Dodaj do ulubionych

Pani Monika nie mam już siły :-(

07.03.07, 17:28
Witam! Mój problem polega na ciągłym wysłuchiwaniu, że mój pokarm jest za
chudy, że to już woda, że głodzę dziecko bo jak to może być, że synek mając
obecnie 4,5 m-ca nie jest dokarmiany (jest tylko na piersi). Wspomnę tylko, że
te perełki słyszę z ust mojej mamy, jej 3 sióstr no i oczywiście teściowej.
Sprawa jest o tyle dla mnie ciężka, że synek jest uczulony prawie na wszystko;
nabiał, gluten, seler, kurczaka, jajka i masę innych produktów. Bardzo trudno
wytłumaczyć powyższym osobom, że dziecko może być spokojnie karmione tylko
piersią do 6 m-ca życia. Zaznaczę, że synek przybiera na wadze bardzo ładnie,
pediatra mówi, że wszystko jest ok.
Moja prośba jest nietypowa, a mianowicie prosiłabym o opinię na temat
karmienia piersią, wartości pokarmu matki, jak długo można karmić bez
dokarmiania i jak wygląda rozszerzanie diety dziecka z alergią. Byłabym Pani
dozgonnie wdzięczna za odpowiedź, która chciałabym pokazać rodzinie bo może
wtedy przestali by mnie zmuszać do wielu rzeczy. Ja już nie mam sił, żeby za
każdym razem odpierać ataki z ich strony :-(

Dziękuję i pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • beniusia79 Re: Pani Monika nie mam już siły :-( 07.03.07, 18:06
      jesli maly dobrze przybiera na wadze i dla milych pan nie jest to wystraczajacy
      argument to podejrzewam, ze nawet referat na temat karmienia piersia tez tu nic
      nie pomoze. cos mi sie wydaje, ze zadna z tych pan nie karmila piersia lub
      karmila bardzo krotko... proponuje ignorowac glupia gadanine i robic swoje. nie
      przejmuj sie tym, wrzuc na luz i smiej sie z tego co onoe gadaja, nie ma sensu
      sie denerwowac :-)
      zycze powodzenia
      • lyloo78 Staram się... 07.03.07, 20:08
        Dzięki za miłe słowa, ale obawiam sie, że te kobiety są niereformowalne. To
        smutne bo to w końcu moja najbliższa rodzina. Staram się jak tylko mogę, żeby
        nie brać do siebie tego co mówią, ale czasami bywa naprawdę ciężko. Teraz to już
        chwytam się czego mogę, podsyłałam im nawet kilka lektur do poczytania na temat
        karmienia, ale jak to starsze pokolenie, "wiedzą lepiej". Ech, mogę tylko
        ponarzekać, zignorować to co mówią i przeczekać, może im się w końcu znudzi.

        Pozdrawiam :-)
    • monika_staszewska Re: Pani Monika nie mam już siły :-( 07.03.07, 20:30
      Oj, tak, tak. Iwm, zę można mieć dosyć :)
      Oczywiście mogę napisać, że Pani mleko jest najlepiej przystosowane do potrzeb
      Pani dziecka, ze dzieci karmione maminym mlekiem powinny być karmione nim
      wyłącznie co najmniej do szóstego miesiąca, a w przypadku alergików, czy
      maluchów których układ pokarmowy dojrzewa wolniej niż średnia światowa nawet i
      kilka miesięcy dłużej, że dobrze by było gdyby dziecko alergiczne dostawało
      mamine mleko w trzecim czy nawet w czwartym roku życia. Mogę też wkleić linki
      do stron pokazujących co w mleku ludzkim dobrego jest, o choćby tu:
      www.laktacja.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=351&Itemid=68
      Że rozszerzanie diety ma na celu stopniowe przyzwyczajanie do trawienia
      obcogatunkowego jedzenia, a nie uzupełnienie braków wynikłych z podawania
      wyłącznie mleka, bo takowych nie ma. Zresztą nawet przy żywieniu mlekiem
      modyfikowanym nie ma konieczności wprowadzania nowości przed szóstym miesiącem
      życia. Tyle, że przy karmieniu mieszanka trochę szybciej musimy ograniczyć
      ilość karmień mlecznych, żeby "nie przedawkować" obcogatunkowego mleka. A przy
      karmieniu maminym mlekiem takich ograniczeń wprowadzać nie musimy. Że mleko
      modyfikowane produkuje się oczywiście coraz lepsze. Ale owo ulepszanie polega
      na tym by jak najbardziej je dopasować do ludzkiego, bo ono jest najbardziej
      odżywcze/dobre, najlepiej dopasowane do potrzeb człowieka, a skoro takie jest
      znaczy, że wystarcza dziecku.
      Że nowości jeśli już zaczynamy je wprowadzać podajemy metodą jedna przez 5-7
      dni (w ilości sugerowanej przez dziecko czyli albo ćwierć liza, albo równie
      dobrze cztery łyżeczki) i jeśli maluch nie zareaguje niekorzystnie (kolka,
      wysypka, ciemieniucha, odparzona pupa, nasilone ulewanie, ciemnozielona kupka
      lub w kolorze normalna ale z dodatkiem drobinek krwi czy przezroczystych pasm
      śluzu) możemy przez kolejnych 5-7 dni dodawać do poprzedniej nowości następną.
      Czyli jeśli jako pierwsze podaliśmy no powiedzmy ziemniaka i nic się nie działo
      to do niego możemy dodać marchew czy groszek, albo podać o jednej porze
      ziemniaczka, a o innej groszek, itd.. Ale przynajmniej przez pierwszy miesiąc
      lepiej będzie jeśli "dorosłe" jedzenie dziecię popijać będzie mlekiem z piersi.
      Ale tak najchętniej to bym napisała oświadczenie, że: najlepszymi specjalistami
      od dziecka są jego rodzice.
      Niewątpliwie nie jesteśmy w stanie zmienić myślenia czy przekonania drugiego
      człowieka, ale możemy zastanowić się czy my sobie/swojemu instynktowi
      ufamy/wierzymy i wtedy już tylko pozostaje przyjąć, że ktoś inny może wprawdzie
      mówić, że robimy nie tak jak trzeba, ale my robimy właśnie tak jak uważamy, że
      jest najlepiej dla naszego dziecka i dla nas. Czasami niezbędne zdają się być
      zatyczki do uszu, ale i bez nich możemy sobie całkiem nieźle poradzić, choć
      oczywiście bywa trudno.
      Nie wiem czy to jakkolwiek Panią pocieszy, ale mogę podzielić się własnym
      doświadczeniem. Przez kilka miesięcy prowadziłam z moją mamą zupełnie
      bezsensowne dyskusje czy muszę czy nie muszę podawać mojej córce coś poza moim
      mlekiem. Mama chciała przekonać mnie do swoich racji, ja ją do swoich i tak co
      jakiś czas kłóciłyśmy się nie widząc zmian (a dodam, że już parę lat wcześniej
      jedzeniowe rozmowy prowadziłyśmy przy okazji żywienia mojego syna). Pewnie
      najrozsądniej było uznać, że każda z nas ma prawo mieć inne zdanie i nie musi
      przekonać drugiej do swojego, ale... jakoś nam to nie wychodziło. W efekcie
      będąc już bardzo zmęczona i zdenerwowana takim "zupkowym molestowaniem"
      powiedziałam 'mamo ja się na tym znam, Ty nie, więc zrobię po swojemu".
      Niestety tonu użyłam nie specjalnie miłego i efekt był taki, że mama się
      pogniewała. Szczęśliwe żadna z nas długo gniewać się nie potrafi i szybko
      wróciłyśmy do normalnych/sympatycznych relacji. Ale.... kwestia nowości w
      diecie mojej Marii, w ogóle żywienia Marii i Jaśka stała się tematem tabu. I
      zupełnie niespodziewanie, po jakiś dwóch czy nawet trzech latach mama nagle
      mówi mi "wiesz, z tym karmieniem miałaś rację". Nie powiem, oprócz tego, że
      mnie zamurowało to jeszcze poczułam się dumna jak paw, bo milo jest być
      docenionym przez własnych rodziców nawet jak się ma znacznie więcej niż 15 lat.
      Ale tak naprawdę najbardziej niesamowite było odkrycie, że przez te kilka lat
      nie rozmawiałyśmy co prawda o żywieniu moich dzieci (czyli wnuków mojej mamy co
      jednak jest nie bez znaczenia, wszak babcie bardzo kochają swoje wnuki), ale
      rozmawiałyśmy o karmieniu piersią, o karmieniu innym mlekiem, o zmieniających
      się metodach w pielęgnowaniu, wychowywaniu i żywieniu dzieci. I te rozmowy nie
      były naładowane takimi emocjami jak nasze poprzednie sprzeczki, dzięki czemu
      mogłyśmy spokojnie przyglądać się sytuacjom z naszego życia. I udało nam się
      wzajemnie zrozumieć. A teraz moja mama jest jednym z większych fanów karmienia
      piersią, niejedną swoją koleżankę "babcię wnukom" uspokajała, że nie musi się
      martwić o swojego wnuka, tłumaczyła, że rodzice choć jej wydają się tacy
      niedojrzali - tak już jest, że dla rodziców zawsze jesteśmy ich dziećmi :) -
      na pewno świetnie sobie poradzą, byle im tylko nie przeszkadzać. I szczerze
      mówiąc teraz jestem nie tylko pełna podziwu dla mojej mamy (i dziękuję Bogu, że
      właśnie taka mamę dostałam od Niego), za to jak potrafi zobaczyć i docenić inny
      punkt widzenia, nawet jeśli uważa zupełnie inaczej niż jej rozmówca, ale i
      lepiej ją rozumiem. Zdałam sobie sprawę, że jej uwagi czy wątpliwości, o
      których mi/nam rodzicom mówiła nie wynikały ze złej woli czy no nie wiem chęci
      dokuczenia, tylko z troski o wnuki i o to.... żebyśmy my jako rodzice nie
      popełnili błędów. Tyle, że przecież nie ma takiej możliwości żeby rodzice nigdy
      nie popełnili błędu. Ale to już temat na zupełnie inna rozmowę. Tym bardziej,
      że zarówno nam, jak i naszym dzieciom te błędy się do czegoś zawsze przydają. I
      każdy z nas stara się dbać o dzieci i je wychowywać jak najlepiej.
      Pozdrawiam serdecznie :)
      monika staszewska
      ps. Dodam na wszelki wypadek, że brak panów w mojej opowieści (taty i obu
      dziadków) to nie wynik dyskryminacji. Po prostu chciałam podzielić się
      doświadczeniem kobiety - mamy małej kobietki i córki dojrzałej kobiety. Nie
      mogę tylko podzielić się doświadczeniem kobiety-synowej, bo niestety moja
      teściowa zmarła bardzo dawno temu, a szkoda, bo była niesamowitą osobą.
    • hodos Re: Pani Monika nie mam już siły :-( 07.03.07, 20:37
      zajrzyj na to forum, tutaj także znajdziesz wsparcie:)

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21000
      pozdrawiam!
      • zabek21 Mam ten sam problem 07.03.07, 22:34
        Mam to samo. Już praktycznie od kiedy synek skończył trzy tygodnie słyszałam od
        teściowej, że mam chudy pokarm, bo mały wisi przy piersi 30 minut. I jakie było
        jej zdziwienie gdy w szóstym tygodniu był ważony i przybrał 1700g. Lekarka była
        zachwycona a teściowej uwagi na temat chudego mleka sie skończyły. Teraz znowu
        twierdzi, że powinnam mu dawać herbatki. Ale czy to konieczne? Moja mama tez
        stwierdziła, że powinnam się zaopatrzyć w mleko w razie gdyby mi pokarmu brakło,
        a dziadkowie męża meczą mnie podobnie jak i Ciebie, że powinnam dokarmiać
        małego. Mój mały też jest uczulony prawdopodobnie na jabłko i marchewkę.
        początkowo pediatra stwierdziła, że na nabiał ale pomimo odstawienia nic sie nie
        poprawiło. Natomiast dermatolog stwierdziła, że to łzs.
        Najgorsze jest to, że jak kobieta chce karmić jak najdłużej to mówią o
        dokarmianiu, a jak by karmiła miesiąc albo wcale to by mówili, że jaka z niej
        matka, bo zamiast swojego wartościowego pokarmu daje jakieś paskudne sztuczne
        mleko. Ja staram sie puszczać to wszystko bokiem. Tylko szkoda,że Ci "dobrzy" i
        "mądrzy" doradcy nie wiedzą że stres, zdenerwowanie źle na nas wpływa.
        Powodzenia!!!
        Mam nadzieję, że jakoś wygramy tę mleczną bitwę.
        PS. Mój mały zaczął 4 miesiąc ;) i ma się dobrze, choć dziś miał coś gorszy
        dzień jakiś płaczliwy i rozdrażniony. Ale daliśmy radę.
        • beniusia79 Re: Mam ten sam problem 08.03.07, 07:48
          ja mialam podobny problem na samym poczatku. moja mama mieszka daleko od nas,
          ale przy kazdej okazji marudzila, ze mam malej podac butle bo ja zaglodze, mala
          pewnie placze bo jest glodna itd. po krotkim czasie zwatpilam w siebie,
          myslalam, ze mama ma racje. gdyby nie wsparcie meza, rady z forum i przeczytane
          ksiazki, to dawno podalabym malej sztuczne mleko. gdy mala skonczyla 3 miesiace
          moja mama zapytala sie mnie, co ja jem i co robie, ze mam takie mleko, ze mala
          taka pulchniutka?.... usmialam sie, ze ho ho.
    • lyloo78 BARDZO dziękuję za wszystkie odpowiedzi!!! 08.03.07, 10:13
      Pani Moniko jest Pani aniołem! Bardzo dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź i
      za odrobinę wspomnień ;-) Ja ze swoją mamą mam podobnie, tak więc teraz muszę
      chyba przeczekać ten okres i tyle :-)
      Dziękuję wszystkim za miłe słowa!
      Cóż, pozostaje nam chyba uzbroić się w mega pokłady cierpliwości bo coś mi się
      zdaje, że na "mlecznych poradach" naszych mam się nie skończy ;-)

      Pozdrawiam i życzę wytrwałości!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka