Dodaj do ulubionych

maz kochanek dziecko

28.03.05, 19:59
Zacznę od tego, że...Od początku.Jestem mężatką, jeszcze,od paru ładnych
lat.Mam dwoje dzieci, które ubóstwiam i męża, którego nie kocham.Miał czy też
ma dziwny sposób okazywania miłości poprzez ciągłe narzekanie, wytykanie mi
moich mankamentów...itp.Zdecydowałam się na rozwód.Gdy tylko podejmowałam ten
temat, mąż stwierdzał, że że moje hormony buzują i o żadnym rozwodzie nie ma
mowy.wyprowadziłam się do drugiego pokoju, przestaliśmy żyć jak mąż z żoną.Nie
opierałam się więc, kiedy poznałam mężczyznę, który dojrzał we mnie nie tylko
atrakcyjna kobietę, ale pozolił uwierzyć, że jestem inteligentna,
mądra...Poczułam się po prostu doceniona.Zakochałam się po uszy.Czułam się jak
nastolatka, wiecznie ropromieniona, przeżywająca na nowo swoją wielką....Teraz
jestem w ciąży.Jeszcze nie mówiłam o tym mężowi.Szukam właśnie mieszkania, by
wyprowadzić się z dziećmi i wtedy zamierzam mu powiedzieć. W sumie wszystko
stanęło na głowie.Myślałam o przeprowadzce, ale nie w takich
okolicznościach...A co z tatusiem dziecka?smileBędzie płacił alimenty, ale nie
zaplanowanego dziecka nie chce mieć.Będę samotną mamą trójki dzieci.Czego
oczekuję od Was?Przede wszystkim porad- co mogę zrobić w tej sytuacji, jakie
przeszkody mogą mnie spotkać podczas rozwodu...

Kara
Obserwuj wątek
    • iziula1 Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 20:17
      Boże, ale sobie pokomplikowałaś ten kawałek życia.
      Współczuje.Dwukrotnie zły wybór partnera.
      Niestety w trakcie rozwodu możesz liczyc na to,że to Ty doprowadziłas do
      rozpadu rodziny.
      Może z rozwodem wstrzymaj sie do czasu urodzenia dziecka.
      Nie wiem.
      Jeszcze raz współczuje, bo już nawet nie masz co marzyć o próbie ratowania
      obecnego małżeństwa.
      Chociaż zycie płata różne figle smile
      Pozdrawiam i zycze dużo siły i rozwagi w podejmowaniu decyzji.
      Iza
      • kara76 Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 20:38
        smile Tylko ja nawet nie chce ratowac tego malzenstwa.Zastanawiam sie nad
        orzeczeniem o winie...Przeciez rozwod nie bedzie z powodu zdrady, nie to jest
        przyczyna.Przyczyna tkwi we mnie i w mężu- w tym ,że jesteśmy całkowicie różni...
        Dzieki za pociechesmilePozdrawiam
        • pelaga Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 20:55
          Zastanawiasz sie nad orzeczeniem winy??? A niby czyjej????
          Wiesz, ja nieczesto bronie facetow, ale dla mnie wina jest ewidentnie twoja. To
          ty wyprowadzilas sie do osobnej sypialni, to ty zdradzilas meza i zaszlas w
          ciaze na boku z jakims cudownym facetem, ktory jednak sie na ciebie wypial, to
          ty wyprowadzisz sie z mieszkania. No sorry, ale gdzie tu wina meza??? Bo co???
          Bo narzekal??? I nie czulas sie przy nim jak dowartosciowana jak nastolatka???
          Trzeba bylo najpierw zakonczyc jedna sprawe, zanim zaczelas druga.
          W obecnej sytuacji ja dostrzegam wine, ale tylko i wylacznie twoja. Jesli komus
          wspolczuje to dzieciom.
          Mysle jednak ze ten post to podpucha kolejna, bo nie wyobrazam sobie, ze ktos
          moze byc faktycznie tak bezmyslny.
        • kammik Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 20:58
          > Przeciez rozwod nie bedzie z powodu zdrady, nie to jest
          > przyczyna.

          Ach, nie? No, ale to już sąd oceni. Dolara przeciwko orzechom, ze jesli
          bedziesz chciala orzeczenia winy, to owszem, uzyskasz. O swojej.
          • kara76 Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 21:03
            Postapilam niemoralnie, owszem.Wyrzutow sumienia jednak nie mam.Moze nie do
            konca chodzilo o to ze chce sie poczuc jak nastolatka, ale jak czlowiek.Po
            prostu czlowiek.Slyszalas cos o przemocy psychicznej?Owszem, maz nie bil, nie
            pil, nie zdradzal.Gnebil inaczej...Ale nie o to teraz chodzi.Wiem, ze musze
            poniesc konsekwencje swojego zachowania.Nie uciekam przed tym.Rozwod - nie boje
            sie orzekania o winie- tatus i tak nigdy nie zdecyduje sie na wychowywanie
            dzieci.A jemu placic tez nie bede...
            • virtual_moth podpucha n/tx 28.03.05, 21:07
              • kara76 Re: podpucha n/tx 28.03.05, 21:24
                Nie rozumiem o co teraz chodzi?!!Czy to jest tak malo prawdopodobne, ze kazdy
                mysli, ze to podpucha?Ludzie!!!Nigdy nie zbladziliscie? Nie powinela Wam sie noga?
                Gratuluje i zycze dalej takiego szczescia
        • virtual_moth Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 21:00
          kara76 napisała:

          > Przeciez rozwod nie bedzie z powodu zdrady, nie to jest
          > przyczyna.

          Sąd prawdopodobnie będzie miał inne zdanie.

          Bardzo Ci współczuję.
          Mogłabym tu Ci zrobić niezły wykład moralny, ale nie w tym rzecz, aby
          analizować przyczyny i oceniać.
          Mam zdanie podobne do Iziuli - wstrzymaj się z rozwodem przynajmniej do
          momentu, kiedy dziecko się nie urodzi i nie podrośnie. O ile Twój mąż będzie
          chciał... Ja na Twoim miejscu chyba padłabym przed nim na kolanawink

          Życie samotnej matki nie jest łatwe. Jedno dziecko to tzw. "pikuś", ale dwójka,
          trójka, z niemowlakiem, tego już mój wątły mózg nie ogarnia. Będzie Ci po
          prostu "technicznie" bardzo ciężko.

          Namawiam Cię do swego rodzaju hipokryzji, ale ja na Twoim miejscu próbowałabym
          zostać przy mężu. Próbowałabym odtworzyć więź, a jesli nie udałoby się, no to
          trudno.

          Pamiętaj, że dal dzieci (zwłaszcza małych, kilkuletnich) rozwód rodziców to
          trauma, która może się słac na całym ich życiu. Nastoletnie zrozumieją, że
          miedzy rodzicami źle się dzieje i może nawet potraktują to z ulgą. Maluchy -
          niekoniecznie. Dla nich właśnie warto walczyć o małżeństwo, a zrezygnować można
          (a nawet TRZEBA) tylko wtedy, kiedy już wyczerpało się wszystkie możliwości.

          Powodzenia

          P.S. Czy mąż wie o ciąży? Czy ojciec uzna dziecko?


          • natasza39 Przecież to pisał jakis facet! 28.03.05, 21:12
            Niemozliwe aby to pisała jakas kobieta....
            • kara76 Re: Przecież to pisał jakis facet! 28.03.05, 21:17
              natasza39 napisała:

              > Niemozliwe aby to pisała jakas kobieta....
              Dlaczego niemozliwe zeby to pisala jakas kobieta?
              • natasza39 Dlatego, że... 28.03.05, 21:39
                To sucha relacja. Niejako zarzut faceta zrobionego w rogi.Coś na kształt pozwu
                rozowdowego. Nie ma tu uczuć, zagubienia, samotności. Nie ma tego co kobiecie
                przynalezne...
          • kara76 Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 21:14
            Mężowi jeszcze nie powiedzialam ze jestem w ciazy.
            Tatus prwnie nie przyzna sie do dziecka.Zobowiazal sie placoc alimenty.
          • kara76 Re: maz kochanek dziecko 28.03.05, 21:16
            Maz nie wie jeszcze ze jestem w ciazy.
            Tatus nie uzna prawnie dziecka, zobowiazal sie jednak placic alimenty
            • virtual_moth won mącić na inne fora n/tx 28.03.05, 21:20
              • kara76 Re: won mącić na inne fora n/tx 28.03.05, 21:25
                Nie rozumiem o co teraz chodzi?!!Czy to jest tak malo prawdopodobne, ze kazdy
                mysli, ze to podpucha?Ludzie!!!Nigdy nie zbladziliscie? Nie powinela Wam sie noga?
                Gratuluje i zycze dalej takiego szczescia
                • iziula1 Re: won mącić na inne fora n/tx 28.03.05, 21:32
                  Wiesz czemu taka reakcja ze strony innych?
                  Może dlatego że jest ogromna różnica pomiedzy treścią a formą. Oznacza to,że
                  napisany tekst jest pozbawiony emocji, wręcz odart z niej. Ale zawiera w sobie
                  opis takich komplikacji życiowych w które sama sie wpakowałas, że aż trudno
                  uwierzyć że mogłas to napisac nie ujawniając żadnych emocji.
                  Jeśli jest prawdą to, co nam opisałas-ja uwierzyłam to jeszcze raz powtarzam-
                  współczuje Ci.
                  Iza
                  • kara76 Re: won mącić na inne fora n/tx 28.03.05, 21:42
                    Powiem tak.Teraz siedze i rycze przy kompie.Nie mam sily juz robic kolejnej
                    wiwisekcji uczuciowej, opisywac jak cierpie, jak czuje sie winna...Jak sobie
                    uswiadomie ile osob przy okazji krzywdze to juz w ogole...Najgorezs jest to, ze
                    to wszystko to wynik tego, ze chcialam sie przez chwile poczuc
                    szczesliwa...Poczulam sie.Przez chwile.A teraz przez juz dlugie chwile bedzie to
                    tylko wspomnieniem..Dzieki za cieple slowa.
                    • iziula1 Re: Nie gniewaj sie 28.03.05, 21:49
                      ale trudno uwierzyć w takie historie.
                      Mimo,że wiele z nas tu obecnych popełniło błędy we własnym zyciu.
                      Masz racje, przez chwile poczułas sie szczęśliwa ale konsekwencje ponosic
                      bedziesz do konca życia.
                      Nie chce Cie dobijać i umoralniać.Stało sie.
                      Co teraz?
                      Jak masz zamiar dalej życ?
                      Masz prace, rodzine na którą możesz liczyć?
                      A facet który nie chce uznać dziecka prawnie nie jest wart wspomnienia.
                      I kwestie tą należałoby wraz z alimentami załatwić sądownie.
                      Taka moja rada na dzis.
                      Ps. Jak masz na imie, jakoś nick kara brzmi dwuznacznie.
                      • kara76 Re: Nie gniewaj sie 28.03.05, 21:58
                        Nie gniewam sie, bo i w sumie nie ma na co...Tylko nie chce ,zeby traktowano
                        mnie jak osobe...ech...Nastawiam sie na bardzo ciezkie zycie.Tu mieszkam
                        sama.Tzn bez mojej rodziny.Moge liczyc jedynie na przyjaciol.Tych mam faktycznie
                        oddanych, ale tez wiem, ze maja swoje zycie.Troche na poczatku pomoze mi mama.Z
                        natury jestem optymistka.Teraz jednak sprawy mnie przytlaczaja.NIe chce
                        ojcudziecka zakladac sprawy, choc wiem, ze to malo odpowiedzialne i zbyt
                        ryzykowne.Niestety , jestem osoba ktora dziala sercem...Rozum jest tyc dalej-
                        kieruje sie uczuciami przede wszystkim...aimie...Kara- tak mowia na mnie
                        znajomi.Teraz widze jakie to dwuznaczne
                        • kangurzyca2 Re: Nie gniewaj sie 28.03.05, 22:42
                          Nie słuchajcie jej lub jego, to jawna prowokacja, mam podejrzenie że to ta sam
                          afanfara czy jak jej tam. Przcież to można wyczuć. A gdzie go zdradziłaś? W
                          pokoju jak mąż brałprysznic? bajki na dobranoc to opowiadaj dzieciom
    • kangurzyca2 Re: kara76 = farfale 28.03.05, 22:44
      Poczytajcie sobie post pt"czy oddałybyście dziecko ojcu" to pisze ta sama
      osoba, która się nudzi
      • virtual_moth Re: kara76 = farfale 28.03.05, 22:48
        kangurzyca2 napisała:

        >się nudzi

        Raczej się nie nudzi, tylko ma problem. Nie dowiemy się chyba jaki naprawdęuncertain

        Pzdr
        • kara76 Re: kara76 = farfale 28.03.05, 22:53
          Na nude i brak wrazen i emocji narzekac nie moge.Na co licze...Sama nie wiem.Nie
          wchodzilam wczesniej na forum.Net mam od niedawna.Przeczytalam w ostatniej
          "Polityce" o forach, ze sa jaksa forma terapii i weszlam...Poczytalam
          korespondencje dotyczaca pani wychowujacej 3 dzieci.Oczarowaly mnie reakcje
          niektorych ludzi.Zadziwilo mnie jak mozna tyle ofiarowac nieznanym osobom.To
          podnosi na duchu.O miom problemie wie niewiele osob- jest to dla mnie pewna
          forma uzewnetrznienia sie...MOze nie dla kogos- dla siebie.Niczego nie
          oczekuje.A moze jednak- jakiegos zrozumienia, moze tez podtrzymania na duchu i
          slow"dasz rade".Sama nie wiem.
          • chalsia Re: kara76 = farfale 28.03.05, 23:02
            Pisała tu kiedyś pewna mama (niestety nie pamiętam nicku, może ktoś podrzuci
            link do jej wątków), która była po rozwodzie z mężem (powodów rozwodu nie
            pamiętam), wychowywała dwójkę ich dzieci. Dzieci miały stały i dobry kontakt z
            ojcem.
            Pani się zakochała i zaszła w ciążę. Nie pamiętam z jakiego powodu, ale z tym
            panem, ojcem swojego 3-go dziecka nie jest i nie będzie. Okazało się, że osobą
            najbardziej jej pomagającą w tej trudnej sytuacji jest jej były mąż, który
            stwierdził, że pomoże jej też wychowywać i to 3-cie, nie jego, dziecko.

            Różnie się w życiu układa.

            Pozdrawiam,
            Chalsia

            PS. niestety z sądowego punktu widzenia Twój mąż ma olbrzymie szanse na
            uzyskanie rozwodu z orzeczeniem Twojej winy. A to prawnie oznacza, że będzie
            się mógł domagać alimentów na siebie od Ciebie - czyli, że może być i taka
            sytuacja, że będziesz zmuszona mu płacić.
            • kara76 Re: kara76 = farfale 28.03.05, 23:09
              Naprawdę niesamowity facet w takim razie.TYlko ja powiem tak - ja nie chcę być z
              moim mężem- nam się od dawna nie układa- odeszłabym od niego z dziećmi tak czy
              inaczej.Sytuacja, w której się znalazłam tylko przyspieszyła całą
              sprawę.Jednakże dziekuję za dodanie nadziei, że zawsze może zdarzyć się coś
              nieprzewidzianegosmile
              Pozdrawiam Kara
              • chalsia Re: kara76 = farfale 28.03.05, 23:11
                Ta mama, o której pisałam, z tego co pamiętam, nie zamierzała być znowu ze
                swoim byłym mężem.
                Chalsia
                • kara76 Re: kara76 = farfale 28.03.05, 23:17
                  To zadziwiające tym bardziej, że chce jej pomagaćsmileI godne podziwu.
                  • maminekb Re: kara76 = farfale 29.03.05, 13:49
                    Witaj,
                    Czasem tak bywa, że postąpimy nieodpowiedzialnie. Czasem tak bywa że się
                    zakochamy w kimś kto nie jest wart uczucia, cóż jesteśmy tylko ludźmi i brak
                    nam boskiej doskonałości. Nie martw się choć nie będzie łatwo.
                    Wiesz już że nie chcesz być z mężem. Czy masz wsparcie w rodzicach , czy im
                    mówiłaś? Czy masz kogoś kto Ci pomoże? No i musisz porozmawiać z mężem. Nie
                    wiem czy wiesz ale z prawnego pkt to będzie domniemanie ojcostwa Twojego
                    męża ...
                    • kara76 Re: kara76 = farfale 30.03.05, 16:23
                      Z pewnością mogę liczyć na moją mamę.Niestety jest dość daleko.Nie mieszkam w
                      mieście , z którego pochodzę- stąd też problemy z tym, by była na co
                      dzień.Właśnie jestem w trakcie pisania pozwu rozwodowego...Chciałabym by było
                      już za rok- chciałabym już wiedzieć na czym stoję i jak się to wszystko ułoży...
                      Pozdrawiam
                      • md0512 Re: kara76 = farfale 30.03.05, 19:36
                        Cześć !!

                        Heh, różnie w życiu bywa i jesteśmy tylko ludźmi (a ludzka natura ułomna jest).
                        OK. Porozmawiaj poważnie z mężem, bądźcie w zgodzie i postaraj się przekonać go
                        żeby rozwód był bez orzekania winy. Dogadajcie się co do podziału majątku,
                        opieki nad dziećmi, wysokości alimentów, mieszkania.
                        Wszystko po to żeby jak najmniej bolało. Uszy do góry, ułoży się...
                        • kara76 Re: kara76 = farfale 30.03.05, 20:39
                          Tak by bylo najlepiej.Ale moj mąż nie chce słyszeć o rozwodzie.Dlaczego? Nie
                          padło, bo kocham, bo dzieci...1.Rodzina to podst komorka spoleczna.2. U niego w
                          rodzinie nikt się nie rozwodził...Będzie ciężko, a właśnie teraz klecę pozew o
                          rozwód.Spróbuję narazie bez orzekania o winie...A co będzie czas pokaże.Ale też
                          , może dzięki temu, co tu czytam, jestem jakoś pozytywnie nastwaiona do tego, co
                          ma się wydarzyć...smile
                          • md0512 Re: kara76 = farfale 30.03.05, 21:31
                            Cześć !!

                            W zasadzie to na początek musicie tylko podzielić majątek wspólny, ustalić
                            opiekę i kontakty z dziećmi oraz wysokość alimentów (najlepiej dobrowolnie).

                            Wzory pozwów masz tutaj:
                            - beze orzekania:
                            www.zora.piwko.pl/pozewbez.htm
                            - z orzekaniem:
                            www.zora.piwko.pl/pozewzorzekaniem.htm
                          • griffon Re: kara76 = farfale 30.03.05, 22:28
                            Napisał bym Ci jak sie zachowujesz i kim jestes ale na forum nie wolno przeklinać. Za to co zrobiłas powinnaś byc napietnowana do końca swoich dni bo imie własnej chcicy rozwaliłaś rodzinę a z dzieci robisz półsieroty
                            • kara76 Re: kara76 = farfale 30.03.05, 22:59
                              Po pierwsze uważaj na błędy ortograficzne...Po drugie: nie chcicy- przynajmniej
                              nie fizycznej.Głód uczuć, pragnienie docenienia.Źle trafiłam.Ale z tego co
                              poczytałam, Ty do świętych też nie należysz...Kto jest bez winy, niech pierwszy
                              rzuci kamieniem...Napiętnować.Życzę Twoim bliskim szczęścia i powodzenia, żeby
                              nie musieli szukać uczuć jak ja, w końcu byś ich napiętnował..
                              A i jeszcze jedno....więcej zrozumienia...
                              • griffon Re: kara76 = farfale 30.03.05, 23:04
                                Dla takiego postępowania nie ma zrozumienia. Zgadza sie świety nie jestem ale nigdy nawet nie pomyślałem aby rozwolić rodzine tylko walczyłem o jej utrzymanie, jak na razie mi sie to udaje.
                                Kto rozbija rodzinę w imie własnych niskich pobudek powinien być z niej eliminowany
                                • kara76 Re: kara76 = farfale 30.03.05, 23:11
                                  Zbyt pochopnie oceniasz...A może to ja chcę zrozumienia..Też walczyłam- pisałam,
                                  że i tak bym odeszła z dziećmi, nawet gdyby sytuacja tak się nie potoczyła.To
                                  nie były niskie pobudki- uczucia to nie są niskie pobudki
                                  • griffon Re: kara76 = farfale 30.03.05, 23:20
                                    Trzeba było myśleć o uczuciach jak nie mieliscie dzieci a teraz po tym co zrobiłas obojętnie co bys nie zrobiła to i tak dzieci ucierpią. Niezastanowiłas sie nad konsekfencjami swojego czynu. Nie potępiam Cie że poszłas z innym facetem miałas ochote znalazł sie pocieszyciel oki, to Twój problem i to Ty bedziesz z tym żyć. Bedziesz żyła z poczuciem winy juz do końca swoich dni a dzieci odpłca Ci kiedys za to wszystko i to nie bedzie miłe.
                                    • natasza39 Griffon 31.03.05, 00:25
                                      Jakoś dla facetów, którzy zdradzaja nie jesteś takim "gromem grzmiacym"!
                                      Wiecej masz empatii dla dziwkarzy!
                                      • czarna41 Re: Griffon 31.03.05, 13:52
                                        Nie nam ja osądzac i nieosadzajmy innych.Kazdy znas jest inny i inna jest jego
                                        sytuacja sta takie a nie inne postepowanie.Uczymy się wszyscy na bledach swoich
                                        i innych i nieraz tak je popelnymi.
                                        Masz naprawde trudna sytuacje i musisz być silna nie tylko dla siebie.
                                        Pozdrawiam
                                        • kara76 Re: Griffon 01.04.05, 17:56
                                          Bo naprawdę nie jest lekko.Ciężko mi z tą tajemnicą jeszcze.Tym bardziej, że nie
                                          mam pojęcia jak mąż zareaguje.Najbardziej boli mnie jednak to, że bardzo go
                                          skrzywdzę.Jest to typ macho, więc będzie to dla niego straszny cios- urażona
                                          duma męska.Choć z drugiej strony nie mam wyrzutów sumienia...Dziwne, ale...Ja
                                          naprawdę się zakochałam.To ,że tak postąpiłam nie dyskredytuje mnie jako matki,
                                          ale na zawsze już podetnie zaufanie do mnie jako kobiety.Mam tego
                                          świadomość.Dziękuję za wszelkie uwagi i opinie.widzę jak to może być odebrane
                                          przez kogoś z boku..
                                          Pozdrawiam wszystkich
                                      • pustulka_75 Natasza... 01.04.05, 18:45
                                        natasza39 napisała:
                                        > Wiecej masz empatii dla dziwkarzy!

                                        Wiesz jak to jest: "kruk krukowi oka nie wykole".
                                    • pustulka_75 A ty się nie pocieszałeś... 01.04.05, 18:42
                                      w ramionach "pszyjaciułek", będąc żonatym, hmm?
    • magdmaz Re: maz kochanek dziecko 01.04.05, 21:15
      Oj, ludzie!
      Czytam to wszystko i myśle sobie, że ile nas, tyle odczuć na temat konkretnej
      sprawy. Dla mnie sytuacja Kary brzmi znajomo, bardzo znajomo. Ja też nie
      wyrobiłam z moim mężem, odeszłam. Lepiej. Uciekłam, kiedy na pół godziny (!!!)
      spuścił mnie z oczu. Na drugi koniec Polski. Też nikt, nawet najbliższa
      rodzina, nie wiedział, jak jest u nas. Kochał mnie i kocha nadal, tak twierdzi.
      Czasem stłukł, ale przecież go prowokowałam, bo ośmielałam się mieć swoje
      zdanie. No i przecież te naczynia faktycznie zostawiłam w zlewie brudne, kiedy
      się spieszyłam do pracy, więc chyba mógł się zdenerwować, nie? Za mało
      pracowałam i za mało zarabiałam na utrzymanie przepięknego domu, który mąż
      wzniósł prawie własnymi rękami - domu z rozmachem, estetycznym wykończeniem,
      gdzie dzieciom nie wolno było bawić się w kuchni, żeby nie upuściły zabawki na
      drewnianą podłogę, bo się zarysuje. Dzieci w ogóle źle wychowywałam, w dodatku
      nie dawałam im na śniadanie tego, co mąż zadysponował. Kochał mnie, oczywiście.
      Wyjeżdżał do pracy, czasem na długo, zimą nie było go chyba trzy miesiące.
      Przyjeżdżał zwrócić uwagę, że źle się zajmuję domem, nie dbam o niego i w ogóle
      jest bałagan. Mogłabym więcej sprzątać, tylko żebym przypadkiem dzieci z oka
      nie spuściła, bo na pewno zrobią w domu jakąś szkodę. Do ogrodu też nie mogę
      ich wypuścić, mowy nie ma, żeby wyszły samopas, przeciez tam wszędzie posadzone
      różne sadzoneczki, krzewy, a syn kiedyś "wygrabił" truskawki i zniszczył
      dokumentnie 4 krzaki. A w ogóle to mogłabym się tym ogrodem zająć, a ja cholera
      nawet chwaścika nie chciałam wyrwać. Wredna baba.
      Kochał mnie przeogromnie, do łóżka musiałam być gotowa trzy razy dziennie,
      tylko do jasnej anielki, czemu akurat nie miałam ochoty??? Może dlatego, że na
      wstępie słyszałam (często)"ale ty to jednak gruba jesteś". To taki afrodyzjak.
      Wiecej nie chce mi się pisać, bo mi się wszystko przypomina. Ale każdy sąd by
      stwierdził, ze moja wina, zwłaszcza że sprawę o maltretowanie i pobicie w końcu
      wycofałam, żeby facetowi dać szansę na życie z czystą kartoteką.
      W każdym razie ja też odeszłam, zostawiłam go z całym domem na głowie, zabrałam
      dzieci, które przecież właśnie zaczął kochać!!! (Fakt, TERAZ stara się o
      kontakt, wcześniej był albo w pracy, albo na rybach, ewentualnie odwoził dzieci
      dziadkom, żeby zająć się wykańczaniem domu i ogrodu). Zostawiłam go w chorobie,
      bo psycholog stwierdził zaburzenia na tle emocjonalnym (ja bym to nazwała
      niedojrzałością, ale nie jestem psychologiem). Co gorsza, po odejściu
      odzyskałam energię i radość życia, ciężko pracuję, lepiej wychowuję dzieci, mam
      w życiu jakieś cele, a nie "byle jakoś wytrzymać do końca..."
      I, co najgorsze, spotkałam faceta, nawet nie rozwiedziony, pewnie
      nieodpowiedzialny, bo od rodziny zwiał, tyle, że dzieci juz dorosłe, zresztą
      płaci tak, jak mój nie chce (nie może, nie ma). jeszcze tylko w ciąży nie
      jestem, tak się składa, że biorę tabletki, kolejna niemoralność, ale kto wie?
      Może kiedyś zawiodą? To się znajdę w sytuacji Kary. Wiesz, Kara? Trzymaj sie po
      prostu, a jak umiesz liczyć, to licz na siebie. Pozdrawiam.
      • kara76 Magdamaz 01.04.05, 21:51
        Też swoje przeżyłaś..Wiele jeszcze przede mną.Tak naprawdę to dopiero początek
        nowej drogi...Początkowo pewnie dość wyboistej.Dzięki za wsparcie.Życzę
        powodzenia, siły i niech będzie lepiejsmile
        Kara
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka