Dodaj do ulubionych

Pomóżcie...

25.08.03, 14:53
Strasznie trudno mi o tym pisać, ale postaram się być obiektywna.
Po sześciu latach udanego – jak mi się tylko wydawało – małżeństwa, w grudniu
zeszłego roku urodził nam się synek. Dziecko długo planowane i oczekiwane.
Od tego czasu minęło 8 miesięcy i mój maż wyprowadza się od nas. Ponieważ nie
jesteśmy z Warszawy, twierdzi, że powinniśmy się nadal wspierać i spotykać.
Według niego związek był prawie od początki nieudany(z wyjątkiem pierwszego
roku). Twierdzi też, że nie ma nikogo innego. Ja mu nie wierzę. Aby mu
udowodnić włamałam się do jego PC i znalazłam pliki z numerami telefonów do
dziewczyn poznanych na czacie i nawet ich zdjęciami. Sprawdziłam też billingi
rozmów – tam oczywiście też panienki. Raz, kiedy wrócił z imprezy o 1 w nocy
i usłyszałam, że ktoś dzwoni na jego komórkę sprawdziłam – też panienka z
internetu. I nawet po tym nadal twierdził, że to tylko znajomi. Nie muszę
pisać, jak się czułam, kiedy to znalazłam, i wcześniej, kiedy nawet siedząc z
nami w pokoju bez przerwy wysyłał SMS-y , a jak zadzwonił telefon to nie
odbierał go, tylko wychodził „na spacer” (z nami był na spacerku zaledwie
kilka razy). Od kilku tygodni zmienił się – więcej czasu spędza z nami –
tylko tyle, ale i tak wyprowadza się do wynajętego mieszkania – oczywiście
nie w naszej dzielnicy, tylko na drugi koniec miasta, tłumacząc, że to blisko
metra.
Ja pracuję, dzieckiem w tym czasie zajmuje się niania. Dziadkowie mieszkają
daleko. Mój mąż jest bezrobotny, kończy zaocznie studia, szuka pracy, ale
próbuje też założyć własny interes (po długich kłótniach podzieliliśmy się
majątkiem). Ja w najbliższym czasie muszę kupić mieszkanie i wyremontować
je. On obiecuje, że będzie mi pomagał.
Niedawno dowiedzieli się o wszystkim jego rodzice. Im tłumaczył, że jest „na
zakręcie”, zaprzeczył podejrzeniom. że jest ktoś trzeci. . Rzeczywiście
wygląda na zagubionego. Winę za swoje niepowodzenia zrzuca na mnie – to za
mną przyjechał do Warszawy – bo ja tutaj znalazłam pracę. On w zeszłym roku
pracował kilka miesięcy, w tym roku 6. Zapytałam, czy gdyby znalazł pracę, to
byłby w stanie ją utrzymać – to znaczy pracować na pełnych obrotach, nie
spóźniać się. Odpowiedział, że nie wie. We własny biznes, w który już
zainwestował też do końca nie wierzy. Synek go uwielbia, on też ma z nim
coraz lepszy kontakt.
Mimo całej wściekłości na niego, gromadzonej już od roku, nadal go kocham i
nie wyobrażam sobie, że mogłabym być z kimś innym.
Napiszcie, czy jestem bardzo naiwna, czy może to właśnie on jest ofiarą? A
może nie należy szukać winnych, tylko dać sobie spokój? Jeszcze rok temu
optowałabym za ostatnią wersją, ale co z synkiem?
Obserwuj wątek
    • novikaa Re: Pomóżcie... 25.08.03, 15:26
      Witaj!
      Prawdę mówiąc, nie wiem coż mogłabym Ci poradzić... lecz prośba o pomoc nie
      powinna pozostać bez odpowiedzi. Może powinnaś troszeczkę ochłonąć, uspokoic
      się, wyciszyć emocje ( choc to bardzo tudne ) spojrzeć na to wszystko z
      dystansem, wybrać: co najwazniejsze, najlepsze byłoby dla Ciebie i przede
      wszystkim dla dziecka, co nie krzywidziło by Was,dawało poczucie
      bezpieczeństwa.. Czy lepiej rozstać sie w zgodzie, być w dobrych stosunkach, z
      czasem nie mieć zału...? czy może być z męzem, ratować to na wszystkie sposoby
      ( lecz tu powinny chcieć tego dwie strony), nie wiem, nikt inny jak tylko Ty
      znasz Go, i tylko Ty możesz sobie sama odpowiedzieć na to pytanie co robić.
      Mysl o dziecku, ona jest najwazniejsze , musi mieć ( mimo wszystko) pogodną i
      silna Mamusię!smile
      i pamietaj słuchaj siebie, intuicja to wielki skarb...
      Pozdrawiam i głowa do góry, jakoś sie wszystko ułozysmile
    • mama-laury Re: Pomóżcie... 25.08.03, 16:28
      ciezko to pisac ale czas pokaze co ma byc . macie byc razem to bedziecie, nie
      macie to nie bedziecie. kobieta jest w stanie zniesc wiele upokorzen byleby byc
      z tym, kogo wydaje jej sie, ze kocha. natomiast jesli masz byc sama z dzieckiem
      to przygotuj sie na to, ze czas nie leczy ran. on je jeszcze rozdrapuje! jesli
      twoj maz nie nadaje sie na meza i ojca to zanim nie poznasz takowego bedziesz
      cierpiala! taki to juz nas kobiet los.
    • marcy-darcy Re: Pomóżcie... 25.08.03, 18:29
      Ja tam uwazam, ze im szybciej sie rozejdziesz z tym facetem tym lepiej dla
      wszystkich. Dla niego, bo dostanie w koncu kopa od zycia i moze zacznie cenic
      to co stracil. I dla Ciebie, bo nabierzesz dystansu do roznych spraw. Dziecko
      nie ucierpi az tak bardzo jak myslisz. Ono woli miec spokojna, zrelaksowana
      matke, a nie placzaca po katach i szpiegujaca meza kobiete. Jesli to Ty
      pracujesz, Ty dbasz o dziecko, Ty martwisz sie kupnem domu i remontem, to
      zastanów sie - PO CO CI DRUGIE DOROSŁE DZIECKO??? Bo tak własnie zachowuje sie
      Twoj maz. Jesli nie chcesz od razu rozwodu to moze separacja? Ale czuje ze
      lepiej zakonczyc sprawe definitywnie. Tym bardziej, ze jego interesuja inne
      kobiety. A najgorsze jest to, ze szuka z nimi kontaktu i udaje ze nic sie nie
      stalo.
    • mruczek35 Re: Pomóżcie... 26.08.03, 10:02
      Dzięki za posty. Już sam fakt, że się wygadałam spowodował, że zrobiło mi się
      lżej, a po waszych odpowiedziach poczułam, że nie jestam tak bardzo samotna.
      • mikawi Re: Pomóżcie... 26.08.03, 10:53
        nie będę doradzac czy masz walczyć o ten związek czy się rozstać, bo taka
        decyzja powinna byc tylko Twoją decyzją i Ty bedziesz ponosić skutki każdej z
        nich. Ale chciałam tylko napisać, że z Twojego opisu całej sytuacji wynika że
        twój mąż to duże dziecko, które nie dorosło do roli ojca i partnera. Facet ma
        rodzinę ale wyraźnie pobrykałby sobie jeszcze i nie w smak mu cos takiego jak
        ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Mieszkanie? po co, jemu jest dobrze jak jest. On żyje swoimi
        mrzonkami o własnym (oczywiście przynoszącym kokosy) biznesie! Teraz zachłysnął
        się internetowymi panienkami, więc zabiera dupę w troki i się wyprowadza żeby
        zona i dziecko mu swobody nei ograniczali. A to gadanie o zakręcie i zagubieniu
        i o tym że to twoja wina że przyjechał za tobą... ten facet powinien cię po
        nogach całowac że ma taką żonę, bo inna wykopałaby go dawno z domu. Może z
        czasem dotrze to do niego, tylko pytanie - CO ONA CI DAJE? bo brać bierze i to
        sporo
    • dorka_mama_jakubka Re: Pomóżcie... 26.08.03, 11:24
      Mruczku obawiam się niestety że ten typ tak masad

      Nie wiem dlaczego tacy są być może nie nauczono ich odpowiedzialności, być może
      życie rozpieszczało i roztaczało nad nimi płaszcz ochronny. Zastanawiam się
      tylko czy takim panom udaje się przez całe życie czy jest coś co byłoby ich w
      stanie zmobilizować. Dusza artysty, lekko, gładko i przyjemnie przejść przez
      życie to ich dewiza. No a podejście do dzieci to oni mają bo to panowie
      zazwyczaj z wyobraźnią i bardzo twórczy. Gorzej z normalnym, prozaicznym życiem.
      Mają oczywiście swój urok.

      Ale decyzja oczywiście należy do Ciebie.
      Ja trzymam kciuki i życzę dużo siły,

      pozdrawiam,
      dorka
      ps. jeżeli chcesz pogadać podaje Ci namiary na mnie - gg 669552.dorka94@wp.pl

    • oliwija Re: Pomóżcie... 26.08.03, 12:01
      oj skąd ja to znam!
      mój mąż też pracuje od sasa do lasa. popracuje 2-3 miesiące i na kuroniówę a
      to wszytstko przez to,że uważa się za Boga!!!! wszystko wie najlepiej i nikt
      dosłownie nikt poza nim nie wie nic. Kłótniw prośby i grożby nic nie pomagają.
      teraz to ja zabrałam córkę, zablokowałm jego konta- bo mam do nich dostęp i
      wyprowadziłam się z dzieckiem do rodziców. Wytrzymał 2 godziny i już błagał
      abym wróciłą. ale ja jetsm nieugięta. jak znajdzie pracę i ją utrzyma to wrócę.
      Sęk w tym,ż eon mieszka w moik mieszkaniu. i dziś właśnie zmienię zamki i
      wracam z dzieckiem a on musi chce czy nie wrócić do matki, ktora go jak to
      zwykle ukochanego syneczka przyjmie z otwartymi ramionami. Ech ci faceci!!
    • ulenia Re: Pomóżcie... 26.08.03, 13:44
      Witaj!
      Moja sytuacja ma wiele wspólnego z Twoją. Mam tylko trochę dłuższy staż
      małżeński i starsze dzieci.Mój mąż był przez wiele lat podporą przyjacielem
      partnerem. Wydawało mi się, że dostałam bonus od losu. Dbał o nas pod każdym
      względem, był dobrym ojcem. Aż pewnego dnia, pół roku temu okazalo się,że ma
      romans. Caly świat się dla mnie zawalił. Póżniej była przeprowadzka,
      równocześnie inne kobiety poznawane przez internet...i nie tylko w sferze
      platonicznej. A jednocześnie ciągnęło go do mnie, do dzieci. Też nie wiem co
      mam robić. Mąż twierdzi, że zerwał z tą kobietą, i nie spotyka się już z
      laskami z internetu, ale gwarancji na to że kiedyś tego nie zrobi, nie chce i
      nie może mi dać (jak twierdzi, czuje się bardzo podatny na tego rodzaju
      pokusy). Niby chce wrócić do mnie, ale ja niestety nie mogę mu dać takiej dozy
      wrażeń i emocji, jakich doznaje spotykając się z panienkami poznanymi na
      czatach. I NIE CHCĘ TEGO. Miłość po tylu latach nie jest tym co kiedyś. To
      bliskość, intymna zażylość, dbanie o siebie nawzajem...nie fajerwerki i błyski
      emocji. Były spotkania z psychologami każdego z nas osobno, teraz zaczyna się
      jakaś terapia małżeńska (piszę "jakaś", bo nie wiem co z tego wyjdzie). Ciągle
      go kocham, ciągle chcę, żeby nam się udało, ale jeśli poczuję, że wyczerpałam
      już wszystkie środki to.. trudno. Tylko strasznie żal mi dzieci. Sama
      wychowałam się bez ojca,(nigdy go nie znałam),i boli mnie strasznie, że moje
      córki miałyby się wychować w rodzinie niepełnej.Piszę to już w miarę
      spokojnie, ale jeszcze kilka miesięcy, tygodni temu były łzy, szloch i jeden
      wielki, potworny ból. Dodam tylko, że prawie nie jadłam, prawie nie spalam ( w
      miesiąc schudłam 7 kg)Boże! jak ja go kochałam, był sensem mojego życia, był
      filarem, opoką, nadzieją, że zawsze będziemy razem, a teraz są zgliszcza...
      Poczucie bezpieczeństwa muszę budować w sobie. wiesz ile mnie kosztowało czasu
      i wysiłku, aby nauczyć się, ze dla mnie najważniejsze są moje córki i JA
      SAMA! a nie on. I uczę się tego cały czas, że moje myśli, moje potrzeby i
      pragnienia są dla mnie najważniejsze. Do tej pory większość spraw przechodziło
      przez filtr jego osoby. Kocham moje córki i staram się kochać siebie.
      Potrzebuję wsparcia. Może ktoś doda mi otuchy? napisze kilka słów. Bardzo
      zazdroszczę wielu samodzielnym mamom, które potrafiły "wykopać popaprańca" ze
      swojego życia i iść dalej nie oglądając się za siebie, schować głęboko
      przeszłość i budować swoje życie od nowa, dla dzieci, dla siebie. Ale trudno
      jest wyrzucić z pamięci 9 lat małżeństwa, a wcześniej 7-letniego bycia ze sobą
      (był moim pierwszym chłopakiem i jedynym mężczyzną)
      Miała być odpowiedź na post, a wyszło coś innego. Dodam, że warto przeczytać
      książkę Robin Norwood "KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO i ciągle liczą na to,
      że on się zmieni" oczywiście jeśli ktoś ma problemy podobne do moich. Nie
      ukrywam, ze bardzo liczę na was, kochane mądre samodzielne i odważne mamy,
      jakieś słowa otuchy, jakiś kontakt. Mój adres: ma1gorzata@wp.pl, numer gadu-
      gadu 3061533.Wiem jedno, czas jest sprzymierzeńcem kazdej z nas, jest czasami
      jedynym lekarstwem na ból, jaki nosimy w sobie. Pozdrawiam gorąco, Gosia.
      • chalsia Re: Pomóżcie... 26.08.03, 22:59
        Też byliśmy razem 16 lat. I w pół roku po urodzeniu wystaranego dziecka on
        odszedł, nie z powodu innej, ale jakaś zainteresowana nim po prostu była,
        zakorzeniła się, stała się "miłością jego życia", i w 1,5 roku po rozstaniu
        urodzi mu się z nią drugie dziecko.
        Mój eks nie zgodził się na żadne terapie.
        Wiem jaki to ból, gdy opuszcza nas ktoś kogo kochamy. Ale mam to już za sobą.
        Teraz mam inne problemy - kontakty i różnice między mną a eks na temat dziecka.
        Ale JEST lepiej. Mogę się obejść bez pozytywów tego człowieka i pozytywów
        wynikających z bycia razem (oczywiście pewnych rzeczy brak, ale nie wiąże mi
        się to już z jego osobą), a na codzień nie dotykają już mnie jego negatywne
        strony (np. generalny brak szacunku dla ludzi).
        No i ze spokojem w duszy mogę czerpać radość z obcowania z synkiem, a nawet
        jeśli w danym momencie tego spokoju nie ma, to mały mi go przywraca.
        Trzymam kciuki,
        Chalsia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka