Dodaj do ulubionych

musze się wygadać

16.03.08, 22:22
cześć
nie piszę żeby ktoś mnie krytykował ani nic
piszę bo jest mi ciężko

mam faceta.jesteśmy razem 5 i pół roku
jestesmy razem od 18 roku zycia
bardzo go kochałam
bardzo bardzo mocno

w 2006 roku urodziła nam się córeczka

w naszym zwiąku nigdy nie było idealnie- no ale w którym jest....
on zawsze był trochę niedorosły
ale byc zakochanym- to jak byc w ciemnym tunelu
kto był- wie o czym mówię
miał wady- poważne... ale zawsze w niego bardzo wierzyłam
wierzyłam ze uda mu sie dokonać to czego sie obawiał
miał trudne dzieciństwo.....
matka i ojciec całe zycie powtarzali mu że jest zerem i nikim i zeby
się powiesił to mu wyjdzie na dobre i inne chamstwa
więc zawsze chciałam być dla niego tym motorem napędowym
żeby mówić mu , że wcale tak nie jest
że jeżeli chce może i skończyć szkołę i wszystko tylko czego chce
miał również problem z narkotykami...
o czym nie do końca wiedziałam, niestety.....

wszystko się zaczęło jak zaszłam w ciąże...
ale ciągle mu wierzyłam.... ciągle wierzyłam ze jeżeli on powie- "
to już ostatni raz" to to będzie faktycznie ostatni raz....
tyle lat...
powiecie naiwna...
oczywiście , że naiwa
ale nie wyobrażałam sobie żeby nie móc się do niego
przytulić,pocałować ...tak bardzo go kochałam.......

i się zaczęło....
tracił pracę co miesiąc ..kolejny miesiąc szukając nowej- w czasie
gdy pieniądze były najważniejsze....
znikał na 2, 3 dni nie mówiąc ani słowa gdzie i po co...nie odbierał
telefonów
nieraz go gdzies dorwałam na ulicy jak się szlajał z jakimś
dziadostwem....
znajdywałam amfetaminę w spodniach...
wiele nocy przepłakanych i nie przespanych i papierosów
wypalonych....
ciąża...myslałam że był to najgorszy okres mojego zycia......
ale sie myliłam
Córeczka przyszła na świat..
2 miesiące było super- byłam taka szczęśliwa- takkk..w końcu
zrozumiał , że dłużej tak nie może....ma dla kogo sie starac....
znalazł stałą pracę....wracał do domu na czas....
ale znów się zaczynało
w piatek wieczór- "wychodzę do sklepu! "- i wracał w niedziele po
południu
a ja dzwoniłam- pogotowia....policja.....

teraz już moja miłośc została zdeptana
wychodzi na noce i nie wraca..
potrafi zabrać/ukraść mi ostatnie pieniądze i zostawić mnie bez ani
jednej złotówki
całą pensje przegrywa na automatach
kradnie w pracy
potem to sprzedaje...
klnie w domu.....

bardzo mi przykro
jest mi smutno, że tak mi się strafiło
myślałam ,że pana boga za nogi złapałam
byłam taka młoda
i taka szcęśliwa
chłopak z moich marzeń..wspólne mieszkanie i wakacje....
boże...
aż mnie dusi
już nie jest mi go żal
kazałam się wyprowadzić do końca tygodnia...
tak mi jest ciężko dziewczyny, nie z jego powodu, dla mnie to nie do
pojęcia ze zostanę sama z córcią- same będziemy chodzic po zakupy,
same bedziemy spacerować, rozmawiać bedziemy tylko ze sobą- a
wieczorami będe siedziała sama wpatrzona w telewizor..

i nie mogę zrozumieć- czemu ja..czym sobie zasłużyłam...
zostaje zupełnie sama- mimo iż tak naprawdę byłam sama
bez żadej pomocy
nigdy nie pracowałam- nie mam skończonych studiów...czekam na złobek
który dostanęmoże od listopada..
powiem wam ,że wszystko mnie to tak przytłacza
samotność, prolemy-yle na głowie
jetem strzepkiem nerwów
siedzę i płaczę
nie mogę patrzeć na szcześliwych ludzi
mam taką cudowną córkę
boże...jest taka kochana i radosna
zawsze mysle , że ona zasługuje na o wiele lepsze zycie

chciała bym jej wszystko dać
ale nie mam co
nic jej nie zapewnie
ani pieniedzy
ani startu
ani wakacji
nie mogę jej ic zapewnic

takie to przykre..

o boze...

przepraszam za te brednie
i proszę
nie bądźcie takie krytyczne

ja naprawdę potrzebuję wsparcia
mam problemów już nadto
żeby jeszcze mi ktoś podcinał zupełnie moje zdruzgotane zdrowie
psychiczne

ja wszystko wiem
że głupia
że naiwna
że pie..ięta
że dawno powinnam na bruk wywalić
ze widziały gały co brały ze frajerka...

Obserwuj wątek
    • nicol.lublin Re: musze się wygadać 16.03.08, 22:51
      przyznaję, że masz niewesoło. ale... napisałaś tak dużo, a konkretów
      tak mało...
      czy jesteście po ślubie?
      gdzie mieszkacie (z rodzicami?)
      dlaczego nie pracujesz? z czego się utrzymujecie?

      no i w czym możemy ci pomóc?
      • guderianka Re: musze się wygadać 17.03.08, 08:15
        No co ja mogę napisać ?
        Że żadna z nas miodu nie przechodziła na pewnym etapie?
        Że zawsze jest wyjście z sytuacji ?
        Że dobrze że dziecko masz zdrowe i na pewno cudowne ?
    • anetina Re: musze się wygadać 17.03.08, 08:14
      przytulam mocno
      najważniejsze, że podjęłąs decyzję o rostaniu

      same dacie radę
      może jest ktoś, kto mógłby ci pomóc - rodzice, rodzeństwo,
      przyjaciele, znajomi?
    • kasik2222 Re: musze się wygadać 17.03.08, 09:40
      napisz coś więcej, czy mżesz liczyc na rodziców? Czy masz z czego
      żyć? Co do tego że będziecie tylko we dwie można się przyzwyczaić,
      choć i mnie przerażają puste wieczory przed telewizorem. Ja też mam
      córeczkę urodzoną w 2006 r. i tez jesteśmy same. Mój mąż nie żyje. I
      trzeba się pozbierać, poszukać pracy, zapewnić dziecku utrzymanie.
      Mimo bólu. Mimo cierpienia. Odezwij się.
    • kicia031 Re: musze się wygadać 17.03.08, 09:51
      No dobra, to skoro juz wiesz to wszystko, to nie ma co pisac na
      temat przeszlosci - patrz w przyszlosc, staniesz na nogi, wiekszosc
      samodzielnych mam staje, bo ma dla kogo...
    • triss_merigold6 Re: musze się wygadać 17.03.08, 10:00
      Poszukaj fachowego wsparcia i idź na terapię, żeby się dowiedzieć
      dlaczego ćpun i złodziej z patologicznego domu wydawał Ci się
      chłopakiem z Twoich marzeń do tego stopnia, że nie mając szkoły,
      pracy, pieniędzy zafundowałaś sobie z nim dziecko.
      Serio piszę. Zrobiłaś to raz, możesz powtórzyć błą, bo następny
      życiowy nieudacznik Cię wzruszy i będziesz chciała byc jego "motorem
      napędowym" i kolejny dzieciak przyjdzie na świat w patologicznych
      klimatach. Z toksycznych miłości można się z powodzeniem leczyć.
    • danagr Re: musze się wygadać 17.03.08, 14:17
      coz....milosc jest slepa, zbyt idealizowana, a tak naprawde zycie weryfikuje ja.
      Nic nie jest niemozliwe, masz dla kogo walczyc i wziac sie w garsc wiec do
      dziela, bez niego moze byc ci jeszcze lepiej, ktos kto jest uzalezniony to nie
      jest dobry material na tworzenie zwiazku, jesli sam nie bedzie chcial wrocic do
      normalosci ty sama nic z tym nie zrobisz to walka z wiatrakami, a twojemu
      dziecku potrzebny jest spokojny dom i mama. Terapia czy psycholog nie zaszkodza,
      powinnas isc, to cie moze podniesc, dodac pewnosci siebie, zrozumiec pewne
      sprawy, ukierunkowac. Dobry plan i malymi kroczkami mozesz osiagnac co sobie
      zalozysz czego ci bardzo zycze.....no i mozesz jeszcze spotkac kogos
      wartosciowego kto bedzie chcial ulozyc sobie zycie z toba i cora.
    • iwii2 Re: musze się wygadać 17.03.08, 16:43
      Cześćsmile
      Ja na pewno nie będę potępiać. Niestety wiem, że miłość jest ślepa, sama
      doświadczyłam tego na własnej skórze. Mam nadzieję, że jakoś sie wszystko u
      Ciebie ułoży. Wejdź na forum, które mam sygnaturce. Poczytaj historię innych
      dziewczyn, wiem, że to nie pomoże bardzo, ale może chociaż będziesz wiedzieć, że
      nie jesteś sama! Całuję Ciebie mocno!
    • some_guy Re: musze się wygadać 17.03.08, 22:35
      Odrobina speeda to niekoniecznie zaraz narkomania, gorzej z
      towarzystwem i skłonnością do automatów. Rozrywkowy chłopak, szuka
      kolorytu a nie pociąga go ustabilizowany tryb życia w szarym i
      nudnym jak flaki z olejem społeczeństwie na dorobku.
      To nie Twoja wina jak wybiera, odpuść sobie, szkoda Twoich łez.
    • martina.15 Re: musze się wygadać 17.03.08, 23:32
      wiesz co tak szczerze to kazda na tym forum moglaby sobie zarzucic ze niby
      widzialy galy co braly a potem...
      ja jestem od Ciebie troche mlodsza, mam core z 2006. jestem sama od 4 miesiaca
      ciazy... i powiem Ci ze ja sie teraz, po ponad 2 latach od tego rozstania bardzo
      ciesze ze on mnie wtedy zostawil, wyparl sie dziecka- bo ja bym w tym bagnie
      siedziala nie wiadomo do kiedy

      moze to brzmi jak banal... ale na pewno bedziesz szczesliwa... nie z nim, ale
      bedziesz... nawet sie nie bedziesz spodziewac kiedy smile
      teraz pewnie bedziesz miala taki czas ze przeplaczesz kazda chwile kiedy tylko
      dziecko nie bedzie patrzec
      potem bedziesz siebie winic
      a potem... zaczniesz czuc spokoj ze juz nie biegasz po ulicach i go nie
      szukasz... ze nie kradnie kasy, ze nie ma narkotykow w domu...
      potem znajdziesz w sobie ambicje
      a potem... tylko Ci podac rozowe okulary smile

      szukaj teraz pomocy gdzie sie da; zeby miec chocby zasilek alimentacyjny musisz
      go podac o alimenty; idz do mopsu i popros o nawet jakies jednorazowe wsparcie;
      postaraj sie o pomoc, rozmowe z rodzina, znajomymi... psycholog tez sie przyda i
      to nie zaden wstyd.
      powolutku staniesz na nogach i docenisz fakt ze bylas taka silna i wywalilas go
      z domu.
      podziwiam Cie. i wierze w Ciebie!
      Asia (z Hania 1.02.2006)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka