kamila77 28.05.04, 19:22 kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,53302,1626405.html Polecam lekture, zwlaszcza dziewczynom "na rozdrożu" i przy okazji zapewniam, ze ta Kamila z tekstu to nie ja Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
edzieckokarenina Re: O zdradach 28.05.04, 19:47 ja dodam jeszcze: serwisy.gazeta.pl/zdrowie/1,51269,159189.html ale tak na marginesie-czy ktoś mi zechce odpowiedzieć na pewne pytanie?... otóż odkąd pamietam mówiono,ze statystycznie mężczyzna zdradza częściej niż kobieta i że ma więcej partnerek niż kobieta.Przyjmuje sie to jako pewnik,ale w takim razie z kim oni sypiają i z kim zdradzają -sami ze soba? Jeżeli "robią to z kobitami" to statystycnzie wychodziłoby pól na pół. a moze po prostu kobiety nie są szczere biorąc udział w takich ankietach i stąd podają mniejszą liczbe kochanków i nie przyznają sie do zdrad? Ale sie rozpisałam...moze bez sensu gadam...? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
pelaga Re: O zdradach 28.05.04, 20:18 edzieckokarenina napisała: > ale tak na marginesie-czy ktoś mi zechce odpowiedzieć na pewne pytanie?... Ja zechce > otóż odkąd pamietam mówiono,ze statystycznie mężczyzna zdradza częściej niż > kobieta i że ma więcej partnerek niż kobieta.Przyjmuje sie to jako pewnik,ale > w takim razie z kim oni sypiają i z kim zdradzają -sami ze soba? > Jeżeli "robią to z kobitami" to statystycnzie wychodziłoby pól na pół. No niekoniecznie, ja to rozumiem tak, ze znajduja sobie inne, mlodsze i zazwyczaj jeszcze wolne kobiety, wiec one nikogo nie zdradzaja. A ze nie przeszkadza im obraczka to juz zupelnie inna para kaloszy. Ja osadzac nikogo nie zamierzam, bo tez kiedys zafascynowal mnie zonaty facet i wiem, jak to jest. > a moze po prostu kobiety nie są szczere biorąc udział w takich ankietach i > stąd podają mniejszą liczbe kochanków i nie przyznają sie do zdrad? Ja jednak mysle, ze kobiety po protu maja mniej okazji i stad to wynika. No i z charakterow odmiennych od meskich. Kobieta prosto po pracy leci do domu, do dzieci, do domowych obowiazkow. Wielokrotnie nie dba o siebie tak, jak powinna, nie poswieca dla siebie odpowiednio duzo czasu, bo tez jej pan zazwyczaj do domu sie nie spieszy i nie pomaga jej za bardzo. Rezultat jest taki, ze ona wieczorem pada ze zmeczenia, bez ochoty na upojny seks, wiec on szuka go na boku. Zanjduje sobie kochanke, ktora widujac go nieczesto zawsze ma ochote na ten upojny seks, idealizuje kochanke i zona chocby byla swietna wypada blado. A gdyby niejeden z panow zechcial pomoc zagonionej malzonce to wszystko wygladaloby zupelnie inaczej. Ale pewnie, ze sa tez zdradzajace kobiety i nie twierdze, ze cala wina lezy po meskiej stronie. Ale mysle jednak, ze statystyki nie klamia i jednak mezczyzni zdradzaja czesciej. Poza tym mezczyzni odchodza zazwyczaj do innej, kobiety potrafia odejsc z zupelnie innych powodow niz inna milosc. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
tata_malolata Re: O zdradach 30.05.04, 20:37 edzieckokarenina napisała: > ... statystycznie mężczyzna zdradza częściej niż > kobieta i że ma więcej partnerek niż kobieta.... > ale w takim razie z kim oni sypiają i z kim zdradzają... -------------- Jest takie powiedzenie, że są małe kłamstwa, duże kłamstwa i statystyki. Słusznie zauważa OMAMA, iż uwarunkowania "kulturowe" powodują, że męzczyźni częsciej niż kobiety przyznają się (co więcej niektórzy nawet chwalą się) do takich wyczynów. Tak więc pomijając statystyki należy zadać sobie pytanie z kim wogóle ci mężczyźni zdradzają swoje żony ? A może mężczyźni nie zdradzaliby gdyby nie.... przyzwolenie ze strony żon innych mężczyzn ? Właśnie - jest całkiem spora liczba kobiet, które dość "lekko" traktują pewne "obyczaje". Mężczyzna - nawet najbardziej "chętny" nic by nie wskórał gdyby właśnie nie taka "łatwa zdobycz". A że dzisiejsze czasy wolności obyczajowej sprzyjają, to nie dziwcie się, że liczba rozwodów z pewnością maleć nie będzie ... (vide przykład zachodniej Europy). Odpowiedz Link Zgłoś
kamila77 Re: O zdradach 30.05.04, 20:54 Jest spora grupa kobiet, ktore lekko traktuja sprawy wiernosci. Druga, co najmniej tak samo sporo - podobnie lekko traktujacych "te sprawy" panow. Moze, tato malolata, ogarnij te dwie grupy w jedna? Zamiast (uwaga, uzywam brzydkiego slowa) pieprzyc o tym, ze to wina "rozwiazlych kobiet". Mysle ze zdradzanej kobiecie wszystko jedno, czy mąz sie stuka na boku z zakonnica czy prostytutka. Odpowiedz Link Zgłoś
tata_malolata Re: O zdradach 31.05.04, 12:25 kamila77 napisała: >...sporo - podobnie lekko traktujacych "te sprawy"panow. ------------------ Ależ są, całe stada... Przyznam, że nawet wśród moich kolegów (których bym o to nie podejrzewał) zdarzyło się przynajmniej kilku, którzy zdradzali. Ciekawe jest też inne zjawisko... Zetknąłem sie już kilka razy z wypowiedziami żonatych-wiernych, którzy mówili z lekką nutką zazdrości : "wiesz stary, ty - teraz w twojej sytuacji - możesz korzystać z życia do woli...". Do licha?!?!?! Może nie wszyscy tak myslą ale jednak wielu ... A czy kobiety też tak kombinują ? > Może, tato malolata, ogarnij te dwie grupy w jedna? Zamiast (...) pieprzyc o tym, ze to wina "rozwiazlych kobiet" ------------------ Ja tylko piszę, że z samego chcenia niegrzecznych chłopców nic by nie było. Potrzebne są niegrzeczne dziewczynki. Odpowiedz Link Zgłoś
ma_dre Re: O zdradach 31.05.04, 04:56 tata_malolata napisał: A że dzisiejsze > czasy wolności obyczajowej sprzyjają, to nie dziwcie się, że liczba rozwodów z > pewnością maleć nie będzie ... (vide przykład zachodniej Europy). Tato malolata, skad u ciebie ta doglebna znajomosc przyczyn rozwodow w Europie zachodniej ??? Musze tutaj zaprotestowac i sprostowac, nie wiem co prawda jak to dokladnie jest w calej Europie zachodniej, ale ty pewnie tez nie ! Wiec takie generalizowanie i jednoczesne demonizowanie krajow zachodnich mnie oburza ! Jesliby ciebie sluchac i przeanalizowac to co piszesz, to liberalnosc obyczajow dziala tam tylko w jedna strone, tzn jesli chodzi o "MNIE", a juz partnerowi nic nie wolno, zaden skok w bok nie zostanie wybaczony ! I tu mylisz sie. Akceptacja zdrady ze strony partnera jest o wiele wieksza niz ci sie wydaje. Powodow wzrastajace liczby rozwodow jest bez liku, podam kilka, wcale nie "grzesznych" : - o wiele mniejsza troska o to "co ludzie powiedza" niz w naszym kraju, - niezaleznosc finansowa wspolmalzonkow, wiadomo, jak sie ma forse latwiej jest odejsc i ulozyc sobie zycie na nowo... - postepujaca emancypacja kobiet, pewnie niestety wieksza niz w Polsce a co za tym idzie rosnace wymagania kobiet w stosunku do partnera, coraz wiecej kobiet nie godzi sie na meza kanapowca, - maleje tez presja spoleczenstwa i rodziny w stosunku do samotnych, pomysl o naszym swojskim "niechby pil, niechby bil byle byl !" Liczba rozwodow wcale nie swiadczy o "moralnosci" spoleczenstwa, wrecz przeciwnie, ich wzrost dowodzi ze jest wiele osob, ktore nie godza sie na zycie w zaklamaniu i stanowczo woli przerwac dramat niz ciagnac go latami z roznych powodow... Dodam, ze mam 10cio letnie doswiadczenie z zycia w conajmniej jednym z krajow zachodnich... Odpowiedz Link Zgłoś
tata_malolata Re: O zdradach 31.05.04, 13:02 ma_dre napisała: > demonizowanie krajow zachodnich mnie oburza ! ------------------ No cóż. Byłem tu i tam. Są rzeczy, które mi się podobają - więc nie demonizuję. > ... jesli chodzi o "MNIE", a juz partnerowi nic nie wolno... ------------------ Ależ nie - stanowczo uważam, że zdrada zawsze jest zdradą - jest zła. Nie ważne kto - czy on czy ona. >... zaden skok w bok nie zostanie wybaczony ! I tu mylisz sie. > Akceptacja zdrady ze strony partnera jest o wiele wieksza niz ci sie wydaje. ------------------- Nie wiem skąd sobie wymyślasz jakieś moje twierdzenia i poglady. A co do wybaczania. Każdy ma swoja "miarę" rzeczy wybaczalnych i niewybaczalnych. Ja akurat jestem zwolennikiem wybaczania i chyba wybaczyłbym wszystko... > Powodow wzrastajace liczby rozwodow jest bez liku, podam kilka... ------------------ Te, które podałaś świadczą o stawianiu wyżej wolności osobistej nad odpowiedzialnością. I mnie osobiście się to nie bardzo podoba. Ja nazwałbym tak pojmowaną wolność osobistą raczej "egoizmem" i "chodzeniem na skróty". > Liczba rozwodow wcale nie swiadczy o "moralnosci" spoleczenstwa, wrecz > przeciwnie, ich wzrost dowodzi ze jest wiele osob, ktore nie godza sie na > zycie w zaklamaniu i stanowczo woli przerwac dramat niz ciagnac go latami > z roznych powodow... --------------------- Wydaje mi się, że względna "łatwośc" do anulowania przysięgi "nie opuszczę się aż do śmierci" sprawia, że dość lekko traktuje się zobowiązania małżeńskie. Mnie się znudziło - do widzenia! (pomijam prawdziwe dramaty, zdrady, alkohol itp.) A czy brak odpowiedzialności jest świadectwem niskiej moralności? Może nie należy tak ostro tego stawiać, po prostu jest zwykłym... brakiem odpowiedzialności. Odpowiedz Link Zgłoś
omama Re: O zdradach 28.05.04, 22:18 Mężczyźni podają więcej partnerek niż mają (ho ho jaki ze mnie samiec alfa), a kobiety mniej partnerów (bo ja cnotliwa dziewica jestem). No i jest jeszcze prostytucja. Odpowiedz Link Zgłoś
justinka_s Re: O zdradach 01.06.04, 11:19 no dobrze, ale jak sie z tego wyleczyć? tzn z cierpienia po zdradzie? to pytanie za 100 pktów Odpowiedz Link Zgłoś
martara Re: O zdradach 14.06.04, 22:42 A ja myślę, że bym wybaczyła...nie w imię zakłamania czy dlatego, że tak jest wygodniej lub, że nie potrafię spojrzeć prawdzie w oczy... mąż mnie zdradził - w prawdzie nie byliśmy jeszcze małżeństwem, ale jednak był wtedy również z kimś...o czym ja początkowo nie miałam pojęcia, a mnie deklarował wierność... ta dziewczyna miała dziecko... i może to głupie ale ja najbardziej miałam mu za złe to, że robił jej nadzieję na związek, który i tak nie wchodził w grę.. Poza tym myślę, że jesteśmy ludźmi...popełniamy błędy - nikt z nas nie jest od nich wolny.... Zdrada boli - to jasne i mnie bolało....ale przeszło.. A co do zachodu - mieszkam tu i wiem jaka jest filozofia niektórych - spotykamy się czasem, "robimy sobie dobrze"- mam nadzieję, że nikogo nie urażam tak pretensjonalnym stwierdzeniem.... i "nikogo nie krzywdzimy"... czyli filozofia jest taka... mamy romans, jesteśmy dorosłymi ludźmi wiemy czego chcemy...łączy nas miłośc fizyczna, jest nam razem fajnie w łożku i tyle.. NIe zamierzamy burzyć dotychczasowych związków.... Wszystko jest pięknie oczywiście, do momentu kiedy ta druga strona się nie dowie..... - tak sobie myślę. Wtedy zaczynają się problemy...pytania dlaczego...myśli o tym, że ktoś coś zepsuł, że nie wybaczę, nie zapomnę.. czy wybaczyć znaczy zapomnieć? czy może raczej zaakceptować taką rzeczywistość i nie wracać do niej już nigdy więcej? Myślę, że gdyby mąż mnie zdradził, to odbierała bym to nie jako osobistą porażkę, ale jako potencjalne zagrożenie dla stabilności mojego związku, rodziny sytuacji finansowej (również) zastanawiała bym się i bała o nasze dziecko- jak ono to przyjmie gdyby miało dojśc do rozpadu rodziny, Na moją ambicję nie działają takie rzeczy...nie czuję się upokorzona, bo on mnie zdradził.... A gdyby nawet tak było, że mąż odchodzi bo chce układać sobie życie z kims innym, to i ja starała bym się ułożyc sobie własne. na pytanie Dlaczego - trudno jest odpowiedziec w takiej sytuacji, ale odpowiedzieć powinny sobie chyba obie osoby... nic nie dzieje się bez przyczyny. Myślę, że tu nie chodzi tylko o zasady, kwestie moralności, wychowania ... Ja mam taką filozofię w życiu, że jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy, czasem takie które mogą zranić innych ,bliskich nam ludzi.. Sporo w życiu widziałam i sporo przeszłam, mam wielu znajomych z którymi dzielę ich smutki i radości...i jedno wiem na pewno, odpowiedź na pytanie dlaczego jest nie możliwa do uzyskania... Poza tym myślę, że we wszystkim trzeba miec trochę zdrowego rozsądku... no bo jeśli ktoś jest z żonatym facetem, który ma rodzinę, albo z kobietą która ma rodzinę...to czego się spodziewa? Muchy bierze się na miód a nie na ocet... taka osoba, która ma zobowiązania będzie dla swojej kochanki czy kochanka miła dobra tkliwa kochająca...normalne..trudno, żeby było inaczej... Ale to może nie znaczyć "chcę spędzić z tobą moja kochanko czy mój kochanku resztę życia"... i o tym niektórzy jakby zapominają... Ludzie szukają usprawiedliwienia dla swoich "moralnych nieuczciwości" więc czasem wymyślają, że zona nie taka, że seks kiepski, że nia ma dla mnie czasu czy kwiatów nie kupuje, że nieudacznik, że niezaradny... Ale to tylko żeby ulżyć naszemu biednemu sumieniu. Jesteśmy więźniami swojej cielesności...niestety.. Jak mówi Św. Paweł...nie czynię tego co chcę lecz czynię to czego nie chcę.... - każdy oczywiście może inaczej interpretować te słowa a niektórym nawet mogą się one wydać nie na miejscu .... A jednak jesteśmy tylko ludźmi.. Jak się na coś decydujemy to dobrze jest przewidzieć konsekwencje... i zapomnieć o historii o księciu na biłaym koniu i królewnie zamkniętej w wieży...i pamiętać o tym, że nie wszystkie historie kończą się happy-endem. Ja jedno wiem na pewno... jeśli mąz obecnie chciał by mnie zdradzić.. to ja przyjęła bym go spowrotem... Jestem życiowo zaradna i niezależna ekonomicznie mam dobra pracę mam kochanych rodziców rodzinę i przyjacioł.... Gdyby chciał wrócić to ja bym go przyjęła - jak to już raz zrobiłam... Trzeba wiedzieć że jest się słabym człowiekiem, aby przyjąć słabość innego człowieka. Aby zrozumieć... NIe zdradzam mojego męża....- dla jasności, ale nie jestem doskonała, mam swoje wady, nie jestem najpiękniejsza na świecie, ale związąłm się z tym a nie innym facetem nie tylko po to abym w życiu nie była zdradzona...nie dla gwarancji wierności... tylko z wielu innych powodów. Mój mąż - zdradzając mnie okazał słabość - a nie to, że jest potworem bez serca...uległ takiej samej pokusie jakiej ulegają złodzieje i całkiem przyzwoici ludzie którym czasem coś się przyda.. Bycie moralnym nie polega wg mnie na nie akceptowaniu niemoralności... Nie staję się bardziej moralny czy moralna dlatego, że czyjś błąd (nawet bardzo duży) mnie gorszy czy burzy mój moralny świat. A tak się czasem niektórym wydaję - nie wybaczę bo ja nie zdradziłem czy nie zdradziałam - czyli nie zaakceptuje twojej niemoralności bo sam w ten sposób niemoralny nie byłem.... A gdybyś zdradziła - to byś wybaczyła?- samo pcha się na usta..... Mam nadzieję, że może nie zlinczujecie mnie za moje poglądy i może znajdzie się ktoś kto zechce podyskutować na ten temat... pozdrawiam Marta Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: O zdradach 14.06.04, 23:49 Wszystko zależy od podstawowych, wyznawanych przez daną osobę wartości. Ja również uznaję prawo do popełniania błędów. Ale nie do NIESKOŃCZONEJ ilości błędów. Wyznawane przeze mnie wartości, do których między innymi należy lojalność, uczciwość i prawdomówność/szczerość wykluczają sytuację bycia nadal z człowiekiem, który jest nielojalny, nieuczciwy i kłamie w żywe oczy. Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
martara Re: O zdradach 15.06.04, 00:27 A dlaczego? Czy nie poełnienie danej winy daje nam prawo do osądzania i skazywania? I tu nie chodzi o system wartości ani o wysoką moralność...ale o zwykłe ludzkie zrozumienie czyjegoś błędu, przyjaźń między człowiekiem i człowiekiem, którzy zdecydowali kiedyś, że razem przejdą przez meandry życia... Chodzi zwyczajnie o to, że żyje się z człowiekiem a nie z "bogiem" i ten człowiek błądzi i popelnia błąd.... Kto z Was jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień....- i nie ma mowy o tym, że bez takiej samej winy - ale bez winy w ogóle..... Oczywiście rozumiem, że to co wiąże się z najdelikatniejszą sferą naszego życia - intymną, najtrudniej przeboleć... i wybaczyć... i najłatwiej rzucić ten kamień.... Chalsia- piszesz, że "nie uczciwość i prawdomówność/szczerość wykluczają sytuację bycia nadal z > człowiekiem, który jest nielojalny, nieuczciwy i kłamie w żywe oczy." Czyli co jak zdradzi to powinien zaraz przybiec i się pochwalić? NIe atakuję... przepraszam z góry ale chcę zrozumieć Twój spsób myślenia. pzdrawiam Marta Odpowiedz Link Zgłoś
chalsia Re: O zdradach 15.06.04, 00:52 Ja po ludzku mogę zrozumieć błąd, ba, nawet więcej niż jeden. Ale jak tych błędów jest już sporo, a niektóre się powtarzają, to znaczy, że dany osobnik się nie uczy na błędach. I pewnie będzie je dalej powtarzał. A to mi już nie odpowiada. I tu własnie wkracza kwestia wyznawanych wartości. Nie moralności a właśnie wartości. A co do pytania "> Czyli co jak zdradzi to powinien zaraz przybiec i się pochwalić" Jasne, że nie. ALe na pytanie wprost o to co się w związku dzieje (bo w domyśle dobrze się wtedy już nie dzieje), albo czy ma kogoś, ktoś w zaparte łże, to niedobrze. Więcej szans na wybaczenie będzie miał taki, który zapytany/przyłapany będzie miał odwagę cywilną do szczerej rozmowy. No a jeśli tenże facet już nie raz ALE na różnych frontach życiowych (tzn. zdradził raz), w innych sytuacjach, się takim okazywał, to o czym my mówimy? Po prostu - ile razy można tolerować ten sam błąd? Pozdrawiam, Chalsia Odpowiedz Link Zgłoś
justinka_s Re: O zdradach 15.06.04, 08:32 Marta nikt Cię nie zlinczuje , a przynajmniej ja nie, mądrze bardzo napisałaś wiem, każdy popełnia błedy, ale trzeba je naprawiać wiesz...opowiem Ci moją sytuację pokrótce szczęsliwa jak nigdu, rodze dziecko mąz za pół roku odchodzi, spadło jak grom z nieba, na dodatek jasnego, okłamywał mnie w ciązy już, a nigdy nie dało sie zobaczyć, ze coś mu nie gra, nigdy się nie skarzyl, wręcz przeciwnie dobra, błąd popełnił 2 tyg. nasyla na mnie policję oka, wybaczam, za jakiś czas pytam o powrót, odmawia, składam pozew o rozwód, ale kocham nadal nie ocknał się, kolejna sprawa, prokurator, opisywanie w gazetach, znowu kolejna , policja tym razem, bo prokurator się uśmiał oka...wybaczam w duchu ale on nadal jest ze swoją kochanką, w sądzie oskarża mnie o puszczanie się... teraz minęło ponad rok, a on nawet błedu nie próbuje naprawić teraz ja też rozumiem, ze zdrada fizyczna to nic...chociaż sama nie zdradzilam, ale rodzina to wszystko, a ja jej nie mam jak mam mu wybaczyć, jak on nawet nie przeprasza? nie prosi, nie rozmawia, nie wykazuje skruchy nie wraca, jest u niej...chociaż przyznaje sam w sądzie , ze chciał wrócić...tylko dlaczego mnie o tym nie powiedział, nie staral się załagodzić sytuacji? o tym mówię...wybaczyć wszystko mozna ale człowiekowi, który na to zasługuje Odpowiedz Link Zgłoś
virtual_moth Re: O zdradach 15.06.04, 09:11 Boże, jakie to wszystko typowe, powtarzalne, przewidywalne! Justinka, chyba trafiłaś na egzemplarz z tej samej taśmy produkcyjnej co mój Zdradzał mnie od 6-7 miesiąca mojej ciąży. Z różnymi kobietami. Miał jedną "ulubioną" i od niej dowiedziałam się o wszystkim, 9 miesięcy po porodzie. Chciałam mu wybaczyć, opisywałam moje rozterki nawet tu, na forum. Jednak nie wybaczyłam, ponieważ on wolał jedną ze swych kochanek. Jeszcze przez 2 miesiące po rozstaniu nasze relacje były poprawne. Potem on zaczął mnie nienawidzić, oskarżać mnie o coś, winić za czyny, których nie popełniłam (nie związane z tym, co się mniędzy nami wydarzyło). Nie potrafię zrozumieć co mu odbiło. Zależy mi na poprawnych stosunkach ze względu na nasze dziecko, wiele razy pytałam o co mu chodzi i próbowałam nawiązać rozmowę, bez skutku. Nie mam pojęcia dlaczego zaczął mnie nienawidzić! Przeczytałam tu na forum niedawno, że tego, kogo skrzywdziliśmy, zaczynamy nienawidzić... Może to o to chodzi??? Czasami zapominam, że to on mnie zdradził i upokorzył. Czasami czuję się, jakbym to ja popełniła jakąś zbrodznię... Tylko nie wiem jaką. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
martara Re: O zdradach 15.06.04, 11:46 Wiecie - mi raczej chodzi o taka sytuację, w której ktoś popełnia błąd, ale wie, że to zrobił i nie bylo to dobre..... i jednak żałuje. Słysze często od kobiet i mężczyzn, że zdrada raz na zwsze przekreśla związek - małżeństwo.. i tego troche nie rozumiem.... Myślę,że to co sie dzieje - wszystko co ma miejsce w związku dwojaga ludzi zmienia ten związek. Czynimy go innym każdego dnia. Choć nie zwasze jest on taki jak byśmy chcieli. Słysze czasem że mąż do żony czy na odwrót - mówi, jak mnie zdradzisz to nie masz czego więcej tu szukać.... A ludzie naprawdę robią czasem gorsze rzeczy sobie nawzajem, niż seks z przygodnie poznaną osobą - czyli zdrada. pozdrawiam Marta Odpowiedz Link Zgłoś
ania_rosa Re: O zdradach 15.06.04, 12:30 Marto z duzym zainteresowaniem przeczytalam Twój post, bo wchodzi " w głąb" problemu. Ale. Ale myslę sobie, że taki pragmatyzm powinien byc ostrożny w ujawnianiu się. Ja tez jestem głęboką pragmatyczką, nie zrozumiem twierdzeń "zakochałam się w draniu i musiałam się poddać tej miłości, bo miłośc jest od nas niezalezna". Jak pisalam wiele razy: sami determinujemy swoje zycie poprzez decyzję, czy chcemy byc tego zycia świadomi, czy nie. Zakochanie się może być durne i chmurne, ale nie musi się z tego zakochania rodzić dzieci i wychodzić za mąż. Miłośc jest decyzją. A ponieważ jest decyzją, to rodzi konsekwencje: między innymi w obszarze zdrady. Uważam podobnie jak Ty, ale zachowuję swoje przemyślenia dla siebie. Uważam, że czym innym jest przemyslenie pewnych potencjalnych problemów (tj. zdrada) i wyprowadzenie z tego refleksji, a czym innym dawanie do zrozumienia partnerowi, że nasza miłość jest milością pełną i akceptującą. Dlatego ja wyrażam brak przyzwolenia na zdradę dla siebie i partnera, ale w sytuacji kryzysowej, sądzę, że zdobyłabym się jednak na obiektywny osąd. A sądzę tak dlatego, że w moim pierwszym małżeństwie byłam zdradzona i sama zdradziłam. W ogóle uważam, że zdrada jest rysą i to nie tylko w konkretnym związku, w ktorym nastąpiła, ale także we wszystkich późniejszych. Zmusza do pamiętania o tym, że życie nie znosi kwantyfikatorów, ale z drugiej strony każe pamiętać, że związek nie znosi usprawiedliwień i przyzwoleń. Wyostrza czujność, ale i pogłębia zrozumienie dla partnera. Jest mieczem obosiecznym, który może uderzać w bolesne punkty, ale tez przecinać ropnie. Dlatego z jednej strony warto miec na uwadzę maksymę "nigdy nie mów nigdy", ale z drugiej strony warto wiedzieć, dlaczego kiedyś wypowiedzielismy słowa "i ślubuję ci miłośc, wiernośc, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci". I to własnie powoduje, że w sytuacji zdrady warto odsunąc na bok zranioną ambicję i zastanowić się nad sensem naszego związku w ogóle. A przede wszystkim jeszcze wczesniej należy się zastanowić nad tym, z kim się ten związek zawiera i wzbić sie ponad "motyle w brzuchu". Szczególnie jeśli mamy dziecko. Rosa Odpowiedz Link Zgłoś
sokka Re: O zdradach 15.06.04, 13:07 we mnie nie ma przyzwolenia na zdrade, ani z mojej ani jego strony... dajac slowo nie powinno sie zakladac, ze mozemy je zlamac. natomiast nie jest to rownoznaczne z niewybaczeniem zdrady - trudno to rozwazac teoretycznie, poniewaz nigdy nie wiadomo, jak sie czlowiek zachowa w sytuacji ekstremalnej, a to jest juz sytuacja ekstremalna - ale mysle, ze wybaczylabym... miedzy akceptowaniem potencjalnej mozliwosci zdrady, a wybaczeniem tej juz zaistnialej nie ma znaku rownosci. co zas do samej istoty zjawiska, ja sama wychodze z zalozenia, ze latwiej unikac pokus niz sie pozniej im opierac. co ciekawe, jako nastolatka myslalam dokladnie odwrotnie, uwazalam wrecz, ze milosc jest niezlomna i im wiecej prob przechodzi, tym lepiej... ale bylam mloda i glupia Odpowiedz Link Zgłoś