agusia.24
12.09.10, 17:14
piszę tego posta bardziej żeby się wyżalić niż licząc na jakąś pomoc,bo nie wiem co można jeszcze zrobić w mojej sytuacji,ale może ktoś mi jednak coś podpowie...
od jakiegoś czasu czytam to forum regularnie,sama często zadawałam pytania,ale coraz częściej zaglądam na forum butelkowe, walczę o karmienie piersią już 2msc3 tyg.czyli tyle ile ma mój synek urodzony przez cc, przez tydzień był karmiony butelką,gdyż w szpitalu, a potem w domu(wizyty położnej) nikt nie udzielił mi pomocy,stwierdzono tylko że mam płaskie brodawki,dziecko nie będzie chciało ssać,kazano kupić nakładki,kupiłam było jeszcze gorzej,a mleko aż mi ciekło z piersi,ale bardzo chciałam karmić piersią,poza tym z butlą też były problemy,po tygodniu pomogła mi siostra męża,po bojach udało się mały zassał,byłam wtedy taka szczęśliwa,potem zaczęły się typowe problemy,popękane i obolałe brodawki,ale karmiłam,płakałam i karmiłam,mały pięknie przybierał,ponad kilo na miesiąc,ale koło 2 msc zaczęło mnie zastanawiać czemu karmienie wciąż boli?poszłam po pomoc do położnej(już innej niż na początku)były dwie,zgodnie orzekły mały ładnie je,potem zaczęły się problemy z brzuszkiem,gazy,kolki,trafiliśmy do pediatry,która jako jedyna zauważyła że mały ma przyrośnięty języczek,nie wysuwa go dlatego mnie tak boli,radziła podciąć i podcięliśmy i to był błąd,do tej pory może i mnie bolało,ale przynajmniej mały się najadał,pięknie rósł,po podcięciu się zaczęło,najpierw zalane od środka uszko,mały nie chciał jeść,płacz przy cycku,już mniej przybrał,uszko wyleczyliśmy,dwa dni ładnego jedzenia,potem się zaczęło marudzenie przy cycku,jedzenie szybkie i chaotyczne,zakończone płaczem,pediatra orzekł kolki,przetrwaliśmy tydzień męczarni,zmuszania do jedzenia,płaczu,następnego tygodnia zważyliśmy ledwo 100gram do przodu(do tej pory było nawet 330/tyg), rozmowa z pediatrą,kazała podawać mm,bo dziecko się męczy,widać że to nie zwykłe kolki,przepłakałam pół dnia,ale pogodziłam się z tym,byle mały nie cierpiał,na drugi dzień poszłam do poradni laktacyjnej licząc że może jeszcze da się to uratować,okazało się że mam strasznie szybki wypływ pokarmu,mały ma trudności z jedzeniem przez to,próbowałyśmy pozycji pod górkę i innych kombinacji,ale nic nie dało,mleko wciąż go zalewało,mały się krztusił,denerwował,w efekcie nie chciał jeść,pozycja też mu się nie spodobała,doszło do tego że jak go tylko zbliżałam do cyca to był ryk,w kolejnym tygodniu przybrał jeszcze mniej,doradca widząc że dziecko się męczy kazała podawać małemu choć trochę bebilon pepti żeby brzuszek odpoczął i kupki były ładniejsze(ma biegunki),ale nie mam mu jak podać, mały nie chce i nie umie pić z butelki,kupiliśmy trzy różne,łyżeczką i strzykawką też nie chce jeść:(,pozostała więc dalej pierś,tylko że jej też już nie chce,je góra pięć minut,potem już odrzuca sam,albo poprostu płacze,mleko go zalewa,ja kombinuje jak mogę,ale to nic nie daje i tak się męczymy już 3 tydzień,w nocy je spokojnie więc jakoś to idzie,ale w dzień jest masakra :( i co ja mam robić? już bym zaczęła odciągać mleko i dawać mu butelką,byle tylko się tak nie męczył,ale on jej nie chce:(
dodam że od początku uważam na to co jem,jak pojawiły się kolki odstawiłam nabiał,odciągam też początkowy pokarm,bo położna twierdzi że bóle brzucha mogą być od nadmiaru laktozy,jak on tak krótko je,ale to nic nie pomaga,nawet jak jest mega głodny i chce jeść(co zdarza się może raz dziennie) to za chwile go zalewa i jest płacz i jeść mu się odechciewa,nie wiem co dalej robić,synek nie chce ani mojego cyca,ani butelki,boję się że zaraz zacznie lecieć z wagi,a do tej pory było tak ładnie,najniższa waga 2860,teraz 5390, w tym przez ostatnie dwa tygodnie ledwo ponad 200gr,
przepraszam za tak długiego posta,ale jestem już coraz bardziej zmęczona,do tej pory nie było dnia w którym mogłam tak po prostu cieszyć się macierzyństwem:(