Dodaj do ulubionych

ach, jakie cudne święta będę miala....:/

16.04.06, 08:31
nie ma co, z matką wiecznie narzekającą i krzyczącą uważaj!Kinga tam
poleciala!uwazaj wysali sie!lec za nią! oboja mi szafki! skacze po lożku!idt
itp, potem po calym takim dniu i awanturach Kingi przyjedzie wieczorem
babcia,bo wlasie wróci od mojego wujka i cioci i brata ciotecznego, do
których nie jestem zaproszona ze względu na moje poczynania w związku z
exem.nic tylko paść ze szczęścia.Nie ma to jak kochająca rodzina...
a Wigilia?kochany wujek podchodzi z oplatkiem,kiwa glową i na tym koniec,zero
rozmów omijanie sie wzrokiem i to spojrzenie calej rodziny...jak ja moglam
sie z nim związać,jak moglam do niego wracać....czarna owca w rodzinie i do
tego panna z dzieckiem w Takiej rodzinie...prawników lekarzy ekonomistów...Po
prostu nie moge sie doczekać dzisiejszego dnia...wogóle calego życia
pelnego"wsparcia"i "milych slów i spojrzeń" z ich strony

Wszystkim Wesolych ŚwiątsmileSamodzielnych ale nie samotnych
Obserwuj wątek
    • labomba666 Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 16.04.06, 09:02
      Co to? Koniaczek był do śniadanka?

      LaBomba
      • aniaje wiesz co??? 16.04.06, 09:12
        odczep się od wszystkich tutaj idź na inne forum zatruwac komuś życie ok?to nie
        jest forum dla życiowych nieudaczników,którzy przy każdej okacji gnoją innych i
        wyżywają sie za swoje nieudane życie.Masz podly charakter,szczycisz sie
        placeniem za przelecenie zony, jesteś prosty i żalosny i naprawde,zajmij sie
        lepiej swoim życiem bo TUTAJ o ile wiesz jest forum dla samodzielnych mam,a nie
        cynicznych gnojków, od których wlasnie ucieklyśmy. Żegnam i nie życzę sobie
        żebyś wipsywal sie pod jakimkolwiek moim postem !
        Wspólczuję Ci...naprawdę, musisz miec bardzo smutne życie.

        POZA TYM !!! ja mam DZIECKO, wiesz co to? chyba nie pije się koniaczka o 9 rano
        mieszkając samotnie z dzieckiem. stuknij sie mocno czymś twardym leb i może sam
        walnij flache,albo i skrzynkę, to może pojmiesz parę rzeczy.

        Co tu sie dziwić,że tyle samodzielnych mam skoro po tym świecie chodzą tacy
        faceci...przykresad
        • labomba666 Re: wiesz co??? 16.04.06, 09:14
          Tobie również Zdrowych i Wesłych Świąt.

          LaBomba
    • ansheila Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 16.04.06, 11:29
      No cóż, to znajdź sobie lepsze towarzysto do spędzenia Świąt... Cóż innego
      można napisać ?
      • na_zakrecie Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 16.04.06, 14:07
        ja siedzę sama przed kompem. Mała śpi. Jem właśnie żurek z paczki. Nic mi się
        nie chce. Posypało się. Wesołych Swiąt.
        • kini_m Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 16.04.06, 14:20
          nie jesteś tak całkiem sama przed tym kompem
          • mama_anuszy Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 16.04.06, 20:04
            A swoją drogą to labomba musi być bardzo samotny skoro codziennie od świtu do
            nocy siedzi tu i czyta, pisze, czyta, pisze... Nawet w taki dzień jak dziś...
            • aniaje jestem bydlakiem 16.04.06, 20:45
              tak uslyszalam od matki dzis,bo kinga rzucila autkiem i obila jej szefe za 2
              tysiace,i ze to moja wina, bo jej nie wychowalam,niewzzne ze wtedy bylam w zlym
              stanie psychicznym przez ex,i nie umiaam sie sama nią zając, on mógl,ale tego
              nie zrobil,wiec to i tak moja wina.zanosila sie placzem-matka-przez pol
              godziny,i kucala przed tym obiciem,a kinga obila na samym dole , jakies 3
              milimetrowe jasne kropki zrobila...potem sie nasluchalam ze nie dziwne ze sie
              do mnie rodzina nie odzywa skoro sie tak zachowywalam, czytaj:bylam z ex, i
              cud,ze wogole ktokolwiek z tej rodziny chce ze mną rozmawiać
              życ nie umierać...żaluje ze nie zostalam sama w domu, ale przynajmniej mam
              żarcia na 2 dni,co w mojej sytuacji finansowej jest dużym plusem.
              poza tym dosc trudno jak ktoras pisala znależć lepsze towarzystwo,bo zazwyczaj
              ludzie siedzą w swieta w gronie rodzinnym,a nie ze znajomymi.
              Moja Gunia smile
              • tsunami05 Re: jestem bydlakiem 16.04.06, 21:28
                ja siedze sama i dobrze mi z tym smile wyluzuj. Bydlakiem sie nie martw i glowa do
                gory. I przestan wszystkich obwiniac o swoje niepowodzenia, bedzie ci latwiej!
                • aniaje nie obwiniam 17.04.06, 00:21
                  i nie wiem skąd ten wniosek
                  • tsunami05 Re: nie obwiniam 17.04.06, 12:12
                    Wniosek stąd, że piszesz, że nie mogłas wychowywać swojego dziecka, bo
                    przeszkadzał ci w tym eks. Rozumiem, że na pewno dużo przeszłaś, ale nieudany
                    związek nie może przeszkadzać w wychowywaniu dziecka, zajmowaniu się nim,
                    poświęcaniu mu czasu.
                    • aniaje nie o tym pisalam 17.04.06, 12:15
                      chodzilo mi o to,ze przez niego bralam silne prochy i ledwo bylam w stanie
                      wstac z lozka przez pewien czas,a w tym okresie on mogl zauwazyc ze kinga
                      zaczyna sie rzucac i awanturowac a nic niee zrobil.
                      • asiouek Re: nie o tym pisalam 17.04.06, 12:49
                        Mama jest be, bo Ci nie pomaga i krytykuje.
                        Wujek jest be, bo pokiwał głową zamiast Cię uściskać.
                        Ex jest be, bo zostałaś sama.
                        Dziecko jest be, bo przez nie się nudzisz i rzuca się na ziemię:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=27434349&v=2&s=0
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=32486479&v=2&s=0
                        Może faktycznie masz problem, ale argumenty, które podajesz (co z tego, że
                        rodzina patrzy i obgaduje? co z tego, że ON nie reagował na zachowanie dziecka?)
                        są jakoś mało przekonujące. Z Twoich postów faktycznie wionie jakąś pretensją do
                        całego świata, do ludzi, przy czym wg Ceibie głównym Twoim problemem jest nuda i
                        zazdroszczenie, że ex się nie nudzi i nie ma obowiązków.

                        Ja tak myślę, że mało kto Ci sprzyjająco odpowiada, bo większość osób na tym
                        forum borzka się z innego typu problemami niż złe spojrzenie wujka i brak zajęć
                        przy trzylatku...
                        • virtual_moth Re: nie o tym pisalam 17.04.06, 13:10
                          Pięknie, pięknie asiouek. Zapomniał wół jak cielęciem był, czy też od zawsze
                          świetnie sobie radziłaś jako "samodzielna" matka?

                          Po rozstaniu z ojcem dziecka czułam się podobnie jak autorka wątku. Samotność,
                          wyobcowanie, cały dzień składający się tylko z obowiązków, zależność finansowa
                          od rodziny. Pierwszy nóż w pelcy - odchodzący człowiek, z którym dzieliłam
                          życie i tworzyłam rodzinę, drugi, wbijany długo i powoli przez rodzinę, dla
                          której stałam się wrzodem na tyłku.

                          W takiej sytuacji człowiek ma prawo do żalu, sfrustrowania. Grunt to nie tkwić
                          w tym zbyt długo. Mr_ska ma rację - jesli się nie uzależnisz choc trochę
                          finansowo, to nadal będzie źle.
                          Dwulatka można już spokojnie zostawić w żłobku. Może Twoja mama mogłaby się nim
                          zaopiekować. Idż do jakiejkolwiek pracy, zobaczysz, po jakimś czasie lepiej się
                          poczujesz i staniesz na nogi.

                          Pzdr
                          • asiouek Re: nie o tym pisalam 17.04.06, 13:34
                            Nie virtual, nie zapomniałam.
                            Ale na pewno nie pisywałam wtedy, że moim problemem jest nuda.
                            Odbieram czasem posty anije jako wydżwiękiem, że dziecko jej przeszkadza, że
                            przez nie sie nudzi, że nie ma siły się nim zająć. I jeśli od pół roku ciągle
                            pisałabym w podobnym stylu - że nie mam siły sie opiekować dzieckiem, że wszyscy
                            wokół są nie tacy, to poszłabym to psychologa. Ja nie piszę tego złośliwie - JA
                            naprawdę tak robię.

                            Ania nie napisała też nic takiego świadczącego o wbijaniu jej noża w plecy przez
                            rodzinę. Opisała jedynie, że wujek pokiwał głową, mama nakrzyczała, a dziecko
                            zachowuje się jak każdy normalny trzylatek w fazie buntu i testowania granic.
                            Jak ja bym cholercia chciała mieć takie problemy...
                            • asiouek a tak poważnie 17.04.06, 13:47
                              Może wypisz sobie, co mogłabyś zrobić - do każdego wymienianego problemu
                              postaraj się coś wymyślić - choćby najprostesz rozwiązanie.

                              Ja posłałam małą do przedszkola - finansując jej to ze swojego stypendium, bo
                              innych dochodów wtedy nie miałam. W czasie jak mała była w przedszkolu zaczęłam
                              szukać pracy - i pierwszą dostałam zupełnie przypadkiem - po wysłaniu CV do
                              szkoły, która właściwie nie szukała lektorów, ale skoro napisałam... to mnie
                              przyjęli. Dzięki poznanym w tej szkole osobom znalazłam drugą pracę.

                              Czułam się po rozstaniu bardzo źle, przez rok sklejałam się na terapii, bo mój
                              były stosował "mocne argumenty" i jakos się strasznie zapętliłam w tym związku.
                              Mi terapeutka, a właściwie wizyta u ter. pomaga - można się wygadać, spojrzenie
                              osoby "spoza" i jej komentarz pozwala mi realniej oceniać sytuację.

                              O ile kojarzę, to mieszkasz osobno - nie z rodzicami. Nie musisz więc mieć z
                              nimi kontaktu na codzień - moim zdaniem już to jest plusem w Twojej sytuacji.
                              Myślę też, że nie powinnaś oczekiwać od całej rodziny, że każdy będzie
                              akceptował Twoje wybory życiowe. Taki dystans do tego, co gadają inni bardzo
                              pomaga - uwierz.

                              Nie chcialam Cie urazić poprzednim postem, ale czasem po prostu drażni mnie
                              sposób, w jaki piszesz o swojej córce - że Ci się nudzi z nią, że się z nią
                              wstydzisz wychodzić - Twoje podejście do jej nadpobudliwego zachowania się (mało
                              działasz w tej kwestii, tylko piszesz, że jesteś bezradna). Jeżeli aż tak bardzo
                              niepokoi Cię jej zachowanie, to może porozmawiaj z psychologiem? Ona też na
                              pewno przeżywa to, co zaszło...
                            • virtual_moth Re: nie o tym pisalam 17.04.06, 13:54
                              asiouek napisała:

                              > Jak ja bym cholercia chciała mieć takie problemy...

                              To proste. Wyprowadź się od rodziców, wynajmij mieszkanie i "posiedź" z
                              dzieckiem kilka miesięcy w domu sam na sam z dwulatkiem. (Mamusia nie pomoże,
                              co najwyżej wypomni ile już na ciebie wydała).

                              Być może autorce wątku potrzebny jest kop w tyłek, ale nie jestem pewna czy to
                              ty asiouek jesteś najwłaściwszą osobą by go wymierzać.

                              Pzdr
                              • asiouek Re: nie o tym pisalam 17.04.06, 14:07
                                siedziałam niedość, że z dwulatkiem, to i z noworodkiem całymi dniami w mieście
                                oddalonym 200 km od najbliższych znajomych czy rodziny. Mamusia też mi nieraz
                                wypominała konieczność finansowania nie tylko zresztą moich studiów, ale i
                                utrzymywania exa, notorycznie bezrobotnego. Wiem, co to znaczy czuć się podle w
                                pustym mieszkaniu. Albo i w pełnym. Ale powtarzam - jeśli miałabym takie objawy
                                od grudnia do kwietnia, to bym się starała coś z tym zrobić.

                                > To proste. Wyprowadź się od rodziców, wynajmij mieszkanie i "posiedź" z
                                > dzieckiem kilka miesięcy w domu sam na sam z dwulatkiem.

                                To nie jest proste, bo takie mieszkanie trzeba utrzymać. Gdyby mi sznowna
                                mamusia - nawet wypominając to - wynajęła mieszkanie to bym była niepomiernie
                                szczęśliwa, bo nauczyłam się, że albo trzeba skorzystać z pomocy i olać tego
                                typu teksty albo trzeba się uczciwie zabrać do pracy i żyć skromnie ale
                                samodzielnie. Ja również miałam problem z wypominającymi / oczekującymi
                                wdzięczności rodzicami, ale z niego wylazłam, bo zaczęłam DZIAłAC, a w postach
                                ani tego działania nie widać.

                                Jeżeli jest osobą, która nie trwi siedzenia z dzieckiem, to czemu się czymś
                                innym nie zajmie. Ja z braku laku w wakacje po nocach robiłam za darmochę
                                tłumaczenia dla fundacji i stron internetowych, żeby mieć styczność z
                                jakąkolwiek formą działalności poza opieką nad dzieckiem. Samo się nie ułoży,
                                trzeba też trochę wysiłku, a nie tylko narzekania, że wszyscy źli...

                                A tu ciągle na nie: na przedszkole / żłobek nie mam i takie tam błędne kółka...
                                A rozwiązanie zawsze jakieś jest, może jesynie za cenę rezygnowania z niektórych
                                przyjemności...
                                • virtual_moth Re: nie o tym pisalam 17.04.06, 14:22
                                  asiouek napisała:

                                  > Wiem, co to znaczy czuć się podle w
                                  > pustym mieszkaniu. Albo i w pełnym.

                                  W takim razie nie wiem co cię aż tak gryzie asiouek, że dokopujesz tej
                                  dziewczynie. Czyżby brak empatii był bolesny?

                                  Tak czy inaczej nie ma o co kopii kruszyć, bo widzę że coś zrozumiałas i
                                  spuściłaś z tonu.

                                  Pzdr

                                  ---
                                  Samodzielni rodzice
                                  • pesher Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 17.04.06, 17:09
                                    Do Ciebie nalezy weryfikacja czy ktos pisze "slusznym" tonem czy powinien z
                                    niego spuscic? Pomijam absolutnie tresc wypowiedzi Asiouka, ale to juz ktorys z
                                    kolei post, w ktorym "ustawiasz" piszaca do pionu i zarzucasz brak empatii.
                                    Straznik "poprawnosci politycznej" forum Samodzielna Mama?
                                    • kini_m Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 17.04.06, 17:25
                                      A nich stawia do "pionu".
                                      Może częściej by tu się tak przydało.
                                      Obie panie tu upuściły krytyki. Ale zdaje się że krytyka V_M bardziej zmierzała
                                      do wsparcia osoby potrzebującej.
                                      • kini_m Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 17.04.06, 17:28
                                        ...no i V_M opierała się o wspólny zakres doświadczeń, a nie wytykała różnice
                                        (samochwała).
                                    • virtual_moth Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 17.04.06, 17:52
                                      pesher napisała:


                                      > Straznik "poprawnosci politycznej" forum Samodzielna Mama?

                                      Nie, wyrażam tylko swoją opinię.
                                      • pesher Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 18.04.06, 09:17
                                        virtual_moth napisała:

                                        > Nie, wyrażam tylko swoją opinię.

                                        Asiouek tez wyrazila swoja opinie.
                                        • virtual_moth Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 18.04.06, 10:37
                                          pesher napisała:

                                          > Asiouek tez wyrazila swoja opinie.

                                          I ty też, oczywiście. I szafa gra.

                                          Może powinnaś sobie głębiej przeanalizować zasadę funkcjonowania for
                                          internetowych?
                                    • pelagaa Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 17.04.06, 18:40
                                      Odgryzasz sie pesher za krytyke od Virtual w innym watku? Bo tak wlasnie to
                                      wyglada.
                                      • pesher Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 18.04.06, 09:15
                                        Pelagaa,
                                        Juz dawno przestalam "odgryzac" sie za krytyke. Jak kazda opinie - krytyke
                                        przyjmuje, analizuje, wyciagam wnioski.
                                        W mojej wypowiedzi napisalam o co mi konkretnie chodzi. Tym bardziej, ze to juz
                                        nie pierwsza wypowiedz Virtual pt. "brak empatii" z "powinnas sie wstydzic" w
                                        domysle. I nie chodzilo tu w zadnym wypadku o wypowiedz do mnie, a o
                                        wczesniejsze wypowiedzi m.in do magdymaz i sara (z tego co pamietam, bo mi sie
                                        w pamiec szczegolnie wryly).
                                        • virtual_moth Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 18.04.06, 10:40
                                          pesher napisała:

                                          > Juz dawno przestalam "odgryzac" sie za krytyke.

                                          Zatrzepotaj rzęsami, może ktoś ci uwierzywink

                                          ---
                                          Samodzielni rodzice
                                          • pesher Re: Virtual, czy Ty jestes Weryfikator? 18.04.06, 13:20
                                            A moge nawet bioderkami zakrecic, co mi tamtongue_out
                            • czerwone_korale Re: nie o tym pisalam 17.04.06, 14:26
                              Odbieram czasem posty anije jako wydżwiękiem, że dziecko jej przeszkadza, że
                              przez nie sie nudzi, że nie ma siły się nim zająć
                              ___
                              czy to CIę najbardziej drażni asiouek?
                              dla mnie to zrozumiałe.KObieta porzucona, po depresji,siedząca sama 24h na dobę
                              z dzieckiem ma prawo do takich odczuć.
                              pozdrawiam
                              • asiouek drażni to, że nic z tym nie robi od grudnia... 17.04.06, 15:06

                                • kini_m Re: drażni to, że nic z tym nie robi od grudnia.. 17.04.06, 15:56
                                  Haha, Asiouek jest taka mocna w gębie ale gdyby jej się przyjrzeć to sama nie
                                  jest wiele lepsza. Oj bywało, bywało że dziecko jej tak przeszkadzało że umiała
                                  je po prostu zepchnąć z kanapy bo mama musi się wyleżeć, albo znerwicowana tak
                                  nakrzyczeć na córkę że mała zdębiała i nie umiała z siebie słowa wydobyć. Albo
                                  jak matka Asiouka kazała małej schodzić ze schodów na tyłku, mimo że mała już
                                  biegała i brykała w najlepsze. Taaa...
                                  Dokładnie jak pisze V_M: zapomniał wół jak cielęciem był. Choć może należy
                                  powiedzieć że ten wół jeszcze nie skończył być cielęciem, tylko sam nie zdaje
                                  sobie sprawy ile z tego co pisze sama nie realizuje. Pouczać i wytykać innym
                                  zawsze jest najłatwiej.
              • kini_m Re: jestem bydlakiem 16.04.06, 21:32
                Ania, a czy nie jest tak że: jesteś za mało zdecydowana?
                Często tak bywa że inni (zwł. bliscy) "jeżdżą" sobie po kimś, o kim wiedzą że
                niewiele się sprzeciwi.
              • mrs_ka Re: jestem bydlakiem 16.04.06, 21:52
                Przepraszam, ale jak można "wychować" niespełna dwuletnie dziecko? Czy raczej
                jak można mówić o wychowaniu bądź niewychowaniu dwulatka?
                IMHO najlepiej by Ci zrobiły telefoniczne kontakty z Twoją mamą. Początkowa
                częstotliwość- raz na miesiąc.

                a.
                • kini_m Re: jestem bydlakiem 16.04.06, 23:41
                  mrs_ka napisała:
                  > Przepraszam, ale jak można "wychować" niespełna dwuletnie dziecko? Czy raczej
                  > jak można mówić o wychowaniu bądź niewychowaniu dwulatka?

                  Oczywiście, że można - zależy z jakiego punktu na to spojrzysz.
                  Jeśli z punktu właściciela mebli - to jest to możliwe.
                  Jeśli zaś rozumiesz że małe dziecko poznając dopiero świat nie nad wszystkim
                  panuje i nie mam jeszcze umiejętności przewidywania skutków - to niemożliwym
                  jest wyciąganie konsekwencji (choćby jako karcenie).
                  Ale ważną rzeczą jest zdanie sobie sprawy, że chyba ani pierwsza strona nie
                  przekona drugiej, ani druga nie przekona pierwszej. Bo inaczej wierząc że
                  jesteśmy w stanie przekonać drugą stronę i tracąc czas na dogadywanie czegoś co
                  druga strona nie może pojąć - tylko traci się nerwy, cierpliwość, którymi
                  powinniśmy zachowywać dla dziecka, a nie dla babci.
                  Jeśli mieszkasz razem z rodzicami - to niestety musisz jakoś szukać tymczasowo
                  tu możliwie kompromisowych sposobów bycia, dopóki nie usamodzielnisz się.
                  Jeśli mieszkasz oddzielnie - czas już się odpępnić psychicznie od rodziców, a
                  nawet na święta wpaść na niezbyt długo, bo widać że o nie służy dobrze.
                  Jeszcze jedna kwestia - jeśli ktoś robi awanturę o kilka kropek u dołu szafy,
                  to najwyraźniej ma zachwianą poczucie własnej wartości i takim idealnym
                  prowadzeniem domu stara to w sobie odbudować. Z tym nie wygrasz. Należy tylko
                  tutaj jak najmniej wchodzić w drogę (lub najprędzej usamodzielnić i
                  wyprowadzić).
                  pzdr
                  • johny_bravo2 prosta rada..... 16.04.06, 23:44
                    na drugi raz nie spędzać z nimi żadnych Świąt...sami zatęsknią i szybko zmieni
                    się do Was stosunek


                    • aniaje nie zatęsknią, to taki typ ludzi,mam ich gdzies 17.04.06, 00:31

                    • mrs_ka Re: prosta rada..... 17.04.06, 00:34
                      "Przepraszam, ale jak można "wychować" niespełna dwuletnie dziecko? Czy raczej
                      jak można mówić o wychowaniu bądź niewychowaniu dwulatka?
                      IMHO najlepiej by Ci zrobiły telefoniczne kontakty z Twoją mamą. Początkowa
                      częstotliwość- raz na miesiąc."

                      Otóż nie można. MOżna mówić o WYCHOWYWANIU bądź NIEWYCHOWYWANIU dziecka,
                      albowiem jest to proces ciągły, a nie proces już dokonany. Jesli punkty
                      przyznaje się za brak logiki to jestem na minusie.
                      Jeżeli dwulatek porysuje meble to oznacza, że prawdopodobnie rodzic go nie
                      dopilnował, a nie, że dziecko jest niewychowane.
                      Każdy kto ma styczność z przeciętnym dwulatkiem wie też, że możliwe jest jego
                      niedopilnowanie, bo trudno zachowac rewolucyjną czujność 24h/7dni. Poza tym co
                      to jest wychowanie? Socjalizacja, inkulturacja i szereg innych "acji". O jakiej
                      socjalizacji mówimy więc w przypadku takiego malucha? Jesli już, to ma ona
                      bardzo ograniczony zasięg wyznaczany przez rozwój przeciętnego dwulatka, który
                      nawet nie ma opanowanego rozwoju myślenia abstrakcyjnego, a dostrzeganie
                      korelacji przyczyna- skutek dopiero zaczęło raczkować. I jeśli zrobi kupę w
                      majtki to nie ze złośliwości, a z powodu braku kontroli nad zwieraczami, którą
                      to umiejętność zyskuje około trzeciego roku życia.

                      Dla mnie argument o "niewychowaniu dwulatka" jest równorzędny ze "złośliwym
                      zrobieniem smółki przez noworodka".

                      Na marginesie: swoją porcję "oświeconych" komentarzy otoczenia też odebrałam.
                      Trzeba je ignorować i robić dalej swoje. Szczytem było stwierdzenie ojca
                      ośmiomiesięcznej dziewczynki, że owa dziewczynka "sika na złość tatusiowi" i że
                      "dyscyplinuje się dopiero pod wpływem klapsa".
                      Od tego typu racjonalizatorów- jak najdalej.

                      a.
                      • aniaje Re: prosta rada..... 17.04.06, 00:42
                        dobre to o tym tatusiuwink
                        a ja ciagle slysze ze jej nie wychowalam ale nie sądze zeby specjalnie rzucila
                        tym autkiem w drogocenne meble matki,zreszta juz kiedys tez jej porządnie obila
                        inne drogie meble-wniosek?nie przychodzic do matki big_grin

                        a co do "niego"juz poczynilam kroki,oby sie udalywink
                  • labomba666 Kini - 10 punktów i szacunek! (b/t) 16.04.06, 23:48

            • labomba666 Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 16.04.06, 21:33
              To jest akurat Twój wniosek, równie chybiony, jak większość Twoich wypowiedzi
              na forum.
              Charakter mojej aktywności zawodowej wymaga, żebym był dość często on-line, a
              jeśli Tobie dostęp do Internetu kojarzy się z siermiężnym komputerem i kablami
              kończącymi się w kuchennej ścianie, to powinnaś trochę poszerzyć swoją wiedzę.
              Techniki łączności rozwijają się znacznie szybciej niż oferta Avonu.
              Co do samego zjawiska pisania, to nie nastręcza mi ono większych trudności i
              nie muszę się specjalnie zastanawiać nad przełożeniem swoich myśli na słowo
              pisane.
              Założę się, że Twoim zdaniem moje życie byłoby w pełni szczęśliwe, gdybym
              spełniał się jako substytut zaliczki alimentacyjnej dla niesamodzielnej mamy.

              Zdrowych i Wesołych

              LaBomba
              • aniaje co?? 17.04.06, 00:20
                Labomba,to do mnie?ten ostatni wpis?jesli tak to kompletnie nie rozumiem o co
                ci chodzi,nagle cos tam ci sie przypomialo?jak to sie ma do tego co napisalam ?
                poza tym sprobowalbys choć RAZ nie byc zlosliwy,to nie takie trudne!!

                do reszty Was:
                mieszkam sama,ale ona mnie utrzymuje bo nie mam pracy,wczesniej nie musialam
                jeszcze pracować.i ja ograniczam spotkania z nią jak moge do minimum,bo mnie
                wykańcza.a dziecko jak dziecko,wkurzy sie i rzuci czyms co ma pod ręką,a że
                matka ryczy z tego powodu?zostawie to bez komentarza...

                i uwierzcie ja nie daje po sobie jeździc,inaczej nie byloby tylu
                klótni,niektorzy chyba w ten sposób chcą sie dowartościować i zwalic wine za
                swoje niepowodzenia
                • labomba666 Re: co?? 17.04.06, 00:29
                  Nie, nie do Ciebie. Jeśli nie widzisz komu odpisuję (po wcięciach tekstu), to
                  przyłóż sobie linijkę do monitora, albo najlepiej: mniej pij.

                  LaBomba
                  • aniaje .. 17.04.06, 00:33
                    czy mozesz ze mnie zejść???dlatego wlasnie pytalam bo nie zrozumialam o co
                    chodzi,bo nie pasowalo mi do zadnego wpisu,prosilam,nie umiesz sie zachować,to
                    nie odpisuj na moich watkach ok????????

                    naprawde mam dość takich ludzi jak ty ,czy naprawde tak ciężko byc
                    milym?????????????ręce opadają
                    • mrs_ka Re: .. 17.04.06, 00:40
                      przepraszam, dopiero teraz doczytałam Twoje najnowsze wpisy. Niestety dopóki się
                      nie uniezależnisz finansowo od mamy, nie przerwiesz tego typu relacji. Na razie
                      ma Ci się prawo nie podobać Jej zachowanie, ale Jesteś zdana na Jej ekonomiczną
                      łaskę. I ta zależność się utrzyma, dopóki nie zaczniesz opłacać rachunków ze
                      swoich pieniędzy.
                      Nie ma czegoś takiego, jak bezinteresowne ofiarodawstwo. Ideałem jest oczywiście
                      bezinteresowność, w praktyce wdzięczność potrafi kosztować bardzo drogo. Dopóki
                      się z tych ofiar korzysta odbiera się sobie samemu prawo do powiedzenia "mam cię
                      w nosie, moje decyzje nie zależą od ciebie".
                      Emancypacja kobiet też zaczęła się od portfela i nic się pod tym względem nie
                      zmieniło. Z samotnymi matkami jest tak samo.

                      a.
                    • labomba666 Re: .. 17.04.06, 00:51
                      > naprawde mam dość takich ludzi jak ty ,czy naprawde tak ciężko byc
                      > milym?????????????

                      W niektórych wypadkach, to wręcz niewykonalne.

                      LaBomba
                      • aniaje R 17.04.06, 00:55
                        ok,w takim razie co w moim przypadku okazalo sie konieczne do uzycia niemilych
                        slow?co takiego napisalam w 1 poście,ze mnie objechales?i w nastepnych?czy to
                        ze nie mam rodziny,bo traktuja mnie jak najgorsze gó.. i to ze chce o tym
                        napisac to powod zeby byc zlosliwym?naprawde nie pojmuje
                        poza tym w twoim przypadku,ty tak piszesz w 99% swoich postów,wiec to ty jestes
                        dziwny czy wszyscy na tym forum?
                        jesli ktos mowi mi,ze go zranilam jakos,to przynajmniej pytam czym i tlumacze
                        dlaczego i mysle co z tym zrobic z ty?ty masz to gdzieś i ze spokojem każdego
                        mieszasz z blotem.
                        to chybanie najlepszy sposób na życie
                        • labomba666 Re: R 17.04.06, 01:01
                          > ok,w takim razie co w moim przypadku okazalo sie konieczne do uzycia niemilych
                          > slow?

                          Nie presadzaj z tymi niemiłymi słowami - nie było aż tak źle.
                          Co do reszty, to Twoje wypowiedzi są strasznie bełkotliwe i infantylne. Nie
                          czepiałbym się, gdybyś na tym poprzestawała. Ty natomiast zioniesz pretensją do
                          wszystkich, a przede wszystkim do własnych rodziców. Niezależnie od tego, czy
                          jest to uzasadnione, czy nie - dla mnie jest to niedpuszczalne. Stąd taka, a
                          nie inna reakcja na Twoje wypowiedzi.
                          Proste?

                          LaBomba
                          • aniaje nie 17.04.06, 01:06
                            a dlaczego niedopuszczalne?mam sie dac traktowac jak smiec?bo to moja matka?i
                            nie mam do wszystkich pretencji,mam do rodziny ,bylego i do ciebie również.wiec
                            o co ci chodzi??????????i dla mnie bylo źle,bo nie lubie zlosliwosci nawet w
                            takiej postaci.przewrażliwiona?może i tak,ale taka wlasnie jestem.ja staram sie
                            byc dla kazdego dobra i tego samego oczekuję.nie pasuje?nie pisz!!!
                            • labomba666 Re: nie 17.04.06, 01:12
                              > ja staram sie byc dla kazdego dobra i tego samego oczekuję.nie pasuje?nie
                              pisz!!!

                              Problem w tym, że specjalnie Ci nie wychodzi bycie dobrą.
                              A decyzję o ewentualnym pisaniu zachowam dla siebie.

                              LaBomba
                              • aniaje Re: nie 17.04.06, 01:23
                                wychodzi,ale nie w stosunku do chama,takiego jak ty,wiecej nie odpisuje na
                                twoje posty.ŻEGNAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
                                • labomba666 Re: nie 17.04.06, 01:30
                                  Otóż zauważ, że NIE wychodzi. Jeżeli Twoi rodzice nie mają wobec Ciebie (jako
                                  matki samotnie wychowującej ich wnuczkę) większej cierpliwości, to oznacza, że
                                  powinnaś zdecydowanie przyjrzeć się i zweryfikować własną postawę.
                                  Obrażanie innych uczestników forum nie jest tu żadnym remedium. Może spróbujesz
                                  terapii u psychologa? To żaden dyshonor.

                                  LaBomba
                                  • aniaje WIECIE CO? 17.04.06, 18:11
                                    moj wujek nie kiwa glową ale nienawidzi mnie od lat,nie patrzy na mnie nie
                                    rozmawia,nie wita sie,krzyczy ,ostatnio pchnal mnie przy dziecku na sciane i
                                    zagrozil,ze dostane od niego,matka od lat mnie wykancza psychicznie i zwala na
                                    mnie swoje nieudane zycie oraz moje,za kazdym razem jak ją widze to to samo
                                    slysze!!i nie mam sie czym przejmowac??to co teraz napisalam to jedna setna
                                    tego,czego od nich doswiadczam.moj byly mnie od miesiecy zdradzal i zostawial
                                    samą w domu non stop!byl chamski i oschly,klamal ciągle i olewal jak byl w
                                    domu, o zdradach dowiedzialam sie przypadkiem,jak na gg napisalam do
                                    jego "kolezanki" z zesplu,z ktorą sypial od miesiecy i do ktorej sie
                                    wyprowadzil mowiąc ze spi w ośrodku dla bezdomnych!!!po tym dalam mu glupia
                                    szanse ale skonczylam na lekach, i mieszkalam z dala od znajomych,a nikomu sie
                                    nie chcialo czesto jechac 1,5 godziny do mnie ,wiec siedzialam sama z trudnym
                                    dzieckiem, to NIE BYLO LATWE, bo wiedzialam ze on ciągle wychodzi,niby na
                                    spotkania i proby a chodzil do NICH i nie pomagal mi nad nia zapanowac tylko
                                    na wszystko pozwalal.
                                    nie musialam pracowac bo utrzymywala mnie matka,stac ją bylo,a ja wychowywalam
                                    dziecko.teraz zostalam sama,naprawde sama,mam tylko swoja przyjaciolke,teraz
                                    blisko bo sie wyprowadzilam spowrotem na nasze osiedle, i nie moge znalezc od 3
                                    miesiecy pracy,matka mi to wypomina przy kazdym spotkaniu,liczy kazdy grosz,
                                    byly jest wredny.
                                    czytając moje wyrywkowe posty mozecie myslec co chcecie,ale ja naprawde mialam
                                    ch..owe zycie,a tyle to trwalo bo chcialam zbudowac rodzine ktorej nie
                                    mialam,chcialam probowac a nie jak moja matka sie poddac i zyc sama,chcialam
                                    ojca dla dziecka,bo kiedys cholernie go kochalam,czy to zle??matka jest ciezko
                                    chora na serce od dawna i nie moze mi pomoc przy dziecku,ojca nie mam,rodziny
                                    nie mam,jego rodzina mieszka 500km stąd, na opiekunke nie mam
                                    co mam jeszcze napisać ??
                                    ze mam kochac mamusie bo jest moją matka i rodzine i nie przejmowac sie tym co
                                    mi robią?przejmuje sie bo to boli,bo nikt mnie z nich nawet nie probowal
                                    zrozumiec ani porozmawiac,tylko spojrzenie jak na najgorszego czlowieka na
                                    swiecie, na szmate,ktorej nie warto nawet powiedziec czesc(mieszkamy niestety
                                    na jednym osiedlu).
                                    zrobilam zle ze nie skonczylam najpierw szkoly i pragnelam cholernie dziecka z
                                    tym czlowiekiem,ale ja wierzylam ze sie uda, ze to ten jedyny,dlatego robilam
                                    to wszystko i czekalam tyle czasu, bo przepraszal a ja wierzylam raz za razem.
                                    a ze nie jest mi teraz latwo??nie jest,bo po raz kolejny sie rozstalismy,bo
                                    znowu robilam z siebie idiotke w styczniu i mu zaufalam ze sie zmieni,ale teraz
                                    nie widze mozliwosci powrotu bo brzydze sie nim i doroslam po raz kolejny,juz
                                    nie zlamie pewnych zasad.jest mi cięzko bo nie ma mi kto pomóc, nie mialam jak
                                    pisac pracy bo mi komputer matka zabrala tlumacząc ze nagle kinga
                                    zniszczy,zostalam wyklęta przez rodzine, bez grosza,bo uslyszalam od
                                    matki,zebym rzodkiewek nie kupowala bo mam oszczędzac a ona nakupila
                                    przedwczoraj kindze worek slodyczy, i gdzie tu konsewencja?najlatwiej kogos
                                    oceniac jak sie nic nie wie.jest mi smutno i zle i chcialam sie wyżalic,bo
                                    zostalam sama,bo nie mam rodziny,nie mam mężczyzny i ojca dla córeczki,bo ona
                                    naprawde jest ciężkim dzieckiem,NAPRAWDE !,wiem ze to dla tego ze sie
                                    klocilismy w domu,ale teraz musze to naprawic,a to trudne.Więc moge sie wyzalac
                                    czy będe ochrzaniana za zwalanie winy na caly swiat??
                                    owszem jest w tym moja wina, taka ze chcialam być kochana, i przez rodzine i
                                    przez matke i przez mojego bylego.nie wyszlo.
                                    a ze pisze chaotycznie?tak juz widocznie mam,mam duzo do powiedzenia anie chce
                                    tu opisywac historii mojego zycia bo byscie do jutra nie przeczytali.
                                    • aniaje POZA TYM 17.04.06, 18:25
                                      ja kocham kinge cholernie i ją uwielbiam bo jest nieprzeciętna duzo sie smieje
                                      poza tymi wybrykami,niesamowicie tanczy,i nie jest tak ze nic z tym nie
                                      robie,jak pracuje nad nia,rozmawiam tlumacze pokazuje co robić,a to ze sie
                                      nudzilam?a co mialam tam robic siedząc non stop w domu?teraz sie nie nudze bo
                                      mam prace do napisania i to za miesiąc,a wtedy nie moglam pracy podjąc bo
                                      matka stracilaby podatek z calego roku,czyli ponad 10 tysięcy!teraz chodzi do
                                      zlobka od niedawna ale ja tego nie finansuje ani byly bo nie ma kasy,placi na
                                      swoje drugie dziecko i na dlugi,wiec moge sie wyzalac ze na nic nie mam
                                      i ja nie mam zadnych przyjemności,oprocz palenia,co jest raczej ulgą
                                      nie chodze do fryzjera mam podarte buty,stare swetry i spodnie,nie kupuje
                                      kosmetykow,chybaze na wigilie jak kase dostane,bo zawsze dzielilam sie z bylym
                                      bo nie mial,wiec sobie odmawialam.kupowalam jemu,bo w razie cego na spodnie
                                      matka mi dala.wydawalam na Kinge i jej niczego nie zaluje.i ja robie duzo w
                                      kwestii mojego uniezaleznienia sie , bo od 3 miesiecy szukam pracy,chodzilam na
                                      kupe rozmow,chcialam zalozyc sklep internetowy ale nie moge znalezc
                                      wspolnika,bo dwóm sie odechcialo, i nie mam kasy sama na wylozenie paru
                                      tysiecy,a pomysl mam super opracowany jakie mam wyjscie?pojsc na kasjerke z
                                      magistrem w reku,bo nigdzie na wet za 1000zl nie chcą mnie przyjąć bez
                                      doswiadczenia.ale wczesniej mierzylam wyzej,ale jak widac za wysoko.ale
                                      oczywiscie to też żle bo od początku moglam isc do Mcdonalda
                                      Poza tym ja mialam prace w ręku ale ten ***** przelozyl prace ,pisalam o tym,i
                                      w dniu mojego szkolenia obowiazkowego on zalatwil ze on bedzie pracowal,a
                                      pracuje 24h i praca sie skonczyla...ja nie siedze na dupie i nie zrzędze,tak
                                      wszystko wina wszystkich,nie leze bezczynnie ale dzialam,tylko co z tego skoro
                                      nic nie wychodzi?wazne ze mam juz inne podejscie do zycia,staram sie trzymac i
                                      nie przejmowac idiotami na okolo,ktorzy chca m i zatruc zycie i wykonczyc
                                      psychcznie,wiecie ze matka dlugo powtarzala,ze mnie nikt nie przyjmie do pracy
                                      bo sie nie nadaje,ze nigdzie nie zagrzeje miejsca bo mam taki charakter,a ja w
                                      to w koncu uwierzylam, czlowiek ktoremu oddalam calą siebie i poswięcilam
                                      naprawde duzo,olal mnie bez powodu, jego wytlumaczenie:ze bylo zle i ze byl
                                      glupi. to wszystko! jedyna moja wina to taka,ze dawno temu raz czy 2 go
                                      wyrzucilam z domu, za co przepraszalam go potem nie raz,bo bylo mi naprawde
                                      glupio.dlatego nie jest latwo z tym zyc,szczeglnie bez wsparcia bliskich
                                      osob,bez wsparcia to jeszcze ale z gnojeniem...
                                      • aniaje i jeszcze cos 17.04.06, 18:37
                                        mowila ze duzo moze sie zejsc miejsca...czy to milo slyszec od wlasnej matki po
                                        raz kolejny,juz nawet nie mowie ze w święta, ze jestem bydlakiem?bo kinga obila
                                        szafke?ze to moja wina?tlumaczylam jej,ze przez pewien okres nie umialam sobie
                                        ze soba poradzic a byly nie wychowal wtedy kingi,nie zajal sie jej zlym
                                        zachowaniem,ale ona ma to w dupie,nie slucha,mowi ze ma zniszczone zycie przeze
                                        mnie, ze to moja wina ze ona nie ma rodziny, i jeszcze ze ona byla na swieta
                                        zaproszona...jak milo,ona byla ale ja juz nie, bo ja jestem niczym.
                                        zresztą ja sie i tak ciesze ze jestem jaka jestem a troche mi to zajelo,bo
                                        matka od poczatku stawiala na kase,nie na rozmowy ale kpowala mi co
                                        chcialam,pracowala do pozna latami nie bylo jej w domu,ojca nie bylo,widzialam
                                        jak pije jak zaprasza znajomych a pote idzie pijana do pokoj,a ja tlumaczylam
                                        im ze mama zasnela,tak bylo nie raz,albo jak sie dobijalam bo tak sie nachlala
                                        ze zamknela drzwi i nie mialam jak wejsc, albo jak sprowadzala jakichs
                                        facetow,jak 13-15 letnie dziecko ma sobie z tym poradzic?jak ma zrozumiec ze
                                        takie zachowanie jest zle?skoro nikt z nim nie rozmawia a kazdy krytykuje i
                                        wytyka palcami?
                                        dlatego jak poznalam bylego to wydal mi sie 8 cudem swiata,a ze glupia mu
                                        ufalam i wybaczalam tyle czasu,tak tow ylącznie moja wina.ze chcialam z nim
                                        dziecko mimo,ze juz klamal?ze nie skonczylam studiow i nie pracowalam?tak
                                        moja,wina bo moglam sobie finansowo jakos na to pozwolic.bo
                                        mialam "swoje"mieszkanie.chcialam milosci i zainteresowania moja osobą.czy
                                        dlatego zasluguje na krytyke?moze lepiej byc zimną swinią, bez uczuc i niczym
                                        sie nie przejmowac,stac twardo na ziemi jak matka i brac pod uwage tylko swoje
                                        zdanie,isc do wszystkiego po trupach i sie nie zalamywac...myslec tylko o
                                        pieniądzach,czyli to, co widzialam w mojej rodzinie...tego mnie uczyli.ale
                                        wiem,ze wtedy skoncze jako stary i bardzo samotny czlowiek
                                        • virtual_moth Re: i jeszcze cos 17.04.06, 19:32
                                          Aniaje, po pierwsze przeczytaj jeszcze raz bardzo uważnie post mr_skiej o
                                          dwulatkach. Roczniaków czy dwulatków się nie wychowuje - ich zachowanie w
                                          ogromnym procencie zależy od temperamentu. Poza tym ja jeszcze nie widziałam
                                          małego dziecka, które by (niezależnie od temperamentu) nie niszczyło
                                          wszystkiego w zasięgu chwytaków. "Nieposłuszeństwo" to też typowe zachowanie.

                                          Druga sprawa - NIE PISZ o tym, że praca za tysiąc to mało. Ból rozrywa mi serce
                                          gdy to czytam i naprawdę zaczynam żałować, że stanęłam po Twojej stronie (choć
                                          owszem, kiedyś też biadoliłam, że tysiak to max na co stać pracodawców w moim
                                          regionie, życie zweryfikowało mój pesymizm). Po prostu bierz co jest i tyle. Do
                                          tego rozkęć jakiś handel na allegro i już masz więcej kasy.
                                          Pracodawcy wbrew pozorom chętniej przyjmą do pracy studentkę z dzieckiem, które
                                          ma zapewnioną opiekę niż młodą mężatkę po studiach.

                                          Po trzecie nie mysl tyle o przeszłości, skup się na przyszłości.

                                          Pzdr
                                          • aniaje Re: i jeszcze cos 17.04.06, 19:49
                                            juz sie skupilam,pisze prace mgr,szukam pracy,ale chcialam opisac co i
                                            dlaczego,ze nie jestem taka zla i bezczynna
                                            i wiesz,jak mam utrzymac mieszkanie +rachunki to jest conajmniej 700zl,bez
                                            kitu, +zlobek +dojazdy+jedzenie i bez jego alimentow,bo go nie stac. wiec moge
                                            zarabiac 700, ok ale kto nas utrzyma jak zaplace czynsz-500zl +oplaty?
                                    • asiouek Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:02
                                      Na pewno masz trudną sytuację, jeżeli nie masz osoby, na której mogłabyś
                                      polegać, wsparcia. Ale to nie znaczy, że nie ma wyjścia. Popatrz: siedzisz z
                                      małą w domu, masz dużo czasu, żeby jak napisałaś "ponaprawiać" zachowanie córki,
                                      tzn poświęcić jej dużo cierpliwości, czasu. Masz toksyczną rodzinę - może warto
                                      rozlużnić z nimi stosunki, nie spotykać się, nie odwiedzać. Masz czas - możesz
                                      iść i z małą do psychologa, i sama pójść do terapeuty. Dla mnie od spotkań z
                                      psychologiem rozpoczęło się zdrowienie z chorego związku, dzięki temu umiałam
                                      podjąć małe decyzje, które sprawiają, że jest coraz lepiej. Ja na spotkania na
                                      początku chodziłam nawet razem z małą, w takiej byłam kropce...

                                      Wiesz najlepszym sposobem na takich ludzi jak Twoja mama jest totalny spokój,
                                      kiwanie głową, tak masz rację i robienie swojego. Nie angażuj się tak
                                      emocjonalnie w to, że jest niekonsekwentna, że Ci wypomina. To są słowa.
                                      Przecież Ci jakoś pomaga, chociaż nie musi w zasadzie, to Twoje życie i Twoja
                                      odpowiedzialność.

                                      Jeśłi chcesz to napisz na priva, skąd jesteś, mogę Ci pomóc znaleźć jakis
                                      ośrodek, gdzie psycholog udziela porad za darmo, gdzie mogłabyś się zgłosić -
                                      jeżeli masz taką potrzebę.

                                      Pozdrawiam i trzymaj się - małe kroczki przynoszą ze sobą duże efekty - czasem
                                      po długim czasie, ale przynoszą
                                      • aniaje Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:12
                                        dzieki za troske ale ja nie potrzebuję psychologasmileja wiem co robic ze swoim
                                        zyciem
                                        tylko chce znależć prace,zeby sama sie utrzymac,a reszta sie ulozy,psycholog
                                        nie zrobi tego za mnie, a z kingą ucze sobie radzic i zaczynam sie smiac z jej
                                        awantursmilei olewaćsmile
                                        • asiouek Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:33
                                          jeśli wierzysz, że psycholog mówi ludziom, co mają zrobić ze swoim życiem, to
                                          zawiodłabyś sięsmile

                                          Może Ci pomóc uwolnić się z chorych relacji - a z Twoich postów wynika że jesteś
                                          zapętlona na całego. Chciałaś do pracy, ale mama... Raz chcesz się uwolnić, ale
                                          chyba masz niezłe finansowe perspektywy przy niej, może dlatego tak trudno?

                                          Ale jeśli sobie radzisz to bardzo fajniesmile)
                                          powodzenia
                                          Asia
                                          • aniaje Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:37
                                            juz nie mam perspektyw finansowych przy niej,poki co teraz placi za mieszkanie
                                            i moje jedzenie przy rownoczesnym częstym wypominaniu...psycholog mi nie
                                            potrzebny ja potrzebuje spokoku do pisania pracy i chce pracowacsmile

                                            a co do mojej matki,to cięzko cos wymyslic bo z 1 strony napada na mnie
                                            psychicznie,ja sie nie ozdywam to potem narzeka ze mam ją gdzies ze co ona ma
                                            za zycie...kolo zamkniete, juz jej powiedzialam ze za duzo narzekala i nie
                                            chciala zrozumiec o co mi chodzi,ale jak widac nie dotarlo,wniosek?bede sie
                                            odzywac i widywac to padne, nie bede?to ona padnie...i ja do bede wysluchiwac
                                            jaka zla i egoistyczna corka jestemwinkfajnie cosmile
                                            • asiouek Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:39
                                              każdy tkwi w takim układzie, na jaki się godzi...
                                              • aniaje Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:43
                                                no to co mam zrobic?ona jest powaznie chora na serce,i na inne choroby sypie
                                                sie bo zrujnowala sobie pracą i nerwami zycie,niszczy tez mnie,chce sie
                                                odwrocic,ale to w koncu moja matka i musze sie czasem odezwac ,mimo,ze boli jak
                                                tego slucham.musze sie czasem odezwac bo boli ją czesto serce i zwyczajnie boje
                                                sie ze jak ją oleje to moze sie cos stac,to naprawde bardzo powazna chorobasad
                                                wiec nie widze wyjscia,musze to puszczac drugim uchem,przynajmniej dopoki sie
                                                nie usamodzielnie(bo w kazdej chwilki jak sie wkurzy moze mnie stąd wywalic,tak
                                                jak to zrobila ostatnio w zime z dzieckiem), albo dopoki jej sie nie polepszy
                                                • asiouek Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:58
                                                  A ja bym nie szła chyba na taki układ. Jeżeli ktoś mnie rani, poniża - to zrywam
                                                  z nim kontakt, unikam. Moja mama była w stosunku do mnie bardzo krytykancka,
                                                  wypominająca. Kiedy wprowadziłam się do domu rodziców z małą też było mi pod tym
                                                  względem trudno.

                                                  Nie korzystałam z jej pomocy, córka zostawała z dziadkiem, kiedy musiałam gdzieś
                                                  wyjść, zapisałam ją do prezedszkola. Mojej mamie było przykro z tego powodu,
                                                  raniło ją to, że z nią nie rozmawiam. Poweidziałam jej po prostu, że ona rani
                                                  mnie zbyt często i że ze względu na to nie chcę jej pomocy, pieniędzy.

                                                  Po roku jej minęłosmile Złego słowa na mnie nie powie - przynajmniej głośno.
                                                  Pozdrawiam i zmykam
                                                  Asia
                                      • kini_m Re: WIECIE CO? 17.04.06, 20:17
                                        Jak na razie Ania ma szansę wyrwać się i nie utkwić w toksycznej rodzinie.
                                        Niestety do tego lepiej w sposób jasny postawić granice rodzicom, a nie bawić
                                        się w peany pochwalne na ich cześć - bo to grozi nie wyrwaniem i oddaniem
                                        inicjatywy takim rodzicom. Czego przykładm asiouek (wspieranie w odgradzaniu
                                        dziecka od drugiego rodzica, wspólne szkalowanie w sądzie, wytaczanie spraw
                                        prze teściową którą wspiera exia)
                                        • aniaje do Asiouek 17.04.06, 20:59
                                          a jak wygląda twoja sytuacja?gdzie jest ojciec dziecka??
                                          • asiouek Re: do Asiouek 17.04.06, 21:04
                                            jak pisałam od pewnego czasu uczę się szanować siebie. Ojciec mojego dziecka
                                            używał zbyt przekonywujących argumentów (głównie siłowych), więc uciekłam - tak
                                            jak stałam - z dzieckiem. Było to w lipcu 2004. Wróciłam do rodziców, od których
                                            nota bene z radością uciekałam cztery lata wcześniej, by założyć szczęśliwą
                                            rodzinę... Ot ironia losu, który nauczył mnie pokorysmile i doceniania pomocy rodziny.
                                          • johny_bravo2 Re: do Asiouek 17.04.06, 21:05
                                            aniaje napisała:

                                            > ... gdzie jest ojciec dziecka??

                                            z tego co mi wiadomo to tu na forum smile zaraz się zapewne do Ciebie odezwie,
                                            ponadto tą "oszałamiającą" historię możesz poczytać na tym forum ... ale "jaja"
                                            oczywiście wielkanocne smile

                                            • aniaje Re: do Asiouek 17.04.06, 21:08
                                              ale w sensie jak jej stosunki z ojcem,widuje sie z dzieckiem?placi alimenty?czy
                                              olewa?bo nie czytalam nigdy jej historii
                                              • asiouek Re: do Asiouek 17.04.06, 21:14
                                                ojciec dziecka w ramach odwiedzin próbował nadal "trzymać rękę na pulsie" -
                                                kontrolować i bardziej od zabwa z dzieckiem interesowało go dogryzanie i
                                                przepychanie mnie. Wpływ tego na córkę był zły, dlatego walczę w sądzie o
                                                ograniczone kontakty.

                                                Płaci 200 zł alimentów i jest to jego pierwszy wkład w finansowanie dziecka, bo
                                                przez 4 lata ja utrzymywałam go z pieniędzy na studia od moich rodziców.
                                                Pieniążki, które mała dostawała od rodziny on skwapliwe "brał na przechowanie",
                                                co zaowocowało paroma wycieczkami krajoznawczymi - dla niego, samotnymi.

                                                Od rozstania ojciec udaje zainteresowanie dzieckiem. O ile wcześniej wyjeżdżał
                                                na miesiąc wakacji albo do mamusi, jak mu było niewygodnie z płaczącym
                                                dzieckiem, o tyle teraz twierdzi, że nie może dnia wytrzymać bez dziecka.

                                                Ale nie chcę się rozpisywać, bo akurat w tym zakresie nasze problemy się nie
                                                pokrywają. Ale magisterkę mam tak jak Ty do napisaniasmile))
                                                • aniaje ale 18.04.06, 10:14
                                                  czemu chcesz mu ograniczyc prawa?zle sie dzieckiem zajmuje?jak sie zachowuje
                                                  jak sie teraz spotykają?wogole często sie widzą?ma zly wplyw na dziecko?tobi mu
                                                  coś ze chcesz ich od siebie oddalic??tak zrobila ex mojego exa,chciala nawet go
                                                  pozbawic praw,ale nie miala powodow i sąd ją wyśmial,ale dopiela swego i mu
                                                  ograniczyla prawa, z tym,ze on mieszka 500km dalej i rzadko widzi corke...
                                            • natasza39 Jesteś jak Chuck Norris 18.04.06, 00:22
                                              W tych wyszukiwaniach nowych ników kini....
    • zosiunia1 Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 18.04.06, 00:54
      Cześć,nie pochodzę z rodziny ludzi sukcesu. Ale mam dziecko 4 letnie któremu
      usiłuję wpoić jakieś zasady Dokładnie w Wielkanoc rozstałam się po raz kolejny z
      ojcem mojego dziecdkla i świąt w ogole nie miałam. Przepłakałam całe śniadanie.
      Powrót do mamusi nie był zbyt łatwy, jest alkoholiczką, więc trafiłam z deszczu
      pod rynnę. Ale tu nikt na mnie nie krzyczy. I nikt nie usiłuje mnie zastraszyć
      tekstami w stylu "zamknij mordę bo ci przypie.." szkoda mi Zosi jeszczenie ma
      4 lat i kocha mamusię i tatusia.Ale dziś wychodziłyśmy na spacer [ powiedziała,
      że tam nie ma tatusia który na nas krzyczy
      • aniaje Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 18.04.06, 03:03
        sad ...Kinga pewnie tez by coś powiedziala ale nie umie tak sie wypowieziecsad
        straszne mi przykro,ze ją narazilam na te wszystkie stersy i klotnie z bylymsadi
        za matke,wczoraj jak tak matka ryczala nad tą szafką to kinga tez porykiwala i
        mowila,babcia nie plaćsadco tu sie dziwic ze jest nerwowa,musze sie porządnie
        wziąc w garsc i zroic tak,zeby o wszystkim zapomniala i zeby to sie na niej nie
        odbilo w przyszlosci,ale mi źlesadjak ona biedna miala wyrażać lęk jak nie takim
        zachowaniem................
        • tsunami05 Re: ach, jakie cudne święta będę miala....:/ 18.04.06, 19:24
          aniaje, czytam tę przepychankę i wniosek mam tylko jeden. Sama zresztą
          napisałaś - trzeba się szybko brać w garść bo szkoda dziecka.
          Ja się tu kiedyś też nawymądrzałam na tym forum jak to dam sobie radę i
          dostałam po uszach. Jakoś daję radę, choć dziś mam już dość wszystkiego. Mam w
          domu niemowlaka, mieszkam ponad 200 km od bliskich, caly czas od porodu - 3
          miesiące - dorabiam do zasiłku macierzyńskiego i do tego kończę pisać doktorat.
          Dziecko mam mega absorbujące, płaczące i nie śpiące w dzień. Na razie jestem
          tym "cielęciem", ale wiem jedno - nie moge się na nikogo oglądać tylko iść do
          przodu, wybierac najlepsze rozwiązania, które pozwolą mi przetrwac. Lekko nie
          jest ale jestem sama i muszę dziecku zapewnić bezstresowe dzieciństwo. Na razie
          jest malutkie, ale w końcu zacznie rozumieć. Pisze o sobie, żeby ci pokazać, że
          wiele z nas ma ciężko.
          Przestań myśleć co by mogło być, o tym, że święta mogly być cudowne ale nie są,
          w ogóle nie myśl jak być powinno, tylko co możesz zrobić żeby było lepiej.
          Skoro dziadkowie stresują dziecko, nie posyłaj jej tam. Pieprzyć szafkę, to nie
          twoja wina, ze zniszczyła, babcia mogła jej pilnować. Dasz radę, w końcu kto ma
          miec siłę, jeśli nie matka.
    • aniaje kolejna rewelacja od mojej rodzinki....... 21.04.06, 13:32
      moj brat cioteczny,ten kroty przyjechal na swieta do mojej matki ma w sobote
      urodziny, zaprosil mnie wczoraj i sie zgodzilam,ale nie wiedzialam jak
      powidziec ze nie przyjde raczej ze wzgledu na jego ojca
      wlasnie dostalam telefon od brata ze jego szanowny tatus nie chce zebym na te
      urodziny przychodzila!!to sie po prostu w glowie nie miesci!to on mnie rzucil o
      sciane jak szmate a teraz to on nie chce mnie widziec! cholernie zaluje ze
      pierwsza nie zdobylam sie na powiedzenie ze nie przyjde, ale szkoda mi bylo
      robic to wlasnemu bratu, kiedy miala byc tam cala jego rodzina.

      cudnie po prostu, szkoda gadać,wszak rodzina najważniejszawink
      • labomba666 Re: kolejna rewelacja od mojej rodzinki....... 21.04.06, 13:45
        > wlasnie dostalam telefon od brata ze jego szanowny tatus nie chce zebym na te
        > urodziny przychodzila!!to sie po prostu w glowie nie miesci!to on mnie rzucil
        > o sciane jak szmate a teraz to on nie chce mnie widziec!

        A co, marzyłaś o powtórce?

        LaBomba
      • lilith76 Re: kolejna rewelacja od mojej rodzinki....... 21.04.06, 16:41
        szkoda twojego zdrowia i życia na napędzanie się żalami i gniewem.
        to nie rodzina rujnuje ci życie, tylko twoje bezustanne rozpamiętywanie o tym,
        co oni ci robią.
        • aniaje ok wyjaśnie 21.04.06, 16:51
          nie chodzi o to,ze chcialam powtorke z rozrywki,ale ze to ON sobie mnie nie
          zyczy w domu,takie chamidlo i to na urodzinach nie swoich ale wlasnego syna i
          to mnie wkurza ze to ja nie chcialam isc

          i nie rozpamietywanie,ale uwierz ze ja to przezywam,bo to sie stalo dziś i nie
          rozpamietywalam tylko napisalam co znowu milego zrobili w moim kierunku.
          nikt nie pomyslal jak ja moge(nie poczulabym sie ale oni o tym nie wiedzą)
          poczuc sie,ze na ostatnie swieta zaproszono calą rodzine,moją mame i tylko mnie
          i Kingi nie?
          a teraz po kilku dniach robią to samo i to z przyjęciem syna, nie swoim.jak ja
          wyglądam w oczach reszty rodziny?na jakiegos potwora,a nie znosze jak ktos ma
          bezpodstawnie o mnie zle zdanie,szcegolnie ze ich lubię,przeciez nie bede do
          kazdego dzwonic i mowic ze ja bym przyszla owszem,gdyby mną nie cisnal o sciane
          i nie zagrozil
          • aniaje aha i jest cos pocieszającego 21.04.06, 17:25
            niedawno dzwonila do mnie matka,dowiedziala sie o sytuacji o powiedziala,ze w
            takim razie ona tez nie przyjdzie,jedynie zlozyc zyczenia, milo z jej strony. w
            sumie to tak samo zrobila na swieta,bo nie poszla,ale sie skonczyly wiadomo jak.
            no wiec ja z matką i gunią bedziemy sie bawic na placu zabaw, ktory jest
            zupelnie pod ich oknami,co matka sama zaproponowala(ale nie zlosliwie zeby im
            sie pokazac), i dolączy do nas brat cioteczny i 2 jego siostry cioteczne,ktorzy
            to samo zaproponowali,wiec jesli tez o 16 ,to sie okaze ze pierniki będą same w
            domu siedzialywink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka