Gość: monikaaa
IP: *.*
05.11.02, 09:21
Kochane, tak naprawde nie wiem co czujecie, mogę się tylko domyślać... czytając wasze posty wiele razy zastanawiałam się nad tym co zrobić żeby moje małżeństwo nie skończyło się takim postem.I nie chodzi tu o to czy moje małzeństwo jest lepsze czy gorasze, czy mój mąz jest taki a nie inny i czy wreszcie ja sama jestem w stanie zapewnic naszemu dziecku spokojny szcześliwy dom.Ja po prostu nie mogę pogodzić się z tym co spotyka NAS, kobiety. Rodzimy dzieci naszych mężczyzn, staramy sie stwożyc ciepły dom często wyżekajac sie własnych marzen i ambicji i co? Nagle okazuje sie że to kompletna fikcja. Mąz zaczyna pić, albo zachowywac się tak jakby nic go nie obchodziło, albo zaczyna traktowac nas jak ludzi podrzednej kategorii, albo przestaje się nami w ogóle interesowac albo... czasem to my same mamy dośc, odkrywamy w naszym życiu jakies luki, nagle okazuje się że nie o to nam w życiu chodziło. Brak porozumienia ston...OK. Tylko gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla naszych dzieci?Wychowywałam sie w rodzinie niby normalnej. Niby. Ojciec niby nie był alkocholikiem. Niby bo zdarzały sie okresy kiedy pił.Nie było niby awantur. Niby bo pamietam wrogość naszych rodziców w stosunku do siebie. W zasadzie moge powiedziec że moi rodzice powinni sie rozstac juz po max 5 latach małżenstwa, bo przez mniej więcej tyle czasu mogli na siebie patrzec bez wrogości. Powinni. Ja i moja siostra nie raz namawiałyśmy mame do rozwodu. Mówiła że nie może tego zrobic ze względu na nas. Nigdy tego nie mogłam zrozumieć.I dalej nie mogę. Teraz ja i moja siostra mamy swoje rodziny , nie mieszkamy z rodzicami, nawet nie w tych samych miastach. Ale często się widujemy. A moi rodzice? No cóż.. mieszkaja w domku na wsi. Razem. Dalej na siebie warczą, dalej nie są dobrym małżeństwem. Mój ojciec miał rok temu udar mózgu, nigdy nie odzyska juz dawnej sprawności. Moja mama dalej przy nim trwa i tak juz pewnie będzie do końca.Nie wiem czy to dobrze czy nie. Wiem tylko że my, dzieci, ciągle i zawsze możemy liczyc na naszych rodziców. I to jest Ważne.Dlatego kiedy czytam posty na forum z jednej strony szlag mnie trafia na tych facetów które zostawiają kobiety w 3, 4, 9 miesiącu ciąży i na kobiety które nie pozwalaja swoim dzieciom na kontakt z ojcami. z drugiej strony myslę że każdy ma prawo do szczęścia w swoim znaczeniu tego słowa. Facet zostawia kobiete bo dziecko "nie dla niego", kobieta odchodzi od faceta bo nie potrafi już dłużej z nim życ. Może tak właśnie jest lepiej dla obu stron? Może nawet i dla dziecka?Nigdy nie byłam w takiej sytuacji jak większość z Was. Nie wiem co zrobiłabym będąc na waszym miejscu.Dlatego nie chce nikogo oceniac ani krytykować. W jakis sposób utozsamiam się z wami. Dlatego pisze ten post.Trzymajcie się kochane, juz tyle przeszłyście. Trzymam za was i za wasze dzieci kciuki.Monikaa