today1
13.06.06, 21:56
Witajcie, mój synek ma 14 miesięcy. Właściwie od pierwszych miesięcy ojca
widywał średnio raz w tygodniu/związek był już w agonii/. Mam dylemat. Nie
wiem czy i kiedy mogę, a raczej muszę/?/ pozwolić na samodzielne widzenie
dziecka z ojcem. Sytuacja jest taka: "tatuś" przychodzi, owszem raz w
tygodniu/no chyba,że mu coś ciekawszego wypadnie,źle się poczuje, źle spał,
boli go głowa, paluszek itd../, kilka razy powie: bla bla/dosłownie/,
popatrzy, porobi miny, czasem włączy sobie telewizor i nie zwraca uwagi na
dziecko. Nie widzę w nim żadnego przeżycia, emocji, nie ma więzi. Nigdy
malucha nie przewinął, nigdy nie karmił, nie poił, nie ubierał, nie kąpał, nie
usypiał itd. Zachęcałam go często,ale do czasu, poprostu wypaliłam się i w
tym. Tymczasem, któregoś dnia oznajmia,że "jutro bierze syna na festyn".
Rozumiecie, nie pytanie, nie propozycja, nie dialog. Poprostu oznajmił sucho
jednym zdaniem i kropka. Zdębiałam. Tak jakoś wykręciłam,że poszliśmy tam
razem, ale spodziewam się,że jego podejścia zaczną być intensywne. Ja wiem,że
to będzie musiało kiedyś nastąpić. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę temu
zapobiec tak wogóle, ale narazie... Muszę dodać,że nie ufam mojemu eks we
względzie odpowiedzialności wogóle. Nie chodzi o to,że on się źle zachowuje,
czy źle prowadzi, ale o to,że on naprawdę nie ma pojęcia o czysto codziennych
sprawach/nigdy nie musiał-jego mama robi wszystko za niego/ a tym bardziej o
dziecku. Ma przysłowiowe dwie lewe ręce. Ach, rozpisałam się a i tak nie
wyraże jak bardzo bałabym się o synka, powieżając mu go. Poradźcie proszę co
zrobić.