kalpa
18.01.05, 07:08
Boszszsz wymiękam
Mój prawie czteroletni syn ciągle domaga się piersi.
Karmiłam go stanowczo za długo, bo 2,5 roku w przekonaniu, ze robię dobrze.
mąż mnie zachęcał do tego non stop. dziecię było bezczelnie zdrowe, nic się
go nie imało, nawet katary omijały go z daleka.
Zaszłąm w ciążę, musiałam odstawić. Dramat, koszmar, płacz.
Dzień w dzień żebry.
W końcu przeszło.
Tuż przed narodzinami Kołajka temat powrócił, bo wiadomo dzidziuś bedzie ssać
pierś. Mateuszek poadł w euforię i stwierdził, ze on też bedzie. Głupia
pozwoliłam, bo myślałam, że się zniechęci, nie będzie mu już smakować. Gdzie
tam! Najlepszy przysmak!
Myślałam, ze jak mu pozwolę, to nie bedzie zazdrosny o to, że brat sie tak
żywi.
Ok, urodził się Kołajek. I się zaczęło.
Już na dzień dobry bracia przyssali się do mnie. Ja niczym Marianna na
barykadzie z obnażonym biustem, oni na mnie ssali zapamietale. Miałam dosyć.
stanowczo odmówiłam starszemu, choć starałam się zrobic to najdelikatniej, z
miłością, czułością.
Mati niby się pogodził, ale co jakiś czas przychodził prosić o mleczko.
W końcu minęło. Na chwilę, po to, zeby powrócicić jak fala tsunami.
I czasem odkrywam w nocy wielkiego ssaka pod koszulą, albo łazi za mną i
marudzi"daj mi cycusia!". Lub oświadcza dramatycznym tonem: "Kołajek ukradł
mi cycusia!", lub próbuje negocjować ze mną:" wiesz mama, Kołajek pozwolił mi
wypić jego mleczko, bo powiedział, że już nie jest głodny"
Mam dosyć.
Jak skutecznie pozbyć się problemu?
Miała któraś z was takie coś?
Kalpa