Dodaj do ulubionych

beznadziejny konkubinat

04.02.06, 23:46
Właśnie kończy się mój pięcioletni związek pt. konkubinat. Efekt: dwuletnia córeczka, trzyletnia firma
(prowadzona wspólnie, ale jego, bo ja na wychowawczym), mieszkania dwa (jedno jego, drugie
wspólne, ale formalnie jego -żeby otrzymać kredyt) i kompletny brak miłości, ciepła, przytulania,
poczucia bezpieczeństwa. Za to nienawiść, agresja, brak seksu od co najmniej dwóch lat.
Czuje się w tym wszystkim jak panna-nikt. Osoba, której nie ma, bo nic nie znaczy. kiedy 3 miesiące
temu zaczęłam o tym rozmawiać, naciskać, aby coś z tym zrobić, kupiliśmy używany samochód -
tym razem na mnie;
Kiedy zaczęłam mowić o małżeństwie, nastąpiła wielka wojna - oboje jestesmy juz po rozwodzie i on
nie zamierza się ponownie wiązać. Nie ma jednak innego sposobu, aby mi przekazać małe
mieszkanie i nie płacić dużego podatku, na który mnie nie stać. Konkubinie nie można podarować
mieszkania, ani niczego. Konkubina nic nie znaczy, zapamiętajcie to, dziewczyny. Ale konkubina
zachodzi w ciążę, karmi piersią, zajmuje się dzieckiem. Uzależnia się od faceta, ale nie ma żadnych
praw.
Jest mi bardzo źle, własnie znalazłam nową pracę, choć ta nasza sprawiała mi wcześniej dużo
przyjemności (teraz już nie, bo za wiele klótni) i przyzwoitego dochodu. Drugi krok, to odejście, na
razie jednak nie mam gdzie, bo małe (jego) mieszkanie jest wynajmowane.
Czuje się na maksa samotna, nic gorszego, to życ pod jednym dachem z osobą, która nie ma dla
Ciebie żadnego szacunku, mimo, że dało się jej tak wiele. Pozostają łzy i stracone złudzenia i złość
na własną naiwność, że się ośmieliłam na coś liczyć (miłość, rodzina, równouprawnienie???).
Bo konkubinat jest dobry do momentu, kiedy wszystko jest po równo - partnerzy mają swoje prace,
swoje mieszkania etc. U nas tak było na początku, ale gdzieś po drodze, gdy zaszłam w ciąźę sie to
wszystko zapętliło i...
Można sobie powiedzieć byłam głupia, zaufałam...
A teraz... samodzielna mama
panna-nikt
Obserwuj wątek
    • md0512 Re: beznadziejny konkubinat 05.02.06, 13:24
      Hej smile

      Nie pamiętam dokładnie, ale konkubina ma po pewnym czasie prawa zbliżone do
      żony. A na dziecko ojciec musi łożyć bez względu na to czy jest mężem matki czy
      nie.
      Ty niestety nie dostrzegłaś w porę pewnych sygnałów ostrzegawczych, zaufałaś za
      bardzo. Teraz musisz być silna i walczyć o swoje. Albo naprawisz swój związek,
      albo rozstaniecie się a Ty wystąpisz o alimenty.
      • scania81 Re: beznadziejny konkubinat 05.02.06, 14:47
        i tak myslałam o tym mieszkanku, że na konkubineprzepisanie to duże koszty, a
        gdyby na dziecko? będę myslała dalej...
        napisz skąd jesteś....
        • coroline Re: beznadziejny konkubinat 05.02.06, 16:05
          Scania ma racje, w takiej sytuacji najlepiej przepisac mieszkanie na dziecko.
          Koszty beda wtedy takie same jakby przepisywal ja na ciebie gdybys byla zona,
          bo zona i dziecko to ta sama (pierwsza) grupa podatkowa. Powinniscie rowniez
          porozmawiac na temat innych rzeczy ktorych dorobiliscie sie wspolnie a ktore sa
          formalnie na "niego". Problem tylko bedzie z samochodem, bo przeciez
          dorobiliscie sie go rowniez wspolnie a jest na ciebie wink on tez moze sie o
          niego upomniec wink jestescie dorosli i o takich sprawach powinniscie myslec i
          rozwiazywac je jak dorosli ludzie.

          Co do konkubinatu to nie zgadzam sie ze jest beznadziejny. Jedyna beznadziejna
          rzecza jest w nim nazwa - ja wole okreslenie zwiazek partnerski. Uwazam ze
          zwiazek partnerski jest duzo piekniejszy niz malzenstwo. Nie mozna mieszac
          milosci i interesow. Jezeli ktos na bilans zwiazku patrzy w ten sposob ze
          wyszedl na tym niezbyt dobrze finansowo to wtedy faktycznie, ale przeciez w
          zwiazku daje sie i dostaje milosc a nie pieniadze,prawda?
    • m.nikla Re: beznadziejny konkubinat 05.02.06, 20:07
      Konkubina nic nie znaczy, zapamiętajcie to, dziewczyny. Ale konkubina
      zachodzi w ciążę, karmi piersią, zajmuje się dzieckiem. Uzależnia się od
      faceta, ale nie ma żadnych praw.


      ZGADZAM SIE Z TYM W 100% !!!!!!!!!!!!!!niestety... sad
      • dyrgosia Re: beznadziejny konkubinat 05.02.06, 20:28
        To nie wina konkubinatu, tylko faceta. Gdybyście mieli ślub to miłość by
        kwitła ?
        Ja kilkanaście lat żyję w szczęśliwym konkubinacie( związku partnerskim),
        wychowujemy dzieci, kochamy się , wspieramy...
        • m.nikla Re: beznadziejny konkubinat 05.02.06, 21:25
          no to fajnie masz...ja z własnego doświadczenia mówię-drugi raz bym sie na to
          nie nabrała... Zachodzisz w ciąze - bierz ślub...bo nigdy nie wieszz do końca
          KIM jest Twój "partner" wszystko dobrze...jak jest dobrze... uncertain
          • dyrgosia Re: beznadziejny konkubinat 06.02.06, 07:59
            Zachodzisz w ciąze - bierz ślub...bo nigdy nie wieszz do końca
            > KIM jest Twój "partner" wszystko dobrze...jak jest dobrze... uncertain


            Z tego co piszesz wynika, że dziecko ma byc powodem do slubu, po to by się
            zabezpieczyć. Takie małzenstwo nie ma najmniejszego sensu...



            --------------------------------------------------------------------------------
    • pom Re: beznadziejny konkubinat 06.02.06, 00:15
      Są beznadziejne konkubinaty, jak i są beznadziejne małżeństwa.
      Wszystko zalezy, czy ZWIĄZEK dwoja jest udany.

      Jeśli ktoś chce żyć tak jak w małżeństwie zachowując swoją formalna wolność to
      nie pozostaje nic innego jak sposać testament i to wszystko.
      Status dzieci jest identyczny, jedynie majątek każdy z partnerów gromadzi
      oddzielnie. Ale nam to akurat odpowiada.
    • pni Re: beznadziejny konkubinat 06.02.06, 07:56
      Toś się załatwiła na cacy. Nie myśl że rozstanie będzie bezbolesne, i że
      wszystko tak prosto podzielisz.
      Nie zawsze w związku jest fakjnie nawet gdy każdy ma swoją pracę. Mój partner
      chciał mie całkowicie uzależnić tak jak twój to zrobił, chciał abym
      zrezygnowała z pracy i podjęła pracę w jego firmie, i abym sprzedała mieszkanie
      (moje od 16 lat) i dała pieniądze na budowę domu na działce jego matki. A już
      na pewno nie licz na alimenty, wykaże straty i dostaniesz 300 zł z łaski jak
      trafisz na fajną sędzinę, a wina i tak będzie twoja. Bo przecież on chce
      dobrze prowadzi firmę utrzymuje Ciebie i dziecko, poniża, obraża, wyzywa to
      twoja wina że nie chcesz się podporządkować, gdybyś była uległa i pozwoliła
      sobie aby cię źle traktował, a na wszystko będzie patrzeć dziecko, i on będzie
      decydował w tym związku i dalej wszystko będzie kupował na siebie to będzie
      dobrze.
      Zarzuci ci nawet to że miałaś za duże wymagania i daltego firma prosperuje źle,
      a on przez Ciebie ma długi i straty.
      Sory że tak piszę ale przynajmniej u mnie tak było, ale warto przez to przejść
      i mieć spokój ciszę i pamiętaj zostaniesz z dzieckiem, przy maleństwie można
      zapomnieć o tym co usłyszysz w trakcie rozstania. Zobaczysz będzie dobrze.
      Moja córa ma 3 latka teraz gdy jesteśmy same nawet ona się wyciszyła i zrobiła
      spokojniejsza, a Ja wreszcie zaczęłam w siebie wierzyć, i wiem że zrobiłam
      dobrze.
      Zacznij w siebie wierzyć, myśl pozytywnie, najważniejsza jesteś ty i twoje
      dziecko. Jak myśleć pozytywnie i zacznij czuc się jak KTOŚ, ktoś bardzo wielki
      kto ma siłę Zrób to dla siebie i dla dziecka będzie dobrze.
      Zacznij docieniać siebie bo nikt cię nie doceni jak nie zaczniesz od siebie.
      Przecież ten związek to tylko 5 lat wcześniej byłaś bez niego i dawałaś sobie
      radę więc teraz też dasz.
      • 5aga5 pni 06.02.06, 22:21
        Masz 100% racji. Mam podobnie i ... czekam na cud ( bo od 2 tygodni jest ok,
        ale przypuszczam że to tylko chwilowe )
        ciągle słyszałam: zrezygnuj z mieszkania ( mojego ) itp.
        Czuję że to koniec, ale jeszcze z nim jestem.
        Mam tą BRAMKĘ że mam gdzie wrócić i basta.
        Ale piszesz naprawdę PRAWDĘ.
    • bojana Re: beznadziejny konkubinat 06.02.06, 10:14
      Ja tylko z taką dygresją - to nie konkubinat jest beznadziejny, po prostu
      beznadziejni bywają niektórzy ludzie.
      Znam wiele udanych konkubinatów i wiele beznadziejnych małżeństw.
      Pozdrawiam
    • mrowkojad2 Re: beznadziejny konkubinat 07.02.06, 11:37
      mieszkania dwa (jedno jego, drugie
      wspólne, ale formalnie jego -żeby otrzymać kredyt)
      A dlaczego mieszkanie musiało byc jego, żebyście dostali kredyt. Bo formalnie
      to jest tak, że kredyt może sobie wziąć kazdy z każdym, jeśli mają taką ochotę,
      a później już przy kupowaniu, u notariusza wpisuje się dwoje właścicieli i luz.
      • anna_maria Re: beznadziejny konkubinat 07.02.06, 12:53
        prawda jest prosta, związek będzie taki jaki stworzą sobie ludzie, czy to
        małżeństwo czy konkubinat
        • ewa216 Re: beznadziejny konkubinat 07.02.06, 16:04
          Ja tam sobie konkubinat chwalę, wszystko jest na mnie, mieszkanie itd a kredyty
          na partnerasmile)
    • prunio4 Re: konkubinat jest,jaki stworzysz sama 07.02.06, 16:34

      • prunio4 Re: konkubinat jest,jaki stworzysz sama 07.02.06, 16:43
        To od ludzi, a myślę,że bardziej od kobiety zależy jaki związek stworzą.

        Od kobiety, bo właśnie ona w razie niepowodzenia zwykle musi walczyć z dzieckiem
        w przypadku kiedy się związek sypie.I to dlatego na niej spoczywa ta większa
        odpowiedzialność za to, jak się poukłada zwłaszcza sprawy majątkowe.To jest ta
        niesprawiedliwość świata,że kobieta musi mysleć za troje.Głową rodziny jest
        facet ale każda porządna głowa ma szyję.Jest nią kobieta,która nią kieruje.Tylko
        tego nas nikt nie uczy.Często rozumiemy szkody po fakcie.

        Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.
        • labomba666 Re: konkubinat jest,jaki stworzysz sama 08.02.06, 00:38
          > Od kobiety, bo właśnie ona w razie niepowodzenia zwykle musi walczyć z
          dzieckiem

          Najczęściej: walczyć z ojcem dziecka za pomocą dziecka.

          LaBomba

          P.S. Pisałaś to na trzeźwo???
          • prunio4 Re: do laomba 666 08.02.06, 15:16
            owszem ale szybko.Brawo za bystrość czytania między wierszami smile.
            Grunt to lotność umysłu.
    • natasza39 Krótki przepis-mój 08.02.06, 01:07
      NA konkubinat, a może na zwiazek wogólesmile
      Moze taki z przymrózeniem oka troche, bo nie bedę pisac o uczuciach, które
      ewoluuja podczas trwania kazdego związku.
      I tak jak kochał 3 lata temu, nie bedzie kochał za lat 5.
      A zatem oprzec trzeba zwiazek na czyms innym.
      Przede wszystkim na przyjaźni i zrozumieniu.
      Gdy nie chce sie natomiast, w razie rozstania, zostać z "reką w nocniku" w
      sensie ekonomicznym, to trzeba niestety od poczatku o to zadbac i wyraźnie
      wyznaczac co jest czyje.
      Nie ma w tym zadnej hipokryzji, raczej "czysta gra" dwóch partnerów we wspólnym
      biznesie.
      Kazda spółka wymaga bowiem nakładów finansowych i w "naturze" obu wspólników.
      Jesli jeden ze wspólników ponosi wiekszosc nakładów finansowych i nagle spółka
      przestaje istnieć, to nie dziwmy sie, że wpólnik odchodzi z całym swoim wkładem.
      W instytucji zwanej małzeństwem tez jest podział nierówny wkładów finansowych i
      tzw. pracy własnej. Z tym, że po rozwiazaniu spółki zwanej "małzeństwem" jeje
      rozwiazanie skutkuje tzw. spłatą wspólnika. Nawet wtedy gdy ich wkład pieniezny
      jest drastycznie nierówny i tak jest fifty-fifty, wobec prawa.
      W konkubinacie tego nie ma wiec zawczasu trzeba o to zadbać poprzez "aneksy" do
      umów.
      Jesli to jest czyste i klarowne rozwiazanie spólki zwanej "konkubinatem" nie
      musi byc tak bolesne.
      I dodatkowych kosztów z rozwiązaniem spółki "małzenstwo" w razie czego unikasz.

      Ty żałujesz natomiast, że owa spółka nie była małzeństwem tylko konkubianetem.
      Ale w sensie uczuciowym ona wygasła.
      Materialnie tylko bys zyskała.
      A zatem co to jest małzeństwo?
      Czyż tym własnie nie deprecjonujesz tego tak jak ja to powyzej
      zrobiłam?

      • labomba666 Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 01:28
        > A zatem oprzec trzeba zwiazek na czyms innym

        Zdecydowanie tak. Ja swoje konkubinaty opieram przede wszystkim na seksie. Jest
        to o tyle uzasadnione, że trwają one maksymalnie dwie doby, o ile oczywiście
        mam wolny weekend.
        • kini_m póżno już 08.02.06, 01:32
          ...a idźcie wy spać, późna pora już.
          (Ja zaraz zrobię sobie pranie.)
        • natasza39 Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 15:51
          labomba666 napisał:

          > > A zatem oprzec trzeba zwiazek na czyms innym
          >
          > Zdecydowanie tak. Ja swoje konkubinaty opieram przede wszystkim na seksie.
          Jest
          >
          > to o tyle uzasadnione, że trwają one maksymalnie dwie doby, o ile oczywiście
          > mam wolny weekend.


          Jest szansa, że wkrótce będa trwały jeszcze krócej.
          Po prostu nie będziesz miał "podstawy" do oparcia związku wyłacznie na seksie.
          Dopóki bryka jest w porzo. Gorzej jak przestanie brykać na zawołanie.


          Uwielbiam takich facetów myslących tylko "główką".
          Sa tacy... nieskomplikowanismile
          • irma29 Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 18:02
            brawo Natasza!!

            ja tez uwielbiam takich facetowindifferent
          • labomba666 Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 20:20
            > Jest szansa, że wkrótce będa trwały jeszcze krócej.
            > Po prostu nie będziesz miał "podstawy" do oparcia związku wyłacznie na seksie.
            > Dopóki bryka jest w porzo. Gorzej jak przestanie brykać na zawołanie.

            PFIZER i jego faramaceutyki. Działają podobno do 70-tego roku życia.


            > Uwielbiam takich facetów myslących tylko "główką".
            > Sa tacy... nieskomplikowanismile

            Natasza, gdyby nie liczba przy Twoim nicku, która zapewne sugeruje Twoją ...
            dojrzałość, to kto wie ... No ale w tym wypadku, to sama rozumiesz - nekrofilia
            jest karanlna wink)
            • pelagaa Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 20:43
              I takie indywiduum, ktore chwali sie swoimi ulomnosciami pisze innym, ze maja
              przerost ego, buchahahahahahahaahh wink
            • natasza39 Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 21:04
              labomba666 napisał:

              > > Jest szansa, że wkrótce będa trwały jeszcze krócej.
              > > Po prostu nie będziesz miał "podstawy" do oparcia związku wyłacznie na se
              > ksie.
              > > Dopóki bryka jest w porzo. Gorzej jak przestanie brykać na zawołanie.
              >
              > PFIZER i jego faramaceutyki. Działają podobno do 70-tego roku życia.


              A która normalna bedzie chciała z 70-latkiem ze wzwodem podtrzymywanym lekami
              miec cokolwiek doczynienia.
              Toz to dopiero nekrofilia.
              Ty prawie trup i to coś juz trupsmile
              >
              >
              > > Uwielbiam takich facetów myslących tylko "główką".
              > > Sa tacy... nieskomplikowanismile
              >
              > Natasza, gdyby nie liczba przy Twoim nicku, która zapewne sugeruje Twoją ...
              > dojrzałość, to kto wie ...

              Buhahahaha!!!!!
              Juz sikam w majty na sama myśl.
              Chyba dzis nie zasnęsmile

              >No ale w tym wypadku, to sama rozumiesz - nekrofilia
              > jest karanlna wink)

              Mam własnego, osobostego, nekrofila.
              Ja wiem ile mam lat, ty nawet jak bedziesz miał 70-tke nadal
              bedziesz "szczeniakiem".
              To niestety nie jest karalne.

              Pykaj sie do woli, na ile ci "Viagra" i inny specyfik pozwoli,
              Mam tylko nadzieje, ze robisz to wyłacznie dla przyjemności,
              a nie aby swe geny potomkom przekazaćsmile Brrr



              • labomba666 Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 21:32
                > Mam własnego, osobostego, nekrofila.

                Zastanawiam się, w jaki sposób wabisz go do sypialni. Pewnie głodzisz go cały
                dzień, a wieczorem obwieszasz się szynką? Oczywiście, uprzednio spryskawszy go
                gazem łzawiącym, żeby wreszcie przestał się bronić wink)
                • natasza39 Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 21:46
                  labomba666 napisał:

                  > > Mam własnego, osobostego, nekrofila.
                  >
                  > Zastanawiam się, w jaki sposób wabisz go do sypialni. Pewnie głodzisz go cały
                  > dzień, a wieczorem obwieszasz się szynką? Oczywiście, uprzednio spryskawszy
                  go
                  > gazem łzawiącym, żeby wreszcie przestał się bronić wink)


                  No nie wiem co powiedziec...
                  Rozszyfrowałes mniesmile

                  Potwierdziłeś tylko to co napisałam.
                  Myslisz "główka" i stad widac tak "nieskomplikowane" dowcipy wymyslasz.
                  Wszak jak pisałam nie sa tacy faceci "skomplikowani", niektórzy nawet sa prości.
                  Wymyślaj dalej....
                  Ale cie łatwo było wypuscicsmile buhahahaah

                  • labomba666 Re: Jeszcze krótszy - od Labomby 08.02.06, 22:05
                    > Ale cie łatwo było wypuscicsmile buhahahaah

                    Gra się tak, jak przeciwnik pozwala.

                    > Myslisz "główka" i stad widac tak "nieskomplikowane" dowcipy wymyslasz.
                    > Wszak jak pisałam nie sa tacy faceci "skomplikowani", niektórzy nawet sa
                    prości

                    Gdzie mi prostemu facetowi do takiego Czarnego Konia Intelektu Polskiego, jak
                    Ty. Nawet gdybym posiadał zsumowaną inteligencję Agamagdy i Pelagaa'i, to do
                    pięt bym Ci nie dorastał. No słowo daję, że nie przesadzam! wink)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka