strawberry
18.08.04, 16:05
Witam wszystkich serdecznie!
Do tej pory regularnie czytałam to forum, było i jest ono dla mnie ogromnym
wsparciem, znalazłam tutaj bardzo dużo mądrych słów i dlattego ośmieliłam się
prosić Was o pomoc.
Jestem w separacji z meżem od ponad roku. Decyzję o odejściu podjął mąż,
pomimo że ja bardzo chciałam ratować to małżeństwo. Bardzo go kochałam,
byliśmy ze soba prawie 16 lat w tym 8 lat małżeństwa. Niestety wszystko się
rozsypało, były zdrady z prostytutkami, potem poszukiwania nowych doznań z
panienkami poznanymi przez internet, aż w końcu związał się z jedną nich
Stwierdził, że mnie nie kocha i nic z naszego wspólnego życia nie będzie.
Wybrał inną.Przeżyłam to strasznie. On był moją jedyna i najważniejszą
miłością... zresztą, chyba niektóre z Was znają to dobrze.W każdym razie po
ponad roku podniosłam się, umiem juz żyć bez niego, co więcej po tej
krzywdzie jakiej doznałam, nie umiałabym z nim żyć (inna sprawa, że on i tak
nie chce tego).Do czego zmierzam: mamy 2 córki (6 i 8 lat). Kochamy je oboje.
mimo, że odszedł ode mnie to dzieci bardzo kocha, płaci spore alimenty i
zajmuje się nimi (wszystko zostało ustalone między nami, bez pośrednictwa
sądu). Otóż problemem dla mnie są jego zbyt częste wizyty. Widuje się z
dziećmi 5 razy w tygodniu. Juz powoli zaczynam nie mieć sił. Ja rozumiem, że
dzieciom potrzebny jest kontakt z ojcem, ale nie potrafię żyć w równowadze
emocjonalnej widując go tak często. W każdą sobotę i każdą niedzielę spotyka
się z dziećmi. Jak nie ma pogody to często przesiaduje u mnie. W tygodniu
chce uczestniczyć w rytuale wieczornym , być przy zasypianiu, czytać im na
dobranoc... wszystko fajnie, tylko jak ja mam żyć we własnym domu. Na moje
sugestie, żeby zmniejszyć częstotliwość kontaktów, zasłania się dobrem
dzieci. Ale przecież nie da się mieć nowe życie i jednocześnie siedzieć w
starym. I moje najważniejsze pytanie

n twierdzi , że ponieważ ma prawa do
dzieci takie same jak ja, więc ma prawo decydować jak dzieci spędzają swój
wolny czas. A przecież jeśli ja wyprowadziłabym się do innego miasta, to
razem z dziećmi i on nie jest w stanie mi tego zabronić? Z drugiej strony, z
tego co czytam na tym forum, to żaden sąd nie przyznałby mu tak częstych
odwiedzin...Może ktoś mi odpowie na pytanie czym się różni władza
rodzicielska matki, z którą mieszkają dzieci, a władza ojca, który się
wyprowadził i mieszka z nową panienką? Mam nadzieję, że nie posypią się na
mnie upraszczające gromy, że ograniczam mu władzę rodzicielską, bo to
przecież o to nie chodzi, ja po prostu chcę mieć prawo do własnego,
spokojnego życia.
Pozdrawiam, Truskawka