Dodaj do ulubionych

Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle?

13.08.12, 15:50
Fajnie. Wywołałam małą burzę jednym postem, zobaczę jak tym razem.

Ten tytuł to prowokacja czy to co chodzi mi po głowie od dawna?

Macierzyństwo... kojarzy mi się z tyloma negatywnymi zdarzeniami albo: tyle negatywnych zdarzeń wydarzyło się w trakcie, że nie daję rady jako matka.

Uwielbiam te wszystkie komentarze: dziecko da Ci siłę! Cóż. Ja uważam, że dziecko nie ma w sobie siły, ba, nie jest rolą dziecka, podnosić skopaną matkę. A jeśli już matka leży, to co dalej?

Sama piszę czasem dziewczynom - psycholog, grupa wsparcia. Czy mam w to wierzyć? Super, jeśli działają punktowo, do celu, błyskawicznie i skutecznie, niemal broń inteligentna. A jeśli nie?

Zazdroszczę dziewczynom, które mogą mieć opiekę naprzemienną, które mają do pomocy ojca dziecka. Ja też mam wybór. Zostałam z dzieckiem, a "jak sobie nie daję rady to zawsze mogę ją oddać". 1350 km. Bagatela.

Moja matka. Po dwóch latach przyznała, że szkoda, że nie było jej przy mnie gdy zostałam sama. Czasem wpadała na parę godzin, w drodze z/na lotnisko po kolejnej wycieczce. Przyjechała na kilka dni po paru miesiącach, sprawy zawodowe, cóż, w takim wypadku TRZEBA było pomóc.

Mój ojciec. Byłam k... z bę..., która zniszczyła swoją karierę, "świetlaną przyszłość". Czymś najgorszym. Ponad rok obraźliwych sms-ów o każdej porze dnia i nocy. Miałam wrócić do rodzinnej firmy inaczej won z domu i wszystko mi zabierze. Przyjechał się ze mną zobaczyć, wyszłam z dzieckiem z domu i zaproponowałam spotkanie w kawiarni. Wrócił nie zobaczywszy mnie i wydziedziczył=).

Moja siosrta. SM. Kot ją zdenerwował w czasie wizyty, od słowa do słowa i wylądowałam z dzieckiem, kotem, wszystkimi rzeczami na klatce. Oczywiście nie mogłam przenocować w domu z matką, ojciec się nie zgodził. Nie sądzę bym kiedykolwiek jeszcze przyjechała do rodzinnej miejscowości.

Praca. Byłam pracownikiem mianowanym. Procedura zwolnienia trwała prawie rok. Dzień po zwolnieniu pierwszy raz krzyknęłam na małą. Miała półtora roku. Krzyczę do dziś. Staram się, raz jest lepiej, raz gorzej. To mój największy ból.

Właśnie jestem po scysji z kuzynką, linia ojca i gorąca wola by postąpić tak jak w przypadku reszty rodziny - adieu. Nie dam sobie znów wmówić, że to ja jestem ta zła. Znerwicowana. Tak. Nienormalna. Trudno. Zły timbr głosu. Tak, emocje na wierzchu, nie daję rady ich ukryć. Ale zła - nie.

Terapia? Zawalona. Opieka nad dzieckiem? Wymagała odbudowania choćby w minimalnym stopniu zaufania.

Całe życie byłam samotna. Ale też niezależna. Samotność i zależność, dla mnie to była mieszanka wybuchowa.

Kocham córeczkę, chcę by była szczęśliwa, ale jedyne co potrafię w tym momencie wymyślić, to oddanie jej ojcu. Nie wiem co będzie dla niej lepsze - płacz gdy ja płaczę czy nowy początek.
Obserwuj wątek
    • foringee Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 13.08.12, 23:21
      A czy ojciec ją chce? Opieką możecie się podzielić (o ile on jest normalny a nie jakiś popapraniec). Kilka lat jedno, kilka drugie, albo... mogłaś mu dziecko zawieźć na kilka miesięcy, na wakcje, byś stanęła na nogi i przestała patrzec na nie tylko jak na obciążenie.
      Ale wszystko zalezy jaki ten ojciec jest... dziecko ma prawo do obydwu rodziców. Znajoma wychowywała swoje po rozwodzie do 12 r.ż., potem pojechało do ojca do innego kraju, wszystko obgadane, zaplanowane przez całą trójkę z wyprzedzeniem.

      Moze zaś zwyczajnie łapiesz depresję z przemęczenia i wystarczy poszukać jakiejś dziewczyny w podobnej sytuacji by się na zmianę poopiekować dziecmi , odciążyć na chwilę od swojego i wyrwać z domu.
    • okruszek100 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 14.08.12, 00:30
      podczytuję Cię tu ostatnio i też mi się wydaje, że to co Cię dopadło to zmęczenie materiału.
      Może da się jakoś zorganizować, żebyś zrobiła coś miłego DLA SIEBIE?...
      Czytam Twój post i nie wiem właściwie DLACZEGO myślisz o oddaniu Małej ojcu? W znaczeniu- jakie masz argumenty?I co można by z nimi zrobić...Pewnie coś można....
      Ja też zazdroszczę ludziom, którzy wspólnie opiekują się dzieckiem, wspólnie czy naprzemiennie....wiadomo o co chodzi.Ale też nie zawsze mamy to czego byśmy najbardziej chcieli....
      Czy mogę coś dla Ciebie zrobić?No- na przykład zaprosić Cię do siebie, połaziłabyś po lesie, odpoczęła....smileNabrała jakiejś nowej perspektywy....
      Skąd jesteś?Jakbyś chciała wpaść na priv to tu: okruszek100@vp.pl
      rozumiem, ze jest ci momentami ciężko.Ale wszystko jest przejściowe....Jednak.W ogóle życie też jest przejściowewink

      • gosiamamaeryka1 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 14.08.12, 07:09
        Też tak miałam sad Jednak ty pieknie ubierasz w słowa i moje mysli. Jesteś zmęczona odpowiedzialnością za siebie, za dziecko, za swoją małą rodzinę. A może z małą zmieniłabyś klimat? Jakieś małe wakacje? kiss Pozdrawiam.
    • lilith76 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 14.08.12, 09:31
      Jesteś umęczona ciągnięciem tego macierzyńskiego interesu sama i zaraz ześlizgniesz się we własną wersję "Lśnienia". Każdą z nas by to dopadło.
      Wracaj do pracy i skorzystaj z opiekunki. Zacznij prowadzić jakąś część życia jako NieMatka inaczej ci "odbije".
      Jeśli mała idzie do przedszkola, to masz świetną okazję by zacząć być NieMatką choć na chwilę.
    • mag_pie Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 14.08.12, 10:53
      A czy Ty myślisz ze tylko samotne tak mają ?

      gdybyś była z ojcem dziecka to czy ojciec nie uznał by że zawaliłaś karierę z powodu tego i dziecka? a siostrę nie denerwował by kot?
      Daj spokój, każdy czasem krzyknie na dziecko. Chociaż krzyk to naprawde dość łagodna forma jaką widuję często u matek/ojców którzy wcale samotni nie są a znerwicowani i negatywni w stosunku do swoich dzieci o wiele bardziej.
      Ty przynajmniej o tym myślisz, czujesz że Twoje emocje nie są dobre.
      Nie ma związków idealnych, oprócz tego wszystkiego co napisałaś miałabyś jeszcze dodatkowe bodźce od faceta który zamiast pozmywać czy zrobić zakupu siedział by pół nocy przed kompem.

      Każdy ma czasem dość i ma ochotę wyjść i zostawić wszystko ( łącznie z dziećmi).
      Oddanie dziecka ojcu, to nie jest wyjście .Bez niej z rodziną nadal będziesz skłócona i znerwicowana. Czy praca Cię uszczęśliwi ?
      • ona3010 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 14.08.12, 21:44
        ja pierdziu... siedzisz w mojej głowie.
        tez czesto mysle o oddaniu dziecka ojcu, tez nie mam zadnej pomocy itp
        z 2 strony ciesze sie ze nie jestem samotnie "powalona" smile
        skoro Ty tak myslisz i ja to napewno ktoś jeszcze...
    • virtual_moth Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 14.08.12, 23:09
      Dla mnie niestety jesteś ekstremalnie irytująca i to nie z powodu nie czerpania przyjemności z faktu bycia matką. Jestes egzaltowana, skupiona na sobie. Owszem, macierzynstwo, nie tylko to samotne, to niełatwa rzecz, ale dzis juz na nikim nie robi wrażenia, że matka może tego nie lubić. Ma prawo. Ważne jest to, aby ponieść konsekwencje i nie dać dziecku odczuć, że nie odczuwasz ekstazy z faktu bycia matką. Dziecko się na świat nie prosiło, obecnie jestes najbliższą mu osobą. Możesz nie lubic bycia matką, ale uprawiałaś seks i zaszłaś w ciążę z niefajnym gosciem, którego sama wybrałaś, więc przynajmniej spróbuj udawać, że ci zależy, - na początek. Naprawdę chcesz dzieckiem rzucac jak workiem kartofli, od mamusi do tatusia, tysiąc kilometrów dalej? Nikt nie wymaga, abys to dziecko kochała, ale to jest dziecko, istota słabsza, potrzebująca opieki. Nawet psa odpowiedzialni ludzie starają się traktowac dobrze, mimo że trzeba z nim wychodzic o 6 rano w deszczu i mrozie.

      Przypuszczam, ze twoje posty to tylko próba zwrócenia na siebie uwagi, och tak mi cieżko, ze rozważam oddanie dziecka ojcu. Gdyby przyszło co do czego, to byś tego nie zrobiła. Gdybys naprawdę chciała to zrobić, nie pisałabys takich postów, tylko oddała dziecko ojcu. Terapii ci nie polecę, imho to wyciąganie kasy. Nie wiem w jakim wieku jest dziecko, może dałoby się pójść do jakiejś pracy, to najlepsza terapia.
      • ona3010 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 10:14
        to ze ona pisze co myśli co jej w głowie siedzi nie oznacza że nie kocha dziecka i zle dziecko traktuje.
        A jak czytam "porady" typu udawaj to sie mdło robi. Co jak co ale dziecka nie oszukasz.
        Ona uprawiała seks to ma miec odpowiedzilnośc... tiaaa a samiec świeta krowa, przyzwolenie na biernego ojca, ona winna bo uprawiała sex, ona winna bo wybrała złego faceta, ona winna bo urodziła, ona winna bo nie myśli tak jak mamuśki na placu zabaw, ona winna bo chce mieć trochę czasu dla siebie.
        Rzygać sie chce na taką mentalność. 21 wiek nie dociera do każdego.
        • wjw2 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 12:39
          Ok, ale dlaczego dziewczyna ma pretensje do całej swojej rodizny, a nie do ojca dziecka?
          Czegoś tu nie rozumiem.
          Oboje są sprawcami nowego życia, a laska ma pretensje do całego świata tylko nie do ojca dziecka, więc o co chodzi?
      • wjw2 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 12:33
        Egzaltowana i roszczeniowa.
        Mama be, ojciec be, siostra be, bo nie stawiają się na zawołanie córeczki, która zafundowała sobie dziecko z kiepskim ojcem. Dziewczyno, trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i za dziecko, które również ty powołałaś na świat, nie ogladać się na rodziców. Rodzice owszem mogą pomóc, ale wtedy kiedy oni sami wyrażą taką cheć, póki co mają prawo żyć własnym życiem, jak im sie podoba.

        Czasem trzeba "schować dumę do kieszeni, pochylić czoła i zacisnąć zęby", bo twoje dziecko nie jest niczemu winne, nie obarczaj dziecka winą za swoje własne błędy i nieudolności.



        • miaowi Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 14:51
          Bzdura. Ja ugięłam kark na 3 lata, zamieszkałam z rodzicami. Teraz się wyprowadziłam, mieszkam z nowym partnerem, a moja matka nie może mi tego wybaczyć i za wszelką cenę stara się skrócić smycz, prawiąc złośliwości wobec mnie i partnera. Przy dziecku, a jak. Bo przecież wnusię musi widywać.
          Tak, mamy prawo być egoistkami, jeśli byłyśmy nimi przed dzieckiem. Mamy prawo mieć dosyć dzieciaka, wrzeszczeć albo dać w dupę. Bo nie ma doskonałych rodziców.
          XZdaniem mojej matki ja też jestem skupiona na sobie, nie daję dziecku 100% siebie, stresuję ją i frustruję.
          Być może.
          Ale ktoś mnie taką wychował i inna nie będę.
          Jedyne co można zrobić, to się polubić, razem ze swoimi wadami. I słuchać siebie. Jeżeli czegoś nie lubię, to jest na pewno po temu powód.
          A co do udawania, to dziecko każdy fałsz wyczuje. Ja też udawałam, że sprawia mi przyjemność zabawa w piasku albo układanie klocków. Udawałam, że słucham ględzenia trzylatka o niczym. Momentalnie wyczuwało.
          Oczywiście, że musimy pchać ten wózek dalej, same. Mimo że mam partnera, to wiem, ze nie będzie wychowywał mojego dziecka, bo kurde nie jest jego.
          Sama to sobie wzięłam na łeb i sama to dopcham. Ale teraz już bez spinania. Jeśli mam ochotę poczytać książkę i chcę, żeby dzieciak przestał mi nawijać, to mu to po prostu powiem, bo ma już 6 lat.
          • wjw2 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 18:57
            Pacz pani, same prawa, żadnych obowiązków, tylko pozazdrościć.....
            • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 19:04
              Nie zapominajmy, że oprócz praw i obowiązków są jeszcze wolności!
              • wjw2 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 20:02
                Zaintrygowały mnie te twoje "wolności", możesz rozwinąć temat?

            • miaowi Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 19:56
              Twoim zdaniem same obowiązki, włosienica i samobiczowanie. Ty to masz normalnie bal nie życie.
              I jeszcze mi powiedz, że to moja kara za grzechy.
              • wjw2 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 20:05
                Przestań histeryzować.
                Chodzi o odpowiedzialność za swoje czyny, cała filozofia.

                Tak, moje życie to bal, bo moje dziecko i ja jesteśmy zdrowi.
                • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 22:26
                  To taka wielka nieodpowiedzialność - oczekiwać wsparcia nawet jeśli miałoby się ono zamknąć w nieutrudnianiu (niedokopywaniu)? To taka wielka nieodpowiedzialność nie pozwalać ojcu jedynie na korzystaniu z praw, ale i oczekiwać wypełnienia obowiązków, skoro już skorzystał z wolności (a propos Twojego wniosku) odejścia?
                • miaowi Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 19:24
                  Moja matka równie idiotycznie porównuje problemy: "nie narzekaj, że nie masz czasu dla siebie, bo inni mają gorzej".
                  Nie histeryzuję. Ja po prostu robię tak, żeby być w zgodzie ze sobą. Ze SOBĄ. Długo mi zajęło nauczenie się tego, ale teraz wiem, że warto.
      • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 13:58
        Mam czas, próbuję odpowiedzieć, zacznę od:

        Macie wrażenie, jakbyście stale chodziły w za małej czapce?

        Ja mam. I zgadzam się z dziewczynami, które piszą o zmęczeniu materiału/przemęczeniu. Nie znam "Lśnienia". Nie widziałam jeszcze "Ki". Wiem jak to jest jak 33,33% mózgu (przynajmniej tej aktywnej jeszcze części) chodzi koło aktualnie wykonywanej czynności, 33,33% kuka na dziecko, a 33,33% jest skierowane na obronę własnej integralności. Ja tak funkcjonuję.

        Co do tych, którzy nazywają mnie egzaltowaną, irytującą, roszczeniową - to Wasza opinia, ale w sumie nie do końca negatywna, no, prawie artystka! Mam własną. Np. taką, że nie uważam za jakieś skrajne roszczenie prośbę o:
        1) pozostawienie w spokoju;
        2) niekopanie leżącego;
        3) wizytę raz od wielkiego dzwonu na parę dni.

        Napisałam to, bo uważam, że może samo odejście faceta nie byłoby taką traumą, gdyby nie doszedł efekt domina, który wywołał (nie wykluczam, że zwłaszcza przy mojej konstrukcji psychicznej) traumę, cios, nie wiem, co kto woli. Coś co powoduje, że popada się w odrętwienie z jednej strony i schizę z drugiej. I że trzeba czasu, by się wygrzebać.

        Bo facet jak facet. Muszę Was rozczarować: nie wpadłam z niefajnym facetem. Zaszłam w ciążę chcianą/planowaną z fajnym facetem z wadami, a że sama nie byłam bez wad i jeszcze nie godziłam się na los wielu kobiet w związkach (ja pracuję a ty śpisz), wyszło na to, że to ja jestem ta niefajna. Alimenty przychodzą regularnie, choć wysokość ich ustalić musiał polski sąd.

        Dziecka chciał on. Przede wszystkim on. Ja w to weszłam bez lęku, ale i niemal bez refleksji. To też jest ważny element układanki. Chyba biologia zwyciężyła. Pewnie tak miało być.

        Ale kiedy facet chce dziecka i nagle się ewakuuje można śmiało i naiwnie powiedzieć: nie, nie byłam przygotowana na samotne macierzyństwo. Ledwo się uczyłam macierzyństwa, a tu musiałam już lecieć na kolejny kurs.

        Zgadzam się z virtual_moth - oddałabym gdybym potrafiła. Nie potrafię. Nie chcę. (Kota też nie oddałam, choć byłoby łatwiej/mobilniej - też nie chcę). Ale pytałam dziewczyn o pierwszy wyjazd dziecka na wakacje do ojca i niestety - dojdzie do operacji na żywym organizmie. Ja nie dam rady jeśli mała nie zacznie wyjeżdżać do ojca na coraz dłuższe wakacje i postaram się ją do tego przygotować. Bo wiem, że ma tam ludzi, którzy mnie nienawidzą, ale jej nieba przychylą (lub tak im się wydaje). I wiem, że jest to jej potrzebne. Ostatnio na Skype tata pojawił się z dwójką dzieci kolegi, jakieś 5 i 7 lat obecnie - rozmawiałyśmy potem o tym, bo widziałam, że było jej autentycznie przykro. A że dla mnie nie ma tam miejsca, że mała nie zna ich języka - a raczej oni jej, bo ona twierdzi, że rozumie tatę - że przeżyje jakiś szok - cóż, mam nadzieję, że pozytywne emocje zniwelują negatywne wrażenia jak i pozwolą jej odpocząć od negatywnych emocji z jakimi styka się będąc tylko ze mną. Będących, wierzę, przede wszystkim konsekwencją przemęczenia i zaburzenia proporcji (tak, chcę więcej mnie w sobie!).

        Natomiast nie zgadzam się z v_m, kiedy pisze o ponoszeniu konsekwencji i nie dawaniu czegoś tam odczuć. Katolickie "if shit happens to you, you deserve it!" (czyli zasługujemy na zło). Moim celem jest nie znoszenie, ale szukanie rozwiązania - przerobić przeszłość, odciąć się od tego co niszczy, poszukać odpowiedzi na pytanie co zrobić, byśmy obie jakoś mogły być szczęśliwe - i jeśli polega to również na czasowym separowaniu się od dziecka, to cóż, niech tak będzie.

        Jeśli chcę zwrócić uwagę to nie tyle na siebie ile na problem, który jest mój, ale może jest i czyjś jeszcze. Mi jest łatwiej, gdy czytam, że ktoś ma podobny problem i widzę, że i inni maja podobnie. A że łatwo jest mi o swoich problemach pisaćwink...
      • madziulec Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 21:19
        Egzaltowana, skupiona na sobie i .. chyba przyzwyczajona, że zawsze wszedzie była nr 1.
        Z tego, co pisze, to jak dotąd chyba jej większość rzeczy w życiu wyszło.
        A tu.. no cholera. Samotne rodzicielstwo do schematu nie pasuje. I plan sie sypie.
        • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 23:10
          Samotne rodzicielstwo pasuje do schematu.
          Tylko postanowiłam zmienić schemat.
          Niektórym może wydać się to nieco... bluźniercze!
          • lilka_o Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 23:15
            do jakiego schematu pasuje? bo wydawałoby się, że nie bardzo pasuje.
            chyba że zmieniasz schemat na taki, w którym pozawalasz sobie pomóc a nie brniesz "dam radę sama".
            • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 17.08.12, 00:55
              Madziulec pisze o schemacie, w którym wszystko wychodzi i jestem number one. A rodzicielstwo nie. No więc pasuje - do schematu, w którym NIE WSZYSTKO wychodzi.

              Po prostu Madziulec coś tam sobie na mój temat założył i idzie w zaparte. A taka dyskusja nie ma sensu.
              • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 17.08.12, 00:57
                Dokładnie tak jak Ty napisałaś, bo Ty nie zakładasz czegoś z góry tylko starasz się zrozumieć.
              • madziulec Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 17.08.12, 10:46
                Schemat podejrzewam, że jest duzo ciekawszy.
                Dziewczynka od dzieciństwa walona pomysłem, że ma być i jest najlepsza. I to we wszystkim. Dokładnie. I teraz doopa. Po całości. Bo wiele rzeczy nie wychodzi (no właśnie, jak mozna wyjść z domu nieumalowanym, z dzieckiem, niektóre dziewczyny pewnie czytały i myślały co za kretynka).

                Raz już się nie pomyliłam.
                Jak Cie kiedys spotkam na ulicy Danaide to Cie zaczepię. Nos nosisz tak wysoko, że się nie pomyle ;P
                • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 03:17
                  Nieumyty to nie to samo co nieumalowany. Przynajmniej dla mnie. Nie wiem jak dla Ciebie.
          • wrzesniowamama07 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 23:20
            Do jakiego schematu? Dlaczego bluźniercze?

            Moim zdaniem chaotyczna jesteś i tyle. Nie byłoby wszystkich nieszczęść może, gdybyś od początku nie przyjęła chorego założenia, że dasz radę sama. Bo widzisz, ja nie dostałam wsparcia "tak sobie". Ojca dziecka poniekąd przymusiłam (tzn. mu to przetłumaczyłam) i stworzyłam w pierwszym roku sprzyjające okoliczności. Gdyby nie to, zapewne byłby ojcem od alimentów, były takie przesłanki. Za wsparcie niani zapłaciłam. Wsparcie babci - okazjonalne.

            Ale tak, w zeszłym roku po raz pierwszy poleciałam bez mojego dziecka na drugi koniec Europy na weekend. Ja rozumiem potrzebę pobycia sama ze sobą, sama z dorosłymi (dlatego m.in. intensywnie pracuję), dlatego staram się przynajmniej raz w miesiącu iść do kina, a jak dziecko wsadzam do kulkowni, to nie latam po sklepach tylko siadam z książką w kafejce i czytam. Mały był u ojca tydzień - wysypiałam się do bólu i prawie nie tęskniłam.

            O oddaniu dziecka ojcu pisałaś w innym (chyba) wątku jako o kroku nieodwracalnym. A tytuł tego wątku (druga część pytania "czy nie chcę być mamą w ogóle?" skłaniała mnie do zdania, że rozważasz ten krok na serio.
            • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 03:39
              wrzesniowamama07 napisała:

              > Do jakiego schematu?
              Samotna. Samodzielna (w dużej mierze). Wolna/dyspozycyjna. Obowiązki przed przyjemnościami. Powinności przed marzeniami. Szczęście - co to jest szczęście?
              Samotne rodzicielstwo częściowo się w tej formule mieści, częściowo jest z nią sprzeczne.

              > Dlaczego bluźniercze?
              Bo postanowiłam wrócić do marzeń. Naturze wbrew - przecież DZIECKO!

              > Moim zdaniem chaotyczna jesteś i tyle. Nie byłoby wszystkich nieszczęść może, g
              > dybyś od początku nie przyjęła chorego założenia, że dasz radę sama.
              Ja tego nie przyjęłam. Ja w zasadzie tak zawsze żyłam. Nawet tak pracowałam. Płacąc bardzo wysoką cenę.

              Bo widzisz
              > , ja nie dostałam wsparcia "tak sobie". Ojca dziecka poniekąd przymusiłam (tzn.
              > mu to przetłumaczyłam) i stworzyłam w pierwszym roku sprzyjające okoliczności.
              > Gdyby nie to, zapewne byłby ojcem od alimentów, były takie przesłanki.
              Rozumiem, miałam przyjmować go w domu, który traktował jak hotel, żeby miał taniej, wtedy będzie częściej przylatywał. Dom to dom. Hotel to hotel. Teraz już mu się nie pomyli.

              Za wspa
              > rcie niani zapłaciłam.
              Napisałam raz i nie będę powtarzać po raz trzeci: Opiekunka to:
              1) kasa;
              2) zaufanie do ludzi.
              Brak Ci jednego i nie będziesz miała opiekunki.

              > O oddaniu dziecka ojcu pisałaś w innym (chyba) wątku jako o kroku nieodwracalny
              > m. A tytuł tego wątku (druga część pytania "czy nie chcę być mamą w ogóle?" skł
              > aniała mnie do zdania, że rozważasz ten krok na serio.
              Chyba gdzieś to napisałam, powtórzę. Był taki eksperyment. Zamykano małpy i zostawiano im przepaść, małpy wariowały, ale jak przychodziły nad przepaść to się uspakajały. W odróżnieniu od małp, które zamykano bez przepaści, te po prostu wariowały bez końca.

              Ta myśl to moja przepaść. Nie chcę tego. Wiele razy o tym myślałam.
              • wrzesniowamama07 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 09:35

                > Samotna. Samodzielna (w dużej mierze). Wolna/dyspozycyjna. Obowiązki przed przy
                > jemnościami. Powinności przed marzeniami.

                Śmieszne. Dorosłość to akceptacja faktu, że obowiązki są przed przyjemnościami. To wcale nie jest samotne, ani nie samotne rodzicielstwo, tylko dorosłość

                > > Dlaczego bluźniercze?
                > Bo postanowiłam wrócić do marzeń. Naturze wbrew - przecież DZIECKO!

                Bzdura. Właśnie przy dziecku człowiek zaczyna marzyć. No, chyba że chodzi o to żeby marzyć o życiu bez dziecka - to rzeczywiście wbrew. Wszystkie inne marzenia, również te o swoim szczęściu, są nawet bardziej intensywne.


                > Ja tego nie przyjęłam. Ja w zasadzie tak zawsze żyłam. Nawet tak pracowałam. Pł
                > acąc bardzo wysoką cenę.

                Ja też tak właśnie żyłam. Prywatnie i zawodowo. Zauważyłam małą zmianę - stało się nas dwoje. Dla dobra mojego dziecka, po wielu przemyśleniach, stwierdziłam że nie mogę zakładać że dam radę sama.

                > Rozumiem, miałam przyjmować go w domu, który traktował jak hotel, żeby miał tan
                > iej, wtedy będzie częściej przylatywał. Dom to dom. Hotel to hotel. Teraz już m
                > u się nie pomyli.
                >

                No nic, za wybujałą dumę się płaci. Ojciec mojego dziecka rzeczywiście nie miał limitowanego czasu pobytu, mógł zostawać na noc z małym od 3 miesiąca życia. Kąpał, przewijał, w nocy budził się na karmienie (to jak musiałam zrezygnować z naturalnego) - ja w tym czasie wysypiałam się albo byłam 300 km od domu w pracy. Dałam mu szansę żeby stał się prawdziwym, choć dochodzącym, ojcem. Długo się zastanawiałam, czy to dobre posunięcie. Bolało, bo przecież to był ex. Ale dla mnie był przede wszystkim ojcem mojego dziecka i wiedziałam, że w tym czasie decyduje się jakość więzi między nimi. Opłacało się.

                > 1) kasa;
                > 2) zaufanie do ludzi.
                > Brak Ci jednego i nie będziesz miała opiekunki.

                Koło się zamyka - nie wracasz do pracy, więc mimo oszczędności nie masz kasy. Brak zaufania do ludzi - to warto leczyć

                Na małpach się nie znam...
                • wrzesniowamama07 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 10:10
                  Aha - to wszystko, co napisałam odnosi się do przeszłości, ja miałam swoje przemyślenia i swoje wybory, Ty - swoje. Teraz jesteśmy w dwóch różnych punktach: - ja mam możliwość bezstresowego wysłania dziecka na tydzień na wakacje z ojcem, mam dość regularnie wolną sobotę albo nawet cały weekend. Ale jestem mamą 5-latka.

                  Jak syn miał 3 lata, tyle co Twoje dziecko, nie było mowy o zostaniu u ojca na noc. Mimo że bardzo się cieszył na wyjazdy do taty do domu, po kilku godzinach robił raban za mamusią, wieczorem był odstawiany. Dwa lata temu podjęliśmy decyzję, że jeszcze za wcześnie na wakacje - dopiero rok temu pojechał na 5 dni.

                  To tak na marginesie planów Twoich na przyszłość, rozważ czy eksperyment z podrzuceniem dziecka 3letniego na tydzień/dwa tysiąc km od domu to dobry pomysł, nawet jeśli by Tobie miało to coś ułatwić.
                  • ciociacesia fajnie ze udało ci sie wypracowac taki uklad 19.08.12, 11:02
                    wierze ze wiele cie to kosztowalo, ale sa przypadki w ktorych to po prostu nie wychodzi. moj byl zaangazowanym ojcem przez 11 mies, potem jeszcze przez jakis czas regularnie odwiedzal i widywal chetnie. potem przeszlo mu jak sen złoty. i mam obawy ze żadna moja strategia by tego nie zmienila, ale ja mam wsparcie rodziny, wiec nie mam powodów do narzekań
                • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 21:06
                  Dżizas, czy ja naprawdę muszę pisać dużymi literami?

                  Piszę jak wyglądał schemat u mnie, a Ty, że "śmieszne", bo to "dorosłość". Ergo - byłam dorosła. I jestem. Bo zmiana schematu polega głównie na dopuszczeniu marzeń - piszesz "bzdura", a sama przyznajesz, że marzy się jeszcze więcej. Chyba że bzdura, że to bluźniercze. Ale wg mnie, dla takiego madziulca na przykład - owszem. Koncert DLA MNIE z dzieckiem przy boku - wykluczone! Zapomniałam o emotikonie?

                  Oceniasz mnie nie znając mnie, nie wiedząc nic o moim związku. Piszesz o "wybujałej dumie". Ty zrobiłaś inaczej. Moja przyjaciółka też jeździ z małym do eks i jego rodziców, a on do niej, sporo nerwów ją to kosztuje, ale każda historia jest inna, nie mówiąc o tym, że każdy facet jest inny. Nie wiem czy to kwestia dumy w moim przypadku. Ja po prostu uważam, że jeśli się nie szanuje tego co się ma, to może jeśli się to straci to się coś zrozumie. Poza tym po rozstaniu eks zrobił się bardzo nieprzyjemny, wrogi, jak to ludzie zakłamani - motywacji brak, tamy puszczają. Wreszcie, ja lubię sytuacje czyste i oczywiste. Nie jakieś gry pozorów. Jest taka jakby rodzina. Tatuś i mamusia czasem pomieszkują razem, ale nie są razem. Widziałam moją 18-miesiączną córeczkę, która wyliczała "mama tata babcia" jak w amoku, bo widziała nas razem w parku na spacerku. A między nami lód. Pieprzyć taki układ. Mama osobno, tata i babcia osobno. Takie są realia. Nie ma półśrodków. Ona dziś powtarza jak mantrę: tata jest, daleko daleko, ale jest. I to jest prawda. I nie ma jakichś niejasności. Jak eks przyjeżdża, to staram się z nim nie gadać, bo jeszcze się pokłócimy. Dziecko wręczone z instrukcją obsługi na kartce, buziaczek małej i pa.

                  Choć chętnie poznam opinie akurat na ten ostatni temat!!!

                  Jeśli chodzi o eks to myślę, że urażona duma gra główną rolę. Zaproponowałam ostatnio, że przyjadę z małą, aby jakoś zminimalizować jej stres. Mogę, ale ja mam iść do hotelu skoro on musi. Ale co - kasa na hotel z alimentów, rozumiem? W końcu on do wydatków ograniczających jego możliwości płatnicze zalicza wycieczki do Polski.

                  Na ten temat też chętnie poznam opinie, bo może nie jest to taka zła opcja, w końcu połażę po Brukseli bez ograniczeń i fochów, ale to nie jest opcja docelowa - docelowo to ja mam być gdzieś indziej i się resetować!

                  Cały czas piszesz wrześniowa o faktach i zjawiskach, jakby istniała tylko jedna jedyna interpretacja, postrzeganie, odbiór. Ludzie są różni. Ja jestem bardzo różna od Ciebie, mam inną konstrukcję psychiczną. Ty zrobiłaś to, na co pozwoliły Ci twoje okoliczności, ja - moje.

                  Co do opiekunki - dziękuję, przychodzi nadal. Jak mała będzie chodziła do przedszkola to pewnie będzie nadal przychodziła. A ja wyjdę np. wieczorem. Alimenty, o których ktoś napisał "wysokie" mam od maja tego roku. A zaufanie? To kwestia ludzi i czasu. Może gdybym poznała kogoś życzliwego wcześniej, wcześniej miałabym opiekunkę. A tak, niedawno nowopoznana osoba, do której zdążyłam nabrać zaufania (nie, nie, nie, nie od razu...wink) wysłała mi namiary na swoją opiekunkę. Wzięłam, zadzwoniłam. Proste. Ale nie bez warunków wstępnych.
                  • wrzesniowamama07 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 21:27
                    Bzdura że bluźniercze, nie że marzenia.

                    Ja też bardzo lubię sytuacje klarowne i przejrzyste. Ojciec mojego dziecka jest dla mnie ojcem mojego dziecka - mniej niż rodziną, więcej niż eksem. Nie ma kluczy do naszego mieszkania, ale jeśli chce, może - po zapowiedzeniu się - przyjechać i spędzić z synem dzień, dwa, trzy. Ja czasem zostaję, a czasem wybywam. To zresztą już (raczej) jest czas przeszły, teraz raczej będzie go zabierał do siebie na weekendy, choć to dużo bardziej czasochłonne jest. Ale teoretycznie może.

                    Nie jesteśmy parą, ale jesteśmy razem rodzicami. Mały wie, że ma dwie rodziny, ale nie zabieramy mu poczucia, że jest nas obojga, że ma nas razem. Możemy iść razem na pizzę, normalnie ze sobą rozmawiamy (na tematy głównie dzieckowe, ale nie tylko), ojciec zabrał kiedyś małego z jego najlepszym przyjacielem na basen.

                    Na jakimś innym wątku już pisałam na ten temat - dla mojego dziecka jest ważne, że od czasu do czasu może powiedzieć do nas razem: - Moi rodzice, coś wam powiem...

                    I to nie jest żadna gra pozorów, syn ma wytłumaczone - na miarę pięciolatka - co i jak, sam też widzi i rozumie. Ale ma też dwoje rodziców, którzy się nie znienawidzili, w miarę się rozumieją i ciągle szanują.
                    • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 21:42
                      A tu poziom wrogości opada powoli i nie wiem w jakich okolicznościach może znowu się podnieść. Więc jest jak jest. Raz po sprawie zaproponowałam eks wyjazd z nami (miałam wieczorem jakiś reset dla mam w małpim gaju), bo ze względu na proces dzień z małą mu przepadł. Ale to nie jest zasada. Bo jeszcze się nie przetrawiło. Teraz przyjeżdża zresztą z matką, a przy niej zawsze był kimś innym (gorszym niestety, sporo grał), a że mamusia mnie nienawidzi i się nie zanosi na zmianę (też kobita z przeszłością), to i szans na pokojowe popołudnie w gronie "rodzinnym" tym razem (listopad...) nie widzę.
                      • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 22:56
                        No proszę, jak się ładnie klaruje. To nie jest taka zła opcja z tym hotelem, ja przynajmniej mogę wziąć hostel. Mała w pobliżu, ja sobie latam... A kot?smile Dać w pakiecie z małą, jako warunek!
          • madziulec Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 17.08.12, 10:30
            Gucio prawda. Samotne rodzicielstwo nie pasuje do schematu. Po pierwsze wyłamujesz się ze schematu idealnej córeczki rodziców. Tu pierwsza rysa na wizerunku.
            Poważna (pamiętaj).
            Druga rysa: sama pisałas o tej rzekomo wspaniałej pracy. Ja osobiści epodejrzewam, że nie pracujesz juz te 3 lata (lekko, bo nei wiem jak w ciąży). Nie znam osobiście zawodu, do którego wracasz po 3 latach z uśmiechem na ustach i witaja Cię z otwartymi ramionami, z wynagrodzeniem tej samej wysokości bądź wyższym (po prostu wszystko się zmienia na rynku pracy itp). Kolejna rysa. Nie wspominam o dyspozycyjności w pracy. Wali się jak diabli, bo trudno spokojnie referowac komukolwiek o czymkolwiek mając świadomośc, że właśnie za 5 minut zamykają przedszkole.
            Kolejna rysa: jednak spokojnie nie wychowujesz dziecka. Wystarczyło poczytać Twój wątek o tym spieszeniu się, spóźnianiu. Napisałam Ci, że chyba nie tylko to masz postawione na łbie. Zaperzyłas się jak diabli. Ale jednak miałam nosa. Powinnam teraz wrednie napisać: "a nie mówiłam". Idealna mamusia nie wrzeszczy na dziecko.

            Dalej nei chce mi sie wyliczać. Bo albo jesteś prowokatorką (co napisałaś we wstępie do tego wątku) albo masochistką. Jak dla mnie jakieś wyrośnięte dziecko, które musiało byc najlepsze w dzieciństwie.
            • lilka_o Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 17.08.12, 10:46
              madziulec napisała:

              > Kolejna rysa: jednak spokojnie nie wychowujesz dziecka. Wystarczyło poczytać Tw
              > ój wątek o tym spieszeniu się, spóźnianiu. Napisałam Ci, że chyba nie tylko to
              > masz postawione na łbie. Zaperzyłas się jak diabli. Ale jednak miałam nosa. Pow
              > innam teraz wrednie napisać: "a nie mówiłam". Idealna mamusia nie wrzeszczy na
              > dziecko.
              nie ma idealnych matek, każdemu puszczają nerwy. ale to nie wina dziecka, tylko nasza, jeśli mamy wygórowane plany na dzień...
              >
              > Dalej nei chce mi sie wyliczać. Bo albo jesteś prowokatorką (co napisałaś we ws
              > tępie do tego wątku) albo masochistką. Jak dla mnie jakieś wyrośnięte dziecko,
              > które musiało byc najlepsze w dzieciństwie.
              >
              >
            • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 04:14
              ".. chyba przyzwyczajona, że zawsze wszedzie była nr 1" "jak dotąd chyba jej większość rzeczy w życiu wyszło" "walona pomysłem, że ma być i jest najlepsza" "Nos nosisz tak wysoko" "rzekomo wspaniałej pracy" "wspaniała pani (mianowany pracownik) choćby miała upieprzyc się na maksa będzie idealną mamusia i wszystkim. No i koniecznie dzień w dzień - punktualna do usrania, bo dziecko musi mieć program dnia do wypełnienia, do tego wymalowana, w szpilach, bo mamusi 3-latki eniw ypada inaczej... Tipsy też masz???" "mamuśke z przerośnietym ego" "przestań się wreszcie chwalić" "Mamuska z ambicjami" "pasował (bo karierę się robiło) mąż zagraniczniak"

              Wypisy z Twoich postów. Z jednego wątku. Aż zionie zawiścią.
              Teza do udowodnienia.
              Good luck and good night.
    • gazeta_mi_placi Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 11:15
      To oddaj ojcu, chyba nie ma żadnych prawnych przeciwwskazań?
      • miaowi Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 14:52
        Może być zonk. Ojciec może nie chcieć, a zmusić się nie da.
    • zosiasamosia_wawka Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 18:17
      Współczuję Ci.
      Masz prawo być zmęczona i wywalać żale na forum, bo po to ono jest.
      Większość osób które "same" wychowują dziecko mają do pomocy matkę albo wręcz z nią mieszkają..ojca dziecka od czasu do czasu no i jakiś przyjaciół. Inaczej jest tu w Wawce, gdzie przyjaciele zostali w innym mieście, w Wawce obowiązuje wyścig szczurów, rodzice nie pomagają bo sa w innym mieście albo ich nie ma albo im się nie śpieszy...
      Znam bardzo mało samomam wychowujących same naprawdę samodzielnie dziecko więc rozumiem Cię jak Ci ciężko i że masz ciemne myśli, że nikt nie wspiera.

      Są rozwiązania z tej sytuacji jaką masz ale Ty widzisz szklankę do połowy pustą.
      Widzisz złe rzeczy a nie spostrzegasz dobrych. Masz super sytuację że nie musisz pracować a możesz.
      Nie sadze żeby siedzenie w domu z dzieckiem było dobrym pomysłem, na pewno możesz znaleźć jakąś pracę teraz i za te pieniądzę wynająć nianię, będziesz miała opiekę i jakąś osobę tez żeby zamienić słowo o dziecku i do kogoś w ogóle buzię otworzyć.Wyjście do pracy i ludzi do podstawa.
      Masz gdzie mieszkać to luksus, nie płacisz za wynajem, nie masz kredytu. Nie doceniasz tego.
      W sumie rodzice może dużo złego gadają ale masz od nich mieszkanie w Wawce i to też doceń.
      Zgadzam się z innymi że zbyt dużo oczekujesz od innych. Po prostu sama zadbaj o siebie, nie oczekuj. Czy ty wcześniej gdy nie miałaś dziecka pomagałaś matkom samotnym albo się innymi martwiłaś?
      Na serio myślę że to że ktoś tam z rodziny Cię wyrzucił z domu to też może być tak że masz te swoje roszczenia i żale i wypowiadasz je może w niefajny sposób i inni tak na Ciebie reagują że po prostu kończą kontakt, wyrzucają z domu.Może warto popracować nad tym.
      W sumie napisałaś że siostra tez SM więc może też powinnaś jej pomagać? bo czemu tylko ona Tobie?
      Obiektywnie masz teraz dobra sytuację, masz gdzie mieszkać,masz pieniądze na życie, alimenty, zdrowe dziecko i naprawdę kilka zmian w życiu organizacyjnym i pójście do pracy (czytaj wyjście do ludzi) dużo zmieni a przedszkole na pewno wyjdzie na dobre.
      • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 19:02
        Tak. Zamienić tytuł wątku na: pozbędę się dziecka lub bólu głowy.

        Z jedną rzeczą nie dyskutuję. Tak, komfort materialny to jest to co pozwala w ogóle przetrwać w takiej sytuacji. Ale to jest też to, co powstrzymywało mnie długo, za długo od pisania na forum, bo skoro nie mam problemu zasiłek/alimenty/kredyt - to znaczy mam, ale w wymiarze light, to po co się pchać i ludziom w głowach mieszać pseudoproblemami? Państwo myśli podobnie - nie leżysz rozłożony na cztery łopatki najlepiej problemem alkoholowym - cóż, wyjdziesz z tego. Moja frustracja wzięła się również z tego odbijania się lub niemożności znalezienia prostych, niefinansowych form wsparcia - choćby grupy dla samotnych matek. Byłam w jednej, rozpadło się, a nowa od pół roku nie powstała w to miejsce - mi nie pozwolono jej tworzyćwink

        Wiesz, w sumie to ja od siostry niczego nie oczekuję. Ona od początku miała wsparcie rodziców, wróciła do rodzinnego miasta, dostała rodzinne mieszkanie, zatrudnienie (mi też zawsze to proponowano, a potem do tego zmuszano, ale ja jestem inaczej skonstruowana, miałam zawsze inne marzenia) i jakoś to działa. Kiedy próbowałam się z nią spotkać jak była w ciąży to jedna cegła przeleciała mi koło głowy, a na rozmowę o pracę szłam z nogą stłuczoną od innej cegły. Taki patologiczny wątek niepatologicznej przecież rodziny. Pomagałam jej tak, jak wtedy, nie mając dziecka wydawało mi się najlepsze - kupując jej synkowi super zabawki gdziekolwiek byłam (dobra inwestycja, zwróciła się przy moim dzieckuwink) I robiąc wyrwę w zachowaniu rodziców (ojciec nazywa wnuka bękartem i nie pozwala matce o nim wspominać, a ja jakby nigdy nic, uciszana przez matkę, rozprawiam - przecież to chore...). Ale, wybacz, NIEDOKOPYWANIE ze strony własnej rodziny to chyba jakieś minimum. Wywaliła mnie gdy pojechałam do matki z wizytą. Chyba nie w każdej rodzinie wywala się ludzi na klatkę. Problem nie tylko mój, ale i jej emocji i życia w kosmosie stworzonym przez rodziców, który pozwala jej na nieliczenie się z nikim i niczym.

        Czy pomagałam? Na tyle na ile wymyśliłam. Czy pomagam? Na tyle na ile mogę/chcę. Nawet na opiekunkę/i mam SMwink

        Wiele lat temu byłam na spotkaniu z J. Ochojską. Opowiadała jak chorowała jako dziecko, jakich cudownych ludzi spotkała na swojej drodze i jak jej pomagali. Chciałam, nie odważyłam się, zapytać o jedno: czy robiłaby dziś to, co robi, gdyby będąc dzieckiem została pozostawiona sama sobie? Bo wierzyłam, że żeby dać trzeba dostać.

        Staram się teraz odwrócić to myślenie i dać zanim dostanę. I powoli dostaję. Także z innej bajki (karma, albo tak sobie to tłumaczę). Ale to zupełnie inna historia.
        • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 19:17
          Ale znowu mi się wątek rozlazł - całe pisanie/myśli wzięły mi się z tego, że czuję, że za dużo krzyczę na małą. A ona wszystko genialnie mi wypunktowuje. Bo sama się gubi w emocjach, bo mamę kocha, lubi, ale nie lubi jak mama krzyczy, się boi - więc tłumaczę sprzeczności, tłumaczę emocje, ale widzę, do jak niebezpiecznej ściany doszłam.

          Może to kwestia ostatnich metrów biegu długodystansowego, widzisz metę i coś Cię pcha, żeby spiąć się, ale jednak to końcówka biegu i jeśli źle rozłożyłaś siły to i tak nie wygraszwink
          • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 15.08.12, 19:23
            Jeszcze jedno mnie uspokoiło trochę - przeczytałam wczoraj wstępniak Agnieszki Stein (ach, te paskudne feministki) do "Wiem" (czy "Wiem!"). Tytuł: "Zła matka". Tak, potrzebuję rozgrzeszenia. Za to, że kupiłam jej farbki ponad rok temu, ale wyjęłam dziś. Za krzyki. I za kupę podobnych grzechów zaniedbania.

            "Trafiłam na Muminki, no to mam duchy" mówi moja córeczka, kiedy mama pisze na forum.
            • guderianka Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 09:31

              Za to, że kupiłam jej farbki ponad rok temu, a
              > le wyjęłam dziś. Za krzyki. I za kupę podobnych grzechów zaniedbania.

              zanim nastąpi rozgrzeszenie najpierw jest żal za grzechy, obietnica poprawy a potem pokuta...samo rozgrzeszenie nic nie wniesie...
        • guderianka Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 09:27
          Wiele lat temu byłam na spotkaniu z J. Ochojską. Opowiadała jak chorowała jako dziecko, jakich cudownych ludzi spotkała na swojej drodze i jak jej pomagali. Chciałam, nie odważyłam się, zapytać o jedno: czy robiłaby dziś to, co robi, gdyby będąc dzieckiem została pozostawiona sama sobie? Bo wierzyłam, że żeby dać trzeba dostać.

          Staram się teraz odwrócić to myślenie i dać zanim dostanę. I powoli dostaję. Także z innej bajki (karma, albo tak sobie to tłumaczę). Ale to zupełnie inna historia.


          Bezsensu jest takie myślenie. Kształtuje nas wszystko co nas otacza-dzieciństwo, relacje rodziców, osobiste doświadczenia zarówni te dobre jak i te trudne, ludzie których spotykamy na swej drodze. Jeżeli wierzysz w karmę to znasz też "zasadę zachowania sie energii" -dobro które dajesz wraca do Ciebie, zło które dajesz wraca po dwakroć. Więc jak piszesz nie czekaj aż ktoś coś Ci da-dawaj ile możesz z siebie. Jeśli masz stabilny byt finansowy może pomyśl o studiach-studium?Takich , które zrealizują Twoje marzenia, które pomoga innym i które zarazem dadzą oddech od dziecka. Ja np. marzę o kolejnych studiach-chciałabym iść albo na ratownictwo medyczne albo na pielęgniarstwo ale niesetety powstrzymuje mnie kasa. Nie 3 dzieci, nie wiek i wyuczony zawód ale własnie pieniądze stoją na przeszkodzie w realizacji marzeń, Gdyby było mnie stac zostałabym wolontariuszką w hospicjum-może dam radę jeszcze to zrealizować jak odchowam trochę Najmłodsze i emocjonalnie stanę na nogi by móc to udźwignąć. Może pomyśl o czymś takim dla siebie ?Może niekoniecznie pomoc ludziom ale zwierzętom?schronisko, dom opieki ?
          • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 10:45
            No właśnie ciągle nie mogę dojść gdzie jest to całe zło, które wyrządziłam innym za zło, które spotkało mniewink. Chyba że zaniechanie z przyczyn różnych, nieświadomość dodaje się do zła.

            Myślałam o NGO biorąc pod uwagę moje wykształcenie, ale jak pisałam, zaoferować coś to jedno, oferta musi jeszcze zostać przyjętawink A hospicjum - kiedy weszłam ostatnio na stronę to się od razu rozbeczałam. Nie wiem z czego to jest, przyszło po ciąży i się pogłębiło. Coś pisałaś o "emocjonalnym udźwignięciu". Mam w sumie jakiś problem okołoludzki, który muszę na spokojnie rozpracować.

            Mam plan na najbliższy rok, zobaczę na ile pomoże by pójść dalej.

            Co do rozgrzeszenia - nie powiedziałam, że nie ma tych innych etapów. A jeśli rozgrzeszenie nie przychodzi, to może też dlatego, że sami nie potrafimy sobie go dać. I że mała może mi już wybaczyła, ale ja sama sobie nie?
            • guderianka Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 13:02

              Nie spotkałam sie z sytuacją, że pomoc nie została przyjęta. Jest na gazecie forum : Pomocne mamy- forum.gazeta.pl/forum/f,615,Pomocne_emamy.html
              Może zacznij od tego


              Wybaczanie jest bardzo ważne-i masz rację-najpierw nalezy wybaczyć sobie-jesli nie przebrniesz tego etapu, nie pójdziesz dalej


              Obecnie buzuję hormonami-karmienie piersią, małe niemowlę, absorbujące starsze dzieci-to owo emocjonalne udźwignicie-jestem im bardzo potrzebna, gdy przestanę-dam siebie innym w większym zakresie, póki co pomagam sporadycznie-dając ubrania po dzieciach różnym ludziom, organizacjom,dokarmiając zwierzaki bezdomne, ratując chore zwierzęta itp
    • wrzesniowamama07 Nie chcę być matką... 15.08.12, 20:01
      pięciorga chorych dzieci czy nie chcę być matką w ogóle?

      Tytuł trochę przewrotny, prawda?

      Jakiś czas temu zawodowo trafiłam do rodziny brzeskich pięcioraczków. Miały akurat roczek. Dzieci, urodzone na początku 27 tygodnia, miały nieprawdopodobnego pecha - ich niemal rówieśnicy, pięcioraczki rodzące się w 28-29 tygodniu ciąży, okazują się po latach zdrowe. Te są niepełnosprawne, wszystkie. Dwie dziewczynki mniej, troje dzieci - bardzo.

      Ich rodzice - tak, dwoje. On, pracuje, zarabia (nie kokosy żadne), jest menadżerem prawdziwego zakładu opiekuńczo-leczniczego jakim jest ich dom. Ona, po bardzo ciężkiej ciąży (prawie non stop przeleżanej plackiem), traumie wczesnego porodu, sześciu miesiącach czekania, czy w sumie kilkadziesiąt operacji przeprowadzonych na jej dzieciach da jakiś efekt, wtedy - całym roku spędzonym w większości w szpitalach - po tym jak przyszła rehabilitantka, a ojciec poszedł pobawić się z nierehabilitowanymi córkami siadła przy mnie w kuchni i się rozpłakała. Nic nie mówiłyśmy przez kwadrans. O nic nie śmiałam zapytać. Otarła łzy i sama powiedziała: - Nie wiem, jak to wytrzymam. Nigdy nie będzie łatwiej, będzie coraz trudniej. Nie wiem skąd brać siły, tylko to, że muszę bo jestem ich mamą.

      To w ogóle nie znaczy, że każdy musi dać radę. Że inni mają gorzej (nawet - jeśli mają). Każdy ma inaczej. Samotna matka nie jest skazana na wielomiesięczne siedzenie w domu z dzieckiem - ona była (nie wychodziła nigdzie, poza wyjazdami do szpitala/na badania). Samotna matka małego zdrowego dziecka wie, że będzie lepiej - dziecko pójdzie do przedszkola, do szkoły, może już w pierwszej klasie zostanie u koleżanki czy kolegi na "nocowankę", będzie coraz bardziej samodzielne. To nie znaczy, że nie można narzekać, że nie można czuć żalu/złości/wątpliwości. Ale żeby nie być śmiesznym, trzeba trzymać proporcje. Bywają większe nieszczęścia, niż bycie samotną matką nawet skonfliktowaną z rodziną....
      • wjw2 Re: Nie chcę być matką... 15.08.12, 20:10
        > To nie znaczy, że nie można narzekać, że nie można czuć żalu/złości/wątpliw
        > ości. Ale żeby nie być śmiesznym, trzeba trzymać proporcje. Bywają większe nies
        > zczęścia, niż bycie samotną matką nawet skonfliktowaną z rodziną....


        danaide, wydrukuj sobie ten fragment i powieś na lodówce, nad łóżkiem....
        • danaide Re: Nie chcę być matką... 15.08.12, 22:02
          Wrześniowa mądra babka, trochę brakowało mi kontaktu z takimi osobami w życiu.

          A ja chyba jestem nie tylko śmieszna, ale i tępa. Może tym jest właśnie ten mój egocentryzm. Bo dla mnie pierwsze zdanie stoi w sprzeczności z dwoma pozostałymi - można mieć wątpliwości (1), ale pod warunkiem (2 i 3). Wątpliwości co do swojej roli (rodzica) mają prawo mieć ludzie naprawdę doświadczeni przez los. I należy im pomóc. Nie kwestionuję. To jest chyba ta nieustająca dyskusja - czy w ogóle mamy prawo narzekać jeśli zawsze ktoś na świecie ma gorzej?

          Do czego w takim razie ja mam prawo, skoro chciałabym dać dziecku coś, czego nie mam, a ono z tego powodu też w jakiś sposób cierpi? I myślę czasami, że może da mu to ktoś inny, mimo że ten ktoś uważa, że przytulając dziecko (niemal) zawsze gdy ono tego potrzebuje kręcę bicz na swój grzbiet?

          I jest jakieś miejsce, w którym można o tym porozmawiać?
          • wjw2 Re: Nie chcę być matką... 15.08.12, 23:35

            owszem jest, gabinet psychologiczny.

            • danaide Re: Nie chcę być matką... 15.08.12, 23:51
              Na niemal każdym wątku jest ktoś kto musi kogoś piłować. A Ty mnie, wjw2, to za co? Tylko za głupotę czy masz jeszcze jakiś problem?
              • wjw2 Re: Nie chcę być matką... 16.08.12, 08:31
                Nie czytam każdego Twojego wątku, kolejnych już nie zamierzam.

                Moja rada pozbawiona była jakiejkolwiek złośliwości.
                Widzę że to Ty masz problem ze sobą i z całym szacunkiem, dobrze Ci radzę, udaj się do specjalisty.
                • danaide Re: Nie chcę być matką... 16.08.12, 10:17
                  "Terapia zawalona". Tymi dwoma słowami chyba jasno wyraziłam, że wiem, że problem istnieje, że próbowałam coś zrobić i nie dałam rady. A to czy się wybieram, czy się nie wybieram - mogłabym napisać, że to moja sprawa, gdybym już o tym nie pisała wcześniej gdzieś indziej.

                  W każdym razie dobrze, że tu się kończy ta "znajomość", bo dosyć już czasu straciłam na podobne historie. Nie wgłębimy się w problem, ale tu kopniemy, tam doradzimy i pa.
          • danaide Re: Nie chcę być matką... 15.08.12, 23:47
            Jednak dzięki Ci, wrześniowa, bo dochodzi do mnie, że chyba mam masochistyczną potrzebę uświadomienia mi pewnych rzeczy, nawet za cenę śmieszności, i to przez obcych, bo kiedy mówi coś do mnie moja własna matka, to jakoś nie dociera - po prostu słyszałam od niej różne rzeczy i nie wiem już, z którego worka wyciągać.
        • guderianka mały problem vs duzy problem 16.08.12, 09:37
          małemu zapłakanemu dziecku, którego lalce złamała się noga tez powiesz. :nie rycz, twój problem to nic w porównaniu z dziecmi z domu dziecka, one nie mają swoich lalek?

          nie mozna deprecjonowac problemów innych tylko dlatego, ze inni mają gorzej..
          • wrzesniowamama07 Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 11:36
            olala...

            małe dziecko tym się różni od dorosłej kobiety, że nie rozumie iż nie jest pępkiem wszechświata. Małemu dziecku może się wydawać, że złamana noga lalki to armagedon. Rolą rodzica jest pocieszenie (po pierwsze) a po drugie - powolne wyprowadzanie dziecka z przekonania, że cały świat wiruje wokół niego. To jeden z ważnych aspektów wychowywania. Zaś jednym z podstawowych aspektów dorosłości jest widzenie siebie przez pryzmat innych i nadawanie swoim problemom właściwej perspektywy. Wiadomo, że własne bóle i troski dla człowieka będą zawsze odrobinę ważniejsze niż głód w Somalii czy cholera na Haiti. Nie o tym pisałam. Pisałam o postawie wobec własnych problemów. O tym, żeby z faktu że dziecko nie da się ubrać tak szybko jak mama chce nie wyciągać wniosku o własnym uwięzieniu przy dziecku, a z tego że się farbki wyciągnęło po roku od zakupu - że jest się fatalną matką i że może to oznacza, że w ogóle matką się być nie chce. Żeby nie patrzeć na siebie nawet nie przez szkło powiększające, a przez jakiś bardzo precyzyjny mikroskop.
            • guderianka Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 13:11
              Moja wypowiedź była skierowana do wjw, która zasugerowała błahość problemów autorki. Nie mając do tego prawa.
              Błędem-w moim mniemaniu-jest uważanie, że dzieci są pępkiem świata. Nie są nim ani dorosli ani dzieci. Ale są pępkami we własnym świecie, we własnej glowie, we własnej duszy i mają prowo do odczuwania świata w taki a nie inny sposób. Dopóki nie krzywdza innych a ich cierpienie jest tylko ich udziałem-nie zmienia to faktu, że trzeba im pomóc.Zwłaszcza gdy głośno o pomoc proszą, są świadomi swych niedostatków i błędnych zachowań (pępki świata nie są w stanie tego spostrzec)
              Piszesz o wnioskach wyciąganych z (tu przykład z ubieraniem sie i farbek) sytuacji-nie zgadzam sie. Ja, Ty, Ona, Oni mają prawo uznać te a nie inne sytuacje za ważne problemowe. Ty, ja , on, czy ona-możemy przedstawić SWÓJ punkt widzenia na tę sprawę, SWÓJ punkt odczuwania i postępowania ale nie powinnismy szydzić/obrażać kogoś, kto ma inny stopień odczuwania niż My. Na świecie jest sporo "nadwrażliwych" i gnojenie ich z pewnością im nie pomoże.
              • wrzesniowamama07 Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 13:56
                z jednym się zgadzam - gnoić nikogo nie można

                wszystko inne jest kwestią absolutnie dyskusyjną. Dziecko wyrasta z przekonania, że jest pępkiem wszechświata (jeśli rodzice mu w tym pomogą). Noworodek jest o tym absolutnie przekonany, co więcej - nie bez racji, bo jeśli nie jest najważniejszym punktem mikrokosmosu, ma małe szanse żeby przeżyć. Im dziecko większe, tym bardzie powinno być świadome, że nie jest. Pępkiem.

                W postach autorki - np. w przekonaniu, że zło którego doświadcza jest karą za zło przez nią wyrządzone (albo brak dobra) - widzę owo "pępkowe" zapatrzenie w siebie. No nic na to nie poradzę. Dziecinne jest ono dla mnie, mało dorosłe - i nie ma to wiele wspólnego z wrażliwością (nadwrażliwością). Po pierwsze, owo zło jest bardzo, bardzo względne. Nie tylko w perspektywie innych, większych nieszczęść, ale zobiektywizowanej rzeczywistości - facet, który porzuca, rodzina która kopie i odtrąca - zdarza się, po prostu się zdarza.

                Macierzyństwo, rodzicielstwo nie jest pasmem rozkoszy. Nie jest całe na różowo i ciuciuciu. I raczej jest oczywiste, że mało kobiet chce być samotnymi matkami (pytanie z wątku nr 1). Znam wiele matek, samotnych i niesamotnych, którym macierzyństwo wywróciło życie do góry nogami. Moje - też się bardzo zmieniło. Bardzo. Nigdy nie odczułam, żeby ktoś traktował swoje dziecko jako ogranicznik wolności. Jeśli już to na zasadzie - "spotkam się z tobą za trzy lata, jak Staszek przestanie reagować histerią na każdą nową twarz" - tak, to się zdarza. Nie zdarza się - "Gdybym nie miała Staszka, mogłybyśmy się wybrać do kina, mogłabym się zapisać na jogę, nie miałabym problemu ze strasznym ojcem etc.". A już na pewno nie "Jak oddam Staszka w umiarkowanie dobre ręce to będzie mi łatwiej zrobić porządek we własnym życiu"...
                • guderianka Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 14:14
                  Błąd logiczny-noworodek i małe dziecko nie mają przekonań. Mają odczucia, które sprawiają że czują się w centrum uwagi a rodzic pełni rolę boga. Odczucie-nie przekonanie-to bardzo istotna kwestia. Ponieważ odczucia sie zmieniają w miarę wzrostu, rozwoju układu nerwowego i emocjonalności. Przekonania zostają i trwają czasem do samej śmierci (skrajne przypadki egoizmu wink

                  Rozumiem, w jaki sposób odbierasz wypowiedzi autorki. Ja rozumiem i odbieram je całkiem inaczej. Widzę osobę o dużej samoświadomości, odwadze, szukającej odpowiedzi na pytania-nie bez kozery piszę o odwadze-bo przyznac sie publicznie -czy to na forum czy w realu- że jst źle, że cięzko, że stawia sie pytania o to czy zatrzymac dziecko czy oddac, a juz największy grzech-glośno mówić o swoich potrzebach emocjonalnych czy nazwijmy to estetycznych-to jawna rozpusta!

                  ale zobiektywizowanej rzeczywistości - facet, który porzuca, rodzina kt
                  > óra kopie i odtrąca - zdarza się, po prostu się zdarza.

                  To nie jest zobiektywizowana rzeczywistość ale część jej świata i zycia-Tobie jej problemy znikną gdy naciśniesz off, dla niej pozostaną. Nie mozna od nikogo wymagać by obiektywnie podszedł do swojej subietywnej sytuacji-bo to wymaganie by ktoś wystąpił przeciwko samemu sobie.

                  Akapit o macierzyństwie i traktowanie dziecka-nadmiernie-wg mnie-spłyca problem. Gdy jest źle-ludzie mają prawo mówić o tym, bo to wyzwala, dopóki niekomu nie dzieje sie krzywda. Wiele matek myśli o dzieciach które są w kategoriach co by było gdyby ich nie było-i to raczej w formie żalu za czymś utraconym, raczej refleksyjnie. U autorki też zauważam refleksję a nie chęć rzeczywistych działań (oddanie dziecka)
                  • wrzesniowamama07 Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 20:33
                    no co ty powiesz, noworodek nie ma przekonań? nie wiedziałam wink)) chodzi mi dokładnie o odczucia, które są pierwotne wobec przekonań.

                    Ja słowa autorki odbieram tak, jak odbieram - jak je pisze. Jak pisze, że zastanawia się nad oddaniem dziecka ojcu, to traktuję ją poważnie. Jak pisze, że dziecko ogranicza jej wolności - tak samo. Nie widzę w tym specjalnej refleksji, tylko stwierdzenia faktów
                    • danaide Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 21:08
                      Tego ostatniego się nie wypieram. Wolności. Bo pozwoliłam na jej ograniczenie zawodowo. I to bolało najbardziej, bo cena wysoka, a wyleciałam i tak.

                      A zmiany? Przecież życie z dzieckiem jest nieustanną zmianą i nie polega dla mnie na pogodzeniu się z odebraniem wolności, ale szukaniem kompromisu, który pozwoli mi na choćby częściowe jej odzyskanie. Choćby jej ersatz. Kwestia potrzeb. Ja mam taką. Mój czas tylko dla mnie. Rzeczywiście - naganne.

                      A tym którzy piszą o odpowiedzialności radzę się dobrze zastanowić. Ja nie oddaję dziecka do adopcji tylko kombinuję jak by tu w miarę szybko i bezstresowo mogło pojechać do OJCA na początek na tydzień...
                    • guderianka Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 21:45
                      Dokładnie, nie ma przekonań. A Ty sie zdecyduj czy chodzi Ci o przekonania (świadome,) czu odczucia (odruchy) wink
                      • lilka_o Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 22:16
                        w wieku 3 lat raczej odczucia, na przekonanie chyba za wczesnie
                        • danaide Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 23:14
                          Dla mnie to jakiś spór pojęciowy, a najważniejsze by to coś poszanować. Tylko że ja przez poszanowanie - jak takiego malucha wysyłać na wakacje ojcu, z którym traci kontakt, bo matka stała się jedna jedyna? - doszłam do ściany.
                          Ale maluch rośniewink
                          • lilka_o Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 23:26
                            rośnie, to bardzo dobrze, że rośnie!
                            i będzie ci wdzięczne, jeśli otworzysz się na innych! odczekaj przedszkole, pozwól sobie na kino, znajomych - od tego są nianki, nie każdy ma pomoc ze strony rodziny - moja "teściowa" zawsze głupio się śmieje, gdy wspominam o wolnym popołudniu - nigdy by nie pomogła, więc mi zwisa. ale są inni, na szczęście!
                  • lilka_o Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 11:42
                    guderianka napisała:


                    >
                    > Rozumiem, w jaki sposób odbierasz wypowiedzi autorki. Ja rozumiem i odbieram je
                    > całkiem inaczej. Widzę osobę o dużej samoświadomości, odwadze, szukającej odpo
                    > wiedzi na pytania-nie bez kozery piszę o odwadze-bo przyznac sie publicznie -cz
                    > y to na forum czy w realu- że jst źle, że cięzko, że stawia sie pytania o to cz
                    > y zatrzymac dziecko czy oddac, a juz największy grzech-glośno mówić o swoich po
                    > trzebach emocjonalnych czy nazwijmy to estetycznych-to jawna rozpusta!

                    tak, ale pozostaje pytanie, dlaczego dla niej oddanie dziecka jest w oóle opcją - dlatego, że postanowiła radzić sobie za wszelką siłę sama i nie otwierać się na pomoc? Przecież nie trzeba ciągać dziecka na koncert, na którym można zrelaksować się samemu lub z przyjaciółmi, dziecko pozostawiając na ten czas niańce. Nic w tam złego - normalna kolej rzeczy. gdzieś pisala, że dostaje wysokie alimenty, więc od finansów to chyba nie jest zależne. mogłaby sobie ułatwić..., ale chyba nie bardzo che / może. a to już prblem poważka!

                    > ale zobiektywizowanej rzeczywistości - facet, który porzuca, rodzina kt
                    > > óra kopie i odtrąca - zdarza się, po prostu się zdarza.

                    > To nie jest zobiektywizowana rzeczywistość ale część jej świata i zycia-Tobie j
                    > ej problemy znikną gdy naciśniesz off, dla niej pozostaną. Nie mozna od nikogo
                    > wymagać by obiektywnie podszedł do swojej subietywnej sytuacji-bo to wymaganie
                    > by ktoś wystąpił przeciwko samemu sobie.

                    każdy z nas coś ze sobą niesie, ale trzeba dać się z tego wyzwolić!

                    > Akapit o macierzyństwie i traktowanie dziecka-nadmiernie-wg mnie-spłyca problem
                    > . Gdy jest źle-ludzie mają prawo mówić o tym, bo to wyzwala, dopóki niekomu nie
                    > dzieje sie krzywda. Wiele matek myśli o dzieciach które są w kategoriach co by
                    > było gdyby ich nie było-i to raczej w formie żalu za czymś utraconym, raczej r
                    > efleksyjnie. U autorki też zauważam refleksję a nie chęć rzeczywistych działań
                    > (oddanie dziecka)

                    a ja myślę, że to nie jest refleksja, tylko rozpacz, bo posunęła się w swojej niezależności za daleko - chcąc nie chcąc, bo tu problem głęboki, nie tylko widzimisię - i dla dobra każdego trzeba dużo pracy z terapuetą.... trzymam kciuki.
                • danaide Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 20:56
                  wrzesniowamama07 napisała:
                  > wszystko inne jest kwestią absolutnie dyskusyjną. Dziecko wyrasta z przekonania
                  > , że jest pępkiem wszechświata (jeśli rodzice mu w tym pomogą).

                  jak sama widzisz - jeśli rodzice mu w tym pomogą. Jakieś sugestie? Ja staram się postępować tak, jak pisze J. Juul - dzieciaki uczą się, że istnieją inni, jeśli pokaże się im, że inni też mają potrzeby. Niestety, kupa polskich matek (Polek) poświęca się, a potem wielkie pretensje i wyzywanie od egoistek. I takie matki trzeba potem uczyć, ośmielać, że trzeba, że warto mieć i realizować własne potrzeby. I niektóre całe życie nie mogą się nauczyć.
                  Z autopsji, niestety.

                  > W postach autorki - np. w przekonaniu, że zło którego doświadcza jest karą za z
                  > ło przez nią wyrządzone (albo brak dobra) - widzę owo "pępkowe" zapatrzenie w s
                  > iebie.

                  Emotikony od czegoś są, mam wrażenie. Np. od pokazania dystansu, czyż nie?

                  No nic na to nie poradzę. Dziecinne jest ono dla mnie, mało dorosłe - i
                  > nie ma to wiele wspólnego z wrażliwością (nadwrażliwością).

                  Czasami jednej rzeczy żałuję, że dziecko przytrafiło mi się tak późno. Bo dla mnie dziecko stało się wyzwalaczem zmian, także zmian świadomości. I jeśli nadal jestem dla Ciebie dziecinna czy niewrażliwa, to Bogu dziękuj, że nie znałaś mnie, choćby w wirtualu (zresztą - nie bywałam), wcześniej. Narodzenie dziecka zmusiło mnie też do powrotu do własnego dzieciństwa. No i się mleko wylało.

                  > zczęść, ale zobiektywizowanej rzeczywistości - facet, który porzuca, rodzina kt
                  > óra kopie i odtrąca - zdarza się, po prostu się zdarza.

                  No jasne. Ale każdy jakoś może to odebrać po swojemu. Bo to właśnie jest najzabawniejsze, że każdy pojedynczy człowiek obiektywne zdarzenia odbiera w jednostkowy sposób. W moim przypadku jest w tym sporo żalu - bo to jest moje pierwsze i wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi jedyne dziecko. I jedyne doświadczenie macierzyństwa. Coś co mogło być fajne, bo miałam po temu wiele przesłanek, okazało się... inne. I kiedy piszę fajne nie mam na myśli reklam (zresztą mała naprawdę była super bezproblemowy bobas, po miesiącu przesypiała noc itpd.). Może tak miało być, że runęły domki z kart, że dziecko stało się katalizatorem potężnych zmian i to nie tylko prostego grafiku dnia, że facet-rodzina-praca - wszystko było naczyniami połączonymi (nie pisałam dużo, ale wiem dużo) i wyszło jak wyszło i dzięki temu dojdę gdzieś indziej, dalej, dokąd może nigdy nie zaszłabym gdyby te wszystkie, gatunkowo dla mnie ciężkie, choć obiektywnie zwykłe rzeczy, nie wydarzyły się.

                  Dla mnie bolesne było to, że miałam w głowie mityczne pierwsze 3 lata, które są kluczowe dla dziecka. Sama byłam jakoś zwichrowana i chciałam się wyciszyć dla dziecka. Prosiłam wszystkich, łącznie z pracodawcą - jego na pewno wprost - o jedno: SPOKÓJ. Nie kasę, wychowanie małej, cokolwiek, ale o spokój...

                  > Macierzyństwo, rodzicielstwo nie jest pasmem rozkoszy. Nie jest całe na różowo
                  > i ciuciuciu. I raczej jest oczywiste, że mało kobiet chce być samotnymi matkami
                  > (pytanie z wątku nr 1). Znam wiele matek, samotnych i niesamotnych, którym mac
                  > ierzyństwo wywróciło życie do góry nogami. Moje - też się bardzo zmieniło. Bard
                  > zo. Nigdy nie odczułam, żeby ktoś traktował swoje dziecko jako ogranicznik woln
                  > ości. Jeśli już to na zasadzie - "spotkam się z tobą za trzy lata, jak Staszek
                  > przestanie reagować histerią na każdą nową twarz" - tak, to się zdarza. Nie zda
                  > rza się - "Gdybym nie miała Staszka, mogłybyśmy się wybrać do kina, mogłabym si
                  > ę zapisać na jogę, nie miałabym problemu ze strasznym ojcem etc.".

                  Nie zdarza? Przecież to jest oczywista oczywistość!
                  Co do strasznego ojca. Cóż. Syn mojej siostry był dla niego bę..., a ona k... Ja podobnie. Ale obie podeszłyśmy do problemu - tak, poważnego, patologicznego problemu w nim - inaczej. Ona to przełknęła i dlatego on uznał, że ze mną można tak samo. Nie można.

                  A już na pew
                  > no nie "Jak oddam Staszka w umiarkowanie dobre ręce to będzie mi łatwiej zrobić
                  > porządek we własnym życiu"...

                  To jest trochę naginanie tego co mówię. Ale sama widzisz. Miałaś wsparcie, to już ustaliłyśmy, mimo że mieszkasz obecnie sama. A teraz wyobraź sobie sytuację gdy jesteś całkiem sama z dzieckiem, wali się świat jaki znasz, a Ty nie możesz odejść na tyle długo i daleko, by wykrzyczeć z siebie ten cholerny ból, bo może akurat jest to Ci potrzebne. No, możesz. Raz na tydzień. A potem wcale. I tak mijają miesiące. Good luck.

                  Odpowiem krótko. Porządek w życiu muszę robić z dzieckiem u boku. Choć terapie są rozwalające (stresujące). Ale w wakacje: mała ze mną morze/góry, potem z tatą co tam tata sobie wymyśli, a ja w podróż wedle własnych potrzeb. Z każdym rokiem dłuższą. Praca na kontrakcie - pa pa. Zdanie zmienię tylko pod przymusem.
                  • lilka_o Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 21:36
                    rozumiem twoją sytuację, bo sama wiem co znaczy być samotną matką. ale czy nie warto dla dobra twojego i małej odsapnąć sobie przy kawce i poukładać pomału świat na nowo, podczas gdy mała jest u niańki? napewno ktoś taki znajdzie się, z kim fajnie spędzi czas popołudniu bez mamy. nie sądzę, aby wysłanie dziecka do ojca, z którym nie ma częstego kontaktu ( i za granicę, bez znajomości języka) było najlepszym rozwiązaniem. nie wiem ile mała ma latek, ale dzieci rozumieją i wyczuwają przecież tak wiele, ona będzie odczuwała, że ją odrzucasz - najgorsze, co można dziecku przekazać, to właśnie to...
                    a co z przedszkolem? to przecież też daje czas dla ciebie.
                    • danaide Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 21:51
                      Nie wiem jak pomoże mi przedszkole, za 2 tygodnie początek, bo opiekunka raz na tydzień na parę godzin od miesiąca ok, ale to już nie ten etap. Przegapiłam moment gdy "daję radę sama" zamieniło się w "totalnie nie daję rady". Mi potrzebny jest totalny reset, wyjazd min. 1000 km. Bez dziecka.
                      • madziulec Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 22:44
                        "siama" to chyba okres przedszkolny. A Ty wydaje się, że masz nico więcej latek....
                        No ale tu wspaniała pani (mianowany pracownik) choćby miała upieprzyc się na maksa będzie idealną mamusia i wszystkim.
                        No i koniecznie dzień w dzień - punktualna do usrania, bo dziecko musi mieć program dnia do wypełnienia, do tego wymalowana, w szpilach, bo mamusi 3-latki eniw ypada inaczej...
                        Tipsy też masz???
                        • lilka_o Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 23:03
                          madziulec napisała:

                          > "siama" to chyba okres przedszkolny. A Ty wydaje się, że masz nico więcej latek
                          > ....
                          > No ale tu wspaniała pani (mianowany pracownik) choćby miała upieprzyc się na ma
                          > ksa będzie idealną mamusia i wszystkim.
                          > No i koniecznie dzień w dzień - punktualna do usrania, bo dziecko musi mieć pro
                          > gram dnia do wypełnienia, do tego wymalowana, w szpilach, bo mamusi 3-latki eni
                          > w ypada inaczej...
                          > Tipsy też masz???
                          gdzie ty wyczytałaś punktualność do usrania i program dla dziecka, jakie tipsy??? czytaj uważnie albo coś innego, bo to bezsensu jest! nie w szpilach sęk!
                          • danaide Re: mały problem vs duzy problem 16.08.12, 23:25
                            Madziulec się czepia, bo już podpadłam w poprzednim wątku, ale teraz przynajmniej już wiem z kim gadam i wrzucam na luz.

                            > > "siama" to chyba okres przedszkolny. A Ty wydaje się, że masz nico więcej
                            > latek
                            > > ....
                            NIC nie rozumiem.

                            > > No ale tu wspaniała pani (mianowany pracownik)
                            Wiesz dlaczego napisałam o mianowanym pracowniku? Bo wszyscy uważają, że nie ma jak rodzić na takich stanowiskach. A ja jestem dowodem na to, że chcieć to móc. Nawet wywalić na wychowawczym. Nawet jeśli ten wychowawczy jest ostatnią rzeczą o jaką proszę. Bo z jakichś względów chcę ten spokój nad wszystko inne. A potem biorę to inne. C'est la vie.
                            Ale dla Ciebie madziulec to jednoznaczne: na pewno ktoś tu się wywyższa. Żal.

                            > > No ale tu wspaniała pani (mianowany pracownik) choćby miała upieprzyc się
                            > na ma
                            > > ksa będzie idealną mamusia i wszystkim.
                            > > No i koniecznie dzień w dzień - punktualna do usrania, bo dziecko musi mi
                            > eć pro
                            > > gram dnia do wypełnienia, do tego wymalowana, w szpilach, bo mamusi 3-lat
                            > ki eni
                            > > w ypada inaczej...
                            > > Tipsy też masz???

                            Ale jazda. Wyczytałam gdzieś na forum i pasuje jak ulał: madziulec, daj namiar na swojego dilera!
                            • madziulec Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 10:36
                              Czytam te Twoje pościki i rzeczywiście zaczynam dochodzić do wniosku, że masz problem. A raczej ma Twoje biedne dziecko. Dlaczego? Ponieważ ma mamuśke z przerośnietym ego, które:
                              - każe jej robić karierę, bo przecież na forum każą smile (no to mnie powaliło...) I przestań się wreszcie chwalić, że byłas pracownikiem służb publicznych, bo może byłas piekielnie niesprawiedliwą pania prokurator???? A może klawiszem w więzieniu? (to by tłumaczyło uwielbienie do tego robienia na czas)


                              Zamiast na dilera moge dac Ci namiar na dobrego psychologa. Kilka osób Ci polecało. Ale zaprzeczasz.
                              No przecież TY problemu nie masz wink
                              Za chwilke światełka zgasną i ludzie się znudzą, a Ty znów wrócisz do swojego domku i będziesz dalej ze swoim dzieckiem, sama. Dociera??????
                          • madziulec Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 10:24
                            Punktualnośc do usrania? Poczytaj inny wątek, gdzie było narzekanie na dziecko, jak to jest bezczelnie wredne, bo nie mogą zdązyć na klubiki i inne koncerty typu jazz na Starówce wink
                            Pyszny wacik swoja drogą. Mamuska z ambicjami, a dziecko.. no cóż... To faceci łapia laski na dzieci. Dla bab zawsze był to tylko ogon.
                            • lilka_o Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 10:29
                              podaj linka, bo nie mam zbyt czasu na szukanie.
                              • madziulec Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 10:47
                                Nie chce mi się. Jak chcesz czytac to sobie poszukaj. Wyszukiwarka nie gryzie.
                                A ja wredna suka jestem.
                            • lilith76 Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 15:37
                              > Punktualnośc do usrania? Poczytaj inny wątek, gdzie było narzekanie na dziecko,
                              > jak to jest bezczelnie wredne, bo nie mogą zdązyć na klubiki i inne koncerty t
                              > ypu jazz na Starówce wink

                              madziulec, co jak co ale o wtórny analfabetyzm bym cię nie posądzała smile
                              Wnioski z tamtego wątku powyciągałaś jak redaktor "Faktu" z wywiadu z jakimś politykiem.
                              Dziewczyna pytała jak zrobić by etap wychodzenia z dzieckiem z domu skrócić by nie trwał przez bardzo długi czas, czyli po kilkadziesiąt minut - dla ciebie: punktualność do usrania.
                              Dziewczyna bywa z córką na różnych wydarzeniach kulturalnych w mieście, pewnie raz na jakiś czas - dla ciebie: mamuśka z ambicjami.
                              • madziulec Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 17:32
                                Nie. Mamuśka bywa na wydarzeniach kulturalnych interesujących dla SIEBIE.
                                Ale czytaj jak chcesz.
                                Hoduje jak dla mnie dziecko, bo pewnie gdzieś wyczytała, że w jej wieku wypada już mieć dziecko i to pasuje do .. "planu". Do tego pasował (bo karierę się robiło) mąż zagraniczniak. No i się sypło.
                                W cholerę. I to jak się sypło....
                                • lilka_o Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 18:48
                                  madziulec napisała:

                                  > Nie. Mamuśka bywa na wydarzeniach kulturalnych interesujących dla SIEBIE.
                                  > Ale czytaj jak chcesz.

                                  czytaj uważnie - przecież były to także przedstawienia dla dzieci. a co w tym takiego złego, że nie siedzi codziennie w piaskownicy, tylko chce użyć też trochę kultury??? bardzo dobrze że mając te możliwości próbuje je wykorzystać. a że jest stresowo, to każdy kto ma dziecko w tym wieku zrozumie. trzeba tylko po prostu znaleźć drogę, która mniej stresuje.

                                  > Hoduje jak dla mnie dziecko, bo pewnie gdzieś wyczytała, że w jej wieku wypada
                                  > już mieć dziecko i to pasuje do .. "planu". Do tego pasował (bo karierę się rob
                                  > iło) mąż zagraniczniak.
                                  ale sobie wymyśliłaś! pewnie jeszcze myślisz, że poznała go w internecie n ajakimś forum - sorry, ale przesadzasz!!! najważniejsze, że tobie się powodzi - najwidoczniej tak jest, bo wyobraźni na sytuacje życiowe tobie brak... rozszesz horyzont!
                                  No i się sypło.
                                  > W cholerę. I to jak się sypło....

                                  każdy może mieć pecha, a u ciebie ok?
                                  >
    • wrzesniowamama07 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 20:38
      Rzeczywiście to może być problem, ten brak zmiany. Bo zostanie rodzicem to największy przełom w życiu. Stawiasz opór i chcesz, żeby było po staremu? Żal ci tego co obiektywnie straciłaś - cierpisz.

      Ośmielam się twierdzić - sądząc po Twoich postach - że moje macierzyństwo zamknęło mi porównywalnie ciekawe, lub może nawet ciekawsze życie (kariera, liczne podróże po świecie, życie na nieustannym adrenalinowym haju, satysfakcja ze świetnego zespołu pracowników, o miłym aczkolwiek niestabilnym i nierokującym związku nie wspominając). Żałuję? Ani trochę. Musiałam się pogodzić ze zmianą zewnętrzną i zmianą we mnie, co nie znaczy że się zmieniłam cała. Ale w paru wymiarach - na pewno.
      • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 21:35
        Zmiana jest, może dla Ciebie niezauważalna. Ale to nie jest tak, że jest dziecko i nie ma powrotu do pewnych rzeczy. Jeśli są naprawdę ważne, nawet jeśli tylko dla mnie, to mała się trochę posunie i wszystko będzie ok - bo inaczej zabije mnie frustracja. A po co to małej? Za parę lat sama zrozumie, że mama, która ma swój świat to fajna mama.
        • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 21:45
          I jeszcze jeden ważny aspekt - ojca nikt nie rozlicza z tego, że postanowił mieć ciastko i zjeść ciastko. Chcę dziecka, nie chcę zmian. To nie jest tak, że ja mogę pozwolić sobie na luksus spadnięcia na dno (do czego może mnie doprowadzić brak pracy i brak samorealizacji), a on będzie dalej szedł sobie do przodu w bok gdziekolwiek bądź. Osobiście, doprowadzają mnie do pasji pasożyty, cośtamfagi, które żerują na mnie - wychowaj mu dziecko, kupy nie kupy, zupy nie zupy, on kiedyś, przy odchowanym pomyśli o "opiece naprzemiennej" (pierwsze maile po odejściu od niego).

          Jak zostawił mnie z 9-miesięcznym dzieckiem myślałam inaczej. Że dam radę bez całego świata, opiekunki itpd. Dwa razy poszedł mi kręgosłup, tak że nie mogłam się ruszać. Ostatnio gdy zakładałam ten wątek poszedł tak, że mogłam, ale bolało jak cholera. Life. Ale jeśli mam się na coś przydać dziecku przez wiele kolejnych lat muszę zacząć dbać o siebie fizycznie i psychicznie.
          • lilka_o Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 22:10
            no więc na początek może właśnie przedszkole choć troszkę pozwoli zadbać o siebie. macierzyństwo jest wielką zmianą w życiu każdej kobiety, choć są i takie, które mogą odczuwać te zmiany mniej niż inne. sztuką jest pogodzić pracę, dom i dziecko, nawet jak facet jest, więc jest większym wyzwaniem, gdy jest się samemu. ale od tego jest właśnie przedszkole czy niańka. wiem z doświadczenia, że przedszkole powoli stabilizuje, pomaga poukładać, zaplanować a przede wszystkim odpocząć. i choć dzieci w wieku przedszkolnym zawsze mają jakieś swoje widzimisię, to nawet po kilku godzinach bez dziecka czasem łatwiej nam do tego podejść. jasne, że jako SM z niektórych aspektów życia bez dziecka trzeba zrezygnować, ale trzeba też dbać o siebie, bo to najważniejsze dla małej. jak zacznie się przedszkole, to będziesz miała czas na rozchmurzenie perspektyw! będzie lepiej, może nie będzie narazie dłuższych wyjazdów, ale to chyba nie problem tylko SM? zastanów się, co chcesz osiągnąć w najbliższym czasie, ile możesz z tego osiągnąć i z czego możesz i chcesz zrezygnować dla dobra twojego i małej! bo to, że twoja rodzina jest taka jaka jest, nie znaczy że MUSISZ przekazywać to twojej małej - taki wyjazd do ojca to dla niej będzie niezły orzech do zgryzienia - ona tego nie zrozumie, jeśli ma dopiero 3 latka...
          • lilka_o Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 22:25
            nikt nie musi w życiu dawać rady samemu, bez całego świata - przecież to autodestrukcyjne! po coś ten świat i inni ludzie wokół nas są, żebyśmy nie walczyły same!
            • danaide Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 16.08.12, 23:31
              Dzięki Lilka_o, masz ode mnie lajkawink
    • virtual_moth Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 11:00
      Nie przesadzasz madziulec? Laska jest egzltowana i infantylna, ale troche za ostro do niej piszesz. A gazeta nie ma tipsów, bo to facet, chyba wszyscy to wiedzą...
      • madziulec Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 12:50
        Virtual wink Tu się mylisz. Gazeta jest babą. Problem jednak polega na tym, że dość często trolluje jako facet, stąd niestety czasem się myli w końcówkach czasowników i stąd pomyłki i głupawe sytuacje.
        A że baba to już wiadomo. Sa tacy co to ją widzieli. No gwiazda to nie jest. Ale płec potwierdzają ;P
        • lilith76 Re: mały problem vs duzy problem 17.08.12, 13:26
          Przychylam się do virt - trochę więcej luzu.
          Czy któraś z was autentycznie dwa lata spędziła sama z dzieckiem w domu, bez niczyjej pomocy ze strony rodziny? Na prawdę? Bo padnę big_grin
          Ja jestem w stanie uwierzyć, że od tego można trafić niemal pod drzwi psychiatryka.
          W takiej sytuacji pójście do jakiejkolwiek pracy będzie wybawieniem - po 10 h na kasie w Tesco córka może okazać się cudem smile
          • danaide Re: mały problem vs duzy problem 18.08.12, 02:33
            Lilith - też masz lajka, ale to już nie pierwszy razwink

            Guderianka - ktoś mnie tu wymoderował jak widzęwink

            Madziulec - Twoja misja, Twoje zacietrzewienie bawi mnie coraz bardziej. Tak, wiem, jest noc z piątku na sobotę, wpół do trzeciej, a ja bawię się w najlepsze i to na trzeźwo. DZIĘĘĘKI!!!smile smile smile

            Co do psy - dobrego mam poleconego tylko jednego, od kogoś kto też mnie tu podczytuje i obiecuję się zgłosić jak ruszy przedszkolewink

            Że chaotycznie, egzaltowanie itpd. Gryźcie się same przez dwa lata. A potem niech to będzie poukładane, gdy tyle się nagromadziło. Dla mnie najważniejsze jest, że z tego potoku zdań całkiem o mnie sprzecznych wybieram to, co dla małej i dla mnie jest najważniejsze i pomaga nam to lepiej żyć. Wątek o wychodzeniu już nam pomógł. I ten mi też pomaga wyluzować, popatrzeć na sprawy z innej perspektywy.

            Pewnie gdybym wpadła tu wcześniej nie byłoby tak histerycznie, ale byłaby mniejsza jazda przy pisaniu i czytaniu.
            • miaowi Re: mały problem vs duzy problem 18.08.12, 10:16
              Ja sobie tam browara nie odmawiam. Tym bardziej, że dzisiaj sobota.
              Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że pierwsze dwa lata z dzieckiem były absolutnie koszmarne i uważam je za wyjęte z zycia.
              Teraz córka ma 6 lat, da się z nią dogadać, choć za 10 lat pewnie nie będzie chciała już ze mną rozmawiać.

              Moi rodzice też uważają mnie za produkt nieudany, choć skończyłam studia, pracuję w zawodzie, zarabiam, i utrzymuję sama siebie i dziecko. Bez alimentów.
              Mimo że mam partnera, nadal uważam się za samotną matkę, ale tym razem "samotna" nie ma już skojarzeń negatywnych. Sama wychowuję i nie muszę z nikim iść na żadne zakichane kompromisy.
              • danaide Re: mały problem vs duzy problem 18.08.12, 21:15
                Ja jestem nieudana tylko dla ojca (typ narcyza, na miłość trzeba zasłużyć!), dla matki - jak to dla matki - kocha, ale dopiero niedawno dosłyszałam, że mam być szczęśliwa. Część moich wyborów wynika też z tego, jak postrzegałam to, co ona zrobiła ze swoim życiem.

                Nie można całe życie ustępować wszystkim w kolejce "Realizacja własnych potrzeb".
                • miaowi Re: mały problem vs duzy problem 19.08.12, 09:37
                  Odkąd urodziłam dziecko moja matka nie twierdzi już, że mam być szczęśliwa. Przeciwnie, twierdzi, że sama zdecydowałam się na dziecko, więc teraz mam ponosić konsekwencje i NIE być szczęśliwa, tylko poświęcać się dla dziecka, bo inaczej wpadnie w narkotyki i ucieknie do ojca-kryminalisty.
                  • wrzesniowamama07 Re: mały problem vs duzy problem 19.08.12, 10:09
                    Współczuję, ale chyba jesteś dużą dziewczynką i wiesz, że mama nie zawsze ma rację?
                    • miaowi Re: mały problem vs duzy problem 19.08.12, 11:52
                      Ja tak, ale moje dziecko jest małą dziewczynką i czasami przynosi po wizycie u babci takie rewelacje, że cycki opadają. Całe szczęście noszę rozmiar A.
          • wrzesniowamama07 Re: mały problem vs duzy problem 18.08.12, 14:18
            Zapewne gdybym spędziła 2 lata sama z dzieckiem w domu, zamknęliby mnie w wariatkowie. Ale sęk w tym, że autorka spędziła je na własne życzenie czy też może - na skutek własnych decyzji, wynikających przynajmniej po części nie z obiektywnych uwarunkowań, a z własnych przemyśleń i wyborów. Pytanie - czy nie warto się zastanowić nad tym, co było niewłaściwego w tych wyborach? Moment autorefleksji z wyciągnięciem wniosków by był nie od rzeczy...
            • miaowi Re: mały problem vs duzy problem 18.08.12, 17:04
              Poprawka, gdybyś spędziła dwa lata mieszkając jako samotna matka z moimi starymi, to z pewnością wywieźliby cię w kaftanie.
              Tak więc dodatkowe ręce przy dziecku nie zawsze są rękoma które leczą.
              • wrzesniowamama07 Re: mały problem vs duzy problem 18.08.12, 19:59
                Mieszkania z własnymi rodzicami nie brałam pod uwagę, odkąd szczęśliwie wyprowadziłam się z domu i z miasta od razu. Jestem z dzieckiem sama, pomoc mam dochodzącą. I "dochodzącego" ojca dziecka.

    • whitney85 Re: Nie chcę być samotną matką czy matką w ogóle? 18.08.12, 14:34
      Współczuję, na prawdę. A mogłabyś oddać małą ojcu a sama zamieszkać obok, np. wynająć pokój i pójść do pracy a popołudnia albo weekendy spędzać z małą?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka