > dają w najlepszym wypadku pół roku życia jeszcze

          sugerujesz, ze powinien te pol roku przelezec lkajac w poduszke, zrezygnowac z
          marzen i szykowac sie na smierc? no sorry
          moze ten dom jest tym, co go trzyma przy zyciu i nie pozwala sie zalamac
          • kotbehemot6 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 12:07
            Wszystko ok, a kto daje prawo wujkowi do wtrącania się w plany autorki wątku. No
            sorry, oni tez maja zacząć łkac w poduszkę. Złozyli się, wspomagają ale chwila
            moment....toksyczny wujcio
          • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:18
            Nie nie sugeruję, ale też miał piękne mieszkanie a nie mieszkał pod mostem. Nie
            rozumiem więc czemu ja mam z czegoś rezygnować a sam zainteresowany nie może?
            Ja jakoś mieszkam w dwóch pokojach dwójką dzieci i żyję. Też mam swoje marzenia
            których pewnie nigdy w życiu nie zrealizuję z powodu braku kasy właśnie ale mam
            tez i mniejsze które się uda pewnie...
          • attiya Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 14:22
            a.nancy napisała:

            > > Kuzyn tłumaczy to tym, ze on sie nie podda, żyć będzie a jakby zaczął
            > > ze wszystkiego rezygnowac to tak jakby właśnie się poddał i sam na sobie
            > kreske
            > > położył. Domek był ich marzeniem życia. Ja to rozumiem ale kurcze lekarze
            > mu
            > > dają w najlepszym wypadku pół roku życia jeszcze
            >
            > sugerujesz, ze powinien te pol roku przelezec lkajac w poduszke, zrezygnowac z
            > marzen i szykowac sie na smierc? no sorry
            > moze ten dom jest tym, co go trzyma przy zyciu i nie pozwala sie zalamac
            >
            >
            jasne...a mamusia z tatusiem i ulubiony kuzyn z żoną będą spłacać przez następne
            40 lat kredyt po kuzynie....można trochę inaczej spędzic ów czas to raz
            a dwa rozumiem, że cała rodzinka powinna zrzucić się ma marzenie kuzyna bo jemu
            pół roku zostało i broń boze jechać na wakacje bo jakby to wyglądało...
        • shellerka Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 09:36
          dlaczego po twoich dwoch wpisach odnosze nieodparte wrazenie, ze najbardziej
          mierzi cie ten ich dom? oni wzieli kredyt, wiec raczej trudna decyzja jest nagle
          porzucenie inwestycji. no i moim zdaniem, taki realny cel do którego się dąży
          może dawać siłę, nadzieję i sens dalszego życia. o niejednym człowieku któremu
          dawano pol roku zycia, a zyl kilka, kilkanascie lat już slyszałam...

          co do twojego wyjazdu - uważam ze powinniscie jechac. i tak wiele juz
          zrobiliscie dla swojego kuzyna. wujek postepuje nie fair obarczajac was
          poczuciem winy. byc moze robi to nieswiadomie, nie wiedzac ze to nie jest o.k.

          jedz, bo jak nie pojedziecie, to niepotrzebnie naladujesz sie negatywnymi
          emocjami i w koncu wybuchniesz.
    • kotbehemot6 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 11:50
      ja wszystko rozumiem,ze rodzina solidaryzuje się z chorym, to bardzo szlachetne
      ale...wydaje mi sie ,ze troszke za bardzo wzajemnie ingerujecie w swoje życie.
      Nie wyobrażam sobie żeby jakiś wujek negował plany mojej rodziny.
      Pomogliscie kuzynowi, ale pomoc nie oznacza totalnej rezygnacji z własnego życia
      i własnych planów ,zwłaszcza w stytuacji kiedy leczenie jest
      eksperymentalne-czytaj wysoce niepewne.

      Gdyby piniadze miały byc przeznaczone na operacje dająca wysoki stopień
      powidzenia pewnie bym sie nie wahała...ale i tak uważam za bardzo niezdrowe tak
      intensywne włażenie z buciorami w cudze życie, chocby i w miare najbliższej
      rodziny.
    • mamiliuli Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 12:14
      uwzględniłabym uczucia i odczucia męża - z tego co widzę Ty też raczej sama się
      do tego skłaniasz i potrzebujesz tylko poparcia

      Sytuacja jest smutna i przykra - trzymam kciuki za całą Waszą Rodzinę
    • joanna29 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 12:15
      Jezlli kuzynowi zostało pół roku życia to darowałabym sobie te
      wakcje w tym terminie. Pieniądze zbierała na swoim koncie do
      wykorzystania na leczenie kuzyna bądz na przyszłe wakacje.
      Nie wiemy jak my bysmy się zachowywali w takich okolicznościach.
      Wsparliscie bardzo mocno kuzyna i rodzine jego, czują że jestescie
      blisko w tej chorobie i mogli stracic poczucie granicy, więc się
      wujkowi nie dziw. Wujek traci swoje dziecko i moze nie raz
      powiedziec i zrobic cos nie do konca zrozumialego.
      Co do domu, to mysle, że jego budowa daje nadzieje kuzynowi na
      dalsze zycie, że przecież coś tworzy to nie moze tak tego zostawić.
      A moze poprostu chce zapwenic dobre warunki zycia zonie i dziecku,
      jak go zabraknie.
      • sir.vimes o , właśnie, dziecko mu umiera. 16.06.09, 12:40
        "Wujek traci swoje dziecko i moze nie raz
        powiedziec i zrobic cos nie do konca zrozumialego. "

        Poza tym porada wstrzymania się od wyjazdu to nie jest nic nie zrozumiałego. I
        nic dziwnego, ze wujek może sugerować, ze to z powodów finansowych ważne. Trudno
        jest rodzicowi powiedzieć na głos "nie wyjeżdżajcie, bo on może umrzeć jak was
        nie będzie"
    • zlotarybka_1 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 12:26
      na takie sytuacje mądrych nie ma - trudno wymyślić sensowne
      rozwiązanie. Mogę doradzić Ci może tylko tyle, abyście nie oglądali
      się na resztę rodziny, pomogliście już sporo. Jeżeli serce
      podpowiada Wam, że należy jeszcze pomóc to ok, jeśli nie to jedźcie
      na te wakacje. Ale nie dlatego, że inni członkowie rodziny jadą czy
      nie jadą, dalej pomagają czy nie pomagają.
      Dla mnie ta sytuacja z kupnem domu też jest trochę dziwna, wydaje mi
      się, że w sytuacji gdyby cała rodzina składała się na mnie
      zrezygnowałabym z takich ogromnych wydatków, ale oczywiście tylko mi
      się wydaje. Nie wiem jak naprawdę zachowałabym się na miejscu kuzyna.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo siły.
    • sir.vimes mąż powinien zdecydować 16.06.09, 12:37
      To jest jego kuzyn.

      Jeśli jest z nim blisko związany a chłopak umrze właśnie w czasie tego wyjazdu -
      mąż będzie czuł się podle. No i - przepraszam za brutalność - lepiej dla waszego
      małżeństwa by w razie czego to nie był TWÓJ pomysł.

      Nigdy, w żadnym razie, pod żadnym pozorem nie namawiałbym męża do wyjazdu w
      takiej sytuacji czy nawet do wyjścia na kawę gdyby nie chciał.


      Gdyby to był MÓJ kuzyn pojechałabym na wakacje dopiero po zebraniu tej kasy i
      wyprawieniu go na operację.
      • umasumak Zgadzam się w 100 procentach 16.06.09, 12:48
        Dodam jeszcze tylko, że mąż autorki wątku będzie się źle czuł na tych wakacjach
        niezależnie od tego, czy kuzyn umrze w trakcie nich, czy nie.
        • sir.vimes Re: Zgadzam się w 100 procentach 16.06.09, 12:52
          mąż autorki wątku będzie się źle czuł na tych wakacjach
          > niezależnie od tego, czy kuzyn umrze w trakcie

          też tak sądzę. I pewnie będzie wisiał na telefonie bojąc się , ze coś się stało.
          W takiej sytuacji nie bardzo da sie w ogóle odpocząć. Co innego jak już wyślą
          kuzyna na operację.
      • kotbehemot6 Re: mąż powinien zdecydować 16.06.09, 12:53
        Z tego co pisze autorka wątku, to mąż chciał jechać na wakacje i mieli swoje
        plany, które zmienił pod wpływem wujka.

        • sir.vimes Re: mąż powinien zdecydować 16.06.09, 13:08
          cytat:
          "ja uznałam, że tym bardziej nie
          muszę rezygnować z czegoś co kosztuje znacznie mniej, mąż chyba też się ze mną
          zgodził, może nie do końca bo to jego baaardzo bliski kuzyn, przyjaciel,
          niemalże jak brat ale moje argumenty go przekonały. "
          • kotbehemot6 Re: mąż powinien zdecydować 16.06.09, 13:14
            mąż sam nie wie czego chce, raz przekonuje go żona a raz wujek.

      • denea Re: mąż powinien zdecydować 16.06.09, 21:30
        > Nigdy, w żadnym razie, pod żadnym pozorem nie namawiałbym męża
        do wyjazdu w
        > takiej sytuacji czy nawet do wyjścia na kawę gdyby nie chciał.


        O to, to.
        Zgadzam się.
    • umasumak Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 12:51
      Ludzie rezygnują z wakacji ze zdecydowanie bardziej błahych powodów
    • alabama8 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 12:57
      Każdy musi z czegoś zrezygnować. A tym bardziej kuzyn którego
      problem dotyczy najbardziej. Wy będziecie ciułać dla niego każdy
      grosz, a on w tym czasie wykończy hałupę i będzie się martwić tym
      ile jeszcze i od kogo zebrać. To on powinien zrezygnować z dużych
      wydatków.
      • babcia47 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:08
        odstąpienie od umowy i zaprzestanie "budowy" moze być bardzo
        kosztowne..i to do zapłacenia "od zaraz"..wzięty kredyt na budowę
        powinien być ubezpieczony na wypadek śmierci głównego kredytobiorcy
        (kredyt spłaca TU)..moze chory kuzyn liczy, ze w razie najgorszego
        zostawi coś po sobie najbliższym..
        • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:15
          Dom mógł "odsprzedać" jak by w stanie surowym i już im oddany przez developera.
          Nie zdecydowali się, mieszkanie sprzedali niedawno żeby mieć na wykończenie domu.
          Moje pytanie, czy jakby zostawił żonie i dziecku mieszkanie, trzypokojowe to by
          ich nie zabezpieczył bo to dla niektórych z was jest argument za?
          • kotbehemot6 Powiem tak 16.06.09, 13:20
            z jeden strony wujek i chory kuzyn chca prowadzic normalne życie czyli buduja
            domy itp-jakby nic sie nie stało, argumentując to chęcia zycia, a z drugiej
            strony wujcio wymaga od rodziny specjlanych poświeceń. Cos tu mocno nie gra.
            Albo dajemy kuzynowi pomoc na jaką nas stac i zyjemy tak jak dotąd- zeby kuzyn
            nie odczuł,ze jest cięzko chory, albo pogrążeni w smutku czekamy az umrze.
            Wujcie chciałby i tak i tak a przy okazji wpedza innych w poczucie winy
            • sir.vimes Re: Powiem tak 16.06.09, 13:28
              "Cos tu mocno nie gra."

              Nie, zachwują sie obaj zupełnie normalnie.

              A żądanie od umierającego człowieka by porzucił "plany doczesne" i skoncentrował
              się na bliskim zgonie jest zwyczajnie nie ludzkie. Tak jak oczekiwanie, ze
              rodzice, którym umiera dziecko będą chłodno kalkulować. Poza tym - nie widzę tu
              żadnego wpędzania w poczucie winy.

              I uważam, ze to jest żadne poświęcenie - nie jechać na jakiś wyjazd w tej
              sytuacji. Poza tym - mężowi autorki IMO należy się od niej wsparcie a nie jakieś
              głupie przeciąganie liny. Brat mu umiera - zawracanie głowy pierdami w stylu
              "czy jedziemy w lipcu czy w listopadzie dopiero" jest niepoważne. Gdyby było
              WIDAĆ, że taki wyjazd może mu POMÓC - rzecz byłaby inna.

              > Albo dajemy kuzynowi pomoc na jaką nas stac i zyjemy tak jak dotąd- zeby kuzyn
              > nie odczuł,ze jest cięzko chory, albo pogrążeni w smutku czekamy az umrze.

              No jeśli widzisz tylko te dwie opcje...
              • kotbehemot6 Re: Powiem tak 16.06.09, 13:40
                Słuchaj, albo mówi sie wszem i wobec ,ze żyja normalnie i z niczego nie
                rezygmuja bo kuzyn ma wole walki i chce zyć normalne, a z drugiej strony daje
                wuj do zrozumienia,ze właśnie normalne życie w postaci wyjazdu jest nie na
                miejscu- nie widzisz rozbieżności??????

                Mąż sam nie wie czego chce, raz chce pod wpływem żóny, a raz nie chce pod
                wpływem wujka.

                Sama nie wiem co bym zrobiła. Ale wiem z pewnośca jedno, nie zyczyłabym sobie
                żeby ktokolwiek krytykował moje postępowanie w sytacji kiedy sam nie rezygnuje
                ze swoich planów. I to sa zupełnie dwie odrene rzeczy.
                Jezłei razem zdecydowli wyjechac to wujowi wara od krytykowania, niech
                zrezygnuje z budowy domu.
                jeżeli razem zdecydowali zostac, to z pewnościa nie z powodu wuja tylko z
                potrzeby serca. A rola żóny w tym momencie jest podzielenie zdania męża-tyle
                tylko,ze on zdania własnego nie ma. Tyle

                • sir.vimes Re: Powiem tak 16.06.09, 13:42
                  Nie, nie widzę żadnej rozbieżności.

                  Ty chyba nie miałaś za dużo do czynienia z poważnie chorymi ludźmi?
                  • kotbehemot6 Re: Powiem tak 16.06.09, 13:47
                    Bardzo bys sie zdziwiła. I właśnie dlatego pisze,ze sama nigdy nikomu nie
                    odważyłabym sie wypomniec czy postępuje źle czy dobrze.Tak samo najbliższa mi
                    osoba czyli moja mama -kilka razy umierająca w szpitalu.
                    Byłam przy mojej mamie, za kazdym razem ale to ja zdecydowałam a nie ktokolwiek
                    inny. I dodam,ze moja mama w tych wyjatkowo cięzkich chwilach najmniej zyczyła
                    sobie komplikowac zycie innym a jeszce mniej wypominac,ze ktoś gdzies był albo
                    go nie bylo. I dlatego uważam,ze tekst wujka jest mocno nie na miejscu a mąz
                    wogóel jest niezdecydowany. A czym innym jest rola żóna w tej sytacji-to nie do
                    niej nalezy deczyja, ta nalezy do męża- aten sam nie wie czego chce.
                    • sir.vimes Re: Powiem tak 16.06.09, 14:02
                      Nie, nie zdziwiłabym się. Różnie bywa.

                      O ludziach, którzy własnej rodzinie żałuję oddania krwi też słyszałam, więc w
                      sumie nic w temacie mnie nie dziwi. Natomiast to, że widzisz ROZBIEŻNOŚĆ w tym
                      co mówi ojciec umierającego dziecka dziwi mnie. Dziwi bardzo. Mało jest rzeczy,
                      które są "nie na miejscu" w wykonaniu rodzica w takiej sytuacji. I każdy kto ma
                      odrobinę empatii doskonale to rozumie.

                      Kluczowe w tym wątku jest właśnie to, ze mąż nie jest i nie był zdecydowany na
                      wyjazd. Potrzebne jest MU (kompletnie abstrahując od chorego kuzyna i jego
                      rodziców) wsparcie. Nie dysputy o tym czy wuj kupił sobie rower czy dom i czy
                      kuzyn ma prawo nie zrywać umowy z deweloperem bo przecież takiemu umierającemu
                      domu nie potrzeba.

                      TEN SAM problem, podany w kontekście uczuć i sytuacji męża, wyglądałby zupełnie
                      inaczej. Zrozumiałabym rozważania, czy mężowi wyjazd pomoże, czy bardziej mu
                      pomoże jak wpłaci tą kasę na konto kuzyna czy np. jak się za te pieniądze
                      porządnie upije.

                      Ale w tym wszystkim jakoś maż i JEGO sytuacja zniknęła. I ty też wypowiadasz się
                      w tym tonie - jakby WAŻNE było co powiedział wuj, a co kupił sobie stryj itd
                      itp. I oczywiście - toksyczny wuj wpędza brata swego syna w poczucie winy...
                      Rany, w większości takich sytuacji nic nie jest w stanie wpędzić człowieka w
                      większe poczucie winy niż sam fakt, że są zdrowi i że ta choroba w ogóle się w
                      ogóle "wydarzyła".
                      Tak samo można napisać, że toksyczna jest żona - bo rozważa duperele i truje
                      tyłek mężowi w ciężkiej sytuacji.

                      "I dodam,ze moja mama w tych wyjatkowo cięzkich chwilach najmniej zyczyła
                      > sobie komplikowac zycie innym a jeszce mniej wypominac,ze ktoś gdzies był albo
                      > go nie bylo."

                      I co ma do rzeczy? Czy ten kuzyn rozlicza ich z czasu spędzonego przy nim?
                      Ranking pomocy robi? Nic takiego z wątku nie wynika.
                      • kotbehemot6 Re: Powiem tak 16.06.09, 14:11
                        O niczym innym nie pisze jaka o tym,że decyzja należy tylko do męża ,do żony
                        nalezy wsparcie go. Tyle że sam nie wie czego chce, może dlatego,że kuzyn jest w
                        domu i nieźle sie czuje-jak pisała niżej autorka. Autorka pisze równiez,ze
                        zachowanie wuja wynika li tylko z pobudek czysto finansowych, więc dla mnie
                        wogole żenua....ale.....
                        Zachowanie wuja mogę tylko tłumaczyć rozchwianiem emocjonalnym.
                        • sir.vimes Re: Powiem tak 16.06.09, 14:21
                          Autorka pisze równiez,ze
                          > zachowanie wuja wynika li tylko z pobudek czysto finansowych, więc dla mnie
                          > wogole żenua....ale.....
                          > Zachowanie wuja mogę tylko tłumaczyć rozchwianiem emocjonalnym.

                          A skąd ona to wie? Z d. W głowie mu przecież nie siedzi.
                          Tak jak napisałam wcześniej - rozumiem doskonale, że łatwiej jest wujowi
                          rozmawiać o pieniądzach niż o śmierci swojego dziecka. Poza tym , no weź, "mogę
                          tłumaczyć tylko" - zejdź na ziemię, jego niczym nie trzeba tłumaczyć.

                          "Tyle że sam nie wie czego chce"

                          A tu toksyczna żona naciska, mając gdzieś jego dylematy;P

                          Serio - to jest ciężka próba dla związku. Nie każdy potrafi wytrzymać sytuację w
                          której przez dłuższy czas normalne rodzinne życie schodzi na dalszy plan, kiedy
                          tylko jedna rzecz jest ważna i cały czas czyha w tle. Kiedy człowiek potrafi tuż
                          po wyjściu do kina czy po seksie nawrócić natychmiast do tego jednego tematu
                          (nie musi mówić, i tak wiadomo, ze o tym właśnie myśli) - czyjejś choroby lub
                          śmierci. Naprawdę trzeba mieć wiele serca i wyhodować sobie twardą skórę. Ale
                          warto potrafić udzielić wsparcia w takiej chwili, niezależnie od kosztów
                          emocjonalnych.
                      • sir.vimes Źle sformułowałam 16.06.09, 14:14


                        "Nie, nie zdziwiłabym się. Różnie bywa.

                        O ludziach, którzy własnej rodzinie żałuję oddania krwi też słyszałam, więc w
                        sumie nic w temacie mnie nie dziwi. Natomiast to, że widzisz ROZBIEŻNOŚĆ w tym
                        co mówi ojciec umierającego dziecka dziwi mnie."

                        Wyszło tak jakbym sugerowała, ze jesteś takim człowiekiem. Oczywiście, nei o to
                        chodziło.

                        Każdy ma inny poziom tego co jest dla niego "poświęceniem" w takich sytuacjach -
                        niektórzy bardzo niski, drobny dyskomforcik urasta im do rangi bóg wie czego. A
                        ty strasznie bronisz, ze tak powiem, komfortu mniej zainteresowanych, kosztem
                        empatii wobec zainteresowanych. Piszesz, że twoja matka była w ciężkim stanie w
                        szpitalu i nie wymagałaś niczego od nikogo. Nie jestem pewna czy to jest jakieś
                        chwalebne. IMO - to norma, ze się wzywa do pomocy czy sugeruje jakieś
                        zainteresowanie tym umierającym czy ciężko chorym człowiekiem resztę rodziny.

                        Jeżeli ktoś od takiej sugestii poczuje się "wpędzony w poczucie winy" to albo
                        powinien mieć to poczucie winy albo szuka dziury w całym i nadto się rozdyma.

                        Rodzice umierających dzieci potrafią żebrać o pomoc u obcych ludzi, wchodzić
                        oknem tam gdzie wyrzucono ich drzwiami. To normalne. Jeżeli ojciec umierającego
                        człowieka SUGERUJE, że fajnie by było gdyby reszta rodziny przyjechała do
                        umierającego, nie wyjeżdżała na wakacje, zrzuciła się na leczenie, zrzuciła się
                        na ulubione czekoladki chorego, namalowała dla niego laurki tudzież pomogła w
                        smarowaniu go maścią czy whatever a ktoś czuje się z tego powodu zaatakowany,
                        wpędzony w poczucie winy, dyskomfortowo itd itp to ma coś nie halo z głową.
                        • kotbehemot6 Re: Źle sformułowałam 16.06.09, 14:20
                          . To normalne. Jeżeli ojciec umierającego
                          > człowieka SUGERUJE, że fajnie by było gdyby reszta rodziny przyjechała do
                          > umierającego, nie wyjeżdżała na wakacje, zrzuciła się na leczenie, zrzuciła się
                          > na ulubione czekoladki chorego, namalowała dla niego laurki tudzież pomogła w
                          > smarowaniu go maścią czy whatever a ktoś czuje się z tego powodu zaatakowany,
                          > wpędzony w poczucie winy, dyskomfortowo itd itp to ma coś nie halo z głową.
                          >
                          >

                          Zgadzam sie w 100% tyle tylko,że przeczytaj wpis niżej,ze pobudki wuja są czyste
                          finansowe i bardzo roszczeniowe. Co innego prośba i ujęcie w taki sposób jak to
                          ty ujęłas a co innego żądanie okrełśonego zachowania i to w sytacji kiedy nasi
                          bohaterowie udzielaja pomocy, a tylko chcieli wyjechac na wakacje. Tylko to mnie
                          z lekka bulwersuje.
                        • jowita771 Re: Źle sformułowałam 16.06.09, 16:02
                          > Rodzice umierających dzieci potrafią żebrać o pomoc u obcych ludzi, wchodzić
                          > oknem tam gdzie wyrzucono ich drzwiami. To normalne. Jeżeli ojciec umierającego
                          > człowieka SUGERUJE, że fajnie by było gdyby reszta rodziny przyjechała do
                          > umierającego, nie wyjeżdżała na wakacje, zrzuciła się na leczenie, zrzuciła się
                          > na ulubione czekoladki chorego, namalowała dla niego laurki tudzież pomogła w
                          > smarowaniu go maścią czy whatever a ktoś czuje się z tego powodu zaatakowany,
                          > wpędzony w poczucie winy, dyskomfortowo itd itp to ma coś nie halo z głową.

                          Jednak jeśli rodzic umierającego dziecka namawia wszystkich dookoła do tego
                          smarowania i rysowania laurek, a sam tego nie robi, bo nie lubi albo realizuje
                          się inaczej, to on ma coś nie halo z głową. A tu raczej tak wygląda, tzn. wuj
                          dom buduje, bo to było jego marzenie, a trzypokojowe mieszkanie mu nie
                          wystarcza, a autorce i mężowi musi wystarczyć dwupokojowe i nawet na wakacje
                          jechać nie mogą, bo okazuje się, że są nielojalni. W postawie wuja jest coś
                          mocno niefajnego.
                          • sir.vimes już kilka osób napisało jakie sa koszty odstąpieni 16.06.09, 16:09
                            od umowy więc nie będę się powtarzać.

                            A poza tym - faktycznie, przecież WIEMY na pewno, ze wuj z pobudek finansowych
                            prosił o wstrzymanie się z wakacjami, prawda? W żadnym razie to nie jest
                            interpretacja autorki wątku, na pewno.


                            A tu raczej tak wygląda, tzn. wuj
                            > dom buduje, bo to było jego marzenie, a trzypokojowe mieszkanie mu nie
                            > wystarcza, a autorce
                        • jolunia01 Re: Źle sformułowałam 16.06.09, 21:48
                          sir.vimes napisała:

                          > Jeżeli ojciec umierającego człowieka SUGERUJE, że fajnie by było
                          > gdyby reszta rodziny ... nie wyjeżdżała na wakacje, zrzuciła się
                          > na leczenie, ... a ktoś czuje się z tego powodu zaatakowany,
                          > wpędzony w poczucie winy, dyskomfortowo itd itp to ma coś nie halo
                          > z głową.

                          Jeżeli ojciec umierającego człowieka SUGERUJE (z wyjątkowym brakiem
                          taktu), że fajnie by było gdyby reszta rodziny ... nie wyjeżdżała na
                          wakacje,... a sam w tym czasie dom buduje a nie odkłada na leczenie
                          syna to uważasz, że u niego wszystko w porządku z głową?
                          • sir.vimes Re: Źle sformułowałam 17.06.09, 08:37
                            Uważam, ze u rodziców umierającego dziecka zazwyczaj niekoniecznie jest w
                            porządku z głową i zazwyczaj dzieli się pewne rzeczy , które mówią i robią przez
                            dwa.

                            Ja w ogóle nie odebrałabym tego jako kwestię finansową - tzn. nie odebrałabym
                            tej uwagi, ze nikt nie jedzie na wakacje jako sugestii dotyczącej pieniędzy.


                            Ale - jak już napisałam wyżej - w ogóle jest mało istotne co powiedział wuj, a
                            co zrobił szwagier itp. Ważne jest JAK udzielić wsparcia mężowi w trudnej
                            sytuacji, jak mu pomóc. W ogóle kwestię kuzyna, jego choroby widzę tutaj jako
                            dalszy plan tzn - jako POWÓD rozpaczy, rozchwiania emocjonalnego, ciężkich chwil
                            MĘŻA autorki wątku. I to MĘŻEM trzeba się zająć a nie liczeniem pieniędzy. I
                            tak jak napisałam - ale powtórzę - gdyby chodziło o rozważenie czy mężowi wyjazd
                            pomoże,
                            czy bardziej pomoże mu np. skrzynka whisky byłoby dla mnie
                            zrozumiałe. Rozważania pod tytułem "ja chcę wyjechać, a ty, niezależnie od tego
                            jak się czujesz w tej sytuacji, musisz jechać ze mną bo to moje pieniądze -
                            dziwią mnie cholernie.
                            • kali_pso Re: Źle sformułowałam 17.06.09, 19:48
                              w ogóle jest mało istotne co powiedział wuj, a
                              > co zrobił szwagier itp


                              Nie żartuj. Jak mało istotne?- gdyby nie wuj i jego eksplozja
                              roszczeń, małżonkowie pojechaliby na wakacje. Czy słusznie czy nie,
                              to druga sprawa. Faktem jest, że mąż autorki wątku zmienił zdanie. I
                              nie sam z siebie, tylko po rozmowie z wujem.
                              • sir.vimes Re: Źle sformułowałam 17.06.09, 20:42
                                Faktem jest, że mąż autorki wątku zmienił zdanie. I
                                > nie sam z siebie, tylko po rozmowie z wujem.

                                Faktem jest, ze z początku nie chciał nigdzie jechać i zmienił zdanie po
                                rozmowie z żoną.

                                Nie wiem co ten wuj mu powiedział i czy cokolwiek o pieniądzach.
                                Nawet jeśli - wuj zdenerwowany głupstwa pleść może do wypęku, natomiast żona
                                niemal równie zdenerwowanego brata pacjenta powinna dbać o jego komfort nie
                                przeciągać z wujem linę tudzież sama zmuszać go do czegokolwiek.

                                Napisałam 100 razy i powtórzę - gdyby chodziło o rozważania czy mężowi wyjazd
                                pomoże, czy poprawi mu nastrój, czy warto go przekonywać by właśnie w taki
                                sposób odpoczął - to byłaby inna sprawa.

                                Jeszcze jedno - wuj podobno powiedział "nikt z rodziny nie jedzie na wakacje".
                                Dlaczego to ma oznaczać "dajcie kasę" a nie "wszyscy wiszą na telefonie i nie
                                wiedzą czy mój syn nie umrze"?
                    • eremka Re: Powiem tak 16.06.09, 14:31
                      no, skoro umierała kilka razy, to zdązyłas sie z tym oswoić na tyle,
                      że straciłaś wrazliwosc, co wynika z treści Twoich wypowiedzi ...
                      wyrazy współczucia
                      -------
          • sir.vimes Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:21
            Kompletnie nie rozumiem co to ma do rzeczy.

            Nikt cię nie zmusza byś dawała więcej kasy na operację tego gościa. Mąż nie
            chciał jechać , udało ci się go przekonać, pogadał z rodzicami kuzyna i chce
            zostać. Tak mniej więcej wynika z twoich postów. Co ma do rzeczy na co wydaje
            pieniądze ten chory kuzyn?

            Mam propozycje - sama jedź na te wakacje.
            • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 14:25
              No faktycznie nie rozumiesz. Chodzi o to, że to ja mam zrezygnować z wakacji
              (akurat w tym wypadku) po to żeby oddać pieniądze które bym na nie wydała. Nie
              chodzi ogólnie o wyjazd i jechać czy nie, tylko o kasę którą według wujka
              powinniśmy wydać na coś ważniejszego niż głupi urlop z dziećmi.
              Co do męża i jego niezdecydowania wynika ono po prostu stąd, ze pieniądze nie są
              tylko jego, są także moje,i wie, że czekałam na ten wyjazd, planowaliśmy go od
              dawna.
              Nie wiem po prostu czy w takiej sytuacji powinnam go przekonywać do wyjazdu czy
              dać sobie spokój i nie pojechać bo tak bardziej wypada....
              • kotbehemot6 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 14:28
                > Nie wiem po prostu czy w takiej sytuacji powinnam go przekonywać do wyjazdu czy
                > dać sobie spokój i nie pojechać bo tak bardziej wypada....
                >
                Tu nie jest kwestia co wypada a co nie , tylko kwestia waszej-męża-oceny sytacji
                i poczucia obowiązku, potrzeby niesienia pomocy jakkolwiek to nazwiesz.
                Ocenienia, czy kuzyn ma pomoc, czy wasza nieobecnośc cokoliwek zmieni , czy
                kuzyn jest w takim stanie,ze gwałtowniemoze pogorszyc jego sta zdrowia. Ale z
                pewnościa nie jest to kwestia tego co wypada a co nie
                • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 14:35
                  > Ocenienia, czy kuzyn ma pomoc, czy wasza nieobecnośc cokoliwek zmieni , czy
                  > kuzyn jest w takim stanie,ze gwałtowniemoze pogorszyc jego sta zdrowia. Ale z
                  > pewnościa nie jest to kwestia tego co wypada a co nie

                  Nasza nieobecność nie zmieni niczego, bo jak już pisałam to nie o nieobecność
                  chodzi. Mieszkamy w różnych miastach, chcemy wyjechać do innego miasta w kraju.
                  W obydwu przypadkach droga jest podobna jakby coś się stało i nasza obecność
                  była konieczna.
      • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:10
        Jeszcze co do umierania w czasie naszego wyjazdu... Odpukać kuzyn czuje się
        świetnie, leczenie eksperymentalnym lekiem przynosi efekty (oczywiście to może
        być złudne i na krótką chwilę). Mieszkamy w różnych miastach, więc na co dzień
        tak czy owak się nie widujemy, jestesmy w kontakcie telefonicznym. Kuzyn
        niedawno był u nas bo został chrzestnym naszego synka.
        Do kwoty która wystarczyłaby na wyjazd jeszcze sporo brakuje i prawdę mówiąc nie
        wiadomo czy uda się ją w ogóle zebrać, nie mówiąc już o tym czy to coś da jeśli
        nawet. Cholera "trafił" mu się parszywy rodzaj raka niestetysad
        Acha dodam jeszcze że to nie od niego samego wyszła ta sprawa z wakacjami,
        wydaje mi się, ze on na coś takiego nigdy by się nie zgodził.
    • ma_dre Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:22
      Moja rada : odpuscic sobie.
      Nie robilabym nic ani nie namawiala do niczego niezgodnego z wola malzonka. To
      bardzo delikatna sytuacja i ryzykujesz iz zrazisz go do siebie, zawiedzie sie na
      tobie. Taki zawod moze sie potem jatrzyc jak wrzod na d.upie i doprowadzic do
      roznych sytuacji w przyszlosci. DZis bym sie skupila na wspieraniu meza, no i
      oczywiscie kuzyna, nawet bez slow, samymi czynami. To bardzo wazne. Wiele
      wakacji jeszcze przed wami, no a kuzyn, coz... roznie to moze byc.

      Zrezygonwanie z budowy domu nie jest sprawa prosta, to nie jak przez ramie
      splunac, na pewno wiaza sie z tym wysokie koszta, ktore dorzuca sie tylko do
      kosztow jakie juz pociagnela za soba choroba kuzyna... Nie mozna tak po prostu z
      dnia na dzien odstapic od projektu. Zostaw rodzinie decydowanie o tym, jak
      najkorzystniej wybrnac z sytuacji.
    • angazetka Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:31
      Sprawę tego, czy jechać na wakacje, zostaw męzowi. On jest z tym
      człowiekiem związany, niech on decyduje. Ja bym nie była w stanie
      wyjechać ze świadomością, że ktoś, kto jest dla mnie brat, umiera na
      raka mózgu. To jest cholernie delikatna sprawa, naprawdę - nie
      decyduj tu za męża.
      • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:42
        Angazetka tu nie chodzi o bawienie się w czasie kiedy kuzyn leży w szpitalu i
        ledwo dyszy. Nie, on jest w domu i świetnie się czuje na szczęście i oby tak
        zostało. Chodzi czysto o pieniądze, o sprawy finansowe, o coś na co zbieraliśmy
        pieniądze cały rok a teraz mamy z tego po prostu zrezygnować i je oddać.
        w ostatni weekend mieliśmy 5 rocznice ślubu, na atrakcje tego dnia też poszło
        kilka stówek, wychodzi na to, że powinnam mieć wyrzuty sumienia że pozwoliliśmy
        sobie na zabawę....bo faktycznie można by się zamknąć w domu jeść chleb z masłem
        i wszystkie pieniądze przelewać na konto. Moim zdaniem wujo nie powinien był w
        ogóle wyskakiwać z takim tekstem i wpędzać nas w poczucie winy.
        • angazetka Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 13:51
          > Moim zdaniem wujo nie powinien był w
          > ogóle wyskakiwać z takim tekstem i wpędzać nas w poczucie winy.

          Wujo jest ojcem tego chorego, tak? Wiesz, z jego perspektywy
          naprawdę nie ma nic ważniejszego niż dobro własnego dziecka.
          Rozumiem jego zachowanie, nawet jesli poczułaś się dotknięta.
          • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 14:05
            Tak wuj jest jego ojcem. A jednak on też z domu nie zrezygnował mimo, że koszty
            pokryłyby w całości ten wyjazd.
            • carmela_soprano Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 14:25
              Zdajesz sobie oczywiście sprawę, że jeśli kuzyn wziął kredyt mniej więcej rok
              czy dwa temu, to rezygnując z domu w tej chwili musiałby do niego jeszcze
              dopłacić? (Ceny nieruchomości poszły w dół, a jeśli dodatkowo wziął ten kredyt
              we frankach to kapitał do spłacenia na chwilę obecną to od 1,2-1,5 raza tyle.)
              • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 14:31
                Nie znam szczegółów ale wiem, że mógł odsprzedać dom bez straty a z niewielkim
                zyskiem jeszcze jakiś czas temu, wiem bo rozważali propozycję kupna jaką mieli
                ale stwierdzili, że nie będą się poddawać i rezygnować ze swoich marzeń bo to
                by znaczyło, że czekają na tą śmierć.
                • marysienka44 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 15:37
                  a Ja Ciebie rozumiem, i też bym się tak poczuła. Poczuła pokrzywdzona, i w jakiś
                  sposób oszukana.
                  Bo Ty masz zrezygnować z własnych wakacji, planów i dać tą kasę na leczenie.
                  Ale wuja ani jego syn (ten chory) ze swoich nie zrezygnują, bo muszą żyć jak
                  gdyby nigdy nic.
                  Dla mnie to bez sens. Bo raz, że twoje pieniądze to kropla w morzu, w porównaniu
                  z pieniędzmi za sprzedaż domu.
                  Dwa, ja jako rodzic (czyt.wuja) miałabym w nosie swoje marzenia i plany,
                  sprzedała bym dom, poszła do bloku, i pieniądze dałabym na na leczenie syna.
                  Jako chora, i to na glejaka, to bym tak się bała ze też bym wola dom sprzeda i
                  wrócić do mieszkania, ale mieć na swoje własne leczenie.
                  Tym bardziej że piszesz iż mieli obaj taką opcję.
                  W tej chwili czułabym się jakbym dawała kasę nie na leczenie, tylko na te ich domy.
                  Druga sprawa, kuzyn dziwnie myśli, bo ja bym się w takiej powaznej chorobie
                  zastanawiała co zrobić aby rodzina długów nie miała po mojej ew.śmierci, czyli
                  powrót do mieszkania. Ciekawe co im będzie po domu jak kuzyn umrze? No ale dom
                  będzie.
                  Dla mnie to bezczelność, i tyle.
                  W kwesti jechać nie jechać powinniście razem podjąć decyzję, a nie twój mąż.
                  Wy jesteście rodziną, wy razem podejmujecie decyzję.
                  A nie że to jego kuzyn.
                  • miedzymorze Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 15:50
                    Nie jeździe (skoro mąż stropedowany przez wujka ma się źle czuć) ... ale NIE wpłacajcie kasy - odkładajcie dalej, najwyżej pojedziecie za rok na bardziej wypasione wakacje. Oczywiście, że warto pomagać rodzinie, ale nie za cenę poczucia się jak jeleń.
                    O ile moge zrozumiec, że chory kuzyn chce ciągnąć budowę domu, to nie jest dla mnie wiarygodny wuj, który również buduje, a od Was wymaga rezygnacji z odpoczynku. Nie ma takiego prawa, to może być tylko i wyłącznie wspólna, niewymuszona decyzja Twoje i męża.

                    pozdr,
                    mi
                  • jowita771 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 15:57
                    Ja się mogę podpisać pod każdym słowem Marysieńki.
                    I uważam, że wuj jest bezczelny. O ile można się nie czepiać samego chorego, to
                    jego rodzice mogliby zrezygnować z domu i poświęcić pieniądze na leczenie syna,
                    a nie realizować swoje marzenia czekając, aż za leczenie zapłacą inni.
                  • bea116 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 16:58
                    zgadzam się z marysienką
                • shellerka Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 09:46
                  a zastanowilas sie skarbie, gdzie wuj by zamieszkał, skoro mieszkanie sprzedał,
                  pieniadze ze sprzedazy domu poszlyby na wyjazd syna i zostałby z niczym....

                  • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 12:52
                    Dom w stanie surowym kosztował 400 tys (kredyt wzięli na 150 tys). Mieszkanie
                    zostało sprzedane aby były pieniądze na wykończenie. Nie widzę żadnego problemu,
                    mieszka dalej w mieszkaniu w którym mieszkał, nie bierze kredytu, zostaje mu 250
                    tys. No dobra nie pokryje to całej sumy potrzebnej na wyjazd ale prawie. Z domem
                    kuzyna inna sprawa bo tam kredyt był dużo większy, więc jego sprzedaż niewiele
                    by dała, byliby lekko na plus, jednak nie wiem co będzie jak kuzyn rzeczywiście
                    umrze, kto będzie spłacał ten kosmiczny kredyt? żona? nie wiem czy ubezpieczenie
                    pokryje całość.
                    I faktycznie masz rację mierzi mnie ten dom wujostwa w tej sytuacji.

                    Gwoli wyjaśnienia kuzyn jest mi także bardzo bliską osobą, mimo że jest obcy,
                    wiem jak ważny jest dla mojego męża i jaki to człowiek i też jest dla mnie ważny
                    z tych powodów.
                    • babcia47 Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 14:38
                      kredyt hipoteczny musi byc ubezpieczony tzn główny kredytobiorca na
                      wypadek śmierci..w takim wypadku odszkodowanie jakie jest wypłacane
                      pokrywa wysokość kredytu (bank żąda cesji przed uruchomieniem
                      kredytu), ewentualna nadwyżka, gdy kredyt częściowo spłacony, jest
                      wypłacana wskazanej osobie
                      • kropkacom Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 14:40
                        > kredyt hipoteczny musi byc ubezpieczony tzn główny kredytobiorca na
                        > wypadek śmierci..

                        I żadnych zastrzeżeń tam nie ma? Czy ubezpieczenie wypłacane jest w przypadku
                        każdej śmierci?
                      • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 14:46
                        Kredyt brali wspólnie z żoną jako małżeństwo. Czy w tym wypadku obie osoby są
                        ubezpieczone na życie na wysokość kredytu? Jeżeli jest tak jak Babcia pisze i
                        faktycznie z ubezpieczenia będą pieniądze to już się domu kuzyna zupełnie nie
                        czepiam, bo faktycznie mi się zdawało, że potem jego żona i córka będą to
                        spłacać do śmierci a skoro jest to zabezpieczone tym ubezpieczeniem to wręcz
                        nierozsądne byłoby pozbywanie się tego domu...Mieliśmy z mężem kredyt na
                        mieszkanie, spłaciliśmy go niespełna 3 m-ce temu, fakt nie na taką kwotę i
                        żadnego ubezpieczenia na życie nie było. Bank wymagał tylko ubezpieczenia samego
                        mieszkania.
                        • franczii Re: Co byście zrobiły? - długie 18.06.09, 21:58
                          My z mezem wspolnie zaciagnelismy kredyt na mieszkanie. Oprocz kredytu
                          wykupilismy ubezpieczenie na wypadek smierci, choroby, kalectwa utraty pracy itp
                          nieszczescia. I mamy po 50%. To znaczy jesli ktoremus za nas cos sie stanie to
                          ubiezpieczyciel splaca polowe naleznosci. Pozostala polowe nadal splaca drugi
                          wspolmalzonek. Mozna tez bylo proporcje zmienic zdaje sie maksymalnie 80 do 20%
                          ale raczej nie bylo mowy o 100% na jednego wspolkredytoborce.
            • estelka1 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 17:11
              To że pieniądze przeznaczone na zjazd rodzinny oddaliście na
              leczenie kuzyna, to bardzo fajny pomysł, podobnie jak oddanie
              jakiś "nadwyżek" finansowych. Ale nad kasą, którą przeznaczoną na
              remont i urlop to raczej bym się zastanowiła. Nikt nie ma prawa od
              Was wymagać aż takich wyrzeczeń. Jeśli sami zechcecie oddać i te
              pieniądze dla kuzyna, niech to będzie wyłącznie Wasza decyzja. Ani
              urlop ani remont to nie są jakieś zbyteczne rzeczy. Macie pełne
              prawo do tego. Wujek zachował się koszmarnie. I ta beznadziejna
              próba wzbudzania w Was wyrzutów sumienia... Dno. Nie tłumaczy go
              nic, nawet strach o życie syna. Przecież jadąc na urlop, nie
              zabieracie kuzynowi środków niezbędnych do życia. To wujek próbuje
              Wam coś zabrać.
    • gacusia1 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 15:58
      Wiesz,wujek troche bezczelnie zatekscil. W koncu Wy macie swoje
      zycie i macie prawo do niego. Twoj maz zarabia pracujac ciezko caly
      rok i choroba kuzyna nie moze miec wplywu na Wasze wakacje. Tym
      bardziej,jesli kuzyn i jego rodzice kupuja sobie nowe domy a nie
      odkladaja kazdego grosza na leczenie kuzyna. To po prostu nie fair.
      • jowita771 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 16:06
        No właśnie, jeszcze o ten "każdy grosz" idzie. Wuj nie odkłada wszystkich
        środków na leczenie syna, ale tego oczekuje od innych. Autorka napisała, że już
        się dołożyli do leczenia. Jakbym chciała utrzymać dobre stosunki z rodzina, to
        bym z tego wyjazdu zrezygnowała, ale bym pieniędzy nie przeznaczyła na leczenie
        kuzyna. Jeśli by się zdarzyło, że wuj byłby na tyle bezczelny i zagadnął o te
        pieniądze, to bym powiedziała, że zbieramy na dom i że to marzenie naszego życia.
    • gryzelda71 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 16:28
      Czyli chory żyje jakby nigdy nic(bardzo dobrze,że nie poddaje się),jego rodzice
      też(tu bym raczej kasę na leczenie zbierała),a cała dalsza rodzina ma jednak już
      pogrążać się w żałobie(odwołane wakacje)?
    • owianka Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 17:03
      A wyobraźmy sobie taką sytuację: zrezygnują z wyjazdu, kuzyn żyje. Zrezygnują z
      jakiejś imprezy w międzyczasie - kuzyn żyje. Zrezygnują z nart na Boże
      Narodzenie - kuzyn wciąż żyje. I wtedy co? Wszyscy zaczną się delikatnie
      zastanawiać, znowu normalnie wyjeżdżać...

      Nie można zawiesić na kołku życia całej rodziny w wyczekiwaniu... no właśnie, na
      co? Takie wyczekiwanie byłoby czarnowidztwem, skazaniem chorego, czekaniem na
      śmierć. Zła wiadomość zawsze nas dopadnie kiedy będzie chciała, nie można się na
      nią przygotować, naszykować. Trzeba ŻYĆ W MIARĘ NORMALNIE.
    • mujer82 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 17:18
      Wasza sprawa i wasze wakacje.
      Miałam podobną sytuację w rodzinie i pomagaliśmy finansowo ale na wyjazd
      wakacyjny i zimowy na narty też pojechaliśmy.Krótszy niż zazwyczaj bo wszystko
      kosztuje ale zawsze.
      Pogadaj z mężem -na wakacje warto pojechać,odpocząć.Niekoniecznie muszą być
      drogie czy bardzo długie.A bliskim też warto pomóc.Jeśli was nie stać na pomoc
      bezpośrednią można znaleźć instytucjonalną.Np.napisać do Fundacji TVN czy Unicorn.
      Można pomóc zorganizować zbiórkę, koncert na pobliskiej uczelni czy zbiórkę w
      kościele.Kto powiedział,że jeśli nie stać was na obie rzeczy nie możecie i
      pojechać na wakacje i trzymać się razem z rodziną? Jeśli rodzina nie aprobuje
      waszego wyjazdu nie musicie im się z niego spowiadać, natomiast jeśli wykażecie
      się aktywnym wsparciem na pewno to docenią.
    • mysia-mysia Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 19:17
      zabierz dzieci i siebie do mamy/cioci/koleżanki na tydzień lub dwa jeśli masz
      taką możliwość, męża zostaw w domu bo jak pojedziecie wszyscy a się (odpukać)
      coś złego stanie podczas tego wyjazdu to mąż będzie miał poczucie winy i
      pretensie że wszystko przez ciebie, reszta rodziny się na was obrazi, o co mąż
      się wkurzy jeszcze bardziej, w waszym małżeństwie zacznie się psuć i może się
      już nigdy nie naprawić
      lepiej będzie jeśli będzie mógł myśleć o tobie, jako o tej, która wspierała go w
      tak trudnym okresie
      • mysia-mysia Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 19:24
        aha, i jeszcze jedno - nie ważne co powiedział wuj, tym się nie kieruj w
        podejmowaniu decyzji i nie rób nic "żeby mu pokazać" bo to nie z wujem będziesz
        później musiała żyć
    • kali_pso Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 19:43

      Raz to zachowanie męża, dwa to zachowanie wuja.
      Co do męża- obawiam się, że jeśli namówisz go na wyjazd ponownie, to
      rodzinka nie zostawi na Was suchej nitki, mąż to mocno przeżyje i
      będzie miał do Ciebie pretensje a widać, że jest podatną osobą na
      wpływy. Najprawdopodobniej zrezygnował z wyjazdu po ekspersyjnej
      wypowiedzi wuja- ale czy do końca jest przekonany, że robi dobrze?
      Nie wiem.
      Co do zachowania wuja- uważam je za mocno przesadzone. Rozumiem
      pomoc, niewymuszoną opartą na rodzinnych więzach, ale decydowanie za
      Was co i kiedy macie robić z WASZYMI przeciez pieniędzmi jest nie w
      porządku. Nikt nie ma prawa Wam niczego nakazywać ani wbijać w
      poczucie winy, zwłaszcza, że jak piszesz nie wykręcacie się od
      pomocy. I sorry, ale zupełnie nie przekonuje mnie pogląd, że jako
      ojcu należy mu to wybaczyć- tak nie prosi się o pomoc, tak się
      rozkazuje. A mimo wszystko to Wasza dobra wola, że pomagacie
      kuzynowi- zdaje się, że rodzinka o tym zapomniała trochę.... Mam
      wrażenie, że jego reakcja, nie sam fakt oczekiwania od Was tej
      pomocy, wywarł na Tobie takie negatywne wrażenie. I masz rację.
      • kali_pso Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 19:47
        I naprawdę jestem dla Was pełna podziwu, bo nie każdy zachowałby się
        tak jak Wy( pomimo tego, że tutaj przeczytasz, że to zupełnie
        oczywistewink
        Na koniec wyjazd- ja bym jednak nie pojechała. Dla męża właśnie. Bo
        jednak jemu jest trudniej- coby nie zrobił ktoś będzie niezadowolony.
        Myslę jednak, że warto się wspólnie zastanowić nad przyszłością - Wy
        też musicie żyć "normalnie"winkp
        • estelka1 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 21:03
          Skoro i tak nie mieszkacie w tej samej miejscowości, co kuzyn, z
          powodzeniem możecie wyjechać na wakacje. Przecież urlop, to nie
          znaczy wyjazd na koniec świata bez kontaktu z rodziną. Możecie
          pojechać, na krócej niż planowaliście i gdzieś bliżej, skąd
          będziecie mogli przyjechać do kuzyna mniej więcej tak samo szybko,
          jak od siebie z domu. Gdyby oczywiście zaistniała taka potrzeba. A
          żeby zaoszczędzić sobie gadania rodziny, po prostu nie chwalcie się
          tym i już. Jeśli mąż nie chce jechać, to możesz jechać bez niego.
          Nadal nie rozumiem jednak postępowania wujka i jego roszczeń
          względem Was. Pomagacie finansowo, na ile możecie. Ale przecież nie
          możecie pomagać kosztem siebie i dzieciaków.
    • burza4 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 21:22
      żeby się ustosunkować do sprawy trzeba zdać sobie sprawę z tego jak
      naprawdę wygląda sytuacja.

      niedawno pochowaliśmy kolegę, który przegrał z glejakiem.
      Piszesz że lekarze nie dają kuzynowi większych szans, to i tak
      optymistyczna wersja, bo nasza przyjaciółka onkolog nazwała rzecz po
      imieniu - w przypadku tego rodzaju raka nie mówi się w ogóle o
      leczeniu a jedynie o przedłużaniu życia. Na to nie ma lekarstwa.
      Średni czas życia od wykrycia tego nowotworu to zaledwie kilka
      miesięcy, rozrasta się w strasznym tempie i sieje ogromne
      spustoszenie.

      Widać niestety że najbliższa rodzina nie pogodziła się z wyrokiem, i
      trudno się dziwić, bo nie sposób po prostu machnąć ręką. Ale patrząc
      bez emocji - czy wszyscy muszą się poświęcać w imię podtrzymywania
      złudzeń? sytuacja byłaby inna, gdyby miał lepsze rokowania, ale
      glejak to po prostu wyrok.

      Wejdź na forum glejak.pl, poczytaj o tych eksperymentalnych
      terapiach, my też łapaliśmy się każdej wiadomości - ale w gruncie
      rzeczy to bardziej naciąganie zrozpaczonych ludzi niż skuteczne
      metody.

      naturalnie nie zmienia to postaci rzeczy, ze sytuacja rodzinnie
      niekomfortowa, i co nie zrobisz będzie źle.
      • slonko1335 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 21:33
        Burza to jest właśnie dziwne że każdy trzyma się nadziei, ja wiem co to jest
        glejak i wiem, że to jest wyrok a jednocześnie łudzę się że kiedyś ktoś w końcu
        odkryje jakąś metodę i może to właśnie on będzie tym pierwszym który z niej
        skorzysta?... co pozostało? mamy w rodzinie lekarza, on niczego przed nami i
        samym chorym nie ukrywa, robił to na początku, potem po prostu powiedział jak
        sprawa wygląda a jednak nikt nie dopuszcza tego do wiadomości. Co do metod chyba
        musi każdy spróbować żeby mieć świadomość że coś się robi czy robiło...
        A co do lekarzy i szans masz rację napisałam, że nie dają większych tylko
        dlatego, że jego lekarz powiedział, że nigdy nie powie że coś jest na sto
        procent w tym zawodzie. Póki co dostał góra "pół roku".
        • burza4 Re: Co byście zrobiły? - długie 16.06.09, 21:53
          ja to wszystko doskonale rozumiem, bo też przechodziliśmy przez te
          fazy - przez większość czasu groza sytuacji do nas nie docierała, bo
          przecież funkcjonował zupełnie normalnie.

          glejak nie boli, nie daje żadnych objawów - do czasu, to naprawdę
          straszne świństwo. Do tego tona leków, skutki uboczne, cukrzyca,
          niedowład, padaczka... Potem leci lawinowo, dosłownie w miesiąc,
          półtora z chodzącego, mówiącego, kontaktującego faceta kolega stał
          się zdanym na łaskę innych chorym, nie mogącym wymówić zdania, w
          pampersachsad
      • sir.vimes Burza 17.06.09, 08:48
        "Ale patrząc
        bez emocji - czy wszyscy muszą się poświęcać w imię podtrzymywania
        złudzeń? "

        Nie muszą. Ale, jak widać, maż autorki wątku cierpi. Umiera jego brat,
        zrozumiałe, że boli. Choroby i śmierci bliskich ludzi nie rozpatruje się w
        kategoriach "zrobiłem co mogłem" bo w pewnym sensie co się robi dla chorego robi
        się dla siebie. Człowiek robiąc coś dla chorego brata czy siostry nie czuje, że
        coś poświęca, często po prostu NIE MOŻE normalnie funkcjonować, normalnie
        cieszyć się np. wyjazdem, zabawą z dziećmi, książką , kinem, czymkolwiek. Jest w
        stanie np. tylko myśleć o tej osobie, mechanicznie wykonywać obowiązki i warować
        pod drzwiami pacjenta by popatrzeć na niego 10 minut - i od nowa w domu rozważać
        "dlaczego on". Dla autorki wątku ten kuzyn to niemal obcy człowiek i i
        oczywiście nie ma powodu by cierpiała z jego powodu. Ale mąż jest bliską
        osoba i trzeba o NIEGO zadbać, jemu pomóc, i może nawet - troszkę się dla męża
        poświęcić.

        Np. nie jechać na wakacje albo nie ciągnąć go ze sobą, jeśli nie jest w stanie
        się dobrze bawić. A doskonale rozumiem, że może nie być w stanie. Dlatego -
        dopóki sytuacja się nie wyklaruje lub maż nie pogodzi się z tym co się dzieje -
        warto po prostu być, nie zmuszać, nie dziwić się, patrzeć przez pryzmat uczuć
        męża na to wszystko. To minie - a wsparcie, które maż dostanie, jest ogromnym
        darem. Warto go dać.
        • mamamonika Re: Burza 17.06.09, 13:48
          Dokładnie. Na miejscu męża, gdybym miała świadomość że nie zrobiłam
          tego co mogę czułabym sie jak ostatni drań. Jesli by była jakaś
          furtka w stylu eksperymentalna terapia, czepiłabym się tego. Za dużo
          nie ma do stracenia.
          Ale wujka pogoniłabym razem z jego zrzędzeniem. Niech swojego
          zaangażowania w sprawę pilnuje.
          Na wczasy też w takiej sytuacji nie potrafiłabym chyba pojechać,
          zwłaszcza jak realne rokowania to pół roku, a kontakt z bratem
          bliski.
          Mam nadzieję, że spokojnie pomyślą o kwestii finansowania domu, że
          on i kredyt są ubezpieczeni. Bardzo współczuję całej sytuacji.
          • sir.vimes Re: Burza 17.06.09, 16:00
            "Na miejscu męża, gdybym miała świadomość że nie zrobiłam
            tego co mogę czułabym sie jak ostatni drań. "

            A nie, mi nie o to chodzi.

            On, ten mąż, i tak czuje się źle - czy by coś zrobił czy nie. To jest JEGO ból.
            W ogóle widzę w tym wątku jakąś przedziwną interpretację takich sytuacji - tzn.
            dzielenie rodzin na my i oni. MY IM pomogliśmy. Tylko, że ten maż i ten jego
            kuzyn - to też "MY".
            Mąż nie pomaga przecież bratu bo "powinien". On po
            prostu chce uratować swego brata. Należy mu się wielkie wsparcie i pomoc.
            I jednemu POMAGA odciąć się na chwilę a innemu pomaga działanie i to
            niekoniecznie logiczne (wpłacę bratu na konto, załatwię dla niego ziółka z
            Indii, sprowadzę znachora co leczy raka stawianiem baniek, kupię mu misia). A
            jeszcze innemu - warsztaty, psycholog, fora o danej chorobie, wspólnota ludzi
            dotkniętych podobnym nieszczęściem.
            • mamamonika Re: Burza 17.06.09, 17:14
              A gdzie ja napisałam że brat męża to nie "my" i jest to sprawa meża
              a niespodziewana upierdliwa uciążliwość dla autorki? Wiadomo, że
              jeśli nam na kimś zalezy, zrobimy wszystko zeby go uratować jeśli
              można, nieważne czyj to brat. Przynajmniej ja tak mam. Ale
              przypuszczalnie maż przeżywa sytuację jednak intensywniej od
              autorki, mimo wszystko.
              Ja przynajmniej czuję się lepiej jak jednak coś robie, mimo że
              cieżko. To czego bym sobie nie wybaczyła, to zaniechania.
              • sir.vimes Re: Burza 17.06.09, 17:35
                > A gdzie ja napisałam że brat męża to nie "my"

                nie Ty napisałaś - przecież napisałam, że pojawia się w wątku. Nie w TWOIM poście.

                Ale
                > przypuszczalnie maż przeżywa sytuację jednak intensywniej od
                > autorki, mimo wszystko.

                Oczywista rzecz. Dlatego uważam, że wsparcie się mężowi należy i tyle. Nie
                zmuszanie do czegokolwiek czy przeciąganie liny.
        • burza4 Re: Burza 17.06.09, 20:40
          sir.vimes napisała:

          > Choroby i śmierci bliskich ludzi nie rozpatruje się w
          > kategoriach "zrobiłem co mogłem" bo w pewnym sensie co się robi
          dla chorego robi się dla siebie.

          wlaśnie dlatego napisałam że z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia.
          Ja mogę sobie pozwolić na dystans, bo to nie mój bliski. Mówię o
          tym, jak - oddzielając emocje - wygląda sytuacja. Straszna prawda
          jest taka, że żadne pieniądze mu nie pomogą.

          Ale nikt tej myśli nie chce dopuścić do siebie, stąd takie
          rozdarcie, bo w gruncie rzeczy oni mają taką świadomość, z drugiej -
          mąż jadąc na wakacje miałby uczucie, że w jakiś sposób daje tym
          samym do zrozumienia, że szkoda zachodu.

          Wujek nie powinien natomiast tak stawiać sprawy, wyrzeczenia zaczyna
          się od siebie, dopiero nie mogąc sprostać kosztom leczenia sięga się
          po cudze, bo po prostu nie ma innego wyjścia.

          tyle że to nie uspokoi sumienia mężasad

      • mysia-mysia Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 09:03
        > Widać niestety że najbliższa rodzina nie pogodziła się z wyrokiem, i
        > trudno się dziwić, bo nie sposób po prostu machnąć ręką. Ale patrząc
        > bez emocji - czy wszyscy muszą się poświęcać w imię podtrzymywania
        > złudzeń? sytuacja byłaby inna, gdyby miał lepsze rokowania, ale
        > glejak to po prostu wyrok.

        Ale czy rzeczywiście najbliższa rodzina będzie w stanie spojrzeć bez emocji?
        lepiej chyba pozwolić im na te emocje i nie zmuszać do wyjazdu, bo jak się zmusi
        to będzie się nazywało "ona mnie w ogóle nie rozumie" choćby nawet po spojrzeniu
        bez emocji wychodziło że "ona" ma rację
    • ewcia1980 Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 17:56
      dwie sprawy
      pierwsza - ani kuzyna ani wujka nie rozliczałabym z tych domów.
      to w sumie ich sprawa.
      natomiast druga - nie pozwoliłabym zeby ktos rozliczał mnie na co i
      ile wydaje moich pieniedzy i wpedzał w poczucie winy z tego powodu.
      oni zyja normalnie, ty tez powinnas.

      w kwestii jechac czy nie jechac nie powiem ci jednoznacznie tak czy
      nie. to musi byc wasza decyzja - twoja i meza.
      dla mnie taki wyjazd byłby bardzo potrzebny szczególnie ze wzgledu
      na dzieci.

      2 lata temu byłam w podobnej sytuacji.
      w maju wykryto u mojego taty raka jelita grubego.
      ja na czerwiec miałam zaplanowane i zapłacone wakacje.
      tak sie złozyło, ze mój urlop pokryl sie z terminem operacji taty.
      tez zastanawialam sie - jechac czy nie.
      tu akurat nie o pieniadze chodziło co o sama operacje i o to czy
      tato ja przezyje.
      a mielismy leciec do Turcji.

      ja pojechałam i wiesz co? - bawiłam sie dobrze.
      nikt nie miał do mnie o to pretensji.
      a w szczególności tato.
      • vienetta Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 19:38
        Dziwię Ci się. Ja miałam w tym samym czasie pogrzeb Babci i obronę
        pracy mag. Pojechałam na pogrzeb.
        Uwaga, poczucie winy i wahanie w pewnych sytuacjach może oznaczać,
        że należy jednak postąpić nieegoistycznie.
        • ewcia1980 Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 22:08
          vienetta napisała:
          > Dziwię Ci się. Ja miałam w tym samym czasie pogrzeb Babci i obronę
          > pracy mag. Pojechałam na pogrzeb.

          no to TY.
          ja prawdopodobnie obroniłabym sie.
          ale co w zwiazku z tym??

          napisze cos co zapewne dopiero cie zdziwi.
          w dniu gdy zmarła moja babcia odbywała sie impreza mojej kolezanki
          na która byłam zaproszona.
          i wiesz co??
          byłam na tej imprezie!
          i wiesz co jeszcze - poznałam na niej mojego męza.
          nigdy nie załowałam, ze byłam na tej imprezie i nie miałam z tego
          powodu poczucia winy.
          tak samo jak z tego powodu, ze byłam na tych wakacjach.
          bo nikt w takie poczycie winy mnie nie wpedzał.

          pewnie, ze zastanawiałam sie czy powinnam iśc na ta impreze i jechac
          na te wakacje.
          to normalna sprawa.
          ale za kazdym razem moi rodzice odpowiadali
          "a czemu masz nie iść/ jechac????"
          zawsze tez powtarzali, ze nie chca zebym sie smuciła po ich śmierci.
          ze mam korzystac z zycia póki moge.
          wiec ja wcale nie uwazam ze postapilam egoistycznie.
          postapiłam zgodnie ze soba i nie czuje sie z tym żle
          (co zapewne tez cie dziwi)
          • kropkacom Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 22:33
            > wiec ja wcale nie uwazam ze postapilam egoistycznie.
            > postapiłam zgodnie ze soba i nie czuje sie z tym żle
            > (co zapewne tez cie dziwi)

            Ale jesteś fajna i wcale nie egoistyczna wink
            • ewcia1980 Re: Co byście zrobiły? - długie 18.06.09, 09:13
              kropkacom napisała:
              > Ale jesteś fajna

              a dziekuje - tez tak uważam wink

              > i wcale nie egoistyczna wink

              a nie - egoistyczna to jestem.
              i to bardzo.
              • eremka Re: Co byście zrobiły? - długie 18.06.09, 13:54
                kup sobie koszulke z napisem "ewcia1980 jezdem", żebym cie omijała z
                daleka
                -------
                • ewcia1980 Re: Co byście zrobiły? - długie 18.06.09, 14:05
                  eremka napisała:
                  > kup sobie koszulke z napisem "ewcia1980 jezdem", żebym cie omijała
                  z daleka


                  troche dystansu do wirtualnej rzeczywistości życze!!
          • estelka1 Re: Co byście zrobiły? - długie 17.06.09, 22:56
            Powtórzę się może, ale... jeśli nie ma bezpośredniego zagrożenia dla
            życia kuzyna, pojechałabym na urlop, biorąc pod uwagę możliwość
            powrotu jak najszybciej, gdyby taka potrzeba zaistniała.
            Nikt nie wie, ile życia kuzynowi zostało. A jeśli 30, albo 50 lat???
            Czy to oznacza, że do końca życia będziecie siedzieć w domu, bo być
            może "TO" się stanie tego lata? Zdaję sobie sprawę, że informacja o
            chorobie i rokowaniach kuzyna są nowe i nie wyglądają zbyt ciekawie.
            Ale życie w oczekiwaniu na jego śmierć jest chore, więc jedyne
            wyjście to normalność. A normalność to liczenie się z ewentualnością
            śmierci kuzyna, ale nie podporządkowanie temu wszystkiego.
    • rocca_2 Re: Co byście zrobiły? - długie 18.06.09, 10:36
      Uważamże wujek nie powinien wtrącać się w Wasze sprawy. Rozumiem
      jego dążenie do pomocy synowi ale Wy nie powinniście temu ulegać.
      Ale nie Ty. To przede wszystkim Twój mąż nie powinien na to
      pozwolić. Ty powinnaś jemu pozwolić na działanie w granicach
      zdrowego rozsądku. Możesz mu powiedzeć że powinien w pierwszej
      kolejności dbać o własną rodzinę. Nigdy nie wiadomo co Was w
      przyszłości czeka. Nie chcę krakać ale rak w młodym wieku może mieć
      przyczyny genetyczne. W opisanej sytuacji nie macie nawet moralnego
      obowiązku pomagania wujowi i jego synowi. Może niesłusznie traktuję
      ich łącznie ale dopuki poziom ich życia - mieszkanie, dom o którym
      Wy możecie tylko marzyć - jest wyższy od Waszego to nie musicie
      pomagać finansowo. Inaczej byłoby gdyby wuj i syn byli biedni wy
      bogaci i od waszej pomocy zależałoby jego życie. Wtedy biorąc pod
      uwagę związek emocjonalny Twojego męża z kuzynem jemu pozostawiłabym
      decyzję. Mąż zaś nawet w tak ekstremalnej sytuacji powinien
      sprawdzić czy nie kupuje złudzeń. Na świecie roi się od
      hohsztaplerów czekających na takie okazje. Tylko gdyby pomoc miała
      być z dużym prawdopodobieństwem skuteczna byłby sens wydawać
      pieniądze. Nie mówię tylko o wyleczeniu. Oddzielnej jednak dyskusji
      wymaga odpowiedź na pytanie ile Wy moglibyście przeznaczyć na
      przedłużenie życia kuzyna np. o miesiąc bo na wyleczenie z tego co
      piszecie szans nie ma. Należałoby może wydać na dobrych lekarzy
      którzy oceniliby sensowność leczenia za grnicą. Roszczeniowa wobec
      Was postawa wuja obronić mogłaby się tylko wtedy gdyby sam
      poświęcił "wszystko" dla syna, po tym jak sam syn również by to
      uczynił. Niechęć któregokolwiek z nich do wyrzeczeń spowodowałaby u
      mnie całkowitą materialną obojętność. Cyniczne można by rzec że
      ratowaniem tonących w pierwszej kolejności powinni być
      zainteresowani sami tonący. Nie jest prawdą chyba że nie można
      sprzedać domu w budowie. Nie ma znaczenia czy rodzina go wykończy
      czy nowy nabywca. Pozostaje tylko kwestia ceny. W pośpiechu czasem
      trzeba sprzedać może 5 a może 15 % taniej, ale erkstremalne sytuacje
      wymagają ponadprzeciętnych wyrzeczeń i akceptacji takich strat.
      Jeżeli tego nie robią, to może uważają że nie warto. Może uwżają że
      łatwiej wyciągnąć od Was. Twój post pokazuje że mają rację.
    • bacha1979 Re: Co byście zrobiły? - długie 18.06.09, 13:56
      Nie chce mi sie czytać całego wątku, ale z tego co wyczytałam to sama masz
      ogromne wątpliwości czy jechać.
      Ja nie pojechałabym przynajmniej z dwóch istotnych powodów
      - ze względu na męża, wakacje nie uciekną, co najwyżej zaliczycie jej w innym
      terminie;
      - mam duże poczucie empatii i jakoś głupio by mi było gdyby mój mąż w czasie
      takich wakacji gryzł sie z myślami czy zrobił dobrze, no i dla niego ten wyjazd
      prawdopodobnie nie sprawi frajdy;
      Co najwyżej zastanawiałabym się czy wpłacać te pieniądze przeznaczone dla
      kuzyna, choć ja w TAKIEJ sytuacji pewnie bym wpłaciła.
    • vibe-b Re: Co byście zrobiły? - długie 18.06.09, 14:02

      Zgadzam sie z Toba.
      Uwazam, ze jesli konieczne sa spore pieniadze na leczenie, to w
      pierwszej kolejnosci sam zainteresowany powinien zaplacic
      (rezygnacja z domu). Nastepnie inni sie dokladaja w miare mozliwosci
      i checi.
      Twoje (wasze) wakacje to nie fanaberia jakas tylko zasluzony,
      wypracowany i potrezbny wypoczynek. Dlatego pracujesz caly rok, zeby
      moc wyjechac raz do roku i naladowac akumulatory, zeby starczylo na
      caly kolejny.

      Rady, by jeszcze "pol roku zaczekac z tymi wakacjami" uwazam za
      kuriozum. Primo, takie nastawienie to jakby ustawienie stopera i
      odliczanie do oczekiwanej daty smierci kuzuna. Secundo, moze sie
      okazac ze kuzyn bedzie "chorowal" (w sensie brak pogorszenia ale
      brak tez radykalnego wyzdrowienia) kolejnych pare lat. I bedzie
      sobie budowal swoj niemozliwie drogi domek, a cala rodzina, ciotki,
      wujki kuzuni i kuzynki , bedzie sobie od ust odejmowac, wlasnych
      dzieci nawet na wakacje nie wysylac a wszelkie nadwyzki finansowe
      przeznaczac na leczenie kuzyna?

      Nie wiem, ja sobie nie wyobrazam sutuacji, ze ktos mi dyktuje, na
      jaki cel mam przeznaczyc wlasne ciezko zarobione pieniadze. Jesli by
      sie rozchodzilo o bardzo bliska mi osobe, to nikt by nie musial mi
      niczego narzucac, sama z wlasnej checi zdobylabym sie na
      poswiecenia. Ale jesli osoba jest w miare obojetna (to, ze jest sie
      czlonkiem tej samej rodziny jeszcze nie stanowi o sile wiezow) no to
      wybaczcie panstwo..
    • monikaa13 Re: Co byście zrobiły? - długie 19.06.09, 14:41
      Akurat wpadłam przypadkiem. Starałabym się przekonać męża za wszelką
      cenę.
Pełna wersja