Chciałabym abysmy oboje zmęzem mieli równe prawa rodzicielskie,nie orzekam o
winie- tak bedzie łatwiej, natomiast nie wiem jak zabrać się do odwiedzin u
syna. Problem jest w tym, że mąz kompletnie nie umie zajmowac sie synem- ten
ma 2,6 m, jest bardzo przywiązany do taty. Chciałabym, żeby przez 1-2 lata
odwiedziny były u mnie w domu lub pod obecnośc moją- tatus nie wie nawet jak
mleko sie robi- może robił to 2 razy w zyciu, nigdy nie karmił syna, nie
przebierał, nie wie jak wygląda dzien dziecka itd., bo nigdy go nie ma w domu.
Jak już byl to zmeczony więc TV- reszta należała do mnie, no ew. spacer na
który wysłałam. Zaznaczam, że nie jestem z tych mam co bronią dostepu do
dziecka- próbowałam wciągnąc męza w opieke, ale najpier syn był za mały- "ja
mam takie duże ręcę, krzywde mu zrobie", a potem-" ty to zrobisz lepiej", "nie
nadaje się do malych dzieci" itp.
Czy bedzie malo poważne jak będę wnioskować o takie odwiedziny?W końcu to nie
niemowlę, ale prawie 3 latek też jeszcze nie upomni sie o swoje.
Druga rzecz czy ustalac sądowniwe terminy? Prawda taka, że mąz tak bedzie mial
czas tylko w niedziele ( o ile nie wyskoczy jakies zycie prywate i next).
Teraz mieszkamy osobno i przychodzi do syna w sobote wieczorem lub w
niedziele, w tygodniu nawet jak skończy prace o 19- to nie ma ochoty na
odwiedziny i jedzie do siebie. Ale nie wiem czy raptem po rowodzie nie zacznie
wyskakiwac z wizytami nagłymi i wymyslać , ze zabierze i tu i tam syna, bo
taka ma ochotę i juz. Albo wpadnie a nas nie bedzie i potem będą pretensje.
Mąz nie jest odpowiedzialnym czlowiekiem i zawsze robił co chcial i jak chciał

Trzecie pytanie?
Może zostawić to w spokoju i zobaczyc jak sie to wszytsko potoczy po rozwodzie
i wtedy wr. problemów - sąd, na który nie ma specjalnie czasu i ochoty. MOże
jestem troche zapobiegliwa, ale to w końcu ja mam sobie ułatwic zycie i dziecku.
Co radzicie?
Pisze pozew sama- z oszczędności

Beata