Dodaj do ulubionych

spotkanie z babcią

26.10.04, 08:25
W sobotę wybrałam się z córeczką (3 latka) na cmentarz. Miałam zrobić
porządki na grobie taty. Przechodziliśmy koło grobu teścia, czyli dziadka
mojej żabki. Nie powiem, zrobiłam tak świadomie, bo myślałam że spotkam
rodzinę męża. Od chwili bowiem kiedy od niego odeszłam, kontakty z nią nie
należą raczej do udanych. No i spotkałam. Był brat męża i jego mama.
Podeszłam, uśmiechnęłam się, przywitałam. Brat odpowiedział, teściowa nie.
Mówię: zobacz Kasiu to jest Twoja druga babunia, przywitaj się. I co?
Teściowa po prostu odwróciła się na pięcie i odeszła. Poczułam się jakbym w
twarz dostała. Na szczęście Kaśka nic nie zauważyła. Podobnie było zresztą,
kiedy przyszłam kiedyś do niej do domu. Po prostu brała gazetę i twierdziła,
że jest zmęczona. Dodam, że kiedy mieszłałam z mężem, była dobrą
teściową.Wystarczyło jednak, że odchodziłam (kiedy pił) i wtedy byłam persona
non grata. Ja rozumiem, że to starsza osoba, że uważa, iż odchodząc i wnosząc
sprawę o alimenty i rozwód skrzywdziłam jej syna, ale dlaczego za sprawy
dorosłych ma płacić dziecko. Przecież to jej wnuczka, jedyna zresztą!
Przecież o nic jej nie proszę, nie wyciągam ręki po pomoc. Mogła obrazić się
na mnie, ale na dziecko (zresztą Kasia jest tak podobna do jej syna). Smutne
to bardzo. Dobrze, że wujek zachował się normalnie, bo jego żona, też mnie
olewa (w końcu ma męża, a ja będę rozwódką!) i do mojej córeczki nawet nie
zagadała. Dodam, że ona i jej mąż to chrześni. Na urodziny rybki też nie
przyszli, bo czasu nie mieli. Szkoda...
Obserwuj wątek
    • madalenka25 Re: spotkanie z babcią 26.10.04, 09:49
      skrzywdziłas jej syna???????? dziewczyno przeczytaj to co napisałaś..
      mój mąz też pił i kiedy próbowałam różnych rzeczy żeby przestał to usłyszałam
      od teściowej, że powinnam się cieszyc że mnie nie bije
      prosiłam, płakałam, tupałam nogami, prosiłam jego rodzinę o wsparcie - to ja
      jestem idiotka bo wszyscy faceci piją i już ja to ma fobie na tym punkcie i
      powinnam się leczyć.
      Zawsze zależało mi na tym żeby moje córka miał dobry kontak z dziadkami i miała
      jako pierworodna, dopóki nie urodził się wnuk u córuni - mała została brutalnie
      odepchnięta - mam o to straszny żal do teściowej, że skupiła swoją złośc w
      stosunku do mnie na moim dziecku. Nigdy nie pozwolę już by ją skrzywdziła,
      kiedy odeszłam od męża to cała jego rodzina krzyczał że im dziecko wywoże w
      drugi koniec kraju, że to ukochana wnuczka itp. A teraz nawet nie spytaja się
      czy żyje, kiedy zwróciłam teściowej uwagę, że nie dostaje alimentów to
      usłyszałam, że ale j nie ma, bo go zostawiłaś itp. radź sobie sama. jego brat
      jest chrzesnym mojej Młodej - a ja u jego córki, obie urodziły się tego samego
      dnia ( jest siedem lat różńicy) zadzwoniłam i spytałm, co mam kupić w prezencie
      urodzinowym mała ma roczek- usłyszałam złote kolczyki - ok. Ale juz mnie nikt
      nie spytał co by chciało moje dziecko.
      Wiesz elaw to przykre ale daruj sobie całą eksa rodzinkę, będą chcieli to będa
      pamiętali, nie to nie - Mała rośnie i będzie jej przyko a zanim zrozumie to
      oszczędź jej przykrości.
      Pozdrawim
      M
      • martina100 Re: spotkanie z babcią 26.10.04, 10:09
        Cześć, ja mam to samo od kiedy rozpadł się zwiazek, córka nie ma praktycznie
        żadnego kontaktu z rodziną ojca, jedynie z ciocią ( siostra przyrodnia ojca),
        córka bardzo przezyła to rozstanie bo nie tylko nie mieszkałysmy już z tatą ale
        też nie widziala babci Marioli, mówię jak mnie bolało serce jak widziałam że
        ona tęskni, ale jego rodzina najwyraźniej obraziła się na dziecko albo nie chce
        miec z córką nic wspólnego, byłam przerażona i było mi bardzo przykro, teraz
        już córka troszkę zapomniała babcię, nawet myli imię, ale i tak pozostał
        smutek, nie rozumiem motywów postępowania tych ludzi. Mam nadzieję że nigdy
        więcej nie będą chcieli dla własnych zachcianek budować więzi a nastepnie
        ranić uczuc mojej córki. Na twoim miejscune zabiegałabym o względy rodziny
        męża, wiesz chyba nie można kogoś na siłę uszczęśliwiać miłością dziecka,
        ja ze swoich doświdczeń doszłam do wniosku, że jak bedą chcieli i mieli dobre
        intencje to sami znajdą kontakt z dzieckiem, ja jezeli chodzi o mój przypadek
        nie mam zamiaru niczego już zmieniać. Nie chcą Klaudii trudno.
    • nowajulka Re: spotkanie z babcią 26.10.04, 18:48
      Chyba cię przebiję.......w niedzielę byłam na spacerze z synkiem i moją
      mamą...spotkałam swojego byłego na rowerze.....mimo, iż mały go zauważył, ten
      go olał.nie powiedział mu nawet cześć........potem próbował si/ę tłumaczyć, że
      obawiał się mojej mamy.....szczyt hamstwa......teraz już wiem, że udaje, że mu
      zależy na synu, kiedy dzwoni z prośbą o spotkanie....b...c !!!!!
    • cheerio Re: spotkanie z babcią 26.10.04, 21:30
      stanę do konkursu: babcia_2 i dziadzio_2 nie wiedzą o istnieniu mojej córki ...
      i co Wy na to?
      • california_dreaming Re: spotkanie z babcią 30.10.04, 15:01
        biorę udział w tym konkursie: babcia_2 dowiedziała sie o istnieniu córki od
        osób postronnych jak mała miała rok, tj. 4 lata temu i przez ten cały czas nie
        zareagowała, udaje że nie wie. Nie zająknęła sie słowem wobec "tatusia", zero
        kontaktu w strone małej.
      • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 30.10.04, 16:15
        Też staję do konkursu...
        Babcia_2 dowiedziałs się o wnuczku ode mnie, kiedy Mały miał 3 misiące. "Tatuś"
        zbierał się na odwagę od początku ciąży i jakoś mu się nie udało. W końcu
        straciłam cierpliwość. Do dziś (Olo ma 14 miesięcy)zero kontaktu ze
        strony "babuni". Widać niedaleko pada jabłko od jabłoni. tongue_out
        • maminekb Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 01:27
          Mała chora i marudzi - nie śpię, jestem zmęczona nie chce mi się pracować więc
          mam czas na forum. Nie lubię takich nocy. Wszystkie koszmary wypełzają. Tak
          bardzo odrzucam od siebie wspomnienia, myśli bolesne, staram się córce dawać
          ciepło i radość. Ale tak bardzo boli gdy czytam ten wątek - brak 2 dziadków,
          brak dziadków sad, brak taty, cioci. Moja Córka ma tylko mnie no i moją mamę raz
          na dwa , trzy tygodnie. Jej ojciec ani cała jego rodzina nie mają ochoty na
          zadawanie się z własną córką, wnuczką, bratanicą...
          I tak, moja córka wyrośnie w przeświadczeniu, że rodzina to mama. Oczywiście
          zabieram ją do znajomych, zeby choć widziała jak wyglądają normalne rodziny.
          Ale dziś widziałam świąteczne napisy i przeszył mnie dreszcz ... nasze święta,
          wigilia u Mamy ok 3 godzin, reszta świąt same we dwie. Spacer na starówkę,
          spacer , spacer, spacer. Dobre jadło i prezenty nie zastąpią ciepła i śmiechów
          dobiegających z zaściany. Gdyby choć było kilka dni więcej zabrałbym Ją do
          kraju ciepłego, nie myślałabyśmy o tym. Z drugiej strony powinna znać tradycje.
          I naprawdę sporadycznie mi się to zdarza ale mam ochotę wyć.
          Jak mogłam dopuścić do tego żeby moje Dziecko miało takie życie. Co się stanie
          gdy jutro umrę ? Jezu, moja praca wieczny stres, bieganina - przecież dwoję się
          i troję żeby być super mamą i super pracownikiem - zawał przed 40 jak nic. Ale
          zwolnić a co z Jej przyszłością - skoro mogę to muszę Jej zapewnić choć
          materialny dobry byt. Oczywiście wiem wszystkie się tego boimy. Ale czy ktoś
          zaopiekowałby się moim Dzieckiem? Mama może tak, były na 100% nie - choć ma
          prawa rodzicielskie i pewnie zostałby poinformowany o mojej śmierci. Wniosek
          nie mogę umrzeć, jestem potrzebna swojej Córce. Muszę o siebie zadbać, żeby
          miała choć mnie.
          Nie miałam wpływu na nic. Wydaje mi się że zrobiłam wszystko co mogłam żeby
          zaczął ją widywać. Jego decyzja o odrzuceniu była pewnie równoznaczna z decyzją
          Jego rodziny. Czasem zastanawiałam sie czy moze to On blokuje kontakt. Ale
          przecież gdyby chcieli to by nas odnaleźli. Kraje mi serce gdy o tym myślę i
          gdy myślę o córce o jej opowiadanich w szkole jak spędziła gwiazdkę, o
          tłumaczeniach że mam tatusia ale go nie znam, mam jedną Babcią. O tym jak
          wpłynie to na Jej psychikę. Poszukiwanie autorytetu męskiego. Sama pochodzę z
          rozbitej rodziny i jestem świadoma jaki to ma na mnie wpływ. Pamiętam tyle
          smutnych chwil, tak staram unikać smutku w życiu mojej córki. Mam ogromne
          zadanie , wierzę że realne choć wiem ile pracy będę musiała w to włożyć. Muszę
          wychować córkę bez rodziny na normalną, szczęsliwą młodą kobietę. Nie mogę
          dopuścić do załamania, do wypaczeń, do kompleksów, do strachu. Muszę z Nią
          rozmawiać rozmawiać rozmawiać być mamą , tatą, dziadkami, cicotkami itd. pełna
          wyrozumiałości, ale stanowcza, opiekuńcza , stworzyć poczucie bezpieczeństwa
          ciepła ale nie pozowlić na wszystko ....
          A moja córka ...jak czytamy bajkę o Złotowłosej i opowiadamy sobie co jest na
          rysuku : mówi krzeselko mamy misia, foteik misia i fotel, kubecek mamy misia,
          misia, i kubek ... Blokada ? Od pewnego spaceru słowo tata jest omijane wielkim
          łukiem. A to dopiero początek...
          Wygadałam się bardzo. Pierwszy raz od dawna czuję się bardziej samotna niż
          samodzielna ....
          I z wielkim żalem i smutkiem w sercu idę do łóżka może uda mi się zasnąć ....
          • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 01:36
            Mój syn też ma tylko moją mamę i mnie. I też często nie sypiam po nocach...
            Myślę, że wiem co czujesz.

            Pozdrowienia z zachmurzonego, nocnego Poznania.

            ----------------------------
            • maminekb Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 17:10
              sad
              pozdrawiam
              nadal smutna wyjątkowo
              ze smutnej Warszawy

          • california_dreaming Czerwony Kapturek! 31.10.04, 14:31
            Maminku, dla mnie też święta są koszmarem. Jak byłam sama, bez córki jeszcze,
            to starałam sie wyjeżdżać.. Teraz nie bo mnie nie stać.
            Tez bardzo uważam aby mi sie nic nie stało. Jestem ostrożna, uważna.
            I zarzucam sobie że zbyt poważna i za mało lekkomyślna. Ale potem sie
            opamietuję, bo przeciez nie można ode mnie jeszcze i tego żądać.
            W miare jak zbuduje w sobie większe poczucie bezpieczeństwa, to może stane sie
            bardziej na luzie.
            Patrze na inne mamy przedszkolaków i wcale nie wszystkie sa takie dobre:
            humorzaste, nie szanujace uczuc swoich pociech. Moja córcia ma od nich lepiej.
            Jest szanowana, ma prawo do wyrażania własnego zdania, rozwijane są jej
            naturalne zdolności.
            Ze Złotowłosa tez miałam problem. Ale wszystim polecam Czerwonego Kapturka -
            ona nie miała taty!! Hura! Jest wzór, z którym nasze pociechy moga się
            identyfikować.
            2 lata temu, kiedy powiedziałam córce, że nie jest jedyna bez tatusia, zapytałe
            mnia "Kto jeszcze?" I wtedy mogłam dać jej przykład mojej jednej koleżanki,
            samotnej mamy i nagle, w trakcie rozmowy - Eureka! - Czerwony Kapturek tez!
            A Ty znasz jeszcze jakąś mamę samodzielna z dzieckim, którą mogłabys wskazać
            córci jako możliwy model?
            Pozdrawiam.
            • maminekb Re: Czerwony Kapturek! 31.10.04, 17:07
              święta ... sad
              Masz rację musze poznać jakąś samotną mamę - niestety (a raczej stety wink )moi
              znajomi to pełne rodziny.
              Czerwony kapturek powiadasz ? Rewelacyjny pomysł smile
              Oj muszę się posklejać i dać z siebie wszystko i nawet jeżeli najbliższy okres
              będzie związany ze stresm i smutkiem , dla Niej muszę zachować pogodę i
              wykrzesać z siebie odrobinę radości z życia na te święta. Pójdziemy po choinkę
              razem, może wykombinuję żeby jakiś sąsiad przyszedł z workiem prezentów? I
              może znajdzie się jakaś samotna mama do wspólnego spacerku w pierwszy lub drugi
              dzień świąt - kto wie...
              No tak 30 października zaczynam się martwić 24 grudnia... długie dwa miesiące
              odetchnę na początku stycznia
              • cheerio Re: Czerwony Kapturek! 31.10.04, 20:03
                hmm..no to wyglada na to, ze jestem szczęściarą, a własciwie moja córa. Rodziny
                tatusia nie zna, bo i skad, skoro nie mają zielonego pojęcia o jej istnieniu.
                Ale z samym tatusiem raz w tygodniu się widuje. Do pełni szczęscia daleko, bo
                oczywiście nie zmienia to faktu, że i tak ja się nią cały dzień zajmuję, on się
                trochę pobawi, ale jedzenie, ubieranie, usypianie to ja. Na placu zabaw
                on "pilnuje" wózka, a ja gonię z Alą po karuzelach, hustawkach, rysuję jej
                misie patykiem .. Ale jest.
                No i mam rodziców, z którymi chyba nigdy nie byłam tak zżyta jak teraz, którzy
                daliby się za nas pokroić i na szczęscie mieszkają w tym samym mieście.
                Ala jest jeszcze za mała na dopisywanie ideologii do czerwonego kapturka, ale
                już się boję tego, jak będzie później. Czy ja wystarczę za całą rodzinę, żeby
                przekazać jej sensowne wartości? A może uda mi się jakoś posklejać to życie do
                tego czasu, znajdę sobie jakiegoś normalnego faceta, który pokocha również moje
                dziecko.. Ale do tego jeszcze sporo wody musi upłynać, bo na razie mam - jakby
                to rzec - lekką awersję wink
                I też zapinam pasy w samochodzie odkąd Ją mam, bo gdyby nie daj boże coś mi się
                stało, miałaby ciężko na świecie ...
                eh.....
      • cheerio Re: spotkanie z babcią 30.10.04, 21:23
        A już myślałam, że tylko "nasz" tatuś taki małomówny...
        Ja sama nie powiedziałam, bo czekam, że jednak on to zrobi, ale jakoś nie może
        się zebrać na odwagę od.. 14 miesięcy. W zasadzie nie mówię też dlatego, że w
        zasadzie niczego dobrego to nie przyniesie, to tylko zrobi się kwas, co odbije
        się na dziecku. Ale regularnie suszę mu o to głowę, bo wg mnie się to dziecku
        należy jak psu buda.
        A jak już nie wytrzymam. to efekt będzie pewnie podobny jak u Was.
        cheerio
        • cheerio Re: spotkanie z babcią 30.10.04, 21:24
          o przepraszam, już 15 mcy.. ale ten czas leci..
          • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 30.10.04, 22:10
            Olo też ma już 15 miesięcy (22.10 skończył) - mamy chyba ten sam problem... z
            czasem big_grin
            A "tatuś" Ola zawsze miał jakiś powód, dla którego jeszcze nic mamusi nie
            powiedział. Sam się zaczął w nich już gubić po pewnym czasie. tongue_out Po prostu
            pomogłam mu ten problem rozwiązać, bo ja uczynna kobita jestem. wink
            • cheerio Re: spotkanie z babcią 30.10.04, 22:47
              hehe pustulka, może to jakiś felerny okres zasiewu był, bo Twój Olo tylko 4 dni
              starszy od Ali ...
              Strasznie jestem ciekawa, jak to rozegrałaś i jaki był ciąg dalszy. Tatuś
              wiedział, że mu pomożesz, czy zrobiłaś mu niespodziankę?
              • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 30.10.04, 23:33
                To była stuprocentowa niespodzianka. "Tatuś" się na mnie obraził (na dziecko
                był obrażony od zawsze). Taka reakcja byla w jego przypadku do przewidzenia,
                więc nie byłam zaskoczona. Miałam już dosyć tych kłamstw i poczułam ulgę.
                Uważałam po prostu, że dziecko nie jest jakąś skazą na honorze, którą trzeba
                tak ukrywać. To mały żywy człowiek, nowy członek rodziny, a nie wrzód na... W
                każdym razie ja nie chciałam brać w tym dłużej udziału. Za"karę" na rozprawie w
                sądzie rodzinnym dowiedziałam się, że jestem chora psychicznie i ... on żąda
                badań DNA, bo wątpi, że to jego dziecko. Itd. itp...
                ---------------------------
                Ania
                i Olo
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=15477537&v=2&s=0
                • natasza39 E tam przebije Was!!! 31.10.04, 00:49
                  JAk juz pisalam wczesniej, moj maz umarl jak syn mial 14 lat. Teraz ma lat 16!
                  Babunia od tego czasu ANI RAZU nie zadzwonila do wnuka ani na imieniny, ani na
                  urodziny, ani na swieta.
                  Aktualnie ma nowa wnuczke (od swojej córki) i twierdzi, że wreszcie ma
                  prawdziwego wnuka.
                  Mój syn to przez 14 lat byl dla babuni pewnie "podróbą"!!!
                • cheerio Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 20:18
                  No tak, ja mimo że tatuś na tle innych przypadków z tego forum, zachowuje się
                  przyzwoicie,zaczynam do niego przez to tracić resztki szacunku. Bo w głowie mi
                  się nie chce pomieścić, ze przez 15 mcy (+9..) można nie znaleźć na tyle
                  odwagi.. Trafiłaś w dziesiątkę w tym wrzodem, właśnie tak to czuję ...
                  Jak go niedawno zapytałam czy czeka na to, aż go wyręczę, to się uniósł
                  niezmiernie.. ze strachu chyba..
                  Nie chcę zniszczyć tej namiastki rodzicielstwa, ale nie wiem na jak długo
                  jeszcze starczy mi cierpliwości. Wcale mi się nie pali do poznawania jego
                  rodzinki, tym bardziej że wiem, że to ja będę odsądzona od czci i wiary, tak
                  samo niczego od nich nie oczekuję, co zrobią z tą wiedzą - ich sprawa, ale moim
                  zdaniem to jego zasr.. obowiązek. A mój przy okazji też - żeby do tego
                  doprowadzić. Co ja powiem dziecku za rok, dwa - że tatuś się go wstydził?
                  • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 21:52
                    cheerio napisała: "Co ja powiem dziecku za rok, dwa - że tatuś się go wstydził?"

                    Tego samego się bałam. Miałam uczucie, że biorę udział "w ukrywaniu
                    przestępstwa". Nie zastanawiałam się nad tym, jak zareaguje jego rodzina na
                    Małego. Uważałam, że Olo ma prawo do tego, żeby o nim wiedziano - że ma
                    prawo "istnieć" tak jak "legalne" wnuki. Pewnego wieczoru po prostu
                    zadzwoniłam. Nie planowałam, ze to będzie akurat ten dzień. Było mi z
                    tym "współudziałem" co raz ciężej. Uświadomiłam sobie, że pomagam tatusiowi, a
                    szkodzę dziecku. Tak jak pisałam, spodziewałam się tego, że tatuś obrazi się na
                    mnie za ten telefon, ale wybrałam dziecko. I nigdy tego nie żałowałam. Wiem, że
                    stanęłam po właściwej stronie.
                    Dziś, z perspektywy czasu, myślę, że utrzymywał ze mną kontakt właśnie przez
                    ten strach, że się wyda. Miał swego rodzaju kontrolę nad tym co zrobię. Dopóki
                    pytałam "kiedy jej powie?", wiedział, że jeszcze tego nie zrobiłam.

                    ---------------------
                    Ania
                    i Olo --> forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=15477537&v=2&s=0
                  • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 21:56
                    ...wydaje mi się, że im dłużej to trwa, tym gorzej. Nie dość, że będzie się
                    musiał tłumaczyć z dziecka to również z tego, dlaczego tak długo je ukrywał. To
                    jest błędne koło strachu, z którego niektórzy panowie nie umieją wyjść.
                    I potrzebują pomocy wink

                    ---------------------
                    • california_dreaming A moja babcia też pary nie puściła przez 20 lat 01.11.04, 18:39
                      Ja z kolei dowiedziałam sie że mam przyrodnią, młodszą, 20-letnia siostrę od
                      osób trzecich, ani od mojego ojca, ani od babci (bardzo przeze mnie
                      ukochanej). Kiedy zapytałam ją dlaczego mi nigdy nie powiedziała, że mam
                      siostrę ( 20 letnią!) to odpowiedziała, że byłam za mała (!) aby mi o tym
                      powiedzieć.
                      Takie to te babcie są, są przede wszystkim mamusiami swoich syneczków.
    • samodzielny Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 01:33
      Dziecko mi sie urodzilo, 26 tydzien, ponizej 1000 gram, wiadomo, inkubator,
      strach, przezyje, nie przezyje, dali do domu gdy osiagnelo 2.000..
      Kiedys matka moja mieszkajaca pietro nizej zapukala. Sufit maja mokry w
      lazience. Popatrzala, u mnie sucho. "No to przy okazji dziecko obejrze".
      PRZY OKAZJI.
      Pozdr
      • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 01:37
        Smutne...

        -------------------
        • samodzielny Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 01:48
          Bylo, minelo, potem bylem i tak najlepszym synem.
          Jutro pojade na jej grob, zapale swieczke.
          • pustulka_75 Re: spotkanie z babcią 31.10.04, 01:52
            U mnie na razie jest tu i teraz. Kiedyś też pewnie spojrzę na różne sprawy z
            perspektywy "było, mnięło". Przynajmniej taką mam nadzieję, bo ktoś kiedyś
            ładnie powiedział, że "zdolność łatwego zapominania jest formą wolności"...

            ------------------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka