arekfial
28.02.04, 21:05
Chyba jestem strasznie słaba, bo chciałam już dawno uciąć moje toksyczne
małżeństwo i uciec na koniec świata. Teraz, po czymś okropnym, co zrobił,
powiedziałam mu, że to koniec, że chcę, żeby się wyprowadził, a on na to, że
skoro mi jest źle, to mam się wynieść, jemu jest dobrze... I tak trwam, od
awantury do awantury bo: boję się, że finansowo nie wydolę, a dziecka nie
chcę skazywać na biedę, bo nie chcę ranić mojej mamy, która już sporo
przeszła, bo nie wiem, czy zorganizuję nam codzienne, przyziemne sprawy, bo
boję się jemu powiedzieć, że to naprawdę koniec i tysiąc innych "bo"... Chce
mi się ryczeć, bo wiem już, że go nie kocham, bo wiem, że nie chcę z nim żyć
i bać się codziennie, bo...