Dodaj do ulubionych

Przepraszam, że tutaj

10.05.04, 22:48
ale nie mam dostepu do forum "macochy", a poniewaz dosc intensywnie zajmuja
sie tam moja osoba, pozwole sobie odpowiedziec tutaj.
Ponizej fragment wypowiedzi lideczki stamtad
"Mam nadzieję, że samodzielne mamy zdają sobie sprawę, iż moja powyższa
wypowiedź nie jest uogólnianiem i dotyczy jedynie tych eks, które w taki
właśnie sposób postępują."

Ja natomiast mam nadzieje, ze jedyne, czym kierujecie/kierujemy sie w zyciu
to zdrowy rozsadek. Tym bardziej ze zdumieniem czytalam, jak -
zdaniem "macoch" - ja (!) wyobrazam sobie spotkanie mojego dziecka z jego
nowa rodzina. Zdaje sie, ze wg nich mialabym ganiac za moim synem z obledem w
oczach, co chwila pytac, czy aby na pewno dobrze sie czuje, czy nie jest
skrepowany oraz czy chce wracac do domu. Zapewne sprawdzilabym rowniez kolor
papieru toaletowego w lazience domali, poniewaz inny niz w naszym domu
spowodowalby szereg traumatycznych przezyc u dziecka. Oczywiscie zadna sila
nie powstrzymalaby mnie przed zajrzeniem do lodowki, czy aby na pewno stoi
tam sok wlasnie taki, jaki lubi moj syn. Nie ma tez mowy o tym, zebym
siedziala cicho, albowiem z ust moich saczylby sie jad na przemian ze
zlosliwymi uwagami. Po powrocie drżącym glosem zapewnilabym moje dziecko, ze
jest niezwykle dzielnym mlodziencem, skoro zniosl tak straszliwe przezycie.
Sama zas zalalabym sie rzewnymi lzami wspominajac swe niezwykle udane (tfu,
na psa urok) malzenstwo.
Przykro mi, ze was rozczaruje. Przykro mi, ze domali po raz kolejny lamie
cos, co obie tu kiedys ustalilysmy: ze koniec z jezykowymi potyczkami na
forum.
Mile moje panie. Obywatel, o ktorym mowa, czyli ten wspanialy, kochajacy
tatus po rozwodzie olal nasze dziecko na TRZY LATA. Trzy bardzo dlugie lata,
podczas ktorych nie bylo nawet kartki z zyczeniami na swieta, nawet telefonu
w urodziny. Po dwoch latach zjawil sie na kilkanascie minut, po czym znowu
zniknal na kolejny rok, obiecujac wczesniej i dziecku, i mnie, ze tym razem
to juz na pewno o nim nie zapomni.
Czy w takiej sytuacji moge temu czlowiekowi ufac? Nie, nie moge. Ale przeciez
nie to jest najwazniejsze. Najwazniejsze w tym wszystkim jest moje/nasze
dziecko. Dziecko, ktorego zdolnosc wybaczania jest przeogromna,
niewyobrazalna wrecz. Dziecko, ktore ze szczesciem w glosie moze w koncu
powiedziec koledze: "A moj tata to..."
Ale jednak, mimo calego ogromu pozytywnych uczuc do ojca, nie jest to
najblizsza mu osoba. Potencjalnie tak, ale tylko potencjalnie. Na temat
wyjazdu Kuby do nowego domu ojca rozmawialam z nim kilka razy. Ostatnio
wczoraj wieczorem, kiedy zapytal mnie "To kiedy pojedziemy do taty?".
Zdziwilo mnie to "my" wiec podpytalam go, jak by chcial, zeby to wygladalo.
Otoz mlody byl swiecie przekonany, ze nie tylko tam z nim pojade, ale i bede
przez caly czas przy nim. Kiedy mu wyjasnilam, ze chodzi o samodzielny
wyjazd, z tata, o nocleg poza domem, zaprotestowal. Doszlismy razem do
wniosku, ze najlepiej bedzie, kiedy pojedziemy tam razem, dzien spedzi z
tata, jego zona i swoim przyrodnim bratem, natomiast na noc go "odbiore".
Mlody nigdy nie wyjezdzal beze mnie na dluzej niz pare godzin, jest dosc
niesmialy, ciezko mu czasem wyartykuowac, ze cos mu nie odpowiada, poza tym
ma swoje nawyki, przyzwyczajenia, ktorych ojciec zwyczajnie nie zna, bo
poznac nie mial okazji przez tych kilka wizyt od grudnia. Sytuacja bedzie i
tak dla niego stresujaca - kilkaset kilometrow od domu, "nowy" przyrodni
brat, jakas pani, do ktorej to dziecko mowi "mamo" no i tata - kochany, ale
jednak slabo znany.
Chce po prostu, zeby moj syn wiedzial, ze w razie czegos (odpukac) jestem
niedaleko. ze jeali ta sytuacja bylaby dla niego zbyt meczaca, zbyt
stresujaca - ze wystarczy jeden telefon i przyjade po niego.
Wiec prosze, nie robcie ze mnie jakiejs szurnietej histeryczki, ktora o
niczym innym nie marzy, tylko o przyklejeniu sie jak cien do dziecka.
Obserwuj wątek
    • kamila77 linka 10.05.04, 22:54
      sie rozpisalam, a zapomnialam o rzuceniu linki do macochowego watkusmile)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=12533844
    • lideczka_27 Re: Przepraszam, że tutaj 10.05.04, 23:41
      W takiej sytuacji jak opisujesz ważne jest, by syn czuł się BEZPIECZNIE. I to
      jest - moim zdaniem - obowiązek całej Waszej dorosłej trójki. Taka
      odskocznia "w razie czego" (np. jesteś w tym samym mieście i w każdej chwili
      mały może do Ciebie wrócić) da mu spokój i spotkanie może przebiegać w dobrej
      atmosferze, z pożytkiem dla dziecka. Jestem byłą weekendową macochą, teraz mój
      M ma już pełnię władzy rodzicielskiej i młodą wychowujemy razem (oraz naszego
      syna). Dobro dziecka to jest wartość najwyższa i wszyscy muszą o nie zabiegać i
      dbać, choćby to było trudne i bolało. Uwierz, ani samodzielnej, ani ojcu, ani
      macosze nie jest łatwo w tym układzie. Ale żadne ich nieporozumienia ani
      trudności w dogadywaniu się nie mogą wpływać na malucha, po prostu nie i
      koniec. Ja nie raz musiałam przestać myśleć o sobie, M pakował dumę w kieszeń,
      bo dobro młodej było na pierwszym miejscu - nie ma innej możliwości. Nikt nam
      nie daje prawa do szkodzenia dziecku - ani swojemu, ani cudzemu. Życzę Wam
      byście znaleźli kompromis. Z tego, co tu wyczytałam, kierujesz się dobrem
      dziecka i zależy Ci, by mały się spotkał z ojcem, ale także chcesz mu zapewnić
      pewien komfort ze swojej strony. A ja tego nie rozwinę, bo nie ma takiej
      potrzeby - to jest Wasza sprawa - sama wiesz i możesz przed sobą przyznać czy
      tak jest naprawdę, od tego jest sumienie. Jeśli dogadacie się w końcu - będzie
      wspaniale. W całej tej sprawie nie jesteście najważniejsi, ani Wasze "ja" -
      spełnienie pragnienia dziecka, działanie dla jego dobra i efekt Waszych
      działań, który okaże się być właśnie szczęściem chłopca - to będzie
      odzwierciedleniem Waszych intencji i szczerości.

      Życzę pozytywnego rozwiązania sprawy - całej Waszej trójce, a chłopcu
      rozsądnych i odpowiedzialnych opiekunów, on na to zasługuje i ma do tego prawo.

      pozdrawiam
      lida
      • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 10.05.04, 23:47
        "W takiej sytuacji jak opisujesz ważne jest, by syn czuł się BEZPIECZNIE. I to
        jest - moim zdaniem - obowiązek całej Waszej dorosłej trójki. Taka
        odskocznia "w razie czego" (np. jesteś w tym samym mieście i w każdej chwili
        mały może do Ciebie wrócić) da mu spokój i spotkanie może przebiegać w dobrej
        atmosferze, z pożytkiem dla dziecka."

        No i to to chodzi, a nie o robienie Rejtana na progu ani tez łazenie krok w
        krok za dzieckiem. Dzieki za glos rozsadkusmile
        • ashan Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:26
          kamila77 napisała:


          " No i to to chodzi, a nie o robienie Rejtana na progu ani tez łazenie krok w
          krok za dzieckiem. "

          cieszę się, że mogę poznać Twoje zdanie na ten temat smile))), bo cała ta
          sytuacja wydawała mi się... hmmm...nieco absurdalna smile.

          Mam nadzieję, ze Kuba będzie zadowlony z pobytu u taty.

          pozdrawiam i życzę powodzenia smile
          a.
          • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:29
            Ashan, gdyby Kamila powiedziała ojcu dziecka to, co tutaj napisała, to nie
            byłoby w ogóle takiego wątku na macochach...
            • ashan czyli... 11.05.04, 10:41
              problem powstał (jak zazwyczaj smile) z powodu braku komunikacji (i chęci?)
              między rodzicami.
              Ale łatwo mówić, że powinni się dogadać... Z autopsji wiem, że w niektórych
              przypadkach dobre chęci, to zbyt mało sad.

              jeszcze raz życzę powodzenia w przyszłości (i braku niedomówień, bo są bardzo
              zdradzieckie smile)

              pozdrawiam smile
              a.
            • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:46
              Gdyby zechcial sluchac co sie do niego mowi, zamiast od razu mowic, ze pomysl
              jest "debilny", tez by go nie bylo (mam nadzieje).
    • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 08:50
      kamila77 napisała:


      > Przykro mi, ze was rozczaruje. Przykro mi, ze domali po raz kolejny lamie
      > cos, co obie tu kiedys ustalilysmy: ze koniec z jezykowymi potyczkami na
      > forum.

      Szczerze mówiąc nie miałam zamiaru zaczynać tego wątku, aby wszczynać kolejne
      potyczki. Po prostu opadły mi ręce, gdy dowiedziałam się, że po raz kolejny
      pojawia się jakiś problem, uniemożliwiający spotkanie.
      No i pozostaje pytanie: kiedy odbyłaś taką rozmowę z Kubą? Przed czy po wizycie
      ojca u niego? Jeśli przed, to czemu nie powiedziałaś tego wszystkiego, co
      napisałaś tutaj, ojcu Kuby? Jeśli po, to dlaczego powiedziałaś w trakcie
      rozmowy, że Kuba sam nie pojedzie? Szczerze mówiąc Twoje argumenty jak
      najbardziej do mnie przemawiają. Tylko szkoda, że piszesz takie rzeczy na
      forum, a nie mówisz ich ojcu dziecka.
      Co do słownych potyczek na forum, to chyba jednak nie ja pierwsza złamałam
      naszą umowę. I zapewne wiesz, o czym mówię.
      • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 09:29
        domali napisała:


        > Szczerze mówiąc nie miałam zamiaru zaczynać tego wątku, aby wszczynać kolejne
        > potyczki.

        Tym bardziej, ze doskonale wiesz, ze nie mam dostepu do forum "macochy"


        > Po prostu opadły mi ręce, gdy dowiedziałam się, że po raz kolejny
        > pojawia się jakiś problem, uniemożliwiający spotkanie.

        Kuba i ja zylismy z "opadnietymi rekami" przez trzy lata. Mnie tez opadly rece,
        kiedy fakt nieplacenia alimentow skwitowalas krotko "Z glodu przeciez nie
        pomarliscie". No faktycznie.

        > No i pozostaje pytanie: kiedy odbyłaś taką rozmowę z Kubą? Przed czy po
        > wizycie ojca u niego? Jeśli przed, to czemu nie powiedziałaś tego
        wszystkiego, co
        > napisałaś tutaj, ojcu Kuby?

        Poniewaz nie zwyklam prowadzic takich rozmow przy dziecku.

        > Szczerze mówiąc Twoje argumenty jak
        > najbardziej do mnie przemawiają. Tylko szkoda, że piszesz takie rzeczy na
        > forum, a nie mówisz ich ojcu dziecka.

        Też żałuję. Od ojca dziecka uslyszalam bowiem, ze propozycja jest,
        cyt.: "debilna". Trudno, innej nie mam.
        • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 09:32
          kamila77 napisała:

          > Poniewaz nie zwyklam prowadzic takich rozmow przy dziecku.

          Z tego co mi wiadomo, przez czas jakiś byliście sami i rozmawialiście bez
          obecności Kuby. Poza tym chyba nie jest problemem zaaranżowanie sytucji, żeby
          można było porozmawiać?
          • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 09:57
            Rzeczywiscie, mlody poszedl siusiu, ale ze nie ma klopotow z prostata, trwalo
            to chwile. A to ja nie wiem, czy nie ma klopotow z zaaranzowaniem sytuacji.
            Męża zapytaj, to chyba jemu zalezy, zeby powrzeszczec na mnie bez swiadkow.
            • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:06
              Póki co spotkania odbywają się w twojej obecności, w domu twoich rodziców. Więc
              tak jakby tobie łatwiej na przykład poprosić Kube, żeby wyszedł, albo zrobić
              cokolwiek, żeby ta rozmowa mogła się odbyć tak, jak sobie życzysz.
              No i czegoś nie rozumiem: przy dziecku o pewnych sprawach nie chcesz rozmawiać,
              a jednocześnie uważasz, że spotkanie w cztery oczy miałoby tylko i wyłącznie
              umozliwić mojemu mężowi pokrzyczenie na ciebie?!
              • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:15
                Jak bylam obecna przy tych spotkaniach, uwazalas to za nadmierna kontrole. Jak
                wychodzilam - pisalas, ze unikam ojca dziecka.
                A tak sie jakos skladalo, ze do tej pory ojciec Kuby, kiedy mial okazje pobyc
                ze mna chwile bez swiadkow - darl sie jak opetany. Po mnie to splywa jak po
                kaczce, ale nie zycze sobie, zeby moje dziecko bylo mimowolnym swiadkiem takich
                scen. Juz sie wystarczajaco nasluchal w zyciu awantur i wrzaskow ojca.
                • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:27
                  kamila77 napisała:

                  Jak wychodzilam - pisalas, ze unikam ojca dziecka.

                  Bo jakoś dziwnym trafem po raz pierwszy nie było cię w trakcie spotkania, gdy
                  wiedziałaś, ze prawdopodobnie będzie rozmowa na temat wyjazdu.

                  > A tak sie jakos skladalo, ze do tej pory ojciec Kuby, kiedy mial okazje pobyc
                  > ze mna chwile bez swiadkow - darl sie jak opetany. Po mnie to splywa jak po
                  > kaczce, ale nie zycze sobie, zeby moje dziecko bylo mimowolnym swiadkiem
                  takich
                  >
                  > scen. Juz sie wystarczajaco nasluchal w zyciu awantur i wrzaskow ojca.

                  No tak, napisz jeszcze kilka takich rzeczy, dodaj do tego wyrwane z kontekstu
                  fragmenty opinii z RODK-u i będziemy mieli pełny obraz.
                  A może pomyśl w drugą stronę. Z czego wynikają nerwy, jakie towarzyszą waszym
                  rozmowom? Miałam okazję popatrzeć, w jaki sposób się odzywasz do Zbyszka i
                  szczerze mówiąc i święty by nie wytrzymał.
                  • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:38
                    "Bo jakoś dziwnym trafem po raz pierwszy nie było cię w trakcie spotkania, gdy
                    wiedziałaś, ze prawdopodobnie będzie rozmowa na temat wyjazdu."

                    Na Boga, jakim cudem ja mam sie domyslac o czym i czy w ogole chce ze mna
                    rozmawiac?? Jak do tej pory rozmowy na temat Kuby odbywaly sie z mojej
                    inicjatywy, jemu wystarczy widac do, co od Kuby uslyszy.

                    "No tak, napisz jeszcze kilka takich rzeczy, dodaj do tego wyrwane z kontekstu
                    fragmenty opinii z RODK-u i będziemy mieli pełny obraz. "

                    Moge dodac cala opinie z RODK-u, naprawde tego chcesz? Masz racje, obraz bylby
                    pelniejszy.

                    "Miałam okazję popatrzeć, w jaki sposób się odzywasz do Zbyszka i szczerze
                    mówiąc i święty by nie wytrzymał."

                    Wez pod uwage, ze to byla nasza pierwsza "rozmowa" od trzech lat. I
                    przepraszam, jesli rozmawiam z czlowiekiem, ktory na trzy lata porzucil swoje
                    dziecko, ktory tak potwornie skrzywdzil mojego syna, to prosze sie nie dziwic,
                    ze nie mowie co drugie slowo "prosze", "dziekuje", "przepraszam". Bo mialam
                    pelne prawo wygarnac, co mysle o takim postepowaniu.


                    • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:46
                      kamila77 napisała:

                      > Na Boga, jakim cudem ja mam sie domyslac o czym i czy w ogole chce ze mna
                      > rozmawiac??

                      Na przykład takim cudem, że we wcześniejszej rozmowie ze mną było powiedziane,
                      że przy najbliższym spotkaniu taka rozmowa się odbędzie?

                      > Moge dodac cala opinie z RODK-u, naprawde tego chcesz? Masz racje, obraz
                      bylby
                      > pelniejszy.

                      Szczególnie jeśli chodzi o strach dziecka przed rozmawianiem o ojcu...

                      > Wez pod uwage, ze to byla nasza pierwsza "rozmowa" od trzech lat. I
                      > przepraszam, jesli rozmawiam z czlowiekiem, ktory na trzy lata porzucil swoje
                      > dziecko, ktory tak potwornie skrzywdzil mojego syna, to prosze sie nie
                      dziwic,
                      > ze nie mowie co drugie slowo "prosze", "dziekuje", "przepraszam". Bo mialam
                      > pelne prawo wygarnac, co mysle o takim postepowaniu.


                      To nie było wygarnięcie co myślisz, bo to owszem, bym zrozumiała. Natomiast
                      teksty w stylu: 'i co, już ci piana klawiaturę zalewa' chyba nie miały tego na
                      celu...
                      • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:56
                        "Na przykład takim cudem, że we wcześniejszej rozmowie ze mną było powiedziane,
                        że przy najbliższym spotkaniu taka rozmowa się odbędzie?"

                        Uslyszalam/przeczytalam to od ciebie, natomiast ze strony ojca Kuby nie padlo
                        na ten temat ani jedno slowo. Wybacz, ale wg mnie to on jest "strona" w tej
                        sprawie, nie ty.

                        "Szczególnie jeśli chodzi o strach dziecka przed rozmawianiem o ojcu..."

                        Masz na mysli ten fragment?: "Maloletni ujawnial pewna trudnosc w mowieniu o
                        swojej aktualnej sytuacji rodzinnej, szczegolnie o relacjach z ojcem".

                        Z calym szacunkiem dla twoich umiejetnosci interpretacyjnych, nie ma tu nic o
                        strachu. Jest natomiast o tym, ze dziecku ciezko jest mowic o ojcu, zwlaszcza
                        jesli wypytuja o niego obce mu osoby.

                        "Natomiast teksty w stylu: 'i co, już ci piana klawiaturę zalewa' chyba nie
                        miały tego na celu..."

                        Zalewala ewidentnie, faktycznie nie musialam sie pytac.





                        • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 11:03
                          kamila77 napisała:

                          Uslyszalam/przeczytalam to od ciebie, natomiast ze strony ojca Kuby nie padlo
                          na ten temat ani jedno slowo. Wybacz, ale wg mnie to on jest "strona" w tej
                          sprawie, nie ty.

                          No ale była to swego rodzaju sugestia, że może do takiej rozmowy dojść.


                          > Zalewala ewidentnie, faktycznie nie musialam sie pytac.

                          Jak rozumiem jest to sposób wyrażenia swojej opinii na temat braku kontaktów.
                          Ciekawa forma.


                          • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 11:22
                            "No ale była to swego rodzaju sugestia, że może do takiej rozmowy dojść."

                            Podczas wizyt ojca u Kuby nie emigruje, nie uciekam na koniec swiata, po prostu
                            wychodze do drugiego pokoju. Gdyby CHCIAL ze mna porozmawiac, zrobilby to. Ale
                            jak to bylo? "Koncentrowanie sie na przeszkodach utrudniajacych w jego
                            percepcji kontakt z dzieckiem", prawda?

                            "Jak rozumiem jest to sposób wyrażenia swojej opinii na temat braku kontaktów"

                            Ciekawa jestem natomiast twojej na ten temat opinii. Wszystko jest w porzadku a
                            ja sie czepiam, tak? Nie jestem tak wielkoduszna jak moj syn, trudno.
                            • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 11:54
                              Ależ ja nie twierdzę, że nie masz prawa mieć żalu i złości, wyrażać tych uczuć.
                              Tylko po pierwsze, rób to w cywilizowany sposób. Po drugie, neich to nie
                              rzutuje na obecne kontakty.
                            • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 11:57
                              kamila77 napisała:

                              Podczas wizyt ojca u Kuby nie emigruje, nie uciekam na koniec swiata, po prostu
                              wychodze do drugiego pokoju. Gdyby CHCIAL ze mna porozmawiac, zrobilby to.

                              Chodząc po mieszkaniu twoich rodziców i szukając cię, tak?

                              > Ale jak to bylo? "Koncentrowanie sie na przeszkodach utrudniajacych w jego
                              > percepcji kontakt z dzieckiem", prawda?

                              Ojciec dziecka nie ma nic przeciwko przeprowadzeniu rozmowy o wizycie w
                              Warszawie przy dziecku. To ty sobie tego nie życzysz.
                              • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 12:07
                                "Chodząc po mieszkaniu twoich rodziców i szukając cię, tak?"

                                Widze ze nie tylko on szuka dziury w calym ty tez. Nie, chociazby mowiac
                                Kubie "zawolaj mame". Albo li tez umawiajac sie ze mna na miescie przed wizyta.
                                Chciec do podobno moc.

                                "Ojciec dziecka nie ma nic przeciwko przeprowadzeniu rozmowy o wizycie w
                                Warszawie przy dziecku. To ty sobie tego nie życzysz."

                                Wychodze bowiem z zalozenia, ze sporne kwestie dotyczace dziecka nie powinny
                                byc rozstrzygane w jego obecnosci. To chyba oczywiste, prawda?
                        • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 11:05
                          Jak widać na post, który zarzuca ci pewną niekonsekwecję nie masz już zamiaru
                          odpowiadac...
                        • edzieckokarenina do kamili 12.05.04, 18:27
                          • edzieckokarenina Re: do kamili 12.05.04, 18:31
                            sorki-nie wiem jak,ale uciekło mi wcześniej bez odpowiedziwink
                            Kamila-nie wiem,czy mogę Ci coś doradzić?...myslę,że nie powinnaś wdawać się w
                            takie "dysputy" z domali.Tak jak mówiły tu dziewczyny,to do niczego nie
                            prowadzi.
                            Twój syn-i Twojego ex; domali nie powinna tak się angażować w tej kwestii, a Ty
                            postaraj sie nie wciągać w takie rozmowy.
                            Pozdrawiam ciepło
                            • kamila77 (jak Boga kocham, ze ostatni raz) :) 12.05.04, 20:35
                              Naprawde nie chcialam, aby po raz kolejny doszlo do takiej sytuacji. Chcialam
                              po prostu wyjasnic pewna kwestia oraz zaprotestowac przeciwko robieniu ze mnie
                              kretynki. Pomyslalam tez, ze jesli ktos oprocz mnie napisze domali: "Nie, to
                              nie jest twoja sprawa", to moze bardziej to do niej dotrze niz kiedy ja jej to
                              powielokroc powtarzalam. O, mam pomysl na nowa sygnaturkesmile
                              • edzieckokarenina Re: (jak Boga kocham, ze ostatni raz) :) 12.05.04, 21:35
                                kamila77 napisała:

                                > Naprawde nie chcialam, aby po raz kolejny doszlo do takiej sytuacji. Chcialam
                                > po prostu wyjasnic pewna kwestia oraz zaprotestowac przeciwko robieniu ze
                                mnie
                                > kretynki. Pomyslalam tez, ze jesli ktos oprocz mnie napisze domali: "Nie, to
                                > nie jest twoja sprawa", to moze bardziej to do niej dotrze niz kiedy ja jej
                                to
                                > powielokroc powtarzalam. O, mam pomysl na nowa sygnaturkesmile

                                ********
                                sygnaturka supersmile))))))))
                                trzymaj się ciepłosmile
    • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:32
      kamila77 napisała:
      > Ostatnio wczoraj wieczorem, kiedy zapytal mnie "To kiedy pojedziemy do
      aty?".

      Czyli jednak, rozmowa miała miejsce po wizycie taty. No więc coś tutaj się nie
      trzyma kupy. Bo o tym, ze dziecko nie pojedzie samo powiedziałaś jego ojcu parę
      godzin wcześniej.
      Ale pewnie się czepiam...
      • kamila77 Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:41
        "Ale pewnie się czepiam..."

        Pewnie tak. Przyznaje, pomysl byl moj, zrodzony w potrzebie zapewnienia dziecku
        poczucia bezpieczenstwa a mnie spokoju. Powiedzialam o tym ojcu Kuby,
        uslyszalam, co uslyszalam, wieczorem pogadalam o tym z Kuba i okazalo sie to,
        co sie okazalo.
        • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 10:47
          kamila77 napisała:

          > "Ale pewnie się czepiam..."
          >
          > Pewnie tak. Przyznaje, pomysl byl moj, zrodzony w potrzebie zapewnienia
          dziecku poczucia bezpieczenstwa a mnie spokoju.

          Wybacz, ale wcześniej pisałaś, że takie postawienie sprawy wynika tylko i
          wyłącznie z woli dziecka. A wygląda na to, że jednak nie do końca.
          • justinka_s Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 11:55
            a ja tak z boku patrze i widzę co nieco
            domali, po co wtrącasz się w sprawy twojego męza i jego eks? jeżeli chodzi o
            dziecko sadze że powinnaś mówić swoje wnioski tylko męzowi, chyba, ze kamilla
            zostanie twoją przyjaciółką i sobie pogadacie jak przyjaciółki

            zauważam że ciągniesz temat tylko w sprawach które wydają się nie jasene z
            twojegu punku widzenia np. rozmowa z Kubą kiedy obyta? przed czy po? a dlaczego
            nie ma komentarza że twój mąz nie widział dziecka 3 lata, że nie interesowal
            się? chyba jednak nie jest on taki święty, zdejmij w końcu te różowe okulary i
            pomysl, co byś czuła, gdyby o tobie i towim synu zapomniał na 3 lata?
            myślę, że nie byłabyś zadowolna gdyby kamilla wtrącała swoje trzy grosze w
            wychowanie i spotkania waszego syna, przecież w końcu tez jest rodziną
            i..moglabyś oddać syna na całą noc do niej i do jej syna, zeby się tam spotkali
            i poznali? chyba nie zgodziłąbyś się, prawda?
            więcej zrozumienia, mniej wtrącania własnego ja w nie swoje sprawy i mniej
            zaciekłości i zjadliwości

            Kamilla, nie daj się wciągać w takie dyskusje, jeżeli twoja next ma inne zdanie
            niej je zachowa dla obecnego małżonka albo dla siebie, nie jesteście
            koleżankami, które sobie doradzają a potyczki słowne prowadzą do niczego
            to ty i tówj eks powinien się dogadywać w sprawie widzeń przyjazdów noclegów itp
            i to on powinien ciebie zpaytać o nawyli dziecka o jego strach o uczucia
            zachowania itp, bo nie zna go naprawdę, ponieważ widzenia dziecka 2 czy nawet 4
            razy w mies nie znaczy nic w kwestiach poznania wnętrza dziecka

            • domali Re: Przepraszam, że tutaj 11.05.04, 12:13
              justinka_s napisała:

              > a ja tak z boku patrze i widzę co nieco
              > domali, po co wtrącasz się w sprawy twojego męza i jego eks? jeżeli chodzi o
              > dziecko sadze że powinnaś mówić swoje wnioski tylko męzowi, chyba, ze kamilla
              > zostanie twoją przyjaciółką i sobie pogadacie jak przyjaciółki

              Nie rozpoczęłam wątku na macochach po to, żeby spierać się z Kamilą, tylko żeby
              poznać opinie innych macoch. Jakoś nie komentujesz w ten sposób postów i tu, i
              na macochach, zapewne tylko dlatego, że druga strona nie jest tu obecna.
              Ale dlaczego fakt, że Kamila czytuje to forum ma powodować, że nie wyrażam
              swojej opinii na pewne tematy?
              >
              > zauważam że ciągniesz temat tylko w sprawach które wydają się nie jasene z
              > twojegu punku widzenia np. rozmowa z Kubą kiedy obyta? przed czy po?

              Temat jest istotny z jednego powodu: Kamila twierdzi, że jej warunek (obecność
              w Wawie w czasie spotkania) wynika z woli dziecka. Jeśli o tej woli dowiedziała
              się już po rozmowie z ojcem dziecka, to coś tu nie gra.

              a dlaczego nie ma komentarza że twój mąz nie widział dziecka 3 lata, że nie
              interesowal się?

              Bo ten temat był wałkowany sto tysięcy razy, w stu tysiącach konfiguracji i
              chyba już wszystko zostało powiedziane.

              chyba jednak nie jest on taki święty,

              Jak nikt na tym świecie, Ale on umie się przyznać do swoich błędów i teraz je
              naprawia.

              zdejmij w końcu te różowe okulary i
              > pomysl, co byś czuła, gdyby o tobie i towim synu zapomniał na 3 lata?

              Nie wiem, co bym czuła. Jeśli po rozstaniu zapomniałby o mnie, to i całe
              szczęście. Jeśli o dziecku - pewnie byłoby mi z tym źle. Dlatego też nie
              krytykuję z założenia decyzji Kamili, chce tylko poznać ich prawdziwy podtekst.

              > myślę, że nie byłabyś zadowolna gdyby kamilla wtrącała swoje trzy grosze w
              > wychowanie i spotkania waszego syna, przecież w końcu tez jest rodziną
              > i..moglabyś oddać syna na całą noc do niej i do jej syna, zeby się tam
              spotkali i poznali?

              Czyją rodziną? Mojego syna? Chyba to jednak nie w tę stronę działa.
              >
              > i poznali?

              > więcej zrozumienia,

              Zrozumieć staram się jak mogę.

              > mniej wtrącania własnego ja w nie swoje sprawy

              W jakiś sposób jednak te sprawy i mnie dotyczą.

              > i mniej zaciekłości i zjadliwości

              Pokaż mi, gdzie owe są...
      • capa_negra Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 12:04
        Przepraszam, może jestem nieuprzejma, ale na pewno nie jestem po żadnej ze stron
        Każda z was ma w jakims sensie i racje i sluszne pretensje
        Dlatego nie zabrałam głosu watku domali i nie miałam zamiaru zabierać tu w
        wątku kamili, ale doczytalam go dokońca i mam wrażenie ze znów zamiast dyskusji
        mamy przepychanke.
        I po co ??
        Nie sadzę abyście wy dwie: była i obecna zona tego samego faceta kiedykolwiek
        konstruktywnie były w stanie rozwiązać ten problem.
        On go musi rozwiązać.
        A wy dziewczyny może faktycznie jak już musicie sie szczypać to piszcie do
        siebie meile .... pewnie w realu kazda z was jest miłą i sympatyczną osoba , a
        tu to tak nie zawsze i niezazbytnio...
        Może sie myle
        Może nie powinnam sie odzywać, ale to ot takie spojrzenie z boku bez złych
        intencji w którą kolwiek strone.
        • kamila77 Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 12:14
          Capo_negro, przepraszam, moze faktycznie nie powinnam, bo to kolejny raz, kiedy
          forum robi sie miejscem osobistych "przepychanek". Chcialam po prostu
          zareagowac na robienie ze mnie skretynialej debilki na "waszym" forum, a robic
          tego tam nie moge. Po przeczytaniu postu domali na "Macochach" wyslalam jej
          maila, ze nie zycze sobie walkowania sprawy mojego dziecka na forum. Jak widac
          nie do konca zadzialalo, natomiast rozszalala sie macosza wyobraznia. Uwazam,
          ze jesli juz ktos decyduje sie przedstawiac swoja opinie na czyjs temat, to
          powinien dac drugiej stronie mozliwosc wypowiedzenia wlasnego zdania.

          Powtarzam po raz kolejny to, co domali tak irytuje: moim zdaniem nie jestes
          strona w tej sprawie, jedynie dodatkiem do jednej ze stron. I nie z toba
          powinnam uzgadniac rzeczy dotyczace mojego syna.
          • domali Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 12:21
            kamila77 napisała:

            bo to kolejny raz, kiedy forum robi sie miejscem osobistych "przepychanek"

            To do katalogu osobistych przepychanek, których podobno ja jestem prowodyrką.

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=12355913&a=12387417
            • kamila77 a propos katalogu 11.05.04, 12:29
              Bo dalej nie rozumiem, jak mozna przywlaszczyc sobie cudza wlasnosc. Zauwaz, ze
              rzecz nie dotyczy czegos, co bylo "moje", chodzi o lozko mojego dziecka, ktore
              ojciec obiecal mu przywiezc. Na waszym miejscu wolalabym, zeby zgnilo w tej
              piwinicy czy gdzie tam stalo. Ale skoro tobie to nie przeszkadza..
              • domali Re: a propos katalogu 11.05.04, 12:32
                kamila77 napisała:

                > Bo dalej nie rozumiem, jak mozna przywlaszczyc sobie cudza wlasnosc.

                Czyli czyją? Twoją?

                Zauwaz, ze rzecz nie dotyczy czegos, co bylo "moje", chodzi o lozko mojego
                dziecka, ktore ojciec obiecal mu przywiezc.

                Juz wczoraj ci to wyjasnilam - na plecach by go nie zaniósł. A stało i czekało
                na odebranie długo.

                Na waszym miejscu wolalabym, zeby zgnilo w tej piwinicy czy gdzie tam stalo.

                Była alternatywa: wyrzucić lub wykorzystać. Szastac pieniędzmi nie mamy w
                nawyku, więc wybraliśmy opcję drugą.
                • kamila77 Re: a propos katalogu 11.05.04, 12:46
                  domali napisała:

                  > Czyli czyją? Twoją?

                  Powtarzam, nie moja, mojego dziecka.


                  > Juz wczoraj ci to wyjasnilam - na plecach by go nie zaniósł. A stało i
                  czekało na odebranie długo.

                  Powtarzam raz jeszcze, obiecal je przywiezc. o-b-i-e-c-a-ł. A chyba latwiej
                  przewiezc nieduzy w koncu mebel 40 km niz 300 czy ile tam jest.

                  > Była alternatywa: wyrzucić lub wykorzystać. Szastac pieniędzmi nie mamy w
                  > nawyku, więc wybraliśmy opcję drugą.

                  Moim zdaniem nie bylo zadnej alternatywy, wystarczyloby dotrzymanie obietnicy.
                  Ale EOT, bez sensu to.
                  • chalsia Do Domali 11.05.04, 13:09
                    Wiesz Domali, jest możliwe to, co Ty nazywasz niekonsekwencją czy niezgodnością
                    i czego czepiasz się tu strasznie. Chodzi mi mianowicie o to co było kiedy.
                    Wysnułam wniosek, że kolejność była taka - ojciec rozmawiał z Kamillą o
                    przyjeżdzie dziecka do niego, Kamilla powiedziała, że dziecko samo nie
                    pojedzie, dopiero potem odbyła się rozmowa z dzieckiem, które potwierdziło, że
                    nie chce jechać samo.
                    I jak dla mnie jest to jak najbardziej możliwa i prawdziwa kolejność.
                    Każda matka zna swoje dziecko bardzo dobrze. Tak dobrze, że w bardzo wielu
                    przypadkach jest w stanie intuicyjnie wyczuć, jak dziecko może się czuć w
                    jakiejś sytuacji czy zareagować na coś. Sama to pewnie znasz. I dlatego mogę
                    zrozumieć takie postawienie sprawy przez Kamillę w trakcie rozmowy z ojcem a
                    jeszcze przed rozmową z synem. Gdyby dziecko było małe (czytaj w wieku kiedy
                    nie za bardzo jest w stanie przekazać swoje obawy) na tej intuicyjnej wiedzy by
                    się skończyło. Ale że Kuba jest duży, stąd i rozmowa matki z dzieckiem na ten
                    temat. Można by powiedzieć, że intuicyjne wrażenie Kamilli jako matki
                    sprawdziło się i znalazło potwierdzenie w tym co dziecko powiedziało.
                    Można by mieć nadzieję (ale to są gdybania co by było gdyby babcia miała wąsy),
                    że jeśli Kuba powiedziałby, że wszystko miodzio, ekstra, żadnych obaw, etc, to
                    Kamilla sama wycofała by się z pomysłu nie puszczenia dziecka samego.

                    Ja nie twierdzę, że tak właśnie było, ale tak być mogło, więc może warto na tę
                    sprawę popatrzeć z tej właśnie perspektywy.

                    I całkowicie zgadzam się z tym, że rozmów o dziecku (zwłaszcza takich gdzie
                    można się spodziewać dyskusji czy ostrzejszej wymiany zdań) lepiej przy nim nie
                    przeprowadzać.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
          • capa_negra Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 12:29
            Dletego tez kamilo, poniewaz uważam że ta sprawe powinien zalatwic ojciec nie
            wtrącalam sie na macochach i nie wtrąciłabym sie tu ...moja sygnaturka moze
            temu przeczy , ale czasami dobra rada sie przydaje - jesli faktycznie nie
            możecie powstrzymac się od nic nie wnoszącej wymiany zdań to naprawdę piszcze
            do siebie meile
            Wydaje mi sie, ze ta jedna - nie przecze bardzo poważna sprawa- w jakiś sposób
            przedstawia was obie w niekorzystnym świetle i nie pozwala odbierac każdej z
            osobna jako autonomicznej jednostki tylko jedna przez pryzmat drugiej.
            A w krzywym zwieciadle cięzko cos fajnego zobaczyć.
            Pozdrawiam obie - troche dobrej woli i myślę,ze jakoś osiągniecie konsensus.
            Sama jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców , którzy szarpali sie w podobny
            sposób i uwierzcie mi ...oni nie wygrali nic, ja stracilam wiele
            • domali Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 12:38
              capa_negra napisała:

              > Dletego tez kamilo, poniewaz uważam że ta sprawe powinien zalatwic ojciec
              nie
              > wtrącalam sie na macochach i nie wtrąciłabym sie tu ...

              Capa, wytłumacz mi jedno. Czemu gdy któraś z macochach pyta o sprawy kontaktu z
              dziećmi, alimentów, czegokolwiek, to takiego komentarza - nie twoja sprawa,
              siedź cicho - nie ma. Po to jest tamto forum, żebym mogła napisać, co ja myślę
              o sprawach dotyczących mojego męża i jego dziecka.
              Nie załatwiam spraw, nie ustalam wizyt. Po prostu piszę, tak jak inne macochy,
              to, co ja myslę o danej sprawie. I tak jak i inne macochy pewnie jestem
              nieobiektywna, nie znam wszystkich faktów itd. Ale mnie się krytykuje, bo
              pojawia się odpowiedź Kamili (nie żebym jej tego odmawiała). No cóż, świat jest
              mały, spotkałyśmy się tu.
              I co, w związku z tym mam cenzurować swoje wypowiedzi???
              • capa_negra Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 13:03
                Juz tłumaczę
                Dlatego odezałam sie tu , a nie na macochach bo tu OBIE macie mozliwośc zajęcia
                stanowiska co do mojej wypowiedzi.
                Kierowałam ja do was dwóch -
                Tak domali masz prawo pisac na macochach o wszystkich sprawach tak jak kazda z
                nas , ale przyznasz ty jestes w szczególnej sytuacji - tylko ty z nas masz była
                zone "pod reką" w sieci i w związku z tym siłą rzeczy musisz sie liczyć ze
                skutkami takiej sytuacji.

                Domali nie myśl,że cie nie rozumiem - to jest twoje małżeństwo, twoje zycie i
                wszystko co wiąze się z twoim mężem i jego kontaktami z synem dotyka cie
                osobiście.

                Nie oceniam, nie bronie i nie ganie, ani ciebie ani kamili - poprostu uważam,
                ze nie tędy droga - każda wasza rozmowa kończy sie jak kończy, ani kroku do
                przód, a często 2 do tyłu.
                Wiem macie pecha , żeście spotkaly sie w sieci, ale moze faktycznie byłoby
                jakims rozwiązaniem gdybyscie wzajemnie nie komentowały swoich wypowiedzi tylko
                poprostu pisały do siebie meile

                Z mojej strony kończę temat, nie jestem w stanie nic więcej do niego wnieść i
                nie jestem w stanie dalej was obu przekonywac, ze żadnej nie chcialam urazic.
                Poprostu wiem z wlasnego zycia, ze jesli jakoś nie ulozycie swoich spraw odbije
                sie to na was wszystkich
                • domali Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 13:48
                  Ja się nie poczułam urażona. Więc nie masz za co przepraszać.
                  To, że spotkanie na forum jest ewentementem wiem. I wiem, że moje posty mogą
                  spotkać się z jakimś odzewem ze strony Kamili. Ale nadal nei widzę powodu, dla
                  któego tylko mnie się krytykuje za pisanie o rzeczach dotyczących mojego męża i
                  związanych z jego poprzednim małżeństwem.
                  • robszym Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 14:29
                    Domali, czy ty nie mogłabyś zmienić nicka i udawać, że sytuacja kamili to nie
                    jest twoje lustrzane odbicie?
                    Sorry, ale jak czytam te twoje wypowiedzi(najczęściej na macochach)to mi za
                    ciebie wstyd. Tak fantastycznie wypowiadasz się o tym swoim mężu, jakbyś
                    zaśmienie jakieś miała. Pracy nie ma, albo nie chce pracować, bo przecież
                    alimentów nie płaci, mieszkacie w akademiku,a toż on chyba blisko 30, o
                    starszym na kilka lat zapomniał,i to taki wspaniały facet jest?
                    Kończ waść, wstydu oszczędź, chciałoby się za sienkiewiczem zacytować.
                    kamila, współczuję ci, włącz na domali ignor, (wiem, że to nie łatwe, bo
                    dziewczyna na macochach często przegina) bo nie tylko ty się denerwujesz, ja
                    czasami też jak to wszystko czytam, a przecież mnie to nie dotyczy.
                    oj, nie chciałam popełnić tego posta, pewnie będę żałować!
                    • mikawi Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 14:37
                      he he he, trafiłas trochę jak kulą w płot; byc może domali zechce ci wyjaśnic
                      kilka faktow, ale ja też napiszę - gdybym tylko miała mozliwość mieszkania w
                      akademiku za małe pieniądze - wykorzystałabym ją NATYCHMIAST zamiast płacić
                      bajońskie sumy za wynajem takiej samej klitki komus prywatnie, ale niestety w
                      przeciwieństwie do domali nie jestem już dzienną studentką; a brak pracy może
                      się zdarzyć kazdemu, również około 30 latkowi, choć z tego co pisała domali
                      (skoro juz tak wnikliwie czytasz jej posty) mąż już pracuje a braki w
                      alimentach pochodzą z okresu braku tej pracy, na czym kamila zbytnio nie
                      ucierpiała z racji alimentów z FA. I kamila podkreślała brak alimentów
                      bezpośrednio od eksa właśnie wtedy a nie teraz, więc skąd wiesz że nie płaci?
                      • mag_p Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 14:46
                        Mikawi - tylko jedno ale.. stwierdzenie , ze dziecko zbytnio nie ucierpialo ,
                        bo placone byly alimnty z FA - jest nie na miejscu. Bo to nie chodzi o to ze
                        panstwo zapalcilo za Niego, ale o to ze tak zdjal z siebie ta odpowiedialnosc.
                        Zwlaszcza ze panstwo nie placi od razu i wiesz jest cos takiego jak troska --.
                        Np "A za co mama mu kupi dzis kolacje?". A nie tylko-"Matak pujdzie i zalatwi
                        FA"

                        Nie wiem moze nie umiem nazwac na czym ta roznica dla ne polega - ale dla mnie
                        jest i nie jest to rkeompensata ze placilo FA....

                        mag
                        • mikawi Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 14:48
                          troskliwa matka, skoro dziecko nie ma co jeść, powinna też sama pójść do pracy
                          • mag_p Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 14:53
                            Mikawi - Ona jednak utrzymalo dziecko i poniosla odpowiedzialnosc , a nie
                            zrzucila jej na innych.
                            Przez lata ktore On nie placila...

                            I w tym jest dla mnie roznica.
                            I rozmawialysmy o jego odpowiedzialnosci i ze fakt ze zrzucil ja na FA - nie
                            sswiadczy o trosce...i nie jest to samo co jakby ojciec choc troche martwil
                            sie o dziecko...

                            mag
                            • mikawi Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 15:07
                              abstrahuję od wyjaśnienia kamili, które przeczytałam

                              sytuacja hipotetyczna: skoro matka nie pracuje i korzysta w jakiejś części z
                              alimentów na dzieci plus z pomocy np. rodziców to nie jest prawdą że nie
                              przerzuca odpowiedzialności; jeśli ojciec przestaje płacić z powodu braku pracy
                              (bo skąd ma wziąć kasę?), to bierze ją z FA zadłużając się w instytucji jaką
                              jest ZUS. Więc to raczej matka przerzuca odpowiedzialność na kogos innego (np.
                              swoich rodziców), bo ojciec tak czy siak w razie klopotów z kasą posiłkuje się
                              kasą z FA (oczywiście rękami matki). Natomiast gdzie jest odpowiedzialność
                              matki jeśli nie podejmuje ona zatrudnienia?
                              • mag_p Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 15:11
                                Po pierwsze Miakwi - matak nie pracuja nie musi korztsac z alimentow dziecka....

                                A teraz roznica :
                                To matrtak musi pujsci i poprosci , lub znalesc kogos kto jej pozyczy/da
                                pieniadze... Rodzine , krewnych itd.. Prze to satje sie od nich zalezna i ma
                                pewne zobowiazanie wobec nich. Ale Ona mUSI POSTARAC SIE o te pieniadze..
                                A ojciec po prostu nie placi - a matak musi zalatwic i postarc sie o pieniadze
                                nawet z FA .. On po prostu nie robi przelwu...

                                To jest ta roznica.....

                                Matak - ZDOBYLA te pieniadze ( pozyczyla od rodziny , przyjacol ...co chcesz)
                                ojciec olal.. Na zasadzie - niech Ona sie martwi.

                                Mag
                                • mikawi Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 15:15
                                  jak zwykle - ile ludzi, tyle sytaucji i nie zawsze jest tak jak piszesz z tym
                                  kto prosi i pożycza a kto ma w nosie bo kasa i tak będzie
                                  • mag_p Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 15:19
                                    Tak mikawi.
                                    Ale tu poruszylysmy problem bardzie doglebny i bardziej uniwersalny.
                                    Czy nie placenie przez ojca alimentow tylko przez FA mozna uzanc za to samo.
                                    I z tym wlasnie ja sie nie zgodzialm.. To nie to samo.


                                    Mag
                        • mkatarynka Re: Może piszcie do siebie meile??? 17.05.04, 21:59
                          mag_p napisała:

                          > Bo to nie chodzi o to ze
                          > panstwo zapalcilo za Niego, ale o to ze tak zdjal z siebie ta odpowiedialnosc.

                          Nie do końca, państwo tylko za niego "założyło" Teraz on ma dług wobec FA i
                          będzie musiał go spłacić.
                          • mag_p Re: Może piszcie do siebie meile??? 18.05.04, 09:28
                            Tak Makatarynak, ale to nie jest atkie proste , bo matak musiala najpierw w
                            pierwszych miesiaca ,gdy badz co badz nagle i bez uprzedzenia zostala
                            postawiona przed faktem braku pomocy przy utrzymaniu dziecka i nie ma co
                            ukrywac pieniedzy koniecznych i wliczonych w budzet dziecka. musial sma
                            zaspokoic potrzeby i ZOBYC te pieniadze. On nie zatroszyczyk sie skad.. A
                            dostaniepieniedzyz FA to tez nie jest na zasadzie prostej, trzeb sie nachodzic
                            i nalaztwiac i wykazywac , brak alimentow. Czyli i to zalatwila MATAk
                            dziecka... Nie ojciec. Ojciec owszem splaca teraz tem dlugo- ale to dlug za
                            brak jakiekolwiek odpowiedzialnosci i beztroskosc...I nie sa to pieniadze od
                            niego dla dzieckai nie mozna powiedziec ze w tym okresie placil, bo nie robil
                            tego z walsnej woli ale pod przymusem panstaw..- czyli instytucji ktorej sie
                            obawia. To co robii splaca teraz wynika z jego wlasnego interesu , z tego ze
                            zobaczylk, ze ba tym iz nie placi - treaci a nie z troski o dziecko.

                            Pozdrawiam
                            Mag
                      • kamila77 Wyjasnienie 11.05.04, 14:49
                        mikawi napisała:
                        > choć z tego co pisała domali
                        > (skoro juz tak wnikliwie czytasz jej posty) mąż już pracuje a braki w
                        > alimentach pochodzą z okresu braku tej pracy, na czym kamila zbytnio nie
                        > ucierpiała z racji alimentów z FA. I kamila podkreślała brak alimentów
                        > bezpośrednio od eksa właśnie wtedy a nie teraz, więc skąd wiesz że nie płaci?

                        Niezupelnie tak. Oczywiscie, dostawalam alimenty z FA, jednak zanim do tego
                        doszlo, minelo 7 miesiecy, podczas ktorych eks z tego co wiem prace
                        mial,drugiego dziecka jeszcze nawet w drodze nie bylo wiec slowa o koniecznosci
                        przymierania glodem w przypadku placenia alimentow sa co najmniej na wyrost.
                        Sam w sadzie zaproponowal kwote 300 zl miesiecznie, zobowiazal sie do
                        wyplacenia zelaglosci do konca lutego 2001 (!), co do tej pory jednak nie
                        nastapilo. Miesiac temu dostalam ostatni raz alimenty z FA a ostatnio od eksa
                        obietnice, ze zacznie wreszcie placic. Jesli tak bedzie, nie omieszkam
                        odnotowac tego faktu publicznie.
                    • domali Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 14:37
                      robszym napisała:

                      > Tak fantastycznie wypowiadasz się o tym swoim mężu, jakbyś
                      > zaśmienie jakieś miała.

                      Bynajmniej. Ideałem nie jest, to pewne. Natomiast nie mam póki co powodu, żeby
                      go w czambuł potępiać.

                      Pracy nie ma, albo nie chce pracować, bo przecież
                      > alimentów nie płaci,

                      Nie wiem, co chęć pracy ma do alimentów. A to że szuka się pracy trochę czasu,
                      że na ulicy nie leży, to niestety smutna rzeczywistość. Dla twojej informacji,
                      po trwającej 5 miesięcy (tak, pięć miesięcy) rekrutacji w końcu został
                      zatrudniony.

                      mieszkacie w akademiku,a toż on chyba blisko 30

                      Mieszkamy w akademiku, nie wiem, co w tym dziwnego. Wydaje mi się, że lepsze
                      to, niż wydawanie kosmicznej kasy na wynajmowanie mieszkania.

                      > o starszym na kilka lat zapomniał

                      Z tym już może po raz nty dyskutować nie będę.

                      i to taki wspaniały facet jest?

                      Chyab nie jest taki zły, skoro dopiero mój rzekomy romans z nim popchnął Kamilę
                      do decyzji o rozwodzie.

                      wiem, że to nie łatwe, bo dziewczyna na macochach często przegina

                      No chętnie po raz kolejny poproszę w takiej sytuacji o konkrety.
                  • omama Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 15:43
                    > I wiem, że moje posty mogą
                    > spotkać się z jakimś odzewem ze strony Kamili. Ale nadal nei widzę powodu,
                    dla
                    > któego tylko mnie się krytykuje za pisanie o rzeczach dotyczących mojego męża
                    i
                    >
                    > związanych z jego poprzednim małżeństwem.

                    Domali, ja ci to prosto wyjaśnię. Czytelnicy formum BĘDĄ patrzeć na ciebie
                    inaczej niż na pozostałych formumowiczów, ponieważ - w przeciwieństwie do
                    reszty - straciłaś anonimowość. Toteż twoje wypowiedzi nie są dla czytelnika
                    abstrakcyjnymi problemami.
                    Osobiście podejrzewam, że w jakiś dziwaczny sposób odpowiada ci ta sytuacja
                    publicznego użerania sie z eks. Za nieeleganckie uważam podnoszenie waszych
                    problemów w miejscu, gdzie druga strona (słusznie czy nie, o to mniejsza) nie
                    jest dopuszczana do głosu. Za brak taktu - niepodanie linku na macochach do
                    toczącej się równolegle dyskusji na samodzielnych.
                    Chcesz mieć równe z resztą prawa? Zmień nick, zbuduj sobie legendę i dyskutuj.
                    Nie chcesz się w to wdawać? To nie narzekaj na swój odmienny status.
                    • cheddar Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 21:14
                      Nie przebrnęłam przez wszystko, ale domali, życzę Ci abyś nigdy nie zawiodła
                      się na swoim mężu. Moje doświadczenia życiowe sprawiły, że wierzę, iż jeśli
                      facet zrobił coś raz, to zrobi to i drugi.
                      Jak sobie przypomnę co mój eks mówił o swojej eks!! Toć to potwór był
                      prawdziwy. Jak mi puścił nagraną jej informację na poczcie głosowej, to sobie
                      pomyślałam "mój ty biedaku, ja Cię utulę, mój ty piesku zaszczuty". A potem,
                      krok po kroku zrozumiałam wszystko "złe", co opowiadał mi o niej. Teraz nasze
                      życiorysy idą łeb w łeb. Nawet kwestia dziecka nie pozostaje odmienna. Wydawało
                      mi się że strasznie kocha naszą córkę, a jednak potrafi olać spotkania z nią,
                      telefon, gdy akurat obrazi się na mnie. To samo było z ich synem. Teraz obie
                      jesteśmy wredne, kobiety to w ogóle nie wiedzą o co im chodzi. Nasze związki
                      były identyczne. coprawda nigdy nie uwierzyłam w jej 100% winę, ale nie mogę
                      uwierzyć w tę "kalkę". Jota w jotę.
                      Jeżeli facet - jak Twój mąż - potrafił zostawić dziecko na kilka lat, co daje
                      Ci pewność, że nie postąpi tak z Waszym dzieckiem?
                      I nie dziw się Kamilii, że czasem ponoszą ją nerwy i używa sformułowań
                      typu "piana zalała" itp. NIe byłaś nigdy w sytuacji, kiedy bezsilnie patrzyłaś
                      na ogromną tęsknotę swojego ukochanego dziecka, któremu pragnęłaś dać wszystko
                      co najlepsze, a tatuś po prostu rujnował Twoje wysiłki każdą złamaną obietnicą?
                      Ty starałaś się jak mogłaś, aby dziecko było szczęśliwe, ale ono i tak do końca
                      nie było, bo tatuś je olał - w ten czy inny sposób. Jeśli tego nigdy nie
                      przyżyłaś, to proszę, nie mów kobiecie w takiej sytuacji aby była opanowana.
                      Oczywiście przy dziecku. Ale wobec takiego...... pięści się zaciskają.
                      Chciałoby się wyć i okładać go pięściami i drzeć "ty cholerny sqrwysynu, ty
                      pieprzony draniu!!!!". Nie za siebie. To nie jej urażona ambicja każe jej tak
                      mówić. To kilka lat patrzenia na cierpienie dziecka. Nie znasz tego? Wieć
                      zamilcz kobieto, uchyl czapki przed cierpienie kobiety, z której facet - wbrew
                      jej woli - uczynił tymczasową jędzę. Mój ze mnie też prawie zrobił. Wiele mnie
                      kosztuje godne zachowanie się, ale czasem nie mogę. Życzę Ci domali, abyś nigdy
                      nie zaznała uczucia, które pcha Cię w "jędzowatość". Choć masz tylko 50% szans,
                      gdyż Twój mąż już raz tak zrobił. Teraz się zmienił? W stosunku do jednego, czy
                      wszystkich dzieci? Ot i znowu jędza ze mnie wyszła, ale zrozumcie. Mój nie
                      odzywa się już czwarty tydzień, mimo że cały poprzedni miał spędzić z naszą
                      córeczką. Ona do tej pory powtarza "tatuś będzie z niunią dugo dugo". Pewnie
                      dzieciak Kamilii też tak mawiał. Nie dziwię się, że cedzi przez zęby. Kamila,
                      trzym się kobito! Daj sobie już spokój z domali. Po co się dodatkowo
                      denerwujesz.
                      • apriv Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 21:59
                        swiete slowa,zycze Tobie i Twojej coreczce samych slonecznych dni,pozdrawiam
                        Alicja
                      • maminekb Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 22:11
                        Cheddar ! Dokładnie, u mnie jest identycznie. Ojciec mojego dziecka wobec nas
                        wszystkich eks i obecnych postępuje w ten sam sposób. Zdradza i oszukuje. I tak
                        constans zmienieją się tylko kobiety. Z dziećmi nie wiem jak jest, naszego nie
                        widuje. Sądziłam że to przypadek szczególny ale jak czytam to oni są
                        niezmienni, prędzej czy później wyjdzie. I to obwinianie - zdradzałem ją bo
                        mnie nie kochała,nie lubiła seksu, udawała albo nie widuję dziecka, tęsknię a
                        ona mi nie pozwala, jest wredna itd
                        okropne nigdy w życiu nie chcę więcej się zakochać !!! smile
                        a o cierpieniach matek odrzuconych dzieci nie chce mi się nawet pisać, wara
                        innym kobietom od naszych humorów, nie potrafią sobie nawet wyobraźić jakie
                        instynkty i uczucia w nas się odzywają......
                        • cheddar Re: Może piszcie do siebie meile??? 11.05.04, 22:38
                          Dzięki za dobre słowa - przyda się odrobina otuchy.
                          Szkoda mi tych naszych dzieciaków, wkurza mnie nasza bezsilność. Nie
                          przyprowadzimy ich do dzieci na smyczy, nie zmusimy do odpowiedzialności.
                          Najgorzej jest pogodzić się z faktem, że dziecko wchodzi w życie jakieś
                          kalekie. Że taka moja córcia może mieć problem z facetami, że może myśleć, że o
                          nich trzeba zabiegać, bo inaczej nie zwrócą na nią uwagi, że nie jest warta aby
                          facet ją kochał - ja ją mogę przekonywać, że jest inaczej, ale to tylko słowa
                          matki. Wchodzi w życie z brakiem, choć ja chciałam dla niej wszystkiego i
                          jestem bezsilna bo choćbym nie wiem, co zrobiła, inaczej już nie będzie. Moje
                          dziecko nie będzie wzrastało w domu gdzie mężczyzna i kobieta (ojciec i matka)
                          koegzystują, będzie musiała się o tym sama dowiadywać.
                          Jak myślicie, czy są jakieś symptomy, które świadczą, że facet nie jest wart,
                          aby mieć z nim dzieci. Nie chodzi mi o patologie, ale o to, że ja swojego
                          strasznie kochałam, byłam pewna, że został jakoś tam jednak przez kobietę
                          skrzywdzony, byłam pewna, że jest cudowny. Od czasu kiedy się poznaliśmy minęło
                          prawie 5 lat i ja mam o nim kompletnie inne zdanie. Jak to się stało, że miałam
                          takie klapki na oczach? Dlaczego nie wniknęłam bardziej w szczegóły ich
                          związku? Bo chciałam być fair? Bo sobie pomyślałam, że to byłoby nielojalne
                          rozmawiać z jego eks? Nawet mi to do głowy nie przyszło.
                          • maminekb Re: Może piszcie do siebie meile??? 12.05.04, 00:02
                            Matko, jakbym siebie słyszała smile Też sobie tak myślę dałam się oszukać, bo
                            chciałam, chciałam uwierzyć że to co mówi jest prawdą, że kocha że nie zostawi,
                            że chce mieć ze mną dziecko itd. Byłam nieprzytomnie zakochana, byliśmy tacy
                            szczęśliwi i z dnia na dzień ech.... szkoda mówić Ale wiesz ja wierzę że to
                            jeszcze nie koniec że kiedyś pojawi się książe na białym koniu wink))) który
                            pokocha moje dziecko jak własne i będziemy żyli (może w 4) długo i szcęśliwie.
                            I że moje dziecko przestanie tak obsesyjnie bać się mężczyzn itd. ... i powie
                            magiczne słowo tata do kogoś kto na to zasłuży. Rozklejam się ;000 Problem w
                            tym że nie mogę znienawidzić mojego byłego, wciąż dosłownie tkwi we mnie i tak
                            jakoś to bez sensu. To kiedy cheddar będziesz w Warszawie? Chętnie bym się z
                            Tobą spotkała smile)
                            • cheddar do maminekb 12.05.04, 21:14
                              Czy nie będzie gorzkim stwierdzenie "dobrze wiedzieć, że nie jestem sama"?
                              Trochę gorzkie, co nie, wiedzieć, że tyle nas jest? A z drugiej stronie jest
                              ktoś kto rozumie.
                              W Warszawie będę pewnie na przełomie miesięcy maj/czerwiec. Podjęłam męską
                              decyzje o wizycie w sądzie (alimenty), bo mój chyba myśli, że jak się nie
                              odzywa i nie przyjeżdża to też nie musi płacić.
                              A poza tym właśnie wydrukowałam trochę ofert pracy, najwięcej na stanowiska
                              recepcjonistkismile) NIe wiem, tylko czy nie będą się trochę dziwić, że po pracy
                              na bardzo wysokim stanowisku w marketingu startuję od początku. Ale jakoś tak
                              chcę trochę spokoju po tej burzy życiowej. Tak więc bardzo, bardzo chętnie się
                              z Tobą spotkam. Tak brakuje mi kobietsmile) ha, ha, ale zabrzmiało. Pozdrawiam
                              • maminekb Re: do maminekb 13.05.04, 23:15
                                Wiesz to byłoby jakieś wyjście skoro faceci są beznadziejni a jest tyle super
                                babeczek smile))) hihihi tylko z tym trzeba się urodzić a ja lubię tych
                                najbardziej beznadziejnych z beznadziejnych smile))))
                                To może być problem ja też jak szukałam pracy to poniżej swoich kwalifikacji i
                                nie chcieli mnie zatrudnić. Generalnie musiałam odczekać parę miesięcy i
                                znalazałam odpowiednie stanowisko. Bardzo chętnie robię rezerwację na przełom
                                maja i czerwca, naprawdę! Szczegóły domówimy już na priv (mam nadzieję). No i
                                dobrze jak będzie płacił to przynajmniej nie zapomni że ma dziecko ~!!!!
                                Ach wiesz to naprawdę gorzkie że są inne samodzielne matki, takie poranione jak
                                ja, tak zatyrane jak ja i inne dzieci bez tatusia ... i że są tacy faceci
                                którzy potrafią nieoglądać własnych dzieci ...
    • domali Na zakończenie dyskusji 12.05.04, 08:47
      Nie będę odpisywać na kilka postów osobno. Pozwolę sobie zrobić to w jednym.
      Po pierwsze, nie wiem, jak bym się zachowała w sytuacji, w której znalazła się
      Kamila. (Pomijam już fakt, ze jej stwierdzenie o trzyletnim kompletnym braku
      kontaktów jest nie do końca zgodne z prawdą. Ale mniejsza o to.)
      Ponieważ uważam, że gdybanie, co się zrobi w sytuacji, w jakiej się nigdy nie
      było, jest bez sensu. Już kilkakrotnie pisałam i mówiłam samej Kamili, że nawet
      jeśli pewne jej decyzje wydają mi się dziwne/irracjonalne, to nie krytykuję
      ich, bo właśnie nie wiem, co zrobiłabym ja w podobnej sytuacji. Jedyne co moge,
      to zastanowić się nad przyczyną takiej a nie innej decyzji. I to właśnie robię.
      Nie odmawiam też Kamili prawa do złości, rozgoryczenia czy innych uczuć, któe
      mogą targać matką w takiej sytuacji. Nigdy nie napisałam, że zachowuje się jak
      wariatka, że histeryzuje itd. I nie napiszę, bo NIE WIEM, CO JA BYM CZUŁA.
      Co do mojego męża, to ma on świadomość swojego błędu i stara się go naprawić. A
      mówienie kolejny raz, że brak kontaktu/ rozwód itd to prawidłowość w jego
      zachowaniu, jest według mnie przedwczesne.
      Po drugie, nie wiem dlaczego spadają na mnie takie gromy za fakt, ze
      rozpoczęłam swój wątek na macochach. Wydaje mi się, że lepszego miejsca nie ma.
      A że nie podałam linku? Osoby zainteresowane jak widać sobie poradziły.
      Szczerze mówiąc, skoro dyskusja przeniosła się tutaj, nawet nie przyszło mi to
      do głowy.
      Kolejna sprawa - nie sprawia mi najmniejszej przyjemności dyskusja z Kamilą na
      forum. Dlatego też na przykład nie komentuję jej wpisów na samodzielnych, nawet
      jesli się z nimi nie zgadzam. A że mamy na pewne sprawy rózne poglądy? To chyba
      nic dziwnego.
      Nicku nie mam zamiaru zmieniać. Nie widzę powodu, nie odczuwam takiej potrzeby.
      Przede wszystkim dlatego, że nie wstydzę się, że poruszam pewne tematy. Nigdzie
      też nei narzekałam na fakt, że jestem w innej sytuacji, niż większość macoch.
      Napisałam tylko, że nie widzę powodu, zeby fakt obecności Kamili i mojej na
      forum miał być powodem cenzurowania przeze mnie moich wypowiedzi.
      No i na koniec. Wątek na macochach powstał, ponieważ po raz kolejny było mi
      przykro, że pojawiają się trudności w zorganizowaniu spotkania. Na tym
      spotkaniu mi zależy, tak samo jak na normalizacji kontaktów.
      Ja wiem, że nie pasuje do popularnego na samodzielnych modelu macochy, co to
      albo jest zazdrosna o przeszłość męża, ale stara się go izolować od dziecka czy
      też uciąc te kontakty. Nie jestem taka i przykro mi, nie zmienię się, żeby
      potwierdzić regułę.
      Przepraszam za zamieszanie. Powtórzę się, ale nie to było moim zamiarem.
      • mag_p Re: Na zakończenie dyskusji 12.05.04, 08:58
        Domali. Nie obraz sie nie chodzi o to typ macochy. Dobrze ze nie przeszkadzasz
        w kontakcie , a nawet wspierasz meza..
        Ale wg . mnie zbyt angazujesz sie . Wiecej niz On. To jednak nie twoje dziecko
        i mozesz wspierac i doradzac mezowi, ale dyskusja na temat dziecka , sposobu
        wychowania, odwiedzin itd.. To jest ich temata..
        To On musi to robic bez Ciebie z kamila. Oczywiscie Ty mozesz mu doradzic , ale
        nie na rowni z Nim walczyc i dyskutowac z mataka dziecka o jej dziecku...
        Pokaze Ci prosty przyklad.. Facet ma przyjsc w odwiedziny do dziecka i che cos
        ustalis z matak dziecka. Wybacz ale nie Twoja rola w tym , by cos sygnalizowac
        matce dziecka , ale Ojciec winie sam poradzic sobie w danej sytuacji w. W koncu
        jest dorosly. Wie czego chce itd..
        Tak ja To widze. Mysle, ze powinnas wspierac meza, ale takie sprawy powinie
        zalatwiac on i matak dziecka - Bo to ich dziecko . Wybacz Domali , ale w tym
        ukladadzie nie ma miejsca na partenrke ....

        Mag
        • domali Re: Na zakończenie dyskusji 12.05.04, 09:11
          Ja nie złatwiam niczego za niego. Ja, tak jak inni ludzie na forum, dyskutuję
          na temat. Tu akurat tematem są spotkania.
          A jego zaangażowanie? No chyba nie oczekujesz, że będę pisac, że dzisiaj
          zadzwonił, wczoraj rozmawiał o tym, przedwczoraj o tamtym. Więc nie wiesz, kto
          sie bardziej angażuje.
          A z tą sugestią, rzeczywiście była rozmowa na jakiś temat i powiedziałam, ze my
          nie mamy co ustalać, zrobi to mój mąż podczas najbliższej wizyty.
          • kateq [...] 12.05.04, 21:37
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • kateq Re: Na zakończenie dyskusji 12.05.04, 21:41
              zdjecie znalazlam na linku wiktorek wiec chyba dobrze sie domyslam?
            • domali Re: Na zakończenie dyskusji 13.05.04, 08:51
              Dziękuję ci dobra wróżko za przepowiedzenie przyszłości. Jużto sobie wzięłam do
              serca.
              • konkubinka Re: 14.05.04, 08:23
                Nie rozumiem jednej rzeczy.Dlaczego Domali wciaz jest potepiana na tym forum?
                Forum MACOCHY juz z nazwy traktuje na tematy macosze wiec o czym Domali ma tam
                pisac?Jezeli sprawy zwiazane z ex jej meza i ich dzieckiem dominuja w tej
                chwili ich zycie rodzinne to dziewczyna dzieli sie tym na macochach jak kazda
                inna bywalczyni tamtego forum.
                Zauwazylam ze prawie zadna z dziewczyn na Samodzielnej Mamie nie chce spojrzec
                na Domali pozytywnie- dziewczyna przeciez wyraznie troszczy sie o dziecko
                meza , o to , zeby jej maz mogl z powodzeniem naprawic bledy z
                przeszlosci.Ciagle postrzegana jest jako osoba wtracajaca sie beszczelnie w nie
                swoje sprawy.A przeciez chcac nie chcac cala sprawa rzutuje na jej malzenstwo ,
                na jej dziecko , ktore jest przeciez rodzenstwem syna Kamili , a wiec zupelnie
                postronni nie sa.
                Uwazam , ze Domali , moze czasem za bardzo sie przejmuje i chce wybrnac z
                sytuacji ale przeciez ona ewidentnie jest nastawiona do dziecka Kamili dobrze ,
                chce zeby jakos wszystko sie ulozylo.Nie wiem wiec dlaczego ciagle musi sie
                tlumaczyc.Dlatego , ze jest szczesliwa mezatka , ktora nalezaloby za ten fakt
                skreslic z forum?
                Sytuacja , ze spotkaly sie z Kamila na forum jest trudna ale mysle , ze jest to
                rowniez okazja , ktorej wielokrotnie inne kobiety nie maja.No , tylko , ze
                trzeba umiec poradzic sobie z emocjami w sytuacji gdy rodzi sie w kobiecie
                przyslowiowy "pies ogrodnika".
                W sytuacji Domali , patrzac na wszystkie dyskusje , nalezaloby wyniesc sie z
                forum MACOCHY , bo nie moze ona tam pisac bez komentarzy na samodzielnej , bo
                to przeciez diabeł wcielony - "jak smiala ulozyc sobie zycie z czyims bylym
                mezem , jak smie byc szczesliwa , miec z nim dziecko , slub i jeszcze kurcze
                mieszka w akademiku i nie wydaje duzo kasy na mieszkanie wredne babsko", czy
                tak?Jakze szczesliwe bylyby niektore samodzielne mamy na forum gdyby okazalo
                sie ze maz rzucil Domali , nie odwiedza dziecka , a do tego Domali z dzieckiem
                nie moze wynajac taniego mieszkania tylko drogie.
                Nie rozumiem tej bezinteresownej zawisci z jaka sie tu zetknelam.I jeszcze ten
                szympans , no usmialam sie do lez.Dobrze ze na zdjeciach nie ma Dominiki , bo
                ciekawe jak ona zostalaby okreslona.A juz nawet nie postawie sie w jej
                sytuacji , bo gdyby ktos zobaczyl mnie i mojego partnera - ktory niestety jest
                bylym mezem nieskazitelnej kobiety i matki , pewnie zostalibysmy przyrownani do
                goryla i pawiana.
                Poza tym nie wiem czemu dziwicie sie , ze maz Dominiki nie pisze na tym
                forum.No czyz nie byloby smiesznie gdyby forum zaroiło sie od tatusiów waszych
                dzieci?Ciekawe jak wygladalyby dyskusje?
                Wiecej pisac nie bede bo jeszcze ktos zamknie to forum i juz mnie nie wpusci za
                moje troche odmienne zdanie.
                pozdrawiam
                • kuku-007 Re: do konkubinki 14.05.04, 08:55
                  Cześć. Nie jestem ani macochą ani tez eks, wiec mogę, mam nadzieję, zachować
                  jako taki obiektywizm. Podczytuje czasem forum macochy ale dopiero wczoraj
                  zorientowałam się nt. zależności domali-kamila. Wiem tylko to, co napisały i
                  poznałam dwa punkty widzenia na jedną sprawę - odwiedziny dziecka kamili u
                  taty.
                  Tutaj zdecydowanie trzymam stronę kamili - moze dlatego, że sensownie
                  argumentuje, nie czepia sie słówek i jest po prostu bardziej wiarygodna? Ona
                  pisze o faktach, domali o przypuszczeniach.
                  Dlaczego domali jest potępiana? Niestety domali robi dość niepozytywne
                  wrażenie, również na mnie. Gorączkowe próby znajdowania usprawiedliwienia i
                  wytłumaczenia dla męża, który swojego syna porzucił na 3 lata, nie łożył na
                  jego utrzymanie itp. są w moich oczach śmieszne i żenujące. Wg mnie bowiem nie
                  ma usprawiedliwienia dla takiego postepowania. Nie wiem, dlaczego b. mąż kamili
                  jest teraz mężem domali, ale powiem tak: paradoksalnie w tej sytuacji to kamila
                  może byc wygrana. To kamila może znaleźć sobie partnera godnego zaufania, który
                  pokocha ją i dziecko i będzie traktował ich poważnie. Są tacy faceci na świecie
                  i właśnie takiego kamili życzę. Natomiast domali zostanie z panem, który
                  postępuje jw. i wygląda, jak wygląda (sorki, nie mogłam się powstrzymać,
                  widziałam zdjęcie smile A historia podejrzanie lubi się powtarzać - sama mam
                  znajomą, której nie przeszkadzało, że jej facet nie łoży i nie utrzymuje
                  kontaktów ze swoimi córkami (a mieszkają w tej samej dzielnicy), próbowała mnie
                  przekonać, że to nawet... dobrze, bo nie miesza im w głowach (mama ma innego
                  męża). A potem klops - znajoma urodziła 2 synków i ma to samo - tatuś nagle
                  przestał poczuwać się do czegokolwiek... no proszę, a przecież nic na to nie
                  wskazywało... dziwne, nie? Nie twierdzę że tak bedzie u domali, ale wiązanie
                  się z facetem, który w ten sposób olewa własne dziecko naprawdę nie rokuje
                  najlepiej.
                  Co do zazdrości - jak można podejrzewać, że ktoś komuś (rodzinie z dzieckiem)
                  zazdrości, że mieszka w akademiku? Naprawdę nie wiem smile Moim zdaniem czegoś
                  takiego można jednie współczuć - brak własnego, choćby najmniejszego mieszkanka
                  = brak stabilizacji - świadczy to o niezaradności faceta i przynajmniej ja
                  uważam i tak odebrałam te uwagi. Nie sądzę, że chodzi o zazdrość, raczej o te
                  wspomniane gdzieś wcześniej różowe okulary, przez które na ten fakt i kilka
                  innych domali usiłuje patrzeć. To tyle ode mnie, pozdrawiam.
                  • konkubinka Re: do konkubinki 14.05.04, 09:19
                    rozumiem twoj punkt widzenia.Tak jak napisalam uwazam ze Dominika czasem za
                    bardzo sie przejmuje i na sile odpiera ataki a to wyglada jak
                    tlumaczenie.Trudno tez sie dziewczynie dziwic - nie chce aby jej meza tak
                    postrzegano i splycano sytuacje.Przeciez KUKU my nie wiemy jak bylo naprawde a
                    Dominika umowmy sie zna tylko polowe.Prawde znaja Kamila i jej byly maz.
                    Tak samo jest w mojej sytuacji , ja czesto rozwazam analogie przeszlosc M i to
                    jaki jest teraz .W sprawach kontaktu z dzieckiem M i jego wychowania widze , ze
                    to jego byla zona popelnia bledy.Jednak gdy sie na niego zloszcze widze w nim
                    cechy , ktore musial miec wczesniej i ktore mogly doprowadzic do rozpadu ich
                    zwiazku.Ja nie jestem nią.Cechy ex w styczności z wadami M mogłyby być
                    mieszanką wybuchową.Jednak nic według mnie nie usprawiedliwia rozwodzenia
                    dziecka z jednym z rodziców i mieszania spraw z byłego mażeństwa ze sprawami
                    rodzicielstwa.
                    Dla mnie zdanie Kamili jest bardzo przekonywujace ale kiedy przypominam sobie
                    jej niektore wystapienia- niekoniecznie w kwestii jej spraw to zaraz mam
                    watpliwosci co do tego jaka jest kobieta , matka , jaka jest naprawde.Do tego
                    dochodzi kwestia , ze poznalam Dominike osobiscie i rozmawialam z nia i juz nie
                    traktuje tego co mowi jak wybielanie meza na sile.Dlatego w samym konflikcie
                    nie zabieram glosu , bo nie moglabym chyba byc obiektywna ale mimo to nie
                    podoba mi sie stosunek niektorych samodzielnych do Domali.W koncu zaczela pisac
                    na macochach jak kazda inna dziewczyna - mozna z tego wywnioskowac , ze powinna
                    przestac pisac o swoich sprawach , emocjach , spostrzezeniach.To trudna sprawa
                    trzeba przyznac i naprawde nalezy ubolewac nad faktem , ze to rodzice Kuby nie
                    sa w stanie sie dogadac a najbardziej zainteresowana zalagodzeniem konfliktu
                    wydaje sie byc druga zona .
                    Moze lepiej byloby aby zapomniec kto jest kim.Niech Domali pisze swoje na
                    macochach a Kamila swoje tutaj.Inne forumowiczki moga traktowac to jak dwie
                    oddzielne sprawy i anonimowo.Zauwaz ze na Macochach to Kamila jest ta zła a na
                    Samodzielnej to Domali.I tak chyba pozostanie i do niczego nie zaprowadza takie
                    dyskusje.
                  • izqa Re: pomoc "macochy" 14.05.04, 09:20
                    sama niedlugo zostane matka.jestem dzieckiem rozwiedzionych rodzicow. kazde z
                    nich ma juz swoje next a tato dodatkowo "nowe"dziecko. moze jestem szczesciara -
                    chyba na pewno bo tata kocha po rowno - czyli bardzo mocno zarowno nas - stare
                    dzieci - mamy z nim swietne uklady - jest naszym najlepszym przyjacielem.
                    szalejemy tez na jego coreczka - traktujemy ja jak rodzona
                    siostrzyczke .natomiast jego next - chociaz z poczatku przyjeta prez nas bardzo
                    dobrze - cieszylysmy sei ze tato ulozyl sobie zycie - chociaz nie bylo nam
                    latwo. teraz traktowana jest jak przykra koniecznosc. sama stworzyla taka
                    sytuacje jak domali - wtraca sie do wszystkiego probuje mediowac w ewentualnych
                    konfliktach - w ktorych zawsze radzilismy sobie sami i dobrze nam to
                    wychodzilo. unikamy jak mozemy jej dobrych rad na kazda okazje i wtracani sie
                    we wszystko. akceptujemy jako zone ojca a nie jako druga matke ktora na sile
                    stara sie zostac. szczegolnie ze mamy, kochamy i szanujemy swoja.
                    macochy nie mylcie rol.
                    • konkubinka Re: pomoc "macochy" 14.05.04, 09:51
                      a widzisz u mnie jest odwrotnie, moja macocha jest dla mnie jak druga matka i
                      do niej udaje sie ze wszystkim.A nie do matki.Wszystko zalezy od sytuacji.
                      W obecnym zwiazku i naszej rodzinie wyznaj jednak zasade ograniczonej
                      odpowiedzialnosci za dziecko M.Nie robie nic ponad to czego M ode mnie
                      oczekuje, mysle ze podobnie jest ui Domali .Gdyby maz powiedzial jej odpusc
                      sobie troche - zrobilaby to.
                    • domali Moment... 14.05.04, 11:18
                      izqa napisała:

                      sama stworzyla taka
                      > sytuacje jak domali - wtraca sie do wszystkiego probuje mediowac w
                      ewentualnych konfliktach

                      Czy założenie na forum dyskusyjnym wątku, w którym opisuję sytuację, w jakiej
                      się znalazłam, to próba mediatcji? Bo to za to się mnie potępia - że opisałam,
                      na pewno nieobiektywnie, sytuację w jakiej jest mój mąż, no i poniekąd ja.
                  • domali Re: do konkubinki 14.05.04, 11:15
                    kuku-007 napisała:

                    > Co do zazdrości - jak można podejrzewać, że ktoś komuś (rodzinie z dzieckiem)
                    > zazdrości, że mieszka w akademiku? Naprawdę nie wiem smile Moim zdaniem czegoś
                    > takiego można jednie współczuć - brak własnego, choćby najmniejszego
                    mieszkanka = brak stabilizacji - świadczy to o niezaradności faceta i
                    przynajmniej ja uważam i tak odebrałam te uwagi.

                    Niestety mieszkanie jest w dzisiejszych czasach luksusem. Czymś, na co 'od
                    zaraz'nie stać często nawet najbardziej zaradnych facetów. Znam małżeństwa, w
                    których oboje pracują, zarabiają nieźle i dopiero zaczynają mysleć o kupnie
                    mieszkania, oczywiście na kredyt.
                    No i co powiesz o takich małżeństwach, które długie lata mieszkają na przykład
                    u rodziców? Toć to skrajna niezaradność.
                    Więc póki co, póki ja studiuję, a nie pracuję, mamy alternatywę - wynając
                    mieszkanie (no wtedy będzie można mówić, że jest stabilizacja, bo mieszkanie,
                    nie akademik) i wydawać ogromnę w Warszawie pieniądze, albo mieszkać w tym
                    akademiku i na przykład zacząc oszczędzać.
                    Oczywiście są osoby, dla których akademik to coś strasznego. Ja nie narzekam.
                    Co więcej, widziałam kilka mieszkań przeznaczonych na wynajem i powiem
                    szczerze, że w porównaniu z nimi standard naszego pokoju (notabene dużego, bo
                    ponad 20-metrowego) wydaje się być luksusem.
                    • pysia-2 Re: do konkubinki 14.05.04, 11:33
                      Ja roowniez nie rozumiem tego potepienia.
                      Ludzie, ja nie mam mozliwosci wynajecia pokoju w akademiku, bo co prawda
                      studiuje ale zaocznie i w innym miescie, a duuuzo bym dala, zeby miec taka
                      mozliwosc. A ze jej nie nie mam, musimy wynajmowac mieszkanie. I mimo ze oboje
                      pracujemy, mieszkamy z synkiem w kawalerce. Co prawda swietnie urzadzonej i z
                      wszelkimi luksusami, ale co z tego? To nadal tylko jeden pokooj z kuchnia i
                      lazienka. I co, jestesmy bardziej zaradni, bo mieszkamy w drozszym pokoju niz
                      Domali?
                      Przyjdzie kiedys czas na wlasne mieszkanie, ale jeszcze niepredko. Pooki co
                      trzeba oddawac ciezko zarobione pieniadze ludziom bardziej zaradnym zyciowo, bo
                      posiadajacym wlasne M, na ktoorym w dodatku zarabiaja...
                      • naturella Re: do konkubinki 14.05.04, 13:33
                        pysia-2 napisała:

                        > Przyjdzie kiedys czas na wlasne mieszkanie, ale jeszcze niepredko. Pooki co
                        > trzeba oddawac ciezko zarobione pieniadze ludziom bardziej zaradnym zyciowo,
                        bo
                        >
                        > posiadajacym wlasne M, na ktoorym w dodatku zarabiaja...

                        Oj tak tak... Trudno jest zarobić nawet na zdolność kredytową, skoro najpierw
                        trzeba spłacić długi ex w wysokości nawet kilkudziesięciu tysięcy... Oboje z
                        mężem zarabiamy dobrze, a dopiero w trzecią rocznicę naszego poznania się
                        mogliśmy pomyśleć choćby o wzięciu kredytu.
                        Trzeba też pamiętać o tym, że w starciu rozwodowym najczęściej jedna strona
                        zostaje goła i wesoła. I zazwyczaj ta goła strona musi wszystko zaczynać od
                        nowa. Nie jest to łatwesad
                        Więc byłabym też daleka od potępiania, wystarczyło mi potępienie własnej
                        rodziny, że jak to, facet trzydzieści parę lat i nawet mieszkania nie ma? Nie
                        ma. Bo zostawił byłej żonie i dziecku. I co, powinnam dążyć do tego, żeby ich
                        stamtąd wyrzucił? Nie... bo wiedziały gały co brały i sama się decydowałam na
                        to, że musimy razem dojśc do czegoś od zera. Dlatego też jestem daleka od
                        potępiania ludzi, którzy nie maja pracy, nie mają mieszkania albo takich, co
                        marnie zarabiają. Różne są sytuacje i nie zawsze wynika to z niezaradności
                        życiowejsad
                        • pysia-2 Re: do konkubinki 14.05.04, 13:53
                          Prosze cie, Naturello, nie uzywaj przy mnie powiedzenia "widzialy galy co
                          braly". Mam na nie straszna alergie
                          • naturella Re: do konkubinki 14.05.04, 13:59
                            pysia-2 napisała:

                            > Prosze cie, Naturello, nie uzywaj przy mnie powiedzenia "widzialy galy co
                            > braly". Mam na nie straszna alergie

                            Kochana, wiem, ale zważ, że używam tego w stosunku do siebiesmile więc to chyba
                            troszkę znaczenie zmieniasmile
                • kamila77 Re: 14.05.04, 10:14
                  "<jak smiala ulozyc sobie zycie z czyims bylym mezem>"

                  No, byly to on sie stal jakies 8-9 miesiecy potem (kolejki w sądach).

                  "Poza tym nie wiem czemu dziwicie sie , ze maz Dominiki nie pisze na tym
                  forum"

                  Przeciez pisze.
                • omama Re: 14.05.04, 13:06
                  Konkubinko!
                  Hmm, nie zauważyłam aby temat Domali był na tym forum specjalnie dominujący.
                  Natomiast to co piszesz o tematach Domali na machochach, dowodzi albo twojego
                  albo mojego niezrozumienia tego, jak funkcjonuja fora internetowa.
                  Ponieważ D straciła anonimowość nie może pod swoim nickiem uprawiać
                  anoinimowych pogawędek. D kretynką nie jest i wie o tym znakomicie. Każda jej
                  enuncjacja na temat eks - równie nieanonimowej Kamili - jest wszczęciem
                  publicznej kłótni na prywatne sprawy (magiel!), a nie wymianą poglądów
                  anonimowej userki. Moim skromnym oznacza to, że D lubi takie publiczne
                  pyskówki, choć wie, że muszą one zaogniać sytuację na domowym froncie. (Gdyby
                  nie lubiła albo kontaktowałaby się z K prywatnie, albo zaczęłaby pisać pod
                  zmienionym nickiem). W dodatku pisanie na temat zachowań K na macochach, do
                  których K nie ma dostępu (w tym momencie nie ma znaczenia, słusznie czy nie)
                  jest zachowaniem nietaktownym do granic dobrego smaku. Byc może właśnie dlatego
                  w niniejszym wątku D doczekała się paru pozbawionych sympatii uwag.
                  A co do twojego ostatniego stwierdzenia, to może się myle, ale w
                  przeciwieństwie do macoch, samodzielne nie są zamkniętym forum....
                  • linusia_75 Re: 14.05.04, 14:22
                    obiecałam sobie, że pisac tu nic nie będe, ale co tam, człowiek błędy
                    popełnia wink.
                    To, że forum macochy zostało zamknięte, jest ogromną osobistą zasługą kamili, o
                    czym sama doskonale wie. Wiedzą to też i inni, jak widać nie wszyscy. Argument,
                    że ona tam nie ma dostepu i pisanie tam o niej jest nie fair jest co najmniej
                    zabawny.
                    Dużo zabawniejsze jest to, jak głupi ludzie ferują wyroki z nieba. Wczoraj
                    poinformowałam męża, że go rzucę, bo noszę białe skarpetki do dżinsów i jasnych
                    adidasów. Jego wszystkie jasne skarpetki, które na zdjęciach mogą wyglądać jak
                    białe, rytualnie spaliłam. Nie chcę być taką żałosną sfrustrowaną byłą żoną,
                    która diagnozuje każdą nastepną żonę jakiegokolwiek faceta na podstawie
                    własnych uprzedzeń. Dzięki cennej wiedzy i mądrości niektórych już wiem, że
                    zaplułam i nic takiego mnie nie spotka wink.
                    Gratuluję wszystkim posiadającym własne mieszkania z niezastawioną hipoteką.
                    Ogłaszamy się z mężem totalnymi nieudacznikami, bo chociaż oboje pracujemy, to
                    takiego mieć nie będziemy bez dużego spadku po babci wink.
                    Niestety Dom, wiesz już, że nie możesz pisać na macochach bez narażania sie na
                    takie akcje. Ale kto powiedział, że będzie sprawiedliwie. Tylko czy warto
                    rezygnować z sensownych rad z powodu paru sfrustrowanych pań?
                    Szkoda mi tylko syna kamili. Naprawdę myslisz kamilo, że jak odreagujesz na
                    ojcu jego dawne winy, to będzie szczęsliwszy?
                    Linusia
                    • kamila77 Re: 14.05.04, 14:35
                      Linusia zareagowala na wezwanie domali i napisala, co napisala, między innymi:

                      "Dużo zabawniejsze jest to, jak głupi ludzie ferują wyroki z nieba"

                      "Nie chcę być taką żałosną sfrustrowaną byłą żoną, która diagnozuje każdą
                      nastepną żonę jakiegokolwiek faceta na podstawie własnych uprzedzeń."

                      "Tylko czy warto rezygnować z sensownych rad z powodu paru sfrustrowanych pań?"

                      To, jak rozumiem, byla lekcja obiektywizmu, wywazonego podejscia do cudzych
                      spraw itp, tak?
                      • pysia-2 Och, przestalybyscie juz dziewczyny 14.05.04, 14:47
                        Po co to wzajemne przeciaganie liny, przeciez wiadomo, ze kazda ze stron ma
                        swoje racje, w takich potyczkach nie udowodnicie sobie, ze jedna strona jest
                        bardziej winna, niz druga. Denerwuja mnie takie bezsensowne polemiki. Do
                        niczego nie prowadza, a juz na pewno nie do zazegnania konfliktu. Szkoda
                        nerwoow kazdej z was.
                        • kamila77 Och, no dooobra :)) (n/t) 14.05.04, 15:03

                      • domali Re: 14.05.04, 14:48
                        kamila77 napisała:

                        > Linusia zareagowala na wezwanie domali

                        Muszę Cię zasmucić. Do niczego nikogo nie wzywałam. A że ktoś, kogo znam
                        czasami reaguje, to hmmm, nie moja wina.
                        W paru wątkach można było w sumie napisać: agni_me zareagowała na wezwanie
                        kamili i napisała, co napisała...
                        • linusia_75 Re: 14.05.04, 16:44
                          hehe...
                          gdyby to była jedna angi, to kamila nie musiała by się użalać, że na machochy
                          ją nie wpuszczają wink.
                          Obiektywna nie byłam i nie mam nawet takiego zamiaru. Ja po prostu myślę, a nie
                          poddaje się emocjom.
                          Linusia
                      • linusia_75 Re: 14.05.04, 16:54
                        nie kamilo, to tylko rozbawienie na widok takiej głupoty.
                        Nie chcesz chyba powiedzieć, że twoje małżeństwo się rozpadło z powodu koloru
                        skarpetek męża wink?
    • m_o_k_o Re: hmmmmmm 14.05.04, 19:22
      Hmmmmmmmm powiem tak : dziecko najlepszy argument do toczenia bitwy!! Tylko o
      co, co zyskuje sie takim postepowaniem, czy problem sie rozwiązuje chyba nie!!!
      kamilo dlaczego nie odpuścisz i powiesz raz kozie smierć, puszcze syna, dam mu
      nr telefony, jakby co zaraz po niego jadę itd. Może powiedz dziecku, że tata
      chciałby sie z nim spotkać ale Ciebie nie będzie fizycznie blisko, ale jestes
      pod telefonem itd.
      Może pora skończyć wojenki i zacząć działać!!!!
      Wy toczycie pyskówki słowne na forum, a dziecko cierpi, a tak ogólnie wszyscy
      cierpią, niech ktos się okaże mądrzejszym i zakończy te potyczki.
      Kamilo może ty zacznijsmile
      • m_o_k_o Re: hmmmmmm 14.05.04, 19:28
        aaaa jeszcze Kamilo powala mnie twoja osoba - ofiara?? czy jak się zwie ale
        problem jest - problem to kontakty z ojcem Twojego dziecka?? a moze problemem
        jest osobista zemsta na ojcu twojego dziecka??? Odpowiedz sobie!!
        Nie uważam, że proble widywania się może miec taki głeboki "kryzys" skoro mimo
        wszystko rozmawiasz z ojcem dziecka, rozmawiasz na forum, romawiacie na wiele
        tamatów co swiadczy ilośc postów na temat ex i problemów, więc czemu na forum
        nie zawrzecie ugody????
        Może to sposób na problem.......
        Pozdrawiamsmile samodzielna moko, która nabyła tzw. mądrośc życiową i prawie
        byłemu mężowi nie ogranicza kontaktów z dzieckiem, bo po co co zyskuje nic,
        adając kontakty nie ograniczone zyskuje coś czego inni nie dostrzegająsmilesmile
        • cheddar Re: hmmmmmm 14.05.04, 22:22
          Tak sobie myślę m_o_k_o że tej mądrości życiowej to Ty nie odzyskałaś. Widzę,
          że kamila sobie odpuściła i dobrze tę dyskusję. Mówią, że dobrymi radami piekło
          brukowane. Myślę, że autor tego powiedzenia miał na myśli tego typu rady, co
          moko. Zastanów się, zanim coś podpowiesz, zwłaszcza wydając tak kategoryczne
          sądy. Nie bronię tu kamili, bo nie muszę. Ja jestem w podobnej sytuacji i wierz
          mi dziewczyno, nawet nie wiesz o czym mówisz. A to tylko wkurza, zamiast
          uspokajać.
    • kasiajulia Re: Przepraszam, że tutaj 16.05.04, 13:45
      Nie przepraszaj, że tutaj piszesz, bo gdzie masz to robić?
      Napisz koniecznie co u Ciebie, jak minęła niedziela,
      Pozdrawiam serdecznie, całym sercem.
      Katarzyna.
    • kasiajulia Re: Przepraszam, że tutaj 18.05.04, 09:23
      Szkoda, że się nie dogadaliście w dniu Komunii Św. Kamila.
      Pozdrawiam.
      K.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka