Dodaj do ulubionych

nie pije, nie bije, czego ty chcesz??!!

21.01.05, 10:14
No właśnie.
Mój mąż uchodził zawsze za wzór cnót wszelakich wink
Nie pił, nie bił, pracował, nie zdradzał, ba sprzątał i dobrze zajmował się
dzieckiem. Takiego go wszyscy pamiętają, do tego ja bardzo idealizowałam męża.
Teraz kiedy otoczenie dowiaduje się o rozwodzie jest zaszokowane i własnie
wczoraj kolejny raz ktoś zapytał mnie, dlaczego? przecież taki dobry i stała
śpiewka..
Poniosło mnie, powiedziałam, że ja piję, zdradzam i biję wink.

Czy u Was też, powodem rozpadu związku były zupełnie inne przyczyny nie
zrozumiałe dla innych? Jak sobie z tym radzicie?

Pozdrawiam
Ola
Obserwuj wątek
    • carri Re: nie pije, nie bije, czego ty chcesz??!! 21.01.05, 11:30
      Po pierwsze: odpowiedziałam na Twoje pytanie w wątku szaro, smutno...

      Po drugie i a propos tego wątku. My zawsze uchodziliśmy za wspaniałą parę,
      przede wszystkim dlatego, że ja ukrywałam wszelkie nasze kłótnie i
      nieporozumienia. Uważałam, że to nasza wewnętrzna sprawa i nic nikomu do tego.
      Poza tym sama nie sądziłam, że tak mocno odbiją się na jego uczuciu do mnie, bo
      go kochałam do szaleństwa. Zawsze, gdy nie pojawialiśmy się gdzieś razem, a
      przyczyną najczęściej było to, że posprzeczaliśmy się w ostatnim momencie i on
      wystawiał mnie do wiatru, wstawiałam jakąś bajeczkę, że musiał stawić się nagle
      w pracy itp.
      A tak na marginesie, to poza nielicznymi najbliższymi, którzy wiedzą czemu moje
      małżeństwo się rozpada, to wszystkim innym nie mam zamiaru tłumaczyć dlaczego.
      Niech przyjmą fakt do wiadomości i nie wtykają nosa w nie swoje sprawy. Bardzo
      dobrze, że Cię poniosło. Też bym tak powiedziała, albo jeszcze mocniej smile
      • olaj10 Re: nie pije, nie bije, czego ty chcesz??!! 21.01.05, 11:44
        Dziękuję Ci za odpowiedź!!

        No własnie, my też za taką parę uchodziliśmy. Od jakiegoś czasu moja rodzina
        widziała co sie dzieje, męza też. Jak dojrzałam do decyzji powiedzieli,
        nareszcie! Mam wsparcie w rodzinie, to wazne. Ale potrzebuję kogoś takiego jak
        ja, kto najnormalniej w świecie rozumie całą sytuację. Dlatego znalazłam się
        tutaj smile.
        Wielu naszych znajomych o naszym rozstaniu dowie się po rozwodzie, bo to nasza
        sprawa.

        Ola
        • ewik25 Re: nie pije, nie bije, czego ty chcesz??!! 21.01.05, 14:04
          Kazdemu mozesz powiedziec :"Nie wie Agnieszka jak sie z nim mieszka"
    • mama007 jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrącić...? 21.01.05, 20:58
      no właśnie! miałam zacząć taki wątek...
      nie kłócimy się straszliwie, nie ma awantur z rzucaniem talerzami, nie pije,
      nie bije, tylko... jakoś nie możemy się dogadać, i tyle sad raz lepiej, raz
      gorzej, ale nie wiem co mam robić.
      jest sens rozwodzić się TYLKO dlatego, że jest tak szaro...? z drugiej strony -
      spędzić całe życie na siedzeniu na tyłku i cichych kłótniach tylko (wiem, wiem
      jest "aż" mężem, ale to w innym kontekście), że jesteśmy małżeństwem...?
      kurde, źle mi jest, i tyle, i co ja mam zrobić? (pytanie raczej retoryczne, bo
      i tak wiem, że nie da się na nie sensownie odpowiedzieć, zwłaszcza, że nikt
      mnie tu nie zna)
      pozdrawiam
      • mama007 i jeszcze coś 21.01.05, 21:04
        ja nawet uważam, że my jesteśmy w stanie w tej chwili rozstać się naprawdę
        ugodowo - nie będziemy się szarpali o dziecko, nie mamy zbyt dużo do podziału,
        nie zamierzam zabraniać ojcu kontaktów z córą, teściów bardzo lubię, więc i tak
        będę pewnie do nich jeździć z własnej woli, w ogóle, ja nie wiem, może to ze
        mną jest coś nie tak...??
        boję się, że za jakiś czas (rok, dwa, dziesięć??) jak dojdziemy do wniosku, że
        jednak nie uda nam się dalej razem żyć to już nie będziemy umieli się tak w
        zgodzie rozstać.
        smutno mi się jakoś zrobiło sad
        • safra1 do mamy007 23.01.05, 22:31
          czytam posty na roznych forach od 2 lat z przyczyn mojego zawodu pracuje
          wlasnie w osrodku pomocy rodzinie z regoly to olewam ale dzisiaj za duzo rzeczy
          mnie wkurzylo (miedzy innymi to ze aby cos napisac musialem zakladac konto na
          tym portalu oraz to ze moj login byl zajety przez kogos innego )

          czytajac wasze wypowiedzi czasami chce mi sie smiac a czasami plakac czasami
          wprost namawiacie do rozwodu a to najwiekaszy idiotyzm jaki mozna zrobic
          malzenstwo to instytucja podobna do wielu innych aby wszystko bylo OK trzeba
          ustalic tylko pewne zasady wiekszosc par po rozwodzie nie wiedzialy o tym
          wczesniej a opisywany przez ciebie przypadek jest banalny gdybyscie oboje sie
          przylozyli i tego chcieli to wszystko by sie ulozylo

          mamo007 znalazlem kilka twoich postow na rozne tematy i juz moge wysnuc kilka
          wnioskow miedzy innymi to ze robisz wiele rzeczy aby nie dogadac sie z mezem
          dobitny jest tekst o kotach - kota bede miala a i tak kiedys sie rozwiode - tak
          to brzmi wniosek krotki twoj maz nie przepada za kotami a ty na zlosc chcesz
          miec kota stawiajac nawet wasz zwiazek na szali moge ci wypisac jeszcze wiele
          kwesti ale to nie miejsce na to jezeli chcesz o tym pogadac to pisz do mnie na
          meila safra@poczta.fm bo widze ze nie macie zadnych problemow tylko nie
          potraficie chwilowo sie dogadac a podstawa w takich sprawach jest nie
          poglebianie kryzysu jezeli sie opamietacie to wszystko wroci do normy szybciej
          niz myslisz

          to tyle jeszcze do wszystkich coraz wiecej przychodzi do nas osob bo czytaly na
          takich tematach jak to jest dobrze po rozwodzie a guzik prawda jezeli nie ma
          wyraznego powodu to nie powinni sie rozchodzic potem mamy ich ponownie bo nie
          sa w stanie zbudowac zadnego konkretnego zwiazku nawet nie macie pojecia jakie
          slady w psychice pozostawia rozpad zwiazku wiec napewno nikomu tego nie wolno
          radzic

          mamo007 nie mam zamiaru cie urazic ani ci dopiekac ale taka jest prawda jezeli
          nie wiesz co robic to sie odezwij to moze wskarze ci kierunek bo mam juz dosc
          patrzenia na mlodych ludzi ktorzy marnuja sobie zycie zwlaszcze ze jak pisalas
          masz dopiero 21 lat

          i prosba do pozostalych dopilnujcie aby to przeczytala i tak zrobi co zechce
          ten mlody buntownik z idealami

          a na koniec obsluga tego portalu pod linuxem to koszmar
          • mama007 Re: do mamy007 23.01.05, 23:20
            safra1 napisał:

            > czytam posty na roznych forach od 2 lat z przyczyn mojego zawodu pracuje
            > wlasnie w osrodku pomocy rodzinie z regoly to olewam ale dzisiaj za duzo
            rzeczy
            >
            > mnie wkurzylo (miedzy innymi to ze aby cos napisac musialem zakladac konto na
            > tym portalu oraz to ze moj login byl zajety przez kogos innego )
            >
            > czytajac wasze wypowiedzi czasami chce mi sie smiac a czasami plakac czasami
            > wprost namawiacie do rozwodu a to najwiekaszy idiotyzm jaki mozna zrobic
            > malzenstwo to instytucja podobna do wielu innych aby wszystko bylo OK trzeba
            > ustalic tylko pewne zasady wiekszosc par po rozwodzie nie wiedzialy o tym
            > wczesniej a opisywany przez ciebie przypadek jest banalny gdybyscie oboje sie
            > przylozyli i tego chcieli to wszystko by sie ulozylo
            >
            > mamo007 znalazlem kilka twoich postow na rozne tematy i juz moge wysnuc kilka
            > wnioskow miedzy innymi to ze robisz wiele rzeczy aby nie dogadac sie z mezem
            > dobitny jest tekst o kotach - kota bede miala a i tak kiedys sie rozwiode -
            tak
            >
            > to brzmi wniosek krotki twoj maz nie przepada za kotami a ty na zlosc chcesz
            > miec kota stawiajac nawet wasz zwiazek na szali moge ci wypisac jeszcze wiele
            > kwesti ale to nie miejsce na to jezeli chcesz o tym pogadac to pisz do mnie
            na
            > meila safra@poczta.fm bo widze ze nie macie zadnych problemow tylko nie
            > potraficie chwilowo sie dogadac a podstawa w takich sprawach jest nie
            > poglebianie kryzysu jezeli sie opamietacie to wszystko wroci do normy
            szybciej
            > niz myslisz

            mam nadzieje, ze nasz kryzys jest chwilowy... (o ile rok to chwilowo...) -
            chcialabym sie z nim dogadac, ale uwazam, ze lepiej, aby moja cora miala
            kochajacych ją rodziców oddzielnie, a nie rodziców razem wrzeszczących na
            siebie non stop (ostatnio tak to wygląda...)
            post o kotach był pisany w przypływie nastroju "i tak nam nie wyjdzie, i tak
            się rozwiedziemy, więc i tak jest mi wszystko jedno..."

            >
            > to tyle jeszcze do wszystkich coraz wiecej przychodzi do nas osob bo czytaly
            na
            >
            > takich tematach jak to jest dobrze po rozwodzie a guzik prawda jezeli nie ma
            > wyraznego powodu to nie powinni sie rozchodzic potem mamy ich ponownie bo nie
            > sa w stanie zbudowac zadnego konkretnego zwiazku nawet nie macie pojecia
            jakie
            > slady w psychice pozostawia rozpad zwiazku wiec napewno nikomu tego nie wolno
            > radzic
            >

            ale rozumiesz, że mi już w tej chwili jest lepiej jak go nie ma?? po prostu ja
            już chyba nie mam tego związku, nie potrafię się znaleźć, nie wiem czy to ma
            sens... i tak wszystko robię sama - sama siedzę w domu, zajmuję się Asią, przy
            tym gotuję, sprzątam itd, uczę się, przygotowuję do egzaminów, szukam pracy,
            realizuję swoje pasje, chodzę z Aśka na basen (tylko ten kto chodzi co tydzień
            z tak małym dzieckiem na basen wie co to znaczy i jakie to męczące...).

            > mamo007 nie mam zamiaru cie urazic ani ci dopiekac ale taka jest prawda
            jezeli
            > nie wiesz co robic to sie odezwij to moze wskarze ci kierunek bo mam juz dosc
            > patrzenia na mlodych ludzi ktorzy marnuja sobie zycie zwlaszcze ze jak
            pisalas
            > masz dopiero 21 lat

            tak, mam dopiero 21 lat (właściwie rocznikiem 22), ale to nie znaczy, że jestem
            dzieciakiem... jestem samodzielna, wychowuję (i myślę, że robię to dobrze)
            cudowne dziecko, przy tym się uczę, zaczynam realizować swoje cele.
            nie wiem czy warto ratować wszystko za wszelką cenę... poza tym jestem po kilku
            rozmowach z psychologami i to naprawdę nie jest tak, że ja sama sobie coś
            wmawiam...

            >
            > i prosba do pozostalych dopilnujcie aby to przeczytala i tak zrobi co zechce
            > ten mlody buntownik z idealami

            przeczytalam, nikt nie musi pilnowac smile)

            >
            > a na koniec obsluga tego portalu pod linuxem to koszmar

            przypuszczam, ze ten portal, jak wiekszosc innych, zostal stworzony z mysla o
            naszym "ukochanym" windowsie, wiec nie ma co sie dziwic...

            ps.
            kotow nie mam.

            pozdrawiam
            • safra1 Re: do mamy007 24.01.05, 10:51
              dobilas mnie juz zupelnie ty po prostu nie chcesz aby wszystko wrocilo do normy
              pytanie czy twoj maz tez byl z toba u psychologa ?podejrzewam ze nie bo to jest
              normalne zachowanie mezczyzny kilka wizyt z psychologiem nie rozwiazuje sprawy
              moze on wtedy tylko okreslic twoj stan psychiczny i zorientowac sie tylko w
              twoim punkcie widzenia calej sytuacji i jestem zaszokowany ze psycholog nie
              zaprosil na rozmowe twojego meza (jezeli sie myle zwracam honor)takim powinni
              dyplomy odbierac

              > mam nadzieje, ze nasz kryzys jest chwilowy... (o ile rok to chwilowo...) -
              > chcialabym sie z nim dogadac, ale uwazam, ze lepiej, aby moja cora miala
              > kochajacych ją rodziców oddzielnie, a nie rodziców razem wrzeszczących na
              > siebie non stop (ostatnio tak to wygląda...)

              rok to jest chwila zaraz wlasnie ide do pary ktora nie mieszka ze soba od 2 lat
              a klutnie zaczely sie dlugo wczesniej w tej chwil znowu mieszkaja razem i sa
              kochajaca sie para i stukaja sie w glowy jak mogli byc tacy glupi
              i myslisz ze dogadacie sie do rozwodu z postow wynika ze maz tez kocha wasze
              dziecko uwazasz ze tak latwo zrezygnuje z niego ze nie bedzie chcial aby
              zostalo z nim a zycie tydzien u jednego rodzica tydzien u drugiego bedzie dla
              niego gorszym przezyciem

              > tak, mam dopiero 21 lat (właściwie rocznikiem 22), ale to nie znaczy, że
              jestem
              >
              > dzieciakiem... jestem samodzielna, wychowuję (i myślę, że robię to dobrze)
              > cudowne dziecko, przy tym się uczę, zaczynam realizować swoje cele.
              > nie wiem czy warto ratować wszystko za wszelką cenę...

              ale do niektorych spraw podchdzisz jak dzieciak (bez obrazy ) niepodoba mi sie
              wiec zabieram zabawki i ide do innej piaskownicy a to ze potrafisz doskonale
              zajac sie dzieckiem to ci sie chwali niewiele jest takich mlodych matek
              a stwierdzenie za wszelka cene jest bledne czasami po prostu stawiasie za
              wysoka cene
              pracuje w zawodzie od dawna i znam takie przypadki czasem przychodzi kryzys ale
              jezeli oboje nie jestescie w stanie isc na ustepstwa to nie macie szans na
              porozumienie a rezygnuje sie z rzeczy ktore przeszkadzaja drugiej osobie a nie
              z tego co jest ci wygodne a podejrzewam ze oboje macie za duzo uporu i
              przerosniete wymagania wzgledem siebie i zycia

              dobra koncze bo na 12 mam byc w pracy a przy dzisiejszej pogodzie bede jechal
              30 min

              a na poczatek radze postukac wam sie delikatnie w glowki tylko tak aby nie
              nabis sobie siniakow i normalnie porozmawiac jezeli to do was nie przemawia to
              zastanowcie sie jak bedzie wygladal rozwod i jakie beda przepychanki i jak to
              wyniszcza czlowieka bo ja widzialem to juz nie raz
      • ewik25 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 21.01.05, 21:06
        Aga

        A myslalas moze o Poradni Rodzinnej? Po to sa wlasnie takie poradnie kiedy
        dwoje maloznkow gdzies sie zagubilo,nie potrafia juz ze soba rozmawiac i sie
        kloca "o byle co"Ty lko jest jeden warunek -musza chciec razem zrobic cos w tym
        kierunku zeby bylo lepiej i zgodzic sie razem na terapie.Naprawde sa duze
        szanse.Chyba nie ma takiego malzenstwa gdzie zawsze uklada sie sielankowo.W
        wiekszosci przypadkow mozna do porozumienia dojsc samemu jesli jednak to nie
        wychodzi lepiej pojsc do poradni skoro dwoje ludzi zdecydowalo sie byc ze soba
        na dobre i na zle a nie odrazu do sadu i rozwod.
      • ewik25 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 21.01.05, 21:08
        Wpadla mi kiedys fajna ksiazka w rece.Pt "Zwiazki i rozwiazki" K.Grocholi i
        A.Wisniewskiego bardzo polecam.
        • anula71 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 22.01.05, 14:54
          Ewik,nie chcesz do mnie napisac?Ale i tak sie spotykamy w roznych
          watkach...dobre i tyle!Ja poza tym ze maz mnie zaczal zdradzac gdy bylam pod
          koniec ciazy i robil to nadal gdy rehabilitowalam 3-miesiecznego szkraba po
          wylewie,olal nas,wymigujac sie niedojrzaloscia do zycia w malzenstwie (5-lat
          bylo wtedy)i rodzinie,potem dalam mu szanse bo z dzieckiem nie wszystko bylo
          dobrze i bylam mu tez w stanie wybaczyc,poza tym ze potem nie zerwal z panna
          jak obiecywal mam jeszcze inny powod,ktory nie wiem czy jest powodem do
          rozwodu...Maz zrobil sie b. imprezowy,tzn.1-2 razy w tyg.wraca 3-4 nad
          ranem...Poniewaz zrobil z naszym zwiazkiem to co zrobil nie ufam mu juz i dla
          mnie jego pozne powroty to koszmar...No dobra,zalozmy nawet ze juz nie ma
          panny,ale czy tolerowalybyscie takie pozne powroty swoich mezow?Wg niego to ja
          jestem nienormalna...Czekam na opinie!
          • ewik25 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 22.01.05, 22:06
            Aniu niedlugo napisze do Ciebie maila smile A tu napisze ze Twoj maz faktycznie
            okazal swoja nieodpowiedzialnosc w calosci.Wiesz chyba jak mam go ochote
            nazwac ..... mysle ze jesli masz dowody na to ze Cie zdradzal i na to ze wraca
            pozno w nocy z pewnoscia Ci to wystarczy.Trzymajmy sie razem.Powodzenia

            P.S. Czekaj na maila odezwe sie napewno
      • olaj10 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 24.01.05, 08:44
        Może inaczej, ja powód mam (i to wiele), ale najnormalniej w świecie jest mi
        wstyd o tym mówić. Mam dziecko i jestem w takim wieku, że zrozumiałam iż nie
        można się zamęczać. Mnie raczej chodziło o to, że nie mówię wszystkim dlaczego
        się rozwodzę, bo mi to przez gardło ciężko przechodzi, poza tym tak naprawdę to
        nasza sprawa i co komu do tego.
        Pragnę radości i spokoju dla mojego dziecka i siebie. Myślę, że uda nam się
        osiągnąć ten cel, a i mój mąż ułoży sobie życie i będzie szczęśliwy.
        Ja już dojrzałam do tego, że nic na siłę!

        Ola
        • ewik25 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 24.01.05, 10:12
          olaj

          Tez tak uwazam nic na sile .Jakies resztki godnosci trzeba zachowac ja chcialam
          byc z mezem jeszcze po tym jak mnie zdradzil mowil ze to byl tylko incydent ale
          on nie chcial mies pozniej napisal mi smsa ze mnie juz nie kocha i ze ma kogos
          (czyli ta kobiete) jest z nia i mieszkaja razem. To chyba byloby ponizej pasa
          gdybym poszla go prosic teraz zeby wrocil ...
          • olaj10 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 24.01.05, 10:38
            ewik,
            na pewno musiało bardzo bolec i pewnie nadal boli. Przykro mi!
            Mnie temat zdrady nie jest znany. I dobrze wink
            Naprawdę u mnie "dojrzewanie" trwało lata i nie powiem, żal, ale nie można żyć
            przeszłoscią i wierzyć, że partner się zmieni czy zrozumie. U mnie trwa to już
            za długo. Poza tym ... do tanga trzeba dwojga, bo i na terapię muszą chcieć
            oboje, szansę muszą dawać sobie oboje, no i nareszcie chcieć muszą razem. Kiedy
            uczucie się kończy, nie ma już nawet ochoty na próby, działa to w obie strony.
            Ola
            • ewik25 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 24.01.05, 10:41
              Tak masz racje zwiazek trzeba pielegnowac i dbac o niego a musza to robic dwie
              osoby bo jedna nie da rady wiesz jak sie moglam czuc jak maz mi powiedzial ze
              chce z nami byc ze nas kocha i ze jestesmy sensem jego zycia a po trzech
              tygodniach zobaczylam go z inna w objeciach calujacych sie namietnie.......sad
            • ewik25 Re: jestem tu gościnnie (jeszcze),moge się wtrąci 24.01.05, 10:42
              Dlatego nie wystarczy mowic kocham ... ja sie nie czulam kochana pomimo ze to
              slyszalam od niego coz za obludasad
              • gabbiano Re: 24.01.05, 14:37
                U mnie też nie pije i nie bije, jednak ja już nie widzę możliowści wspólnego
                życia, właśnie w imię spokoju i bezpieczeństwa mojego i mojego dziecka,
                bo wiem, że on się nie zmieni. Jak przebiega u was rozwód ? Boje się że pozorna
                atmosfera pełnej sielanki rodzinnej i brak zgody męża na rozwód może spowodować
                problemy z uzyskaniem rozwodu. napiszcie jak to u was wygląda.
    • alina66 Re: nie pije, nie bije, czego ty chcesz??!! 29.01.05, 18:01
      olaj , nie przejmuj się glupim gadaniem.

      Mój były małżonek pił (kilka odwyków ma za sobą) i robił długi i co mówią?
      "Taki przystojny, no trochę pil ,ale facet musi przecież wypić" !!!!

      Gadają i pytają, ale wcale nie chcą znać odpowiedzi.... I zawsze wiedzą lepiej -
      sąsiedzi, znajomi, nieznajomi...


      Od pewnego czasu odpowiadam, że nie widzę przeszkód, jest do wzięcia.
      Można się nim zaopiekować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka