tsunami05
24.06.05, 20:16
... będąc w ciąży z jego dzieckiem? Czy tylko ja jestem taka "wywrotowa". Bo
już nie wiem sama. Facet się cieszy, chce być ze mną, interesuje się ciążą,
dzieckiem (tzn na razie fasolką - 9 tydzien). A ja go nie cierpię, znaliśmy
się krótko zanim zaszłam w ciążę i jeszcze zanim się dowiedziałam,
postanowiłam przerwać tę znajomość. On myślał, że to na całe życie będzie -
romantyk. Wkurza mnie tak, że dym mi uszami wylatuje, przy każdym spotkaniu
kłócimy się, pochodzimy z dwóch różnych światów, nie kocham go. Gadam jak
rozkapryszona panienka może, ale to prawda, no, przydarzyło się, nie potrafię
się zmusić do bycia z nim, nie mówiąc o wspólnym mieszkaniu. Kiedy
usłyszałam, że chce być przy porodzie, uznałam, że to w ogóle jakiś absurd -
on ma patrzec jak rodzę? Przecież to intymna sprawa. Wiem, że ktoś mi może
napisać, że płodzenie dziecka to też intymna sprawa, a mimo to, jakoś dałam
radę. Wiem, ale naprawdę od tego momentu 9 tygodni temu dzieli mnie milion
lat świetlnych. Może ktoś mnie zrozumie i jakoś podniesie na duchu?