Dodaj do ulubionych

jak to jest...?

07.02.11, 22:57
jak to jest, jesli matka po rozstaniu nie chce, aby dziecko utrzymywalo kontakt z ojcem? po prostu, zeby nie mialo takiego rozdzwieku miedzy jednym domem a drugim. da sie tak zrobic, zeby mu jakos to zabronic? i jak wtedy jest z alimentami? musi placic dziecku, czy nie?
Obserwuj wątek
    • zjawa1 Re: jak to jest...? 07.02.11, 22:58
      Ja chcialam, zeby ojciec utrzynywal kontakt wiec tego nie rozumiem.
    • rennie77 Re: jak to jest...? 07.02.11, 23:03
      kobieto czy ty wiesz o czym piszesz? co to znaczy 'nie chce'? bo ma taki kaprys? facet ma jej tylko placic?
    • a.l.o.e.s Re: jak to jest...? 07.02.11, 23:50
      To wy, dorośli, się rozwiedliście, a nie ojciec z dzieckiem. Ono ma dwoje rodziców i jeśli ojciec i dziecko chcą mieć kontakt, to dla dziecka jest milion razy lepiej, żeby ten kontakt był. Posiadanie mamy i taty to nie jest trauma grożąca rozdwojeniem jaźni, to norma. Chciałabyś, żeby ex tobie zabraniał kontaktu z dzieckiem, żeby je chronić przed, jak ty to nazwałaś, rozdźwiękiem???
    • oliwija Re: jak to jest...? 08.02.11, 12:49
      ojciec moze i owszem nie miec kontaktów z dzieckie wtedy fgdy;'
      1. sam tego nie chce
      2. sad mu zakarze bo jest pijakiej i kontakt z dziećmi moze im zaszkodzić. Wtedy sad wydaje zakaz.
      Tak sobie boi masz takie widzimisie nie ma takiej mozliwości.
      • nioma Re: jak to jest...? 08.02.11, 13:02
        nie, nie mozesz wedlug wlasnego widzimisie zabronic kontaktow z ojcem.
        to poza lamaniem prawa jest zwyklym chamstwem i dzialaniem na szkode wlasnego dziecka.
        dla wlasnego " bo tak chce" zrujnujesz dzieciakowi dziecinstwo, zniszczysz relacje z ojcem i bedziesz zadowolona z siebie?
        zajebiste myslenie.
        a, nie zapominajmy tylko, ze poza tym, ze ojciec dziecka ma z tego dziecka zrezygnowac to ma placic. Tu juz Twoja samodzielnosc nie siega, prawda? Jesli nie chcesz rozdzwieku miedzy dwoma domami to moze sama zrezygnuj z dziecka i oddaj prawo do opieki nad nim ojcu? O tym nie pomyslalas?
        • galwaygirl Re: jak to jest...? 08.02.11, 13:11
          a no nie siega, bo nie ma mi kto pomoc, a jestem mloda matka. do pracy owszem, moge isc, ale za to nie bede miala z kim zostawic dziecka. maly ma 4 mies, wiec nie bedzie dla niego traumatycznym przezyciem rozstanie rodzicow, bo nawet nie bedzie tego pamietal. ojca tez nie.
          co do widzimisie, to z tego co widze, na przykladzie innych dzieci, posiadanie 2 domow i nienawidzacych siebie rodzicow, bardzo niszczy dziecko. z reszta to nie jedyny powod, dla ktorego nie chcialabym kontaktu z ojcem biologicznym.
          • migata Re: jak to jest...? 08.02.11, 13:17
            a czy teraz ojciec dziecka ma jakiś kontakt z nim? ja nie mam żadnego kontaktu z ojcem mojego i moje dziecko rówznież, ale to chyba z niechęci ojca. alimenty płaci. Teraz, dziecko ma 3 latka, chyba tylko sąd mógłby ustalić widzenia, bo ja się na nie nie zgodzę, jeśłi by doszło do takiej sytuacji.
            Co do rozdźwięku to uważam, że dziecko powinno mieć i ojca i matkę.
            • oliwija Re: jak to jest...? 08.02.11, 13:31
              moje dziecko ma 11 lat. ojca nie widziala od prawie 6. Bo tatus ma takie widzimisie. ma jeszcze dwójkę innych z różnych zwizków ,ktre tez ma w takim samym powazaniu. jeśli wystapi do sadu o widzenia to raczej ich nie dotanie- potraktuja to jego widzimisie jako porzucenie.
              Jelsi twoje dziecko ma 4 miesiace to jest jeszcze bardzo amle. Jesli ojciec sie nim interesuje to to wykorzystaj- chocby do tego abys ty co jakis czas mogla gdzies wyjśc. Jesli ojciec dzieck ajest w papierach jako ojciec - uznał dziecko to ma dokladnie takie same prawa jak ty.
            • galwaygirl Re: jak to jest...? 08.02.11, 13:35
              teraz ma, bo mieszkamy razem, ale ja planuje sie rozstac. wiem, ze on bedzie chcial miec kontakt z dzieckiem, nawet nie raz przy klotniach slysze, ze on mi zabierze dziecko i go nigdy nie zobacze(chociaz nie wiem, na ile to faktyczna grozba, a na ile wie, ze to moj slaby punkt).
              moze i powinno miec ojca, ale nie musi to byc biologiczny ojciec. ja mialam zawsze zal do matki, ze jest z moim ojcem- mialam z nim zle kontakty, wiecznie sie klocilismy, czasem nawet dochodzilo do rekoczynow- ja go nie lubilam i w moim zyciu byl zbedny. moja matka tez zawsze uwazala, ze dziecko musi miec 2 rodzicow(poza tym oni sie bardzo kochali... uncertain) i nigdy nawet nie pomyslala o rozstaniu z nim. dlatego mnie czysci, jak slysze takie teksty.
              • oliwija Re: jak to jest...? 08.02.11, 13:57
                prawa rodzicielskie sa dane nie dlatego ze ktos z toba mieszka tylko dlatego ze jest biologicznym ojcem.
                owszem dziecko nie musi byc wychowywane przez bio ojca ale bio zawsze pozostanie bio. Tego sie nie da niestety zmienić. Też żałuje ale tak juz jest. można odebrac prawa rodzicielskie al etrzeba miec powody . Nie ma tak ze odbiora mu prawa bo ty nie cchesz z nim byc. prawa trudno jest odebrac nawet komuś kto bardzo zaniedbuje dziecko. w twoim przypadku poki co dziecko ma tylko 4 miesiace. nawet jeśli od poczatku ojca by bie było z wami a uznalby dziecko zaden sad nie odbierze mu praw.
                Wierz mi lepiej jak dziecko zna bio ojca
                • oliwija Re: jak to jest...? 08.02.11, 13:58
                  pozatym w momencie kiedy bedziesz ojcu zabranial kontaktów z dzieckiem obróci sie to przeciwko tobie i faktycznie sad moze przyznac ojcu dziecko....
                  wiec zastanów sie co dla ciebie jest lepsze.
              • nioma Re: jak to jest...? 08.02.11, 14:00
                a mnie czysci jak czytam takie brednie jak Ty piszesz.
                To, ze Twoi rodzice tkwili w chorym zwiazku nie znaczy, ze ojciec Twojego dziecka bedzie dla niego zlym ojcem. Czesto sie zdarza, ze ludzie ze soba byc nie moga ale jako rodzice sprawdzaja sie idealnie. Wlasnie m.in dlatego, ze razem nie sa, razem nie mieszkaja i potrafia odlozyc na bok zle emocje. Dziecko powinno miec oboje rodzicow ale to nie jest rownoznaczne z tym, ze rodzice maja ze soba mieszkac. Maja obowiazek razem, wspolnie dzielic sie opieka nad dzieckie, troszczyc sie o nie i dbac o jego potrzeby. Nie tylko materialne, emocjonalne takze.
                Piszesz, ze chcesz zeby dziecko mialo ojca ale niekoniecznie biologicznego. OK, a co bedzie jak Ci z panem NEXT nie wyjdzie? Albo jak pan NEXT nie bedzie chcial byc ojcem dla Twojego dziecka?
                Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, jak wazny dla dziecka jest kontakt z obojgiem rodzicow. Chcesz to wszystko odebrac swojemu dziecku bazujac na wlasnych złych doswiadczeniach i swoim widzimisie. Zachowujesz sie niedojrzale i głupio. Nie dziwie sie, ze Twoj partner mowi o odebraniu Ci dziecka. Powinien to zrobic.
                • galwaygirl Re: jak to jest...? 08.02.11, 14:20
                  jak ja lubie takie wszechwiedzace, ktore nie znaja sytuacji, ale wydaje im sie, ze ich zdanie jest drugie po bogu. tak, powienien faktycznie odebrac mi dziecko. co tam, ze najprawdopodobniej je bedzie bil, a zamiast sie zajmowac nim, bedzie siedzial calymi dniami przed kompem i gral w glupie strzelanki. ale on jest bardziej dojrzaly niz ja i przez to prawdopodobnie kocha je bardziejuncertain moze i jestem malo dojrzala, ale jestem mloda i jeszcze sie pewnie wielu rzeczy naucze. mimo wszystko jednego jestem pewna: JA nie bede uzywac przemocy i bede sie malym zajmowac.
                  a to, ze moj ojciec byl jaki byl pozwoli mi tylko uchronic mojego synka, bo wiem jak to jest z wlasnego doswiadczenia.
              • pelagaa Re: jak to jest...? 08.02.11, 14:17
                > moze i powinno miec ojca, ale nie musi to byc biologiczny ojciec

                Dziecko ma 4 miesiace a ty juz masz dolatywacza w kolejce? I to takiego co to bedzie nowym tatusiem? Na jak dlugo? Chyba jednak twoj ojciec nie za czesto te rekoczyny stosowal, albo za slabo, bo efekty marne wyszly.
                Nie wierze w to, ze nowy partner moze zastapic biologicznego ojca. Moj syn ma juz 15 lat, jestem wiele lat po rozstaniu i kilka zwiazkow przerobialm, ale zaden moj partner nie "ojcowal" mojemu synowi. Jestem w satysfakcjonujacym zwiazku i uklady miedzy moimi panami sa dobre, ale to nie uklad ojciec-syn, mimo, ze moj syn nie ma kontaktu z bio z wyboru bio. Warto to przemyslec, zanim sie pozbawi dziecko ojca.
                A juz calkiem bez zlosliwosci to proponuje wizyte u psychologa, ktory wytlumaczy co jest dobre DLA DZIECKA, bo to o jego dobro w takich decyzjach powinno chodzic.
                • galwaygirl Re: jak to jest...? 08.02.11, 14:22
                  nikt nie powiedzial, ze kogos mam. po prostu tak uwazam.
                  poki co, mi wystarczy zwiazkow. teraz mam kogos, kto i tak mi caly swiat przyslaniasmile
                  • nioma Re: jak to jest...? 08.02.11, 14:49
                    wiesz, mam za soba i dziecinstwo gdzie tatus sie wypial bo zalozyl nowa rodzine a mnie olal i malzenstwo, ktore bylo nieudane jak cholera, łacznie z rekoczynami i dzikimi aferami.
                    i wiem, ze moje dziecko byloby nieszczesliwe gdyby malzenstwo trwało.
                    ale byloby tez nieszczesliwe, gdybym mu zabronila kontaktow z ojcem.
                    kontakty mial stale, od samego poczatku.
                    mi nigdy do glowy nie przyszlo, zeby mu je ograniczac, mimo tego, ze od exa nie raz oberwałam. Nigdy, przenigdy nie tknal syna. Byl i jest dobrym ojcem, nie zawsze oczywiscie mu wszystko wychodzi, czasem tez sie z mlodym pokloci, poobrazaja sie - ale to sa normalne relacje. Ze mna syn tez sie czasami tnie.
                    Oczywiscie zrobisz jak zechcesz, za iles tam lat dziecko i tak pretensje bedzie mialo tylko do Ciebie
              • gazeta_mi_placi Re: jak to jest...? 08.02.11, 19:04
                Para małolatów zabrała się za klecenie rodziny..
              • tully.makker Re: jak to jest...? 08.02.11, 19:29
                Nikt ci nie broni miec dobrych kontaktow z ojcem twojego dziecka, prawda?
                • miaowi Re: jak to jest...? 08.02.11, 21:10
                  Ona nie musi mieć kontaktów. Jeżeli chce gość widywac dziecko, to proszę, niech ustali terminy.

                  Ja byłego zapraszałam w odwiedziny do córki, ale skoro przyszedł raz, nie wziął nawet dziecka na ręce, za to i owszem, mnie się chwalił swoja błyskotliwą karierą, to zwróciłam uwagę, że nie do mnie przyszedł, bo ja z nim nie mam zamiaruu rozmawiać o bzdetach. Przy każdej rozmowie zaznaczałam, że łączy nas dziecko i jesteśmy przede wszystkim RODZICAMI, a na pewno nie przyjaciółmi. Sam się wypisał z interesu bardzo szybko.
                  • tully.makker Re: jak to jest...? 09.02.11, 13:33
                    Ona nie musi mieć kontaktów

                    Jestem odmiennego zdania. Rodzice maja rowne prawa rodzicielskie i rowne obowiazki. jak sobie wyobrazasz wychowywanie dziecka bez poprawnych choc w miare kontaktow?

                    Oczywiscie, wiem, ze nie zawsze mozna. Ale orzekac, ze sie nie mozna po podjeciu jakis prob unormowania spraw nalezycie.
                    • oliwija Re: jak to jest...? 09.02.11, 14:54
                      tully.makker napisała:

                      > Ona nie musi mieć kontaktów
                      >
                      > Jestem odmiennego zdania. Rodzice maja rowne prawa rodzicielskie i rowne obowia
                      > zki. jak sobie wyobrazasz wychowywanie dziecka bez poprawnych choc w miare kont
                      > aktow?



                      rodzice maja najpierw obowiazki a dopiero potem prawa......!!!!!
                      tylko wieluz rodzicow mysli ze jak juz dalo nazwisko dziecko to juz mu wszytsko wolno i moze sobie placic kiedy chce do dziecka przychodzic kiedy chce itd.....
                      jesli ma sie gdzies wlasne dziecko to nie powinno sie miec takich samych praw.
                      moj ex powiedzial kiedys .... ze dziecko jest bardziej moje poniewaz komórka jajowa jest wieksza od plemnika i on sie w takim procenciei bedzie dokładał do utrzymania dziecka. pozatym to nie on oponowal żeby dziecko zyło wiec skoro ja chcialm bachora to mam sobie go (ja) utyrzymywać itd..... . I powiedizal to w sadzie. Idąc za tym tokiem myslenia skoro plemnik to 1/1000 czy jeszcze mniej komórki jajowej i tatuś dawca plemnika ma 1/1000 obowiazków piwnien miec tyle samo praw.. nieprawdaż?
                      • he_xe Re: jak to jest...? 09.02.11, 15:07
                        oliwija napisała:

                        > moj ex powiedzial kiedys .... ze dziecko jest bardziej moje poniewaz komórka ja
                        > jowa jest wieksza od plemnika i on sie w takim procenciei bedzie dokładał do u
                        > trzymania dziecka. pozatym to nie on oponowal żeby dziecko zyło wiec skoro ja
                        > chcialm bachora to mam sobie go (ja) utyrzymywać itd..... . I powiedizal to w
                        > sadzie. Idąc za tym tokiem myslenia skoro plemnik to 1/1000 czy jeszcze mniej
                        > komórki jajowej i tatuś dawca plemnika ma 1/1000 obowiazków piwnien miec tyle
                        > samo praw.. nieprawdaż?

                        POWAŻNIE COŚ TAKIEGO USŁYSZAŁAŚ??? POWAŻNIE JESZCZE TO POWIEDZIAŁ Z SĄDZIE???
                        Uśmiałam się do łez z pierwszego zdania, ale gdy doczytałam do końca załamałam ręce. Pozazdrościć toku rozumowania, Eh...
                        • oliwija Re: jak to jest...? 09.02.11, 15:22
                          he_xe napisała:

                          >> POWAŻNIE COŚ TAKIEGO USŁYSZAŁAŚ??? POWAŻNIE JESZCZE TO POWIEDZIAŁ Z SĄDZIE???
                          > Uśmiałam się do łez z pierwszego zdania, ale gdy doczytałam do końca załamałam
                          > ręce. Pozazdrościć toku rozumowania, Eh...

                          tak powiedzxial na sprawie o podwyzszenie alimentów. efekt sedzina zaproponowała podwyzke o 20 zł..... odpusciłam.....
                          • he_xe Re: jak to jest...? 09.02.11, 15:27
                            oliwija napisała:

                            > tak powiedzxial na sprawie o podwyzszenie alimentów. efekt sedzina zaproponował
                            > a podwyzke o 20 zł..... odpusciłam.....
                            >
                            Pozdrowienia dla tego pana, albo nie, dla pani sędziny ...
                            Żart ... tzn. bez komentarza ...
                            Aha, a piszę z małej litery o tym panu i tej pani celowo
                            • oliwija Re: jak to jest...? 09.02.11, 19:15
                              he_xe
                              do tyc 20 zł doszło jeszcze .... 20 zł pod warunkiem ze odpuści pani komornika...
                              taki bedny człowk zrobił wtedy drugie dziecko innej pani no i musi dawac na tamto....... zal.pl


                              zeby nie było tak słodko to jak facet sie wyprowadzał odemnie to zabral telewizor- dziecka babcia (jego matka kupila na kredyt, bo wczesniejszy moj tatus spalił) jakie było tłumaczenie? No takie ze mamusia spłaca wiec jest ich..... moglam nie oddac ale co mi tam telewizorów w rodzinie było az nad...
                              keidy po raz drugi sie ozenił a potem posiadał drugie z kolei dziecko potem sie wyprowadzał to mamusia zazyczyła sobi ezwrotu mebli które kupila dla wnuka..... znów zal.pl
                              no i kto tu jest chory?
                              • he_xe Re: jak to jest...? 09.02.11, 20:02
                                Błagam powiedz że zmyślasz. Jestem jeszcze przed sprawą ale żyłam sobie w przeświadczeniu o rozsądku sędziów, nie mówiąc już o inteligencji i logicznym pojmowaniu świata.
                                A z innej beczki, żeby można było się trochę pośmiać na naszym forum, natchnęłaś mnie do założenia wątku - złote myśli ex. wink
                                • oliwija Re: jak to jest...? 10.02.11, 07:59
                                  he_xe napisała:

                                  > Błagam powiedz że zmyślasz.

                                  chcialbym.... niestety to co napisalm to nie jedyne teksty exa i jego mamusi.... zakochanej po uszy w synku... kochajacej babci (pierworodnej wnusi nie widział 6 lat , nie dzwoni itd.... mieszka w tym samym mieście 20 minut drogi)
          • gazeta_mi_placi Re: jak to jest...? 08.02.11, 19:03
            Jeszcze rok temu miałaś ochotę na baaardzo bliskie kontakty z ojcem biologicznym wink
    • zwiatrem Re: jak to jest...? 08.02.11, 15:24
      galwaygirl napisała:
      jesli matka po rozstaniu nie chce,
      jak to jest?
      Jakos zabronic?
      musi placic dziecku, czy nie?

      coz....
      zabronic nie mozesz, placic musi, a jak nie zechceplacic, to masz wachlarz "narzedzi" do egzekwowania alimentow, a jak mu zabronisz spotkan z dzieckiem, to on ma wachlarz ustaw i moze walczyc o swoje prawa

      • oliwija Re: jak to jest...? 08.02.11, 18:26
        piszesz ze nie znamy sytuacji- masz racje - sama nam nakresliłas siebie jako jedze ,ktra cce zrobic celowo na zlos bio. ktora ma juz kogos nowego bo tamten w cos gra czy cos tam robi nie po twojej mysli. Dziecko ma 4 miesiące- to niewiel czasu od momentu , w którym chlopiec pojawił sie w twoim zyciu. Twoj swiat sie odwrócił do gory nogami jak każdejj z nas bez wzgledu na sytuacje wyjściową. Jednak niewiele z nas mialo sile mysleć o tym jak pozbawić mozliwośc widywania sie z dzieckiem itd.....
        Usiadz sobie spokonie sama albo z bio i pogadaj spróbuj sobie jakoś zyci epoukładac. Jesteś ty dziecko i jego ojciec. Tworzycie rodzine bez wzgledu na charakter waszego zwiazku.
        Dziecko potrzebuje i ojca i matki. Teraz to fakt łatwiej jest dziecku zaakceptowac sytuacje ze ma rtylko ciebie al epozniej bedzie puytal o bio... i co mu powiesz?
        Przemysl... swoje postepowanie nie ze wzgledu na siebie ale ze wzgledu na dziecko... Ty sie pozbierasz ... ono niekoniecznie i zapewniam po takim czyms bedzi emialo do cibie prertensje ze nie dalas szansy ojcu ze go od ojca izolowałaś- jest to mozliwe mino wyroku sadu mozesz go nie wykonywac , mozesz nie wpuszczac oja dziecka , mozesz z mlody m uciec itd... tylko czy na tym ci zalezy?
        • joasia75-1 Re: jak to jest...? 09.02.11, 13:06
          Mam koleżankę,która także wyznaje zasadę,że jeśli tato wyprowadził się z domu(dodam,że nie do żadnej innej pani tylko do swojego ojca,bo miał jej dosyć)to nie ma prawa dowiadywać się o sprawy dotyczące dziecka,teraz 12-letniego.Nie ma możliwości spotykania z dzieckiem ,mimo ustalonych sądownie kontaktów.Nie wolno jemu dzwonić,napisać sms-a.Nigdy nie otrzymuje informacji zwrotnych.Bo nie,bo takie mama ma widzimisię.Nie ma żadnych konkretnych argumentów,traktuje córkę jak swoją własność.Tata ma płacić alimenty na czas i trzymać się z daleka bo ją matkę zranił,porzucił itp.Nie docierają do niej żadne argumenty.Dziecko jest jej i koniec.Ponoć w trosce o dobro córki.Dodam tylko tyle,że to właśnie ojciec gdy byli razem zajmował się dzieckiem,gotował obiady,prał,sprzątał,organizował dziecku czas,chodził do lekarzy,na zebrania do szkoły.Mama nie miała nigdy na takie "głupoty" czasu.
          • galwaygirl Re: jak to jest...? 09.02.11, 14:07
            a tylko, ze u mnie jest troche inna sytuacja. to JA mysle o rozstaniu i JA chce go zostawic. nikt mnie nie porzucasmile
            i to nie jesttak, ze nie mam zadnych konkretnych powodow. kochany tatus mojego synka, spedza z nim czas(zajmuje sie nim) w taki sposob, ze caly dzien siedzi przed laptopem i gra w durne strzelanki, a malemu ewentualnie tylko smoka w buzi przytrzymuje, zeby nie plakal. jak maly zasnie- to nawet go do lozeczka nie przelozy, bo jak twierdzi, nie chce go budzic. takie rzeczy jak zmiana pampersa, to juz w ogole abstrakcja, bo stan pieluchy ocenia tylko dotknieciem palca przez spioszki i wiecznie twierdzi, ze jest sucho(miomo, ze maly ma juz tylek odparzony, bo tak dlugo lezy z kupa). poza tym on nie umie kontrolowac swoich emocji do konca i boje sie, ze moze w przyszlosci uderzyc malego.
            tylko, ze to sa tylko moje przypuszczenia, a to, ze jego zajmowanie sie dzieckiem jest lekko kontrowersyjne, dla niego jest wieczna zagadka- czemu ja sie czepiam, przeciez malym sie zajmuje... a to, ze nie chce, zeby maly mial po naszym rozstaniu rozdzwiek miedzy mama, a tata, "bo mama nie pozwala, ale jak pojde do taty to wolno" albo "jak ty mi nie chcesz czegos tam kupic to kupi to tata" to juz odrebna sprawa.
            • zwiatrem Re: jak to jest...? 09.02.11, 14:41
              bez zadnej zlosliwosci, tak czytam co piszesz i mysle ze i ty masz problemy emocjonalne, wszystko "troche na wyrost", byc moze dlatego, ze czujesz sie osamotniona w rodzicielstwie, chcialabys zyc inaczej; uwierz mi nie dopatrzylam sie z ostatniego twojego postu czegos, co kazaloby ci zakazac ojcu spotkan z dzieckiem;
              niestety wielu ojcow po czasie nagle "lapie" kontakt z dzieckiem, kiedy to juz chodzi, magicznie samo sie wszystkiego nauczylo i zaczyna mowic <tato> i samo mu wspinac sie na kolana; wiem, ze dla starajacej sie wowczas matki dlugo to trwa, ale to za malo zeby zakazac mu bycia ojcem w praktyce;
              nie wszyscy mezczyzni, ktorzy nie radza sobie z emocjami, sa w stanie uderzyc swoje dziecko, najczesciej sie denerwuja, zloszcza, bo to partnerka ich wkurza, jesli jednak widzisz oznaki przemocy, to zwroc uwage tez obiektywnie na siebie i zrob cos z tym teraz zaraz, zanim odejdziesz;

              • galwaygirl Re: jak to jest...? 09.02.11, 14:50
                sama juz nie wiem, jestem osamotniona w ogole nie tylko w rodzicielstwie, bo moi bliscy sa 2tys km stad i nie mam sie kogo poradzic, stad taki mentlik. moze faktycznie trohce przesadzam, tak wlasciwie te argumenty, to jest jedyny powod, dla ktorego chcialbym go zostawic- bo ja chcialam, zeby moj synek mial ojca idealnego, a ten ma wadywink to jest tak, ze zastanawiam sie nad rozstaniem od pewnego czasu i raz chce sie spakowac, ale z kolei jak mnie przytula, mowi, ze nas kocha, stara sie byc super-chlopakiem, to mieknewink bo nasze relacje sa raczej ok. tylko tak myslalam, ze boje sie, ze skoro on teraz taki jest to potem bedzie tylko gorzej, a wiem, ze im dluzej tym trudniej sie potem rozstac- a malemu zawalilby sie pewnie swiat.,
                • he_xe Re: jak to jest...? 09.02.11, 15:23
                  A może powiesz mu wprost o tym co Cię niepokoi i jakie masz plany i wspólnie dojdziecie do kompromisu? Jeśli się dowie że chcesz go zostawić bo: ... zacznie się starać?
                  Poza tym mam wrażenie, że nie piszesz tutaj wszystkiego. Masz oczywiście do tego prawo. Nie wiem czy się nie zagalopowałam w domysłach, ale jeśli uderzył Cię kiedykolwiek to faktycznie lepiej to zakończyć wcześniej, zanim mały stanie się świadkiem przemocy.
                  Natomiast jesli to facet który nie skala się domowymi obowiązkami, zachowuje się jak Twoje "drugie dziecko" do obsługiwania, to może rzeczywiście lepiej mieć tylko jedno...
                  • nioma Re: jak to jest...? 09.02.11, 19:38
                    cala masa facetow zachowuje sie jak drugie dziecko.
                    tak juz jest
                    oczywiscie, ze trzeba to zmieniac: rozmawiac, spokojnie tlumaczyc, mowic o swoich potrzebach i oczekiwaniach, pytac sie drugiej strony co jej przeszkadza w nas itp itd
                    DIALOG!!! Naprawde potrafi zdzialac cuda. Oczywiscie nie zawsze, ale glupota byloby nie sprobowac.
                    • miaowi Re: jak to jest...? 09.02.11, 20:57
                      Co to znaczy: tak już jest?
                      W ten sposób dajemy przyzwolenie na niedojrzałe zachowanie. Człowiek jest od tego Człowiekiem, żeby pracować nad swoimi wadami. A nie rozkładać ręce i rozbrajająco mówić "tak już mam".
                      • oliwija Re: jak to jest...? 10.02.11, 08:03
                        miaowi napisała:

                        > Co to znaczy: tak już jest?
                        > W ten sposób dajemy przyzwolenie na niedojrzałe zachowanie. Człowiek jest od te
                        > go Człowiekiem, żeby pracować nad swoimi wadami. A nie rozkładać ręce i rozbraj
                        > ająco mówić "tak już mam".



                        wiesz mnie powiedziała tak sędzina... tak juz pani bedzi emiala... skoro tak atrakcyjnego faceta sie wypuszcza to trzeba cierpiec...
                        atrakcyjny facet?
                        cóz 180 cm 50 kilo wagi palcy pijący i potrafiacy zalatwic sie do umywali - bo mamusia mu tak pozwala. Do tego w wieku 30 lat czytajacy gorzej od niejedengo pierwszoklasisty...
                        ot co.
                        dlaczego go wybrałam..... zapewne zapytacie? Bo jak byl ze mna tak sie nie zachowywal przy mnie sie pił przy dziecku nie wolno mu bylo palic.... o sikaniu nie w ten otwor co trzeb anie wspomne- chyba bym mu interes ucieła po pierwszym razie.... ale mamusia och byla zachwycona ze synek taki epotepy robi i tylko go popierała, takze jego zdrady.
                        • nioma Re: jak to jest...? 10.02.11, 08:40
                          miaowi> napisalas:
                          Co to znaczy: tak już jest?
                          W ten sposób dajemy przyzwolenie na niedojrzałe zachowanie. Człowiek jest od tego Człowiekiem, żeby pracować nad swoimi wadami. A nie rozkładać ręce i rozbrajająco mówić "tak już mam".

                          ale chyba zapomnialas przeczytac druga czesc mojej wypowiedzi. Napisalam TAK JUZ JEST i dodalam, ze nalezy to zmieniac. A nie, ze nalezy przejsc do porzadku dziennego.
                          Faceci sa specyficzni, czesto sa wielce zdziwieni, ze cos jest nie tak, bo im sie tego wprost nie powiedzialo. A oni sa genetycznie neidomyslni.
                          Dlatego nalezy ROZMAWIAC, mowic o swoich niepokojach, pragnieniach, zastrzezeniach i oczekiwaniach. Nalezy ROZMAWIAC i starac sie zmieniac zwiazek na lepsze.
                          Facet sam z siebie nic nie zrobi. Na ogół.
                • zwiatrem Galwaygirl 10.02.11, 12:10
                  Kazda z nas chce aby dziecko mialo idealnego ojca.
                  NIe widzimy jednak, ze idealna matke tez, tyle ze wkladamy w zycie dziecka swoje 100% i nie dalybysmy sobie powiedziec, iz nie jestesmy idealne.

                  Macie pierwsze dziecko. jako rodzice dopiero sie poznajecie.
                  Przytula tylko zwisajace z kolana ? Niech przytula.
                  Dziecku zawsze wali sie swiat, jesli jego sciany sa przesuwane. Kazdy pcha lub odsuwa majac na mysli swoje plany, a dziecko jest miedzy nimi.
                  Ojciec twojego dziecka prawdopodobne jest bardziej zdezorientowany, niz ty; kiedy dziecko przychodzi na swiat, zamiast instrukcji mamy intuicje. Zazwyczaj "tylko" tyle wystarcza, zebysmy podolaly odpowiedzialnosci i maszyna idzie w ruch.

                  Moj pierwszy maz zycie spedzal w pokoju obok. Nigdy nie wzial dziecka na kolana, nie przewinal, nie mial pojecia po co ja kupuje kaszki jak mozna nagotowac manny z mlekiem, nie kupil sam z siebie owocow, czekolady, czy zabawki w sklepie bezclowym na lotnisku, gdy wracal z pracy. Chwali sie jednak niemowleciem wszedzie gdzie tylko mogl.
                  Ot po prostu taki byl. Niewiele dawalo mowienie mu ze jednak wiezi sie wypracowuje, az w koncu powiedzial do 7miesiecznego potomka: "niech sie cieszy, ze ma kto go utrzymyac".
                  Sama widzisz, nie jestes sama w takiej sytuacji. Nie wiemy jakimi ojcami beda nasi mezowie, dopoki sie nimi nie stana.
                  Za to dzieci maj anas. My tam wiemy co kupic, jak ubrac, kiedy zmienic pieluszki, dac jesc i przez 13 lat szlam do przodu. ty na pewno takze dajesz sobie rade.

                  galwaygirl napisała: tylko tak myslalam, ze boje sie, ze skoro on teraz taki jest to potem bedzie
                  > tylko gorzej
                  albo bedzie lepiej smile);
                  W dalszej rodzinie tez nie lepiej bylo. Mloda matka zasuwala przy dziecku, karmienia, nieprzespane noce, on zasuwal na dwa etaty, kupowal wczasy, utrzymywal rodzine, ona siedziala w domu az zgnusniala.
                  W koncu na drugie dziecko odpowiedziala < nie>.
                  No jak ona moze. Ano mogla. Zadnego dziecka wiecej, bo"nie chce tak zyc i nie mam dziecka sama ze soba".
                  Dziecko wlasnie zaczynalo sie krzatac przy meblach, wstawac, piszczec z zachwytu i nagle to "ujelo" serce ojca. Diopiero po 2 latach zauwazyl, ze jest potrzebny nawet na swoj niezdarny sposob i od kilku lat jest aktywny. Sam mowi, ze kiedy wspomina dziecinstwo i ojca siedzacego z gazetami przed tv, to sie natychmiast ubiera i wychodzi z synem na sanki, zeby takich wspomnien nie mialo. Zwyczajnie dorosl do tego razem z dzkieckiem, chociaz zona oczekiwala tego od momentu narodzin syna.
                  Drugiego dziecka jednak miec nie beda. Uznal bowiem, ze tyle uwagi i odpowiedzialnosci moze dac tylko jednemu dziecku.
                  Moj obecny maz jest absolutnie innym ojcem, kapal przwijal, w nocy godzinami chodzil z wrzeszczacym dzieckiem na rekach, bez snu jechal do pracy. Teraz kiedy dzieci sa starsze obowiazki mamy inne.
                  Przez kilka lat wiele sie zmienilo, trudno zatem wymagac, zeby siedzial w domu zajmowal sie dziecmi, odbieral ze szkoly, wozil na basen, biegal na wywiadowki i spacery do parku, skoro musi realizowac inne plany rodzinne w pojedynke. Jemu w ich realizacji takze nikt nie pomaga. Tutaj bym powiedziala <cos za cos>.
                  Zawsze do domu wraca, kieliszek wina to moze jeden na 5lat, nie pali i chociaz nie jest idealem, to jest idealnym ojcem swoich dzieci.
                  Obawiam sie ze gdybym tylko zaczela myslec o tym, jakim ojcem powinien byc, musialabym spakowac manatki i wywalic za drzwi. Ale gdyby to mnie rozliczono z tego jaka jestem matka mogloby sie okazac, ze i mnie spakuja manatki, bo nie jestem idealem.
                  • nioma Re: Galwaygirl 10.02.11, 14:01
                    dokładnie tak.
                    nie ma ani ojcow idealnych ani matek. mozemy sie jedynie starac poprawic, zblizyc do tego idealu.
                    i pamietajmy: naprawde trzeba rozmawiac.
                    • oliwija Re: Galwaygirl 10.02.11, 14:04
                      nioma napisała:

                      > dokładnie tak.
                      > nie ma ani ojcow idealnych ani matek. mozemy sie jedynie starac poprawic, zbliz
                      > yc do tego idealu.
                      > i pamietajmy: naprawde trzeba rozmawiac.

                      samemu ze sobą?
                      moj ex powiedzial ty napraw ten zwiazek. jak uznam ze mi pasuje to wróce... Sam nie mam zamiaru sie wysilac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka