Dodaj do ulubionych

co się z nami dzieje

06.05.04, 12:22
Drogie mamy co się z nami dzieje?
Jestem przerażona tym wszytkim co czytam na forum (mam na mysli rozpady
związków). Jak się to dzieje że jeszcze niedawno zakochani obydwoje patrzymy
sobie w oczy mówiąc czułe słówka, a za kika miesięcy toczymy boje, ranimy się
na wzajem, czujemy że uczucie wygasa? Ja też niedawno byłam zakochana w
mężu , ale mam wrażenie że mój mąż robi wszystko by nasze małżeństwo było
przeszłością. Od momentu jak się urodził nasz synek a jemu przybyło
obowiązków jest już "zmęczony"byciem tatusiem. CZęsto bywa nim jak jestemy u
rodziców, u znajomych, tak na pokaz. Tęskni do wolności....
Zastanawiam się czy my kobietki jesteśmy ślepe, albo tak zakochane, a może
naiwne. Na pewno ja taka byłam....
Obserwuj wątek
    • carri Re: co się z nami dzieje 06.05.04, 12:49
      Pogadaj z nim chocby nie wiem co. Sprobuj ratowac malzenstwo poki jeszcze
      pamietacie, co Was laczylo. Jesli nie chce gadac lub Tobie jest trudno mu to
      wszystko powiedziec, to napisz list. Wyjedzcie gdzies razem, moze bez dziecka,
      jak macie taka mozliwosc i sprobujcie sie odnalezc na nowo. Moze robcie razem
      nowe, interesujace rzeczy (nowy sport, hobby). Powodzenia
      • joanna.luczynska Re: co się z nami dzieje 06.05.04, 21:42
        Popieram carri! Jeśli łączyła Was kiedyś miłość, to na pewno uczucie nie zgasło
        całkowicie, tylko w obliczu innych spraw odsunęło się w cień. Może da się
        wszystko naprawić i będziecie jeszcze szczęśliwą rodziną, szczęśliwymi rodzicami
        i małżonkami. Warto spróbować, bo bycie samodzielną mamą i życie w samotności
        wcale nie jest łatwe ani przyjemne. Przyjemne jest macierzyństwo, a reszta to
        ogromny ciężar. Ja nie miałam możliwości ratowania związku, bo nie było w nim
        miłości, nie było żadnego związku, tylko próba ratowania swoich emocji.
        Życzę powodzenia, Asia i Mateuszek, który dziś skończył 10 miesięcy smile
    • burza4 Re: co się z nami dzieje 06.05.04, 21:52
      Kochana, urodzenie dziecka to pierwszy powazny kryzys w większości związków.
      Niektórzy radzą sobie z tym lepiej, inni gorzej, jedni dojrzewają do
      rodzicielstwa, inni nie.

      A co do rozwodów - cóż - nie pocieszę cię zbytnio. Ze WSZYSTKICH moich
      znajomych małżeństw - z paczki osiedlowej przetrwało 1 (słownie: jedno)
      małżeństwo, z paczki szkolnej tez jedno. W dodatku w obu przypadkach dochodzą
      mnie słuchy o hmmm, jak by to nazwać - zainteresowaniach panów tatusiów i
      przykładnych mężów różnymi innymi paniami. Koleżanki małżonki są rzecz jasna
      nieświadome sytuacji. Wśród akutalnych znajomych na palcach jednej ręki mogę
      zliczyć małżeństwa (pierwsze i jedyne) - reszta to albo nieformalne związki,
      albo małżeństwa z odzysku. Nie wypada to zbyt optymistycznie, w dodatku własnie
      dowiedziałam się, że kolejne dwie pary są w przededniu rozwodu. Niech to
      szlag...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka