nie radze sobie

11.01.08, 22:59
czesc,

mam na imie Kasia, mam 28 lat i szukam jakiegoś wsparcia, pomocy.

jestem wlasnie w jakims matrixie rozstaniowym,to nawet nie rozwód, bo on nie
chcial ślubu, byliśmy razem 7 lat, mamy 2 letnia córkę. nie moge sobie
poradzic z sytuacja rozpadu rodziny, z sytuacja osoby oszukanej i zdradzonej.
2 letnia Iga filtruje wszystkie moje emocje, zaczela budzic sie w nocy z
placzem, przechodzi do naszego (mojego) pokoju mowiac ze chce spac w lozku
taty i mamy, a ja zamiast zachowac sie madrze i dojrzale, czasem nie
wytrzymuje i zaczynam mowic jej o tym jak to tata nie kocha juz mamy.

mam przeswiadczenie o tym, ze to rozstanie naznaczy mala na cale zycie, ze
bedzie nieszczesliwa i nie umiem sie tego wyzbyc. jej tata jest jedynakiem z
rozbitej rodziny... zastanawiam sie histerycznie co ona bedzie rysowac na
haslo narysuj swoja rodzine. co rysuja Wasze dzieci? ja do dziś mam swoje
rysunki z dzieciństwa z mamą z tatą i siostrą trzymającymi się za ręce, mam
obsesję, że ona tego nie doświadczy, że będzie przez to cierpiała.

jak poradzilyscie sobie ze staniem się samotną matką? nie macie poczucia
niesprawiedliwości? ja sobie chyba z tym nie potrafię najbardziej poradzić, że
on tak po prostu stwierdza ze to koniec, ze jest nieszczesliwy i nic nikomu
nie mowiac zakochuje sie w kims innym, wynajmuje sobie mieszkanie i sie
wyprowadza. bez dyskusji i tlumaczen. nie obchodzi go co ja mysle, jak sie
czuje, czego pragne. oczywiscie caly czas mowi o tym ze bardzo kocha ige, ze
bedzie z nia jak najwiecej czasu spedzal. jasne. na zabawach. a ja na calej
niefajnej reszcie. wkurzaja mnie wszystkie forumowe rady pt wyjdz z domu, idz
do kosmetyczki itp. jak wracam z pracy chce troche pobyc z iga, ktora siedzi
caly dzien z opiekunka, a potem jestem juz tak zmeczona, ze padam niemalze
razem z nia.

nie wyobrazam sobie ze jeszcze kiedys z kims bede, ze sie jeszcze kiedys
wyspie, ze zniknie poczucie bolu i zranienia. czy ktos, kto przeszedl przez to
razem z dzieckiem moze mi dodac otuchy? mam poczucie ze zawalil mi sie swiat
na glowe, ze dalej bedzie juz tylko syf, rozpad i bezsens.
    • majafi Re: nie radze sobie 12.01.08, 14:21
      Hej,

      Ja też zaliczam dół. Co prawda w tym wypadku to ja powiedziałam dość
      i zakończyłam związek, ale u nas też tatuś deklaruje wielką miłość
      do synka (oczywiście pomijając wszelkie kwestie problematyczne,
      super jest się pobawić godzinkę raz na kilka miesięcy ale nic poza
      tym). Mały ma 15 miesięcy. Niby całkiem nieźle mi idzie ale myślę
      sobie, że jak już samotna matka nie ma rodziny ani przyjaciół (mam
      dwie przyjaciółki, ale daleko) to powinna mieć przynajmniej kasę, a
      jak już nie ma niczego to zaczyna się robić trochę ślisko ;/

      No i też po prostu rozwalają mnie teksty o wyspaniu się, wyjściu z
      domu, zrobieniu czegoś dla siebie itp. Zamiast takiego pie***enia
      mogłaby jedna z drugą koleżanka zaproponować, że zabierze np. w
      sobotę małego na dwie godzinki na spacer czy coś w tym stylu.

      A ja i tak każdą wolną chwilę spędzam na sprzątaniu, mać, zamiast
      zacząć wyglądać znów jak człowiek chociaż trochę.

      Też proszę o wsparcie te z Was które przez to przeszły...... pzdr

      I znowu się zepsuł pie***** samochód. Przepraszam.
      A ch* i tak zawsze byłam sama ze wszystkim. Czy był facet czy go nie
      było, to go nie było wink
      • violencja Re: nie radze sobie 12.01.08, 15:43
        Doskonale Was rozumiem. Kto nie był w takiej sytuacji nie wie co się
        wtedy czuje, jaki jest strach o przyszłość, co powie dziecku, jak
        sobie poradzi? Też zostałm sama z dzieckiem, bez grosza przy duszy,
        z daleka od rodziny, nasi znajomi za sprawą ex męża odsunęli się ode
        mnie. Nie wiedziałam co dalej dędzie z nami, jak sobie poradzę, co
        odpowiem dziecku na pytanie "dlaczego tata z nami nie mieszka"? Po
        miesiącu rozpaczy wzięłam sie w garść,bo stwierdziłam że on nie jest
        wart moich łez,wiedziałam że mam synka i muszę dla niego żyć.Na
        ptyania "mamusiu dlaczego..." zawsze starałam się mówić prawdę (miał
        wtedy 3,5 roku).Dzisiaj synek ma już 8 lat i jest bardzo wesołym i
        pogodnym dzieckiem. O ojcu nie mówi wogóle.

        Dziewczyny dacie radę, choćby dlatego że macie swoje kochane
        istotki! Nie załamujcie się bo oni nie są tego warci.Prawdziwy facet
        nie zostawia po tylu latach swojej rodziny dla jakiejś "lafiryndy".
        Trzymam za Was kciuki! Wierzę że się Wam uda!
    • mamajeans Re: nie radze sobie 13.01.08, 06:00
      Kasiu, oprocz tego , ze jestem Twoja imienniczka, ma coreczke w
      podobnym wieku. Rowniez od pewnego czasu wychowuje ja sama. dobrze
      wiem jak trudno znalezc sile i czas dla siebie i dziecka. a jak
      wiadomo wypoczeta i zadowolona mama to szczesliwe dziecko. czasem
      nie wystarcza dobre checi jesli po prostu nie ma sily. Rozumiem Twoj
      niepokoj i leki, ale pamietaj przedewszystkim, ze musisz zapewnic
      dziecku max. poczucia bezpieczenstwa. Nie wiem w jakim mieszkasz
      miescie? Jesli chcesz napisz do mnie na maila gazetowego. Moze uda
      sie nam i naszym coreczkom zaprzyjaznic?
      • azb11 Re: nie radze sobie 13.01.08, 08:38
        Każdy musi przeżyć swoją żałobę i sam uporać się z tym bólem. Na to potrzeba czasu ile? nie wiadomo bo każdy z nas jest inny. Mnie zajęło to pół roku by wrócić do świata żywych a dziś po 2 latach wciąż odrzuca mnie od człowieka który wyrządził mi tyle krzywdy.
        W mojej rodzinie rysunki córki były wyznacznikiem zachodzących zmian. Na samym początku cała rodzina mama tata brat i ona, potem na rysunkach były tylko trzy osoby. I przyszedł czas ze znów pojawiły się 4 trzymające się za ręce i uśmiechnięte.
        W tamtym okresie wydawało mi się ze nie będe umiała pokochac nikogo innego. Ale on zabił sam tę miłość we mnie swoim postępowaniem.I A dziś czasem zadaję sobie pytanie co ja widziałam w tamtym człowieku? I nie chciałabym za nic w świecie żeby był tamten zamiast tego.
        • boberek-on-line Re: nie radze sobie 24.06.08, 10:07
          Kolejna manipulacja. Dlaczego nie jest tu napisane, że przez 10 lat
          to ty mnie gnoiłaś? Doprowadziłaś do stanu, w którym przestało mi
          się chcieć cokolwiek. Nie rób z siebie ofiary! Obydwoje jesteśmy
          temu winni! Ale Ty nigdy nie potrafisz, nie potrafiłaś przyznać się
          do porażki. Zawsze wszyscy w koło byli winni. Bo Ty musisz zawsze
          być na wierzchu!
          • atlantis0 Re: nie radze sobie 26.06.08, 12:19
            Żałosne ale i śmieszne zarazem.
    • redtower Re: nie radze sobie 13.01.08, 14:41
      Po pierwsze i najistotniejsze!!! W żadnym razie nie nastawiaj
      dziecka przeciwko ojcu!! Nie masz prawa obciążać psychiki swojej
      córeczki tak trudnymi sprawami jak "tata nie kocha już mamy"!! To
      jest dla niej potwornie trudne do zrozumienia... o ile wogóle jest
      możliwe do zrozumienia!
      Możesz wszystko ułożyć tak, że córka zrozumie...
      Po pierwsze... nie panikuj! Nadal jest mama i tata! Rysunki o
      których piszesz.. mój synek ma 4 lata i rysuje dwie rodziny... Mama
      i On... i druga rodzina Tata, Żona Taty i Dzidzia. I jest to dla
      niego całkowicie naturalne.
      To ty musisz sobie poradzić i poukładać wszystko w sobie. Nie
      wiem... może go znienawidzić może wybaczyć... W każdym razie nie
      możesz nienawiści i żalu nigdy, przenigdy!! okazywać przy dziecku.
      Tata jest kochany bo jest tatusiem i tyle...
      Ja w momentach gdy Ex doprowadza mnie do szału swoją
      beznadziejnością zaciskam poprostu zęby albo się śmieję... rozmowy
      pomiędzy dorosłymi przeprowadzam bez udziału Młodego wtedy mogę
      powiedzieć co myślę.
      Jeżeli potrzebujesz rozmowy to napisz do mnie na maila... chętnie
      pogadam... mam to jużza sobą smile
      Pozdr.
      Towerek
    • mim100 Re: nie radze sobie 17.01.08, 10:53
      jeśli masz ochotę napisz na gazetowego maila, jestem dokładnie w
      takiej samej sytuacji może pogaduchy nam pomogą troszkę.
      Pozdrawiam
    • izunia_milo Re: nie radze sobie 24.01.08, 10:21
      Katiszek,

      Jestem w podobnej sytuacji, tylko moja córka ma 7,5 miesiąca. Wcale się nie
      dziwię Twoim odczuciom. Identycznie jak Twoja Iga, moja też spędza całe dnie z
      nianią bo ja pracuję. I identycznie jak Ty, przynajmniej popołudnia chcę spędzać
      z nią. Ale świat się nie zawalił, naprawdę. Wprawdzie też nigdzie nie wychodzę,
      nie bywam już na imprezach, spotkaniach, rzadko fryzjer etc., bo zaczęłam żyć
      innym życiem. I już nie myślę o tym, że to nowe jest gorsze. Polega ono głównie
      na pracy w pracy i pracy w domu ale... teraz mam dla kogo... Nie szukam nikogo
      na siłę, czekam co przyniesie los po prostu. Brakuje mi bardzo ciepła drugiej
      osoby, przytulenia itp. Nasz "dawca" jest też dobry, bo twierdzi że BARDZO
      CHCIAŁBY być z nami ale... nie ma warunków. Przyjeżdża do małej raz na 1,5 - 2
      miesiące, przywiezie trochę za małych ciuszków, pobawi się... Nie wiem co powiem
      Ali jak zapyta gdzie tata. Też boję się jej rysunków...

      Tymczasem żyję nadzieją, że uda mi się samej stworzyć dziecku dobry dom. Że nie
      odczuje bardzo tego, że inne dzieci mają tatusiów a ona nie... Z czasem
      uodporniłam się na wiele rzeczy, widzę po sobie że już nie jestem ta samą JA
      sprzed 2-3 lat. Ale żyję. Dla dziecka i dla siebie. Syf, rozpad i bezsens miną z
      czasem.

      Proza życia nauczyła mnie organizacji czasu i zaradności. Od kiedy zostałam z
      4-dniowym niemowlęciem i psem sama w domu, w mieście gdzie znam powierzchownie
      kilka osób... Nie zapomnę tych dni do końca mojego życia. Teraz to już chyba
      może być tylko lepiej...
      • zawszeewa Re: nie radze sobie 25.01.08, 22:02
        witaj.
        Jeśli można - nigdy nie mów źle o ojcu dziecka. Szybko obróci się to
        przeciwko Tobie. Nie gloryfikuj też go. Mów, że kochał mamusię i
        córeczkę, ale teraz już mamusi nie kocha i wyprowadził się już. To
        jest bardzo trudne, szczególnie, że czujesz się teraz bardzo
        skrzywdzona. A rysunkami w szkole nie przejmuj się tak bardzo, jeśli
        dziecko bedzie miało kontakt z ojcem, to i jego narysuje. A poza
        tym, wiele dzieci jest w takiej sytuacji, wiec szkoły mądrzej na to
        reagują niż 15 lat temu.
        Wypłacz sie i wykrzycz bez poczucia winy, że to robisz.
        Mam kilka koleżanek - rozwódek, ja również przez to przeszłam, i
        powiem Ci, że w życiu nie zamieniłabym swojej sytuacji z mężatką,
        niekoniecznie szczęśliwą w związku. Jest trudno, nawet bardzo,
        szczególnie w święta, walentynki, ale po jakimś czasie poznasz
        nowych ludzi, będziesz adorowana, znów poczujesz sławetne
        motylki.....
        Jeszcze słońce dla Ciebie zaświeci. Gorąco pozdrawiam. Ewa
Pełna wersja