Dodaj do ulubionych

Czy ja aby nie przesadzam

22.07.09, 14:55
Witam. Jest tutaj sporo mądrych kobiet,które być może zechcą się
wpowiedzieć.
Na pogrzebie teściowej mój małżonek zajął miejsce obok swojego
rodzeństwa, zostawiając mnie samą. Czułam się mocno niefajnie
bujając się bez przydziału. Co prawda moja siostra doszlusowała do
mnie, ale niefajnie było nadal. Z teściową żyło mi się dobrze,
ostatnie 3 m-ce choroby (rak) była u nas. Szczerze powiedziawszy
poczułam się jak Murzyn, który zrobił swoje. I nie chodzi mi o
miejsce w szeregu, aż tak ważna nie jestem. Mam żal do męża,że nie
było go obok mnie. A był potrzebny... I co? Przesadzam?
Obserwuj wątek
    • lacitadelle tak nt/ 22.07.09, 14:59
    • super-mikunia Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:00
      hmm a nie mogłaś do niego dołączyć
    • kali_pso Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:00

      A rodzeństwo męża stało z partnerami?
      Jeśli tak- mocno niefanie mąż się zachował.
      Jeśli zrobili tak, jak Twój mąż- no w sumie rozumiem Cię, ale może
      warto było dołaczyć do innych "pozostawionych" połówek?
      Jeśli rodzeństwo nie ma partnerów- myślę, że nic by się nie stało,
      gdybyś była razem z nim...
      • g_oska01 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:19
        Powiem tak
        Próbowałam się podczepić pod małżonka, ale mnie odstawił. Tzn
        poleciał za siostrą i bratem, w związku z czym stanęłam z tyłu.
        Trochę jak kołek. Potem się zmyłam do swojego miejsca w szeregu. Nie
        będę się pchać tam gdzie mnie nie wołają.
        Jedna połówka miała w obsłudze księdza, drugiej nie było.
        Mam żal do męża, bo my byliśmy razem w ostatnich miesiącach. Tzn ja
        byłam na swoim miejscu. Śmierć teściowej też mnie obeszła. Umarła u
        nas w domu (nie mieszkała z nami, tylko pod koniec). I też mi było
        przykro. I był mi potrzebny. Mam żal,bo mnie zostawił, bo powinien
        być przy mnie. Po prostu powinniśmy byc razem. Tak jak do tej pory.
        A może za dużo mi się wydaje...Ech
        Jedno Wam powiem. Trzeba być asertywnym i egoistycznym. Lżej się żyje
        • ik_ecc Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:26
          > Próbowałam się podczepić pod małżonka, ale mnie odstawił.

          Odepchnal Cie?

          > poleciał za siostrą i bratem, w związku z czym stanęłam z tyłu.
          > Trochę jak kołek. Potem się zmyłam do swojego miejsca w szeregu.
          > Nie będę się pchać tam gdzie mnie nie wołają.

          Facetowi zmarla matka a Ty fochy strzelasz, bo Cie "nie wolaja"? Nie
          bardzo rozumiem dlaczego nie poszlas stanac obok niego - to Ty jego
          masz w tej sytuacji wspierac a nie on Ciebie.
          • joanna35 Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 09:23
            No tak, jak potrzebna była do obsługi przy cięzko chorej matce to
            była ok, teraz może spadać. Gdzie wtedy było rodzeństwo i ta
            cudowna bliskość między nimi?
    • karra-mia Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:03
      jeżeli rodzeństwo stało razem, bez swoich partnerów, to nie widzę w
      tym nic złego, to nie on powinien koło ciebie stać i cię wspierać,
      ale ty jego, bo to on stracił matke prawda?
      A jeżeli rodzeństwo nie ma partnera i było samo, to mogłaś do nich
      najzwyczajniej podejśc i stanąc obok nich, nikt by cie nie wyrzucił,
      ale tez nikt na siłę cię targac nie będzie, a tak pewnie wyszło, żeś
      gburowata i obrażona na cały świat.
    • figrut Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:12
      Byłam z tej drugiej strony, czyli na pogrzebie mojego Taty to ja z córą szłam z
      urną, a moi bracia ZA moją Mamą z swoimi żonami. Dobrze, że choć mój facet się
      zorientował (na co dzień raczej mało taktowny), że coś tu nie gra i dołączył do
      mojej Mamy, która inaczej szła by sama. Uważam, że w takiej sytuacji mogli iść z
      żonami lub bez nich, ale przy mojej Mamie. Mój facet miał wybór, choć za swoją
      teściową nie przepada. Mógł iść z naszymi dziećmi i moją teściową, ale widział,
      że moja Mama szła sama, więc dołączył do niej. Jeśli bracia siedzieli bez swoich
      żon, to wszystko było OK., jednak w takiej sytuacji nie rościłabym sobie prawa,
      aby koniecznie siedzieć przy mężu. To jego matka, która wychowywała go od
      urodzenia. Tak na marginesie, to ja na stypie siedziałam przy mojej Mamie, a mój
      facet przy swojej i wszystko było OK.
    • mniemanologia Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:14
      Jak rany, to pogrzeb był, a Ty rozważałaś, czy Twój mąż, którego
      mama zmarła, powinien stać tu czy tam, bo Ty czułaś się "niefajnie"?
      Moim zdaniem przesadzasz.
    • iwoniaw Czemu nie byłaś przy nim? 22.07.09, 15:16
      Ja bym w takiej sytuacji bez namysłu stanęła z mężem, który przecież potrzebuje
      wsparcia, czyż nie?
      • g_oska01 Re: Czemu nie byłaś przy nim? 22.07.09, 15:32
        stanęłam, dał nogę. Widocznie wsparcia nie potrzebował...Dla mnie
        problem w tym,że to ja potrzebowałam.
        • iwoniaw Jak to "dał nogę"? Nie szedł za trumną? n/t 22.07.09, 15:41

    • marzeka1 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:17
      Jeśli rodzeństwo było razem, bez partnerów to przesadzasz, jeśli tylko ty czułaś
      się sama- to niefajnie, ale myślę,że mąż miał w tej chwili inne zmartwienia na
      głowie niż twoje samopoczucie. Na pewno z tego powodu nie strzelałabym focha.
    • kitka20061 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:32
      Wyolbrzymiasz!!! Mogłaś iść z nim do rodzeństwa. Chyba Cię nie przegonił i nie powiedział, że nie wolno Ci do nich podchodzić? Zauważ, że to była jego matka i jemu było cięzko (zapewne bardziej niż Tobie) i może chciał porozmawiac z rodzeństwem.
      • g_oska01 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:48
        Dobra. Jeszcze trochę popróbuję się bronić.
        Rodzeństwo jest na miejscu. Podczas choroby Mamy (od maja nie
        wstawała z łóźka) w praktyce przejęliśmy opiekę nad teściową
        (teściowa=babcia=mama). Brat zero pomocy, siostra z doskoku. W sumie
        jakoś to było. Jak mówił klasyk: było minęło.
        Nie mieli problemów z pogadaniem, są na bieżąco.
        Chodzi mi o to,że zostawił mnie samą. Trzymałam się przez ten cały
        czas nieżle ( tzw zimna swołocz jestem - monopol na rozpacz i niemoc
        mają inni). Ale na pogrzebie mnie też puściło. pomimo tego,że to
        niby tylko teściowa. Nie była u siebie w domu, nie była u córki.
        Była u nas. I zabolało mnie to,że mnie zostawił.
        Wyglądałabym idiotycznie szlochając w tłumie, a mało brakowało.
        I wierzcie mi, gdyby to zależało ode mnie trzymałabym się rękawa
        małżonka , bez znaczenia czy za, przed czy obok trumny.
        I nie chodzi mi o to gdzie kto miał iść, w którym rzędzie. Chodzi mi
        o to,że zostawił mnie samą.
        Już nie będę przynudzać. I dzięki za wszystkie opinie. W sumie inny
        punkt widzenia rozrzesza horyzonty smile
        • kawka74 To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 22.07.09, 15:56
          ...z punktu widzenia Twojego męża.
          Podczas pogrzebu mojej matki komfort reszty świata, to, kto, jak i kiedy się nią opiekował, był bez znaczenia. Musiałam uporać się, tak, jak Twój mąż, z ostatecznym pożegnaniem osoby, która była dla mnie najważniejsza na świecie, i małostkowe pierdoły typu rozliczanie ludzi z opieki miałam w dupie.
          Pomyśl chwilę o kimś innym, nie tylko o sobie.
          • g_oska01 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 22.07.09, 16:40
            może kiepsko napisałam, chodziło mi o to,że byłam z Nią zżyta. Po
            prostu. I gdzieś mam rozliczenia kto i ile. Ja robiłam to co
            uważałam za stosowne i żadne obrachunki nie są mi potrzebne. Pewnie
            jestem za dużą egoistką, bo chciałam się podeprzeć na swoim mężu. No
            cóż. Przyjmuję na klatę. Widocznie taki lajf.
            Na marginesie gdzie Wy dziewczyny szukacie wsparcia? Udzielać jest
            łatwiej, a gdzie szukać? Mi się wydawało,że u małżonka. Jak widać
            źle mi się wydawało. To gdzie?
            Któraś z Was pisała o zaangażowaniu się w sprawy organizacyjne.
            Gdyby była taka możliwość skorzystałabym. Miałabym przynajmniej
            zajęcie, do tego się nadaję. Niestety, pozostało mi zajęcie się samą
            sobą i wyszło jak wyszło. I niestety dopadło mnie myślenie o sobie.
            Wcześniej było łatwiej bo myślałam o innych, a tu taka kicha.
            • kawka74 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 22.07.09, 16:51
              Wybrałaś sobie wysoce niewłaściwy moment na podpieranie się mężem.
              Gdyby chowano moją teściową, ostatnią myślą byłoby robienie z siebie ofiary i stawianie wymagań mężowi, może dlatego, że pamiętam to, co czułam podczas pogrzebu mojej matki. Mąż był dla mnie ogromnym wsparciem i z całą pewnością było mu niefajnie, ale - na litość - chowano MOJĄ MATKĘ i głaskanie go po rękawie, żeby poczuł się lepiej, byłoby absurdalne.
              Zrozum, Twoje potrzeby w tej konkretnej chwili były marginalne. Skoro już zaciskałaś zęby tyle czasu, to i wtedy trzeba było zacisnąć, i pozwolić mężowi pożegnać się z matką tak, jak sobie tego życzył.
              • g_oska01 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 22.07.09, 16:59
                niestety puściło. Na pogrzebie i mojego ojca i teścia byliśmy razem.
                Cholera zawsze jesteśmy razem
                • kawka74 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 22.07.09, 17:23
                  I nadal jesteście, tylko w tym konkretnym momencie mąż chciał to przeżyć tak, a nie inaczej. Daj już chłopu spokój, są takie chwile, kiedy własne potrzeby powinny zejść na plan dalszy, i to jest jedna z nich.
          • joanna35 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 23.07.09, 09:53
            > Podczas pogrzebu mojej matki komfort reszty świata, to, kto, jak i
            kiedy się ni
            > ą opiekował, był bez znaczenia. Musiałam uporać się, tak, jak Twój
            mąż, z ostat
            > ecznym pożegnaniem osoby, która była dla mnie najważniejsza na
            świecie, i małos
            > tkowe pierdoły typu rozliczanie ludzi z opieki miałam w dupie.

            Rozumiem, że to nie TY zajmowałaś się osobą, która byłą dla Ciebie
            najważniejsza na świecie?
            • kawka74 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 23.07.09, 10:10
              > Rozumiem, że to nie TY zajmowałaś się osobą, która byłą dla Ciebie
              > najważniejsza na świecie?

              Oczywiście, że ja. Z wyjątkiem dwóch godzin w tygodniu, kiedy przychodziła wolontariuszka, a ja szłam na zakupy.
              • joanna35 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 23.07.09, 10:12
                No cóż, wolontariuszka to jednak nie mąż, prawda?
                • kawka74 Re: To ja Ci powiem, jak to mogło wyglądać... 23.07.09, 10:19
                  Nie, zdecydowanie nie. Przyjrzałam się dokładnie wolontariuszce - zero podobieństwa.
                  Czegoż Ty się czepiasz, bo nie rozumiem?
        • lacitadelle Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:58
          > Wyglądałabym idiotycznie szlochając w tłumie

          Ty pacz, a ja gupia myślałam, że to normalne, że ludzie płaczą na pogrzebie.

          • g_oska01 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 17:25
            Masz rację płaczą...
    • marghe_72 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:33
      zdecydowanie przesadzasz.
      On stracił matkę..
    • kawka74 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:38
      W takich sytuacjach Twoje potrzeby są drugo- albo i trzeciorzędne.
      Rany, facet stracił matkę, straciło matkę jego rodzeństwo, chcieli w takiej chwili być razem.
      Gdyby w chwili pogrzebu mojej matki mój mąż strzelił focha, że nie stoję koło niego, bo JA JEMU jestem potrzebna, chyba bym go zdrowo kopnęła na otrzeźwienie.
    • bombastycznie Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:41
      przesadzasz i to mocno, to przecież jego matka umarła i to jemu było najbardziej
      smutno, rozumiem że miałaś dobre relacje z teściową ale to nie znaczy że wszyscy
      powinni CIEBIE wspierać w tym trudnym momencie.
      z resztą co takiego strasznego się stało że musiałaś siedzieć kilka metrów od
      męża???? musisz go trzymać bez przerwy za rączkę????
      na pogrzebie matki mojego męża chciałam stanąć osobno z moimi rodzicami ale mąż
      chciał żebym stanęła razem z nim bo był tak roztrzęsiony całym tym pogrzebem,
      usiadłam koło niego żeby wiedział że nie został sam.
    • mamamonika Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:42
      Przepraszam, to był chyba POGRZEB, nie rodzinna ceremonialna
      defilada? Poza tym tez chyba powinnaś sie poczuć organizatorem,
      może 'polatać za ksiedzem", doprowadzić starszą osobę, czegoś
      dopilnować, a nie domagać się takich a nie innych gestów od męża? To
      jego strzeliło po głowie, ma prawo być chyba lekko nieswój...
      • iwoniaw Dokładnie 22.07.09, 15:43
        > Poza tym tez chyba powinnaś sie poczuć organizatorem,
        > może 'polatać za ksiedzem", doprowadzić starszą osobę, czegoś
        > dopilnować, a nie domagać się takich a nie innych gestów od męża? To
        > jego strzeliło po głowie

        Też tak myślę.
    • drinkit Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 15:56
      śmierć matki jest poważnym przeżyciem i Twój mąż z pewnością nawet nie wpadł na
      to że Ci może być przykro. To naprawde nieistotne w takim momencie.
      • estelka1 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 16:38
        Nigdy się nie zastanawiałam, w jakim szyku powinni iść żałobnicy,
        hm... Na pogrzebie mojej mamy jakoś samo wyszło, że pierwsi szliśmy:
        tata z siostrą i jej jedną córką i ja z córką oraz drugą
        siostrzenicą. Zaraz za nami rodzeństwo mamy i ich dzieci oraz mój
        mąż. Mąż siostry stał obok dalszej rodziny i jakoś nie robił z tego
        tytułu problemu. Mój mąż robił właśnie za "organizatora", kierowcę i
        pilnował, żeby wszystko przebiegało bez problemu. A co do
        wsparcia... teoretycznie ja byłam tą osobą, która potrzebowała
        wsparcia, a nie mój mąż. Ale ja musiałam też pamiętać, że jest
        jeszcze tata, moja córka i siostrzenice i oni potrzebują wsparcia
        jeszcze bardziej i skupiłam się na nich. W życiu by mi nie przyszły
        do głowy żadne fochy, że mąż był za mną, a nie obok, ani mężowi do
        głowy nie przyszło obrazić się na mnie, że zamiast wspierać jego
        (mąż też bardzo przeżył śmierć mojej mamy) przytulam zabeczaną córkę
        i chrześnicę
    • sir.vimes Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 16:23
      "Na pogrzebie teściowej mój małżonek zajął miejsce obok swojego
      rodzeństwa, zostawiając mnie samą. Czułam się mocno niefajnie
      bujając się bez przydziału. "

      Myślę , ze on czuł się "niefajniej" na pogrzebie swojej matki.
      • verdana Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 16:29
        To nie jest przesada - to skrajny egocentryzm i szokujacy brak
        empatii.
        Uważasz, ze na pogrzebie wlasnej matki to Ty i Twoje potrzeby maja
        być dla męza najwazniejsze. ze facet, który idzie za trumna matki
        powinien pamietać, ze jego najwazniejszym zadaniem jest wspieranie
        zony w żalu za tesciowa - ze powinien ją pocieszać, bo cóż -
        przecież to jest dla niej przezycie...
        nie dziwie się nawet, ze przytakim nastawieniu (pociesz mnie, bo
        mnie jest przykto, ze Twoja mama nie żyje) facet nie miał ochoty iść
        z Tobą przy boku. naprawde , wymaganie uwagi i pociechy od
        osieroconego męza to jest rzecz, ktra nie przyszlaby normalnemu
        czlowiekowi do glowy w najkoszmarniejszych snach.
        przyjmij do wiadomosci - twoje uczucia na tym pogrzebie i Twoje
        potrzeby nie byly istotne. Nie zawsze jestes centrum wszechswiata.
        • g_oska01 Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 17:22
          Przejechałaś się po mnie konkretnie. Ale sama chciałam. Na
          usprawiedliwnie swoje mogę rzec,że ...Nic. Pewnie jestem skrajnym
          egocentrykiem,pozbawionym empatii najkoszmarniejszym egzemplarzem
          rodzaju ludzkiego.

          Wiesz Verdano, mi się wydawało,że powinniśmy być razem. Owszem
          zmarła jego matka, ale też i babcia naszych dzieci, i osoba do
          której przez 20 lat mówiłam "mamo". Jak widać to nie ma znaczenia.Za
          dużo oczekiwałam. I nie przyszłoby mi do głowy,że chodziło o
          bycie "przy boku". Wydawało mi się,że chodzi o bycie razem.Znowu sie
          pomyliłam. Do powyższego zatem należałoby dopisać głupią bździągwę.

          • marzeka1 Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 17:26
            G_oska, ty dalej nie rozumiesz i teraz użalasz się, obrzucając się inwektywami.
            Chodzi o to, że W TYM MOMENCIE jeśli nie staliście koło siebie i mąż cię nie
            wspierał, jest nieważne. Po prostu nie ty i twoje odczucia były na pogrzebie
            najważniejsze.
            • marghe_72 Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 21:00
              G_oska, będzie ostro - widać jednak śmierć teściowej nie była dla
              Ciebie tak dużym ciosem skoro miałaś siłę rozmyślać o tym gdzie
              stoisz / siedzisz..


              Jakim cudem miejsce , w którym stałaś miało jakikolwiek wpływ na to
              jak przeżywałaś stratę?



              W takich okolicznościach trudno o racjonalne zachowanie. Pogrzeb
              mojego ojca był jednym z najgorszych dni w moim życiu. Nie mam
              zielonego pojęcia gdzie wtedy był mój mąż.. nie interesowało mnie to
              co czuł..
          • sir.vimes Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 17:30
            Tak jak powinien, był przy swoim rodzeństwie, dzieciach swojej matki. Tam
            właśnie było jego miejsce. Naprawdę tego nie pojmujesz?

            i osoba do
            > której przez 20 lat mówiłam "mamo". Jak widać to nie ma znaczenia.Za
            > dużo oczekiwałam.

            Tak, w porównaniu z powyższym niewielkie ma to znaczenie. I oczekiwałaś za dużo
            oczekując od męża w tej sytuacji czegokolwiek.
          • verdana Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 17:38
            jest absolutnie obojetne, co Ci się wydawalo - zrozum to wreszczie.
            Nie Ty 9 nie to co chcialas, co planowalas, co uwazalas za stosowne
            w takim momencie sie liczy. Rozumiem,z ę fakt,z e zmarła ci tesciowa
            powinien być dla twojego męza wazniejszy od tego, ze zmarla mu matka
            i powinien zrozumieć, ze jego uczucia powinny ustapić wobec Twojego
            zalu. Że najwazniejsze na pogrzebie wlasnej matki jest
            podporzadkowanie się temu, czego oczekuje żona.
            najwyraxniej nie byliscie "razem" - bo razem nie oznacza, zę
            idziecie obok siebie, tylko razem oznacza, że w jednym z najbardziej
            dramatycznych momentow życia współmałzonka przestaje się na godzinke
            myśleć o swoich potrzebach, a robi dokladnie to, czego sobie życzy
            osoba osierocona.
            nie, "razem' na tym pogrzebie na pewno nie byliscie. Ale nie Ty
            zostalas "porzucona".
          • mamamonika Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 18:11
            Ode mnie dopisz jeszcze histeryczkę. Bo ci się należy, tak od serca.
        • vibe-b Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 22:16
          > przyjmij do wiadomosci - twoje uczucia na tym pogrzebie i Twoje
          > potrzeby nie byly istotne.

          a wlasciwie dlaczego nie? Nie zawsze wiezy krwi sa najsilniejsze. A
          moze ona bardziej byla zzyta z tesciowa niz jej wlasny mazz matka?
          Oczywiscie spekuluje, i ogolnie raczej przychylam sie do opinii, iz
          autorka przesadza, ale Twoje ruganie, Verdano mnie powalilo. "Twoje
          potrzeby nie byly istotne"...wlasciwie co takiego madrego chcialas
          przez to powiedziec?
          • verdana Re: Bardzo ostro przesadzasz 22.07.09, 23:00
            Że w momencie, gdy umiera matka męża nie nalezy oczekiwac od męża
            wsparcia i uznać, ze mąż ma pamiętac o tym, ze żona jest zmartwiona.
            I ze czasem człowiek powinien uszanować to, ze jego potrzeby
            pozostana całkowicie niezaspokojone, bo czyjeś są bez porownania
            wazniejsze. I nie miec o to żalu.
            • vibe-b Re: Bardzo ostro przesadzasz 24.07.09, 19:17
              verdana napisała:

              > Że w momencie, gdy umiera matka męża nie nalezy oczekiwac od męża
              > wsparcia i uznać, ze mąż ma pamiętac o tym, ze żona jest
              zmartwiona.
              > I ze czasem człowiek powinien uszanować to, ze jego potrzeby
              > pozostana całkowicie niezaspokojone, bo czyjeś są bez porownania
              > wazniejsze.


              Po prostu bzdury piszesz. Gdyby tak bylo, ze w dobrym tonie byloby
              olewanie potrzeb innych, mniej zaangazowanych emocjonalnie, to by
              nikt stypy nie zrobil. Bo nie wierze, ze najwiekszym marzeniem osoby
              pograzonej w rozpaczy jest zabawianie gosci. A stype robi kazdy.
              Tak? Dlaczego? Bo kazdy sie liczy z uczuciami i oczekwianiami
              innych.
              Skoro wiec nalezy sie liczyc z uczuciami ciotki Klotki, wujka Kazika
              i kuzynki z Hameryki, to tym bardziej nalezaloby sie liczyc z
              uczuciami i oczekiwaniami zony.
              • nutka07 Re: Bardzo ostro przesadzasz 24.07.09, 19:44
                Moze zapytaj ludzi dlaczego robia stype.
                Ja zawsze odnosilam wrazenie, ze robi sie ja z 'rozpedu', bo tak wypada.
                • vibe-b Re: Bardzo ostro przesadzasz 24.07.09, 20:00
                  nutka07 napisała:

                  > Moze zapytaj ludzi dlaczego robia stype.
                  > Ja zawsze odnosilam wrazenie, ze robi sie ja z 'rozpedu', bo tak
                  wypada


                  to jeszcze gorzej.
                  Wysilamy sie na cos bo "co ludzie powiedza"
                  ale nie wysilamy sie kiedy zona potzrebuje wsparcia.
                  jak to nazwac?
                  • nutka07 Re: Bardzo ostro przesadzasz 24.07.09, 20:29
                    Ja rozumiem odczucia Autorki nie wiem jednak co wtedy myslal maz. Moze poprostu
                    nie zdawal sobie sprawy jak sie czuje zona. Moglbyc poprostu 'zaaferowany' cala
                    sytuacja. Wiemy, ze Autorka poszla za nim a on gdzies dalej 'uciekl'. Brakuje mi
                    informacji. Nie wiem jak na codzien przezywaja inne stuacje i jake sa wtedy ich
                    wzajemne relacje.

                    Ja bym porozmawiala ze swoim mezem.
    • 18_lipcowa1 pogielo cie i to konkretnie 22.07.09, 16:55



      • marzeka1 Re: pogielo cie i to konkretnie 22.07.09, 17:01
        "Na marginesie gdzie Wy dziewczyny szukacie wsparcia? Udzielać jest
        łatwiej, a gdzie szukać? Mi się wydawało,że u małżonka."- wiesz, pochowałam
        oboje rodziców i wybacz, ale ostatnią rzeczą, na jaką na ich pogrzebie zwracałam
        uwagę, było samopoczucie innych.
        W tym momencie to mąż miał inne sprawy na głowie niż wspieranie ciebie, serio
        tak trudno to pojąć?????
    • ewcia1980 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 17:07
      przesadzasz!!!!!

      na pogrzebie mojego taty mój mąż nie tylko nie siedział ze mna w
      kościele czy w kaplicy ale zostal wysłany przed w/w miejsca
      i "robił" za nianke do dziecka.
      pogrzeb to nie jest impreza gdzie trzeba byc parami.
    • miska_malcova Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 17:08
      a może Twój mąż oczekiwał, że będziesz obok niego, a Ty oczekiwałaś, że Cię
      zaprosi. Stracił matkę! Ty tesciową!

      Sporym nietaktem jest Twój post.
    • marianna72 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 21:14
      A ja chyba rozumiem o co chodzi autorce watku .Mysle ,ze poniewaz
      wiele razem przeszli w ostatnich miesiacach chciala aby maz czul
      potrzeba bycia przy niej.
      Moja Tesciowa odeszla w podobnych okolicznosciach 2 lata temu przez
      kilka miesiecy umierala na rak trzustki.Strata moja byla
      nieporownywalna ze strata meza ale wlasnie wtedy szlismy na
      pogrzebie obok siebie za reke bo tego oboje potrzebowalismy.
      I chyba tego brakowalo autorce watku. Nie pocieszenia ale potrzeby
      bycia razem w ciezkim ,trudnym momencie i zeby ta druga strona
      rowniez te potrzebe odczuwala
      • doral2 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 21:30
        syndrom "pępka świata".

        doprawdy, gdybym chowała swoja matkę miałabym gdzieś cała rodzinę, z mężem na
        czele, poczęstunek dla żałobników, kwiaty i inne nieistotne w tym momencie pierdoły.

        śmierć to śmierć, a nie miejsce w kondukcie.
      • amilos Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 22:47
        ja tez opowiem z mojej perspektywy - na pogrzebie mojego Taty mój mąż był obok
        mnie - bo ja tego potrzebowałam (nie pytałam, czy mąż, bo to było naturalne, ze
        mnie wspiera). I myślę, że autorka wątku "niefajnie" się czuje dlatego, ze
        myśli, ze mąż jej nie potrzebował, ale mężczyźni często chcą swój żal i smutek
        przeżywać w samotności lub z rodzeństwem (ja z moją siostra i bratem zbliżyłam
        się właśnie po śmierci Taty, wcześniej kontakt był letni). ważne, żebyś teraz
        zadbała, aby ten żal" nie odsunął Cie od męża, bo On w dniach żałoby bardzo
        potrzebuje wsparcia, choć niekoniecznie będzie o nie prosił, ma prawo przeżywać
        swoje emocje po swojemu, na osobności. Ludzie w obliczu straty rodziców czasem
        zamykają się w sobie, swoim żalu (jak mój brat), ale i tak wtedy potrzebują
        wspierającej obecności bliskich.pozdrawiam.
    • jowita771 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 21:44
      Na pogrzebie mojej babci i później dziadka tez szły najpierw dzieci dziadków, a
      dopiero dalej ich małżonkowie. Nikt nie robił z tego problemu, myślałam, że to
      naturalne. Pogrzeb to nie miejsce na chodzenie w parach.
    • annasi23 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 21:45
      A ja jestem w stanie zrozumieć, chociaż od trochę innej strony.
      Jak rozumiem, kluczowe dla odczuć g_oski były ostatnie miesiące wspólnej
      opieki nad umierającą teściową = mamą. Synowa była zżyta z mamą męża, która
      umierała na jej oczach. Pod tym względem przeżyła to być może bardziej niż
      córka. Ale najważniejsze, że w tak trudnym momencie razem z mężem tworzyli
      drużynę, w tym kontekście rozumiem, że g_oska była zawiedziona, że nie byli już
      drużyną na pogrzebie.
      Ja na jej miejscu czułabym się może zawiedziona, że mąż nie chciał mojego wsparcia.
      Rozumiem też męża, że nie dbał o to, kto z kim stoi i skupił się na pożegnaniu z
      matką. Ale autorka wątku nie robiła mu przecież wyrzutów, nie zawracała głowy
      swoimi odczuciami. Nie ma co po niej jeździć, napisała tylko, jak się poczuła,
      nikomu nie zrobiła tym krzywdy.
      • marghe_72 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 22:08
        annasi23 napisała:

        Nie ma co po niej jeździć, napisała tylko, jak się poczuła,
        > nikomu nie zrobiła tym krzywdy.

        Jak na kogoś kto bardzo przeżył śmierć teściowej to była wyjątkowo
        przytomna i skupiona na miejscu, które zajmowała..

        I jeszcze ma siłę o tym na forum pisać.

        Nijak nie rozumiem
        • nutka07 Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 16:11
          marghe_72 napisała:

          > Jak na kogoś kto bardzo przeżył śmierć teściowej to była wyjątkowo
          > przytomna i skupiona na miejscu, które zajmowała..
          >
          > I jeszcze ma siłę o tym na forum pisać.

          Poczucie straty, zal i bol po smierci bliskiej osoby nie zawsze odbiera zdolnosc
          jasnego rozumowania i odczuwania.

          Nikt nie naskakuje na Autorke, ze byla pierwsza do opieki nad tesciowa, przed
          jej wlasnymi dziecmi. Kiedy na pogrzebie chciala dalej byc na 'swoim' miejscu
          okazuje sie, ze jednak jest inaczej. Poczula sie gorzej i tyle po co tyle
          inwektyw pod jej adresem.
    • cafe.inka Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 22:43
      A ja Cię rozumiem. Kilka lat temu zmarł mój teść, i na pogrzebie zostałam bez ceregieli odstawiona na boczny tor. Wytworzył się wyraźny podział na "my" i "oni". A ja poczułam się jak nierodzina, i tak przez całą uroczystość pałętałam się bez ładu i składu. Rozumiem - mój mąż stracił ojca. Rozumiem - to męża, a nie moje uczucia liczyły się w tamtych chwilach najbardziej. Jednak uważam wyrzucenie małżonków dzieci zmarłej osoby poza krąg najbliższej rodziny za coś... nie w porządku. A wydawało się, że nazywanie teściów "mamą" i "tatą" naprawdę coś znaczy; że nie jest to tylko kwestia tradycji i nomenklatury. Dodam jeszcze, że nie wyobrażam sobie, by na pogrzebie bliskiej mi osoby mój mąż był gdziekolwiek indziej, niż przy moim boku.
      • kawka74 Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 22:46
        Jednak uważam wyrzucen
        > ie małżonków dzieci zmarłej osoby poza krąg najbliższej rodziny za coś... nie w
        > porządku.

        Bo, jak tu nie spojrzeć, nie jesteś najbliższą rodziną.

        Pretensje do człowieka, który przeżywa śmierć matki, że przeżywa ją nie tak, jak by się chciało, to jakiś absurd.
        • cafe.inka Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 01:10
          Sposób przeżywania śmierci rodzica to rzeczywiście bardzo indywidualna sprawa. Co myślał mąż autorki wątku - właściwie nie wiemy. Widać tu natomiast pewną niekonsekwencję kulturową dotyczącą relacji z teściami oraz postrzegania małżeństwa. Trudno się zatem dziwić, że niektórzy czują się zagubieni.
        • joanna35 Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 09:35
          Pacz pani do zajmowania się teściową przed śmiercią nie miało to
          znaczenia, a pewnie wręcz przeciwnie, pewnie najbliższa rodzina
          odetchnęła z ulgą, że nie ona na co dzień musi zajowac się chorym
          człowiekiem. Wtedy była dobra?
          • kawka74 Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 10:11
            Tak, wtedy była dobra.
            Coś jeszcze?
            • joanna35 Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 10:13
              kawka74 napisała:

              > Tak, wtedy była dobra.
              > Coś jeszcze?
              Nie, a powinnam wg. Ciebie jeszcze coś dopisać?
              • kawka74 Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 10:17
                Nie, bo po co?
                Niczego ciekawego się nie spodziewam.
    • mika_p Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 23:00
      Nie wiem, czy wszędzie są takie zwyczaje, ale w mojej okolicy jest tak, że
      miejsca za trumną (w kaplicy) zajmuje współmałżonek i dzieci zmarłego. Po
      pochowaniu ciała także ta grupa stoi przy grobie i przyjmuje kondolencje.
      Taka jest konwencja.
      Jak rozumiem, chciałabyś, żeby mąż się odłączył od konwencjonalnej grupy i stał
      z tobą? W pewnym oddaleniu od grobu?
      • joanna35 Re: Czy ja aby nie przesadzam 23.07.09, 09:39
        No faktycznie, jedno miejsce więcej przy grobie zajęte przez synową,
        która nie olała ani teściowej ani męża w trudnych chwilach to zgroza
        po prostu.
    • driadea Re: Czy ja aby nie przesadzam 22.07.09, 23:10
      No wiesz, zamiast pomóc mu w tym wszystkim, w końcu stracił matkę, ty masz żal
      do niego, że przez chwile siedzial obok swojego rodzeństwa?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka