Dodaj do ulubionych

tata_malolata

26.03.04, 12:06
Ja mam Pytanie. Ty jestes facetem z krwi i kosci ( moze kobieta )?
Filocofie zyciowa i sposob postepowania, myslenia stsosujesz w swoim zyciu ?

Jesli tak.. to hmm, mam dzis dobry dzien. Nie wierzylam , ze tacy faceci
istnieja, a tu prosze ...


Pozdrawiam
Mag

Obserwuj wątek
    • tata_malolata Re: tata_malolata 26.03.04, 13:18
      "Ja mam Pytanie. Ty jestes facetem z krwi i kosci ( moze kobieta )?"
      -------------
      Z krwi, kości a na dodatek troszkę (91 kg) mięska smile
      A w sumie to podobno jesteśmy w 90% z wody!



      "Filozofia zyciowa i sposob postepowania, myslenia stosujesz w swoim zyciu ?"
      -------------
      Samo stosowanie jest nic nie warte bez rezultatów.
      Co z tego, że się staram jeśli mi nie wychodzi? A wiem, że czasem mimo, że
      chciałbym, nie potrafię czegoś zrobić tak jak trzeba, a nawet robię na odwrót.
      Mój Boże ! Ile człowiek głupstw zrobił, ilu rzeczy żałuje chociaż chciał
      inaczej. Cóż wreszcie z tego wszytkiego w co wierzę i o czym marzę jeśli ta
      Jedna Jedyna ma to w głębokim poważaniu ?


      "Nie wierzylam , ze tacy faceci istnieja, a tu prosze ..."
      -------------

      Jacy faceci? Tacy, którzy chcą mieć rodzinę? Pełno jest takich.
      Tyle, że puki wszystko jest "w normie" nikt ich nie docenia. Przyznaję, że i my
      chyba za mało doceniamy Was. A już najbardziej nie potrafimy docenic tej, która
      tego najbardziej potrzebuje.


      A tak wogóle - bardzo namawiam Was wszystkie.
      Postarajcie się dla swoich mężów - nie taki diabeł straszny !

      smile
      • mag_p Re: tata_malolata 26.03.04, 13:34
        No to Witaj w klubie!!!

        Napisalas co z tego ze sie staram , czy czasem nie potrafie, ale czlowieku ,
        zycie oparte jest na staraniu i czasem nam nie wychodzi , ale to ze sie
        staramy i fakt , ze potrafimy rozpoznac swoje bledy i ze dalje sie starma ..
        toxz tak wyglada zycie, z ze w danej chwili nie widzimy efektu, lub ktos go nie
        docenia..Spokojnie doceni !
        I Efekt tez bedzie widac..

        Co do bycia dobrym dla swoich mezow - to owszem , jesli takowego bede posiadac
        ( jeszcze)

        Pozdrawiam
        Mag

        • kkokos Re: tata_malolata 26.03.04, 13:58
          no proszę, to bardzo zabawne, jak bardzo się różnimy (my jako ludzkość) w
          ocenach innych - ja przeczytawszy wypowiedzi taty-malolata w odpowiedzi na
          posty młodejmamy pomyśłałam sobie o nim wiele rzeczy, ale nic pozytywnego...
          • novikaa Re: tata_malolata 26.03.04, 14:34
            Mam bardzo podobne odczucia co do szanownej osoby taty_małolaty, ja Ty kkokos.
            Pozdrawiam anie_rose.
            Kasia
            • tata_malolata Re: tata_malolata 26.03.04, 17:19
              novikaa napisała:

              "Mam bardzo podobne odczucia co do szanownej osoby taty_małolaty, ja Ty kkokos".

              ----------------------

              Nie szkodzi. Nie obrażę się.
              Po tym co przeżyłem naprawdę trudno jest znaleźć coś co by mnie dotknęło.

              A przy okazji wizyty na "babskim" forum pozwolę sobie na "babską złosliwość":
              Czy nie jest tak droga kkokos i novikaa, że to co ja tu piszę jest nie tym co
              chcecie słyszeć ? Nie pasuje trochę, bo w swoich sumieniach rozgrzeszyłyście
              się już dość łatwo a tu ktoś wypomina, piep...y o odpowiedzialności, o
              obowiązkach ?

              Nie łudzę się, że akurat Was to ruszy. Ale może innym dziewczynom z rozterkami
              da trochę do myślenia.

              Serdecznie mimo to pozdrawiam !



              • burza4 Re: tata_malolata 26.03.04, 19:59
                A przy okazji wizyty na "babskim" forum pozwolę sobie na "babską złosliwość":
                > Czy nie jest tak droga kkokos i novikaa, że to co ja tu piszę jest nie tym co
                > chcecie słyszeć ? Nie pasuje trochę, bo w swoich sumieniach rozgrzeszyłyście
                > się już dość łatwo a tu ktoś wypomina, piep...y o odpowiedzialności, o
                > obowiązkach ?

                Tato malolata, ty wcale nie p..rzysz, masz absolutną rację, tylko że adresat
                tych uwag troszkę nie trafiony... Bo na tym forum większość dziewczyn miała do
                czynienia z facetami, których drugie imię to "nieodpowiedzialność". A ty mówisz
                o NASZYCH obowiązkach, podczas gdy na te obowiązki w pierwszej kolejności
                wypięli się nasi partnerzy... i to irytuje.

                Bo co to za tekst, że my się rozgrzeszyłyśmy? z czego, przepraszam, miałabym
                się rozgrzeszać? z tego, że nie chciałam spędzać zycia z nieodpowiedzialnym
                pijaczkiem? z czego mają się rozgrzeszać dziewczyny, których mężowie porzucili
                swoje dzieci i którzy robią cuda, zeby tylko nie płacić alimentów?

                Każdy jest kowalem własnego losu - ja odpowiadam za życie moje i dziecka, nie
                mam wyrzutów sumienia. Mój mąż spaprał nasze małżeństwo. Moją "winą" było to,
                że przestałam walczyć.

                I może zamiast pisać o poczuciu odpowiedzialności do kogoś, kto akurat
                najbardziej cierpi z powodu jej totalnego braku u partnera - skup się na tym,
                co istotne - na sytuacji dzieci. Bo to o to chodzi w gruncie rzeczy...
                • tata_malolata Re: tata_malolata 26.03.04, 20:57
                  burza4 napisała: "Tato malolata, ty wcale nie p..rzysz, masz absolutną rację"
                  -------------
                  Dziękuję. Nic nie łechcze naszej męskiej próżności bardziej niż powiedzenie:
                  masz rację. A tu jeszcze przymiotnik: absolutną. Jestem wniebowzięty!


                  TERAZ CIUT POWAŻNIEJ


                  "...z facetami, których drugie imię to "nieodpowiedzialność".
                  -------------
                  Niemało takich. Może nawet wszyscy. Mniej lub bardziej.
                  A myślisz, że ja taki nie jestem?
                  Ja poszedłem z kolegami na mecz w urodziny żony.
                  Słowo honoru, że nie zapomniałem o urodzinach - aż taki osioł ze mnie nie jest.
                  Kupiłem kwiaty, prezent, zaprosiłem na kolację. Nie miała ochoty a kolega
                  akurat zatelefonował. Spytałem. Powiedziała: dobrze. Nie było dobrze.
                  Dziś rozumiem troche więcej.
                  Dlatego proszę Was drogie dziewczyny - w imieniu wszytkich osłów, którzy poszli
                  na piłkę, spóźnili się na obiad u teściowej, brali zakręt pod blokiem
                  poślizgiem kontrolowanym, grali w idiotyczne gry na komputerze - nie
                  przestawajcie nas za to kochać. My jesteśmy i zawsze będziemy
                  trochę "niepoważni".




                  A TERAZ JUŻ CAŁKIEM SERIO


                  "nie chciałam spędzać zycia z nieodpowiedzialnym pijaczkiem?"
                  ------------------
                  To trochę rozumiem. Alkohol jest zabójcą tysięcy rodzin. Ale znam dwa przypadki
                  wytłuczenia z durnego męskiego łba alkoholowych skłonności. I to długotrwałe.
                  Czasem wiec się udaje.



                  "skup się na tym, co istotne - na sytuacji dzieci. Bo to o to chodzi w gruncie
                  rzeczy..."
                  ---------------
                  Cały czas się na tym skupiam. Powiem więcej. O ile uważam, że bezdzietna
                  para/małżeństwo może się - choć to przykre - rozejść to w przypadku rodziców
                  małego czy też większego dziecka zawsze będę za wybaczeniem, pracą nad
                  związkiem, zrozumieniem i poczuciem odpowiedzialności. Niestety - tu trzeba
                  sobie powiedzieć: nie chodzi o moją przyjemność, dumę, satysfakcję. Teraz nie
                  żyję juz dla siebie (nie wyłącznie). I myślę, że jeśli się raz kogoś kochało -
                  można to w sobie odtworzyć. Trudne? Niemożliwe? Ależ i takie rzeczy się
                  zdarzają.

                  • chalsia Re: tata_malolata 27.03.04, 00:10
                    Taaaa.

                    Jeśli przez naście lat na to, że czuję się (emocjonalnie) tak i tak, albo, że
                    męża zachowanie/postepowanie wywołuje takie uczucia słyszy się
                    tylko "przesadzasz", to można miec dość braku szacunku.
                    I czego (byłemu już) mężowi nie wybaczę (nie ze względu na siebie, ale właśnie
                    ze wzgledu na dziecko) - jego odmowy skorzystania z profesjonalnej pomocy (np.
                    terapia) i dania nam (i dziecku) szansy.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                  • annoda Re: tata_malolata 27.03.04, 01:37
                    Ale też jak się kogoś naprawdę kiedyś kochało, to jeszcze bardziej boli i tym
                    trudniej zapomnieć, że od tej ukochanej osoby usłyszało się słowa, których
                    nigdy nie powinno się usłyszeć; doświadczyło bólu i cierpienia jakiego nigdy
                    bym się nie spodziewała. I jak myślałam przez tyle lat i dziś pomyślę: Przecież
                    to właśnie ten człowiek, któremu zaufałam, obdarzyłam miłością, marzyłam o
                    wspólnym życiu, dzieciach... To właśnie on tak bardzo zawiódł te oczekiwania,
                    tak zranił... Tym trudniej wybaczyć.
              • joanna.luczynska Re: tata_malolata 29.03.04, 21:52
                Odpisałeś na mojego posta przypominając mi o prawach mojego dziecka i wcale nie
                poczułam się jak skarcona dziewczynka. Wiem jakie są prawa mojego synka ale
                czasami człowiek się zapomina, ulega emocjom, szczególnie złości i gotów jest
                zrobić coś głupiego i dobrze jak ktoś czasami zmusi do myślenia i powie gorzkie
                słowo. Poza tym łatwo rozgrzeszyć siebie samego z błędnych decyzji i przestać
                myśleć o konsekwencjach, które przecież będą miały ogromny wpływ na dziecko, a
                przecież to ono jest najważniejsze i zawsze trzeba być czujnym. Młode mamy na
                tym forum piszą o swoich rozterkach i proszą o pomoc, radę, cokolwiek, co im
                pomoże. To normalne, że jedni będą głaskać i mówić miłe słówka, a inni zmuszą
                do płaczu i jednocześnie zauważenia swich błędów. Ja cieszę się z takich
                opinii, nawet jeśli nie są miłe i "nie smakują mi". Gdyby moi przyjaciele i
                bliscy powiedzieli mi swego czasu o mojej głupocie i pomogli wyjść z
                zamroczenia, nigdy nie związałabym się z ojcem mojego dziecka i teraz nie
                borykałabym się z samotnym macierzyństwem. Kocham mojego synka najbardziej na
                świecie i cieszę się , że jest ze mną. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale
                jednocześnie mogłam uniknąć krzywdzenia go dla jego dobra i dać swojemu dziecku
                pełną i szczęśliwą rodzinę. Pozdrawiam.
    • ania_rosa Re: tata_malolata 26.03.04, 21:33
      Myslę Tato, że Ty również popełniasz podobny do naszego grzech, to jest
      myslenia zyczeniowego. Życzysz sobie mozliwości odrodzenia pewnych relacji i
      odbudowania porządku i ja Ci też tego z całego serca zyczę. Nie zmienia to
      jednak faktu, ze nie wszystko mozna naprawić, bo nie wszystko od nas zalezy.
      Poza tym nie jesteśmy demiurgami i nie w naszych kompetencjach leży
      decydowanie, czy naszemu partnerowi będzie bez nas gorzej czy lepiej.
      Jest świetne powiedzenie, że nieodwracalna jest jedynie śmierć. Powtarzaja to
      zazwyczaj ludzie, któzy pragną wierzyć, że wszystko można naprawić i odwrócić.
      O ile jednak to odwrócenie wiąże się z osoboą drugiego człowieka, o tyle
      wzrasta ilośc permutacji. I nie zawsze ten człowiek myśli dokładnie jak my, bo
      sa krzywdy, których wybaczyc się nie da, co dopiero zapomnieć. Czy oznacza to,
      że ten nieumiejący wybaczyć jest egoistą? Nie zawsze. Moja matka- jak napisałam
      w innym poście- przez 30 lat trudniła się wyłącznie leczeniem ludzi (to jej
      zawód) i wybaczaniem ojcu. Po 30 latach miała dosyć, a mój ojciec nadal wierzył
      w odwracalność tych 30 lat. To po pierwsze. Po drugie nie pamiętam jaki poeta
      napisał:
      "jest taka cierpienia granica, za która człowiek zapomina o co chciał walczyć i
      po co", ale płynie stąd ważna refleksja i zarazem ostrzeżenie.
      To cierpienie nie musi wiązać się z patologią, a jest uzaleznione wyłacznie od
      siły nas samych. NIkt nie ma obowiązku bycia bohaterem, zaś bycie nie-bohaterem
      nie oznacza automatycznie bycia człowiekiem samolubnym i nieczułym. Słabośc -
      tak jak i siła- są ludzkie.
      Po trzecie: tak jak my prezentujemy pewien próg wrażliwości i tolerancji
      spodziewając się dla nich szacunku, tak i drugi człowiek ma prawo do tego
      samego. Jesli przez x czasu z premedytacją niszczymy te granice, to
      powiedzenie "ależ wszystko mozna wybaczyć i naprawić, odnówmy w sobie miłość"
      jest bezczelnością wobec naszego partnera. Bo on może wcale nie byc
      zwolennikiem tego szczególnego podejścia do drugiego człowieka.
      tato_Małolata: nie piszę z perspektywy doswiadczeń osobistych, widze problem
      nieco szerzej. To, że Ty nie znajdujesz się w medianie nie znaczy, że ona nie
      istnieje. Zarzucenie komus egoizmu bywa czasem świetnym trickiem ludzi, którzy
      większość wspólnego życia spędzili na hołdowaniu temu pojęciu, ale w chwili
      klęski szantażuja partnera dobrem dzieci i oskarżaniem o egoizm.


      pzdr
      Rosa
      • burza4 Re: tata_malolata 27.03.04, 11:01
        ania_rosa napisała:

        Zarzucenie komus egoizmu bywa czasem świetnym trickiem ludzi, którzy
        > większość wspólnego życia spędzili na hołdowaniu temu pojęciu, ale w chwili
        > klęski szantażuja partnera dobrem dzieci i oskarżaniem o egoizm.
        > pzdr
        > Rosa

        Aniu Roso - o coś takiego mi właśnie chodziło. Dlatego nie pieję z zachwytu nad
        postami Taty, bo jest we mnie cień podejrzliwości. Mój ex też miał gębę pełną
        frazesów o obowiązkach i odpowiedzialności za rodzinę, o egoiźmie i
        odbudowywaniu - szkoda, że dopiero wtedy kiedy się wyprowadziłam i jedyne
        uczucia, które do niego żywiłam sprowadzały się do niechęci, pogardy i
        obrzydzenia.

        Nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Można coś odbudować, jeśli
        jeszcze coś się tli, jeśli zostały zgliszcza, to nic z tego. Można i trzeba
        myśleć o sobie. Ja 5 lat myślałam w kategoriach "rodzina, ja nieważna", mój mąż
        w kategoriach "ja, rodzina potem". Po czym robił mi podobne wykłady na temat
        dbałości o związek...
        • tata_malolata Re: tata_malolata 29.03.04, 13:08
          ...bo jest we mnie cień podejrzliwości. Mój ex też miał gębę pełną frazesów o
          obowiązkach i odpowiedzialności za rodzinę...
          ----------------------

          Ależ oczywiście !
          Dziś - po roku - jestem sporo mądrzejszy. Co nie znaczy, że mądry,
          odpowiedzialny itd.

          Rok czy dwa temu - nie umiałem się postarać i wykazać TAKĄ odpowiedzialnością
          jak bym dzisiaj chciał.

          Jedno wiem - milion moich błędów zamiast zostać wybaczony (a naprawdę dało się)
          skumulował się w umysle i duszy mojej ukochanej. I pękło. Bez dania szansy, bez
          ostrzeżenia, bez jakiejkolwiek deklaracji.

          Niestety teraz nic nie potrafię zrobić a im bardziej próbowałem (może
          nieudolnie) tym większą złość, niechęć, zniecierpliwienie a w końcu nienawiść
          wzbudzałem. Napiszę Wam kiedyś co się działo to nie uwierzycie.

          Pozdriowienia




    • nilka13 pytanie do taty-małolata 27.03.04, 12:24
      Ponieważ wątek ayelet rozwinął się w kierunku niekoniecznie ją interesującym, a
      nasunęło mi się pewne pytanie, więc pozwalam sobie zadać je na tym wątku.
      Związane jest z banalnymi powodami odejścia, a ponieważ Twoje sądy mnie dość
      mocno zaintrygowały, chciałabym prosić Cię o opinię i w tej kwestii.
      Oprócz wielu znaczących powodów, dla których zamierzam opuścić męża, pojawia
      się jeden: BRAK SEKSU. Mój mąż nie jest mną niemal kompletnie zainteresowany od
      strony erotycznej, od 5-6 LAT zbliżenia odbywają się co 2 miesiące (oprócz
      pamiętnego roku 2000, kiedy to zostałam zaszczycona 2 razy przez rok). Z całą
      pewnością potrzeby seksualne ma w normie, ale woli zaspokoić się sam. Czy ma
      kogoś?- wątpię. Czy zdajesz sobie sprawę, jakie to UPOKORZENIE dla mnie? Czy
      wiesz, co oznacza niemożliwość zaspokojenia najbardziej naturalnej potrzeby?
      Czy wiesz, jak JA się czuję, wiedząc, że co wieczór on ogląda filmy porno i już
      nawet nie zadaje sobie trudu, żeby wyrzucić ślady z kompa?
      Czy wiesz, ile kosztuje lojalność w takim związku? Pomyśl- 6 lat niemal
      celibatu i następne 30 przede mną? To co powinnam, Twoim zdaniem zrobić, żeby
      dać temu związkowi szansę?
      Czy to banalny powód?
      Odpowiedz?
      • novikaa Re: pytanie do taty-małolata 27.03.04, 13:21
        To o co chodziło mi i pewnie kkokos, bardzo dobitnie ujęła burza4 i ania_rosa.
        Nic dodać, nic ująć. Kim jesteś by mówić o moim rozgrzeszeniu , moim poczucie
        odpowiedzialności ?? Nie rozśmieszaj mnie, mimo wszystko pozdrawiam z
        sympatią.Kas
        • kkokos do taty-małolata 30.03.04, 13:30
          tak noviko, i nie tylko. Ja się zbulwiłam czytając wypowiedzi taty-małolata pod
          postem "czy rozwód rozwiąże wszystko", gdzie próbował wmówić kobiecie z małym
          dzieckiem (i chyba w kolejnej ciąży,) z mężem wiecznie wracającym do domu po
          kilku piwach, która to kobieta próbowała już rozmów i przekonywania, gróźb i
          wyprowadzek z domu, po których to pan mąż był przez dwa tygodnie trzeźwy a
          potem wszystko wracało do (jego) normy, ze to ONA powinna się bardziej postarać
          i być osobą odpowiedzialną za zwiazek. Tata-małolata był oburzony postem innej
          dziewczyny, która poradziła autorce wątku, by wystawiła facetowi walizki za
          próg. Wynikało z tego, ze każdy facet ma prawo grzeszyć nawet w nieskończoność,
          a obowiązkiem żony jest walczyć, tłumaczyć, starać się zresztą z postu o meczu
          w dniu urodzin żony powyżej też wynika) bo to żona jest mądrzejsza i winna być
          ponad głupotę faceta. A ja się pytam: dlaczego? Dlaczego ja mam być mądra za
          oboje? Ja - kobieta - mam już jedno (albo dwoje albo czworo) dzieci i kolejne,
          dorosłe i mające być dla mnie partnerem, a nie balastem, kompletnie mnie nie
          rajcuje! Ja mam odgadywać to, co mu w duszy gra, jego uczucia uświadomione i
          nieuświadomione, poprawki na jego frustracje itd. bo on jest za głupi, że sam
          sobie z nimi poradzić (zmądrzeje dopiero w sytuacji naprawdę kryzysowej,
          prawda? i ma pretensje, że się go wcześniej nie uświadomiło!!!). A gdzie w tym
          miejsce na MNIE? Tak, jeśli to ma tak wyglądać, to ja rzeczywiście uciekam od
          odpowiedzialności!
          • ann_mart Re: do taty-małolata 30.03.04, 14:24
            kkokos napisała:

            > Ja się zbulwiłam czytając wypowiedzi taty-małolata pod
            >
            > postem "czy rozwód rozwiąże wszystko", gdzie próbował wmówić kobiecie z małym
            > dzieckiem (i chyba w kolejnej ciąży,) z mężem wiecznie wracającym do domu po
            > kilku piwach, która to kobieta próbowała już rozmów i przekonywania, gróźb i
            > wyprowadzek z domu, po których to pan mąż był przez dwa tygodnie trzeźwy a
            > potem wszystko wracało do (jego) normy, ze to ONA powinna się bardziej
            postarać
            >
            > i być osobą odpowiedzialną za zwiazek.

            O rany, dopiero teraz przeczytałam ten wątek, o którym pisze kkokos. I włos mi
            się zjeżył. No tak kompletne nieliczenie się faceta z Twoim zdaniem nie
            usprawiedliwia odejścia. Bo nie pije, nie bije... Znaczy się przyzwoity.
            Kilka piw to nie alkoholizm? Przecież rzecz nie w tym ile pije, ale czy może
            sobie odmówić? A jak nie może? A jak nie chce? A jak stwierdzi, że nie musi z
            niczego rezygnować bo to Twoim psim obowiązkiem jest walczyć o związek?

            Przypuszczam, że tata odpowie, że nie o to chodzi, że obie strony muszą chcieć
            i sie starać. Tylko problem polega na tym, że swoje rady daje kobietom, których
            partnerzy starać się nie chcą! I potępia je za chęć odejścia. Bo to jego
            zdaniem nie powód - w końcu nie pije, nie bije ...

            >Tak, jeśli to ma tak wyglądać, to ja rzeczywiście uciekam od
            > odpowiedzialności!

            To ja się do tej ucieczki przyłączam. Za to spoczywający na laurach facet,
            który o nic nie chce walczyć i się starać - jaki on jest odpowiedzialny -
            przecież nie chce rozbijać rodziny, żyje jak mu wygodnie, tylko babie się we
            łbie poprzewracało.

            Na wypadek nieporozumień - to była ironia, żeby mnie nikt, broń Boże nie
            posądził o podobn tacie poglądy w tym zakresie.

            Pozdrawiam
            Anka
          • chalsia Re: do taty-małolata 30.03.04, 16:56
            > a obowiązkiem żony jest walczyć, tłumaczyć, starać się zresztą z postu o
            meczu
            > w dniu urodzin żony powyżej też wynika) bo to żona jest mądrzejsza i winna
            być
            > ponad głupotę faceta.
            > Ja mam odgadywać to, co mu w duszy gra, jego uczucia uświadomione i
            > nieuświadomione, poprawki na jego frustracje itd. bo on jest za głupi, że sam
            > sobie z nimi poradzić

            O rany, Powyższe słowa to wypisz wymaluj stanowisko mojej eks-teściowej co do
            tego co ja, jako żona powinnam.
            No to co się dziwić, że synek tez tak myśli, skoro mama go tego nauczyła.

            Obyśmy swoich synów tak nie wychowały.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
      • tata_malolata Re: pytanie do taty-małolata 29.03.04, 12:51
        " chciałabym prosić Cię o opinię i w tej kwestii. Oprócz wielu znaczących
        powodów, dla których zamierzam opuścić męża, pojawia się jeden: BRAK SEKSU. Mój
        mąż nie jest mną niemal kompletnie zainteresowany od strony erotycznej..."
        -----------

        Jezu! Nie pytaj mnie dziewczyno !
        Może trzeba pytać psychologa, seksuologa ?

        Jak wygląda to od "męskiej strony"? Czasem też nie tak "różowo".
        Z niejednej rozmowy w męskim gronie widzę, że częściej to mężczyźni narzekają
        na ochłodzenie ze strony żon, typowym problemem jest zepchnięcie na boczny tor
        po urodzeniu dziecka. Często też zmeczona żona nie ma juz za bardzo ochoty ani
        nastroju. W obecności coraz większego dziecka nie ma szans na - nazwijmy
        to "improwizowane chwile uniesień" itp.

        Mężczyźni - mimo iż może mniej są "nastrojowi" - to także potrzebują bodźców
        emocjonalnych.

        Z innej beczki. Z ciekawym zarzutem spotkał się mój kumpel, który w pozwie
        rozwodowym przeczytał: "....ponadto mąż domagał się codziennego pożycia
        seksualnego..." Dla blisko 40-latka to chyba jeszcze w miarę normalne. A dla
        jego żony to już "niewyżyty buhaj"smile

        I bądź tu mądry.

    • marco2002 do: tata_malolata 28.03.04, 21:04
      Szanowny tato
      Obawiam się że popełniasz duży błąd życiowy.
      W życiu jak najbardziej liczą się przyjemność duma satysfakcja zwłaszcza z
      samego siebie.
      Poświęcanie się dla dzieci o ile dobrze zrozumiałem Twoją filozofię to duży
      bład. Równie ważny jesteś Ty i właśnie Twoja przyjemność, duma, satysfakcja.
      Inaczej to poświęcenie będzie od początku skażone ich brakiem i nie przyniesie
      oczekiwanych rezultatów.
      Pozdrawiam ciepło
      M
      • tata_malolata Re: do: tata_malolata 29.03.04, 13:21
        Poświęcenie dla dzieci nie oznacza rezygnacji z własnej satysfakcji i szczęścia.
        Tu nie ma zależności wzajemnego wykluczania się.

        Po pierwsze szczęście dzieci daje uczucie ogromnej satysfakcji osobistej.

        Po drugie obowiązki wobec dzieci i ich pierszeństwo nie wykluczają a jedynie
        przesuwają w czasie lub zmniejszają częstotliwość korzystania z uroków życia,
        dążenia do samorealizacji itp. Trzeba mieć w sobie zdolność do "kolejkowania"
        zadań i potrzeb.

        Dzieci gdy mają 18, 20, 25 lat "wyfruwają" z gniazda i wówczas trzeba umieć
        znaleźć sobie zajęcie. Ci, którzy nie umieli godzić dobra dziecka z realizacją
        swoich celów, zainteresowań, przyjemności mogą mieć kłopot ze znalezieniem się
        w tej sytuacji (czyżby stąd brały sie wścibskie teściowe ?).
    • darcia73 do tata_malolata 29.03.04, 10:33
      Gdybym nie miała faceta, to bym sie Tobie oświadczyła. Chociaz moj pierwszy
      zwiazek legł w gruzach to nadal twierdze, ze ZAWSZe trzeba robić wszystko, zeby
      ten zwiazek budowac, a nie uciekac do innej baby/ faceta, jak przychodza jakieś
      trudnosci albo zoneczka/ mąz się znudził (nie piszę o przypadkach ekstremalnych
      typu alkohol, przemoc w rodzinie). Nad zwiazkiem trzeba pracowac, wyjaśniać
      sobie nieporozumienia. Dlatego nigdy nie będę szanowac byłych mężów, którzy
      zostawili zonę z dzieckiem dla innej kobiety.
      • tata_malolata Re: do tata_malolata 29.03.04, 13:33
        "Gdybym nie miała faceta, to bym sie Tobie oświadczyła"
        ------------------
        Nie, nie, nie. Jestem w tej kwestii konserwatywny - to rola dla meżczyzny.


        Z kolejnymi zdaniami zgadzam się w 100%.
        Tak sobie myślę.
        Kryzys małżeński to trochę jak choroba.
        Czy gdy jest się chorym należy iść do lekarza ?
        Czy gdy to poważna choroba nie należy zaryzykować operacji ?
        Czy lepsza eutanazja ?
        --------------------------



        "Dlatego nigdy nie będę szanowac byłych mężów, którzy zostawili zonę z
        dzieckiem dla innej kobiety"
        --------------------------
        A na odwrót?

        • darcia73 Re: do tata_malolata 29.03.04, 15:39
          tata_malolata napisał:

          > Tak sobie myślę.
          > Kryzys małżeński to trochę jak choroba.
          > Czy gdy jest się chorym należy iść do lekarza ?
          > Czy gdy to poważna choroba nie należy zaryzykować operacji ?
          > Czy lepsza eutanazja ?
          > --------------------------

          Fajne porównanie. Zawsze jest lepiej leczyć niz zabijać. Wykorzystać każdą
          szansę.
          Wiesz co powiedzial moj eks? Gdyby mógł cofnąć czas nigdy by mnie nie zdradził
          i nie zostawił. Refleksje przychodzą czasami za późno...

          > "Dlatego nigdy nie będę szanowac byłych mężów, którzy zostawili zonę z
          > dzieckiem dla innej kobiety"
          > --------------------------
          > A na odwrót?
          >

          Na odwrót też smile

          Bo zawsze trzeba dac szansę. Rozstanie powinno być naprawde ostatecznoscią.
    • mag_p Re: tata_malolata 29.03.04, 11:46
      Przepraszam tato_malolata. Nie bylo to moim celem .

      Mag
      • tata_malolata Re: tata_malolata 29.03.04, 13:38
        mag_p napisała:

        > Przepraszam tato_malolata. Nie bylo to moim celem .
        >
        > Mag
        ------------------------------

        Dziękuję Tobie i wszystkim Uczestniczkom Forum za dyskusję.
        Naprawdę fajnie jest zrozumieć "co w damskiej duszy gra" choć i tak tego do
        końca nie rozumiem smile

    • marco2002 do: tata_malolata 29.03.04, 16:49
      Jednak podrążę trochę temat.
      Wszystko ma swój początek i koniec tak więc też i miłość się kończy.
      Pytanie moje dotyczy czy ta "operacyjna" przenośnia nie jest zbyt optymistyczna?
      Może lepiej zaakceptować to co jest i iść dalej?
      Nawet w czasie operacji zdaża się że pacjent umiera.
      Ten eufemizm kryje również w sobie pułapkę.
      Mianowicie jeżeli przyrównać odrodzenie zwiazku do operacji to jednak w
      przeciwieństwie do pacjenta poddanego operacji który jest bierny obie strony
      związku muszą włożyć dużo wysiłku aby osiągnąć oczekiwany efekt.
      Pozdrawiam ciepło
      M
    • nilka13 Re: tata_malolata 30.03.04, 20:48
      tato-małolata- ale Ty pamiętasz, na jakim forum jesteśmy wszyscy?- DZIECKO. Nie
      Hedoniści, nie Uwolnij Się Od Upierdliwego Partnera, nie Baw Się Dobrze Nie
      Licząc Się Z Nikim itd...
      Możesz chyba założyć, że ludzie, którzy tu piszą, mają na celu dobro dziecka
      przede wszystkim. Różnią się poglądami- jest to powód do dyskusji (przecież to
      forum), ale nie do potępiania i sądu.
      Na podforum, zwanym dość eufemistycznie "samodzielną mamą", spotykają się
      ludzie, których w życiu dotknęła tragedia rozpadu związku, porzucenia albo
      NIESPEŁNIENIA. Ty też do nich należysz, rozumiemy Twój żal i gniew- ale
      zapamiętaj, to ŻADNA Z NAS nie jest tą, która Cię porzuciła. Dlatego zgaś stos,
      bo i Ty na nim spłoniesz, a twój syn nic na tym nie zyska. Lepiej przyjrzyj się
      nam, bo w każdej historii jest jakaś nauka. Nie cofniesz czasu. Przyszłość jest
      nadal w twoich rękach. Pozdrowienia- N.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka