matina031084
16.03.08, 22:22
cześć
nie piszę żeby ktoś mnie krytykował ani nic
piszę bo jest mi ciężko
mam faceta.jesteśmy razem 5 i pół roku
jestesmy razem od 18 roku zycia
bardzo go kochałam
bardzo bardzo mocno
w 2006 roku urodziła nam się córeczka
w naszym zwiąku nigdy nie było idealnie- no ale w którym jest....
on zawsze był trochę niedorosły
ale byc zakochanym- to jak byc w ciemnym tunelu
kto był- wie o czym mówię
miał wady- poważne... ale zawsze w niego bardzo wierzyłam
wierzyłam ze uda mu sie dokonać to czego sie obawiał
miał trudne dzieciństwo.....
matka i ojciec całe zycie powtarzali mu że jest zerem i nikim i zeby
się powiesił to mu wyjdzie na dobre i inne chamstwa
więc zawsze chciałam być dla niego tym motorem napędowym
żeby mówić mu , że wcale tak nie jest
że jeżeli chce może i skończyć szkołę i wszystko tylko czego chce
miał również problem z narkotykami...
o czym nie do końca wiedziałam, niestety.....
wszystko się zaczęło jak zaszłam w ciąże...
ale ciągle mu wierzyłam.... ciągle wierzyłam ze jeżeli on powie- "
to już ostatni raz" to to będzie faktycznie ostatni raz....
tyle lat...
powiecie naiwna...
oczywiście , że naiwa
ale nie wyobrażałam sobie żeby nie móc się do niego
przytulić,pocałować ...tak bardzo go kochałam.......
i się zaczęło....
tracił pracę co miesiąc ..kolejny miesiąc szukając nowej- w czasie
gdy pieniądze były najważniejsze....
znikał na 2, 3 dni nie mówiąc ani słowa gdzie i po co...nie odbierał
telefonów
nieraz go gdzies dorwałam na ulicy jak się szlajał z jakimś
dziadostwem....
znajdywałam amfetaminę w spodniach...
wiele nocy przepłakanych i nie przespanych i papierosów
wypalonych....
ciąża...myslałam że był to najgorszy okres mojego zycia......
ale sie myliłam
Córeczka przyszła na świat..
2 miesiące było super- byłam taka szczęśliwa- takkk..w końcu
zrozumiał , że dłużej tak nie może....ma dla kogo sie starac....
znalazł stałą pracę....wracał do domu na czas....
ale znów się zaczynało
w piatek wieczór- "wychodzę do sklepu! "- i wracał w niedziele po
południu
a ja dzwoniłam- pogotowia....policja.....
teraz już moja miłośc została zdeptana
wychodzi na noce i nie wraca..
potrafi zabrać/ukraść mi ostatnie pieniądze i zostawić mnie bez ani
jednej złotówki
całą pensje przegrywa na automatach
kradnie w pracy
potem to sprzedaje...
klnie w domu.....
bardzo mi przykro
jest mi smutno, że tak mi się strafiło
myślałam ,że pana boga za nogi złapałam
byłam taka młoda
i taka szcęśliwa
chłopak z moich marzeń..wspólne mieszkanie i wakacje....
boże...
aż mnie dusi
już nie jest mi go żal
kazałam się wyprowadzić do końca tygodnia...
tak mi jest ciężko dziewczyny, nie z jego powodu, dla mnie to nie do
pojęcia ze zostanę sama z córcią- same będziemy chodzic po zakupy,
same bedziemy spacerować, rozmawiać bedziemy tylko ze sobą- a
wieczorami będe siedziała sama wpatrzona w telewizor..
i nie mogę zrozumieć- czemu ja..czym sobie zasłużyłam...
zostaje zupełnie sama- mimo iż tak naprawdę byłam sama
bez żadej pomocy
nigdy nie pracowałam- nie mam skończonych studiów...czekam na złobek
który dostanęmoże od listopada..
powiem wam ,że wszystko mnie to tak przytłacza
samotność, prolemy-yle na głowie
jetem strzepkiem nerwów
siedzę i płaczę
nie mogę patrzeć na szcześliwych ludzi
mam taką cudowną córkę
boże...jest taka kochana i radosna
zawsze mysle , że ona zasługuje na o wiele lepsze zycie
chciała bym jej wszystko dać
ale nie mam co
nic jej nie zapewnie
ani pieniedzy
ani startu
ani wakacji
nie mogę jej ic zapewnic
takie to przykre..
o boze...
przepraszam za te brednie
i proszę
nie bądźcie takie krytyczne
ja naprawdę potrzebuję wsparcia
mam problemów już nadto
żeby jeszcze mi ktoś podcinał zupełnie moje zdruzgotane zdrowie
psychiczne
ja wszystko wiem
że głupia
że naiwna
że pie..ięta
że dawno powinnam na bruk wywalić
ze widziały gały co brały ze frajerka...