Dodaj do ulubionych

Czy warto próbować coś z tym z robić??

17.08.06, 08:50
Witam wszystkich,

postanowiłam napisać na tym forum, ponieważ w moim życiu nastapiło ostatnio
duzo komplikacji. Postaram się po kolei i rzeczowo wszystko opisać i będę
wdzięczna za jakieś wskazówki.
Jestem po rozwodzie ( maj 2005 r.) rozwiodłam się bez orzekania o winie, mąż
wziął wszystkie dobra, które stanowiły jakąkolwiek wartość. Pozwoliłam,
chciałam się uwolnić, byłam bita przez 11 lat, oraz poniżana psychicznie.
Chciałam bardzo szybko zakończyć sprawę, poszłam na ugodę. Mój ex ma te same
prawa do dziecka, co ja, z tym że miejsce zamieszkania naszego 12 letniego w
tej chwili syna jest przy mnie. Szłam mu do tej pory na rękę, brał dziecko
prawie zawsze, kiedy chciał, nie utrudniałam. Dodam, że robił to rzadko, jego
hobby - motocykle - nie pozwalało mu prawdopodobnie na to. Zaczęłam niestety
zauważać, że biorąc syna, nie opiekuje się nim tak, jak powinien. W ub. roku
zabrał Go na kilka godzin nad Pilicę do Warki, był tam ze swoją jakąś
znajomą. Nie dopilnował i pies tej dziewczyny skoczył na syna i wepchnął go
do rwącej Pilicy, dodam, że temp. na zewnątrz wynosiła jakieś 8-9 stopni...
Innym razem dziecko wróciło od niego o 15 godz. i sie okazało, że dopiero o
14 dostało śniadanie, bo tata spał do 13 ze swoją dziewczyną i w domu nie
było nic do jedzenia... Woził syna motocyklem, co jak juz sprawdziłam do 12
roku życia jest niezgodne z prawem. Zabrał syna na weekend majowy, który
mieli spędzić razem, okazało się, że pojechali z całą bandą motocyklistów na
motorach!!! Nie wyrażam zgody, aby syn jeździł motocyklem, zrobił to wbrem
ustaleniom. Jak się okazał dziecko spało w jakimś obskórnym domku na
podłodze, w domku przebywało również 8 innych mężczyzn. Znam to towaqrzystwo
i wiem, że piją, ćpają i przeklinają. Syn za każdym razem ma taki właśnie
przykład od tatusia. Przegiął w te wakacje. Strasznie sie pokłóciliśmy o
wyjazd z synem na motorze na urlop. Powiedział, że go zabiera gdzieś w Polskę
i do tego na motorze. W efekcie końcowym ustalilismy, że go weźmie, ale
samochodem. Zabrał syna, po 2 dniach dostałam od syna SMS-a że pojechali
jednak motorem. Przez 9 dni się denerwowałam, tel. miał wyłączony, jak się
dodzwoniłam, to śmiał mi się w twarz, że mu nic teraz nie zrobię. To człowik
niezwykle agresywny i nie mający żadnych chęci dogadania się tak, aby było z
korzyścia dla wszystkich. Chce mu założyć sprawę o ograniczenie praw
rodzicielskich, lub przynajmniej o ustalenie czasu i miejsca odwiedzin syna.
Wiem, że w naszym kraju nie jest to takie oczywiste, dlatego zwracam się do
Was z zapytaniem, czy ma to sens, czy mam szanse i od czego powinnam zacząć.
Będę jeszcze miała inną sprawę do omówienia, ale to po kolei. Licze na jakąś
odpowiedź w tej kwestii. Przepraszam, że tak rozwlekle napisałam, ale
chciałam nakreślić jakiś obraz sytuacji.

Jeżeli już ktoś przebrnął przez ten elaborat, to może będzie prościej, jak
zadam kilka konkretnych pytań:
1. Czy powinnam zakładać sprawę o ograniczenie praw ojca do dziecka? Jeśli
tak, czy mam jakieś szanse?
2. Może raczej powinnam założyć sprawę o ustalenie widzeń, bo ex jest
złośliwy i co raz częściej przestaje sie liczyć z moim zdaniem, po prostu
robi po swojemu.
3. Sprawa alimentów - mamy je ustalone, ale on nie płaci w terminie i bardzo
często sobie potrąca różne kwoty, które w jego mniemaniu mu przysługują -
teraz np. będzie odliczał koszty z wakacji, nie wiem ile, bo to on jest panem
i władcą. w ub. roku wziął syna na 9 dni w miejsce, które go kosztowało tylko
utrzymanie(to był domek znajomego, nie mieli wykupionych posiłków, sami
robili zakupy i gotowali) i potrącił sobie połowę alimentów.
Obserwuj wątek
    • odnowiona Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 11:50
      1. warto wystąpić o ograniczenie praw, jeśli masz dowody lub świadków, że on
      zaniedbuje. motor jest dobrym argumentem (jeśli rzeczywiście jest to
      zabronione).
      2. nie warto - moim zdaniem - wystąpić o ustalenie kontaktów. to zazwyczaj robi
      strona, która się tych kontaktów domaga (czyli zazwyczaj ojciec). Po pierwsze
      takie kontakty ustalone sądowo powodują, że jesteś uwiązana do nich (a on
      złośliwie mógłby to wykorzystywać, na przykład, że "nie wypełnia ustaleń
      sądowych", podczas gdy syn byłby chory), a po drugie, sąd na to dziwnie
      reaguje. Wiem o czym mówię, bo sama próbowałam, głównie dlatego, że bałam się
      sama coś narzucić, a były był nieznośny i agresywny. Ale ostatecznie sprawa się
      rozwklekła (sąd tych kontaktów nie ustalił na pierwszej rozprawie), natomiast
      trzeba było działać, bo z młodym było źle, i znalazłam w sobie siłę, żeby
      NARZUCIĆ to, co uważałam za słuszne.

      Ponieważ syn ma ustalone miejsce zamieszkania przy Tobie, to możesz zwyczajnie
      poinformować swojego byłego, że od 1 września na przykład, ich konatkty mają
      wyglądać w następujący sposób (i tutaj podaj coś co Ci odpowiada, na przykład
      parzyste weekendy i coś tam jeszcze), i że w inne dni nie będziesz mu wydawać
      dziecka (choć przy 12-latku to może być nieco ciężkie, bo on już ma swoje
      zdanie). Że Twoje ustalenia wynikają z dbałości o dobro dziecka (ponieważ ... i
      tutaj musisz zastanowić się dlaczego tak naprawdę to będzie dobre dla dziecka).
      Że czekasz na jego reakcję i wewntualne poprawki do propozycji, ale że jeśli
      chce, żeby było gruntownie inaczej, niech złoży w sądzie wniosek o ustalenie
      kontaktów.

      Z facetami agresywnymi trzeba działać spokojnie, rzeczowo i krótkimi zdaniami.

      3. alimenty są należne w całości i w terminie. Możesz spokojnie się zwrócić do
      kuratora o ich egzekucję (kurator właściwy w miejscu jego zamieszkania). I
      podać wszystkie zaległości (czyli wszystkie także potrącenia). Kurator wtedy
      wejdzie na jego dochody lub jego konto bankowe i dodatkowo jeszzcze mu zabeirze
      15% prowizji.
      Możesz oczywiście poinformować go o tym, zanim to zrobisz, żeby miał możliwość
      naprawienia i uiszczenia zaległych alimentów (koniecznie z odsetkami).
      W tej sprawie absolutnie nie kierowałabym się emocjami - to są pieniądze
      należne Twojemu synowi i jeśli sąd zasądził, to on nie ma prawa tej kwoty
      pomniejszać.

      Powodzenia!
      • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 12:04
        odnowiona napisała:

        > 1. warto wystąpić o ograniczenie praw, jeśli masz dowody lub świadków, że on
        > zaniedbuje. motor jest dobrym argumentem (jeśli rzeczywiście jest to
        > zabronione).

        jego matka nie będzie zeznawała przeciwko niemu, okazała się być inna, niż w
        trakcie trwania małżeństwa. Syn skończył już 12 lat w czerwcu, czyli może
        jeździć jako pasażer na motorze (na Policji sie dowiadywałam), ale wcześniej
        zabierał Go bez mojej zgody na takie eskapady. Czy nie jest wystarczającym
        argumentem dla sądu, że towarzystwo, do którego zabiera syna ma demoralizujący
        wpływ? Byłam w tym gronie wiele lat i wiem, że często sprowadzają sobie na
        miejsce libacji kochanki, prostytutki, piją, ćpają i bluzgają. Mój syn jest z
        exem rzadko, raz na 3-4 tyg. ale wtedy też nie poświęca on dziecku czasu, a
        zabiera Go na takie imprezki. Czy fakt, że w dniu naszej rozprawy rozwodowej ex
        miał kolejną karna o pobicie świadczy na moją korzyść?? Niestety nie robiłam
        obdukcji w trakcie trwania małżeństwa, więc nie mam formalnych dowodów na
        przemoc, nie chciałabym, aby syn musiał zeznawać w sądzie.

        > 2. nie warto - moim zdaniem - wystąpić o ustalenie kontaktów.

        Ja mimo wszystko czułabym się pewniej, gdyby miał to jasno określone (o il.e
        nie uda się tych praw ograniczyć). Jest chamski i złośliwy, jak się nie
        zgodziłam na wakacje syna na motorze zagroził mi, że mi w ogóle nie przywiezie
        dziecka z wakacji, na których był z teściową. Wiem, że będzie co raz gorzej, u
        niego następuje eskalacja złości i złośliwośći. Nie sądzę, aby znalazł tak
        często czas na kontakty z synem, bo za dużo czasu musi poświęcić klubowi
        motocyklowemu i swojej ZAZDROSNEJ do bólu dziuni. Zapowiedział, że chce brać
        dziecko do siebie na tydzień, dwa w roku szkolnym, co już samo w sobie jest
        paranoją. Nie dość, że będzie tam zaniedbywany, to nie będzie miał kto z Nim
        lekcji odrabiać, ten człowiek jest niewykształcony, a co za tym idzie w jego
        przypadku mało inteligentny. Nigdy wiedza go nie interesowała, miał problem z
        lekcjami syna już w II kl.

        > Ponieważ syn ma ustalone miejsce zamieszkania przy Tobie, to możesz
        zwyczajnie
        > poinformować swojego byłego, że od 1 września na przykład, ich konatkty mają
        > wyglądać w następujący sposób (i tutaj podaj coś co Ci odpowiada, na przykład
        > parzyste weekendy i coś tam jeszcze), i że w inne dni nie będziesz mu wydawać
        > dziecka (choć przy 12-latku to może być nieco ciężkie, bo on już ma swoje
        > zdanie). Że Twoje ustalenia wynikają z dbałości o dobro dziecka (ponieważ ...
        i tutaj musisz zastanowić się dlaczego tak naprawdę to będzie dobre dla
        dziecka).

        Z nim się nie da rozmawiać, zaraz mnie zmiesza z błotem, wyzwie i powie, żebym
        się nie wpie...lała i że nie będę mu niczego narzucała.
        >
        > Że czekasz na jego reakcję i wewntualne poprawki do propozycji, ale że jeśli
        > chce, żeby było gruntownie inaczej, niech złoży w sądzie wniosek o ustalenie
        > kontaktów.

        j.w.
        > 3. alimenty są należne w całości i w terminie. Możesz spokojnie się zwrócić
        do
        > kuratora o ich egzekucję (kurator właściwy w miejscu jego zamieszkania). I
        > podać wszystkie zaległości (czyli wszystkie także potrącenia). Kurator wtedy
        > wejdzie na jego dochody lub jego konto bankowe i dodatkowo jeszzcze mu
        zabeirze
        > 15% prowizji.
        > Możesz oczywiście poinformować go o tym, zanim to zrobisz, żeby miał
        możliwość
        > naprawienia i uiszczenia zaległych alimentów (koniecznie z odsetkami).
        > W tej sprawie absolutnie nie kierowałabym się emocjami - to są pieniądze
        > należne Twojemu synowi i jeśli sąd zasądził, to on nie ma prawa tej kwoty
        > pomniejszać.


        zapytałam się go SMS-em, czy woli rozmawiać z komornikiem, odpisał, że tak.

        > Powodzenia!

        Dziękuję, będzie mi potrzebne.
        • odnowiona Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 12:12
          Czy nie jest wystarczającym
          > argumentem dla sądu, że towarzystwo, do którego zabiera syna ma
          demoralizujący
          > wpływ?

          o ile udowodnisz, że on go do tego towarzystwa zabiera i udowodnisz, że ono
          pije, pali, ćpa, itp ...

          Byłam w tym gronie wiele lat i wiem, że często sprowadzają sobie na
          > miejsce libacji kochanki, prostytutki, piją, ćpają i bluzgają. Mój syn jest z
          > exem rzadko, raz na 3-4 tyg. ale wtedy też nie poświęca on dziecku czasu, a
          > zabiera Go na takie imprezki.

          no to musisz chyba sama zareagować, sąd Ci nie pomoże.
          powiedz mu (pomimo wszechogarniającego strachu), że nie zgadzasz się na to,
          żeby młody bywał tu, tu i tu, oraz widywał się z tą i tą osobą. napisz mu to
          mejlem. i napisz dlaczego się nie zgadzasz. w ogóle staraj się komunikować z
          nim pisemnie, i najlepiej wydobądź od niego mejla, w którym on napisze, ze jego
          to gó.. obchodzi, że ludzie pijani w niczym mu nie szkodzą, itp ...


          Czy fakt, że w dniu naszej rozprawy rozwodowej ex
          >
          > miał kolejną karna o pobicie świadczy na moją korzyść??

          Tak, Jak najbardziej.


          Niestety nie robiłam
          > obdukcji w trakcie trwania małżeństwa, więc nie mam formalnych dowodów na
          > przemoc, nie chciałabym, aby syn musiał zeznawać w sądzie.
          >

          Do 13 lat nie może zeznawać.
          Po tym wieku może, ale chyba nie musi.

          > Ja mimo wszystko czułabym się pewniej, gdyby miał to jasno określone (o il.e
          > nie uda się tych praw ograniczyć). Jest chamski i złośliwy, jak się nie
          > zgodziłam na wakacje syna na motorze zagroził mi, że mi w ogóle nie
          przywiezie
          > dziecka z wakacji, na których był z teściową.

          Ustalenia sądowe niczego nie zmienią. Uwierz mi, wiem o czym mówię.
          Musisz sama stać się silniejsza. Przestać się go bać, Realizować spokojnie
          plan "stabilizacji". Ustalić sobie, jaki jest Twój cel (czyli jakie mają być te
          ich kontakty, oraz wasze wzajemne) i dążyć do tego, Najpierw po doborci.
          Później spokojnymi komunikatami. A na końcu dopiero sądem,.
          Ustalenia sądowe nie sprawią, że on będzie mniej chamski.,
          To Ty musisz się na to jego chamstwo uodpornić, i niezależnie od niego robić
          swoje.


          Zapowiedział, że chce brać
          > dziecko do siebie na tydzień, dwa w roku szkolnym, co już samo w sobie jest
          > paranoją.

          Nie masz obowiązku wydawać mu syna. Syn ma miejse zamieszkania przy Tobie. Nie
          zgódź się na to. Po prostu powiesz "nie zgadzam się". Bez nerwów, bez
          złośliwości, bez agresji.

          >
          > Z nim się nie da rozmawiać, zaraz mnie zmiesza z błotem, wyzwie i powie,
          żebym
          > się nie wpie...lała i że nie będę mu niczego narzucała.

          nie rozmawiaj z nim. Komunikuj mu swoje decyje. Nie oczekując na odpowiedź.

          > zapytałam się go SMS-em, czy woli rozmawiać z komornikiem, odpisał, że tak.

          no to sprawa jest czysta, weź wyrok (z klauzulą wykonalności) i idź do
          komornika. to naprawdę nie jest trudne.

          > Dziękuję, będzie mi potrzebne.

          I potrzebna Ci będzie siła do tego, żeby się jego już nie bać.
          • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 12:22
            Czyli generalnie odradzałabyś mi na tę chwilę sąd??? Powinnam starać się
            najpierw polubownie, co jest raczej mało prawdopodobne, ale jednak załatwić
            temat i tzw. międzyczasie komunikowac się z nim mailem, żeby mieć ewentualne
            dowody na jego chamstwo i brak chęci porozumienia????
            Dziecko jest po trosze przez niego zastraszone, nie ma chęci na częste kontakty
            z ojcem i boi się go, ten ciągle do Niego wydzwania z pretensjami "dlaczego do
            mnie nie dzwonisz" i Go zastrasza. Wiem tez, że syn nie chce sprawić żadnemu z
            nas przykrości i stara się nie mieszać, ale ex często pogrywa dzieckiem.
            Przykre to niestety.
            • floric Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 12:28
              hej,
              nie wiem na ile mozesz sobie pozwolic finansowo, ale potrzebujesz teraz 2 ludzi:
              adwokata i psychologa. a do komornika lec NATYCHMIAST. forum ci nie pomoze.
              • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 12:35
                floric napisał:

                > hej,
                > nie wiem na ile mozesz sobie pozwolic finansowo, ale potrzebujesz teraz 2
                ludzi
                > :
                > adwokata i psychologa. a do komornika lec NATYCHMIAST. forum ci nie pomoze.

                finansowo stoję cienko, od sierpnia nie mam pracy i jestem na utrzymaniu
                drugiego męża. U psychologa byłam w ub. wakacje, mam nerwicę i wtedy miałam
                kryzys. Teraz bardzo mnie mąż wspiera psychicznie (innej rodziny nie mam,
                pochodze z patologicznej rodziny, która już nie żyje i w efekcie z domu
                dziecka). Mój drugi mąż też niestety ma problemy, tu dla odmiany ze swoją ex,
                ale to już osobna historia, razem z moim exem mogliby sobie ręce podać, to
                takie 2 paskudne charaktery.... Rozglądam się właśnie po necie za jakimś
                telefonem, pod którym mogłabym uzyskać jakąś bezpłatną poradę.
                • floric Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 12:44
                  tym bardziej szoruj do komornika.

                  i pracy szukaj.

                  nie wiem gdzie mozna znalezc bezplatna pomoc, o platna latwiej. wiem tylko (na
                  podstwie lektury posta, który mnie przerazil!), ze twoje dziecko nie jest
                  bezpieczne.
                  • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 13:08
                    tez tak uważam, ale póki co nic nie moge zrobić. Cała jego rodzina nagle nie
                    widzi zupełnie nic złego w jego poczynaniach. Ja jestem wredna, złosliwa baba,
                    która się czepia. Nie sądziłam, że dorośli ludzie potrafią sie tak bezmyślnie i
                    nierozważnie zachowywać. Czeka mnie ciężka walka, wiem to, ale wiem też, że nie
                    mogę popuścić, bo będzie jeszcze gorzej, ten typ tak już ma. Za dobra byłam
                    wcześniej, powinnam złożyć pozew o rozwód z orzeczeniem jego winy, ale naprawde
                    wtedy nie miałam siły stawić czoła w samotności tej osobie. Nie raz mnie
                    straszył, że wynajmie ludzi, którzy mi łeb upi...lą, sam zresztą parę razy
                    przyłożył mi nóż do gardła.
                    Teraz sprawa męża, może i tu coś doradzicie.
                    Sa po rozwodzie prawie 3 lata, bez orzekania o winie, podobna sytuacja, jak u
                    mnie - chcieli szybko zakończyć temat. Rozeszli się, bo ex(mówię na nią larwa)
                    poszła do pracy do jednostki wojskowej, tam sobie zapoznała 21 letniego
                    kierowcę i zdradziła, sama nalegała na rozwód. Nie zrobili podziału majątku,
                    mieli dogadane między sobą. Głównym majątkiem było 100m mieszkanie. Mieli je po
                    rozwodzie sprzedać, podzielić się pieniędzmi i zawartością mieszkania. Potem
                    poznałam go i wprowadził się do mnie, ponad pół roku zamieszczał ogłoszenia,
                    ale larwa nie wpuszczała chętnych do obejrzenia i utrudniała wszystko. Dodam,
                    że mieszkała już tam ze swoim kochankiem, który korzystał z dobrodziejstw,
                    które wspólnie zdobywali. W efekcie po 7 m-cach odkąd A. zamieszkał ze mną tata
                    larwy powiedział, że spłaci Jego połowę. Okazało się, że ta połowa to 1/3
                    wartości mieszkania, ale olaliśmy to, to w końcu tylko pieniądze, a część
                    mieszkania będzie i tak ich dziecka. Po podpisaniu aktu notarialnego okazało
                    się, że A. nic się nie należy z mieszkania, larwa nie oddała zupełnie nic,
                    powiedziała, ż sobie może wziąć meble z pokoju dziecka !!!!!!! Wtedy A.
                    pracował i zarabiał jakieś pieniądze, nie za duże, ale płacił larwie 600 zł.
                    alimentów na 5 letnie dziecko, które nie choruje, nie potrzebuje stałych
                    wydatków na lekarza, czy jakąś rehabilitację. We wrześniu ub. roku został
                    zwolniony z pracy i korzystaliśmy z pieniędzy za mieszkanie, oraz mojej pensji
                    (na życie. Włożyliśmy część pieniędzy w wyremontowanie naszego mieszkania (we
                    wrześniu wzięliśmy ślub). Część pieniędzy A. zainwestował w interes, który nie
                    wypalił, od lutego ma działalność gospodarczą, która przynosiła straty, dopiero
                    teraz powoli wychodzi na zero, ale dochodów jeszcze nie ma. A. złożył wniosek o
                    obniżenie alimentów, ponieważ nie stać nas na takie wysokie, zwłaszcza, że nie
                    ma stałego źródła dochodu. Dodam, że larwa ma bogatych rodziców, straszy A. że
                    dostanie jeszcze więcej, że na nią będzie płacił i że mu prawa do dziecka
                    zabierze. Larwa jest osobą złośliwą, która często utrudnia Mu kontakty z
                    dzieckiem, albo wręcz nie pozwala. Bywa tez tak, że jak A. bierze do nas małą
                    (kiedyś była w każdy weekend, teraz rzedziej) to później jej np. nie ma w domu
                    i mówi, że będzie jutro, albo wieczorem, mimo wcześniejszych ustaleń co do
                    powrotu małej. Jest cała masa jeszcze innych złośliwośći, ale o tym by dużo
                    pisać. Mała A. nie kosztuje larwy aż tyle pieniędzy, nie zabiera Jej nigdzie,
                    ani nie wydaje na atrakcje. Sama za to lubi wydawać na siebie pieniądze i nie
                    ma do nich szacunku. Jak ojciec spłacał A. to wręcz powiedziała do A. "niech
                    ten CH....j daje kasę i sp...la" to jest właśnie taki człowiek. Na ile A. ma
                    szansę na zmniejszenie alimentów??? Larwa twierdzi, że jeszcze czynsz jej 100 m
                    mieszkania będzie opłacał. Dodam, że jak nasza sytuacja materialna ulegnie
                    poprawie, to będzie małej kupował potrzebne rzeczy ponad alimenty.
                  • floric Re:PS 17.08.06, 13:10
                    jako alimenciarz (tak, tak jestem po przeciwnej stronie) moge z wlasnego
                    doswiadczenia powiedziec, ze tego gnoja mozesz spokojnie nie wposcic za próg,
                    ani nie wydac mu dziecka. sąd nic ci nie zrobi. inni alimenciarze z tego foruma
                    to potwierdza. jesli chodzi o kontkty matka zawsze rozdaje karty. na twoim
                    miejscu tak bym wlasnie postapil: wywalil palanta na zbity psyk. wtedy sprawa
                    zapewne skonczy sie w sądzie z jego inicjatywy i IMO w tym wypadku - abys nie
                    dala ciala jak ostatnim razem - niezbedny ci bedzie adwokat.
                    3M sie
                    • mamba30 Re:PS 17.08.06, 13:18
                      floric napisał:

                      > jako alimenciarz (tak, tak jestem po przeciwnej stronie) moge z wlasnego
                      > doswiadczenia powiedziec, ze tego gnoja mozesz spokojnie nie wposcic za próg,
                      > ani nie wydac mu dziecka. sąd nic ci nie zrobi. inni alimenciarze z tego
                      foruma
                      > to potwierdza. jesli chodzi o kontkty matka zawsze rozdaje karty. na twoim
                      > miejscu tak bym wlasnie postapil: wywalil palanta na zbity psyk. wtedy sprawa
                      > zapewne skonczy sie w sądzie z jego inicjatywy i IMO w tym wypadku - abys nie
                      > dala ciala jak ostatnim razem - niezbedny ci bedzie adwokat.
                      > 3M sie

                      Nigdy nie chciałam być suką, bo to nie wpływa korzystnie na nikogo i nigdy nia
                      nie byłam. Niestety ten człowiek zaczyna budzić we mnie potwora. Wiem, że go za
                      prób moge nie wpuścić, ale wiem też, że pójdzie pod szkołę i stamtąd weźmie
                      dziecko do siebie, a ja nawet nie wiem, gdzie mieszka, nie raczył nigdy
                      odpowiedzieć.
                • kini_m Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 13:07
                  Mamba, uważam że masz dwa zasadnicze problemy:
                  1. Ojca dziecka z którym nie umiecie się porozumieć.
                  2. Wyrobienia optymalnego własnego podejścia do sytuacji.

                  1. Nie polecam tego stylu który zaproponowała Odnowiona. Postępowanie w
                  stylu: "zakomunikuj mu i nie oczekuj odpowiedzi" lub "do niczego nie jesteś
                  zobowiązana" - w gruncie rzeczy jest konfliktogenną postawą i może prowadzić do
                  pogorszenia kontaktów.
                  A widzę że te kontakty jednak nie są najgorsze (na tle innych dziewczyn które
                  chciałyby aby ojciec choć trochę zainteresował się dzieckiem). Owszem,
                  preferuję to aby cieszyć i doceniać tym co mamy - to znacznie trudniejsza
                  umiejętność w okresie konfliktu, ale myślę że przynosi lepsze efekty niż
                  postawy egzekwujące wyłącznie własne zdanie.

                  Co bym tu radził - podejście na zasadzie coś za coś.
                  Ale nie odbieranie już utartych zwyczajów - bo to tylko może rozwścieczyć drugą
                  stronę - i klapa w dogadywaniu się. Lecz zgoda na realizację nowych oczekiwań
                  ojca w zamian za realizację Twoich oczekiwań o bezpieczeństwo dziecka.
                  I tutaj znowu podkreślę: nie stawiac tego jako ultimatum, lecz w drodze
                  dogadania się. (Tu zgadzam się z Odnowioną - im więcej dogadania a mniej sądu -
                  tym lepsza jakość dogadywania i też dotrzymywania ustaleń.)
                  Po prostu bardzo wiele zależy tu od jakości dyskusji. I tu przechodze do
                  drugiego problemu...

                  2. Myślę że powinnaś oszacowac które z rzeczy Ciebie niepokojących są jakimś
                  bezpośrednim zagrożeniem dla dziecka, a które tylko hipotetycznym.
                  Tym drugim (hipotetycznym) - powinnaś się bacznie przyglądywać.
                  Te pierwsze (bezpośrednie zagrożenia) - dyskutować i negocjować. Niby to dziwne
                  że powinnaś negocjowac coś co jest zagrożeniem dla dziecka, ale jeśli zauważymy
                  że dla drugiej strony wiele rzeczy nie jest niebezpiecznych, podczas gdy wg
                  Ciebie sa niebezpieczne - to postawienie żądań, ultimatum itp po prostu
                  zablokuje dyskusje. Bo sama się zablokujesz w swoich oczekiwaniach - co może
                  popsuć obecnie całkiem niezłe dogadywanie.

                  Nie wiem czy wskazywac Ci co tu jest bezpośrednim zagrożeniem, a co tylko
                  potencjalnym. Myślę że sama powinnaś sobie przeprowadzić taka granicę, choćby
                  po to aby stworzyć jakiś margines elastyczności do dyskusji z ojcem dziecka.
                  Nie wątpię że on jest trudnym partnerem do dyskusji o dziecku, ale któż z nas
                  nie jest trudny i przewrażliwiony, tylko że każdy w nieco inny sposób????

                  Pamiętaj też, że w wieku Twojego dziecka rola rodzica to jest już coraz
                  bardziej tylko stwarzanie warunków do rozwoju, a powoli coraz mniej
                  organizowanie mu życia.
                  • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 13:16
                    Bardzo chciałabym móc się z tym człowiekiem dogadać, jak dwoje dorosłych,
                    dojrzałych ludzi, ale ostatnie wydarzenia utwierdzaja mnie w przekonaniu, że
                    się nie da. Ex znał moje podejście do motorów jak jeszcze byliśmy razem,
                    obydwoje jeździliśmy, ale dziecku nie pozwalałam. Ostatnio naprawdę starałam
                    sie wytłumaczyć mu mój punkt widzenia, ale odp. była krótka "od...ol się" Tak
                    jest ze wszystkim, co w jakikolwiek sposób odbiega od jego sposobu myslenia,
                    czy chęci zrobienia czegoś. Po 3 dniowych negocjacjach/kłótniach ustaliliśmy,
                    że dziecko weźmie samochodem. Zabrał Go spod domu o 19.00 samochodem, a już
                    rano następnego dnia wsiedli na motor i fruuuuu. Na moje pytanie dlaczego
                    zrobił wbrew mnie i naszym ustaleniom, odpowiedział" że teraz to mi możesz
                    gó.. zrobić i naskoczyć". Wierz mi, nie moge sie z nim dogadać, bo i jak,
                    skoro 2 strona jest zamknięta na dyskusję, ani nie potrafi mysleć racjonalnie.
                    Taka sytuacja się pogłębia, niestety. Nie wiem, z czego to wynika, może z
                    faktu, że mu się chyba z dziunia niebardzo układa, nie wiem....
                    A co do niebezpieczeństwa - to chyba jest oczywiste, że motor jest bardziej
                    niebezpieczny jako środek transportu, niż samochód??? Poza tym środowisko nie
                    jest odpowiednie dla dziecka, któremu się właśnie kształtuje charakter i
                    światopogląd. Wierz mi, jak nic pragnę sie dogadać, ale nie mam z kim.
                    • odnowiona Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 13:52
                      dlatego właśnie ja napisałam, że nie ma sensu się dogadywać, tylko komunikować.
                      ale to kwestia Twojej decyzji.

                      Moim zdaniem, wasza relacja doszła do takiego poziomu agresji (zapewne z obu
                      stron, tyle że z Twojej storny mniej jawnie), że nie ma miejsca na dogadywanie
                      się. a rozwiązać problem trzeba.

                      dlatego uważam, że powinnaś podjąć decyzję, co należy zrobić (tak jakby jego
                      nie było), i zacząć tę decyzję wprowdzać w życie.
                      dogadywać się już nie da. przynajmniej na obecnym etapie.

                      a o tym, że komunikowanie gotowych rozwiązań jest konfliktogenne - wiem. Ale
                      czasami lepiej kogoś zdenerwować, ale osiągnąć oczekiwany cel, niż unikać za
                      wszelką cenę konfliktu (w imię jego dobrego samopoczucia?).

                      No i tyle.
                      Wybór nalezy do CIebie.

                      Ale asbolutną prawdą jest to, że potrzebujesz tak adwokata jak i psychologa.
                      Adwokata, żeby Cię poprowadził przez meandry przepisów (alimenty, właśność
                      mieszkania, itp), a psychologa żebyś sama wiedziała, jak z nim rozmawiać (lub
                      nie), jak się od niego uniezależnić, jak to wszystko wyjaśnić synowi ... żebyś
                      też potrafiła oddzielić rzeczywiste zarzuty (niebezpieczne zachowania) od
                      zarzutów wyikających z Twojej złości (np. moim zdaniem kwestia tego, o której
                      12-letni syn dostaje śniadanie).
                      • kini_m Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 17.08.06, 18:29
                        odnowiona napisała:
                        > Ale czasami lepiej kogoś zdenerwować, ale osiągnąć oczekiwany cel, niż unikać
                        > za wszelką cenę konfliktu (w imię jego dobrego samopoczucia?).

                        Nie rozumiem Twej krótkowzroczności, Odnowiona.
                        Unikanie konfliktu (właściwie: agresji i zburzenia komunikacji, bo konflikt już
                        jest od dawna) nie służy w ostatecznym efekcie czyjemukolwiek samopoczuciu, ale
                        podtrzymaniu poprawnej jakości komunikowania.
                        Oczywiście pośrednio wystepuje tu coś na kształt dobrego samopoczucia drugiej
                        strony, ale tylko po to aby poprawiać i uskuteczniac komunikowanie się.
                        Naprawdę nie rozumiem czemu dobre sampoczucie drugiej strony jest czymś
                        negatywnym, zwłaszcza że służy ono bardzo konkretnemu niegoistycznemu celowi.

                        Jeśli nieco bardziej się przypatrzyć, to duża część dogadywania się zależy od
                        jakości a nie wcale wartości merytorycznej dyskusji.

                        Mamba, masz poważny problem z własnymi zasadami.
                        Moja skromna sugestia: jeśli ojciec chce po prostu zaszczepić dziecku smykałkę
                        do motorów - to masz poważny osobisty problem. Ja bym jednak sugerował
                        przełknąć tę kwestię (właśnie przeczytałem że nasz Kubica zaczynał za kółkiem
                        gokarta w wieku 4 lat). Jeśli coś nie jest zabronione prawem to po prostu
                        idziesz już na udry z ojcem dziecka.
                        To konsekwencja rozejścia - tracisz wpływ na część opieki jaka sprawuję ojciec
                        nad dzieckiem. Trzeba było mysleć prędzej jak ratować całą rodzinę. Sorry, ale
                        ta kwestia jest prosta jak drut. Równie dobrze ojcu może się nie podobać jakaś
                        część wychowania jaką Ty obdarzasz dziecko.

                        Gdy się kogoś wybiera - to się bierze cały zestaw z zaletami i wadami. Niestety
                        duża część osób, także tu na forum, tego nie rozumie.
                        Po rozejściu się ta oczywistość nadal obowiązuje w kwestiach dziecka. No albo
                        idziesz na otwarty konflikt, na udry.
                        Rozchodząc się z ojcem sama skazujesz się że masz mniejszy wpływ na realizację
                        twego punktu widzenia.

                        A przez brak jednego śniadania dziecko jeszcze nie umrze. Mnie się równie serce
                        kraje gdy widziałem jak moją córkę teściowa z exią na siłę faszerowali jak
                        tuczoną gęś, choć mała już nie mogła więcej.

                        Tak samo jesteś jednak nieco za bardzo przewrażliwiona na różne trzeciorzędne
                        szczegóły (a to że śpią razem na jakiejś imprezie całą grupą, a to że podczas
                        zabawy z psem wpadli do rzeki - to są naprawdę trzeciorzędne rzeczy).

                        Natomiast kwestie ćpania traktowałbym bardziej zdecydowanie i oczekiwał aby
                        dziecko nie brało w takich sytuacjach udziału.

                        No, głowa do góry i na każdy problem spójrz z osobna.
                        Pozdrawiam.
                        _________________
                        Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                        nauczyć się kłamać.
                        • odnowiona Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 01:11
                          krótko, bo pora późna (choć wątków poruyszyłeś wiele).

                          czasami niektórzy ludzie są dla nas na tyle toksyczni, że jedynym sposobem, aby
                          sobie z nimi poradzić jest kompletne odcięcie. w przypadku, gdy ma się z nimi
                          dziecko, nie możemy się odciąć całkowicie. jednak możemy zrobić wszystko, aby
                          komunikację zminimalizować. i o tym pisałam.

                          brak komunikacji z byłym męzem (lub jej szczątki), który zapopronowałam tutaj
                          nie będzie miał na celu wkurzanie kogokolwiek, ale jeżeli to zdenerwowanie
                          będzie skutkiem ubocznym działań, to nie ma sensu się tym przejmować.
                          Bo naszym priorytetem nie będzie już skuteczna komunikacja z byłym męzem, ale
                          realizacja celu, jakim jest bezpieczeńśtwo dziecka.
                          I tyle.


                          • kini_m Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 10:29
                            odnowiona napisała:
                            > Ponieważ syn ma ustalone miejsce zamieszkania przy Tobie, to możesz
                            > zwyczajnie poinformować swojego byłego, że od 1 września na przykład, ich
                            > konatkty mają wyglądać w następujący sposób (i tutaj podaj coś co Ci
                            > odpowiada, na przykład parzyste weekendy i coś tam jeszcze), i że w inne dni
                            > nie będziesz mu wydawać dziecka (choć przy 12-latku to może być nieco
                            > ciężkie, bo on już ma swoje zdanie).

                            Jeśli były mąż ma:

                            > mamba30 napisała:
                            > Mój ex ma te same prawa do dziecka, co ja, z tym że miejsce zamieszkania
                            > naszego 12 letniego w tej chwili syna jest przy mnie.

                            Niestety, ale z punktu widzenia prawa Twoja ww rada, Odnowiona jest sprzeczna z
                            prawem. Nie wiem jak dokładnie wygląda orzeczenie o rozwodzie w kwestiach
                            dziecka u Mamby, ale jeśli jest tak jak ona pisze (a wiem że bywają orzeczenia
                            o nieograniczonym kontakcie dziecka i drugiego rodzica) - to w takiej sytuacji
                            czyniąc jakiekolwiek zakazy co do wspólnego czasu dziecka i ojca naraża się na
                            łamanie prawa i wdrożenie postępowania egzekucyjnego wobec matki.
                            (A ustalenie miejsca zamieszkania przy matce nie jest miarą kontaktów i
                            podstawą do samowolnego ograniczania tychże.)

                            > Że Twoje ustalenia wynikają z dbałości o
                            > dobro dziecka (ponieważ ... i tutaj musisz zastanowić się dlaczego tak
                            > naprawdę to będzie dobre dla dziecka).

                            Tutaj najpierw szukasz zrealizowania wyłącznie własnej wizji wychowania
                            dziecka, a dopiero potem przypinasz do tego łatę "dobra dziecka"?
                            Chyba sama w to nie wierzysz - taka postawa to ze snu o złej exi. Z równie
                            dobrym skutkiem można przypiąć uzasadnienie: że to dla dobra ludzkości. Chyba
                            nie muszę tłumaczyć gdzie zawarta jest obłuda takiego myślenia i czy
                            jakakolwiek skonfliktowana strona przyjełaby takie uzsadaninie.
                            Sugeruję jednak omijać wyrażenie "dobro dziecka" - bo używanie go jako łaty
                            czyni z niego po prostu slogan. Albo jest KONKRETNY powód, albo to jest
                            widzimisię - tak czy siak potrzebne jest KONKRETNE wytłumaczenie powodów. Bo z
                            punktu widzenia męża - on takiej bajki napewno nie kupi. Inaczej wepchniemy
                            Mambę w jeszcze ostrzejszy konflikt.

                            > i najlepiej wydobądź od niego mejla, w którym on napisze, ze
                            > jego to gó.. obchodzi, że ludzie pijani w niczym mu nie szkodzą, itp ...

                            Szukanie haków to przeciwieństwo szukania porozumienia, choć bardzo wciągające.
                            Nawet jeśli traktujemy to jako "zabezpieczenie" - to po prostu utwierdzamy się
                            w opozycji do drugiego rodzica. A czy w sądzie (którego sama odradzasz) to da
                            jakis efekt? - wątpię. Sąd operuje na faktach (udowodnionych), słów można się
                            wyprzeć, powiedzieć że "zrobiłem to na złość", itp.
                            Nie chcę Ci, Mamba wytrącać argumentów z rąk, ale czasem nie spodziewaj się
                            zbyt dużo po rzeczach na których byś zaczęła polegać "okopując" się na swoim
                            stanowisku. Dlatego zachęcam do poprawiania jakości dyskutowania z exem.

                            > Do 13 lat nie może zeznawać.
                            > Po tym wieku może, ale chyba nie musi.
                            Sąd może przesłuchać dziecko w różnej formie. Wiem o sytuacjach gdzie w
                            sprawach o dziecko sąd słuchał już decyzji 7-letniego dziecka. No ale w sprawie
                            o przemoc sąd byłby chyba delikatniejszy.

                            > Nie masz obowiązku wydawać mu syna. Syn ma miejse zamieszkania przy Tobie.
                            > Nie zgódź się na to. Po prostu powiesz "nie zgadzam się". Bez nerwów, bez
                            > złośliwości, bez agresji.
                            Niestety jak napisałem na początku - z punktu widzenia prawa (przy odpowiednim
                            zapisie w orzeczeniu, którego tu nie znamy) - być może ma ten obowiązek.

                            "Bez nerwów, bez złośliwości" - niestety ale agresja może też przebiegać bez
                            nerwów i bez aktywnej złośliwości. Dziś już wiadomo że agresja to zachowanie
                            wymierzone przeciwko komuś (nawet gdy postrzegamy to w obronie kogoś drugiego) -
                            nie koniecznie musi być głośna i krzykliwa. To i tak powoduje z drugiej strony
                            nakręcanie spirali niezrozumienia i nienawiści.

                            > czasami niektórzy ludzie są dla nas na tyle toksyczni, że jedynym sposobem,
                            > aby sobie z nimi poradzić jest kompletne odcięcie. w przypadku, gdy ma się z
                            > nimi dziecko, nie możemy się odciąć całkowicie. jednak możemy zrobić
                            > wszystko, aby komunikację zminimalizować. i o tym pisałam.

                            Problem toksyczności to przede wszystkim nasz wewnętrzny problem (osób które są
                            na to podatne). Zazwyczaj wynika z naszych własnych problemów wychowawczych i
                            rozwiązanie go jest bardziej skomplkowane niż tylko sposób na "odcięcie się".
                            Takie odcięcie się może dać spokój osobie, która ma ten problem (np. matce),
                            ale spowoduje negatywne skutki gdzie indziej (np. na lini kontaktów dziecko-
                            ojciec) - a to już jest po prostu niedojrzałość i egoizm.
                            [Z moralnego punktu widzenia: problemy o które przyprawili nas rodzice -
                            podatnośc na toksyczność- zrzucamy jako skutki na kontakty z ojcem własengo
                            dziecka. Bo zjawiska toksyczności występuje tylko gdy także nasza strona ma ten
                            problem.]
                            Odnowiona, Twoja rada przypomina mi filozofię postępowania z nękaczem
                            (populistyczną na innym forum), którą uważam że zastosowanie jej w przypadku
                            rodzica wspólnego dziecka tak czy siak kończy się fatalnie [patrz -> podejście
                            mojej exi która od ponad 1,5roku zakazuje nam spotykać z córką].
                            Bałbym się takigo sposóbu sugerować.

                            > Ale czasami lepiej kogoś zdenerwować, ale osiągnąć oczekiwany cel, niż unikać
                            > za wszelką cenę konfliktu.

                            Taki sposób ma bardzo krótkie nogi i stosowałbym tylko na bardzo krótka metę i
                            tylko w stosunku do osób, których ostatecznej pozytywnej reakcji jesteśmy pewni.
                            (Czyli jednak nie w długotwałych konfliktach rodzinnych.)

                            > brak komunikacji z byłym męzem (lub jej szczątki), który zapopronowałam tutaj
                            > nie będzie miał na celu wkurzanie kogokolwiek, ale jeżeli to zdenerwowanie
                            > będzie skutkiem ubocznym działań, to nie ma sensu się tym przejmować.
                            > Bo naszym priorytetem nie będzie już skuteczna komunikacja z byłym męzem, ale
                            > realizacja celu, jakim jest bezpieczeńśtwo dziecka.

                            j.w.
                            Nie chodzi o cel przez nas zamyślany, ale o umiejętność przewidzenia skutków.
                            Nie chcesz go celowo wkurzyć, ale uzyskujesz to mimowolnie - to się nazywa
                            krótkowzroczność.
                            Celem nie może być tylko samo aktualne bezpieczeństwo dziecka.
                            Tutaj trzeba patrzeć dalej - na wychowanie dziecka na przestzreni lat. Tego
                            nie osiągniesz minimalizując dyskusję i barykadując dziecko w imię jego
                            bezpieczeństwa. (A to już postawa mojej tesciowej - która walnie przyczyniła
                            się do rozbicia mojej rodziny.)

                            > a o tym, że komunikowanie gotowych rozwiązań jest konfliktogenne - wiem.

                            I tę myśl potraktowałbym jako priorytet w działaniu.
                            Bo bez potraktowania tego jako pierwszego priorytetu, to osiaganie kolejnych
                            celów na lini matka-dziecko-ojciec będzie poważnie utrudnione.

                            floric napisał:
                            > jako alimenciarz (tak, tak jestem po przeciwnej stronie) moge z wlasnego
                            > doswiadczenia powiedziec, ze tego gnoja mozesz spokojnie nie wposcic za próg,
                            > ani nie wydac mu dziecka. sąd nic ci nie zrobi. inni alimenciarze z tego
                            > foruma to potwierdza.

                            Niestety nie, Floric. Sąd na wniosek drugiego rodzica wdroży postępowanie
                            egzekucyjne (na podstawie już prawomocnego orzeczenia) i zagrozi karą grzywny
                            dla matki.

                            Mamba, rozumiem że także i Ty, jak wielu osób, jesteś wyczerpana dyskusją.
                            Ale myślę że nasza dojrzałość powinna dawać świadectwo właśnie wtedy, gdy
                            czujemy się zmęczeni - co zrobimy?. Żeby nie pójść w przeciwną stronę.
                            Wiesz... ja gdy zaczynało się robić fatalnie, myślałem że juz gorzej być nie
                            może. A jednak stawało się coraz gorzej.
                            Dlatego wiem, że przy braku mobilizacji można starcić nawet tyle co dziś
                            jeszcze masz (a nie masz jeszcze najgorzej).
                            Ja wtedy byłem młodszy o te kilka lat, nie miałem kompletnie pojęcia jak starać
                            się ratować nasze stosunki. Gdybym wtedy znalazł to forum... to może, może...
                            Zdaję sobie sprawę jak op
                        • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 10:12
                          kini_m napisał:

                          > Mamba, masz poważny problem z własnymi zasadami.
                          > Moja skromna sugestia: jeśli ojciec chce po prostu zaszczepić dziecku
                          smykałkę
                          > do motorów - to masz poważny osobisty problem. Ja bym jednak sugerował
                          > przełknąć tę kwestię (właśnie przeczytałem że nasz Kubica zaczynał za kółkiem
                          > gokarta w wieku 4 lat). Jeśli coś nie jest zabronione prawem to po prostu
                          > idziesz już na udry z ojcem dziecka.

                          Dlaczego uważasz, że mam problem z zasadami?
                          Ja nie bronię zaszczepiania dziecku smykałki do motorów, ale pod warunkiem, że
                          dziecko tego chce. Nie widzę powodów, dla których ex ma to robić na siłę, bo
                          tak. I cos Ci powiem - jazda dziecka do 12 roku życia na motorze jest
                          zabroniona prawem, syn 12 lat skończył dopiero w końcu czerwca, czyli ex łamał
                          prawo. Ale nie o prawo tu sie teraz rozchodzi, a o bezmyślność i złośliwość.
                          Uparł się na taką formę wakacji i swoje wszystkie argumenty mogłam schować w
                          kieszeń. Na prospozycję, żeby wziął dziecko na tydzień w jakieś normalne
                          miejsce, czyli z góry ustalone, żebym wiedziała, co się dzieje z synem i
                          samochodem a nie motocyklem (taka była moja sugestia, a kolejna, że przeciez
                          pozostały tydz. może sobie pojechać z dziewczyną na motorze) odpowiedział,
                          żebym #@#$^%$^%$^% i żebym się nie wper....ła w jego życie. Co według ciebie
                          powinnam zrobić??? Powiedzieć tak, zrób tak????? Palił się, że dzieciaka
                          zabiera na 2 tyg. a przywiózł Go po 8 dniach, teraz sobie dokładnie obliczyłam,
                          śpieszył się na zlot motocyklowy, dziecko było niewygodne...... W ub. roku
                          zrobił to samo. Czy to jest ta odpowiedzialność 36-letniego ojca??? A może to
                          jest pochwalenie się synem, mam syna, jest duży, rośnie, przystojny z niego
                          chłopak..... Nawet sam z siebie nie mógł Mu zafundować tych pseudo-atrakcji.
                          Potrącił sobie 200 zł z przyznanych przez sąd 500 zł alimentów. To jego koszty
                          za wakacje. jak mi sie udało rozmawiac z synem przez tel. zapytałam sie co
                          robi, czy sie nudzi - odp. nie, ja: a co robisz, on - a nic, chodzę sobie,
                          bawię się patykami..... Tak spędza wakacje 12 latek z ojcem???? Litości, to
                          paranoja. I bynajmniej nie przemawia przeze mnie złość, bo tę już sobie dawno
                          odpuściłam, rozeszłam się bez orzekania o winie, zabrał wszystkie dobra, bo
                          chciałam się uwolnić i liczył sie dla mnie spokój dziecka i mój. Dlaczego ten
                          facet zamiast to docenić, to wbija we mnie kolejne szpilki????

                          > To konsekwencja rozejścia - tracisz wpływ na część opieki jaka sprawuję
                          ojciec
                          > nad dzieckiem. Trzeba było mysleć prędzej jak ratować całą rodzinę. Sorry,
                          ale
                          > ta kwestia jest prosta jak drut. Równie dobrze ojcu może się nie podobać
                          jakaś
                          > część wychowania jaką Ty obdarzasz dziecko.

                          Zgadzam się z Tobą, ale chyba dorosli po to mają języki, aby sie porozumiewać i
                          skoro podjęli kiedyś decyzję o wychowaniu nowego życia, to biorą na siebie za
                          nie odpowiedzialność i dążą do tego, aby wszystko szło w jak najlepszym
                          kierunku i jak najlepiej dla niego..... To nie działa tylko z jednej strony,
                          czyli z mojej. Aby w miare dobrze funkcjonowała do tanga trzeba dwojga.


                          >
                          > Gdy się kogoś wybiera - to się bierze cały zestaw z zaletami i wadami.
                          Niestety
                          >
                          > duża część osób, także tu na forum, tego nie rozumie.
                          > Po rozejściu się ta oczywistość nadal obowiązuje w kwestiach dziecka. No albo
                          > idziesz na otwarty konflikt, na udry.
                          > Rozchodząc się z ojcem sama skazujesz się że masz mniejszy wpływ na
                          realizację
                          > twego punktu widzenia.
                          Nie chcę iść na udry, chcę sie dogadać, ale ze ściana sie nie da.

                          >
                          > A przez brak jednego śniadania dziecko jeszcze nie umrze.

                          Tu nie chodzi o brak jednego śniadania, chodzi o fakt, że ex nie wywiązuje się
                          we właściwy sposób z opieki nad dzieckiem. Bierze Go raz na m-c na weeken,
                          który sobie sam ustala. Zamiast poświęcić ten czas dziecku, zabrał go ze swoją
                          dziewczyna do klubu motocyklowego, gdzie balowali do białego rana. POtem
                          odsypaili do 13 i dziecko nie mogło sobie zrobic śniadania, bo nie miało z
                          czego. Dopiero tata po przebudzeniu poszedł do sklepu po zakupy. Nie widzisz w
                          tym nic złego??? Uważasz, że się czepiam???

                          >
                          > Tak samo jesteś jednak nieco za bardzo przewrażliwiona na różne trzeciorzędne
                          > szczegóły (a to że śpią razem na jakiejś imprezie całą grupą, a to że podczas
                          > zabawy z psem wpadli do rzeki - to są naprawdę trzeciorzędne rzeczy).

                          Jestem przewrażliwiona i znowu Ci odp. że nie przez złośliwość. To były ub.
                          święta wielkanocne. Zgodziłam się, aby syn spędził je z ojcem i babcią. Tuż po
                          śniadaniu zabrał syna na tę wycieczkę, wiem, że akurat na niej zwracał większą
                          uwagę na towarzyszkę, niż na syna. Było zimno, bardzo zimno, syn był w zimowej
                          puchowej kurtce. Ojca obowiązkiem jest pilnować dziecka, skoro nie miał czasu,
                          to chociaż powinien pozwolić dziecku bawić się z psem, ale nie nad samym
                          brzegiem rwącej rzeki, mieli cały ośrodek znajomego do dyspozycji.
                          Kolejna rzecz - spanie w domku. Również było zimno, syn został zabrany motorem
                          bez mojej wiedzy. W domku była impreza, najarane, opary alkoholowe i bluzgi, a
                          w tym wszystkim jedno jedyne dziecko - mój syn. Najśmieszniejsze jest to, że ja
                          rezygnuję z tych wolnych dni (mimo, że miałam plany z synem) dla ojca, a On po
                          raz enty ciągnie dzieciaka na swoje hulanki. Nadal nie widzisz w tym nic
                          złego?? Dlaczego uważasz, że się czepiam szczegółów?? Ja bym tylko chciała,
                          żeby wszystko miało ręce i nogi.

                          >
                          > Natomiast kwestie ćpania traktowałbym bardziej zdecydowanie i oczekiwał aby
                          > dziecko nie brało w takich sytuacjach udziału.

                          Jak wyżej - mogę mówić i tłumaczyć swoje, w odpowiedzi usłyszę bluzgi....
                          >
                          > No, głowa do góry i na każdy problem spójrz z osobna.
                          > Pozdrawiam.
                          > _________________
                          > Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                          > nauczyć się kłamać.
                          • kini_m Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 10:30
                            Zdaję sobie sprawę jak opadasz z sił w próbach dyskusji, więc odpoczni czasem,
                            wyjedź, zrób urlop, zadbaj o siebie. Ale mimo to szukaj sposbu porozumienia z
                            ojcem dziecka.
                            Tutaj jest to takie niepopularne by przypadkiem nie stworzyć dobrego
                            samopoczucia drugiej strony konfliktu.
                            Ale ja powien - owszem, czasem wypada ugiąć się, zaryzykować nie tak jak
                            chcemy, ustąpić - jeśli to da jakieś polepszenie, albo chcociaż utrzyma jako
                            tako poprawną jakość kontaktowania.
                            Ja tak starałem się robić, i starałbym się nadal gdyby ona tylko nie zniszczyła
                            naszej rodziny. Ale problem był głębszy i praktycznie poza moimi mozliwosciami
                            (toksyczna rodzina ze skutkami alkoholowymi).
                            I choc mógłbym dziś powiedzieć - że się nie opłacało, to jednak zawsze będę
                            zachęcał do szukania porozumienia. Nawet z najtrudniejszą osobą. Bo to jest
                            tata i mama.
                            Pozdrawiam.
                            (Przepraszam za rozpisanie się, a widze że juz kolejne posty wpadły z Twoim
                            pytaniem - zaaaaraz odpowiem)
                            _________________
                            Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                            nauczyć się kłamać.
    • alina66 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 09:33
      Takie pytanie mam: jakie jest nastawienie Twojego syna do tych motorowych
      eskapad?
      Jeśli syn tego nie lubi i mu nie odpowiada, sprawa jest dość jasna.
      Mój syn był w prawie takim samym wieku, jak się rozwodziłam, i uważam, że
      młodszy nastolatek oczekuje od rodzica, że ten będzie jeszcze podejmował za
      niego poważne decyzje dla jego dobra i przestrzegał, aby były realizowane.
      (Nawiasem mówiąc,czasem mam wrażenie, że tak myśli w pewnych sytuacjach jeszcze
      i teraz mój, obecnie 18-letni, syn).
      Zgadzam się, że dyskusje z eksem, który obraża, narzuca swoją wolę, wścieka się
      itd nie mają sensu. Komunikowałabym się wyłącznie pisemnie (nie telefonicznie).

      Na pewno poszłabym natychmiast do komornika, nie zwracając uwagi na to co mówi/
      myśli eks i jak bardzo jest urażony. Nie jesteś z nim i nie musisz cierpieć z
      powodu jego humorów.

      Dalej: jeśli syn nie ma ochoty na motorowe wycieczki, nie pozwoliłabym, by na
      nie jeździł. Jeśli ma ochotę, pozwoliłabym, ale rozmawiałabym na temat
      ewentualnych zagrożeń. jeśli miałabym najlżejsze podejrzenie, że syn jest w
      czasietych eskapad zagrożony (w jakikolwiek sposób- jazda w stanie nietrzeźwym,
      narkotyki itd) nie pozwoliłabym. Pasja pasją, ale Twoim obowiązkiem jest
      chronić syna. Napisałabym też maila, krótko i zwięźle ujmując, na co się
      zgadzasz, a na co nie. BEz dyskusji i przepychanek.

      No i najważniejsza sprawa - syn musi wiedzieć, że chcesz, żeby kontaktował się
      z ojcem, ale dbasz o jego bezpieczeństwo i zdrowie.

      • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 09:47
        alina66 napisała:

        > Takie pytanie mam: jakie jest nastawienie Twojego syna do tych motorowych
        > eskapad?
        > Jeśli syn tego nie lubi i mu nie odpowiada, sprawa jest dość jasna.
        > Mój syn był w prawie takim samym wieku, jak się rozwodziłam, i uważam, że
        > młodszy nastolatek oczekuje od rodzica, że ten będzie jeszcze podejmował za
        > niego poważne decyzje dla jego dobra i przestrzegał, aby były realizowane.

        Syn nie ma zbytniej ochoty, bo co mu po towarzystwie dorosłych ludzi, którzy
        się zajmują sobą??? Powiedział mi, że boi sie jeździć motocyklem, ale do exa to
        nie dociera. Dziecko to powiedziało mnie, ja przekazałam exowi, a ex w odp.
        że ...... i epitety. Syn jest przez niego zastraszony i często jedzie do niego
        wbrew swojej woli. Mimo moich rozmów z nim, że jeżeli nie chce to nie musi, nie
        potrafi odmówić ojcu. Raz że się boi, a dwa nie chce mu sprawic przykrości,
        Właśnie tak mi mói - tacie będzie przykro. To dobry dzieciak i bardzo wrażliwy.

        > Zgadzam się, że dyskusje z eksem, który obraża, narzuca swoją wolę, wścieka
        się
        >
        > itd nie mają sensu. Komunikowałabym się wyłącznie pisemnie (nie
        telefonicznie).

        Już sie przekonałam, że dyskusje powodują tylko dodatkowe stresy i nie mają
        sensu. Kiedyś się go wprost zapytałam, czy może listownie powinniśmy sie
        kontaktować. Ale myśle, że to nie jest dobry pomysł, za długo wszystko trwa,
        postaram się zdobyć do niego maila i tą drogą będę sie komunikowała.

        >
        > Na pewno poszłabym natychmiast do komornika, nie zwracając uwagi na to co
        mówi/
        >
        > myśli eks i jak bardzo jest urażony. Nie jesteś z nim i nie musisz cierpieć z
        > powodu jego humorów.
        >
        > Dalej: jeśli syn nie ma ochoty na motorowe wycieczki, nie pozwoliłabym, by na
        > nie jeździł. Jeśli ma ochotę, pozwoliłabym, ale rozmawiałabym na temat
        > ewentualnych zagrożeń. jeśli miałabym najlżejsze podejrzenie, że syn jest w
        > czasietych eskapad zagrożony (w jakikolwiek sposób- jazda w stanie
        nietrzeźwym,
        >
        > narkotyki itd) nie pozwoliłabym. Pasja pasją, ale Twoim obowiązkiem jest
        > chronić syna. Napisałabym też maila, krótko i zwięźle ujmując, na co się
        > zgadzasz, a na co nie. BEz dyskusji i przepychanek.

        Starałam sie rozmawiać o tym z exem, niby już ustaliliśmy wszystko, że na urlop
        pojadą samochodem i w ogóle. Co z tego, skoro sobie ze mnie zakpił i pojechał
        motorem?? Gdzie rozmowa, gdzie ustalenia, gdzie liczenie się z moim zdaniem???
        Nigdzie, on robi po swojemu i biada temu, kto mu stanie na drodze.
        >
        > No i najważniejsza sprawa - syn musi wiedzieć, że chcesz, żeby kontaktował
        się
        > z ojcem, ale dbasz o jego bezpieczeństwo i zdrowie.
        Rozmawiałam o tym z synem, On wszystko wie, nie buntuję Go przeciw ojcu,
        aczkolwiek ostatnio jestem już u kresu sad((
        • alina66 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 09:57
          mamba, ale to od Ciebie zależy co i jak będzie.
          Ja się nie pytałam swojego eksa (miałam też problemy przez jakiś czas w
          kontaktach), czy może byśmy się kontaktowali pisemnie, tylko powiedziałam,że od
          dzisiaj nie ma do mnie dzwonić, kontakt jest wyłącznie możliwy mailem, nie będę
          odbierać telefonów.

          Alimenty są potrzebne Twojemu synowi i tu w ogole nie ma dyskusji- do komornika.
          A tak w ogóle to uważam, że w przypadku nastolatków to za wiele do ustalania
          między rodzicami to już nie ma.
          Zastanów się, co jest naprawdę dla Ciebie istotne wwychowaniu,i ustal jasne
          granice. A potem pilnuj, by byly przestrzegane przez wszystkich.
          • mamba30 Re: Czy warto próbować coś z tym z robić?? 18.08.06, 10:16
            alina66 napisała:

            > mamba, ale to od Ciebie zależy co i jak będzie.

            Mogę nie odbierać telefonów, mogę tylko mailowo, ale nic temu człowiekowi nie
            nakażę. jeżeli sie nie zgodze, aby wziął dziecko w ten czy inny dzień, bo mamy
            inne sprawy - zabierze go z podwórka, ze szkoły itp.... Będzie złosliwy do
            bólu, to taki charakter. I co ja zrobię??? Na policje pójdę?? Przecież ma te
            same prawa co ja, nawet nie wiem, gdzie mieszka.....

            > Alimenty są potrzebne Twojemu synowi i tu w ogole nie ma dyskusji- do
            komornika

            Na komorniku się chyba skończy, innego wyjścia nie widzę. Już 2 lata sobie
            ciągle coś odlicza, ale chyba miarka się przebrała.

            > .
            > A tak w ogóle to uważam, że w przypadku nastolatków to za wiele do ustalania
            > między rodzicami to już nie ma.
            > Zastanów się, co jest naprawdę dla Ciebie istotne wwychowaniu,i ustal jasne
            > granice. A potem pilnuj, by byly przestrzegane przez wszystkich.

            Problem właśnie z przestrzeganiam, próbowałam już wielu sposobów, aby dotrzeć
            do exa, aby zrozumiał coś, nie da rady. Stąd moja desperacja związana z sądem sad
            • natasza39 A może tak... 18.08.06, 10:32
              Załatwić jakieś zaświadczenie lekarskie, że Twój syn nie może na tym motorze
              jeździć?
              Jesli syn nie chce i jest to dla niego nieprzyjemne, a Ty się tego (moim
              zdaniem słusznie) boisz, to spróbuj załatwić zaświadczenie lekarskie, ze on na
              tym motorze nie może jeździć i tyle.
              Laryngolog (błednik), neurolog powinni Ci cos takiego wydać.
              Jeśli Twój ex jest tak nierefoprmowalnym jołopem, że nie da się z nim nic
              ustalić, trzeba podstępem działać po prostu.
              A do komornika bezwzględnie. Odliczać to on sobie może....
              Ale napewno nie od kwoty, która ma na dziecko łozyć z mocy prawa.
              • mamba30 Re: A może tak... 18.08.06, 10:49
                To chyba niewiele da, on będzie wiedział, że to zrobiłam specjalnie i po 1 nie
                przejmie się tym, nadal to będzie robił, a po 2 spowoduje to w nim zwiększenie
                pokładów złości i złośliwości. Chciałabym mieć jakąś tabletkę, którą bym podała
                bałwanowi, żeby wreszcie zaczął myśleć jak człowiek, a nie jak egoista...
                • natasza39 Re: A może tak... 18.08.06, 11:00
                  mamba30 napisała:

                  > To chyba niewiele da, on będzie wiedział, że to zrobiłam specjalnie i po 1
                  nie
                  > przejmie się tym, nadal to będzie robił, a po 2 spowoduje to w nim
                  zwiększenie
                  > pokładów złości i złośliwości. Chciałabym mieć jakąś tabletkę, którą bym
                  podała
                  >
                  > bałwanowi, żeby wreszcie zaczął myśleć jak człowiek, a nie jak egoista...

                  Ale będziesz miała argument w ręku, że nie przejmuje się zdrowiem dziecka.
                  To ważne, jeśli chcesz to potem w sądzie wymusić na nim.

                  A tabletki na "pokłady złośliwości" niestety nie mamsmile
                  Sama chętnie zapodałabym ją kilku osobomsmile


                  • mamba30 Re: A może tak... 18.08.06, 11:13
                    na razie staram sie zrobic wywiad, jak inni, czyli Wy taka sytuacje
                    postrzegacie, nie chcę działać pochopnie, aby nie zaszkodzić. Jeżeli sytuacja
                    się nie zmieni na korzyść, zaczne niestety zbierać dowody niedojrzałości exa....
                    • kini_m Re: A może tak... 18.08.06, 11:52
                      mamba30 napisała:
                      > Dlaczego uważasz, że mam problem z zasadami?

                      Trudno jednoznacznie okreslić styl organizację czasu, proponowania
                      zainteresowań dla dziecka zwłaszcza kilknastoletniego. Tak jak napisała
                      alina66:

                      > Mój syn był w prawie takim samym wieku, jak się rozwodziłam, i uważam, że
                      > młodszy nastolatek oczekuje od rodzica, że ten będzie jeszcze podejmował za
                      > niego poważne decyzje dla jego dobra i przestrzegał, aby były realizowane.
                      > (Nawiasem mówiąc,czasem mam wrażenie, że tak myśli w pewnych sytuacjach
                      > jeszcze i teraz mój, obecnie 18-letni, syn).

                      Więc najkrócej mówiąc:
                      rodzic proponuje dziecku to co potrafi zaproponować.
                      W takim sensie można powiedzieć że dziecko jest poniekąd "skazane" na swoich
                      rodziców (np. nasza córka złaziła z nami Bieszczady - co inni mogliby
                      krytykować, że dwulatka jest ciągana na wielogodzinne wędrówki).
                      To i tak może być lepsze niż wielogodzinne walenie w klawiaturę w gry
                      komputerowe itp. (Motocykl - może być - ok, te używki - to już problem.)

                      > Ja nie bronię zaszczepiania dziecku smykałki do motorów, ale pod warunkiem,
                      > że dziecko tego chce.

                      Jako odpowiedź przytoczę historyjkę z innego forum (czy motocykl, czy góry -
                      to już drugorzędny szczegół):
                      "Pierwszy raz zabrałem w góry syna gdy miał chyba 9 (+/-) lat. Pojechaliśmy w
                      Góry Stołowe, bo tam jest trochę atrakcji dla takiego młodego człowieka.
                      Wróciłem po 2 dniach. Młody chciał do mamy.
                      Następnym razem zabrałem całą rodzinę (już wtedy pełny skład - 2+3) w Gorce.
                      Góry nie za wysokie, przyjemne... Plan był taki: Ja z Młodym wyskok na kilka
                      dni po górach, reszta organizuje sobie rozrywki w Niedźwiedziu. No i co? Owszem
                      w góry wyszliśmy, ale po zaliczeniu Turbacza i noclegu pod Turbaczem (w
                      schronisku) wróciliśmy do mamy.
                      Potem były jeszcze Beskidy i Karkonosze ale już bez próby wypadu, ot po prostu
                      wczasy. Żona, fakt, szybko się męczy w górach. Dzieci podłapywały nutę, a z
                      takim chórem to ja nie wygram. Wtedy to zrezygnowany powiedziałem, że więcej z
                      nimi w góry nie pojadę. I kropka.

                      Niby nic, aż tu któregoś razu najstarsze z dzieci pyta mnie, czy bym go nie
                      zabrał w góry. No i co? Pewnie że wziąłem. Chodzi lepiej ode mnie. Teraz ma 17
                      lat."

                      > Na prospozycję, żeby wziął dziecko na tydzień w jakieś normalne
                      > miejsce, czyli z góry ustalone, żebym wiedziała, co się dzieje z synem i
                      > samochodem a nie motocyklem (taka była moja sugestia, a kolejna, że przeciez
                      > pozostały tydz. może sobie pojechać z dziewczyną na motorze) odpowiedział,
                      > żebym #@#$^%$^%$^% i żebym się nie wper....ła w jego życie. Co według ciebie
                      > powinnam zrobić??? Powiedzieć tak, zrób tak?????

                      Dobrze to znam, bo na pytanie: "Gdzie była córka, co robiła, kogo odwiedzała?"
                      Słyszę podobną odpowiedź jak Ty od exa ("Nie będziesz kontrolował mojego
                      prywatnego życia").
                      Co Ci mam na to odpowiedzieć....?
                      Skalkuluj co będzie korzystniejsze:
                      -czy wyegzekwować swoje i wprowadzić ewentualne zakazy co spowoduje pogorszenie
                      dogadywania?
                      -czy jednak przełknąć sprawę i zgodzić się na sytuację, ale nie czynić dalszych
                      strat w jakości kontaktów?
                      Ja nie ukrywam że byłbym bliższy tego drugiego, ale próbowałbym jednocześnie
                      coś "utargować".

                      > Palił się, że dzieciaka zabiera na 2 tyg. a przywiózł Go po 8 dniach, teraz
                      > sobie dokładnie obliczyłam, śpieszył się na zlot motocyklowy, dziecko było
                      > niewygodne...... W ub. roku zrobił to samo.

                      No tutaj to ostatecznie wyszło na Twoje. Mniej się niepokoiłaś o dziecko. Więc
                      z punktu dbałości o dziecko paradoksalnie powinnaś być zadowolona (chyba że
                      starciłaś inaczej zaplanowany czas dla siebie).

                      > Czy to jest ta odpowiedzialność 36-letniego ojca???
                      Lepiej nie wchodźmy w definiowanie odpowiedzialności, to nas do niczego nie
                      doprowadzi. Rozmawiajmy o konkretnych sytuacjach.

                      > A może to jest pochwalenie się synem, mam syna, jest duży, rośnie, przystojny
                      > z niego chłopak.....

                      Nawet dużo starsi rodzice chcą się chwalić dziećmi, nawet już dorosłymi - oj,
                      poczułem to. Ale to nie jest szkodliwe. (Tu jesteś zbyt wrażliwa.)

                      > Nawet sam z siebie nie mógł Mu zafundować tych pseudo-atrakcji.
                      > Potrącił sobie 200 zł z przyznanych przez sąd 500 zł alimentów. To jego
                      > koszty za wakacje.

                      Cóż, mozna na to spojrzeć dwojako: inne dziewczyny chciałyby wyegzekwować
                      jakiekolwiek pieniądze, ale możesz też walczyć o każdą złotówkę.
                      Ty wybierasz sposób spojrzenia.
                      Potrącenie z alimentów na wakacje nie jest niczym nadzwyczajnym, chyba że ma w
                      orzeczeniu rozwodowym oddzielnie zapisana kwotę na wakacje.

                      > jak mi sie udało rozmawiac z synem przez tel. zapytałam sie co
                      > robi, czy sie nudzi - odp. nie, ja: a co robisz, on - a nic, chodzę sobie,
                      > bawię się patykami..... Tak spędza wakacje 12 latek z ojcem????
                      > Litości, to paranoja.

                      Hej, Mamba wyloozuj. Zabawa patykami to nic złego. Jakby dziecko faktycznie się
                      nudziło to raczej nie omieszkałoby tego wspomnieć.

                      > Dlaczego ten facet zamiast to docenić, to wbija we mnie kolejne szpilki????

                      Na to nie poradzisz. Wracam tu do tego, na co zwróciłem uwagę w moim pierwszym
                      poście:
                      2. Wyrobienia optymalnego własnego podejścia do sytuacji.
                      - Czyli poszukaj takiego ustawienia swojej osoby, emocji, aby nie emocjonować
                      się jego postawą - ale jednocześnie nie pogarszać dalej, nie zrywać
                      porozumiewania. Bo zawsze może gorzej.
                      Musimy sobie powiedzieć smutno, że choćby jeśli się wkurzy to w ogóle może
                      porzestać płacić alimenty. A brak alimentów i egzekwowanie ich przez komornika
                      jest znacznie mniej przyjemne niż ich dostawanie nawet z potrąceniami na
                      wakacje. Przykre to, ale musimy wiele ewentualności i przewidywań mieć na
                      uwadze i na chłodno to kalkulować.

                      > ale chyba dorosli po to mają języki, aby sie porozumiewać i
                      > skoro podjęli kiedyś decyzję o wychowaniu nowego życia, to biorą na siebie za
                      > nie odpowiedzialność i dążą do tego, aby wszystko szło w jak najlepszym
                      > kierunku i jak najlepiej dla niego..... To nie działa tylko z jednej strony,
                      > czyli z mojej. Aby w miare dobrze funkcjonowała do tanga trzeba dwojga.

                      Tak. Ale nasze oczekiwania w stosunku do drugiej strony konfliktu może sobie
                      zazwyczaj włożyć gdzieś. Nasze możliwości sięgają tylko na tyle ile umiemy
                      zrobić własnymi rękoma, reszta to nasza zabawa w pobożne życzenia. Lepiej czym
                      prędzej to sobie odpuścić.
                      Ale ponadto możemy próbować nie pogarszać sytuacji, lub niektórym nawet się
                      udaje zmobilizować drugą stronę do czegoś więcej. No ale to ostatnie to już
                      mistrzostwo świata i tylko w odpowiednich okolicznościach, więc na razie sobie
                      to odpuśćmy. Ja w pierwszej kolejności skupiłbym się na niepogarszaniu
                      sytuacji).

                      > Tu nie chodzi o brak jednego śniadania, chodzi o fakt, że ex nie wywiązuje
                      > się we właściwy sposób z opieki nad dzieckiem. Bierze Go raz na m-c na
                      > weeken, który sobie sam ustala.

                      Więc nie wciska się w Twoje zycie zbyt często. Jeśli chcesz mieć nieco spokoju
                      to i tak nie najgorsza sytuacja (z Twego osobistego punktu widzenia).
                      Także i ten brak śnaiadania więc nie ma okazji zdarzyć się zbyt często.


                      > Potem odsypaili do 13 i dziecko nie mogło sobie zrobic śniadania, bo nie
                      > miało z czego. Dopiero tata po przebudzeniu poszedł do sklepu po zakupy.
                      > Nie widzisz w tym nic złego??? Uważasz, że się czepiam???

                      Oczywiście że widzę niepoprawność sytuacji.
                      Ale pewien poziom niepoprawności można przełknąć.
                      Nie ma co ukrywać: im więcej elastyczności tym więcej możliwości dogadania się.
                      A czy się czepiasz...? To już bardzo subiektywne odczucie.
                      Mogę tylko powiedzieć że w sytuacji Twego dziecka nie ma jeszcze żadnych tak
                      krytycznych momentów które wymuszałyby radykalne zmainy (które kosztowałyby
                      utratę porozumiwania), choć nie mówię że źle jest chuchać na zimne.

                      > Jestem przewrażliwiona i
                      • kini_m Re: A może tak... 18.08.06, 11:55
                        > Jestem przewrażliwiona i znowu Ci odp. że nie przez złośliwość.

                        Nie zarzucam Ci złośliwości.
                        Zresztą nigdy nikomu jej nie zarzucam. Nie patrzę w ten sposób.

                        > Było zimno, bardzo zimno, syn był w zimowej puchowej kurtce. Ojca obowiązkiem
                        > jest pilnować dziecka, skoro nie miał czasu, to chociaż powinien pozwolić
                        > dziecku bawić się z psem, ale nie nad samym brzegiem rwącej rzeki, mieli cały
                        > ośrodek znajomego do dyspozycji.

                        Chyba zapominasz że akurat zabawy nad rzeką są najbardziej atrakcyjne.
                        Nawet mimo to że wiem, jak rzeka może być nieprzewidywalna. Ale tego ryzyka
                        nigdy nie wyeliminujesz. Czy chcesz nastoletniemu synowi zakazać zbliżać się do
                        rzeki od... do... ? Lub zakazać zbliżać się do rzeki z psem?
                        Pewnę ilością ryzyka zawsze musimy wliczyć, jak na przejściu dla pieszych.
                        Jeśli tego nie umiesz wliczyć - wtedy reakcję nazwałbym przewrażliwieniem.

                        > Kolejna rzecz - spanie w domku. Również było zimno, syn został zabrany motorem
                        > bez mojej wiedzy. W domku była impreza, najarane, opary alkoholowe i bluzgi,
                        > a w tym wszystkim jedno jedyne dziecko - mój syn.

                        Wspólne spanie, nawet na podłodze - nie jest niczym złym.
                        Kilkunastolatek też nie umrze jeśli go raz w życiu nieco przechłodzi (to wygody
                        cywilzacji nas rozleniwiają, że zapominamy o naturalnych warunkach i
                        umiejętnościach organizmu).
                        Alkoholu i bluzgów - napatrzy się także w życiu w innych miejscach niż tylko
                        przy ojcu - przed tym nie uchronisz. Tutaj najwazniejsze jest abyś wyrobiła w
                        dziecku włąsciwe podejście do życia, a nie koniecznie barykadowała przed prozą
                        życia.
                        Natomiast narkotyki - o to bym sie czepiał, z tym dziecko nie powinno mieć
                        styczności. Ale też sama chyba wiedziałaś kogo wybierałaś na ojca dziecka?

                        > Nadal nie widzisz w tym nic złego?? Dlaczego uważasz, że się czepiam
                        > szczegółów?? Ja bym tylko chciała, żeby wszystko miało ręce i nogi.

                        Owszem, widzę niepoprawność. Ale proponuję skupić się na tym co jest w zakresie
                        możliwości, przy jednoczesnym niepogarszaniu sytuacji.
                        Jeśli oczekujesz ode mnie tylko wsparcia w stanowczości w stawianiu warunków,
                        to znajdziesz tu na to wiele innych osób. Ja chcę Ci przedstawić inne, myślę że
                        nienajgorsze spojrzenie. Jeśli coś to wniesie, to mam nadzieję że z dobrą
                        skutecznością.

                        > Jak wyżej - mogę mówić i tłumaczyć swoje, w odpowiedzi usłyszę bluzgi....

                        To nie zwalnia nas z dalszego szukania dobrch sposbów. Ja też słyszałem bluzgi,
                        ba... moja córka słyszała ich wiele i jako 2-latka (sic-!)
                        interweniowała: "Mama, nie kłóć się". Więc tez miałem dramatyczne dla dziecka
                        sytuacje.
                        Ale nadal poszukiwałbym sposobów na porozumiwanie, gdyby tylko nie rozwaliła
                        rodziny, nie zabarykadowała się wraz z teściami, nie ciągała mnie po sądach
                        wraz z teściową.
                        (Na razie starczy mojego pisania, i tak już zająłem dużo miejsca.)
                        Życzę wytrwałości.

                        _________________
                        Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                        nauczyć się kłamać.
                      • mamba30 Re: A może tak... 18.08.06, 12:05
                        skwituje to krótko - ze swoich obserwacji całej sytuacji, przy ustępowaniu
                        zawsze exowi dla dobra ogółu, widzę to tak, że jego włażenie w moje ustalenia,
                        w moje zycie i całą resztę pogłębia się. Im więcej dostaje, im więcej ustepuje
                        i się zgadzam, tym więcej on chce... Zaczyna wchodzić na głowę, pewnie znasz
                        ten mechanizm niekoniecznie z relacji matka-ojciec-dziecko....
                        Co do alimentów to juz 2 lata potrąca sobie różne sumy, które mu przyjdą do
                        głowy. Do tej pory nic nie mówiłam, ale zaczyna popadać w przesadyzm. Syn sie
                        zapisał na obóz sportowy w klubie, w którym trenuje. Dzwoni do mnie ex -
                        informuje mnie o tym i mówi ja płacę połowę, a ty MASZ zapłacić resztę. Zero
                        dyskusji, czy mam, czy się zgadzam, mam zapłacić, jak nie, to on mi alimentów
                        nie da...... Opłaciłam połowę tego wyjazdu, były jeszcze inne opłaty związane z
                        egzaminami i kieszonkowym, dałam.... Potem kolejny wyjazd ja opłaciłam, teraz
                        syn znowu wyjechał znowu opłaciłam, za chwilę musze kupic książki i zeszyty - z
                        czego?????

                        On ma to w dupie, potrąca sobie, za bluzke która kupił też musi sobie potrącić,
                        nieprawdaż??? Powinnam się cieszyć, że w ogóle dostaję??? Niecj może komornik
                        ściągnie, on zarabia 5-10 tys m-nie..... ja teraz jestem bez pracy od sierpnia,
                        mój 2 mąż płaci za syna atrakcje i zapłaci za książki.... absurd...
                        • kini_m Re: A może tak... 18.08.06, 13:17
                          Tak, znam to - daj palec, weźmie całą rękę. Trudno znaleźć na to radę.
                          Z jednej strony dopingowałbym do dalszego szukania porozumienia (nawet kosztem
                          czasami podkładania się), ale z drugiej pamiętam jak sam już miałem dość
                          takiego podkładania się.
                          Podałem kilka sugesti, ale żeby dobrze pomóc to myślę, że byłby potrzebny ktoś
                          blisko Waszej sytuacji. Ktoś, kto bezpośrednio pozna Waszą sytuację także ze
                          słów drugiej strony. Ktoś bezstronny, spróbuje zrozumieć w czym tkwi problem
                          drugiej strony. Może mediator, albo terapia dla rodziców.
                          Boję się, że gdy nie przyjmiesz (przyjmiecie) właściwych sposobów to sytuacja
                          Wam się dalej będzie zaogniała. Co sprawi kolejne trudności, żale.
                          Życzę żeby sytuacja się tak smutno nie rozwijała.
                          • mamba30 Re: A może tak... 18.08.06, 13:58
                            Kini, zapomnij o terapii czy mediacji.... ja tuż przed złożeniem pozwu i wiele,
                            wiele razy wcześniej namawiałam exa na terapię, abyśmy coś z tym zrobili. Pozew
                            złożyłam w lipcu 2004, a w maju sama chodziłam do psychologa, postawiłam exowi
                            warunek, że wróci do mnie, jak pójdzie na terapie. Po tyg. się zgodził, ale pod
                            warunkiem, że razem pójdziemy. Powiedziałam ok, prosiłam kolejne kilka tyg.
                            nawiązywałam do naszych ustaleń i g...o.... Na poczatku lipca powiedział do
                            mnie na moje zarzuty, że nie sypia ze mną już 4 lata!!!!!!!! cyt. " o co ci do
                            ku...y nędzy chodzi, przecież cię nie uderzyłem od 2 m-cy, czego teraz znowu
                            będziesz chciała???? za każdym razem coś sobie znajdziesz. Na terapie nie
                            pójdę, sama sobie idź" Widzisz jakieś wyjhście?? ja czarno..... na razie pytam
                            się, obserwuję, zobaczę jak się dalej sytuacja rozwinie, teraz nie ma syna w
                            domu, wraca 28 sierpnia. Uwierz mi, że wystąpienie na drogę sądową będzie dla
                            mnie już ostatecznością, okazałam już to w trakcie rozwodu, o nic się nie
                            ubiegałam, mimo że zostałam prawie bez środków do życia, ani nie orzekałam o
                            winie. Chciałam być wolna, przestać się szarpać i szamotać z życiem.... Teraz
                            powoli zaczynam być zdesperowana niemożnością dojścia do porozumienia. Ja bym
                            chciała dobrze, dlaczego tylko ja??? Mój mąż też jest zdania, że powinnam
                            poczekać, nie chce, żebym się denerwowała i po sądach wlokła, sam zresztą jest
                            z drugiej strony - ex Mu utrudnia kontakty z córką i jest złośliwa, ale to
                            chyba czytałeś kilka postów wyżej sad(
                            • chalsia Re: A może tak... 18.08.06, 19:01
                              sądowe ustalenie kontaktów da Ci to, że np. jesli ojciec NIE BĘDZIE miał
                              wyznaczonych kontaktów w dni powszednie w godzinach gdy syn wychodzi ze szkoły -
                              to go nie będzie mógł z niej odebrać. Ani przedłuzyc wyjazdu z synem ponad to,
                              co zostało przez sąd ustalone. Jeśli by robił inaczej - wtedy możesz zgłosić na
                              policję i muszą się tym zająć.
                              Nic innego raczej Ci ustalenie kontaktów nie da przy takim stanowisku eksa.
                              Chalsia
                              • kini_m Re: A może tak... 18.08.06, 19:27
                                Chalsiu, nie wiem jaką Ty sobie sytuację wyobrażasz?
                                Że dziecko wychodząc ze szkoły może pójść do kolegów, ale nie może pójść z
                                tatą? No i ganianie się za rodzicem z policją?
                                Przechodzimy tu z jednej nieprawidłowości w inną paranoję.
                                To chyba niezbyt trafne sposoby.
                                _________________
                                Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                                nauczyć się kłamać.
                                • chalsia Re: A może tak... 18.08.06, 22:46
                                  Kini, ja nie namawiam- po prostu informuję autorkę czego sie może spodziewać,
                                  jeśli zdecyduje się na drogę sądową.
                                  Chalsia
                            • kini_m Re: A może tak... 18.08.06, 20:12
                              mamba30 napisała:
                              > Kini, zapomnij o terapii czy mediacji.... ja tuż przed złożeniem pozwu i
                              > wiele, wiele razy wcześniej namawiałam exa na terapię, abyśmy coś z tym
                              > zrobili. Pozew złożyłam w lipcu 2004, a w maju sama chodziłam do psychologa,
                              > postawiłam exowi warunek, że wróci do mnie, jak pójdzie na terapie. Po tyg.
                              > się zgodził, ale pod warunkiem, że razem pójdziemy. Powiedziałam ok, prosiłam
                              > kolejne kilka tyg. nawiązywałam do naszych ustaleń i g...o....

                              Tak.... sam zapytałem na sasiednim wątku, osobę która reklamuje tu mediacje aby
                              spróbowała odpowiedziec jak na to namówić opornego partnera/rodzica.
                              Ciekawe czy doczekamy odpowiedzi od reklamodawcy.
                              Ja swoją exię namawiałem do wspólnej wizyty u psychologa przez kilka miesięcy.
                              W końcu się zgodziła. Wtedy zamiast trafić do dobrego terapeuty rodzinnego,
                              trafiliśmy do przeciętnych psychologów (jednego ja wybrałem, drugiego ona
                              wybrała). Dziś odradzam wizyty u zwykłych psychologów, bo to strata czasu.

                              > Widzisz jakieś wyjhście?? ja czarno.....

                              Tak, ale jest to wyjście trudne do zaakceptowalne dla Ciebie na obecny moment:
                              po prostu przełknąć to.
                              Natomiast to, o co Ci chodzi, czyli zrealizowanie Twoich postulatów - może być
                              trudne.
                              Pozostaje Ci:
                              albo pogodzić się z sytuacją,
                              albo systemtycznie powoli osiągać choć częściową realizacją Twoich oczekiwań,
                              albo przeć do przodu ze swoimi postulatami coraz radykalniejszymi sposobami,
                              czyli do sądu włącznie.
                              Wybory wydają się dość klarowne, no i co wybierzesz to będzie zależało od
                              Ciebie.

                              > Chciałam być wolna, przestać się szarpać i szamotać z życiem.... Teraz
                              > powoli zaczynam być zdesperowana niemożnością dojścia do porozumienia.

                              Masz tym wszystkim dziś zszargane nerwy. Zapewne własne emocje w tej sytuacji
                              nie ułatwiają Ci tutaj życia. Potrzebne Ci wsparcie u najbliższych, żeby się
                              nie wykończyć, ale sugeruję omijanie wsparcia w stylu "nie daj się draniowi".

                              > Ja bym chciała dobrze, dlaczego tylko ja???

                              Każdy chce dobrze. (Nawet Hitler tak chciał.) Tylko niektórzy są bardzo
                              oderwani od rzeczywistości, brakuje im wrażliwości, zrozumienia bo... ktoś im
                              tego nie przekazał prawidłowo w wychowaniu - to zawsze ten sam powód.
                              Więc bądźmy wrażliwi na potrzeby naszych dzieci (nie tylko na własne zdanie),
                              żeby czarne historie się nie powtarzały.

                              > Mój mąż też jest zdania, że powinnam poczekać, nie chce, żebym się
                              > denerwowała i po sądach wlokła, sam zresztą jest z drugiej strony - ex Mu
                              > utrudnia kontakty z córką i jest złośliwa,

                              Więc niejeden życzliwy Tobie facet ma podobne zdanie - wstrzymać się z
                              radykalniejszymi krokami. Znaczy to tyle co napisałem -wg Twojego męża i mnie-
                              ta sytuacja jest jeszcze możliwa do przeczekania, być możne nawet do
                              zaakceptowania. (Pamietaj: o umiejętności do akceptacji mówimy właśnie wtedy
                              gdy coś nam się nie podoba, ale stoimy w obliczu tych trudnych dla nas
                              okoliczności. Nawet jesli tematem jest dyskusja o ryzyku wobec dziecka.)

                              Przede wszystkim szukaj uspokojenia dla siebie przy boku męża. To jest Ci teraz
                              najbardziej potrzebne. Żeby spokojniej rozważać kolejne kwestie. Choć zdaję
                              sobie sprawę, że te kwestie spędzają Tobie sen z powiek.
                              Wierzę że sobie poradzisz.
                              W razie czego pisz, zawsze dobrze wiedzieć jak inni na to patrzą.
                              _________________
                              Nie wszystkim dzieciom jest pisane stać się dorosłymi, niektóre nie mogą
                              nauczyć się kłamać.
                              • mamba30 Kini 18.08.06, 21:18
                                mój mąż chwilę temu przeczytał wszystko, prosiłam Go o to, prosiłam o wyrażenie
                                swojego zdania. W wikszości się ze mną zgadza, ale widzi też Twoje i innych
                                racje. Doszliśmy wspólnie do porozumienia, że sąd będzie ostatecznością, będę
                                próbowała rozmów....małe szanse, ale jednak. Forum troszkę utrudnia dyskusję,
                                może mógłbyś/chciałbyś porozmawiać na GG? Byłabym wdzięczna, wbrew kilku
                                negatywnym osądom na Twój temat ufam Tobie jako człowiekowi/ojcu/osobie...
                                • kini_m Re: Kini 18.08.06, 21:51
                                  Boję się być jakąś wyrocznią, ale z chęcią zawsze rozmawiam.
                                  Wiesz... staram się kierować wiarą, którą kiedyś mi zaszczepiono, wiarą nawet w
                                  najgorszego człowieka. I chciałbym nawet w najgorszych sytuacjach nie tracić
                                  wiary, cierpliwości, choćby inni uważali że to głupota i naiwność.
                                  I w taki sposób staram się po prostu odpowiadać.
                                  Choć muszę też pamietać, że inni tyle cierpliwości nie mają - i to też muszę
                                  uszanować. (Przyznam że to sprawia mi trudność, bo chciałbym żeby każdy miał
                                  dużo cierpliwości, co nie zawsze możliwe.)

                                  A opinia o mnie... gdy wpadła tu exia i starała się ze mnie zrobić najgorszego,
                                  to część podatnych na to osób - to podłapała. Exi już nie widać, ale swoje
                                  narobiła. Cóż, to wybór opini każdego z osobna.

                                  moje GG: 6541008
                                  zawsze otwarte i czekam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka