Dodaj do ulubionych

czy któraś z was sama odeszła od faceta...

24.06.05, 20:16
... będąc w ciąży z jego dzieckiem? Czy tylko ja jestem taka "wywrotowa". Bo
już nie wiem sama. Facet się cieszy, chce być ze mną, interesuje się ciążą,
dzieckiem (tzn na razie fasolką - 9 tydzien). A ja go nie cierpię, znaliśmy
się krótko zanim zaszłam w ciążę i jeszcze zanim się dowiedziałam,
postanowiłam przerwać tę znajomość. On myślał, że to na całe życie będzie -
romantyk. Wkurza mnie tak, że dym mi uszami wylatuje, przy każdym spotkaniu
kłócimy się, pochodzimy z dwóch różnych światów, nie kocham go. Gadam jak
rozkapryszona panienka może, ale to prawda, no, przydarzyło się, nie potrafię
się zmusić do bycia z nim, nie mówiąc o wspólnym mieszkaniu. Kiedy
usłyszałam, że chce być przy porodzie, uznałam, że to w ogóle jakiś absurd -
on ma patrzec jak rodzę? Przecież to intymna sprawa. Wiem, że ktoś mi może
napisać, że płodzenie dziecka to też intymna sprawa, a mimo to, jakoś dałam
radę. Wiem, ale naprawdę od tego momentu 9 tygodni temu dzieli mnie milion
lat świetlnych. Może ktoś mnie zrozumie i jakoś podniesie na duchu?
Obserwuj wątek
    • screen Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 24.06.05, 20:54
      Jeśli nie chcesz lub nie mozesz być z nim postaraj sie jasno i racjonalnie mu
      to wytłumaczyć. Musi zrozumieć. Jesteś gotowa na samodzielne macierzyństwo?
      Jest jeszcze duzo czasu do porodu i różne rzeczy moga sie wydarzyć. Poproś aby
      dał Ci czas, ciąża to dla Ciebie też nowa sytuacja. Moim zdaniem nic na siłę.
      Po co kolejne nieszczęsliwe małżeństwo i skrzywdzone osoby?
      • mama_kamilka Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 24.06.05, 21:56
        ja tez tak mialam, chcialam wczesniej nawet zakonczyc znajomosc, ale on prosil,
        przekonywal itd...okazalo sie ze jestem w ciazy, postanowilam, ze nie chce byc
        z nim, ze bede sama i koniec, powiedzialam mu o tym, a on stwierdzil ze nas
        kocha, ze to pewnie hormony i byl caly czas obok, czasami mialam go dosc,
        chcialam mu nawet powiedziec ze to nie jego dziecko i zaczely sie problemy w 16
        tyg zaczelam mocno krwawic, lekarze nie dawali szans, bylam zalamana bo
        pragnelam dziecka, zadzwonilam do niego, przyjechal od razu z pracy przytulil
        mnie i powiedzial, z ebedzie dobrze, widzialam lzy w jego oczach, byl przy
        kazdym usg, zawiozl mnie gdy zaczelam rodzic, mialam cc- bylam usypiana wiec
        nie byl przy mnie, ale gdy wiezli mnie na sale operacyjna plakal, bal sie o nas
        bo bylo zle, jestesmy razem- kocham go najmocniej na swiecie, jego i synka, on
        wybral nawet imie!!
        Daj sobie i jemu czas, nie odtracaj, powiedz ze potrzebujesz czasu, ze teraz
        najwazniejsz ejest dziecko, jezeli mu zalezy niech bedzie kolo Ciebie, wtedy
        przyjdzie czas i na spokojnie podejmiesz decyzje, a moze to Twoja druga polowa
        tylko potrzeba Wam czasu zeby sie dotrzec! spokojnie i bez stresu, daj sobie,
        Wam czas a wszystko sie dobrze ulozy, nie wazne czy razem czy osobno, ulozy
        sie! powodzenia!!Anka
        • screen Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 08:45
          wzruszyłam się.
        • tsunami05 Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 09:57
          Faktycznie - piękna historia. Zazdroszczę ci, że tak ci się ułożyło i cieszę
          się, że wszystko jest ok, masz zdrowego synka i kochanego (i kochającego)
          faceta. Chciałabym, żeby się okazało, że ojciec mojego dziecka to moja druga
          połówka, ale obawiam się, że nie dam rady z nim wytrzymać. Chcę, żeby gdzieś
          tam był w pobliżu, bo chyba podświadomie boję się, że w razie jakichś
          komplikacji nikt mi nie pomoże. On ciągle prosi, bym podjęła decyzję, a ja nie
          wiem co odpowiedzieć. On ma strasznie trudny charakter, boję się, że kiedy mu
          wyjaśnie, że nie chcę i dlaczego (próbowałam, nie dociera, są kłótnie,
          wymówki), on zniknie, a ja jestem w bardzo trudnej sytuacji materialnej i
          obawiam się o przyszłość dziecka - o te pierwsze kilka miesięcy, kiedy będę bez
          srodków do życia, bo nigdy nie pracowałam na umowę o pracę i nie przysługuje mi
          macierzyński...
          Ale ten facet jest okropny, teraz, w stresie, wychodzą z niego najgorsze cechy,
          poza tym nie wyobrażam sobie przyszłości z nim - jest niezaradny, wiecznie nie
          ma pieniędzy i w sumie jedyną motywacją do wzięcia się za siebie było poznanie
          mnie. Zanim zaszłam w ciążę byłam silną, niezależną optymistką. A on to facet-
          bluszcz. Kiedy dowiedział się o ciąży i o tym, że nie chcę być z nim, prosił
          MNIE o wsparcie, płakał. Dziękuję, ale dwójki dzieci nie mam zamiaru niańczyć.
          Wiem, że to brzmi okrutnie, ale wystarczy mi popatrzec na małżeństwo moich
          rodziców, żeby wiedzieć, czym się kończą takie związki. Swoją droga - czemu ta
          historia tak się lubi powtarzać?...
          • chardonnay_79 Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 08.07.05, 13:29
            no prosze... dokładnie moje słowa- nie chce mieć dwójki dzieci w domu..
            i też zakończyłam sama ten związek. A teraz żałuje najbardziej na świecie tej
            decyzji. Posłuchaj dobrych rad i przeczekaj, bo lepszy "biedny" facet przy
            Twoim boku, niż bogaty fircyk rozglądający się na boki.
            Pozdrawiam i życzę trafnych wyborów smile
      • magmak1 Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 28.06.05, 13:10
        Nie bój się tej decyzji tylko jest pytanie czy dorosłaś do tego (umysłowo) aby
        wychowywać sama dziecko to jest wbrew pozorom ciężki kawałek chleba. Dziecko
        jest najsłodszym cudem życia, ale uwierz, że wymaga dużo zaangażowania i trudu
        pracy. Jeżeli mieszkasz sama bez rodziców to z początku może być Tobie bardzo
        ciężko bo dziecka wymaga 24 godzinnej opieki i nie można mu wytłumaczyć, że nie
        masz sił albo cosik w tym stylu. Narazie ojciec dziecka może być dochodzący, a
        później jak się nic nie zmieni w Twoich stosunkach do niego to opuść go, gdyż
        nie ma co siebie męczyć i dziecka.
    • oliwija Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 13:24
      tsunami ja odeszłam od meza. niemogłam wytrzymac jego zachoawania, jego
      bezradności w poszukiwaniu i utrzymanieu pracy. a mamusia go jeszcze popierała.
      teraz jestem szczesliwa a były mąz nie moze sobie zycia ułozyć nad czym boleje
      bo dał by mi spokój.
      • mama_kamilka Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 15:00
        nie wiem co Ci poradzic!
        Ja tez mialam takie zadnaie o moim niemezu, nie jestesmy malzenstwem, kochamy
        sie, ale sadze ze on jeszcze do konca nie dorosl, nie chce sama naciskac, wiem
        ze kiedys sam do tego dojrzeje, gdy go poznalam, to byl taki hmmm sama teraz
        nie wiem jak go nazwac, jedynak, starzy rozpieszczali jak tylko mogli,
        wczesniej nie pracowal, za to przystojny jak cholera! chyba moge powiedziec, ze
        to dzieki mnie i dziecku zmienil sie i zmienia na lepsze! znalazl prace, a ze
        bylo ciezko bo ja nie pracowalam(studiuje) dorabial wieczorami, teraz ma inn
        lepsza, ma wiecej czasu dla nas, ale nie jest idealny, klocimy sie czasami,
        wczesniej bylo ciezko, szlag mnie trafial jak on wczesniej nie potrafil przybic
        gwozdzia, naprawic kibla czy cos w tym stylu, ale zmienil sie, a czesto tez
        prosil zebym dala mu szanse, wiesz powiem prawde na poczatku to chyba nie
        chcialam do konca zamykac tego rozdzialu, bo tez balam sie o kas ei to czy sama
        sobie poradze, wybralam wyjscie awaryjne, pozwolilam mu zeby byl przy mnie,
        zeby uczestniczyl w ciazy, w przygotowaniach na przyjscie dziecka, i udalo sie,
        zmienil sie, ciagle sie zmienia na szczescie na lepsze.
        Powiedz moze mu ze sie boisz, zwal wine na hormonysmileze obecna sytuacja Cie
        przeraza, powiedz ze chcesz zeby byl, zeby Cie wspieral itd zabierz go na usg,
        nie wiem, sama musisz podjac decyzje, oby byla najlepsza dla Ciebie i dziecka,
        zebys nigdy nie zalowala!pozdrawiam
        • tsunami05 Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 19:03
          Hmmmm, juz całkiem nie wiem co mam myśleć, chyba zrobię tak jak radzi
          mama_kamilka, pozwolę mu być i postaram się nie wkurzać z byle powodu.
          Zobaczymy. Tyle, że ja go nie kocham i chyba nie pokocham. Tego jestem prawie
          pewna, bo wcześniej tkwiłam w toksycznym związku - chyba oboje nie bardzo się
          kochaliśmy, teraz jesteśmy kumplami i lubimy się, ale cały czas ta niemożność
          pokochania tamtego faceta (i tego teraz też) jakoś mi uwierała - jak
          niepasujący do końca kawałek puzzli. Ale panicznie się bałam zostać sama, w
          końcu odeszłam. Teraz, jak tak się wszyscy pytają o "mojego mężą" to się
          zastanawiam, co ze mną jest nie tak, że go nie mam i jeszcze odrzucam faceta,
          ktory mnie kochał (tak mówi) i jest ojcem mojego dziecka...
          • mama_kamilka Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 20:03
            Nie przejmuj sie tym co mowia inni! to Ty i dziecko jestescie najwazniejsi i
            nie przejmuj sie, nie martw, postaraj sie, to teraz najwazniejsze, uwiez mi, ze
            stres w ciazy tylko szkodzi, czasami zastanawiam sie ze moze te klotnie, w
            sumie powodowane tym, ze bylam ciagle niezadowolona, zla itd doprowadzily do
            tego ze byly problemy z ciaza, no ale to juz przeszlosc!
            I nie wkurzaj sie na niego to tylko facetsmile))dzisiaj moj od rana oglda
            wimbledon!!!mALEGO NA KOLANA I PRZED TV, wsciec sie mozna!
            i skoro Cie kocha niech to udowodni, niech zasluzy na twoja milosc!dbaj o
            maluszka i o siebie, zobaczysz wszystko bedzie dobrzesmile))pozdrawiam
    • angelka2 Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 21:06
      Czytajac twoja historie przypomnialam sobie wszystko co ja przeszla.Wszystko to
      samo co przechodzisz teraz ty.Identyczne sytuacje,zwyjatkie ze jak zaszlam w
      ciaze to chcialambyc z nim (planowalismy nawet slub), ale szybko sie to
      ulotnilo.Nagle zobaczylam jego druga strone, moze troche hormony mi dowalily
      ale dzieki temu zobaczylam jaki on jest.Kłótnie o byle co, agresja po
      alkoholu.W 5 miesiacu ciazy odeszlam, wtedy byly lzy ze kocha mnie i dziecko,
      ze chce byz z nami ze sie postara by bylo dobrze.Chcialam troche czasu, bo nie
      bylo powiedziane ze ja urodze to nie bede chciala byc z nim.Niestety nie
      doczekalam tej chwili, gdy zaczal sie 9 miesiac nagle przestal dzwonic.No
      wkoncu to byl czas zeby juz o czyms pomyslec, obiecal ze dolozy mi na wyprawke,
      mial przyjechac. Rozmawialismy dopiero po porodzie, nawet pytania jak sie
      czujemy, czy maly jest zdrowy nic.Krzyczal tylko ze jak moglam go nie
      powieadomic ze rodze, nie zrobila tego bo nie chcialam sie klococ w tak trudnej
      dla mnie sytuacji.Nie przyjechal do syna, widzial go dopiero na badaniach dna,
      nie placil nigdy alimento, nigdy sie nie pyta o syna.A tyle obiecywal, nie moge
      uwierzyc jak mogl tak klamac ze nas kocha.Teraz nie zaluje tej decycji.Moge cu
      tylko poradzic ale to od twojego serduszka bedzie zalezalo co zrobisz.Moze
      popros go o troche czasu, zeby byl przy tobie ale nie z toba.Moze jak sie
      dzidizu urodzi zobaczysz w nim wspanialego tate dla swojego dziecka i cos cie
      tkni9e w sercu.a narazie nie da ci odetchnac.
    • tygrysica_krakow Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 23:13
      Ja sama odeszłam od ojca mojego dziecka. Ale dziecko było już wtedy na świecie
      i wogóle to dłuuuga i bolesna dla mnie historia. W każdym razie nie zrobiłam
      tego od tak, a prób zmiany czegoś między nami - "naprawy" związku było wiele.
      Szczerze mówiąc nie wiem co Ci napisać... Zastanawiam mnie dlaczego stworzyłaś
      związek z kimś kogo niecierpisz ??
    • virtual_moth Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 25.06.05, 23:58
      Ja nie odeszłam, ale jak Cię słucham, to mi się flaki wywaracają. OK. Chcesz -
      zwiewaj od gościa, który, Ci, kurna, "nie pasuje". Ciekawe co na to dziecko za
      10 latuncertain
      To się nazywa - dziecko rodzi dzieckouncertain

      Czy ja wariuję z powodu niedopchnięcia, czy ta laska ma fanaberie? Niech mnje
      ktoś oświeciuncertain


      • asik_w Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 26.06.05, 01:16
        Witam!
        Na szczescie nie mam takich problemow, ale kto wie co bedzie kiedys,
        przeczytalam ten watek i przychodzi mi do glowy tylko jedna mysl, dziewczyna
        jest w ciazy i sie boi, dlatego wymysla problemy, zeby nie plakala gdy facet
        bedzie mial juz dosc tych fanaberii i stwierdzi, chcesz odjsc, nie kochasz mnie
        droga wolna, a moze juz sie boi ze facet jej nie kocha??
        Dziewczyno, pomysl tez o dziecku, o tym zeby mu cos zapewnic, powalcz troche
        o pelna rodzine dla niego, prawie wszystkie dziewczyny, ktore pisza na
        samodzielnej walczyly o uczucie, o rodzine, nie mowie zebys sie poswiecala i
        byla nieszczesliwa, ale zastanow sie czego naprawde chcesz od tego faceta, i co
        powiesz dziecku jak zapyta dlaczego nie ma taty i normalnej rodziny, co
        odpowiesz wiesz kochanie spotykalam sie z twoim ojcem zeby z kims byc, a jak
        okazalo sie ze bedziesz to doszlam do wniosku ze nie chce z nim byc, bo on mnie
        kocha a ja jego nie??
        trzeba wiedziec czego sie chce w zyciu bo niestety czesto na tym cierpia
        nasze dzieci
        • edzieckokarenina Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 26.06.05, 10:37
          wiesz co ja bym Ci radziła? psychoterapię-i to od zaraz. Jesteś w ciąży-
          faktycznie w tym okresie hormony mogą ostro się dawać we znaki, możesz źle
          oceniać sytuację.Teraz Ci się wydaje że łatwo dać komuś kopa w tyłek-ale jak
          urodzisz sama zobaczysz jak to jest ciężko-i nawet "dochodzący" tatuś nie
          będzie Ci w stanie pomóc tyle co etatowy tato mieszkający z Tobą i
          dzieckiem.Może teraz nie zdajesz sobie z tego sprawy-ale sama się przekonasz.
          Wyczytałam też w Twoich wypowiedziach że tworzysz(tworzyłaś) toksyczne związki
          z facetami-jeśli tego nie przepracujesz będziesz to robić nadal.Dlatego gorąco
          Ci polecam psychoterapeutę-rozmowa z kimś takim dobrze Ci zrobi i otworzy oczy
          na pewne sprawy, których teraz nie rozumiesz i nie dostrzegasz.
          Pozdrawiam
    • ciotkakena Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 26.06.05, 11:53
      Odeszłam od faceta i ani przez moment tego nie żałowałam. Wszyscy piszą -
      pomyśl o dziecku, a ja Ci napiszę - pomyśl też o sobie. Jesli rzeczywiście do
      siebie nie pasujecie, to nie ma co się oszukiwać, że dziecko was połaczy i tak
      dalej, tworzyć sobie iluzje. Jeśli Cię irytuje teraz, co będzie za jakiś czas?,
      a atmosfera w domu nie będzie miła, nie będzie to taki dom, jaki powinno mieć
      Twoje dziecko. Może zdarzyć się tak, że w ogóle nie będziesz szczęsliwa, a
      wtedy i dziecko, bo ono wszystko wyczuwa. A siebie nie da się zmusić do
      kochania. Będzie Ci się wydawało, że robisz coś dobrego będąc z nim,że to jest
      jakiś rodzaj poświęcenia, bo dziecko musi mieć normalny dom.Ale jeśli go nie
      kochasz, ten dom nie będzie normalny. Tak, racją jest,że to jest poświęcenie i
      podziwiam te, które były w stanie tak żyć i się nie skarżyć całe życie, nie
      obwiniać podświadomie całego świata za to, że ułożyło się tak nieszczęśliwie.Ja
      wiem, że tak nie umiem, dlatego wybrałam inną drogę (wcale nie łatwiejszą, ale
      w zgodzie ze sobą) i zrobiłam to od razu. Myślę, że później może być dużo
      trudniej.Bycie z kimś kogo się nie kocha i codzienne wmawianie,że przecież nie
      jest źle bo nie pije i nie bije nie jest dla każdego.Jeśli kiedyś wybuchniesz,
      a dziecko będzie już miało ileś latek, przeżyje większą traumę, niż kiedy
      odejdziesz teraz. Zastanów się.Przecież dziś jeszcze nie musisz stawiać
      wszystkiego na jedną kartę. Może mu wytłumacz, że dziś nie jesteś pewna,że może
      za jakiś czas. Różnie bywa,może Ci się zmienią priorytety?
      Pozdrawiam ciepło smile
    • anetina Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 27.06.05, 08:55
      Któraś napisała:
      ###OK. Chcesz - zwiewaj od gościa, który, Ci, kurna, "nie pasuje". Ciekawe co
      na to dziecko za 10 latuncertain
      To się nazywa - dziecko rodzi dzieckouncertain###


      Jak ja bym patrzyła na dziecko, co by czuł czy myślał za 10 lat, to ja bym się
      wcześniej wykończyła.
      Rozstałam się ostatecznie z eksem, gdy byłam w 5 miesiącu ciąży. Zapowiadało
      się pięknie, twierdził, że kocha Jasia w brzuszku, że chce być przy porodzie.
      • tsunami05 Fanaberie 27.06.05, 09:30
        Hmmm, fanaberie. Nie sądzę i nie sądze bym potrzebowała psychoterapii - sprawa
        jest prosta - znałam goscia trzy miesiące, poznałam na tyle, by być pewna, że
        dość mam tego związku i czekałam jeszcze miesiąc, czy na pewno odejść. Trzy dni
        po tym, jak odeszłam, okazało się, że jestem w ciąży (mimo zabezpieczeń.) Dzieci
        rodzą dzieci? No nie wiem, dla mnie to zwyczajna wpadka - mam 30 lat i nie
        uwazam się za niedojrzała emocjonalnie i własnie dlatego nie mam zamiaru być z
        kimś, kto nie potrafi się utrzymać, żyje jak dzieciak, wiecznie ma jakies
        problemy i uwaza, że nie można miec wpływu na swoje zycie. Tak się składa, że ja
        mam - zarabiam całkiem nieźle i nie mam zamiaru utzrymywac jakiegoś faceta,
        całkiem mi obcego, dlatego że miał przyjemność zrobić mi dzidziusia.
        Mam mysleć o dziecku? Własnie o nim myślę - nie chce by miało skłóconych
        rodziców, którzy nie potrafia się ze soba dogadać w żadnej kwestii. Za 10 lat
        powiem mojemu dziecku - "Dziękuję twojemu tatusiowi, że mam ciebie." I tyle -
        jakoś sobie poradzę.
        • anetina Re: Fanaberie 27.06.05, 11:37
          tak trzymaj
          dziecko jest najważniejsze
          właśnie myśląc o brzdącu rozstałam się z facetem
          i nie narzekam
          mam pracę, mam gdzie mieszkać
          dziecko ma wszystko, co potrzebuje
          a że nie ma ojca ...
          czasami jest lepiej, żeby Mały nie widział
          a czas pokaże, jak dziecko mnie osądzi
          mam nadzieję, że to zrozumie, że to było dla Jego dobra

          • tsunami05 Re: Fanaberie 27.06.05, 12:09
            Dzięki anetina,
            to pewnie hormony w ciąży, ale posty nakłaniające mnie do stworzenia związku z
            facetem, którego nie lubię, strasznie mnie drażnią. Niedługo pojawią się takie,
            w których dziewczyny będa potępiać seks przedmałżeński... W pełni się z tobą
            zgadzam i trzymam kciuki, żebyś sobie poradziła z dzidzią!
            • anetina Re: Fanaberie 27.06.05, 15:09
              miałam 25 lat, jak zaszłam w ciążę
              była to przemyślana decyzja
              chciałam dziecka
              eks wiedział o tym
              to była bardzo świadoma decyzja
              niestety (albo stety), eks zrobił o jeden krok za dużo
              kilka miesięcy ostatecznie powiedziałam, koniec

              nie żałuję tego
              żałuję tylko tego, że Mały nie wychowuje się w normalnej rodzinie, że nie ma
              ojca

              teraz wiem, że dobrze zrobiłam
              nie mam kontaktu z eksem
              nigdy nie widział Małego, mimo że w ciąży twierdził, że nas nigdy nie zostawi

              nie dałam więc żadnych praw do dziecka, jest tylko ustalone sądownie ojcostwo
              to wszystko

              Mały dorośnie - wtedy będzie miał swoje przemyślenia
              On mnie oceni
              będzie chciał poznać ojca - pomogę Mu go znaleźć
              zawsze będę po stronie synka

              dlatego tsunami05 trzymaj się mocno
              nie patrz na innych
              to nie oni będą żyć Twoim życiem
              sama zdecyduj
              najwyżej będziesz na siebie samą zła

              pamiętaj, że Twoje życie w Twoich rękach
              życzę Ci, żebyś dobrze zdecydowała
    • asia3miasto [...] 27.06.05, 12:17
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • tata_malolata Re: Klub modliszek - roulez !!!!! 27.06.05, 12:35
      A czego Ty naprawdę chcesz ?
      Znaleźć usprawiedliwienie dla Twojej decyzji, która już zapadła ?
      O tak - znajdziesz je tu. Niezawodnie.
      Proponuję nawet założyć klubik smile))))


      P.S. Sorry za złośliwości. Ale jakoś mnie korciło jak przeczytałem ten wątek.


      • edzieckokarenina Re: Klub modliszek - roulez !!!!! 27.06.05, 13:08
        ja Ci radziłam psychoterapię nie po to żebyś na siłę tworzyła związek-chyba
        opacznie mnie zrozumiałaś.Radziłam Ci to,żebyś była pewna swoich racji-żebyś
        później nie żalowała.Ale skoro sama napisałaś że go nie kochasz i nic dla
        Ciebie nie znaczy itp, to chyba faktycznie nie ma sensu tworzyć z kimś
        niekochanym związku.Teraz tylko musicie się dogadać odnośnie dziecka-bo to też
        jego dziecko.
        Pozdrawiam
        • tsunami05 do edzieckokareniny :) 27.06.05, 16:07
          Chyba faktycznie - ja zrozumiałam, że mam iść na psychoterapię, bo tworzę
          toksyczne związki.. A to nieprawda - byłam w toksycznym związku i bałam się
          odejść mimo braku miłości z obu stron. Psychoterapię zafundowałam sobie sama
          kiedy odeszłam wreszcie i odżyłam. A tu nagle trafił się kolejny facet no i w
          końcu dziecko.
          Dzięki za radę i zainteresowania. Wiem, ze jakoś się trzeba dogadać i trochę
          mnie to przeraża, bo do tego gościa racjonalne argumenty nie trafiają, to
          histeryk, który mówi, że nie wyobraża sobie życia beze mnie itp.
          Aha - to do kolegi który sam zabawił się w psychoterapeutę - nie szukam
          potwierdzenia, zakładając ten wątek, chciałam poznać zdanie innych - to chyba
          jest idea forum, nieprawdaż?
          A to, że czuję się nieswojo w tej sytuacji to fakt - było mi ciężko i
          przeżywałam rozmaite rozterki. Problem z ojcem dziecka nie jest jedynym i chyba
          nawet nie najważniejszym, ale to nie temat na to forum. Modliszka? Hmmmm, oj
          biedni faceci... Szkoda, tylko, że - jak możemy przeczytać w postach dziewczyn -
          to oni potrafią się elegancko wypiąć na mamę dziecka i samo dziecko. I jakie
          to łatwe - przeciez to nie oni muszą się dzieckiem opiekować, nie?
          Jedno wiem na pewno - nikt tu nie chce byc oceniany - zatem sami nie oceniajmy
          innych. Wiem, ze czasem korci - to chyba ulubione zjęcie Polaków - krytykować.
          Pozdrawiam!
          • iwona3 Re: do edzieckokareniny :) 28.06.05, 01:05
            Jeżeli nie lubisz być krytykowana, to po co w ogóle tu piszesz?
            Fajna z Ciebie laska, samodzielna i niezależna.
            Masz tylko taki mały problem, że dziecko, które urodzisz, nie jest Twoją
            własnością.
            Ono ma ojca biologicznego i oboje, ojciec i dziecko, mają do siebie prawo.
            Chrzanienie o wpadce i zabezpieczeniach i 30-letniem stażu na tym łez padole
            to… wybacz, faux pas. Nie najlepiej o Tobie świadczy.
            Moje dziecko rozliczyło mnie ostatecznie nie w wieku lat 10, ale niespełna 4,
            bez politycznej poprawności. Dostałam za swoje, chociaż winna się nie czułam -
            nigdy nie byłam tak wyrafinowana, jak Ty.
            Zobaczymy, co powiesz za 2 lata. Mam nadzieję, że ten człowiek przejrzy na oczy
            i nie będzie już śpiewał miłosnych serenad pod Twoim oknem. Współczuję tylko
            dziecku, kiedy mamusia poszukując kolejnego taty wdepnie w kolejny toksyczny
            związek, oczywiście nie ze swojej winy…

            Polka
            • nina37 Re: do edzieckokareniny :) 28.06.05, 08:00
              iwona3 napisała:


              > Moje dziecko rozliczyło mnie ostatecznie nie w wieku lat 10, ale niespełna 4,
              > bez politycznej poprawności. Dostałam za swoje, chociaż winna się nie czułam -

              Z czego rozliczylo Cie Twoje dziecko? Czy nie zdajesz sobie sprawy, ze w
              sytuacji, gdybys zostala z jego ojcem a nie bylibyscie szczesliwi- tez by Cie w
              koncu rozliczylo?

              > Zobaczymy, co powiesz za 2 lata. Mam nadzieję, że ten człowiek przejrzy na
              oczy
              >
              > i nie będzie już śpiewał miłosnych serenad pod Twoim oknem.

              Ja mysle, ze zaprzestanie spiewania czegokolwiek w momencie nastania obowiazkow
              wzgledem dziecka.Bo o prawach zapewne wie i bedzie chcial korzystac.

              Tez Polka
              • edzieckokarenina Re: do edzieckokareniny :) 28.06.05, 09:25
                najważniejsze to być w miarę możliwości pewnym swych decyzji i motywów tych
                decyzji.Pewności 100% -ej nigdy się nie ma(ja tak myślę) bo nie można
                wszystkiego przewidzieć-dlatego namawiałam Cię na psychoterapię.Samotna ciąża
                to poważna decyzja.
                Pozdrawiamsmile
                • anetina samotna ciąża 28.06.05, 11:36
                  jestem zdania, po swoich doświadczeniach, że lepiej samotnie przejść ciążę niż
                  w tym okresie się denerwować
                  do piątego miesiąca było mi ciężko, bo ciągle musiałam się denerwować - facet
                  był na dochodne
                  póżniej rozstaliśmy się, było mi ciężko, ale nie musiałam się nim przejmować
                  byłam sama dla siebie
                  dziecko urodziło mi się bardzo szybko (poród trwał tylko 1,5 godziny
                  praktycznie bez bóli)
                  Mały od urodzenia jest bardzo pogodnym dzieckiem, przesypiającym całe noce
                  nie wiem, co to jest nieprzespana noc
                  • anetina Re: samotna ciąża 28.06.05, 11:54
                    > Mały od urodzenia jest bardzo pogodnym dzieckiem, przesypiającym całe noce
                    > nie wiem, co to jest nieprzespana noc

                    wszyscy mówili, że to dzięki temu, że taka byłam spokojna w trakcie ciąży
                    nikt nie wie, co było we mnie, ile straciłam nerw itp.
                    na zewnątrz pokazywałam, że wszystko jest super, a w środku we mnie się kłębiło

                    Mały jest teraz takim nerwuskiem, trochę skrytym, zamkniętym w sobie
                    nie lubi kłótni, wrzasków, podnoszenia ręki i tym podobnych
                    na widok krwi płacze
                    • edzieckokarenina Re: samotna ciąża 28.06.05, 12:58
                      anetina-no jasne że najlepsza ciąża to ciąża spokojnawink
                      ja też od połowy ciąży byłam sama więc również wiem o czym piszę.
                      Pozdrawiam
            • tsunami05 krytyka na forum 28.06.05, 14:30
              1. Pierwsze slysze ze pytanie "Czy ktoras z was sama odeszła od faceta?" jest
              zaproszeniem do krytyki. I że po to jest instytucja forum
              2. Po drugie - co cie obchodzi moj system zabezpieczania - moge oczywiscie
              pozwac do sądu producenta tabletek anty, ale jaki to ma sens? Faux pas.. Hahaha!
              3. Wychowywałam się w domu, w którym rodzice są ze sobą chyba tylko z powodu
              wpadki i to z rozpędu już prawie 30 lat - ile razy błagałam, żeby się rozeszli,
              zamieszkali oddzielnie i żebym miała wreszcie spokój. I oni. Moje dziecko NA
              PEWNO nie będzie musiało tego przezywać. Nie pozwolę na to.
              4. Co cię obchodzi mój toksyczny związek z eks? Nie moge pisac elaboratow na
              swoj temat, wiec bylo w skrócie - związek nie byl toksyczny z mojej winy - po
              prostu eks nie wiedzial którą z nas woli, a mieszkał ze mną. Jeśli uważasz że
              to moja wina - niezdecydowany facet, coż...
              Ciekawe skąd wiesz, że kolejny mój związek tez taki będzie?
              Nic o mnie nie wiesz, więc daruj sobie krytykę - można mieć zdanie jedynie na
              temat rzeczy, które znamy. Teraz ja cię skrytykuję - nie projektuj swoich
              doświadczeń na mnie. Ja rozliczam moich rodziców baaardzo surowo i mam do nich
              wiele pretensji o to, że są razem. Gdyby nie byli też bym perwno miała. Każdy
              medal ma dwie strony.
              • tsunami05 Re: krytyka na forum 28.06.05, 14:33
                To powyższe było do wypowiedzi iwona3
    • jonajona Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 28.06.05, 13:57
      Odeszłam gdy córka miala 2,5 roku - dasz sobie radę !! Napewno
      trzymam kciuki
      Pozdrawiam
      J.
    • virtual_moth Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 28.06.05, 15:04
      tsunami05 napisała:

      > Facet się cieszy, chce być ze mną, interesuje się ciążą,
      > dzieckiem (tzn na razie fasolką - 9 tydzien). A ja go nie cierpię,

      Może spróbuję Ci wyjaśnić skąd ode mnie nieprzychylny komentarz.

      Otóż IMHO postem wprowadzającym obrażasz niektóre z nas. To nie jest forum dla
      matek mających problem z tym, że facet kocha je, dziecko i interesuje się nimi.
      To jest forum dla matek, które nie mają tego szczęścia. I nawet, jesli one same
      od tych facetów odeszły, to NA PEWNO nie dlatego, że facet je i ich dzieci
      kochał, martwił się o nich i wspierał.

      Każdy moze tu jednak pisać, niech jednak liczy się z nieprzychylnymi
      komentarzami.

      Wydajesz mi się osobą inteligentną, aczkolwiek bardzo niedojrzałą. Mogę się
      mylić, ale odniosę siędo tego: otóż ja też przed urodzeniem dziecka taka byłam.
      Nie miałam problemów z analizowaniem i wyciąganiem wniosków, jednak moje
      życiowe doświadczenie stanowiło wartość ujemnąwink Myslałam, że dziecko
      zasadzniczo nie zmieni mnie - zmieni się ewentualnie tylko organizacja mojego
      dnia, a po 4 miesiacach wrócę do roboty. Ogólnie - co by nie było, będzie
      dobrze. Rzeczywistość mnie zaskoczyła, bo zmieniłam się o 180 stopni (a nawet
      360wink i przestało być ważne dla mnie to, czy np między mną a moim
      facetem "iskrzy", a zaczęło mieć znaczenie to, czy się troszczy o mnie i
      dziecko i czy potrafi być odpowiedzialny. TO właśnie mogło zdecydować o mojej
      miłości do niego, a nie to czy potrafi mnie np. zabawić rozmową, czy opuszcza
      deskę sedesową i uprawia sporty ekstremalnewink Nie miało już znaczenia czy mnie
      rozumie (kto zrozumie babę w ciaży?wink, ale czy sie STARA, czy dba o mnie, i
      czynami (choćby nieudolnymi) zapewnia mnie o swojej miłości. Nie miało
      znaczenia, czy facet jest dowcipny, ma to "coś", niebieskie oczeta i imponuje
      moim znajomym. Liczyło się tylko to jak traktuje mnie i dziecko i czy kocha.

      Radzę zatem poczekać do porodu. Mysle, że po urodzeniu dziecka jest duża
      szansa, że mogłabyś pokochać jego ojca.

      Pzdr
      • anetina virtual_moth 28.06.05, 15:24
        popieram Cię w 100, nie w 200%
        inaczej bym tego nie napisała, a chyba to jest najważniejsze
      • tsunami05 virtual_moth 28.06.05, 15:34
        Rozumiem twoje racje, ale ja też mam swoje. Forum jest dla mam samodzielnych.
        Nie sądzę, by była róznica z jakiego powodu.. Z ojcem dziecka nie tworzyłam
        związku - co mam powiedzieć - to był kolejny dla mnie niezobowiązujący układ
        (nawet nie jedyny, nie miałam powodu by być z jednym facetem - o jezu - już
        widze te gromy, jaki potencjalnie spadną). Po dwóch długich związkach (w sumie
        11 lat) zaczęłam myśleć o sobie, zaczęłam absorbującą pracę, rozwijam się. Żeby
        nie zajść w ciążę, brałam tabletki, stosowałam przezerwatywy. Nie chciałam
        kolejnego związku i ten facet o tym wiedział. Z mojej strony był to może
        egoizm, ale znam facetów, dla których takie układy są ok, każdy bierze co chce
        i mało daje. Ale ten był inny. To on gadał o dzidziusiu itp. I jak to mnie
        kocha. Moja wina - ja go nie kochałam, ale tez niczego nie obiecywałam.
        Dzidziusia żadnego oczywiście w moich planach nie było. Ale się stało. A
        związku nadal nie tworzę, bo to bez sensu tworzyć związek dlatego, że mamy
        dziecko. Ja chciałabym żebyśmy zostali kolegami, ale nie widzę możliwości - dla
        niego wszystko albo nic. Szantażuje mnie, że będę go musiała ścigac po sądach,
        jesli nie będziemy razem. Więc trzymam go w zawieszeniu. Próbowałam rozmawiać
        100 razy. Nie da rady - zawsze kończyło się awanturą i moim ogromnym
        zdenerwowaniem. Więc utrzymjemy fikcję - on się cieszy, wypytuje o ciążę (jest
        200km ode mnie) i moje zdrowie. Nie stac go na utrzymanie siebie i nic z tym
        nie robi - ja podjęłam dodatkową pracę, szukam możliwości dochodu, on pozycza
        pieniądze. Ciekawe skąd wezmie na oddanie.
        Wiesz co? Dla mnie to jest zachowanie patologiczne - bardzo chcial ze mna byc,
        przekonywal, zeby "zmniejszyc czujnosc przy antykoncepcji", bralam tabletki,
        wiec sie zgodzilam, mowil o dziecku i generalnie same piekne slowa.
        Teraz tylko slysze, ze jak bedzie trzeba to dorobi, ale: 1. przecież on nie ma
        gdzie bo świat jest zły i żyjemy w chorym kraju. 2. nie ma jak i kiedy. 3. nie
        zamierza zmieniac sposobu zycia (piwko, marihuana i praca od 8 do 16, potem
        luz). JA MU NIE UFAM - on umie tylko mówić, nie widzę żadnych rezultatów, sama
        za wszystko płacę, sama załatwiam, dowiaduję się, teraz szukam mieszkania,
        chociaż on jest na miejscu, a ja "wydelegowana" 200 km. Pisze o pieniądzach, bo
        akurat szykuje mi się nieciekawa sytuacja, jak urodzę. Utrzymuję się sama i z
        powodu różnych okoliczności w mojej karierze zawodowo-naukowej zaczynam
        dopiero - od zera. Od kompletnego zera i nikt mi nigdy nie pomagał, to naprawdę
        ciężko.
        To jest facet z zupelnie innej dla mnie bajki - dobry byl na krotkie spotykanie
        sie, zabawe itp. Nie na życie.
        Napisałam tu, bo chciałam wiedzieć, czy wszystkie samotne są nimi przez
        facetów, czy może niektóre z własnej woli. Jeśli to zły adres, to nie wiem,
        gdzie szukać dobrego.
        Jak widać z odpowiedzi, sa jednak dziewczyny ,które odeszły same. I bardzo im
        dziękuję za to co napisały. Wydaje mi się, że ogólnie jestem w podobnym
        położeniu, co wszystkie tu dziewczyny (albo większość) tyle, że ja podjęłam
        decyzję, zanim doszło do różnych złych rzeczy. Nie jestem niedojrzała - wręcz
        przeciwnie - po prostu wnioskuję po jego zachowaniu, ze jest to raczej koleś
        gołosłowny. I gdybyś przeczytała wszystko co piszę, zobaczyłabyś, że to on
        potrzebuje wsparcia, ja jego wsparcia - poza słowami i smsami - nie czuję.
        I nie będę umiała pokochać faceta, który nie ma pojęcia o tym, co robię, czym,
        się interesuję, z którym nie mam o czym pogadac, bo tej pory tylko razem
        imprezowaliśmy. I dziecko tego nie zmieni. Poza tym on nie potrafi nawet zrobić
        herbaty w wieku 34 lat, jak mi pomoże przy dziecku?
        Bardzo bym chciała mieć normalnie - faceta, dziecko - mogłoby być nawet trudno,
        ale co poradzę, że to akurat facet nie ten? Ja też jestem matką, która nie ma
        szczęścia.
        Pewno masz rację, ze się zmienię, ale będe musiała pracować, nie przysługuje mi
        macierzyński, bo nie mam stałej pracy i będe musiała stanąć na głowie, żeby się
        zorganizować. Sama. Niestety.
        Pozdrawiam!
        • tsunami05 Re: virtual_moth 28.06.05, 15:39
          aha - i jeśli kogoś obrażam pytaniem w tytule, przepraszam. Po prostu źle mi z
          tym wszystkim i chciałam pogadać o tym. Moi znajomi oczywiście mnie popierają,
          widzą, że na siłę nie da się stworzyć związku i że do siebie nie pasujemy.
          Chciałam sprawdzić, co na to inne "Samodzielne mamy" Pozdrawiam!!
        • anetina Re: virtual_moth 28.06.05, 15:48
          byłam czy jestem w podobnej sytuacji

          eks okazał się w osteczności dużym dzieckiem
          zawsze mawiał, wszystko będzie dobrze
          dziecko się urodzi, będziemy je razem wychowywać

          w trakcie ciąży olewał pracę
          zamiast tym bardziej pilnować się, szalał, aż skończył, jak skończył
          gdybym nie odeszła, musiałabym chować dwójkę dzieciaków
          sama musiałabym zarobić itp.

          straciłam dużo przy nim
          dopiero w rok po urodzeniu dziecka wyszłam na prostą
          w ciąży skończyłam studia
          mam bardzo dobrą pracę
          stać mnie na samochód i tego typu
          mieszkam co prawda z rodzicami, ale tak jest też wygodniej
          na mieszkanie nie muszę płacić, ani na utrzymanie
          ja muszę tylko zadbać o dziecko - mleko, pampersy (ale już tylko na spanie - w
          końcu), no i ubranka i zabawki
          babcia siedzi z Małym, gdy ja jestem w pracy
          mnie jest wygodniej, a ona czuje się potrzebna

          dużo by tu wymieniać
          dlatego tsunami05 pamiętaj o jednym - tylko Ty decydujesz
          wybierz to, co według Ciebie jest dobre dla Ciebie i co będzie dobre dla
          Maluszka
          wychowując dobrze (sama nie wiem jeszcze, co to oznacza ???) dziecko zrozumie
          Twój wybór
          i tylko przed dzieckiem bedziesz się tłumaczyć
          nie przed facetem, ani tym bardziej przed nami

          pamietaj o tym
          • tsunami05 Re: virtual_moth 28.06.05, 15:58
            Świetnie to ujęłaś. Ja własnie przewiduję to samo i strasznie bym chciała, żeby
            mi się potem ułożyło, mimo, że rodzice mi nie pomogą i z nimi nie mieszkam (i
            nie chcę!!! Brrrr).
            Mam nadzieję, ze mnie dziecko nie potępi, że tatę widzi rzadko (o ile go w
            ogóle będzie widywał, bo może tatuś pójdzie w długą...)
            Pozdrawiam i dzięki za słowa otuchy smile
        • virtual_moth Re: virtual_moth 28.06.05, 22:49
          Dobrze, ze piszesz trochę szczegółowiej o gosciu - tutaj ważne są niuanse.

          Ale nawet z tymi niuansami nie można na 100% powiedzieć jakim gość bedzie ojcem
          i partnerem. To się niestety okazuje dopiero w praniu i niejedne się już
          przejechały na tym, że przed dzieckiem niby wybrały dobrze, a po urodzeniu
          okazało się, że psu na budę taki mąz i tatusiekwink

          Często zdarzają się zdrady i łajdactwa podczas ciąży, połogu i kiedy matka
          opiekuje się niemowlakiem, mimo że facet wydawał się wcześniej OK.

          Dlatego też nawet na podstaiw tylu szczegółów o tym gościu nie potrafię Ci
          powiedzieć, co z niego będzie. Marichuana i rozrywkowy styl życia na mnienie
          działają - ileż z nas przed dzieckiem używało życia, a jednak jesteśmy matkami
          czy ojcami. To po prostu następny etap życia i tylko jego nastąpienie
          weryfikuje to czy sprostasz nowym zadaniom, czy nie.

          Osobiście radzę Ci poczekać w tym zawieszeniu, pościemniać moze nawet. Widuj
          sięz nim, staraj nie koncentorwać na tym, ze mało go znasz i nie masz z nim nic
          wspólnego. Obserwuj jednak. To nic nie kosztuje!

          Zawsze jakby co, gdy po porodzie dojdziesz do siebie i dziecko będzie miało z
          pół roku czy nawet o wiele mniej, możesz wystąpić o alimenty.

          Teraz daj na luz, a moim zdaniem warto spróbować, skoro istnieje choć cień
          szansy na pełną rodzinę dla dziecka.

          Pzdr
          • mama_kamilka Re: virtual_moth 28.06.05, 23:19
            W 100000000000000%%% zgadzam sie z Virtual_month, zycze Ci oby wszystko sie
            ulozylo, zebys i Ty i dziecko byli szczesliwi, zebys nie musiala martwic sie o
            kase, ze brakuje Ci czegos dla dziecka! a kto wie, moze wszystko siie ulozy i
            bedziecie szczesliwismile zycze Ci tego z calego serca, bo samej jest ciezko.
            • tsunami05 uffff... 29.06.05, 11:42
              Dzięki, cieszę się, że nareszcie udało mi sie troche wybielic. Dzięki za słowa
              pocieszenia. Jakos tak wierzę, że musi być dobrze! Pozdrawiam!
              • vialle Re: uffff... 29.06.05, 17:33
                droga tsunami
                1) moi rodzice byli razem z rozpedu. Kiedy ja sie rozstalam z ojcem mojego
                dziecka moja mama w rozmowie na ten temat (tlumaczylam dlaczego) ze lzami w
                oczach nagle zadala mi pytanie czy uwazam, ze powinna byla odejsc od ojca.
                Powiedzialam ze nie umiem tego ocenic bo nie wiem jakie bylo jej zycie, warunki
                w jakich mialaby taka decyzje podejmowac etc. Ale powiedzialam tez, ze nie moge
                nie myslec jaka by byla i kim by byla gdyby ostatnie 30 lat spedzila z
                czlowiekiem, ktory by ja kochal, szanowal, docenial i traktowal po partnersku.
                Moja mama opowiadala mi placzac kto i kiedy jej sie oswiadczal... Bycie
                dzieckiem nie kochajacych sie rodzicow - nawet jesli sa kulturalni i z klasa -
                pozostawia okropny slad na dziecku.
                2) rozstalam sie z ojcem mojego dziecka choc nie bil, nie pil, zasadniczo jest
                dobrym, inteligentnym, cieplym czlowiekiem i zycze mu wiele powodzenia. Bardzo
                kocha nasze dziecko i cenie to, ze podtrzymuje regularny kontakt i synek wie,
                ze tata go kocha. Mimo wszystkich tych przymiotow eksa nie moglam z nim byc! Po
                prostu dlatego ze go nie kocham. I nie mowie tu o milosci "romantycznej" i
                braku fajerwerkow. Nie fajerwerkow mi brakowalo. Brakowalo mi poczucia ze to
                jest FACET. Ze jest silny, zdecydowany, jest oparciem, autorytetem, kims kogo
                cenie i szanuje, na kim moge sie oprzec gdy zabraknie mi sil, brakowalo mi
                poczucia bezpieczenstwa. Szwankowaly tez rzeczy zwiazane z upodobaniami, stylem
                zycia, kontaktami z ludzmi w ogole etc. Eks przy wszystkich swoich zaletach
                jest niezdecydowany, slaby, chorobliwy introwertyk, to ja nioslam na plecach
                cale nasze zycie. I coraz mniej i mniej go szanowalam. Mimo rozmow, wyjasniania
                oczekiwan, prob naprawy etc w moim odczuciu w ostatecznym rozrachunku nie bylo
                szansy na istotna zmiane. I po prostu nie mialam w sobie milosci do tego -
                dobrego i porzadnego - czlowieka. Gdybysmy byli ze soba dluzej stworzylibysmy
                koszmar, sfrustrowanych, rozczarowanych soba, zyjacych osobno i zracych sie
                ludzi. Wiec rozumiem, ze mimo ze facet jest ogolnie przyzwoity mozna po prostu
                nie chciec wlasnie z nim spedzic reszty zycia. I fakt ze sie ma dziecko WCALE
                NIE JEST WYSTARCZAJACYM POWODEM, zeby spedzac ze soba zycie, zeby sie nagiac az
                do zlamania kregoslupa i zaprzeczenia samej sobie - dla dobra dziecka. Bo to
                nie bedzie zadne dobro! Po prostu.

                Zawsze kiedy pisze na ten temat dodaje dwie rzeczy:
                - nie nalezy dziala pochopnie. Wszystko jest swieze w Twoim zyciu. Nie musisz
                juz dzis przecinac sytuacji z Twoim facetem, prawda? Wiec sie nie spiesz.
                Ludzie sie - podobno smile - zmieniaja. Co Ci szkodzi poobserwowac? Mozesz tylko
                zyskac, do stracenia w zasadzie nic jak troche wyluzujesz smile
                - jak sobie wyobrazasz jego relacje z dzieckiem? Bo jesli on bedzie chcial
                utrzymywac z dzieckiem kontakt i dbac o nie, to tylko dobrze dla dziecka!!! I
                nawet jesli to nie bedzie super komfortowe dla Ciebie to nie powinnas ich
                relacji utrudniac. To naprawde wazne, zeby dziecko nie roslo w przekonaniu ze
                byl jakis tatus ale zapewne nie kocha go dostatecznie bo nie zadaje sobie trudu
                zeby dziecko zobaczyc. Zycie z odium ze sie nie zaslugiwalo na milosc naprawde
                jest gorsze niz trud zrozumienia i zaakceptowania dlaczego rodzice nie sa
                razem.

                A w ogole podobal mi sie Twoj spokoj w reagowaniu na rozne "oceniawczo-
                wszystkowiedzace-ja-bym byla madrzejsza i dojrzalsza" posty w tym watku.
                Szacunek.
                • tsunami05 Re: uffff... 30.06.05, 09:57
                  Bardzo ci, vialle dziekuję za te mądre słowa, z którymi zgadzam się w stu
                  procentach. Powody rozstania z eksem, jakie podajesz są moim zdaniem
                  najtrafniej ujetymi argumentami przeciw związkowi, pod częścią sama sie
                  podpisuje. Twoje dziecko ma bardzo mądrą mamę smile
                  Też chcę byc mądrą mamą i postaram się nie myśleć o sobie, kiedy zaczną sie
                  kształtować relacje między dzieckiem a jego tatą - mam nadzieję, że jakoś mi
                  sie uda i jeśli ktoś temu przeszkodzi, to tylko ów tata, który - obawiam się -
                  nie będzie potrafił wyjść z twarzą z tej sytuacji i stanie sie nieznośny. W tej
                  chwili wychodzą z niego najgorsze cechy słabego charakteru i troche się boje o
                  przyszłość. Trudno - najwyżej wtedy jakoś zadziałam. Pozdrawiam!!
      • dea.nke Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 12.07.05, 00:33
        to moze to forum powinno sie nazywac Porzucona matka?
        nie przesadzaj...
        __________________
        Deanke
    • magdmaz Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 30.06.05, 07:13
      Tak. Ja mam ostatnio takie myśli, że pełna rodzina, ale taka prawdziwa,
      naprawdę dobre i zgrane małżeństwo, będące dla siębie wsparciem i ostoją, to
      naprawdę rzadki rarytas. Niewiele takich znam. I nie ma się co oszukiwać, że
      należy coś na siłę dla dobra dziecka... Do tego (powrotu) namawia mnie mój mąż
      psychopata.
      Dla dzieci najlepiej jest, jak wiedzą, że mają ojca i matkę, jak mają z
      obojgiem kontakt, jak czują, że są przez oboje kochane. I po moich
      doświadczeniach nikt mi nie wmówi, że muszą mieszkać razem. Naprawdę lepiej
      czasem, żeby nie.
      Myśl o sobie. To jedyny punkt wyjścia, żeby móc racjonalnie myśleć o dziecku i
      jego dobru.
      A tak a propos - czy są tu osoby, które chciałyby powiedziec "moja mama mnie
      skrzywdziła, bo odeszła od ojca?"
      Pozdrawiam, Magda
      • anetina Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 30.06.05, 08:11
        > A tak a propos - czy są tu osoby, które chciałyby powiedziec "moja mama mnie
        > skrzywdziła, bo odeszła od ojca?"


        na dzień dzisiejszy wierzę, że mój syn tak nie powie
      • an-da krzywda 30.06.05, 17:14
        mój syn wciąż pyta dlaczego nie mieszkamy wszyscy razem, a ja po raz kolejny
        tłumaczę dlaczego
        może on w jakiś sposób cierpi z tego powodu, ale jestem na 10000% pewna, że
        cierpiałby bardziej gdybym nie odeszła...
        • magdmaz Re: krzywda 30.06.05, 18:26
          No, moja też się dopytuje. Nawet czasem marzy, że będziemy mieszkać razem. A ja
          marzę, że schudnę i zostanę Indianką...
          Chodzi mi o to, czy po latach, tak już w dorosłym wieku, kiedy człowiek ma
          świadomość pokręcenia tego świata i ludzkiego losu, miewa pretensje do
          rodziców, że się nie "postarali bardziej".
          • kini_m Re: krzywda 30.06.05, 19:05
            Magdo napisałaś:
            >A tak a propos - czy są tu osoby, które chciałyby powiedziec "moja mama mnie
            >skrzywdziła, bo odeszła od ojca?"

            Przecież co jakiś czas się przewijają tu opisane wypowiedzi dzieci które tęskną
            do taty, wspominaja tęsknie zabawę z tatą.
            Jak bardziej jeszcze te dzieci maja dać do zrozumienia to o co pytasz?
            Czy to tak słabo czytelne jest?

            I wiedząc że moją córkę to samo dotyczy (a exia tylko mnoży tutaj wizje
            przemocy) to nie wiem czy jest to wybaczalne dla matki takie coś fundować
            dziecku, odgradzać od drugiego rodzica, że sąd będzie mądrzejszy od takiej
            matki.
            • kini_m Re: krzywda 30.06.05, 19:09
              Dla uściślenia - córka juz przez pobad 5 miesięcy cierpi bo matka nie pozwla
              jej się spotkac ze mną.
              I przyznam ze rozczarowała mnie Leeya jeszcze wyśmiała - e tam, co to 5
              miesięcy?
    • magdmaz Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 30.06.05, 22:01
      Kini, przepraszam, jeśli będę niegrzeczna, ale działasz na mnie jak mój rodzony
      eks, czyli jak płachta na byka. Czy ja na pewno nie miałam Ciebie za męża???
      Ja pytam, czy dziecko, które ma i mamy i taty po dziurki w nosie, bo je sobie
      wręcz wyrywają, (i czasami chciałoby sobie na przykład pojechać do babci), ma
      pretensje w dorosłym życiu, że miało dwa (KOCHAJĄCE!) domy, a nie jeden. Bo z
      moich - nielicznych - rozmów z dorosłymi dziećmi rozwiedzionych wynika raczej,
      że rozumieją i szanują ich decyzję. Częściej spotykam się ze zdaniem, że matka
      zrobiła błąd, trwając w chorym (albo bezuczuciowym) układzie "dla dobra dzieci".
      Tyle dla tych, co potrzebują literalnie.
      • andzia_19741 Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 01.07.05, 12:26
        Nie odeszłam. Sytuacja podobna - przypadkowa zanjomość - zauroczenie, próba
        zapełnienia pustego miejsca po nieudanym pierwszym małżeństwie. Poczucie
        bezkarności po zdiagnozowanej bezpłodności. Wpadka. Nerwy. Przez 8 lat
        pierwszego małżeństwa obsesyjne starania o dziecko, rozwód - nie tylko dlatego,
        że dziecka mieć nie mogę (he he) ale też. I teraz ciąża... Cieszyć się, że
        jednak mogę być mamą czy martwić, że tatuś taki bardziej z przypadku?! Kilka
        miesięcy nerwów i ciągłych zmain decyzji - bo dobro dziecka, bo pełna rodzina,
        bo to nie jest zły człowiek, bo kocha, bo odpowiedzialny, bo, bo, bo. W
        końcu "wymuszona" przez ojca dziecka i jego rodzinę decyzja o ślubie. Efekt?
        ROZWÓD PO NIECAŁYM ROKU. Procedury, pozwy, podział opieki, koszty (nie tylko, a
        nawet nie przede wszystkim finansowe). Moje dziecko ma teraz ponad dwa lata.
        Żyję w trzecim, wreszcie dojrzałym i pełnym miłości związku. Zaróno ja jak i
        syn jesteśmy szczęśliwi i uśmiechnięci. Syn ma kochającego ojca (ale miałby go
        też bez ślubu i rozwodu) i kochającego ojczyma (oraz dwóch
        braci "przyszywanych") Mogłam to mieć bez dodatkowych miesięcy bólu , łez i
        moralnych dylematów. NIE WARTO BYŁO.
        • anetina Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 01.07.05, 12:30
          najważniejsze, że Ci się udało
          i że jesteście szczęśliwi
          tak trzymaj dalej


        • tsunami05 Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 01.07.05, 15:45
          A moja sytuacja powoli sie rozwiązuje. Nie odzywam się do ojca dziecka (kurcze,
          gdyby to chociaż był eks, byłoby mniej do pisania smile - tzn. nie dzwonię, bo nie
          mam potrzeby rozmowy, nie widzimy się, bo jestem daleko i facet zaczyna mieć
          jakieś pretensje, czuję, że jak go jeszcze trochę przetrzymam, to całkiem się
          odczepi i wtedy się okaże ile były warte jego zapewnienia, że chce normalnej
          rodziny...
          Mam nadzieję, że stworzę taką normalną rodzinę z kim innym - jak się tak
          rozglądam i przyglądam jak mnie ludzie odbierają, to jakoś tak jestem dziwnie
          spokojna, że mi się uda. Wystarczy znaleźć się w odpowiednim miejscu i
          odpowiednim czasie smile Na pewno znajdzie się ktoś, kto pokocha moje dziecko jak
          własne! Pozdrawiam!
          • anetina Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 01.07.05, 15:48
            ja tak samo czuję
            uda nam się

          • vialle Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 01.07.05, 16:13
            tsunami,
            zobaczysz, ze sie ulozy. Mnie sie tak wlasnie ulozylo - jestem w szczesliwym
            zwiazku, planujemy malzenstwo, a od bardzo niedawna spodziewamy sie drugiego
            dziecka smile
            Sa na swiecie faceci, ktorzy potrafia kochac nie swoje dzieci jak wlasne,
            naprawde. Bedzie dobrze, nawet jesli czas potwierdzi to co teraz mowisz - ze
            nie chcesz byc z ojcem Twojego malucha.

            Moze nie sledzilam uwaznie wszystkiego co pisalas wiec wybacz jesli sie
            powtarzam - czy zastanawialas sie co bedzie jesli ojciec bedzie chcial praw
            rodzicielskich i kontaktow z dzieckiem? Jak chcesz to ulozyc? Masz jeszcze
            sporo czasu i wiele sie wyklaruje, ale mysle ze warto sie zastanowic co jesli
            bedzie chcial?
            • adgata Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 04.07.05, 10:33
              No i to jest bardzo istotne pytanie. Moja historia jest w zasadzie identyczna,
              ale ma już c.d. - córka ma 4 lata. Odeszłam z 3 dniowym dzieckiem i każdego
              dnia dziękuję opatrzności że za niego nie wyszłam. Bo pewnie do dziś starałabym
              się o rozwód. Ale on wciąż nie pogodzil się z tym że od niego odeszłam.
              Najpierw prosił, zapewniał o miłości, teraz się mści i pozywa, wyzywa i grozi.
              Najczęściej odbywa się to kosztem małej (twoja mama to idiotka, przez nią nie
              jesteśmy razem, dzieci się będą z ciebie śmiały bo nie masz tatusia i to wina
              mamy) itp. Jest fatalnie. Pozwoliłam na uznanie dziecka, ma pełne prawa
              rodzicielskie - i żałuję!! Chciałam żeby mała miała ojca, próbowałam przyjaźni,
              dogadywania się - nie, "albo jesteś moją żoną albo masz zatrute życie". No mam
              zatrute, ale przynajmniej nie tkwię w koszmarnym małżeństwie i wciąż mam
              nadzieję że stworzę z kimś pełną, szczęśliwą rodzinę.
              • tsunami05 to ma nie uznać? :( 04.07.05, 13:54
                Adgata - czy to znaczy, że lepiej by ojciec dziecka nie uznawał? Nie wiem co
                robić... Podjęłam jednak decyzję o rozstaniu, powiedziałam mu i od tego momentu
                on milczy. Z jednej strony mi to nie przeszkadza, z drugiej obwaiam się, że
                sytuacja będzie wyglądać jak u ciebie. Nie chcę miec zatrutego życia (wiadomo,
                kto by chciał?) a na to się zapowiada - on wykazuje się wyjątkowym egoizmem "w
                cierpieniu", że go "zostawiłam". Jak baba. Nie sądzę, by jakakolwiek przyjaźń
                wypaliła, zwłaszcza, ze go nie cierpię. Zazwyczaj jestem osobą dość ciepłą i
                współczującą a jego mi nie żal ani trochę. "Związek" zakończyłam przez telefon.
                Ale "ojciec nieznany"... Kurcze, nie wiem, co na to dziecko kiedyś powie...
                • anetina do tsunami05 04.07.05, 14:09
                  po urodzeniu dziecka wnosisz sprawę o ustalenie ojcostwa
                  jeśli nie planujesz przyszłości z "eksem", ustal tylko ojcostwo
                  uznanie dziecka oznacza, że dziecko będzie nosić nazwisko ojca, ojciec będzie
                  miał pełne prawa rodzicielskie
                  póki co, z własnego doświadczenia proponuję, abyś:
                  - ustaliła ojcostwo
                  - nie pozwoliła na uznanie dziecka przez ojca
                  - nie dawała nazwiska dziecku
                  - nie dawała praw rodzicielskich
                  Odnośnie alimentów - to zrobisz, jak będziesz chciała
                  • adgata Re: do tsunami05 04.07.05, 15:00
                    No właśnie tak. Nazwisko można zawsze zmienić na tatusiowe - odwrotnie niestety
                    nie - jak nadasz to koniec. Prawa rodzicielskie też można "dać " później, jak
                    się tatuś okaże tatusiem nie tylko biologicznym ale dbającym i kochającym.
                    Jeżeli nie będzie się interesował w ciąży to jest to argument za nie dawaniem
                    praw. Brak praw nie oznacza braku kontaktu z dzieckiem - chce być tatą - OK
                    niech bedzie, niech odwiedza. Brak praw nie oznacza że ojciec jest nieznany, a
                    ułatwia życie matce - przeprowadzka, paszport, wyjazdy, szkoła itp. - jeżeli ma
                    prawa ma prawo też o tych sprawach decydować i jego podpis jest konieczny. A
                    jak złośliwy - jak "mój" to oznacza to kolejne sprawy w sądzie. To co jest na
                    pewno to to, że z przygodnej znajomości stał się stałym elementem mojego życia.
                    Nie cierpię go, ale muszę tolerować bo to jej ojciec.
                • virtual_moth Re: to ma nie uznać? :( 04.07.05, 14:09
                  Tsunami, wszystko zależy od tego, czy on będzie się dzieckiem interesował.
                  Jeśli będzie, jeśli będzie Cię np. wspierał jakoś w ciaży (o ile go łaskawie
                  dopuściszuncertain), a potem np. pomagał przy dziecku - to jak najbardziej trzeba
                  uszanować fakt, że jest ojcem. Nie bądź zbyt surowa. Jeśli np. nie będzie miał
                  pracy, ale z chęcią będzie pomagał Ci przy dziecku, to doceń to. Wszystko
                  jednak zależy od tego, jakim będzie ojcem, a nie od tego, czy lepiej jest
                  pozbawić ojca władzy rodz. czy nie.

                  Mój facet uważał np. że bardzo kocha córkę - pojawiał się u niej raz na dwa
                  miesiące, a potem coraz żadziej, aż w końcu przestał zupełnie. Oczywiście w
                  żaden sposób mi nie pomagał. Taki ojciec to nie ojciec, choćby nie wiem ile
                  pary upuszczał na temat swej rzekomej miłości do córki.

                  Pzdr
            • virtual_moth Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 04.07.05, 14:20
              vialle napisała:

              > Sa na swiecie faceci, ktorzy potrafia kochac nie swoje dzieci jak wlasne,
              > naprawde. Bedzie dobrze, nawet jesli czas potwierdzi to co teraz mowisz - ze
              > nie chcesz byc z ojcem Twojego malucha.

              Boszszsz, ale przecież tsunami jest dopiero we wczesnej ciąży, a Ty już piszesz
              o znajdowaniu nowego tatusia!

              >
              > Moze nie sledzilam uwaznie wszystkiego co pisalas wiec wybacz jesli sie
              > powtarzam - czy zastanawialas sie co bedzie jesli ojciec bedzie chcial praw
              > rodzicielskich i kontaktow z dzieckiem?

              JAK TO CO?????
              Wiecie co, albo przez noc urósł mi członek i stałam się walczącycm tatusiem,
              albo ktoś tu przesadza. Tsunami jest we wczesnej ciąży (10 tydzień?), a Wy
              problem widzicie w tym, że ojciec może okazać się ojcem, i że może chcieć
              widywać się z własnym dzieckiem?! To moze zaocznie, już teraz, póki płód
              przypomina jaszczurkę, pozbawić ojca władzy, co?


              Jak chcesz to ulozyc? Masz jeszcze
              > sporo czasu i wiele sie wyklaruje, ale mysle ze warto sie zastanowic co jesli
              > bedzie chcial?

              Jak to co?! Najlepiej zakazać kontaktów, i gdy dziecko bedzie miało tydzień
              wnieść pozew o ojcostwo i tak dalej. A potem szukać nowego tatusia. Nie, moze
              lepiej już teraz szukaćuncertain
              • vialle Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 06.07.05, 12:26
                virtual, wyluzuj laskawie troszeczke. Nie wiem co Ci wyroslo przez noc ale to
                nic ladnego sadzac z tonu Twojego postu.

                Intencja moich pytan do tsunami bylo nie namawianie jej do odebrania ojcu praw
                a wrecz przeciwnie - do zastanowienia sie, ze mimo jej osobistego nastawienia
                do faceta bedzie on ojcem dziecka i jest dla dziecka wazny.

                A co do znajdowania nowego tatusia to wczytaj sie ze zrozumieniem a nie
                zlosliwoscia w to co napisalam to znajdziesz rzeczywiste intencje. Ktore
                brzmialy: jesli ostatecznie nie bedziesz z ojcem swojego dziecka to nie znaczy
                ze zlamiesz dziecku zycie, moze miec szczesliwa rodzine z innym tata. A
                nie "szukaj nowego tatusia".

                Jak sie chce znalezc bzdure to sie ja znajdzie.

                nie przepraszam za ton mojego postu bo mnie te Twoje bezsensowne i bezpodstawne
                pienienie sie niezle wkurzylo.
                • virtual_moth Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 06.07.05, 16:43
                  OK, mój ton był zbyt ostry. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie oprócz tego
                  cytatu:

                  "czy zastanawialas sie co bedzie jesli ojciec bedzie chcial praw
                  rodzicielskich i kontaktow z dzieckiem? Jak chcesz to ulozyc? Masz jeszcze
                  sporo czasu i wiele sie wyklaruje, ale mysle ze warto sie zastanowic co jesli
                  bedzie chcial?"

                  Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak to brzmi. A brzmi tak, jakby fakt, iż
                  ojciec "chciał praw rodzicielskich i kontkatów z dzieckiem" był jakimś
                  problemem do rozwiązania. Poza tym jest rochę nie na miejscu, bo tsunami
                  wyraźnie pisała, że facet CHCE być ojcem, a nie tylko dawcą plemników. On już
                  TERAZ to deklaruje.
                  No a ponieważ facet kasy nie ma, no to goodbye. Nie ma kasy, nie ma ojca, nie
                  ma problemu.

                  Pzdr
                  • anetina virtual_moth 07.07.05, 07:49
                    mój eks też chciał pełnych praw jako ojciec dziecka

                    i co z tego?

                    dziecko kończy 21 miesięcy, a on nawet nie widział Małego

                    tsunami05, poczekaj do porodu i wtedy zdecydujecie co dalej zrobicie z tym
                    wszystkim
                    teraz nic nie deklaruj, bo i tak nie ma to znaczenia
                  • vialle Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 07.07.05, 18:02
                    z postami to tak jest ze czasem cos sie pisze skrotem myslowym, bo sie dluzsza
                    wersje juz napisalo wczesniej - w moim pierwszym poscie w tym watku znajdziesz:
                    - nie nalezy dziala pochopnie. Wszystko jest swieze w Twoim zyciu. Nie musisz
                    juz dzis przecinac sytuacji z Twoim facetem, prawda? Wiec sie nie spiesz.
                    Ludzie sie - podobno smile - zmieniaja. Co Ci szkodzi poobserwowac? Mozesz tylko
                    zyskac, do stracenia w zasadzie nic jak troche wyluzujesz smile
                    - jak sobie wyobrazasz jego relacje z dzieckiem? Bo jesli on bedzie chcial
                    utrzymywac z dzieckiem kontakt i dbac o nie, to tylko dobrze dla dziecka!!! I
                    nawet jesli to nie bedzie super komfortowe dla Ciebie to nie powinnas ich
                    relacji utrudniac. To naprawde wazne, zeby dziecko nie roslo w przekonaniu ze
                    byl jakis tatus ale zapewne nie kocha go dostatecznie bo nie zadaje sobie trudu
                    zeby dziecko zobaczyc. Zycie z odium ze sie nie zaslugiwalo na milosc naprawde
                    jest gorsze niz trud zrozumienia i zaakceptowania dlaczego rodzice nie sa
                    razem.
                    Jak sie czyta dalsze posty majac ten w pamieci to nie ma chyba problemu z
                    interpretacja.

                    A co do argumentacji tsunami to nie wybija mi sie na pierwszy plan aspekt
                    merkantylny, a raczej problem z szacunkiem i bliskoscia z facetem, o milosci
                    nie mowiac.
    • kotka.na.dachu Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 04.07.05, 14:12
      Ja odeszłam od męża będąc w 3 m-cu ciąży. Nie miałam zastępcy. Nie mogłam
      jednak z nim już dłużej przebywać, gdyż bawił się w klinikę aborcyjną.
      Exa poinformowałam dopiero o urodzeniu dziecka w dniu X. Nawet nie sama, bo nie
      miałam ochoty go słyszeć. Zrobił to za mnie brat.
      Wówczas jeszcze mąż przyszedł obejrzeć syna. Nie przyniósł nic. Nawet wody
      mineralnej (o bukiecie róż nei wspominając hehehe).
      Jak oglądać przy porodzie gębę znienawidzonego faceta? Chciaż.... mogłoby to
      być bodźcem do szybszej akcji porodowej. Wiesz... ciśnienie itp.

      Ciąża to nic w porównaniu do tego co będzie później. Zastanów się, czy nie
      przyjąć jego pomocy. Choćby przyjaźń. Nie jest łatwo być samotną mamą. Trzymaj
      się.
    • eddies Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 04.07.05, 21:26
      hej!jestem mama 5-miesiecznej majki i od 2 m-ca ciazy jestem sama,z wlasnego
      wyboru.facet nie jest zly,kocha nasza corke tyle ze ja nie kocham jego i stad
      moja decyzja.znalismy sie 3 m-ce zanim zaszlam w ciaze,wzielismy nawet slub bo
      sadzilam ze jakos to sie ulozy,ale...nie dalam rady juz miesiac po slubie.jest
      mi ciezko,przede wszystkim finansowo(choc on pomaga jak moze)ale i tak uwazam ze
      byla to dobra decyzja.nie wiem tylko jak wytlumacze mojej corce jak podrosnie
      dlaczego nie jestem z jej tatusiem...
      • tsunami05 trochę szczęścia 05.07.05, 17:30
        Eddies - to prawie tak jak ja. Tyle, że na pomysł ślubu nie wpadłam. Świetnie
        cię rozumiem.
        Kurcze, facet się na mnie wscieka juz teraz, non stop powtarza, ze nie dam rady.
        Ja juz postanowilam,że zamieszkam daleko od niego, więc widywać dziecka nie
        będzie raczej miał szans, zatem nie sprawdzę czy się interesuje. Trudno - tak
        mi jest łatwiej finansowo. Niedługo się chyba spotkamy, próbuję ułożyć sobie w
        głowie o czym mam z nim porozmawiać. Najgorzsze, że to on się mnie w kółko
        pyta, co teraz? czego od niego chcę? sam nie przejawia żadnej inicjatywy, nie
        ma propozycji. Na moje konstruktywne propozycje, by skończyc z wyzywaniem się i
        obwinianiem (mnie), zacząc coś budować - w sensie jakąs logiczną i racjonalną
        relację i sytuację, stwierdził ze jemu się świat zawalił i dla niego nic nie
        jest konstruktywne. Ręce opadają nad taką babą... Uparł się i trzyma jednej
        myśli - chciał żebyśmy byli razem, myślał, że dzięki dziecku tak będzie a tu...
        ja wolę być sama. Doskonale wiem, że próbuje mnie przestraszyć. A ja wiem, ze
        sobie poradzę, lepiej niż z nim. I wiecie co? Znajdę tatusia dla dziecka i
        partnera dla siebie. W sumie już się ktoś pojawił w najmniej oczej\kiwanej
        chwili. Ale o tym szaaaa... Pozdrawiam!!
        • kammik Re: trochę szczęścia 05.07.05, 17:39
          tsunami05 napisała:

          >> > ja wolę być sama. Doskonale wiem, że próbuje mnie przestraszyć. A ja
          wiem, ze
          > sobie poradzę, lepiej niż z nim. I wiecie co? Znajdę tatusia dla dziecka i
          > partnera dla siebie. W sumie już się ktoś pojawił w najmniej oczej\kiwanej
          > chwili. Ale o tym szaaaa... Pozdrawiam!!

          Dla mnie to zwykle sku..synstwo. Twoje dziecko ma juz ojca. A twoim zasranym
          obowiazkiem jest umozliwienie ojcu spelniania jego obowiazkow, a nie ucieczka. Z
          • tsunami05 Re: trochę szczęścia 05.07.05, 17:45
            Obowiązki spełni i alimenty zapłaci. Skoro nie jest w stanie nas utrzymać,
            muszę szukać innych rozwiązań. A mam szanse na pracę własnie daleko od ojca
            dziecka. Pisałam już - nie zwiążę się z obcym fecetem, z którym łączy mnie
            dziecko a dzieli cała reszta.
            • kammik Re: trochę szczęścia 05.07.05, 17:50
              Zuczku, piszac o obowiazkach nie mialam na mysli alimentow, ale
              wspolwychowywanie dziecka. On ciebie nie musi utrzymywac, ciazy na nim tylko
              obowiazek wspolutrzymania WASZEGO dziecka. Nikt ci chyba nie mowi, ze masz sie
              z nim wiazac, ale do cholery kto ci dal prawo decydowania o tym, czy zasluzyl
              na bycie ojcem czy tez nie?

              Swietnie, ze ciezarne kobiety maja mozliwosc podjecia nowej pracy, bardzo to
              budujace, zwlaszcza w kontekscie wskaznikow bezrobocia.
              • tsunami05 praca w ciazy 05.07.05, 19:43
                a co, mam nie pracowac wcale? to co mam jesc? proponuje ci wyjewac swoj jad i
                frustracje gdzie indziej i nie wtracac sie w moje sprawy. Pracujemy dlaeko od
                siebie od dawna -tzn ja pracuje, on nic nie robi, ale tak czy inaczej jest
                daleko. Do tej pory dojezdzalam do pracy, teraz sie przeniose. Ot i tyle
                • kammik Re: praca w ciazy 05.07.05, 19:47
                  Kobieto, prosze cie, nie wyjezdzaj z frustracja i jadem w kazdym przypadku,
                  jesli sie ktos z toba nie zgadza, bo to zbyt banalne, zeby bylo skuteczne.

                  Kto zatem moze sie wtracac w "twoje sprawy"? Tylko ci, co poklepia po glowce ze
                  wspolczuciem?
        • virtual_moth Re: trochę szczęścia 05.07.05, 18:23
          tsunami05 napisała:

          > ja wolę być sama. Doskonale wiem, że próbuje mnie przestraszyć. A ja wiem, ze
          > sobie poradzę, lepiej niż z nim. I wiecie co? Znajdę tatusia dla dziecka i
          > partnera dla siebie. W sumie już się ktoś pojawił w najmniej oczej\kiwanej
          > chwili. Ale o tym szaaaa... Pozdrawiam!!

          Wiesz co, ja kiedyś zostałam zbluzgana za to, że chciałam dać ojcu mojego
          dziecka SZANSĘ na to, aby się wykazał. Przez rok od rozstania mu tę szansę
          dawałam. I dobrzez robiłam jak się okazało - teraz mam pewność, że ojciec z
          niego jak z koziej d..y trąba (choć wolałabym aby było zupelnie inaczej).
          A Ty? Ty nawet nie chcesz dać mu szansy - od razu go skreślasz, przywłaszczasz
          sobie również jego dziecko. Tekst o nowym tatusiu to po prostu jakaś obrzydliwa
          groteska. Osobiście mam odruchy wymiotne jak czytam, że baba w 3 miesiacu ciaży
          dzień czy dwa po rozstaniu z ojcem swojego dziecka znajduje sobie nowego gacha.

          Obrażasz mnie pisząc tutaj i nazywając siebie samodzielną. Mnie, która wiele
          nocy nie przespała z wątpliwości CO ZROBIĆ i drugie tyle w żywieniu głupiej
          nadziei, że facet być może się opamięta i odwiedzi dziecko. Proponowałam
          facetowi nawet zamieszkanie u mnie (póki nie znajdzie czegoś dla siebie w moim
          miescie) i pracę, byleby tylko dziecko miało z nim kontakt. Ileż dziewczyn z
          tego forum po 10 razy wracało do faceta w nadziei na odbudowę związku (czy w
          ogóle zbudowanie go), choć pewnie wolałyby tego nie robić.

          Po prostu czułki mi opadły.


          • tsunami05 związek 05.07.05, 19:46
            Ale mi nie zalezy i nigdy nie zalezalo na zwiazku. Nie z nim. Widze dwa
            wyjscia. To, co zrobilam albo aborcja. Wydaje mi sie ze zrobilam slusznie.
            • virtual_moth Re: związek 05.07.05, 19:59
              tsunami05 napisała:

              > Ale mi nie zalezy i nigdy nie zalezalo na zwiazku. Nie z nim. Widze dwa
              > wyjscia. To, co zrobilam albo aborcja. Wydaje mi sie ze zrobilam slusznie.

              Nie, jest jeszcze trzecie wyjście. Nie musisz się z facetem wiązać, by CHCIEĆ
              się z nim dogadywać, jako ojcem twojego dziecka, a nie partnerem seksualnym. I
              nie mówię tu o wspólnym mieszkaniu, tylko o chociaż PRÓBIE porozumienia się z
              nim. Teraz wydaje mi się najważniejsze pogadać o tym, co zrobić, abyście ty i
              on mieszkali w miarę blisko siebie. Ty od razu kładziesz na tym laskę i sobie
              wyjeżdżasz. Moze zaproponuj mu, aby poszukał sobie pracy w mieście, w kórym
              bedziesz mieszkac? Może pomóż mu w poszukiwaniu pracy? Wydajesz się dziewczyną
              obrotną, skoro w 3 miesiacu ciaży znalazłaś pracodawcę, który chce cię
              zatrudnić. A moze są jeszcze inne rozwiązania, które pozwolą ojcu na przyszły
              kontakt z dzieckiem. Na pewno nie jest nim olanie gościa i szukanie nowego
              tatusiauncertain

    • nimi Re: czy któraś z was sama odeszła od faceta... 05.07.05, 18:47
      Wiesz, ja zdecydowałam się na odejście po2,5 roku.
      Kiedy zaszłam w ciążę ojciec dziecka nie palił się zbytnio do poważnego
      związku, sugerował, że mam sobie radzić na studiach z dzieckiem, a on zostanie
      w rodzinnym mieście.
      Zakochana byłam wtedy głupio po uszy i dużo musiałam przeryczeć i prosić,
      żebyśmy jednak byli razem.

      Tylko że po niecałym pół roku wspólnego mieszkania jak to się banalnie
      mówi "otworzyły mi sie oczy".

      Nasze dwa swiaty się nie zeszły. Może skoro wiesz czego chcesz, a raczej wiesz,
      czego nie chcesz, to sie tego trzymaj??


      Mam koleżankę, która na tydzień przed slubem z dzidzi w brzuchu, odwołała całą
      imprezęsmile)) Dziś ma 4letnią córcię i nie żałuje tamtej decyzji; ojciec dziecka
      nie widział i vice versa.

      Piszę Ci tak, bo ja weszłam w taki nieodpowiedzialny związek i w ramach
      tworzenia rodziny i robienia tak, żeby exowi było dobrze i zgodnie, zatraciłam
      bardzo dużo w życiu, szczególnie siebie.

      Pozdrawiam
      Asia
      • anetina tsunami05 06.07.05, 08:18
        czytam te wszystkie wypowiedzi
        i myślę, że właściwie nie wiem, co Ci napisać

        jeśli chodzi o ojca dziecka - na decyzję świadomą poczekaj do urodzenia się
        malucha, wtedy zdecydujesz
        jeśli chodzi o pracę - na pewno jest lepiej w Twoim stanie nie dojeżdżać, tylko
        byc blisko

        a teraz nie mów za dużo, aby póżniej tego nie żałować

        trzymaj się mocno i dzielnie
        • tsunami05 Re: tsunami05 06.07.05, 10:36
          Kurcze, gdybym była pewna, że robię dobrze, nie zakładałabym tego wątku.
          Sytuacja jest dla mnie trudna, dziwna, niecodzienna. Kiedy myślałam że chce
          dziecka, wyobrażałam sobie normalną rodzinę, siebie i jakiegoś kochającego i
          kochanego przeze mnie mężczyznę. A nie przypadkową znajomość, do której od
          początku nie miałam przekonania, ale po rożnych złych rzeczach jakie przeszłam,
          potrzebowałam kogoś, kto będzie dla mnie miły. I nagle dziecko, buch, uderzenie
          rzeczywistości. Na początku chciałam jakoś "przekonać się" do tego faceta, no,
          ale cholera nie dało rady. Stał się nagle jeszcze bardziej obcy niż chyba był
          zanim go w ogóle znałam. Tak jakbym miała rozmawiać z jakimś Lepperem, który
          drażni mnie każdym słowem, sypiać w jednym łózku z pierwszym lepszym facetem
          spotkanym na ulicy. Po prostu nie mogę. Nic mnie ten człowiek nie obchodzi. Nie
          zabronię mu kontaktów z dzieckiem, zobaczę jak to się ułoży, ale szczerze
          wątpię, że będzie harmonijnie. Ja mam ugodowy charakter, ale ten facet
          postanowił pokazywać rogi non stop. Na jkompromis nie pójdzie. cholera, mam
          rodziców, którzy sa razem tylko przez dziecko (mnie), relacja pomiędzy moimi
          rodzicami podobna jak w tym zwiazku ktorego nie chce - matka zaradna i ojciec
          sierota, niezdara, wspanialy czlkowiek, ktory znosi upokorzenia ze strony
          matki, ktora chcialaby, żeby był iny. Kurde, jak się chce, żeby ktoś był inny,
          to się go zamienia na innego, a nie wrzeszczy i upokarza. Ja nie chce
          wrzeszczec i upokarzac, a juz bym miala ochote. Pisalam juz o tym. Moje dziecko
          bedzie mialo spokoj w zyciu, inaczej nic ja mialam.
          Przykro mi, że kiedy zyskuję nadzieję, że może sobie w końcu poukładam życie i
          trafi się ktoś, kto pokocha mnie i dziecko a ja też go będę kochać, czytam, że
          to skur...stwo, że potencjalny facet to gach, a ja w trzecim miesiącu ciąży nie
          mogę sobie nikogo znależć i mam pracę jeszcze rzucic, bo jestem w ciazy.
          Cholera, to chyba te hormony. No przykro mi normalnie...
          Wiem, że to może wasze doświadczenia, walka o związek, normalną rodzinę, a tu
          nagle laska się wymądrza jaka to przedsiębiorcza. Ale to nie tak. Ja walczę jak
          czuję, że mam o co. Walczyłam kiedyś o związek przez 4 lata. Nie udało się,
          więcej walczyć o faceta nie będę. Zresztą ten "mój" też jakoś o mnie nie
          walczy...
          Dzięki anetina za pozytywne słowa smile)
          • vialle Re: tsunami05 06.07.05, 12:50
            tsunami
            wg mnie chodzi o jedno: o nie zakladanie z gory, ze facet bedzie zlym ojcem i
            ze w zakresie rodzicielskich kontaktow na pewno nie uda Wam sie dogadac. Ja
            rozumiem, ze moze Ci sie nie chciec probowac, bo relacja jest taka a nie inna i
            emocje niezbyt dobre, ale namawialabym Cie do proby umozliwienia kontaktow
            faceta i dziecka. Nie do proby budowania zwiazku z tym czlowiekiem, skoro
            jestes pewna ze nie chcesz z nim byc - to by nie mialo zadnego sensu. Ale
            stworzenia minimum okolicznosci, zeby mogl zalapac ze jest ojcem - i moze
            znalezc sie w tej roli. Jasne ze jest ryzyko, ze bedzie upierliwy i bedziesz
            miala z nim klopoty - tak czy owak to zapewne nei bedzie latwe. Ale wiesz, na
            drugiej szali sa uczucia Twojego dziecka. Zobaczysz, gdy maluch juz bedzie na
            swiecie jak wiele dalabys zeby odjac swojemu dziecku zmartwien i trosk. Juz
            gdzies wyzej pisalam, ze poczucie, ze jest sie porzuconym przez rodzica jest
            dla dziecka jedna z najgorszych rzeczy jakie moga sie zdarzyc, a tak wlasnie w
            jego dziecinnym swiecie bedzie rozumiane to, ze tata nie utrzymuje z nim
            zadnych kontaktow. Moim zdaniem to jest tak wazne, ze warte podjecia trudu
            dogadania sie w zakresie rodzicielkich kontaktow z ojcem dziecka.

            A co do reakcji na sugestie, ze jest ktos nowy w Twoim zyciu - nie przejmuj
            sie. Jesli jest tak jak piszesz, to sprawy w Twoim zyciu dzieja sie naprawde
            szybko. Ale jak patrze wokol siebie to widze, ze to sie zdarza i niekoniecznie
            zaraz trzeba to interpretowac jako dowod na niefrasobliwosc, powierzchownosc i
            odsadzac od czci i wiary. A juz na pewno nie jest to powod, zeby obrazac Cie
            okresleniami typu skur...stwo, gach, etc - bo taka reakcja to zwykle prostactwo
            i nieumiejetnosc zrozumienia, ze ludziom sie po prostu w zyciu roznie uklada.
            Ja mam wielka nadzieje, ze to co robisz jest przemyslane, trzymam kciuki za
            dogadanie sie z facetem w zakresie kontaktow z dzieckiem i za dobre wybory.
            Nie czuj sie dotknieta tym co czytasz w postach - w internecie zawsze sie
            ryzykuje ze nie tylko tresc ale i forma wypowiedzi moga zabolec. Opancerz sie smile
            • tsunami05 Re: tsunami05 06.07.05, 15:44
              I znowu się uśmiecham, vialle, kiedy czytam Twój post smile Fakt, o dziecku
              myślałam na razie jako o góra dwulatku... Jeszcze nie wybiegałam tak bardzo
              naprzód. Będę się starać jakoś wypracować kompromis, w piątek lub sobotę czeka
              mnie niestety rozmowa. Zobaczymy, jak się potoczy.
              Trudno mi sobie wyobrazić, że facet będzie pełnił rolę ojca, a ja będę z nim w
              chłodnych stosunkach. Kurcze, skomplikowane to wszystko. Nie zakładam, że on
              będzie złym ojcem, może i będzie cudownym tatusiem, tyle że jak to poukładać.
              Jeszcze pół roku, zanim się dziecko urodzi, tyle się może zdarzyć. nic to,
              jakoś spróbuję mądrze z tego wybrnąć. W sumie tata może sobie zawsze przyjechać
              do nas (tzn. do dziecka) i jakoś się kontaktować, tylko cholera jak, w moim
              domu? Jak często mam znosić jego obecność? Ech, obawiam się, że nie będzie to
              łatwe, jak tak zaczynam sobie wyobrażac konkrety.
              A to, że mi się w życiu dziwnie układa, fakt, zdarzają mi się same
              nieprawdopodobne historie, huragany itp. Stąd mój nick smile A pancerza jakoś nie
              mam... Pozdrawiam ciepło!
              • ania_rosa Re: tsunami05 06.07.05, 16:35
                Dyskusja dogorywa, więc to dobry moment, aby się wtrącić, bo teraz jest szansa
                na spokojną rozmowę, a nie licytację, kto był większą suką i dlaczego.
                Generalnie nie mam dobrego zdania o ludziach, którzy z góry zakładają, że plan
                zycia 2+1 jest skazany na klęskę. I w tym miejscu zgodzę się z Virtual.
                Jednak jeszcze gorsze zdanie mam o tych, którzy powtarzając "jakoś to będzie"
                brną w kolejne ciąze i zobowiązania z partnerami, których nigdy w życiu nie
                wybraliby po raz drugi. Zazwyczaj ci drudzy przychodzą pewnego dnia na to forum
                i dostają kubeł zimnej wody, że "trzeba było pomyśleć PRZED". Oraz- oczywiście-
                garść rad związanych z pozwami o rozwód i alimenty, bo sytuacja jest już na tyle
                zaawansowana, że trzeba się rozwodzić, dzielić majątkiem i szukac porad prawnych.
                Tak więc trzeźwo patrząc, to opieprzamy Cię za coś, co generalnie zasługuje na
                podziw, a mianowicie umiejętność racjonalnego myslenia i nie udawania, że banan
                jest wielbłądem, bo nim nie jest.
                Jeśli faceta nie kochasz i nie chcesz z nim być to cudów nie będzie.
                Dorośli ludzie uprawiają seks i nie ma się czym oburzać. Niektórym z nich zdarza
                się wpadka, ale to nie oznacza, że muszą się pobrać. A o jeszcze większej części
                takich ludzi nic nie wiemy, bo usuwają sobie na boku ciązę i otoczenie nigdy się
                nie dowie, że problem zaistniał. Nie ma nigdzie nakazu, aby każdy stosunek
                seksualny był wstępem do dożywotniego związku, choć fajnie by było brać
                odpowiedzialność za własną płciowość. Tyle tylko, że uczciwe powiedzenie
                "przykro mi, ale z tej mąki chleba nie będzie" też jest odpowiedzialnością.

                Jednak to równanie nie ma tylko dwóch rozwiązań czyli małżeństwo lub ojciec
                nieznany, bo jest szereg innych wyjść. Osobiście polecam przyjaźń i utrzymywanie
                ciepłych stosunków, co wychodzi dziecku na zdrowie i pozwala mu na szczęśliwe
                dzieciństwo. Jeśli tylko ojciec dziecka jest porzadnym i dobrym facetem to czemu
                miałoby się nie udać? Mnie się udaje i oboje z Eksem chwalimy sobie to
                rozwiązanie, zaś syn ma poczucie silnej więzi z obojgiem rodziców. Wymaga to
                wielu kompromisów i wiele pracy, ale efekt jest wart poświęceń.
                Tak więc radziłabym porzadną i szczerą rozmowę. Związku z tego nie będzie, ale
                mogą być całkiem fajne stosunki, spotkania z okazji urodzin dziecka, wspólne
                weekendy (to w dalszej przyszłości) i poprawne relacje.
                Natomiast odbieranie komuś z góry praw rodzicielskich czy liczenie na to, że
                "temat się zdezaktualizuje i facet zapomni" odpowiedzialnością już nie jest, bo
                jest tchórzostwem.
                Zaszłaś w ciązę- nie musisz być z ojcem dziecka, ale bądź uczciwa wobec samego
                dziecka i jego ojca.
                Rosa
                • anetina ania_rosa 07.07.05, 07:46
                  Z jednej strony masz racje. Cieszę się, że Wam się udało to wszystko rozwiązać.
                  Wiesz, ile bym dała, aby mój Mały też mimo wszystko znał ojca !? Nie ważne, co
                  jest między nami, ojciec to ojciec. Nawet największy s...
                  Eks tak się zarzekał, że kocha Jasia w brzuszku. Raptem stało się - odszedł.
                  Byłam w drugim miesiącu (o ciąży wiedziałam praktycznie od dnia poczęcia). A
                  miał być przy porodzie. Mieliśmy już ustaloną datę ślubu. I co ???
                  Ostatecznie będąc w piątym miesiącu, obrona magistra na karku, powiedziałam
                  koniec. Nawet się nie odezwał.
                  Zadzwonił tylko raz dzień po urodzeniu się Małego. Myślał, że dziecko ma już
                  skończone dwa tygodnie (ciąża była przenoszona prawie trzy tygodnie).
                  Założyłam sprawę o ustalenie ojcostwa, alimenty. Nawet nie pojawiał się na
                  sprawach. Na tydzień przed pierwszymi urodzinami była już ostatnia sprawa.
                  Pojawił się. Nawet nie odezwał się słowem. Zgodził się na wszystko, co chcę.
                  Nie chce mi utrudniać życia. Do tej pory nie odzywał się, bo nie wiedział,
                  gdzie jestem z dzieckiem, jaki mam numer telefonu. Jakbym zmieniła adres i
                  telefon !!!
                  Dziecko kończy już lada dzień 21 miesięcy. Jest kochanym dzieckiem. Udał mi się
                  chłopak. Ojciec Go nie zna, tak jak Mały ojca. Widzę jednak, że dziecko ma
                  potrzebę, żeby koło Niego był facet. Powoli zaczyna na mojego ojca wołać tata.
                  To jest przykre.

                  Kończę, bo się rozkleiłam, a jestem w pracy.
                  Skończę póżniej.
                  • anetina Re: ania_rosa 07.07.05, 08:17
                    Właściwie, to już nie wiem, co chciałam jeszcze napisać.

                    Czasami mam potrzebę opisania wszystkiego, co mi leży na sercu, ale nie wiem,
                    jak to powiedziać, jak napisać i komu w ogóle.

                    Chciałabym kogoś kochać i być kochaną. Brakuje mi miłości. Tak samo jak Małemu
                    brakuje miłości, przyjaźni i bliskości ojca. Wierzę jednak, że jeszcze
                    znajdziemy odpowiedzialnego faceta. Marzenia są po to, żeby się spełniały.

                    Oprócz miłości faceta mam wszystko. Mam synka, pracę, mieszkanie, samochód i
                    perspektywy na przyszłość. W życiu mi się już ułożyło.


                    Wszystkim samodzielnym życzę to samo.
                    • kotka.na.dachu Re: ania_rosa 07.07.05, 08:39
                      anetina napisała:

                      > Chciałabym kogoś kochać i być kochaną. Brakuje mi miłości. Tak samo jak
                      Małemu
                      > brakuje miłości, przyjaźni i bliskości ojca. Wierzę jednak, że jeszcze
                      > znajdziemy odpowiedzialnego faceta. Marzenia są po to, żeby się spełniały.

                      Masz rację. Będziesz szczęśliwa. Do tego się dojrzewa i czasem potrzeba trochę
                      czasu wink
                      • anetina miłość 07.07.05, 09:01
                        Dojrzewanie bardzo boli, bo jest samotne.

                        Świat jest czasami niesprawiedliwy. Niektórzy mają wszystko - kochaną rodzinę,
                        pieniądze. Inni muszą na to wszystko popracować.

                        Wiem, że wszystko wymaga też czasu. Dostałam nauczkę od życia. Jednak
                        pozbierałam się i odbiłam się od dna.
                        Mam udane dziecko, dobrą (nawet bardzo dobrą) pracę. Nie ma co narzekać. Brak
                        tylko miłości. Ale chyba nie jestem w stanie jeszcze kogoś kochać.

                        Ah.
                        Przyjdzie na wszystko pora. Mimo wszystko jestem jeszcze młoda, mam czas.
                        Dziecko też jest jeszcze trochę za małe, aby to wszystko zrozumiało.



                        • tsunami05 Re: miłość 07.07.05, 12:39
                          Mam znajomą ktora zaszła w ciążę tylko dlatego, ze brak jej było miłości -
                          chciała miłości dziecka. Po jakimś czasie, kiedy miała już miłość dziecka (i
                          sama je kochała rzecz jasna), znalazła też miłość życiasmile I nie był to ojciec
                          dziecka. Teraz się rozwodzi...
                          Coraz mniej wokół mnie normalnych małżeństw, związków, prawie wszyscy się
                          zdradzają, kłócą, wiecznie na siebie narzekają. W tym wszystkim jakoś tkwią ich
                          dzieci. Cyba jestem zbyt wielką idealistką, bo ja tak nie chcę, wolę nie po
                          kolei - najpierw dziecko (skoro już jest) potem miłość. Wierzę, że mogę
                          pokochać i zrobię to jeśli tylko nadarzy się okazja. Zobaczysz Anetina, kazdy z
                          nas jest głupi, zapomina o tym, ze ktoś nas zranił i brnie w kolejną miłość.
                          Tak już mamy smile
                          Z sentymentalnym pozdrowieniem smile!
                          • vialle Re: miłość 07.07.05, 18:17
                            zasadniczo sie zgadzam.
                            Jedyne co mi psuje czasem samopoczucie to fakt, ze nigdy nie ma gwarancji...
                            Milosc ktora wydaje sie miloscia zycia - moze rozczarowac. My sie zmieniamy i
                            nasi partnerzy tez. Moze sie okazac z czasem, ze mimo starania i czujnosci
                            kazde z nas zmienialo sie w innym kierunku...

                            Tyle, ze to oczywiscie nie powinno nas to powstrzymywac od podejmowania prob.
                            Tylko mnie nie pytajcie jak odroznic "uzasadniona" probe od lekkomyslnosci
                            tudziez "uzasadniony" sceptycyzm od strachu przed angazowaniem sie smile))

                            Moj facet - ktory jest mentalnie znacznie bardziej "kobieta" niz ja - kiedy
                            wpadalam jakis czas temu w takie filozofowanie i dzielenie wlosa na czworo,
                            powiedzial "wiesz co mala? Slucham Cie i slucham i juz mnie od tych mozliwych
                            czarnych scenariuszy glowa boli. One sa wszystkie bardzo intelektualne. Ale
                            moze bys tak dla odmiany jako narzedzia do oceny uzyla serca? U mnie sie to
                            sprawdza".

                            No i tu mnie zatkalo. Bo nie wiedzialam jak sie uzywa serca do dokonywania
                            wyborow. Zawiodlam sie na wlasnych decyzjach i na sobie. A teraz to powoli sie
                            odbudowuje. Przy pomocy mieszanki serca i rozumku (malego) smile jaki mam.

                            Kazda z nas umie dobrze wybierac. Dajmy sobie szanse.
                    • vialle anetinko... 07.07.05, 18:07
                      strasznie mi jest przykro, ze Twoje doswiadczenia zachwialy Twoim poczuciem
                      wlasnej wartosci, bezpieczenstwa. Podziwiam, ze umiesz tak wprost powiedziec o
                      tym co boli.
                      Wiem, ze to slabe pocieszenie, ale chce Ci powiedziec, ze wlasnie czytanie o
                      takich doswiadczeniach i bolu jak Twoj przyczynily sie do ewolucji moich
                      pogladow na relacje z tata mojego dziecka. I Twoje wypowiedzi miedzy innymi
                      upewniaja mnie, ze jestem na dobrej drodze. Pomogly mi zrozumiec co jest wazne
                      i wyjrzec ponad wlasne emocje zeby zobaczyc potrzeby i emocje mojego dziecka -
                      przeciez ono jest najwazniejsze na swiecie!!!! Zupelnie niechcacy zrobilas dla
                      mnie cos waznego.
                      Jeszcze zaswieci slonce. Zobaczysz.
                      • anetina Re: anetinko... 08.07.05, 07:47
                        Jeszcze zaswieci slonce.

                        Ja w to wierzę. Gdyby było inaczej, życie nie miałoby sensu. Dostałam wielkiego
                        kopniaka od życia mając niespełna 25 lat. Człowiek podobno w tym wieku jest
                        mądry. Straciłam pracę jedną, z drugiej nie chcieli płacić za zwolnienie z
                        powodu ciąży. Z dnia na dzień nie miałam za co żyć. W dodatku ostatni semestr
                        na studiach. Ciężko byłoby zaprzepaścić tyle lat nauki.
                        Udało się. Dużo dzięki rodzicom, rodzinie i znajomym. Obroniłam magistra.
                        Urodziłam dziecko. Wygrałam z pracodawcą. Dostałam (bez znajomości) pracę w
                        państwowej spółce. Dziecko chowa się zdrowe. Mnie stać (za mieszkanie, jedzenie
                        nie płacę) na samochód, zabawki dla Małego.
                        Teraz mam wszystko. A mając 27 lat mam jeszcze czas na miłość. Nie potrzebuję
                        kogoś na raz. Szukam (właściwie jeszcze nie teraz) faceta odpowiedzialnego,
                        który kochałby i umiałby zadbać o mnie i dziecko. Ale to jeszcze jest
                        przyszłość. Na dzień dzisiejszy chcę się jeszcze ustawić finansowo. Może jakiś
                        mały domek !?


                        • kotka.na.dachu Re: anetinko... 08.07.05, 08:09
                          Był czas, gdy nienawidziłam wszystkich facetów, bo jeden z nich zrobił mi
                          niezłe świństwo. Trzy lata kształtowały moją nową psychikę. Jestem kimś innym.
                          W tej chwili nie ma we mnie złości. Miłość jest, ale tylko do dzieci i rodziny.
                          Za każdym razem, jak czuję, że to może "ten mężczyzna" - uciekam. Wierzę, że
                          dzieje się to wszystko po to, abym stała się jeszcze silniejsza i mądrzejsza.
                          Od trzech lat moim mottem życiowym jest: "To co cię nie zabije - wzmocni cię".

                          Anetinko, może Ty również przechodzisz coś po to, aby później być po prostu
                          silniejszą? Ja w to wierzę. KTOŚ nad nami czuwa. wink
                          • anetina Re: anetinko... 08.07.05, 08:54
                            TO, CO CIĘ NIE ZABIJE, WZMOCNI CIĘ

                            Zgadzam się z tym. Jakiś czas temu stwierdziłam właśnie, że dobrze że wtedy
                            dostałam takiego kopa. Miałam czas po prostu, żeby odbudować wszystko.
                            Stwierdziłam, że gdybym miała wszystko zaczynać od nowa na przykład w wieku 30
                            czy 40 lat, nie chciałoby mi się. A tak - zaczęłam od nowa. Mam nawet lepiej w
                            życiu sama, niż gdy był obok mnie facet.

                            Kotka.na.dachu
                            Ktoś nad nami czuwa
                            W przeciwnym razie nie byłoby nas tutaj. Trzymajcie się wszystkie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka