Zeby nie bylo nieporozumien - nie jestem mamusia noworodka tylko 5 miesiecznego Filipka, ktory wazy juz, bagatela 9 kg. A zaczelo sie tak: dwa dni temu poczulam, ze boli mnie prawa piers z prawej strony. No nic - pewnie mam za duzo mleka. I troche sciagnelam. Ale boli nadal i to coraz mocniej. Bol promieniowal az do sciegna ramieniowego wiec pomyslalam, ze moze je nadwyrezylam wnoszac co chwila 11 kilogramowy wozek na 3 pietro. Obudzilam sie rano z potwornym bolem. Zmierzylam goraczke - nic. Ale bolalo jak cholera. Postanowilam odczekac. Nie moglam w ogole zajmowac sie Filipkiem bo od tego bolala mnie cala reka. Wieczorem przypadkowo zauwazylam, ze moje wezly chlonne pod prawa pacha sa wielkosci sliwki. No to PANIKA!!!!!!!!! Bo na pewno mam raka, bo mi zaraz piers utna itepe, itede.pedem pojechalismy do Medicover, gdzie nikt juz nie przyjmowal. Zlapalam przy wyjsciu jakas kobiete, ktora na moje pytanie, czy jest lekarzem, odpowiedziala twierdzaco. Spieszyla sie co prawda, ale chyba nie chciala miec mnie na sumieniu (wygladalam jak poltora nieszczescia) i mnie przyjela. Okazalo sie, ze mam zapalenie prawej piersi. Dostalam jakis kosmicznie drogi antybiotyk i prikaz, ze pierwsze karmienia po antybiotyku musza byc moim mlekiem, ale przegotowanym. Dzisiaj cala noc bawilam sie w sciaganie i gotowanie. Moje dziecko w ogole nie chce pic z butelki wiec dochodzi zabawa z lyzeczka. Na szczescie juz teraz karmie piersia.Ale ja jestem fujara. Po prostu Filip nie za bardzo lubi prawa piers, a ja zamiast jakos ja, no nie wiem, masowac czy odciagac pokarm, po prostu zostawilam ja sama sobie. I mam efekt.Sama sobie wspolczuje