Witam samodzielne mamy
Bardzo prosiłabym o pomoc w obiektywnym spojrzeniu na poniższą sytuację, bo może to ja się tylko czepiam...
Mój były nie widywal sie z dzieckiem od roku, choć mu tego nie zabranialam. Kontakty nie są uregulowane sądownie, nigdy o to nie wnosił ani nie byl nimi zainteresowany. Po sprawie o podwyzke alimentow,gdzie jednym z argumentów za podwyżką byl zupełny brak osobistych starań o dziecko, zapałał nagle ojcowskim instynktem i postanowił odnowic kontakty. Oczywiście się zgodziłam.W skrócie, przy pierwszej probie odebrania dziecka, wczoraj, ojciec wzywa policje na rzekome utrudnianie kontaktu,ktore nie mialo miejsca, (wygladalo to tak ze ja zeszlam z mala i ciuchami na dol i probowalam mu wyjasnic jakie leki i kiedy ma jej dawac, ojciec mnie ostentacyjnie ignorowal, nie byl zainteresowany, w koncu wsiadl do auta a ja wrocilam z mala na gore). Policja weszla do mnie, stwierdzili ze dziecko jest spakowane i czeka na ojca, informuja go o tym, ojciec wraca po godzinie i słysząc, że w trakcie planowanego pobytu ( tygodniowego) dziecku skończy się syrop przewlekle brany i będzie musiał mu go dokupić bez recepty za ok.20 pln, na co ojciec reaguje zdecydowaną odmowa i tzw. fochem., odchodzi nie zabierając dziecka. Wraca ok. 22 gdy dziecko juz prawie spi i niemalze blaga matke zeby jednak dala mu dziecko, obiecuje poprawe, brak awantur, itp. Matka sie zgadza dla swietego spokoju, dziecko odjezdza z ojcem. Ojciec w dalszym ciagu odmawia dokupienia syropu, w koncu dla swietego spokoju dzis rano kupuje syrop i wioze go do ojca. Ojciec i jego matka "grożą" mi zalożeniem sprawy o kontakty oraz twierdzą, że matka ma obowiązek wydać dziecko ojcu z jak to ujeła matka ojca : pełnym wyposażeniem, czyli odzieża, lekami, kosmetykami, itp. W dodatku ojciec jak tylko moze uniemozliwia mi kontakt ze soba, odmawia podania komorki ktorej uzywa, podobno usunal stary adres mail (tiaaa, akurat) i nie zamierza miec innego, wszystko kaze zalatwiac mi w jego miejscu zamieszkania, a na to ja nie mam ochoty. Twierdzi ze go nie stac zeby kupic ten syrop, ale na wakacje i kino w nowa pania i jej synkiem ma. Przykre.
Pytanie 1 .
Czy istnieje taki zapis w KRiO lub czy znane jest wam takie orzecznictwo sądowe, które nakazywałoby matce "wydawanie" dziecka ojcu wraz z zapasem ciuchów, kosmetykow, leków? Dodam tylko, że ojciec dostal pelen zestaw leków jakie dziecko bierze wraz z rozpiska co i jak (wspomniany syrop jest brany przewlekle) i jedynie informację, że gdyby się skonczył bedzie musial dokupic butelkę. Czy matka musi wydac dzieco z "pełnym wyposażeniem" i czy sąd może jej to nakazać ?
Pytanie 2.
Czy w powyższej sytuacji to ja - matka mogże zalożyć ojcu sprawę o uregulowanie kontaktów ? Jak to uzasadnić ? czy policja wyda mi notatkę z powyższej interwencji czy też jedynie sąd może o nią wnioskować ?
Zwariuję.
I tak sobie myślę, czy "lepiej" dla mnie jest zostawić kontakty nieuregulowane tak jak są i czekać aż mu instynkt przejdzie (czego rychło się spodziewam) czy też lepiej jest jednak żeby ja założyła sprawę o kontakty ?
Chciałam mu zaproponowac jakiś kompromis, np. że jeżeli chce brać dziecko regularnie, jak twierdzi, to przymijmy ze ja ciuchy mu będę dawać, ale on niech kupi chociaż dziecku kapcie, piżamke, szczoteczkę i pastę do zębów, jakiś żel do mycia, itp. Ale po pierwsze, z jasnie Panem nie ma kontaktu ( chyba ze osobiscie sie pofatyguje do niego, a i tu nie mam pewnosci ze mnie wpusci , pomijajac moj brak ochoty na takie kontakty), poza tym to by pewnie kosztowało wiecej niz ten syrop za 20zl, a on przeciez "mi płaci alimenty, i nie musi mi dawac ani grosza więcej".
Jak tu znalezc wyjscie najlepsze dla wszystkich a zwlaszcza dla dziecka.