grusz-enka
06.03.12, 09:27
Sąd zasądził mi alimenty, ale eks się odwołał od wyroku sądu. Do tej pory nie interesował się synem w ogóle. Przysługują mi też alimenty zaległe. Eks zarabia w miarę dobrze, ale ma na utrzymaniu drugie małe dziecko i jest przewlekle chory.
Ja zarabiam trochę mniej od eksa, w każdym razie więcej niż średnia krajowa. Eks napisał wzruszające odwołanie i nie mam nerwów z nim walczyć. Adwokat mówi do mnie: "to są pieniądze pani dziecka", no i ma racje. Z drugiej strony mnie ta cała walka rozsypuje w połączeniu z tą jego chorobą. Sąd sugeruje, żeby eks dziecko posłał do żłobka, chocby prywatnego, eks pisze, że nie pozwoli, aby sąd pozbawił jego dziecko matczynej opieki (to znaxczy to młodsze, które ma z aktualną żoną).
Eks kręci jak może, co mnie wkurza z kolei i nie mam ochoty dawać się robić w konia. Przedstawił spreparowane zaświadczenie o zarobkach, pisze, że w pobliżu nie ma placówki, ktora mogłaby przyjąć jego dziecko, gdy tym czasem ze wstępnego rozeznania wynika, że owszem są - oczywiście zawsze jest pytanie, czy są miejsca.
Z drugiej strony, ta walka mnie wyniszcza. Mam ochotę machnąć na to wszystko ręką, chce dawać jakąs symboliczną kwotę to niech daje. Jak syn dorośnie i będzie chciał wiedzieć, to sam się przekona, jakie jego ojciec miał dobre chęci.
Jak sądzicie.