Gość edziecko: b2259
IP: *.*
07.02.03, 19:58
Gdy nasz synek mial pol roku maz mnie zdradzil. Jeden raz.Bylo mi ciezko, ale wybaczylam. Ukladalismy wszystko od nowa. Minelo pol roku. Maz wrocil z pracy "przybity". Dlugo go cisnelam w koncu powiedzial: spotkali sie przypadkiem, ona jest w ciazy, twierdzi, ze to jego dziecko. Dlugo plakalam. Mijaly miesiace. Moj maz i ona spotkali sie w sadzie na rozprawie o alimenty. Zaczelismy placic trzy miesiace przed porodem. W lutym 2002 zadzwonila, ze urodzil sie chlopczyk. Ja bylam wtedy w 4 miesiacu ciazy, cynek mial 13 miesiecy. Bylo i jest nam ciezko, zarowno finansowo jak i na duszy. Maz nie spotyka sie z nia, nie widzial tez dziecka. Alimenty placimy przez fundusz alimentacyjny.Gdy patrze na moje dzieci (corcia ma pol roku) mysle o tej dziewczynie: jaka jest,jak sobie radzi, co omnie mysli. Obie mamy prawo do szczescia, a ja mam wyrzuty sumienia. Powinnam sie cieszyc, ze maz nie chce utrzymywac kontaktu, ale dziecko musi miec ojca. Znam jej adres i telefon i mam ochote dac jej jakis znak znak, ale sie boje.Poradzcie co mam robic?BeataS