Co mam zrobic...?

IP: *.* 07.02.03, 19:58
Gdy nasz synek mial pol roku maz mnie zdradzil. Jeden raz.Bylo mi ciezko, ale wybaczylam. Ukladalismy wszystko od nowa. Minelo pol roku. Maz wrocil z pracy "przybity". Dlugo go cisnelam w koncu powiedzial: spotkali sie przypadkiem, ona jest w ciazy, twierdzi, ze to jego dziecko. Dlugo plakalam. Mijaly miesiace. Moj maz i ona spotkali sie w sadzie na rozprawie o alimenty. Zaczelismy placic trzy miesiace przed porodem. W lutym 2002 zadzwonila, ze urodzil sie chlopczyk. Ja bylam wtedy w 4 miesiacu ciazy, cynek mial 13 miesiecy. Bylo i jest nam ciezko, zarowno finansowo jak i na duszy. Maz nie spotyka sie z nia, nie widzial tez dziecka. Alimenty placimy przez fundusz alimentacyjny.Gdy patrze na moje dzieci (corcia ma pol roku) mysle o tej dziewczynie: jaka jest,jak sobie radzi, co omnie mysli. Obie mamy prawo do szczescia, a ja mam wyrzuty sumienia. Powinnam sie cieszyc, ze maz nie chce utrzymywac kontaktu, ale dziecko musi miec ojca. Znam jej adres i telefon i mam ochote dac jej jakis znak znak, ale sie boje.Poradzcie co mam robic?BeataS
    • Gość edziecko: maria_rosa Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 07.02.03, 20:37
      Wiesz, ciężko doradzić.Rozumiem Ciebie doskonale, ale tak jak napisałaś dziecko musi mieć ojca.Ciężka sytuacja do rozwiązania.Musisz porozmawiać z mężem.Jakie ma zdanie na ten temat?Może boi się Ciebie stracić i celowo nie utrzymuje kontaktu z tamtą kobietą. Tylko, że to jego dziecko.Tak jak wasze dzieci muszą mieć ojca, tak i tamta dzidzia.Myślę, że szczera rozmowa dużo pomoże.Musicie porozmawiać.Myślę, że dopiero po rozmowie z mężem powinnaś podjąć decyzję co do spotkania z tamtą kobietą.Na chwilę obecną tylko tyle przychodzi mi do głowy.Pozdrawiam Cię serdecznie,maria rosa
    • Gość edziecko: beatach Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 08.02.03, 14:43
      Jestes dobra kobieta. Twoj maz powinien calowac Ciebie po rekach. Bo ja, na wiesc o zdradzie pewnie bym odeszla....Hmmm trudno cokolwiek doradzic, ale mysle ze nie zaszkodzi zrobic test na ojcostwo. A jesli prawda jest, ze ojcem dziecka jest Twoj maz. I jestes na tyle silna, zeby On widywal sie z dzieckiem, bedzie to pewnie dobry gest.( A moze ona tego nie chce).Zycze wszystkiego dobrego BeataCh
    • Gość edziecko: dorka2 Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 10.02.03, 13:17
      Znowu nasuwa mi się pytanie dlaczego Ci mężczyźni są tacy?Wiem, że Ci ciężko zaakceptować sytuację, że musiałaś i musisz poukładać to sobie zgodnie z Twoim sumieniem.Nie wiadomo jak ta druga osoba zareaguje, jaka jest. Wiem jedno jakaby nie była na pewno nie jest jej lekko myśląc że jej dziecko nie ma pełnej rodziny.Ja bym zadzwoniła mimo wszystko. Jeżeli spotkasz się ze złością, agresją to trudno, ale będziesz mieć poczucie że próbowałaś.Życzę wytrwałości,Dorka
    • Gość edziecko: HIPOLIT Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 12.02.03, 02:11
      nieuchronnie chwała Ci za to, ze potrafiłaś wybaczyć i w jakiś tylko Tobie znany sposób zaakceptować tą sytuację. Twojemu męzowi chwała za to ze się przyznał. Oczywiście nie ma powodu do dumy, ze będąc żonaty ma dziecko z inną kobietą. Ale każdy ma prawo o popełniania błędów. Myślę, że to ważne że się przyznał, bo nie każdego na to stać.Myślę,że skoro Twój mąż uznał jej dziecko za swoje (jeżeli płaci alimenty to oznacza ze je uznał)i jeżeli Ty akceptujesz tą sytuację (chociaż w głębi duszy...) to powinnaś się z nią skontaktować, ale może wczesniej poinformuj go o tym. Sądzę, że facet ma już dość niespodzianek w swoim życiu.W każdym razie podziwiam Cię. Jestes odważną, odpowiedzialną i bardzo artościową osobą.PozdrawiamAnia
      • Gość edziecko: Bysiaczek Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 15.02.03, 00:24
        Podpisuję się pod tym całym sercem !!!!!!Popieram jednak pomysł zrobienia próby na ojcostwo (zgoda na płacenie alimentów i uznanie dziecka mogą zostać "zniesione" sądownie, jeśli okazalo by się, że jednak nie jest to dziecko twojego męża).Ze swojej strony zachęciła bym Ciebie i twojego męża na skorzystanie z usług psychoterapeuty/psychologa ZANIM zaczniesz z nim rozmawiać o widywaniu tamtego dziecka, a ZWŁASZCZA zanim się skontaktujesz z tamtą kobietą.To pomaga poukładać swoje myśli i uczucia, może Was ustrzec przed wieloma niebezpieczeństwami i trudnościami, których nie można przewidzieć w takiej, jak Wasza sytuacji.Oby udało się Wam to tak poukładać, by wszyscy zaangażowani odczuwali jak najmniej cierpienia i bólu.Pozdrawiam,Chalsia
    • Gość edziecko: Renata27 Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 28.02.03, 23:09
      Ale jak sobie radzisz ze świadomością tego, swoja drogą to podziwiam bo ja bym nie chciala takiego uzywanego faceta.Beatko,bardzolubie czytac Twoje posty np obowiazki, no a o tłuczku do kotletów to juz nie wspomne!PozdrawiamRenata
      • Gość edziecko: b2259 Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 01.03.03, 01:48
        Renatko, jest faktem niezbitym, ze wiekszosc ludzi przed wstapieniem w zwiazek (malzensi czy partnerski) ma jakies tam przygody, ze tak powiem seksualne. I jest juz troche zuzyta ;)Czy ja wiem czemu wybaczylam? Kocham go, a Milosc jest slepa i Szalestwo ja prowadzi, jak zapewne wiesz. Jasne, ze teraz trudniej o zaufanie, ale widze, ze on sie stara, ze mu zalezy na tej mojej ufnosci i milosci.I jak zawsze powtarzam: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Moze to bylo przeznaczenie? Moze bez tej zdrady nie bylibysmy tam gdzie jestesmy?On ma dziecko z inna kobieta i moze...ktos na gorze mial to w planach? Wiem, wiem, kazdy jest odpowiedzialny za swoje zycie i nie ma co zwalac na Boga, ale przeciez jakis cel jest.Na 18-ste urodziny dostalam od ojca ksiazke "Listy do mojej coreczki", zawsze jak mam problem to do niej wracam. Jest tam piekny list o milosci:"Czulosc i milosc to cenne dobra; nalezy strzec ich zazdrosnie, by nie zostaly splamione. Bywa, ze pod wplywem bolesnych doswiadczen zalujemy, iz szafowalismy nimi na prawo i lewo. Jesli Tobie sie to przydarzy, nie dopusc mimo wszystko, by Ci serce stwardnialo.kazdy przezywa rozczarowania, kazdy doznaje ran. Potem jednak "szwankujaca pamiec" i zapomnienie sprawiaja, ze w sina dal odplywaja obietnice i znowu robimy to samo co przedtem. Taka juz czlowiek ma nature, ze nie poddaje sie na oslep, po omacku szuka szczescia.Dlatego choc trudno jest zniesc milosny zawod, nie zamykaj swego serca. Jesli krwawi, to dobry znak, a kiedy zablizniwszy sie, znowu mocniej zabije, bedziesz wiedziala, iz mezczyzna, ktory zdolal je ozywic, jest godzien Ciebie.Milosc, wspaniala milosc, ktora opromieni Twoje zycie, przyjdzie niespodzianie. Milosc to szelma, milosc to niecnota, milosc to nieobliczalne ladaco. Ale latwo ja rozpoznasz i na pewno sie nie pomylisz - w jej oczach ujrzysz bowiem te sama iskierke, ktora blyszczy w Twoich."Ja te iskierke widze w oczach mego meza, mimo wszystko...PozdrawiamBEATAS
        • Gość edziecko: Marina Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 01.03.03, 12:32
          Beato jestes WIELKA.M
        • Gość edziecko: mader1 Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 01.03.03, 19:56
          Jestes wielka i odpowiedzialna. porozmawiaj o tym, ze chcesz,by maz kontaktowal sie z dzidziusiem.Ale musisz sie liczyc, ze tamta dziewczyna niekoniecznie tak uwaza.Albo zacznie komplikowac wam zycie. Jest to trudne. ale do zrobieniamarzena
          • Gość edziecko: dyziak Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 02.03.03, 15:46
            Beatko, chyle czoła i ........ rozumiem, rozumiem. Może tylko z innej strony.......? Podasz mi autora tego cuda? Dyziak
            • Gość edziecko: b2259 Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 03.03.03, 04:46
              Jak to z innej strony, dyziaczku?Autor Alain Ayache "Listy do mojej coreczli."
    • Gość edziecko: Marina Re: Dyziaku IP: *.* 02.03.03, 16:00
      Alain Ayache "Listy do mojej coreczki"
    • Gość edziecko: youst Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 02.03.03, 17:37
      Analizując sytuację Twoją i Twojego męża od strony prawnej, radziłabym jak najszybciej zrobić badanie DNA, które pozwoli na 99,9% stwierdzić, czy Twój mąż jest ojcem tego dziecka. To bardzo ważne, bo jeśli okaże się, że nie jest, to może - pomimo uznania dziecka - żądać unieważnienia tego uznania z powodu wady swojego oświadczenia woli (był w błędzie, myśląc, że to jego dziecko). Ale może to zrobić tylko W CIĄGU ROKU od dnia uznania!!! Nie wiem, czy nie jest już za późno, bo piszesz, że dziecko urodziło się w lutym 2002r.Jeżeli Twój mąż nie jest na 100% pewien swojego ojcostwa (a tak naprawdę to chyba żaden facet nie wie tego "na bank"!) to nie ma sensu, żeby charytatywnie łożył na nie swoje dziecko przez długie, długie lata!!! Zwłaszcza, że ma dwoje na pewno swoich z własną żoną!!! Przypomina mi się jedna sprawa z mojego doświadczenia na aplikacji adwokackiej. Pewna panna z pewnej nadmorskiej miejscowości próbowała "wrobić w dziecko" pewnego bogatego młodego warszawiaka. On z nią faktycznie sypiał kilka razy w czasie wakacji, więc brał pod uwagę, że to on jest ojcem. Ona wytoczyła mu sprawę o ustalenia ojcostwa i alimenty. Sąd zabezpieczył powództwo, bo było wiarygodne i przez czas procesu koleś płacił pieniądze na dziecko. Ale zażądaliśmy (tzn. moja patronka - pani mecenas) badania DNA, które jednoznacznie stwierdziło, że chłopak nie jest ojcem! Dziewczyna, po ogłoszeniu wyroku oddalającego jej powództwo, wyszła ze spuszczoną głową i szybkim krokiem. Chyba było jej wstyd, że sama nie wie, kto jest ojcem jej dziecka i że chciała wrobić w alimenty na lata bogatego warszawiaka (który zresztą w międzyczasie się ożenił i oczekiwał dziecka z żoną, która o sprawie nic nie wiedziała!).Ta historia niech Ci uświadomi, że tak poważne obowiązki, jak alimentacja dziecka pozamałżeńskiego można na siebie wziąć wtedy, kiedy wie się na pewno, że jest się do tego zobowiązanym!A tak na marginesie nie rozumiem jednej kwestii - piszesz, że zaczęliście płacić alimenty na trzy miesiące przed porodem, a potem mówisz, że płacicie poprzez fundusz alimentacyjny. To w takim razie kto płaci - Wy (tzn. Twój mąż) czy ZUS?Daj znać, jak sytuacja wygląda w szczegółach, jak chcesz to na priv.Justynayoust@hot.pl
    • Gość edziecko: eBeata Re: Co mam zrobic...? IP: *.* 03.03.03, 10:57
      Beata, jż. tamta kobieta ma tyle rozsądku i mądrości co Ty, to powinno się wszystko jakoś ułożyć.Czego ba....rdzo życzę ;-)
Pełna wersja