coccodrilla
29.08.06, 20:32
Witajcie,
Jest Nas tu wiele, a kazdy czlowiek to inna historia, wiec moze ktos podpowie mi
cos, pocieszy, bo trudno mi bardzo i smutno.
Od pieciu lat jestem w zwiazku z mezczyzna, ktory ma 8-letnie dziecko. Dziecko
dotychczas przebywalo przy Mamie. Wiodlo im sie roznie, na ogol biednie i
glodno - pomagalam wiec jak moglam np kupujac ubranka. Mieszkaja na drugim
koncu Polski, sila rzeczy wiec Dziecko jest zwiazane bardziej z Mama, a Tata
to taka wakacyjno-swiateczna atrakcja (warunki finansowe nie pozwalaja Ojcu na
czeste podroze - sam przejazd w te i z powrotem to jakies 200 zl). Jesli
chodzi o mnie, kontakt z Dzieckiem mam dobry.
Od trzech lat Mama jest bezrobotna i "utrzymuje sie" z alimentow. W zwiazku z
tym, ostatnio wpadla na pomysl wyjazdu zagranice i pozostawienia przy nas
Dziecka. I tu rozpoczyna sie dramat: od kwartalu jestesmy zasypywani
sprzecznymi informacjami - wyjezdzam za miesiac, za dwa, na rok, na dwa lata,
do miasta A, do miasta B itd. Nie tylko my - Dziecko co kilka dni slyszy inne
wersje i juz nie wie, gdzie jest Jego dom, szkola, z kim bedzie mieszkac.
Obecnie Mama rozmyslila i przeprowadza sie do jeszcze innego miasta -
nieznanego Jej ani Dziecku, nie podaje nowego adresu pobytu, mimo iz go juz
podobno zna, nie podaje adresu szkoly, do ktorej Dziecko ma chodzic. Formalnie
jest bezdomna i bezrobotna. Nam - cudem udalo uniknac sie podpisania umowy
wynajmu wiekszego lokum na najblizsze dwa lata, Mama podziekowala Ojcu za
"przejecie sie sytuacja". Dodatkowo, Dziecko jest tutaj oczywiscie zapisane do
szkoly, ma zapewniona fachowa pomoc terapeutyczna od wrzesnia. Sytuacja jest
taka, ze wrzesien za pasem, a my dalej nie wiemy, gdzie i z kim Dziecko ma
mieszkac.
Z prawnego punktu widzenia zatrzymanie Dziecka tutaj wiaze sie ze wniesieniem
do sadu wniosku o opieke nad Dzieckiem i rozpetaniem wojny, podczas gdy Ojcu
Dziecka zalezy na poprawnych stosunakch z Mama Dziecka (dla dobra Dziecka) i
utrzymaniu wiezi emocjonlanych pomiedzy Dzieckiem a Matka - "matka nie po to
tylko by urodzić". Dochodzi do tego wyczerpanie spowodowane ciaglymi wizytami
u psychologow, prawnikow, szukaniem mieszkania, probami dogadania sie z druga
strona, ktora notorycznie nie informuje o istotnych sytuacjach dotyczacych
Dziecka.
Dodam jeszcze, ze w ostatnich latach Dziecko jest regularnie zaniedbywane tzn
nosi podarte ubrania, nie ma na czas zimowych butów (obuwie kupujemy my, kiedy
przyjezdza w odwiedziny do Ojca), jest niedomyte, zdarza sie, ze Matce brakuje
na jedzenie, lekarstwa, czynsz i potrzebne sa dodatkowe pieniadze dosylane do
regularnych alimentow. W ciagu ostatnich kilku lat Matka przepwrowadzala sie
wielokrotnie, wiec Dziecko nie ma wlasnego kata odkad Rodzice rozstali sie.
Procz tego matka stosuje przemoc fizyzna np kopie Dziecko, bije po twarzy,
uzywa wulgarnego slownictwa typu spie..j. Rozmowy z nia daja tylko tyle, ze
za kazdym razem przeprasza Dziecko, Dziecko pytane pozniej, czy sytuacja
powtorzyla sie zaprzecza, za to opowiada o innym rownie niewlasciwym
zdrzeniu.Jesli chodzi o to ostatnie uslyszelismy juz od prawnikow, ze jest to
trudne do udokumentowania i ze jestesmy niewiarygodnymi swiadkami, mimo iz
tego typu postpowanie kwalifukuje sie do postepowania karnego.
I tutaj pytanie do Was, forumowicze, czy ktos z was byl/slyszl o podobnej
sytuacji i jak sie to potoczylo? Jestem osoba zwiazana emocjonalnie i bardzo
cierpie patrzac na niepewnosc Dziecka, a jednoczesnie nie mam mozliwosci
decydowania o sprawach dla niego istotnych. Czuje sie coraz bardziej uwiklana
w moja bezsilnosc i nie wiem jak mam sie zdystansowac? Jak rowniez, jak w tych
szalonych warunkach zapewnic Dziecku poczucie bezpieczenstwa, bo z powodu tego
zametu mowi np o tym, ze chcialoby sie zabic, a nawet kilkakrotnie siegalo po
noz (to ostatnie ustalo, odkad kilka dni temu Mama oznajmila, ze nigdzie sie
nie wybiera)...