zwyklamama
15.05.08, 23:17
Witam.
Często was czytam. Piszę pierwszy raz. Jestem samotną mamą nastolatka i
studenta. Mąż odszedł do innej kobiety 10 lat temu. Teraz już z nią nie jest,
założył nową rodzinę jeszcze z inną panią. W momencie rozwodu zostawił mi
mieszkanie i auto - w zamian rozwód bez walki i orzekania o winie. Płacił i
placi sumiennie - 500zł na dziecko. Gdy odchodził była to suma na jaką było go
stać. Ja w momencie rozwodu nie pracowałam - to była wspólna decyzja - mąż
wręcz nalegał bym była w domu. Po rozwodzie musiałam stanąć na nogi - zaczęłam
pracę,skończyłam zaocznie studia, awansowałam. Zarabiam obecnie około 2,5tys.
brutto. Mąż też jednak awansował i to znacznie. Wspinał się na kolejne
szczeble kariery, osiągnął zawodowy sukces na ogromną skalę. Jego obecna żona
też robi ogromną karierę. Ich wspólne dochody sięgają kilkudziesięciu tysięcy
złotych miesięcznie. Na dzieci wciąż płaci po 500zł. - starszemu do ręki
(studiuje w innym mieście), młodszemu do moich rąk. Bywają u niego i jego
nowej rodziny regularnie, dostają tam prezenty, ubranie, gadżety, nawet
jedzenie na takim poziomie, na który mnie nigdy nie będzie stać. Na wakacje
też wyjeżdżają z nową rodziną ojca - alpy francuskie, Malediwy, Dominikana,
czy weekendy w luksusowych hotelach w Polsce czy w Europie. Ja nie mogę
zaoferować nawet dziesiątej części tych atrakcji. Nawet na remont mieszkania
nie bardzo mnie stać (powoli coś robię "metodą gospodarczą" ale nie mam szans
dorównać willi ojca), samochód stareńki, a wakacje w "kwaterach" nad morzem i
"z ołówkiem w ręku". Oni to widzą, ostatnio usłyszałam od młodszego, że u ojca
jest lepszy świat. Zabolało. Tam zakupy za 1000zł tygodniowo za same jedzenie
to normalka, tu nawet na lepsze mięso i jogurt dla nich mnie nie stać, tam
ekskluzywne ciuchy i buty ecco lub geox, tu - bluza z rynku, tam prezent za
kilkaset złotych bez okazji, tu - niestety czasem z konieczności "praktyczny"
prezent pod choinkę. Rozmawiałam z ex o podwyżce alimentów. Powiedział, że jak
wystąpię do sądu to natychmiast utnie wszelkie dodatkowe płatności i nie kupi
im nawet gumy do żucia. Mam dylemat - w końcu ojciec wywiązuje się, jest
dobrym ojcem ale oni mieszkają tu - w odrapanym, maleńkim mieszkaniu ze
starymi meblami, jeżdżą starym autem, jedzą to na co mnie stać, tam są od
święta. Wciąż też ja jestem ta zła - co nie daje, oszczędza, nie ma, zaczynają
chyba mną gardzić i wstydzić się, że tak żyją (małe miasto, prowincja). Ja nie
mam szans konkurować z jego stylem życia, on jest supertatą z lepszego świata,
z gestem, ja kutwą dla której nowe spodnie to wydatek. Waham się czy wystąpić
o zwiększenie alimentów czy nie. Co radzicie?