sandra76
01.02.04, 22:57
Kochane mamy karmiące piersią!
Przepraszam, że piszę na tym forum ja, która prawie od początku karmiłam
swego syna butelką ale nie mam z kim się podzielić moim żalem.
Syn urodził się zdrowy, ważył 3850 i miał 58 cm. Już na sali porodowej
położna stwierdziła, że przy takich płaskich brodawkach mam małe szanse na
karmienie i wogóle nie próbowała pomóc przystawić mi syna do piersi.
Powiedziała tylko, że to moja wina bo mogłam zadbać o piersi już w ciąży.
Starałam się sama przystawić małego ale on wykończony porodem (druga faza
trwała 2 godziny) zasnął. Gdy się obudził a była to trzecia w nocy znowu
poprosiłam położną opomoc. Ta zkolei spojrzała na mnie tylko i zapytała czy
wiem która jest godzina i że mam małego przywieźć to one dają mu mleczko z
butelki. Wróciłam do pokoju i do rana próbowałam go przystawiać ale syn tylko
płakał i zasypiał ze zmęczenia a ja płakałam razem z nim. W końcu nad ranem
poddałam się i dokarmili syna.Myślałam, żew domubędzie lepiej ale nie było.
Pojawił się nawał mleczny, zastój więc zaczęłam odciągać mleczko było tego
niewiele ale lepsze to niż nic. Poprosiłam o pomoc położną środowiskową,
która stwierdziła, że mam nie męczyć siebie i dziecka a na butelce też będzie
zdrowy. Nie wiem czy trafiłam na nieodpowiednie osoby ale po prostu nikt mi
nie pomół zostałam sama a rady typu po twoim mleku jest ciągle głodny, a po
sztucznym spokojny też mi nie pomagały. Walczyłam o każdą kropelkę, na prawdę
chciałam karmić, w domu nie miałam żadnej butelki ani sztucznego mleczka
dopiero potem mąż kupił. Już dokładnie nie pamiętam ile trwała ta sytuacja
ale w lońcu pojawiło się zapalenie piersi, temperatura prawie 41 stopni,
drgawki byłam wykończona fizycznie ale przede wszystkim psychicznie. Mąż w
nocy wezwał pogotowie i lekarz przepisał mi antybiotyk jeśli dobrze pamiętam
HICONSIL. Niestety po tym antybiotyku nie było już co odciągać, a może winny
był stres i zmęczenie, półtora miesiąca przed porodem spędziłam w szoitalu
(gestoza) a po powrocie zamiast odpoczywać chciałam wszystko robić sama,
prałam, sprzątałam i padałam z nóg. Nie wiem ale wiem jedno NIE UDAŁO MI SIĘ,
bardzo czekałam na to dziecko (w poprzedniej ciąży poroniłam w 12 tygodniu)
ale nie potrafiłam go wykarmić, zazdroszczę wam tej bliskości która jest
zarezerwowana tylko dla was a argumenty, że tata też może podać butlę a ja
mogę sobie w tym czasie gdzieś wyjść to bzdura ja nie chciałam nigdzie chdzić
tylko karmić. Napisałam to dopiero teraz bo jestem na forum dopiero 3
tygodnie a poza tym podjęliśmy z mężem decyzję, że postaramy się o rodzeństwo
dla Kubusia i w związku z tym naszły mnie już teraz straszne myśli A co
będzie jak znowu mi się nie uda? Wiem, że to nie koniec świata, że
najważniejsze, że mój skarb rozwija się zdrowo, (chociaż w 8 miesiącu lekarz
stwierdził skazę białkową co jeszcze bardziej mnie podłamało bo karmienie
piersią chroni przed alergią, więc mogłam coś zrobić, jakoś zaradzić) jest
wspaniałym dzieckiem i codziennie dziękuję Bogu, że go mam. Może martwię się
na zapas ale czytam, że należy hartować brodawki przed karmieniem, gdzie
indziej,że nic nie robić i sama niewiem co mam myśleć. Może mogła by mi pomóc
Pani Monika, o której radę większość z was prosi oraz wy doświadczone mamy w
których kompetencje również nie wątpię.
Przepraszam, że się tak rozpisałam ale teraz jest mi lżej. Pozdrawiam mamusie
karmiące i nie karmiące. Może któraś z was słyszała o takim antybiotyku lub
miała problemy z karmieniem pierwszego dziecka a drugiego już nie. Jestem
wdzięczna za każdą odpowiedź o ile was nie zanudziłam i dotrwałyście do
końca. Jeszcze raz pozdrawiam
Sandra.