Dodaj do ulubionych

spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez wahan

21.02.07, 21:05
Witajcie.

Pisałem tu kiedyś, jakieś dwa czy trzy lata temu. Potem, kiedy przestałem już
pisać, jeszcze czasem podczytywałem. Teraz widzę, że "kadra" się zmieniła,
więc pewnie nikt mnie nie będzie pamiętał. Może to i lepiej, choć wtedy byłem
tutaj przyjmowany bardzo życzliwie.
Mam synka, niedługo skończy osiem lat. Wychowuję go sam, jego matka w naszym
życiu nie istnieje i nigdy nie istniała - ona tak zdecydowała, choć nie będę
udawał, że byłem z nią silnie związany. To tak gwoli wprowadzenia.
Syn jest moją największą dumą, celem życia - nigdy nie sprawiał kłopotów,
jest zdolny, grzeczny, chętnie ćwiczy na skrzypcach. Kontakt też zawsze
mieliśmy świetny - opowiadał mi o swoich smutkach przedszkolaka, dużo
rozmawialiśmy. Przy tym wydawało mi się, że oswoił brak matki (jeśli tak to
można nazwać). Problemy zaczęły się niedawno. Od pół roku jest
pierwszoklasistą, chodzi do rejonowej podstawówki i spotyka się z drwinami ze
strony kolegów. To jednak prawda, że dzieci bywają okrutne. Dziwne to, bo
zawsze był przez rówieśników lubiany, teraz niby też jest, ale jednocześnie
co jakiś czas zdarzają się napaści na niego - ze strony tych >trudniejszych<
dzieci. Możecie sobie wyobrazić moje wzburzenie i mój ból, kiedy musiałem
tłumaczyć synowi znaczenie słowa "bękart". Ale czasami są to też napaści na
jego matkę, siedmio- ośmioletni chłopcy mówią mojemu synowi, że jego matka
jest dziwką, bo go zostawiła. Piszę to i wciąż nie wierzę. Kto wychowywał te
dzieci? Mają po osiem lat i widzą świat w taki sposób, używają takiego
słownictwa. W głowie mi się to nie mieści. Rozmawiałem z wychowawczynią,
przyznała, że są w klasie dzieci z zagrożonych środowisk i dokuczają tym
słabszym, a rozmowy na niewiele się zdają. To wszystko zaczęło się niedawno -
w momencie, w którym jakoś się rozeszło w klasie, że syn nie ma matki. On
traktował to dość normalnie, więc w momencie, w którym wśród dzieci zrodziły
się takie przypuszczenia, potwierdził je. Wcześniej miał dobrą pozycję w
klasie, ma kilka mocnych stron, nie był atakowany. Bardzo poważnie rozważam
przeniesienie go do społecznej podstawówki. Rozważałem, zanim jeszcze poszedł
do szkoły, ale stwierdziłem, że nie chcę, by dorastał w sztucznie stworzonym
środowisku, że lepiej by się dowiedział, że są ludzie lepiej i gorzej
sytuowani itd. Ale zaczynam żałować tej decyzji. Synem to mocno wstrząsnęło,
mocno też wpłynęło na jego zachowanie. Stał się agresywny, bywa krnąbrny.
Zaczął drążyć temat matki - skąd ją znałem, czy ją kochałem, czy ona mnie
kochała, jak miała na imię, jak wyglądała, dlaczego go zostawiła, dlaczego
się nie odzywa. Pierwszy raz zdarzyła się też taka sytuacja, strasznie dla
mnie bolesna, tym bardziej, że nigdy tego nie było. Mały zaczął na mnie
krzyczeć, mówić, że to moja wina, wykrzyczał mi w twarz "Bo ty taki jesteś,
że nikt nas nie chce, Agata też odeszła, to przez ciebie". TRudno pisać, co
wtedy czułem. Wiem, że to dziecko, wiem, że jest atakowany, zraniony, ale to
jednak najbliższy mi na świecie człowiek i kiedy usłyszy się coś takiego, to
cholernie trudno powstrzymać się od wycia. Mały wtedy wybuchnął szlochem i
pobiegł do swojego pokoju, wpadł w jakąś histerię. Ledwie zdołałem go utulić.
Potem mnie przepraszał. Pierwszy raz od dawna spał wtedy w moim łóżku,
zmęczony płaczem. No właśnie, to temat, którego w zasadzie nie chciałem
poruszać. Kilka miesięcy temu rozpadł mi się związek. Razem z moją partnerką
stwierdziliśmy, że to już nie ma sensu i że musimy się rozstać. Dla nas
obojga była to naprawdę niełatwa decyzja, tym bardziej, że uwikłany we
wszystko był mały. Znał ją bardzo dobrze, przywiązał się mocno, tak jak
przywiązać się mogą tylko te dzieci, które wychowują się bez jednego rodzica.
Na szczęście nie zamieszkaliśmy razem, więc chociaż tyle. Utrzymuję z nią
teraz koleżeńskie relacje, czasem się widujemy wszyscy troje, ona czasem do
mojego syna dzwoni - wiem, że jej też nie było łatwo. Syn bardzo przeżył to
rozstanie, starałem się mu to tłumaczyć, że czasem ludziom nie wychodzi, że
mimo że się bardzo lubią i szanują, nie mogą razem żyć. A on nic nie
odpowiadał, tylko płakał. Jeszcze potem przez kilka tygodni czy nawet
miesięcy, mówił, żebyśmy kupili kwiaty i pojechali do niej, to może wróci.
Jakby nie słyszał moich tłumaczeń, że to była nasza wspólna decyzja i że
naprawdę nie możemy być razem. A on tak co jakiś czas wymyślał nowe sposoby,
żeby wróciła. Czasem, kiedy z nią rozmawiał, pytał, kiedy wróci. Mnie też
jest ciężko. Zwłaszcza, że to był romans rozpoczęty w pracy i spotykamy się
codziennie, czasem nawet pracujemy nad tym samym projektem. Zapadam się jak
nigdy. Mały śpi, ja siedzę przy komputerze, słucham Republiki i piję koniak.
Zrobił się z tego jakiś rytuał wieczorny, trochę się tego boję. Nie miałem
tyle pisać, tak chaotycznie i osobiście. Miałem tylko prosić o radę w sprawie
tych problemow szkolnych. Wysłać? Nie wysłać? Wyslę.
Obserwuj wątek
    • mamatoomaszka Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 21.02.07, 21:30
      Czesc, Joszko, wbrew pozorom, Twoj list przede wszystkim jest dla mnie mily i
      cieply, oto jest ojciec, ktory kocha i wychowuje swoje dziecko!!! Bo my tu, jak
      zapewne wiesz, jestesmy w 95 % samotnymi matkami, ktore jakis......zrobil w
      lolo i nadal robi. I nie tylko nas, ale przede wszystkim nasze dzieci.

      Co do interesujacej Cie kwestii szkoly, to moim zdaniem, jesli mozesz, przenies
      malego do mniejszej, niepanstwowej szkoly, tam nie koniecznie musza byc jedynie
      dzieci krezusow, w takich szkolach statystycznie jest duzo dzieci inteligencji,
      tworcow, nie tak znow dobrze sytuowanych, ale majacych wymagania wobec szkoly,
      nauczycieli i dzieci. Ale nigdy nie nalezy byc pewnym czy w innym srodowisku
      nie znajdzie sie dziecko, ktore dowali Twojemu czy innemu, bo jest okrutne, a
      dzieci sa w tym wieku dosc okrutne z reguly i napietnuja innosc. Tyle, ze w
      szkole niepanstwowej sa mniejsze grupy, a Ty masz wiecej do powiedzenia.

      Uwazam tez, ze brak matki w zyciu czlowieka jest bardziej dotkliwy niz w brak
      ojca, bo emocjonalnie trudniej zniesc niemowienie do nikogo naszego pierwszego
      slowa mama i rzadziej zdarzaja sie w spoleczenstwach przypadki opuszczenia
      dzieci przez matki, zatem Twojemu synowi moze byc ciezko,k nawet bardzo ciezko,
      dzieci tym bardziej wykorzystuja te jego sytuacje i trzeba mu to zycie w miare
      mozliwosci i z glowa oslodzic.
      • borys.joszko Re: 22.02.07, 23:35
        Dziękuję za miłe słowasmile - ale nie poczytuję sobie tego za cnotę, że wychowuję
        swoje dziecko - tak jak na pewno każda z Was. Nawet wyłączając fakt, że żyć bez
        tego dzieciaka się nie da, to opieka nad nim jest moim psim obowiązkiem. To
        ludzie, którzy uchylają się od tego obowiązku, zasługują na miano półludzi - a
        nie ci, którzy robią to, co do nich należy, na pochwały.

        > Uwazam tez, ze brak matki w zyciu czlowieka jest bardziej dotkliwy niz w brak
        > ojca, bo emocjonalnie trudniej zniesc niemowienie do nikogo naszego
        pierwszego
        > slowa mama i rzadziej zdarzaja sie w spoleczenstwach przypadki opuszczenia
        > dzieci przez matki, zatem Twojemu synowi moze byc ciezko,k nawet bardzo
        ciezko,

        Dlaczego niby brak matki jest bardziej dotkliwy?! Dlaczego niby gorszym
        pierwszym słowem jest "tata"?! Piersią może i nie karmiłem, ale poza tym dałem
        dziecku wszystko to, co dostałby od matki.
        Pozdrawiam. Borys
    • megaa Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 21.02.07, 22:21
      Czytając Ciebie myślałabym co ja zrobię, gdy mój syn znajdzie sie w podobnej
      sytuacji. Nie ma możliwości ochronić i uchronić dziecko przed "całym złem tego
      swiata" ale jeżeli mamy taka możliwość to chyba warto przynajmniej sprobować.
      Gdybym mogla pozwolić sobie na to finansowo a mam nadzieje ze będę mogła
      posłałabym syna do szkoły społecznej. Oczywiście bywają też dobre szkoły
      publiczne, ale to chyba te niewielkie w dobrych dzielnicach. Wielkie molochy
      maja też inne minusy, ale co ja tu będę mowić-sam wiesz.
      Jednak szkola to nie wszystko, syn dorasta i pewnie dlatego jego pytania o
      matkę stają się bardziej dociekliwe i być może bardziej świadomie odczuwa jej
      brak. Zresztą chyba większość dzieci pojedyńczych rodziców przez to przechodzi.
      Swietnie że masz z synem tak dobry kontakt, jeżeli jesteście ze soba tak silnie
      związani jak wynika z twojego postu pewnie wytłumaczysz mu wasza sytuację a syn
      z czasem zrozumie. Nie oczekuj jednak pelnej akceptacji ttego stanu rzeczy.
      Nam dorosłym nie przychodzi to łatwo a co dopiero naszym pociechom.
      Odnosnie szkoły radzilabym znaleźć dobrą, niedużą z ciekawym programem i
      zajęciami dodatkowymi, które spodobaja się synowi. Jednak obawiam się, że sama
      zmiana szkoly problemu nie rozwiąże. Pozdrawiam
      • martinka74 Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 21.02.07, 23:25
        A ja bym jeszcze poczekala chyba z ta decyzja, chociaz trudno tak radzic przez
        internet, bo zawsze ma sie za malo informacji. Ale piszesz, ze problem w klasie
        trwa od niedawna, moze zaraz minie, dzieci oswoją sie z ta sytuacja. Skoro
        Twoje dziecko wczesniej bylo lubiane, mysle ze ma spore szanse, zeby sobie
        poradzic. W szkole, w ktorej pracuje tez mam siedmiolatka bez mamy. Owszem to
        dziecko ma problemy z rowiesnikami ale z innych powodow, no ale ono ma zupelnie
        innego niz Ty tate. On tez ma olbrzymia potrzebe rozmowy o mamie, mysle ze to w
        tym wieku naturalne.I wiem, ze to sa trudne pytania, jego tata nie potrafi i
        dlatego juz nie chce z nim o tym rozmawiac.
        Zycze Wam wiele szczescia, Twoj syn wzbudzil we mnie niesamowita sympatie, z
        tego co piszesz, to wspanialy, wrazliwy chlopczyk. Odezwij sie, jak on sobie w
        tej szkole radzi. Pozdrawiam.
      • borys.joszko Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 23:41
        Witajsmile

        > Jednak szkola to nie wszystko, syn dorasta i pewnie dlatego jego pytania o
        > matkę stają się bardziej dociekliwe i być może bardziej świadomie odczuwa jej
        > brak. Zresztą chyba większość dzieci pojedyńczych rodziców przez to
        przechodzi.

        No właśnie chyba nie - dotąd prawie o nic nie pytał, tylko, dlaczego wyjechała.
        Jeszcze kilka tygodni temu nie wiedział, jak jego matka miała na imię. Miałem
        wrażenie, ze to wynika właśnie z "wyciszenia" tematu, z tego, że nie jest to
        jątrząca rana. I dlatego właśnie wydaje mi się, że to koledzy wywołali w nim
        ten ból i tę nagłą dociekliwość..
    • mama.hanki Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 21.02.07, 23:20
      Borysie,

      dobrze, że wysłałeś. Miło czyta się tak ciepłe i szczere listy, choć o niełatwym
      meritum.
      Wydaje mi się, że bilans zysków i strat przeważa na korzyść szkoły, gdzie Twój
      syn nie doświadczy ukąszeń rzeczywistości. Będzie miał na to czas, wierz mi. A
      krzywda, której teraz doznaje może zapisać się w nim mocniej niż ewentualne
      przekonanie, że świat składa się z samych dobrych, ładnie ubranych, bogatych
      dzieci.
      Wierz mi, sam fakt bycia uczniem szkoły niepublicznej o niczym nie przesądza. Ja
      byłam takim dzieckiem rodziców inteligentów, którzy zapożyczali się przez lata,
      żeby mnie lepiej wykształcić. Mimo dość elitarnego otoczenia, po pierwsze nie
      czułam się nigdy odrzucona z powodu braku tego czy owego, po drugie - doskonale
      wiem jak wygląda świat i nie mam złudzeń co do ilości zła, biedy i krzywdy
      ludzkiej.

      Szkoła niepubliczna jest o tyle "sztucznie stworzonym środowiskiem", że daje
      więcej możliwości, doświadczeń, otwiera więcej drzwi - w bezpiecznym i
      przyjaznym środowisku. Nie bój się, że z Twojego syna wyrośnie zarozumiały
      sobek, oddzielony od świata grubym plikiem pieniedzy. Wiele w jego uczeniu się o
      świecie zalezy od Ciebie przecież.

      Suma sumarum, chciałes rady - to dziele sie taka własnie, wiecej zyskujesz a
      mniej tracisz - a raczej miej traci Twój synek w szkole, gdzie dzieci nie leczą
      woich zaniedbań i frustracji kosztem innych. Rozmawiaj z nim dużo, dużo, dużo.
      Głaszcz i przytulaj. Niech zawsze wie, że chocby nie wiem co sie działo - Ty
      jestes zawsze - z nim i dla niego. Po lekturze Twojego listu nie mam z resztą
      wątpliwosci.

      Serdeczności
      Mama Hanki
      • martinka74 Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 21.02.07, 23:39
        Jeszcze zapomnialam dodac, to co oczywiste, ze jesli Twojemu synkowi uda sie
        uporac z ta sytuacja w klasie to byloby to bardzo wzmacniajace go na
        przyszlosc. Ale oczywiscie Ty musisz ocenic czy to realne, czy koszty nie beda
        zbyt duze.
        I jeszcze jedno, obejrzalam przed chwila jego zdjecia, i teraz jeszcze bardziej
        go lubiesmile. Tylko, ze moze ja jestem za ostrozna jesli chodzi o internet, moze
        za staroswiecka , ale uwazam, ze jesli piszesz o tak trudnych, osobistych
        sprawach synka, to nie powiniennes upubliczniac jego zdjec.Swiat jest maly, i
        nigdy nie wiadomo, czy nie majac zlych intencji, nie dodasz mu w ten sposob
        problemow. Mysle, ze jestescie swietna, dwuosobowa rodzina, i ze tu intymnosc
        jest cenna.
        • borys.joszko Re: 22.02.07, 23:49
          Witaj!
          Dziwne, jak Ci rodzice są łasi na pochwały swoich pociech - jakoś tak się
          dumnie zaperzyłem, gdy przeczytałem, co piszesz o moim synku, a przecież
          doskonale zdaję sobie sprawę, że znasz go tylko z tych moich kilku wczorajszych
          zdańsmile Dziękuję.
          A jeśli chodzi o zdjęcia - to w pełni się z Tobą zgadzam. Nie używałem tego
          adresu od lat (dosłownie) i ta sygnaturka poszła tak jakoś bezmyślnie - nawet
          nie pamiętałem, że zamieściłem kiedyś te zdjęcia. Wtedy, z tego co pamiętam,
          nieźle mi się układało i pisałem o lżejszych sprawach - zresztą, wbrew pozorom,
          z reguły bywam pogodny. Teraz już i tak po ptakach, ale mogę chociaż nie
          powielać. Dzięki za uwagę. B.
          • borys.joszko errata 23.02.07, 00:11

            Oczywiście w drugiej linijce miało być "ci" a nie "Ci". Za grzeczny jestemwink b
      • borys.joszko Re: 22.02.07, 23:44
        Mamo Hankismile A ja dziękuję za bardzo ciepłą odpowiedź. b.
    • pelagaa Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 08:06
      Witaj Borys smile Milo Cie znowu widziec smile Przykro mi, ze masz probemy i to dosc
      powazne sad Jesli chodzi o szkole, zastanwilabym sie nad zmiana, jesli masz
      takie mozliwosci. Sadze, ze syn Twoj trafil na kiepska wychowawczynie uncertain Dzieci
      w klasach poczatkowych zazwyczaj da sie dobrze poprowadzic, jesli nauczyciel ma
      do tego predyspozycje i checi. Jesli masz alternatywe i Joszko zdecyduje sie
      zmienic szkole, zmien ja. Nowej wychowawczyni opowiedzialabym o calej sytuacji
      i poprosila o rozmowe z przyszla klasa syna. W klasie mojego dziecka jest
      chlopiec wychowywany przez babcie i taka rozmowa byla przeprowadzona z dziecmi,
      ze nie wolno dokuczac mu, ze nie ma rodzicow i zadne z dzieci mu nie dokucza.
      Pani wyznaczyla granice i dzieci od 4 lat jej nie przekroczyly. Mysle, ze
      czasem warto porozmawiac szczerze z wychowawca o sytuacji dziecka, mimo, ze
      naruszamy nasza prywatnosc, mimo, ze jest to ciezkie, obnazac sie przed obcym
      czlowiekiem.
      Sadze tez, ze moze dobrze zrobilaby Wam obu wizyta u psychologa, zastanow sie
      nad tym.
      Przykro mi, ze rozpadl Ci sie zwiazek sad Niestety dzieci samodzielnych rodzicow
      narazone sa na ponoszenie kosztow naszych niepowodzen zwiazkowych sad(((((((
      Pozdrawiam Cie serdecznie!
      • borys.joszko Re: 22.02.07, 23:52
        Pelagoosmile Chyba Cię pamiętam - czyżbyś kiedyś występowała z tylko jednym "a",
        czy wszystko mi się myli? Pozdrawiam ciepło! b.
    • tautolog Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 09:29
      Pamiętamy Borys, pamiętamy doskonale.
      Po raz kolejny czapki z głów.
      Trzymaj się.
    • bojana Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 09:33
      Witaj,
      Ja Cię pamiętamsmile
      O rany, ale sie porobiło. Pamietam jak pisałeś, że jest ktoś w Waszym życiu...

      Borysie - mi sie wydaje tak - powinieneś nauczyć syna radzić sobie z takimi
      sytuacjami. Jeszcze nie raz doświadczy takich zachowań. Przeniesienie do innej
      szkoły jest wyjściem, ale raczej w formie ucieczki od problemu, a nie w formie
      stwienia mu czoła. Nie masz żadnej gwarancji, że w nowej szkole dzieci nie
      zaczną mu podobnie mu dokuczać, społeczna szkoła nie gwarantuje lepszego
      światopoglądu rodziców, może być nawet gorzej z ich systemem wartości.
      Ja próbowałabym rozmawiać, pokazać dzieci, które wychowują sie bez ojców albo
      nawet nie znają swoich ojców. Młody sam musi zrozumieć i uwierzyć w to, że nie
      jest w niczym gorszy, wtedy będzie miał siłę aby radzić sobie z takimi
      przytykami. Może mógłby w tym pomóc psycholog.
      Zmiana szkoły jest dla mnie rozwiązaniem ostatecznym. Moim zdaniem, jeżeli
      przeniesiesz go do innej szkoły w momencie kiedy pojawił sie problem możesz mu
      niechcący pokazać, że zamiast brać problem za rogi można od niego uciekać.
      Życzę dużo siły.
      • mrs_ka Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 12:54
        Witaj Borysie. Pamiętam Cięsmile) I dlatego boli lektura Twojego postusad
        Myslę, że z tych wszystkich odpowiedzi, jakie otrzymałeś, wyłania się jakiś
        obraz interpretacji tej sytuacji.
        Jesli idzie o moje przemyślenia to uważam, że oba rozwiązania mają swoje zalety
        i wady, natomiast tylko Ty Jesteś w stanie ocenić, jaki potencjał się kryje w
        każdej z nich i która byłaby w związku z tym rozsądniejsza.
        Zostawienie Joszka w szkole, jak sugeruje Ci (b. mądrze zresztą) Bojana jest -
        moim zdaniem- teoretycznie i w założeniach słuszne, bo punktem wyjścia jest
        postawa "walczymy, a nie uciekamy".
        Jednak Joszko jest osmiolatkiem z zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa (bo nie
        masz wpływu na deficyt mamy w jego życiu, choć rozumiem, że Jesteś wspaniałym
        ojcem- jednak ten deficyt jest po prostu faktrem: mamy brak), który w ostatnim
        czasie przeżył rozstanie ojca z bliską im obu osobą.

        To jest jeden aspekt. Drugi zaś aspekt sprawy jest taki, że nie do końca
        zgodziłabym się z wizją szlachetnej walki z tłumem, z której wynosimy
        wartościowe doświadczenia. To nie jest regułą, są różne tłumy i różne jednostki.
        Dla wielu doświadczenie publicznych upokorzeń i wyzwisk staje się po prostu
        traumą na resztę życia i to jest jedyna "wartość" tych sytuacji.
        Mam taki przypadek w rodzinie i też delikwent był trzymany w nieprzyjaznym sobie
        środowisku, "żeby się nauczył jak sobie radzić". Nauczył sie głownie głębokiego
        przekonania, że jest śmieciem i że najbliższe mu osoby zamiast mu pomóc opuściły
        go. Ma głębokie poczucie zdrady, choć ja akurat wiem, że jego rodzicami
        kierowały naprawdę dobre intencje. Niestety: przeliczyli się źle oceniając
        zarowno odporność własnego dziecka jak i sytuację, która wg. nich rokowała na
        poprawę.
        Dlatego trzeba być w takich sytuacjach ostrożnym.
        Nie każde dziecko hartuje chłod, są takie dzieci, które wzmacnia ciepła
        atmosfera akceptacji. I to nie ma nic wspólnego z postawą eskapistyczną lub
        konfrontacyjną, wynika to po prostu z banalnego faktu, że każdy z nas jest inny.

        Chcialabym też dodać słowo na temat elitaryzmu szkół spolecznych. Nie wiem, w
        jakim mieście mieszkasz. Akurat w mojej okolicy występuje pełen przegląd typów
        szkół społecznych: od american school z czesnym wyższym niż pobory menedzera i
        swoim własnym kodem zachowań (odstających niewątpliwie od średniej spolecznej),
        poprzez szkoly wyznaniowe (których odrębność zaznacza się mundurkami i swoistym
        kodeksem obowiązującym wewnątrz, ale tam z kolei kładzie sie nacisk na równość i
        egalitaryzm, pilnując, aby uczniowie nie mieli poczucia tworzenia enklawy), aż
        po takie szkoły jak słynna już "Bednarska" (którą zarekomendowałabym każdemu
        rodzicowi, bo promuje normalne postawy, gdzie powodem do dumy ucznia ma być
        zawartość jego głowy + pasje, a nie portfel rodzica. I tak się dzieje, akurat ta
        placówka przyjmuje również dzieci mniej zamożne dzięki systemom stypendialnym).
        Tak więc może być różnie w obrębie tego samego zjawiska, jakim jest "szkoła
        społeczna".
        Ja myślę, że "naga" równość jako taka wcale nie jest ideą, za którą specjalnie
        należałoby oddawać życie. Szczególnie, że aktualnie doświadczasz takiej
        sytuacji, że ta równość dla Twojego syna oznacza nazywanie go bękartem i synem
        dziwki, a dla jego kolegów- bezkarność, bo pani nauczycielka nie ma pomysłu na
        sytuację, a poza tym płacą jej za przekazanie materiału, a nie za pracę
        psychologiczną z podopiecznymi.
        Zatem Twoje dziecko płaci za równość innych, co jest totalnie nierówne. Warto
        jak sądzę przemyśleć i ten aspekt.

        Trzymaj się, mądrych decyzji życzę i pisz częściejsmile

        a.
        • bojana Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 13:11
          Zgadzam sie z tym co pisze mrs_ka i doprecyzowuję swoją wypowiedż - chodziło mi
          podjęcie próby rozwiązania sytuacji w obecnej szkole (włącznie ze skrajnym,
          kiedy autor tekstu o dziwce dostanie w pysk od Joszki) a nie o pozostawienie go
          tam by się "hartował". Ja próbowałabym tą sytuację rozwiązać a dopiero potem, w
          przypadku braku efektów - zminiłabym szkołę.
          Przewczytałam jeszcze raz Twój post i straszliwie Wam współczujęsad
          • mrs_ka Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 13:15
            Bojana, bo ja też się z Tobą zgadzamsmile Chodzilo mi tylko o zaznaczenie, że może
            być tak jak Ty piszesz (rozwiazanie sytuacji wspólnym wysilkiem i dziecko sobie
            poradzi), a może być odwrotniesad

            btw. świetna sygnaturka

            a.
            • bojana Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 13:53
              wiem, wiem, ale rozwinęłaś temat, a przy okazji obnażyłaś moje skróty myślowe;-
              ) - stąd komentarz. za komplement dziękujęsmile
        • borys.joszko Re: mrs_ka 22.02.07, 23:56
          Witaj! Też Cię pamiętam - nie wiem tylko, czy z czasu mojej aktywnej tu
          bytności, czy z późniejszych wizyt. Ale Twoje opinie zawsze ceniłem - były
          wyczerpujące i wyważone. Tak jak teraz. Nie wiem jeszcze, jaką decyzję podejmę,
          ale coś mi się powoli zaczyna wykluwać. Pozdrawiam serdecznie! Borys
    • claairee Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 13:31
      Dzien dobry,
      Wydaje mi się, że w tej sytuacji warto by było zasięgnąć porady specjalisty.
      Sytuacja w szkole jest tylko skladnikiem calej złozonej sytuacji - dziecko nie
      radzi sobie z faktem, ze matka nie chciala go, prawdopodobnie czuje się gorszy
      od dzieci które maja mamy, co dodatkowo jest wzmacniane traktowaniem przez
      kolegów. Myślę, że czasem warto jest aby jakis fachowiec spojrzał na cała
      sytucję. To bardzo poważna decyzja zabrać dziecko ze szkoly, bo moze nauczyć je
      ze ucieczka jest sposobem rozwiązywania problemów, zwłaszcza że nie ma
      gwarancji, ze nowej szkole problem sie nie powtórzy. Dobry psycholog móglby
      pomóc też dziecku z "przerobieniu" tematu braku mamy, i związanych z tym
      zaburzen poczucia własnej wartości.
      pozdrawiam

    • jarena2 Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 14:32
      Boże... dlaczego moje córeczki nie są tak kochane przez człowieka, który dał im
      życie!!!
      • borys.joszko Re: 22.02.07, 23:59
        Mój mały też nie jest kochany przez osobę, która dała mu życie. Ale ja go
        kocham, tak jak Ty na pewno kochasz swoje córki. Nie chcę pisać, że to
        wystarczy, bo pewnie do końca nie wystarcza, ale nie ma się co litować nad tymi
        naszymi dzieciakami. Przecież mają nas, no nie?smile Trzymaj się!
    • kai_30 Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 16:33
      Borys - nie myślałeś o tym, żeby zaprowadzić syna do _dobrego_ terapeuty
      dziecięcego? Nie uchronisz go przed całym złem tego świata, ucieczka w inne
      środowisko może pomóc, ale wcale nie musi - być może sytuacja się powtórzy.
      Dobry terapeuta może wyposażyć Twojego syna w umiejętność "układania" sobie
      świata, radzenia sobie z tym, że nie zawsze życie to bajka...

      Mój starszy syn też ma osiem lat. I też bardzo cierpi z powodu ojca, który go
      totalnie olał. I też - bardzo długo wydawało mi się, że "oswoił" ten problem, a
      dopiero niedawno okazało się (zresztą podczas kontaktu z psychologiem
      prowadzącym badania w kierunku dysleksji), że nie oswoił i oswoić nie jest w
      stanie, i rośnie w nim agresja, z którą nie umie sobie poradzić.

      Być może długie, poważne rozmowy - jak facet z facetem - pomogą. Nie wstydź sie
      mówić o tym, że Tobie też jest ciężko. Nie zrzucaj całej winy na matkę dziecka,
      ale też i jej nei wybielaj. Mów, jak było, po prostu. Mów, że go bardzo kochasz.

      I pomyśl o terapii.
    • pepsi80 Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 18:53
      witaj!!! wprawdzie moje doświadczenia są świeże(niespełna 3 tyg. jestem samotną
      mamą dwulatka)ale ja udałam sie do psychologa dziecięcego aby potwierdził lub
      zaprzeczył temu w jaki sposób chcę organizować spotkania z tatą, aby łagodnie
      przejść do porządku dziennego nad tą pochrzanioną sytuacją..polecam takie
      spotkanie -jak trafisz na dobrego fachowca naprawdę pomoże rozwiązać twoją
      sytuację..
      co do okrucieństwa dzieci...potrafią zaskoczyć niejednego dorosłego
      trzymam kciuki dzielny tatusiu!!


      gg4975740
      • sa_ra1 Do pepsi80 22.02.07, 20:26
        pepsi80 napisała:

        > witaj!!! wprawdzie moje doświadczenia są świeże(niespełna 3 tyg. jestem samotną
        > mamą dwulatka)ale ja udałam sie do psychologa dziecięcego aby potwierdził lub
        > zaprzeczył temu w jaki sposób chcę organizować spotkania z tatą

        W którymś wątku rozmawiałyśmy o spotkaniach z drugim rodzicem. Jeśli możesz to
        proszę napisz co zasugerował ci psycholog w tej sprawie?
        • pepsi80 Re: Do pepsi80 22.02.07, 20:56
          witaj!! tak tak był taki wąteksmile psycholog przede wszystkim podkreślała,że
          dziecko potrzebuje regularności spotkań-w miarę możliwości konkretne dni czy
          weekendy, żeby poczuło się bezpiecznie, póki co lepiej żeby spoytkał się z nim w
          miejscu , które zna(dom teściowej) a nie w jego nowym mieszkaniu(za dużo zmian
          na raz), również nie teraz pora na mieszanie osób trzecich do relacji z
          dzieckiem(załóżmy nową partnerkę taty), dużo mówiła o tym w jaki sposób mówić o
          tacie, jak ważna jest nasza współpraca w kwestii wychowania(jeżeli wogóle
          istnieje możliwość współpracy)...synek ma dopiero 2 latka więc jak teraz czegoś
          nei zawalimy to może wyrośnie na fajnego przyszłego tatusiasmile

          ps.łatwo nie będzie bo każdy kontakt z mężem jest dla mnie jeszcze bolesny, ale
          postaram się dla juniora znalezc siłę w sobie

          gg4975740
    • sa_ra1 Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 22.02.07, 20:18
      Nic dodać nic ująć... tylko tyle, że zmiana szkoły jest też bardzo dużym stresem
      dla małego dziecka i że ważne w tym wszystkim jest to, czy dziecko tego chce,
      tym bardziej, że jest lubiane i na pewno ma w swojej klasie przyjaciół. Poza tym
      wybór szkoły nie musi odbywać się między państwową a prywatną, często nawet w
      obrębie tej samej szkoły są klasy mniej lub bardziej "zarażone".
      Rozwiązaniem na pewno nie jest koniaczek... syn ma wspaniałego ojca, więc po co
      to zmieniać wink
    • borys.joszko dzisiaj 22.02.07, 23:26
      Witajcie.
      Może na początek ogólnie, a później szczegółowo. Bardzo, bardzo serdecznie Wam
      dziękuję za odpowiedzi! To dla mnie naprawdę ważne. Nie spodziewałem się, że
      będzie ich tyle, nie spodziewałem się, że ktokolwiek będzie mnie pamiętałsmile
      Ułożyłem malca spać, zrobiłem pranie, porozciągałem się trochę i zajrzałem tu
      bez większych nadziei i ze wstydem z powodu mojego wczorajszego
      ekshibicjonizmu. Nie będę zwalał na alkohol, bo to szczeniackie. Poza tym to
      chyba nie tyle alkohol, co rozdarcie i nagromadzenie ciosów. Nie mam za bardzo
      z kim o tym rozmawiać - nie mam bliskiej rodziny, a znajomi są jeszcze z czasów
      burzy i naporu - świetni i sprawdzeni, ale wciąż spędzają czas jak ja jeszcze
      przed ośmioma laty i nie mają pojęcia o wychowaniu dzieci. Właśnie zdałem sobie
      sprawę, że od narodzin syna nie nawiązałem praktycznie żadnych nowych
      kontaktów. Smutne w zasadzie. Wyciszyłem się dzisiaj trochę. Złożył się na to
      ból głowy i brak rewelacji u syna w szkole. Mam poczucie cholernej
      niesprawiedliwości, kiedy jadę odebrać młodego i zastanawiam się, czy do
      samochodu wsiądzie mi dziecko zapłakane czy dziecko spokojne. Nie mówiąc o tym,
      że stwarzam zagrożenie dla siebie i innych, kiedy mi się syn w aucie rozpłacze,
      a ja zaciskam zęby i pięści, przyspieszam i myślę o tym, co bym zrobił tym
      dzieciakom, które mi go dręczą.
      Znowu popadam w rozedrganie, więc na razie tyle.
      • katarzynasg Re: dzisiaj 23.02.07, 00:05
        tak sobie pomyślałam...
        skoro wychowawczyni nie daje rady może warto porozmawiać z pedagogiem szkolnym
        teraz coraz częściej są to ludzie bardziej przygotowani do pełnienia tej roli a
        i też bywają skuteczniejsi niż wychowawcy
        jeśli chodzi o zmianę szkoły to przecież nie masz pewności że będzie inaczej w
        nowej a faktycznie przy stanie Joszki,kiedy poczucie bezpieczeństwa jest
        zachwiane kolejna zmiana nie koniecznie może przynieść dobre efekty... przecież
        szkołę tak jak każde inne miejsce tworzą ludzie a nie ściany.... a może
        wystarczy zmiana klasy i wychowawczyni?
        Chciałabym wierzyć,że akurat w szkole do której chodzi Twój syn jest super
        pedagog,który Ci pomoże. NIe kończ rozmów na wychowawcy,pedagog szkolny jest
        również dla rodziców.
        Przyszedł mi jeszcze jeden pomysł może sam byś porozmawiał z klasą synka może
        Twoje słowa bardziej przemówią do nich niż słowa nieradzącej sobie z 8latkami
        pani wychowawczyni, lub z rodzicami, sytuacje są różne wyjście na pewno się
        znajdzie, mam nadzieję że synek szybko odnajdzie się w sytuacji i klasa w końcu
        też zaakceptuje ten fakt...
        trudno radzićjak się nie było w takiej sytuacji...
    • borys.joszko psycholog, szkoła 23.02.07, 00:23
      W kilku postach pojawia się rada, by pójść z małym do psychologa. Jestem raczej
      z tych, co od takich metod trzymają się z daleka, ale pewnie dałoby się
      przełamać. Na razie jest to świeża sytuacja. Jeszcze kilka tygodni temu mój syn
      wyglądał na zadowolonego z życia. Na pewno wpłynęło na niego jakoś i jeszcze go
      niepokoiło moje rozstanie z przyjaciółką, ale i to zdawało się powoli goić. Te
      zmiany następowały praktycznie z dnia na dzień. Z początku tylko płakał,
      później zaczął drążyć i dopytywać, aż w końcu przeszło to w agresję - po części
      skierowaną przeciw mnie. Jeśli w krótkim czasie nic się nie zmieni, pewnie
      posłucham Waszych rad i wezmę go do specjalisty. Nie chcę namieszać.
      Natomiast jeśli chodzi o szkołę - jeszcze nie zdecydowałem. Pewnie zapytam o
      zdanie syna, ale rodzice powinni widzieć dalej niż dzieci i to powinna być
      bardziej moja decyzja. Pomysł z pedagogiem jest niezły - w ogóle o tym nie
      pomyślałem, a na pewno ktoś taki pracuje w tej szkole.
      Pozdrawiam raz jeszcze. Borys
      • mama.hanki mail gazetowy 23.02.07, 03:24
        Mówisz sygnaturka wysłużona i kurzem pokryta, nie wiem, czy zaglądasz do
        skrzynki mailowej pod tym adresem. Rzuć do niej okiem.
        pozdr
    • bea53 Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 23.02.07, 10:19
      Ja też odbieram Twoj list jako jednak niesący optymizm. W pewnym momecie byłam
      skłonna niedbałośc o własne dzieci przypisywać jedynie płci meskiej ale bywa
      róznie a to ze w naszym społeczeństwie tradycyjnie większa jest rola matki, to
      jej nieobecność może skutkowac większymi problemami.

      O rozwiązaniach już zostało dużo powiedziane a ja na Twoim miejscu skupiłabym
      się na Twoich emocjach i syna. Rozumiem że przeżywasz postawę dzieci z klasy
      syna ale dzieci zawsze były okrutne, spójrz na to inaczej, one może nie mają tak
      kochających ojców a rodzice z pewnością nie poświęcają im dużo czasu inaczej by
      w ten sposób sie nie zachowały..skąd te słowa bekart u pierszoklasistów?? może
      margines społeczny z jakiego wyrastają te dzieci chce się dowartościować?,
      spójrz na nich z litością, postaraj znlażć sobie perespektywę, kiedy Ty będziesz
      spokojny jechał w samochodzie i powiesz synowi że tak tacy są ludzie ale nie ze
      zdaniem każdego trzeba się liczyć..DOprawdy to jednak patologia żeby na
      sytucacje w której Ty wychowujesz dziecko radząc sobie swietnie, utrudniać
      etykietkami, to patologia którą dzieci wynoszą z domu. Nei wiem czy jednak nie
      poszukałabym innej klasy.
      Na przyszłośc bym uczyła dziecko jak radzić sobie z takimi rzeczami.
      jeśli te dzieci zobaczą że syn nie przejmuje się tym tematem przestaną się tym
      tak aferować. Twój spokoj i Twoje podejscie może sie udzielić synowi, syn może
      powiedzięc chlopcom że ojciec go kocha, a najważniejsze w życiu jest to kto
      jakim jest człowiekiem, co umie, niektore dzieci przecież są odrzucone w domach
      dziecka itd.

      Są rózne braki, nie dajmy sobie wmówić że brak matki jest najgorszy aczkolwiek
      dobrze by był żeby w życiu syna była jakaś ciocia czu babcia z rodziny.
      Jeden nie ma taty inny ma odstające uszy, inny nie ma pieniedzy, inny jest chory
      czy nei ma nóg, tak jest w życiu...
      Aczkolwiek akceptacja rówieśników to dla chłopca ważna rzecz, więc nie zdziwię
      się ze zmiana szkoły bedzie potrzebna, zwłaszcza ze agresja jaka wynikła w tym
      przypadku jest zadziwiajaca..






      • kuma3443 baba facetowi nie rowna 23.02.07, 11:31
        swoja droga: tysiac matek opisywalo tu swoje historie-duzo bardziej zlozone i
        trudne, i malo kto sie tak przejal, a na post jednego faceta cala chmara babsk
        zesłał
        kazda sie wymądrza, bo ladna fotke zobaczyla-tatusia z synkiem
        • kuma3443 przepraszam-nieskladnie 23.02.07, 11:33
          'a post jednego faceta cala chmare bab zesłał'
          • bea53 Re: przepraszam-nieskladnie 23.02.07, 11:57
            Akurat niekoniecznie ja np nawet nie oglądałam zadnej fotki, gadasz bzdury, moze
            jest to inny problem niż dotychczasz omawiane i tyle..

            czepiasz sie Kuma
        • kammik Re: baba facetowi nie rowna 23.02.07, 12:06
          Rzecz w tym, ze Borys nie tylko na fotce ładnie wygląda smile - jego historia jest
          po prostu ładna, tak po ludzku przywracajaca wiarę w istnienie podstawowych
          wartości. Matek zostających po urodzeniu dziecka samych jest tysiąc pięćset sto
          dziewięćset. Ojców, którzy od początku biorą na siebie CAŁĄ odpowiedzialnosc za
          Nowego Czlowieka - niewielu.
          I byc może też jest to jeden z powodow, dla którego jego syn jest przesladowany
          w szkole - dolara przeciwko orzechom, ze kazdy z tych gowniarzy zna kogos
          wychowywanego tylko przez matkę. Że jest o dla nich sytuacja normalna,
          naturalna itd. A że tu jest inaczej - dzieci reagują agresją.

          I macham ci, Borysie, bo też cię doskonale pamiętam smile
    • magnatok Re: spadam pomiędzy zdania w niedorzeczność bez w 23.02.07, 17:18
      Hej.
      Wypowiem się, bo byłam w sytuacji Twojego syna. Wychowywał mnie ojciec. Znałam i pamiętałam matkę, jednak w tamtym czasie nie widywałam wcale. Ojcec miał w tym czasie kobietę, ale to były początki związku. I identycznie jak tutaj dokładnie w wieku 7-8 lat spotkałam się z takimi komentarzami dzieci. "Bękart", "Nie ma mamy"; a i na dodatek "Mańkut" smile. No pamiętam, że przykro było strasznie, ale i ogólnie szok bo nigdy nie myślałam że tak można na tą naszą sytuację tak patrzeć. Poleciałam do ojca (jak Twój syn) no i ojciec mi powiedział, nie pamiętam dokładnie co, ale chodziło o to że te dzieci to nie za mądre, że nie spotkały się z taką sytuacją i co mam im odpowiadać. Od tamtej pory z dumą i pewnością na przytyki odpowiadałam - "Mam mamę - każdy ma", "Ja mogę mieć nawet dwie mamy (w sesnie macocha), a Ty jedną"; a nawet "Tak jestem bękartem i co?". Dzieci widząc, że przykrości mi nie sprawiają, powoli traciły rezon. Złośliwość zmieniła się w ciekawość, opowiedziałam pokrótce. Później nastąpiła kolejna faza też chora, podziwu. tj. alee Ci fajnie, a ja tez jestem bękartem itp. Aż wszystko wróciło do normy. Wszystko to w krótkim czasie.
      Mój ojciec super tatą może nie był, ale w tym temacie myślę teraz, że zrobił najlepsze co mógł. Solidna dawka pewności siebie i miłości - pomogło. Nie było nawet myśli o zmianie szkoły (możliwości zresztą też heh). Ale dziś myślę, że nie byłoby to dobre. Ucieczka właśnie niepotrzebna, przed czym? Niestety, ale Twój syn pewnie nie raz spotka się w zyciu z bezmyślnością, nieżyczliwością itp. A 8 lat to nie jest wcale za wcześnie by nauczyć go, żeby sobie radził w takich sytuacjach. I tyle. Powodzenia.
      ps. Może się też przyda. Mój ojciec (w odróżnieniu od matki) nigdy nie powiedział na jej temat nic złego. Nie bronił, ale i nie oskarżał. Bardzo go za to cenię.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka