Dodaj do ulubionych

Widywanie dziecka

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.14, 13:14
Mam 9 miesięczną córeczkę. Z ojcem dziecka rozstaliśmy sie niedawno. Powodów było wiele, ale głównie kłociliśmy się o to, że poświęca jej zbyt mało czasu (pracował do 14, weekendy wolne). Z dzieckiem było ciężko a pomimo to on nigdy mi nie pomagał. Teraz, kiedy jest starsza, również nie potrafił się nią zająć. Kiedy go o to prosiłam, trwało to 5 minut i dziecko zaczynało płakać, marudzić, a tatuś nic, tylko patrzył albo do czegoś ją zmuszał. Widoczny był ewidentny brak chęci. Nie karmił, nie usypiał (nie przykładał się do tego, a dziecko czuje niechęć). Nie dbał też o jej bezpieczeństwo. Często zostawiał elektronicznego papierosa na niskim stoliku od tv, przy którym dziecko stawało i zabierało wszystko co sie da. Pomimo moich tysięcy uwag co do tego, wiecznie było 'zapomniałem, przeciez nic sie nie stało, nie mozna gdybać'. Od dziecka wolał tv, komputer, telefon. Kiedy mielismy kompletny kryzys finansowy, długi i trzeba było jeździć do lekarza z Małą, on sobie kupował piwka i nie widział w tym nic złego. Ojj wiele tego było. Jak się wyprowadzał, nie przyszedł nawet się z nią pożegnać. Nie odzywał się. średnio raz w tygodniu chce ją odwiedzić. JAk przyjedzie, to nie interesuje go o której wstała (spi co 2 h_) zeby mial jak najwiecej czasu z nią, nie widze tez jakiegos zaangażowania. Ustalilismy ile bedzie placil i kiedy. nie wplacil na czas, upomnialam sie to wplacil polow.e. Przypomnialam ze inne były ustalenia, to 'on wiecej nie ma' a ja moge isc do sądu jak chce i on chce brac małą na 2-3 h do siebie. Jestem przerażona bo on nie potrafi się nią zajmować, nigdy tego nie robił, nigdy nie widziałam ( to nie tylko moje spostrzeżenie) miłości i zaangażowania. Do tego jest strasznie neidojrzały i nieodpowiedzialny (twierdzi ze nie mozna gdybac, wszystko zapomina, nie pomysli...). Chce dla dziecka jak najlepiej, ale wiem, że pewnego dnia znudzi mu się widywanie dziecka na pokaz przed rodziną (kiedy bylismy w odwiedzinach u jego rodziny, słyszałam rzeczy ktorych w domu nigdy nie uslyszalam mimo wielu prosb typu "daj, ja ją wezmę'' , 'odpocznij sobie'). Myślę, a także Ci którzy mieli z nami kontakt na codzień, że z jego strony to było niezłe cwaniactwo( o czym moze swiadczyc fakt, ze nigdy nie przyznawal sie do prawdziwych powodow klotni, tylko wymyslal przed rodziną niestworzone historie).
Nie wiem co robić. Nie potrafie sie w tym wszystkim odnaleźć. Jesli chce widywac dziecko to tylko przy mnie.
Nie chce ukryć przed nim dziecka jak zapewne niektorzy beda twierdzic, nie da sie tu tego opisac ale dziecko z nim naprawde nie bedzie bezpieczne. Poza tym choć wyda się Wam to niepojęte, Mała nie ma więzi emocjonalnej z ojcem (bywały dni ze nie mial jej na rekach,ew. do niej gwizdnął czy cmoknął i to wszystko).
Obserwuj wątek
    • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.14, 14:40
      Czy mam prawo nie zgodzić się na zabieranie dziecka?
      • chalsia Re: Widywanie dziecka 06.03.14, 16:30
        > Przypomnialam ze inne były ustalenia, to 'on wiecej nie ma' a ja moge isc do sądu jak chce

        możesz mu odpowiedzieć dokłądnie tak samo, że może iść do sądu jak chce

        i jeśli nie ma szansy na dogadanie się między Wami bezpośrednio - to w Twoim interesie jest pójść do sądu o ustalenie alimentów i kontaktów z dzieckiem
        • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.14, 16:52
          Najprościej było by się dogadać, tylko że on każde ustalenia ma pozniej gdzieś i wszystko przekręca.
          Boję się, że jeśli pójdę do sądu (on się raczej nie odważy) to obróci się wszystko przeciw mnie i będzie miał prawo zabierać córkę do siebie a jestem pewna, że wtedy źle to się skończy, w końcu mieszkałam z nim pod jednym dachem i widziałam jaki potrafi być bezmyślny.
          • chalsia Re: Widywanie dziecka 06.03.14, 17:29
            masz większe szanse uzyskać w sądzie, to co chcesz, gdy dziecko jest tak małe (9 miesięcy), a już zwłaszcza, jeśli karmisz piersią
            ALE FAKTEM JEST, że w ciągu 2-3 godz u ojca nic się nie stanie - pielucha wytrzyma, dziecko z głodu ani pragnienia nie zachoruje
            • ann.k Re: Widywanie dziecka 06.03.14, 20:02
              chalsia napisała:

              > ALE FAKTEM JEST, że w ciągu 2-3 godz u ojca nic się nie stanie - pielucha wytrz
              > yma, dziecko z głodu ani pragnienia nie zachoruje

              FAKTEM JEST, że według opisu autorki dziecka ojciec tegoż jest NIEODPOWIEDZIALNY i BEZMYŚLNY. Nie ma potrzeby ani ochoty przewidywania swoich działań i ich możliwych konsekwencji. Nie oddałabym dziecka pod opiekę człowiekowi, który twierdzi, że nie ma co gdybać.
              • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.14, 20:26
                Właśnie nie chodzi o głód czy pieluchę, tylko o fakt, że dziecko to dziecko i my dorośli musimy myśleć za nie i przewidywać a ojciec dziecka nie tyle nawet ze nie potrafi ale nie widzi takiej potrzeby.
    • ann.k Re: Widywanie dziecka 06.03.14, 20:06
      Idź do sądu, wystąp o ustalenie alimentów i podziału opieki nad dzieckiem. Wnieś aby spotkania z dzieckiem odbywały się tylko w Twojej obecności / w Twoim domu. Masz duze szanse to uzyskać. A jak kiedyś się sytuacja zmieni, nie musisz przecież się trzymać ściśle ustaleń sądu, możecie poczynić własne.
      • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.14, 20:28
        Dziękuje za odpowiedź.
        Chce właśnie tak zrobić, boję się jedynie, że trafię na jakąś mało wyrozumiałą sędzinę. A tu chodzi o dobro dziecka.
        • Gość: też sama Re: Widywanie dziecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.14, 09:14
          Witam, jak najbardziej - sąd - ale ja wnioskowałabym o opinię RODK - tam bardzo szybko rozszyfrują tatusia i sąd będzie miał orzeczenie na którym będzie się mógł oprzeć - bo to co Ty będziesz mówić - Twój mąż będzie negował i przedstawiał się w jak najlepszym świetle - tak jak to czynił na pokaz przy rodzinie
          • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.04.14, 11:21
            Dziękuje.
            'Tatuś' nie był u dziecka nawet w swieta mimo iz mogl. nie pyta o nią, o jej zdrowie. Wpada na 40 minut co dwa tygodnie i z moich obserwacji wynika, że z widzenia na widzenie coraz mniej to dziecko go obchodzi. Nie umie znalezc z nią kontaktu, troche sie pobawi i wszystko... Potrafi napisac ze nie przyjedzie bo 'cos zle sie czuje'..
            Jednak dowiedziałam się, że rodzinie mowi co innego, że tęskni,że zazdrości ze ja widze jak ona rośnie itd... Tylko kurde skoro tak, to czemu tak rzadko przyjezdza i na tak krotko ? Drogie mamy, 40 min-godzina z dzieckiem to zlatuje w mgnieniu oka, do tego jeszcze co dwa tygodnie...A bezczelnie mnie straszy, że jak dziecko skończy rok to będzie ją zabierał do siebie, na kilka godzin, jak on sie nigdy dzieckiem nie zajmowal...
            Planuję pójść do sądu aby wszystko uregulować na papierku. Chcę aby sądownie sprawowanie opieki nad dzieckiem było przyznane mi a jemu ograniczone prawa (dowiedziałam się, że jesli nie jestesmy małżeństwem to tak mozna w celu usprawnienia podejmowania decyzji, jemu mogą zostac ograniczone prawa do wspolpodejmowania decyzji w sprawach waznych), chcę mimo iż płaci aby sądownie były przyznane alimenty, ułatwi to wiele, staranie się o dodatki, zasiłki itd. i wrazie gdyby mu sie odwidziało... I chciałabym aby Mała nosiła moje nazwisko, do tego potrzebna jest jego zgoda bądź dochodzenie przez sąd, on oczywiscie sie nie zgodzi chociaz to dla dobra dziecka, w akcie zostaje jego, ale uzywała by mojego, po co mącić dziecku 'a dlaczego mama ma inne, wujek inne i dziecko inne' tak ku przyszłości a jak dorosnie to wszystko zrozumie.
            Oczywiscie chce tez uregulowac wizyty, bez zbędnych fajerwerków, tak jak odwiedza sam z własnej woli czyli co drugi piątek, on przyjezdza na max godzinę ale myślę aby ustalić 2 h, zeby mial pole manewru. Jak nie skorzysta to jego sprawa... Bo naprawdę męczy mnie to przekładanie wizyt i pisanie mi dzień przed wieczorem ze on 'chce przyjechać'.
            Co o tym myślicie ?

            Niestety maluszek, studia (obrona w czerwcu) i te komplikacje to chyba za wiele jak na raz... sad przytłacza mnie to wszystko i przeraza mysl o tym, że mogł by dostać Malutką pod swoją opiekę choćby na chwile ...Jest dla mnie całym światem i czuła bym się okropnie gdybym pozwoliła na to..
            • altz Re: Widywanie dziecka 24.04.14, 17:39
              Szalona jesteś. Dziecko ma swoje nazwisko i niech tak zostanie.
              Z rocznym dzieckiem można spokojnie podróżować bez matki, a bardzo często nawet z półrocznym. Przećwiczyłem, rozmawiałem z innymi rodzicami, więc temat sprawdzony praktycznie. U nas sąd przyzwala od 3 lat wbrew opinii matki.
              Takie małe dziecko nie bada się w RODK, ani gdzie indziej.

              Takie mam ogólne wrażenie, jakbyś chciała wykopać głęboki dołek i tam schować dziecko.
              Dziecko się wychowuje i zajmuje nim dla innych, również dla dziecka, ale na pewno nie dla siebie.
              Dla mnie jesteś zwyczajnie zaburzona.
              • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 09:51
                A czy kolega doczytał,że ojciec skutecznie uciekał od zajmowania się dzieckiem, że ważniejsze dla niego były komputer telefon i majstrowanie przy samochodzie? Że narażał dziecko na niebezpieczeństwo? Że odwiedza je pomimo możliwości bardzo rzadko i trwa to zaledwie 40 minut ? Nie potrafi zająć się dzieckiem, nigdy nawet tego nie robił. Skrajnie nieodpowiedzialne z mojej strony było by gdybym oddała mu ją pod opiekę.
                Widzeń nie ograniczam mu ja, sam sobie wybiera dni oraz czas.Nawet w świeta dziecka nie odwiedził.
                Co do nazwiska, mieszkamy w malutkim miasteczku a kto nie doświadczył nie wie jacy ludzie oraz nawet same dzieci potrafią być okrutni. Nikt go nie chce wymazać z aktu urodzenia.Nazwisko jego zostaje jako rodowe, użytkowe natomiast moje.
                • Gość: heparyna Re: Widywanie dziecka IP: *.adsl.inetia.pl 25.04.14, 10:19
                  > Co do nazwiska, mieszkamy w malutkim miasteczku a kto nie doświadczył nie wie j
                  > acy ludzie oraz nawet same dzieci potrafią być okrutni.

                  w dzisiejszych czasach to bzdura do kwadratu
                  mieszkam na wsi i nie ma najmniejszego problemu ani ze strony dorosłych ani dzieci z innym nazwiskiem dziecka i rodzica

                  • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 11:34
                    Wiele zależy od ludzi. Mieszkam w miejscu gdzie plotka goni plotkę i domysły i ludzie potrafią o sprawy dorosłych wypytywać dzieci.
                • altz Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 14:46
                  Gość portalu: Izzzzek napisał(a):
                  > A czy kolega doczytał,że ojciec skutecznie uciekał od zajmowania się dzieckiem,
                  > że ważniejsze dla niego były komputer telefon i majstrowanie przy samochodzie?
                  Jasne, że tak było, dlatego ma mały kontakt z dzieckiem, a jeszcze mniejsze umiejętności.
                  Kwoczka za niego wszystko zrobiła szybciej i lepiej. big_grin

                  > Że narażał dziecko na niebezpieczeństwo?
                  Z tym papierosem? smile
                  I co się stało? Czy dziecko zjadło papierosa? smile
                  Zaręczam Ci, ze jest wiele dużo groźniejszych sytuacji i sprzętów w domu, więc się przygotuj.
                  Dziecko potrafi wejść na regał, szafkę zaglądać przez okno, próbować skakać z okna na parasolu, wziąć wszystkie noże i gotować na podłodze, włożyć rękę między drzwi itd.
                  Ja nie wierzę, że dziecko będzie same z ojcem, będzie ktoś jeszcze z rodziny. Odpuść, zajmij się ważnymi sprawami, żeby ktoś z dzieckiem był, żeby miło fotelik w samochodzie, posiłek, gdy chce, nie było same ze zwierzętami itd. Resztę odpuść, bo oszalejesz.

                  > Nie potrafi zająć się dzieckiem, nigdy nawet tego nie robił.
                  Przecież to Ty robiłaś i wyrywałaś się przed szereg! smile
                  A jak miałaś 5 lat, potrafiłaś się zająć dzieckiem? Od razu po narodzinach też Ci dobrze szło? Nie wierzę. smile

                  > Pamiętam sytuacje kiedy to bardzo chciał się obronić, że potrafi zając się dzieckiem
                  > i próbował położyć ją spać...dziecko niesamowicie płakało a jego ta sytuacja śmieszyła.
                  Od razu śmieszyła. Po prostu przyznał się, że nie potrafi. Czasami śmiech nie oznacza wesołości, tylko skrępowanie, zawstydzenie.
                  Trzeba było mu pozwolić kłaść spać dziecko, a nie wyręczać, z czasem by sobie radził.
                  Ciosać komuś kołki na głowie i potem rozejść się, jest najłatwiej.

                  > Widzeń nie ograniczam mu ja, sam sobie wybiera dni oraz czas.Nawet w świeta dzi
                  > ecka nie odwiedził.
                  Może Ciebie nie chce oglądać? Ja też nigdy nie byłem u byłej kochanki w domu odwiedzić dziecko i nie zamierzam. Aż mnie odrzuca, po tym, wymyślała.

                  > Co do nazwiska, mieszkamy w malutkim miasteczku a kto nie doświadczył nie wie j
                  > acy ludzie oraz nawet same dzieci potrafią być okrutni.
                  Bzdury, zmiana nazwiska nic nie zmieni. Prędzej powiedzą "patrz, to ta lafirynda, co jednego chłopa pogoniła, a teraz kłóci się z drugim, straszne babsko". Tak ludzie gadają, trochę lat żyłem w małych miasteczkach i wioskach.

                  > Nikt go nie chce wymazać z aktu urodzenia. Nazwisko jego zostaje jako rodowe,
                  > użytkowe natomiast moje.
                  Sobie możesz zmienić nazwisko, na nazwisko męża, a potem namówić następnego faceta, żeby wziął to samo nazwisko. Albo wyjść za brata męża. smile
                  Nic więcej nie zrobisz, choćbyś stanęła na głowie. Takie jest prawo.
                  • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 16:07
                    Ech...
                    ja chyba jasno napisałam, że się wręcz prosiłam o to aby pomagał przy dziecku. Ale nie chciał, nie czuł potrzeby. To, że po powrocie z pracy, cmoknął do dziecka i biegem przed komputer to może też moja wina? Nigdy nie ograniczałam mu dostępu do dziecka. Ba, ile razy wręczałam mu dziecko do rąk. Oczywiście, że nie potrafiłam wszystkiego ale po to sie zajmuje dzieckiem i stara aby dochodzić do wprawy. A jeżeli się wybiera gry kumpli i samochód byle by jak najmniej z dzieckiem to świadczy o niedojrzałości. Nie generalizuje, czasami to matki nie potrafią odpowiedzialnie zajac sie dzieckiem i znam takie przypadki, ale tu, ewidentnie to ojciec ...Kto tego nie widział, nie doświadczył ma prawo nie wierzyć.
                    Od jego siostry dowiedziałam się,że to ona poprosiła go aby przywiózł Małą...on wpada raz na dwa tyg na 40 minut i wypada nie zegnajac sie z dzieckiem bo wybacz, 'papa' w drzwiach to robią jej panie w sklepie nawet.
                    Mojej obecnosci nawet nie odczuwa, nie ma miedzy nami wymiany zdań,ani nikogo poza mną podczas jego wizyt.

                    PS: po to dziecko nadzoruje rodzic, aby nie wypadło przez to okno i nie miało dostepu do 'noży'.
                    • altz Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 16:53
                      Gość portalu: Izzzzek napisał(a):
                      > Ba, ile razy wręczałam mu dziecko do rąk.
                      Może nie ma takiej potrzeby? Ale może być całkiem dobrym dziadkiem.

                      > Od jego siostry dowiedziałam się,że to ona poprosiła go aby przywiózł Małą...
                      Czyli masz już jakiś punkt zaczepienia. Może córka jeździć do ciotki, a Ty sobie pójdziesz na spacer albo zrobisz coś innego. Ojciec też poprzebywa z dzieckiem przy okazji, może dziecko zapozna się z dziadkami? Zagrożenie jakieś jest zawsze, ale osoby chcące się spotykać z dzieckiem, zazwyczaj bardzo się starają, czasami lepiej od rodziców.

                      > Mojej obecnosci nawet nie odczuwa, nie ma miedzy nami wymiany zdań,ani nikogo
                      > poza mną podczas jego wizyt.
                      On nie chce z Tobą rozmawiać. Może ma jakieś zarzuty, a może jesteś dla niego za mało atrakcyjna jako partner do dyskusji? Tego nie zmienisz, warto to tylko zaakceptować i żyć po swojemu.

                      > PS: po to dziecko nadzoruje rodzic, aby nie wypadło przez to okno i nie miało d
                      > ostepu do 'noży'.
                      Nie da się funkcjonować na 100% przez cały czas. Dzieci zawsze mają w zanadrzu świetne pomysły i trzeba mieć też trochę szczęścia. smile Ja bym wolał dwoje dzieci, niż jedno, bo łatwiej upilnować, a dziecko pojedyncze kombinuje i włącza rodzica do zabawy. smile
                      • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 17:03
                        a może po prostu wstyd mu spojrzeć mi w oczy?
                        Po rozmowie z jego siostrą nawet ona stwierdziła, ze nie dorósł jeszcze do bycia ojcem.

                        Gratuluje Ci odwagi jeżeli 11 miesięczne dziecko oddał byś pod opiekę ludzi, którzy odwiedzają dziecko raz na kilka miesięcy bądź wcale. A do tego ma się zastrzeżenia co do ich hmm.. 'rozważnego' myślenia. Niestety ale prawda jest taka, że nie każdy nadaje się do opiekowania dzieckiem, bo sam bywa jeszcze większym. Ja, może i dobrze, że tak jest, ale nie posiadam tyle zaufania aby powierzyć dziecko komukolwiek tylko dlatego, że jest rodziną. Mam wybrane osoby, którym ufam i tak ma chyba każda matka.
                        Za to powtarzałam wielokrotnie i zapraszałam ich do nas. Proponowałam wyjście z dziecmi na plac zabaw itd. No ale ja nikogo nie mogę zmuszać.

                        Dziecka pod opiekę komuś komu nie ufam i mam ku temu podstawy nie oddam. Kocham ją całą sobą i było by to niezgodne z moim sumieniem.
                        • altz Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 18:32
                          Gość portalu: Izzzzek napisał(a):
                          > a może po prostu wstyd mu spojrzeć mi w oczy?
                          Ee... tam. po prostu Cię nie lubi i nie szanuje.

                          > Po rozmowie z jego siostrą nawet ona stwierdziła, ze nie dorósł jeszcze do byci
                          > a ojcem.
                          Mądrze gada, a nie chcesz jej dać dziecka na kilka godzin. Dziwne.

                          > Gratuluje Ci odwagi jeżeli 11 miesięczne dziecko oddał byś pod opiekę ludzi, kt
                          > órzy odwiedzają dziecko raz na kilka miesięcy bądź wcale.
                          To zawsze można zmienić, jeśli jest chęć po obu stronach.
                          Ja z małym dzieckiem robiłem takie rzeczy, których bym nie zrobił ze starszym dzieckiem.
                          Małe dzieci są świetnym kompanem i nie musi im się coś stać.
                          Roczne dziecko jest już kontaktujące i świadome swoich potrzeb, przy tym nie boi się obcych, o ile nie jest tak nastawiane. Potem już jest gorzej, bo dziecko się uczy od rodziców złych rzeczy, na przykład uczy się bać wszystkiego.
                          Widziałaś małe dziecko, które boi się pająka? Ja jeszcze nie. Potem matki je tego uczą. Matki powinny być brane pod obserwację psychiatryczną. smile

                          > Niestety ale prawda jest taka, że nie każdy nadaje się do opiekowania dzieckiem,
                          > bo sam bywa jeszcze większym.
                          Jeden się nie nadaje, a drugi się nadaje i trzeci też.
                          Odprowadzisz dziecko do ciotki, pogadasz, zrozumiesz, że dla Ciebie to też będzie z czasem odciążenie.

                          > Za to powtarzałam wielokrotnie i zapraszałam ich do nas. Proponowałam wyjście z
                          > dziecmi na plac zabaw itd. No ale ja nikogo nie mogę zmuszać.
                          Ile razy mam Ci powtarzać, że oni nie chcą Cię oglądać?
                          Dla nich jesteś nikim, obcą osobą, ale dziecko lubią i tylko z tego powodu mogą Cię szanować.
                          Tylko szanować. Nie jesteś ważniejsza od dziecka, nie dla nich.
                          Zresztą, nie musisz, jesteś ważna dla swoich znajomych.

                          > Dziecka pod opiekę komuś komu nie ufam i mam ku temu podstawy nie oddam.
                          To można leczyć. i nawet warto. Kiedyś dziecko pójdzie w swoją stronę i dobrze by było, gdyby wiedziało, że matka się cieszy z tego.
                          Kochasz. to puść. Jeśli nie pozwalasz na życie dziecku, to zwyczajnie nie kochasz.
                          Zawsze można się porozumieć co do czasu, odbioru, informacji, wsparcia itd., ale do tego trzeba mieć odrobinę chęci.

                          Dla mnie to jest niepojęte. Oddawałem dziecko komuś w opiekę na dłuższą chwilę, sam brałem czyjeś dziecko i czasami też biorę i zajmuję się jak swoimi.
                          Tylko moimi nie mogę się zająć, bo ich matka jest podobna do Ciebie. Zepsuła dzieciom dzieciństwo, bo jest zwykłą egoistką i nie jest zbyt mądra.
                          U Ciebie będzie podobnie, jeśli się nie opamiętasz, dziecko straci większą część rodziny i kiedyś Cię z tego rozliczy, zostaniesz sama jak palec.
                          • chalsia Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 22:24
                            Potem już jest gorzej, bo dziecko
                            > się uczy od rodziców złych rzeczy, na przykład uczy się bać wszystkiego.
                            > Widziałaś małe dziecko, które boi się pająka? Ja jeszcze nie. Potem matki je te
                            > go uczą. Matki powinny być brane pod obserwację psychiatryczną. smile

                            pi....szysz jak potłuczony
                            moje dziecko od małego boi się pająków
                            a ja - nie, w związku z czym nie mogłam dziecka nauczyć tego strachu
                            aaaaaa, może w takim razie od ojca się nauczył?
                            eee, chyba też nie.
                            ciekawe, nikt w rodzinie nie boi się pająków, a dziecko akurat tak
                            • altz Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 23:46
                              chalsia napisała:
                              > ciekawe, nikt w rodzinie nie boi się pająków, a dziecko akurat tak

                              Czary mary, okulary... big_grin
                              Ktoś się boi, cudów nie ma.
                              • chalsia Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 01:33
                                > Czary mary, okulary... big_grin
                                > Ktoś się boi, cudów nie ma.

                                bla bla bla
                                bo akurat forumowy Altz wie lepiej niż ja o tym, czy ktoś się w otoczeniu mojego dziecka boi pająków
                                to nie cuda, to natura
                                • altz Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 07:01
                                  chalsia napisała:
                                  > bo akurat forumowy Altz wie lepiej niż ja o tym, czy ktoś się w otoczeniu mojeg
                                  > o dziecka boi pająków
                                  > to nie cuda, to natura

                                  Widziałem takie sytuacje. Dzieci bawiły się pająkami do wieku, aż się nauczyło od matki, że trzeba się bać. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie.
                                  Wrodzony jest lęk wysokości i strach przed dużym zwierzęciem.
                                  • Gość: izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.14, 13:34
                                    Nie wszyscy mają lęk wysokości tak jak nie wszyscy się boją pająków. Nie można powiedzieć, że dziecko strachu przed pająkiem nauczyło się od mamy...strachu przed konkretną postacią z bajki, samą bajką czy przed konkretną osobą również ta? Bzdury.
                                  • chalsia Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 15:40
                                    > Widziałem takie sytuacje. Dzieci bawiły się pająkami do wieku, aż się nauczyło
                                    > od matki, że trzeba się bać. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie.

                                    oczywiście, że tak bywa
                                    bardzo częste też bywa, że matka przekazuje dziecku strach przed psami
                                    ale to nie oznacza, że tak jest zawsze !
                                    no i odwrotnej sytuacji nie widziałeś (czyli np. takiej jak u mnie), co nie znaczy, że nie istnieje
                • Gość: marco.. Re: Widywanie dziecka IP: *.eaw.com.pl 27.04.14, 17:22
                  proponuje matce najlepiej niech zamknie sie z dzieckiem na zawsze w czterech scianach..niech ograniczy prawa ojca do konca..niech ojciec nie ma mozliwosci towarzyszenia dziecku podczas dorastania i zycia..najlepiej niech tatus placi najwyzsze alimenty a dziecko niech oglada na zdjeciach..a kto dał pani prawo decydowania za dziecko???? kto dal prawo wybierania za dziecko...kto cofnie czas i rozliczy ograniczanie widzen dziecka z ojcem...bo tatus nie jest idealny..ale jest ojcem...i ma prawo takie do dziecka jak ty...a wyolbrzymianie i panikowanie na kazdym kroku ze ojciec czegos nie dopilnuje ...to proponuje leczyc urojenia i obsesje u specjalisty psychologa...
                  • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.14, 08:24
                    Proponuje Panu doczytać do końca, że tatuś do dziecka wlatuje jak wiatr, raz na dwa tyg, 40 minut i biegusiem bez pozegnania spada, że w święta o dziecku nie pamięta. I to jest własna wola.
                    Czytanie ze zrozumieniem sie kłania.
                    • altz Re: Widywanie dziecka 28.04.14, 08:42
                      Gość portalu: Izzzzek napisał(a):
                      > Proponuje Panu doczytać do końca, że tatuś do dziecka wlatuje jak wiatr, raz na
                      > dwa tyg, 40 minut i biegusiem bez pozegnania spada, że w święta o dziecku nie
                      > pamięta. I to jest własna wola.

                      Jest jak jest, ale czy nie warto tego zmienić?
                      Jeśli będzie trwało tak, jak jest, dojdzie do sytuacji, że więź wygaśnie zupełnie, a przecież teraz ona się dopiero tworzy.
                      Dziecko nie będzie miało ojca, nie będzie znało połowy rodziny.
                      Spotkania u ciotki mogą jakoś pomóc, jestem do tego przekonany. Może ojciec się uaktywni, a może nie, ale rodzinę dziecko zyska na pewno.

                      A teraz pytanie pomocnicze. Co się stanie gdy szanowna Autorka nagle umrze? Co wtedy z dzieckiem?
                      • karolana Re: Widywanie dziecka 28.04.14, 09:51
                        > A teraz pytanie pomocnicze. Co się stanie gdy szanowna Autorka nagle umrze? Co
                        > wtedy z dzieckiem?

                        Oj tam się czepiasz tongue_out
                        Do tego czasu dziecko będzie miało nowego tatę, jego nazwisko i będzie żyło "w pełnej rodzinie" big_grin
                        Przecież widać jak na dłoni, że autorka chce doprowadzić do sytuacji, w której tatuś jest figurą retoryczną ubraną w kwoty przelewów.
                        Łyknęłabym jeszcze tę "troskę o bezpieczeństwo dziecka" gdyby nie teksty o zmianie nazwiska.
                        Jeśli autorka rzeczywiście chciałaby żeby ojciec był obecny w życiu dziecka, nie myślałaby o tym żeby dziecku zabierać jego nazwisko.
                        Ale spoko, udajemy, że chcemy "dobra dziecka". To nośne hasło tongue_out
                        • altz Re: Widywanie dziecka 28.04.14, 10:18
                          >> A teraz pytanie pomocnicze. Co się stanie gdy szanowna Autorka nagle umrze?
                          >> Co wtedy z dzieckiem?

                          > karolana napisała:
                          > Oj tam się czepiasz tongue_out
                          > Do tego czasu dziecko będzie miało nowego tatę, jego nazwisko i będzie żyło "w
                          > pełnej rodzinie" big_grin

                          Ja nalegam na odpowiedź, mimo wszystko. Ludzie sami sobie nie wybierają nagłej śmierci czy ciężkiej choroby, to zawsze jest niespodziewane i w każdej chwili może się przydarzyć.
                          Co wtedy? Czy pod groźbą Domu Dziecka, ojciec nagle stałby się dobrym kandydatem? Czy może lepiej by było, gdyby ktoś to dziecko adoptował?

                          > Jeśli autorka rzeczywiście chciałaby żeby ojciec był obecny w życiu dziecka, ni
                          > e myślałaby o tym żeby dziecku zabierać jego nazwisko.
                          > Ale spoko, udajemy, że chcemy "dobra dziecka". To nośne hasło tongue_out

                          Wszystko prawda. Zastanawia mnie w tym jedna rzecz. Jak takie osoby same przed sobą to wyjaśniają? Czy siebie też okłamują? Czy może jedna wersja jest dla otoczenia, a przed samą sobą już się nie szczypią i mówią do siebie i do najbliższej przyjaciółki, że zniszczą faceta i odetną od dziecka w ramach zemsty?
                          Ciekawi mnie również to, o co naprawdę poszło w tym przypadku?
                          • karolana Re: Widywanie dziecka 28.04.14, 10:27
                            > Zastanawia mnie w tym jedna rzecz. Jak takie osoby same przed
                            > sobą to wyjaśniają? Czy siebie też okłamują? Czy może jedna wersja jest dla oto
                            > czenia, a przed samą sobą już się nie szczypią i mówią do siebie i do najbliższ
                            > ej przyjaciółki, że zniszczą faceta i odetną od dziecka w ramach zemsty?

                            Nie wiem oczywiście jak jest w tym przypadku. W przypadku znanym mi z własnego podwórka jest tak, że kobieta chyba autentycznie uwierzyła w wymyślane przez siebie historie, bo nawet własnej matce brednie sprzedaje, a że w oczach jej matki ojciec jest najgorszym śmieciem, chętnie łyka wszystko, co jej córka opowiada.
                            I potem człowiek, znający sytuację, łapie się za głowę.
                            Wydaje mi się, że wiele kobiet tak długo sobie powtarza swoją wersję, że w ich głowach staje się ina prawdą.
                            Oczywiście, są to przypadki kwalifikujące się do terapii, problem w tym, że nikt ich na terapię nie wyśle, bo raz, że nie można zmusić do leczenia, a dwa, że wszystkie sądy i rodeki łykają jak młode pelikany tę ściemę, powielają ją, nadają jej kształty wiarygodności i obiektywnej prawdy.
                            Dopiero czasami (nie zawsze) dziecko po osiągnięciu pełnoletności jest w stanie to zweryfikować. Ale wtedy jest za późno. Więzi z ojcem nie ma, z połową rodziny nie ma, jest za to kilka zniszczonych psychicznie osób.
                            I nie mówię tu o ojcu, bo ojciec w pewnym momencie będzie miał dość obrzucania go gównem, odwróci się na pięcie i zacznie nowe życie, będzie miał nową rodzinę i będzie szczęśliwy.
                            Co prawda wtedy mamusia będzie miała "potwierdzenie" dla swoich słów, ale facet w poważaniu to mieć będzie.
                            Zostaje dziecko-dzieci. No, ale przecież tak naprawdę nie o nie chodzi wink
                            • altz Re: Widywanie dziecka 28.04.14, 10:45
                              karolana napisała:
                              > Nie wiem oczywiście jak jest w tym przypadku. W przypadku znanym mi z własnego
                              > podwórka jest tak, że kobieta chyba autentycznie uwierzyła w wymyślane przez si
                              > ebie historie, bo nawet własnej matce brednie sprzedaje, a że w oczach jej matk
                              > i ojciec jest najgorszym śmieciem, chętnie łyka wszystko, co jej córka opowiada.

                              Ja mam dość podobną sytuację. Znajomi mi mówią, żebym się ukorzył, złamał, "bo ona ma dzieci i ona decyduje". Powiedziałem sobie, że nigdy tego nie zrobię. Płacę alimenty, załatwiam szybko sprawy organizacyjne i czekam na lepsze czasy, nie robiąc nic na przekór.
                              Chciałem porozmawiać z teściem, ale nie dało się, facet jest zastraszony.

                              > I nie mówię tu o ojcu, bo ojciec w pewnym momencie będzie miał dość obrzucania
                              > go gównem, odwróci się na pięcie i zacznie nowe życie, będzie miał nową rodzinę
                              > i będzie szczęśliwy.
                              To jest jakiś wybór, albo walczyć cały czas i zmarnować połowę życia i zdrowia przy okazji, albo dać spokój, spełniać podstawowe obowiązki, ale jednak żyć.
                              Parafrazując powiedzenie matek: "bo szczęśliwy tata, to szczęśliwe dziecko!" wink

                              > Co prawda wtedy mamusia będzie miała "potwierdzenie" dla swoich słów, ale facet
                              > w poważaniu to mieć będzie.
                              Jak ktoś chce się utwierdzić, to się będzie utwierdzał byle czym. U mnie jest taka sytuacja, że cokolwiek się stanie w wyniku działań baby, to zawsze to sobie wytłumaczy i mówi, że konsekwencja jej działania utwierdziła ją w tym, że miała rację! big_grin
                              Widocznie ma jakiś rozum i coś ją gryzie, jeśli musi o tym często gadać.
                              • karolana Re: Widywanie dziecka 28.04.14, 10:51
                                > To jest jakiś wybór, albo walczyć cały czas i zmarnować połowę życia i zdrowia
                                > przy okazji, albo dać spokój, spełniać podstawowe obowiązki, ale jednak żyć.

                                Swoją drogą cały czas zastanawiam się jak małym i nędznym człowiekiem trzeba być żeby rodzica stawiać przed takim dylematem sad Obrzydliwe to jest i tyle sad

                                > Parafrazując powiedzenie matek: "bo szczęśliwy tata, to szczęśliwe dziecko!" ;-
                                > )

                                Hahaha, sądzę, że jednak to dotyczy jedynie matek wink
                                • altz Re: Widywanie dziecka 28.04.14, 11:39
                                  > > To jest jakiś wybór, albo walczyć cały czas i zmarnować połowę życia i zdrowia
                                  > > przy okazji, albo dać spokój, spełniać podstawowe obowiązki, ale jednak żyć.

                                  > karolana napisała:
                                  > Swoją drogą cały czas zastanawiam się jak małym i nędznym człowiekiem trzeba by
                                  > ć żeby rodzica stawiać przed takim dylematem sad Obrzydliwe to jest i tyle sad

                                  Myślę, że jest rozwiązanie na ruszenie tego betonu.
                                  Wystarczyłoby ustalić, że po rozwodzie opiekę nad dziećmi w pierwszej kolejności sprawują ojcowie, pod warunkiem, że pokażą swoją wizję opieki nad dzieckiem i przekonają sąd do tego, a w drugiej kolejności matka, przy tym ojciec mógłby przyjąć proponowaną przez matkę organizację za własną. Mówię o niemowlaku, nie noworodku.

                                  Może pomysł wydawać się absurdalny, ale załatwiłoby to na raz dwie sprawy:
                                  - ojcowie zazwyczaj nie zawłaszczają dziecka, bo "sobie" dziecka nie urodzili, więc nie byłoby separowania od matki,
                                  - odwróciłoby całą sytuację i pokazało skutki, jak w sposobie dzielenia u dzieci dóbr, że jeden dzieli dobra na dwie części, a drugi wybiera część, więc warunki byłyby bardziej stonowane.

                                  Czyli, matka nie życzy sobie więcej spotkań, jak raz na dwa tygodnie po godzinie i chce alimentów w wysokości 60% zarobków ojca i ojciec mógłby zażyczyć tego samego, a wiemy jak jest po przejęciu opieki przez ojców, zazwyczaj matki uważają, że koszty utrzymania dziecka bardzo spadły i płacą po 150 zł.
                                  Taki bat ukróciłby naszą rodzimą patologię, bo przecież gorzej być już nie może, niż jest obecnie, teraz Polska to jest dziki kraj, daleko za Afryką i Meksykiem, może jedynie porównywalna do Rosji.
                                  A jeśli ojciec by nie chciał opieki, to by się w to nie pakował.
          • karolana Re: Widywanie dziecka 24.04.14, 14:54
            Gość portalu: też sama napisał(a):

            > Witam, jak najbardziej - sąd - ale ja wnioskowałabym o opinię RODK - tam bardzo
            > szybko rozszyfrują tatusia i sąd będzie miał orzeczenie na którym będzie się m
            > ógł oprzeć - bo to co Ty będziesz mówić - Twój mąż będzie negował i przedstawia
            > ł się w jak najlepszym świetle - tak jak to czynił na pokaz przy rodzinie

            Ej no umówmy się, w RODK nie "rozszyfrują" tatusia tylko programowo zrobią z niego jednostkę aspołeczną i to zupełnie niezależnie od stanu faktycznego.
            Przy czym dla dziecka (!!!) RODK to niepotrzebny stres, żaden sąd nie sprzeciwi się "matce karmiącej", więc autorka może śmiało do sądu pójść, wnioskować o "widzenia w miejscu zamieszkania matki" oraz alimenty.
            • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 09:56
              RODK póki co nie jest konieczne.
              Nie karmię, ale ojciec dziecka nigdy się nią nie zajmował, co więcej z jego słów i różnych sytuacji wynika, że jest nieodpowiedzialny a jego zachowanie niejednokrotnie zagrażało zdrowiu dziecka.. Może nie były to jakieś skrajne sytuacje no ale jezeli pozostawiamy w zasiegu raczek dziecka e-papierosa, notorycznie i nie widzi w tym nic złego.. jesli sadza i puszcza niesiedzące jeszcze dziecko, jesli przy nim na jego oczach niemowle je książeczkę a on tylko patrzy i nic, zero reakcji...jesli uwaza, że dziecko jest elastyczne, ze nie mozna gdybac... No to chyba tylko nieodpowiedzialna osoba oddała by dziecko pod jego opiekę.
    • Gość: uncja Re: Widywanie dziecka IP: *.dynamic.chello.pl 24.04.14, 17:49
      W twoim wypadku ryzyko że sąd przychyli się do pomysłów ojca jest znikome. Tym lepiej wystąpić o prawne ustalenia, szczególnie w kwestii alimentów (najlepiej od razu z klauzulą natychmiastowej wykonanlności). Nie będziesz się użerać, poniżać i prosić co miesiąc, tylko będziesz miała możliwość egzekwowania.

      A kontakty w drugiej kolejności. Zaproponuj rozwiązanie godzinowe do rytmu dnia dziecka, z zaznaczeniem że kontakty powinny odbywać się u ciebie, bowiem ojciec nigdy nie zajmował się dzieckiem sam, nie przewijał, nie kąpał, nie interesuje się rozkładem dnia, ani upodobaniami dziecka itd. W naszej rzeczywistości kontakty z niemowlakami zazwyczaj zasądzane są w domu matki (chyba że ojciec był bardzo zaangażowany w opiekę i nie ma przeciwskazań)
      • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 10:02
        Także wydaje mi się, że kontakty powinny pozostać u mnie w domu. Mała rzadko widuje ojca i to z jego własnego wyboru, jego rodziny wcale, rowniez z ich wyboru. Nigdy się nią nie zajmował, pomimo wielu próśb rozmów i kłotni. Nie 'kręciła' go rodzina. Nie ma do niej podejścia, córeczka reaguje na niego obojętnie, nie zauważa kiedy wychodzi, nie 'ciągnie ' jej do niego. Ale na to to on już sam sobie zapracował. Pamiętam sytuacje kiedy to bardzo chciał się obronić, że potrafi zając się dzieckiem i próbował położyć ją spać...dziecko niesamowicie płakało a jego ta sytuacja śmieszyła.
        Obawiam się po prostu, że zwyczajnie będę miała pecha, trafię na jakiś zły dzień Sędziego itp., no i ojczulek niezły bajerant jest...
        • Gość: uncja Re: Widywanie dziecka IP: *.dynamic.chello.pl 25.04.14, 18:07
          Przestań się bać, twoje dziecko jest zwyczajnie za małe na zabieranie przez niemal obcego faceta.

          Przygotuj sobie listę ewentualnych pytań - tez możesz je zadawać na sprawie. Pytań typu -
          jaki rozmiar nosi dziecko, jakie posiłki jada i o której, na co jest uczulone, o której zasypia itd. Tu bajer nie pomoże, szybko wyjdzie że o sprawach dziecka nie ma zielonego pojęcia.
          • altz Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 18:34
            Gość portalu: uncja napisał(a):
            > Przestań się bać, twoje dziecko jest zwyczajnie za małe na zabieranie przez nie
            > mal obcego faceta.
            Jasne, że ma wygrane w sądzie, ale dziecko ma przegrane przy takim nastawieniu.
            • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 20:16
              Dlaczego tak uważasz, jeśli nie ograniczam mu widzeń? On stopniowo przyjezdza coraz rzadziej. Dostaje nawet ode mnie informację, o której dziecko wstanie/wstało i kiedy zrobi kolejną drzemkę i jakoś tego nie wykorzystuje...
              Po rozstaniu myślałam, że będzie ją odwiedzał PRZYNAJMNIEJ dwa razy w tygodniu. A kiedy podejmowalam decyzje o rozstaniu to nie przypominam sobie abym kiedykolwiek była tak 'przyjaźnie' nastawiona, niestety to jemu nie zalezało ani na rozmowie, ani na dobrych kontaktach ze mną, ani na częstych z dzieckiem.
              • Gość: gość Re: Widywanie dziecka IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 25.04.14, 20:48
                Dlaczego tak uważasz, jeśli nie ograniczam mu widzeń? On stopniowo przyjezdza c> oraz rzadziej. Dostaje nawet ode mnie informację, o której dziecko wstanie/wsta> ło i kiedy zrobi kolejną drzemkę i jakoś tego nie wykorzystuje...> Po rozstaniu myślałam, że będzie ją odwiedzał PRZYNAJMNIEJ dwa razy w tygodniu.> A kiedy podejmowalam decyzje o rozstaniu to nie przypominam sobie abym kiedyko> lwiek była tak 'przyjaźnie' nastawiona, niestety to jemu nie zalezało ani na ro> zmowie, ani na dobrych kontaktach ze mną, ani na częstych z dzieckiem. 

                Ptoblem polegać może (zaznaczam MOŻE) że facet nie chce CIEBIE widzieć i Z TOBĄ mieć do czynienia.
                Pamiętam jak mój przyjaciel się rozwodził i jego była wywalczyła kontakty z dziećmi u niej w domu. Efekt był taki że facet czasem dzieci na spacer zabrał jak była pogoda. A jak nie yo kontaktu nie było bo on powiedział że jego noga u niej w domu nie postanie. Nie chciał jej widzieć ani z nią rozmawiać a u niej w domu czuł się jakw pułapce.
                DDopiero jak sąd zmienił kontakty i pozwolił ojcu zabierać dzieci do siebie to zaczęły się normalne i regularne kontakty 3-4 razy w tygodniu.
                Pamiętaj że dziecko to nie Ty a Ty to nie dziecko.
              • altz Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 21:23
                Gość portalu: Izzzzek napisał(a):
                > Dlaczego tak uważasz, jeśli nie ograniczam mu widzeń? On stopniowo przyjezdza c
                > oraz rzadziej. Dostaje nawet ode mnie informację, o której dziecko wstanie/wsta
                > ło i kiedy zrobi kolejną drzemkę i jakoś tego nie wykorzystuje...

                Ale już pisałem, że on nie chce Ciebie widzieć. Czy to tak trudno zrozumieć?
                Jeśli miałby przyjechać do dziecka musiałby Ciebie oglądać, bo dziecko samo nie mieszka, nie ma własnego mieszkania, ani telefonu. Jest za małe, prawda, ale i tak jest trudno. Za każdym razem musiałby się z Tobą spotykać.
                Ja Ciebie też nie chcę oglądać, chociaż nie myślę negatywnie. Po prostu nie chcę.
                Tak samo nie chcę oglądać mojej byłej żony. I nie będę oglądał, choćby nie wiem, co, więc faceta świetnie rozumiem.

                > Po rozstaniu myślałam, że będzie ją odwiedzał PRZYNAJMNIEJ dwa razy w tygodniu.
                Odczep się od niego, daj mu żyć. On Ciebie nie chce i nie chce Cię odwiedzać. Zawieź czasami dziecko do ciotki czy babci, daj im się nacieszyć wnuczką/bratanicą. Możesz spróbować przyjechać pierwszy raz razem, ale to trzeba uzgodnić z nimi. Warto to zrobić, dla dziecka.
                • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.14, 13:36
                  Działa to w dwie strony, warto przełknąć niechęć widzenia mnie i przyjechać do dziecka, aby zrobić TO DLA DOBRA DZIECKA.
                  • altz Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 13:55
                    Gość portalu: Izzzzek napisał(a):
                    > Działa to w dwie strony, warto przełknąć niechęć widzenia mnie i przyjechać do
                    > dziecka, aby zrobić TO DLA DOBRA DZIECKA.

                    Dla dobra dziecka mogłabyś pozwolić zabierać dziecko ojcu do dziecka rodziny, ale Ty masz najwyraźniej w nosie dobro dziecka.
                    • Gość: Izzzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.14, 14:17
                      Moim obowiązkiem jest dbanie o bezpieczeństwo dziecka.
                      A jeśli rodzina chce - drzwi są otwarte. Ale rodzina ma w nosie tak więc - trudno.
            • Gość: uncja Re: Widywanie dziecka IP: *.dynamic.chello.pl 25.04.14, 23:44
              altz napisał:


              > Jasne, że ma wygrane w sądzie, ale dziecko ma przegrane przy takim nastawieniu.

              A skąd niby taka pewność? na razie dobrowolnie ustalane kontakty, ani nawet wspólne zamieszkiwanie nie skłoniły ojca do przesadnego zainteresowania dzieckiem, skąd więc idiotyczne założenie, że kontakt face to face cokolwiek by w tej materii zmienił?

              Gość nie jest ojcem, jest biernym obserwatorem, bo najwidoczniej wydaje mu się, że tak trzeba. Ale kompletnie nie widać ani troski ani faktycznego zainteresowania sprawami dziecka.
              Facet miał 9 miesięcy, żeby się wykazać, nie kiwnął palcem w bucie. Facet przychodzi jak do kina - popatrzy i wychodzi. Choćby spędzał ten czas u siebie, to jeśli będzie to robić w taki sposób, to i tak pozostanie dziecku obcy.

              Więc co niby dziecko traci? atrapę?

              • altz Re: Widywanie dziecka 25.04.14, 23:51
                Gość portalu: uncja napisał(a):
                > Facet miał 9 miesięcy, żeby się wykazać, nie kiwnął palcem w bucie. Facet przyc
                > hodzi jak do kina - popatrzy i wychodzi. Choćby spędzał ten czas u siebie, to j
                > eśli będzie to robić w taki sposób, to i tak pozostanie dziecku obcy.
                >
                > Więc co niby dziecko traci? atrapę?

                Traci sporą część rodziny na zawsze i prawdopodobnie szansę na ojca w swoim życiu, jeśli ojciec dorośnie do roli, a taki wariant zmiany nie jest zupełnie nieprawdopodobny.
                Dzieci z ciężkim porozwodowym dzieciństwem czasami mówią: niech ojciec będzie, jaki jest, byle był. Wierzę dzieciom bardziej, niż dorosłym.
                • chalsia Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 01:34
                  > Dzieci z ciężkim porozwodowym dzieciństwem czasami mówią: niech ojciec będzie,
                  > jaki jest, byle był. Wierzę dzieciom bardziej, niż dorosłym.

                  tylko, że nie każde porozwodowe dzieciństwo jest ciężkie
                • angazetka Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 15:27
                  Głupota (jak zawsze u ciebie).
                  Jeśli ojciec (czy jego rodzina) ma możliwość widywania dziecka, a nie chce - to sorry, ojca to wina i ojca problem. Dziecko cierpi, oczywiście, ma poczucie, że może to "przez nie", że jest nie dość dobre i nie dość fajne. Ale winę za ten stan ponosi ta strona, które je zlewa.
                  • altz Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 16:29
                    angazetka napisała:
                    > Głupota (jak zawsze u ciebie).
                    Głupota, bardzo częsta u kobiet. Wyobrażają sobie, że dziecko jest ich własnością, bo "sobie urodziły". Matka widzi, że te wizyty się nie kleją, ojciec czuje się skrepowany obecnością swojego wroga, rodzina jest chętna wziąć dziecko, ale matka ma swoje wizje i przede wszystkim chce zaznaczyć, jaka jest ważna.

                    Dziecko nie cierpi, bo jest za małe. Gdyby matka zniknęła, zginęła w wypadku, to szybko by zapomniało, taki wiek. Dziecko ma rok, o czym pewno nie doczytałaś.
                    • chalsia Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 20:29
                      Altz napisał:

                      > Matka widzi, że te wizyty się nie kleją, ojciec czuje
                      > się skrepowany obecnością swojego wroga
                      , rodzina jest chętna wziąć dziecko, ale
                      > matka ma swoje wizje i przede wszystkim chce zaznaczyć, jaka jest ważna.

                      wyboldowałam ja
                      skoro ojciec widzi w matce swojego dziecka wroga, to jednak niech lepiej spada na leczenie zanim się weźmie za spotkania z dzieckiem
                      i jeszcze - skoro TY uważasz, że ojciec może na matkę swojego dziecka patrzeć jak na wroga i usprawiedliwia to jego zachowania TO DZIAŁA TO TEŻ W DRUGĄ STRONĘ - usprawiedliwiając zachowania matki wobec swojego wroga
                      czyż nie?

                      > Dziecko nie cierpi, bo jest za małe. Gdyby matka zniknęła, zginęła w wypadku, t
                      > o szybko by zapomniało, taki wiek.

                      Zapomniałoby matkę - konkretną osobę.
                      Ale szkody poniosłoby ogromne i cierpiałoby bardzo - poczytaj sobie o deprywacji matki w wieku wczesnodziecięcym.
                      • karolana Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 20:52
                        Abstrahując od wszystkiego, jeśli rodzice są silnie skonfliktowani ustalanie kontaktów z dzieckiem w obecności drugiego rodzica jest najbardziej identycznym rozwiązaniem jakie można sobie wyobrazić.
                        Nie służy to niczemu i nikomu, szczególnie dziecku.
                        I moim zdaniem jeśli matka usilnie stara się przeforsować takie rozwiązanie to ma w tym jakiś cel i to raczej nie związany z dobrem dziecka.
                        Nie przemawia do mnie rzekome dbanie o bezpieczeństwo.
                        Zwłaszcza że autorka sama pisze o siostrze partnera jako o osobie rozsądnej i pragnącej kontaktu z dzieckiem.
                        Można rozwiązać sprawę inaczej niż zmuszając faceta do przychodzenia do domu ex.
                        • karolana Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 20:53
                          Miało być "idiotycznym rozwiązaniem"
                      • altz Re: Widywanie dziecka 26.04.14, 22:16
                        chalsia napisała:
                        > i jeszcze - skoro TY uważasz, że ojciec może na matkę swojego dziecka patrzeć j
                        > ak na wroga i usprawiedliwia to jego zachowania TO DZIAŁA TO TEŻ W DRUGĄ STRONĘ
                        > - usprawiedliwiając zachowania matki wobec swojego wroga
                        > czyż nie?

                        Chyba coś Ci się pomyliło?
                        Jeśli ludzie się nie lubią, a mają jakieś wspólne zadanie do wykonania, to zajmują się tym zadaniem i ograniczają do minimum wspólne odwiedziny i dyskusje nie na temat.
                        Ja tak robię w pracy, gdy mam pracować z kimś, z kim ewidentnie się nie lubimy, nie wdaję się w dyskusje, ucinam wszystko poza tematem, każde żarty i wygłupy, nie spotykam się poza pracą, przypominam, że jesteśmy dorośli i jakoś dzięki temu wykonujemy naszą pracę.

                        > Ale szkody poniosłoby ogromne i cierpiałoby bardzo - poczytaj sobie o deprywacj
                        > i matki w wieku wczesnodziecięcym.
                        Każdego da się zastąpić bez większych skutków ubocznych.
          • Gość: Izzzek Re: Widywanie dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.14, 20:19
            Dziękuję.
            Ano nie ma, jeszcze gdy byliśmy razem dziecko miało problem z nożkami i jeździliśmy do ortopedy a także było badane czy ma alergię i cóż...tatuś się wyprowadził i od tego czasu nie padło ani jedno pytanie, co z nózkami ani co z alergią.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka