krzysztofhorn
06.01.08, 17:38
Witam,
być może ktoś znalazł się w podobnej sytuacji i będzie mógł się podzielić ze mną swoimi doświadczeniami i radami.
Moja żona Kasia odeszła po ciężkiej chorobie nowotworowej. Zostałem sam z dwójką dzieci. Córeczka ma 4.5 roku, a synek półtora.
To zdarzyło się dwa dni temu. Razem z rodziną planujemy przygotowanie spotkania z psychologiem dziecięcym na którym poruszymy śmierć mamy.
Zastanawiam się jak dalej z tym żyć. Jak być dzielnym, radosnym i kochanym tatą, który będzie wspierał dzieci w trudnej sytuacji.
Ktoś podsunął mi pomysł, żebym jak najszybciej znalazł "ciocię" dla dzieci, dla ich dobra. Ale ja nie chce "wymieniać" kochanej osoby, która odeszła od razu na nową "mamę". To nie przedmiot, zabawka, żeby po zepsuciu kupić od razu nową. Chcę nauczyć je żyć z przemijaniem, odchodzeniem bliskich osób. Chcę w nich pięlegnować wspomnienia po mamusiu. Mówić jaka była wspaniała, jak bardzo je kochała i że nadal jest razem z nimi w ich serduszku. Że jest ich aniołem, który cały czas nad nimi czuwa.
Pozdrawiam
Krzysztof.