podenka
10.03.05, 01:02
Właśnie przeczytałam coś co mnie uderzyło swoją wymową, a właściwie
uświadomiło mi rzecz, o której wiedziałam ale, nad którą nigdy wczesniej nie
myślałam. Mianowicie w książce "Mężczyzna i żona" trafiłam na zdanie "i
wspominał czasy kiedy nie trzeba było sie nad wszystkim zastanawiać", które
dotyczyło czasów pierwszego małżeństwa. I nagle błysk - to dlatego od siedmiu
lat robię się coraz lepszym psychologiem rodziny, przez cały czas muszę
właśnie nad czymś się zastanawiać, tłumaczyć córce (z 1 małż.), obecnemu
mężowi, byłej teściowej (żeby trafiło do Ex) a wcześniej sama przeanalizować,
znaleźć problem, przetworzyć. W związku 2 + 1, tym klasycznym wszystko jest
niejako naturalne (co nie znaczy, że nie powinno sie nad tym pracować)mama i
tata o takim samym stosunku do dzieci, dzieci bez problemów znajdowania się w
nowym układzie. W rodzinach mieszanych, czy też rodzinach z jednym rodzicem
na stałe każdy, włącznie z dziećmi, każdego dnia przerabia własną
psychoanalizę. To co piszę nie wnosi nic nowego, tak jest i już, po prostu
uderzyło mnie jakie to jest prawdziwe.