chodzi o pierwsza milosc mojej "siostry".Dziewczyna ma 20 lat, od 2
jest z chlopakiem, jest w nim zakochana do tego stopnia,ze nie da mu
sie dotknac do niczego bo sie skaleczy, po spadnie, bo cos mu sie
stanie...ok, jest zakochana,ale zakochana dziewczyna powinna tryskac
radoscia, szczesciem- a ona widze,ze z dnia na dzien robi sie coraz
smutniejsza, wycofana, mowi,ze nie moze spac, mowi,ze boi sie,ze
sobie nie da rady w roznych sytuacjach zyciowych itd.Martwie sie,ze
to depresja, martwie sie,ze jest tak bardzo zakochana,ze do niej nie
dociera,ze cos moze pojsc nie tak, ona uwaza,ze ten to WLASNIE
ten,ze zawsze razem...Widzac jej przygnebienie zaproponowalismy jej
wyjazd (tygodniowy tylko)ale odmowila bo ustalily z tym
chlopakiem,ze nie beda sami wyjezdzac.Zrozumialabym gdyby jechala z
kolezankami, ale z siostra.Zrozumialabym gdyby powiedziala- nie jade
ze zgredami

ale taka argumentacja,ze ona nie moze go zostawiac,ze
on by sam nie pojechal...Powiedzialam jej,ze zobaczy jak to jest
zatesknic za soba, bo widuja sie dzien w dzien, nic do niej nie
dociera.Chcialam zeby pojechala zeby poobserwowac ja.Uwazam,ze
powinna isc do jakiegos psychoterapeuty, psychiatry.Boje sie ,ze jak
cos nie wyjdzie jej z tym chopakiem to bedzie jakas
tragedia...Kurcze ja tez mialam 20 lat, kolegow, kolezanki, pilam
wino do rana i dyskutowalysmy z kumpelami o tylkach kolegow,
dlatego jestem w szoku,ze mozna sie tak zakochac, moje
przyjaciolki, kolezanki tez mialy po 20 lat i takiego stanu nie
widzialam u nich...A Ta moja bida chodzi jak zbity pies, kolezanek
nie ma, poszla na studia i przez rok nie nawiazala zadnej znajomosci
z ludzmi z roku, nie poszla na zadna impreze organizowana choc
goraco ja namawialam.O co chodzi??Dodam,ze taka nie byla, wczesniej
byla dusza towarzystwa, energiczna, wszedobylska, organizatorka, a
teraz wycofala sie i tylko ten facet...czy tak wyglada wielka
milosc??