mamba30
17.08.06, 08:50
Witam wszystkich,
postanowiłam napisać na tym forum, ponieważ w moim życiu nastapiło ostatnio
duzo komplikacji. Postaram się po kolei i rzeczowo wszystko opisać i będę
wdzięczna za jakieś wskazówki.
Jestem po rozwodzie ( maj 2005 r.) rozwiodłam się bez orzekania o winie, mąż
wziął wszystkie dobra, które stanowiły jakąkolwiek wartość. Pozwoliłam,
chciałam się uwolnić, byłam bita przez 11 lat, oraz poniżana psychicznie.
Chciałam bardzo szybko zakończyć sprawę, poszłam na ugodę. Mój ex ma te same
prawa do dziecka, co ja, z tym że miejsce zamieszkania naszego 12 letniego w
tej chwili syna jest przy mnie. Szłam mu do tej pory na rękę, brał dziecko
prawie zawsze, kiedy chciał, nie utrudniałam. Dodam, że robił to rzadko, jego
hobby - motocykle - nie pozwalało mu prawdopodobnie na to. Zaczęłam niestety
zauważać, że biorąc syna, nie opiekuje się nim tak, jak powinien. W ub. roku
zabrał Go na kilka godzin nad Pilicę do Warki, był tam ze swoją jakąś
znajomą. Nie dopilnował i pies tej dziewczyny skoczył na syna i wepchnął go
do rwącej Pilicy, dodam, że temp. na zewnątrz wynosiła jakieś 8-9 stopni...
Innym razem dziecko wróciło od niego o 15 godz. i sie okazało, że dopiero o
14 dostało śniadanie, bo tata spał do 13 ze swoją dziewczyną i w domu nie
było nic do jedzenia... Woził syna motocyklem, co jak juz sprawdziłam do 12
roku życia jest niezgodne z prawem. Zabrał syna na weekend majowy, który
mieli spędzić razem, okazało się, że pojechali z całą bandą motocyklistów na
motorach!!! Nie wyrażam zgody, aby syn jeździł motocyklem, zrobił to wbrem
ustaleniom. Jak się okazał dziecko spało w jakimś obskórnym domku na
podłodze, w domku przebywało również 8 innych mężczyzn. Znam to towaqrzystwo
i wiem, że piją, ćpają i przeklinają. Syn za każdym razem ma taki właśnie
przykład od tatusia. Przegiął w te wakacje. Strasznie sie pokłóciliśmy o
wyjazd z synem na motorze na urlop. Powiedział, że go zabiera gdzieś w Polskę
i do tego na motorze. W efekcie końcowym ustalilismy, że go weźmie, ale
samochodem. Zabrał syna, po 2 dniach dostałam od syna SMS-a że pojechali
jednak motorem. Przez 9 dni się denerwowałam, tel. miał wyłączony, jak się
dodzwoniłam, to śmiał mi się w twarz, że mu nic teraz nie zrobię. To człowik
niezwykle agresywny i nie mający żadnych chęci dogadania się tak, aby było z
korzyścia dla wszystkich. Chce mu założyć sprawę o ograniczenie praw
rodzicielskich, lub przynajmniej o ustalenie czasu i miejsca odwiedzin syna.
Wiem, że w naszym kraju nie jest to takie oczywiste, dlatego zwracam się do
Was z zapytaniem, czy ma to sens, czy mam szanse i od czego powinnam zacząć.
Będę jeszcze miała inną sprawę do omówienia, ale to po kolei. Licze na jakąś
odpowiedź w tej kwestii. Przepraszam, że tak rozwlekle napisałam, ale
chciałam nakreślić jakiś obraz sytuacji.
Jeżeli już ktoś przebrnął przez ten elaborat, to może będzie prościej, jak
zadam kilka konkretnych pytań:
1. Czy powinnam zakładać sprawę o ograniczenie praw ojca do dziecka? Jeśli
tak, czy mam jakieś szanse?
2. Może raczej powinnam założyć sprawę o ustalenie widzeń, bo ex jest
złośliwy i co raz częściej przestaje sie liczyć z moim zdaniem, po prostu
robi po swojemu.
3. Sprawa alimentów - mamy je ustalone, ale on nie płaci w terminie i bardzo
często sobie potrąca różne kwoty, które w jego mniemaniu mu przysługują -
teraz np. będzie odliczał koszty z wakacji, nie wiem ile, bo to on jest panem
i władcą. w ub. roku wziął syna na 9 dni w miejsce, które go kosztowało tylko
utrzymanie(to był domek znajomego, nie mieli wykupionych posiłków, sami
robili zakupy i gotowali) i potrącił sobie połowę alimentów.