Dodaj do ulubionych

Muszę się pożalić...

20.10.08, 13:29
Tak, wiem, nie dostrzegam, że mamy co jeść, ze mamy gdzie mieszkać ... Dostrzegam, że mnie chyba niedługo z roboty wyleją za te zwolnienia lekarskie, które musze brać... Po 3 latach opłacania niani (nie powiem - 50 % refundowali niedoszli teściowie, choć i tak mój budżet ledwo wytrzymał) na nianię mnei poprostu nie stać, nainai pogrążyłaby mnie finansowo. Synek poszedł właśnie do maluchów do przedszkola, wciąż choruje i mimo, że dostęp do pediatrów, badań i leków z rabatem may dobry to jednak jego infekcje mnie dobijają. Co z tego, że tata zabiera go na weekendy, skro od wrzęsnia to już moje dzisiaj czwarte L4. Strach do firmy dzwonić, mimo, że firma łaskawa (jak dotąd). Koszty leków, koszty L4, koszty zwiększonych zakupów do lodówki (mniejsze byłyby, gdyby synek normalnie chodził do przedszkola w ramach odgórnie wniesionych niemałych opłat), koszty cholera wszystkiego... Nie mogę narzekać, eks się przejmuje, dopytuje, pomaga ile może, ale mnie chyba deprecha dosięga. My tu wzciąż o problemach na tym forum sądowych rozmawiamy, o problemach z eksami, z opieką eksów nad dzieckiem, czy Wasze dzieci też tak często chorują, czy też ledwo dajecie radę? Pytam, bo jestem na codzień z dzieckiem zupełnie sama i własnie mi siły chyba zabrakło. Na cokolwiek ...
Obserwuj wątek
    • second_janka Re: Muszę się pożalić... 20.10.08, 13:51
      Moja mała też niestety choruje.
      Właśnie teraz śpi choruśka.Już miało być lepiej po wizycie u taty
      kaszle jak pieron.
      Ja mam pomocnych rodziców,ale zwolnienia za mnie nie wezmą...
      Kiedy był ex było lżej,to fakt.
      Ale coż nie ma go.
      Jakoś musimy dać radę,wychorują sie i przestaną.
      tak mówi przynajmniej lekarka.
    • kajda28 Re: Muszę się pożalić... 20.10.08, 19:21
      Rozumiem cię, i strasznie mi przykro. mój młody chodził najwięcej 9 dni w m-cu,
      co m-c miał natybiotyk do czasu kiedy zdiagnozowali u niego astmę (on miał 6 lat
      , młoda 4) od kiedy zaczeli brać wziewne leki przestali chorować, dodatkowo daję
      im citrosept, bioaron C, starszy pije tran i czosnek w kapsułkach, młodsza nie
      chce- za duże kapsułki sad. ale, odpukać, od maja chodzą w dzień w dzień do
      przedszkola (całe wakacje). Czasami pomaga wycięcie dodatkowych migdałków, ale
      to już pediatra musi zlecić. może zaproponuj eksowi aby co drugie zwolnienie on
      brał, nie wiem co poradzićsad przytulam mocno i mam nadzieję że Cię nie zwolnią i
      dzieciątko przestanie chorować.
      • jenny_curran Re: Muszę się pożalić... 20.10.08, 20:24
        Dziękuję za ciepłe słowa... Dzisiaj to rzadkość. Własnie negocjuję z eksem nastepne L4. Mały jest ze mną bardzo związany, ale z eksem również, mają bbbbdb kontakt. Raz jeszcze dziewczyny dziękuję. pzdr
    • janetat Re: Muszę się pożalić... 20.10.08, 20:44
      jenny, eks chyba wie, że rodzicielstwo to przede wszystkim obowiązki...?
      a jak chore dziecko to niech sam siedzi albo opłaca nianię, na pewno niech
      aktywnie bierze udzial w opiece-nie dawaj sie, proszę smile
      znam Cię troszkę z forum żłobkowego-jestes super kobieta, nie dawaj sie!
      trzymam kciuki smile))
      • zakopiankaaa Re: Muszę się pożalić... 20.10.08, 22:06
        Mam to samo...
        Mój 2,5 latek był "aż" 10 razy w przedszkolu od 1 września...
        Mam wyrzuty, że go tak szybko posłałam do przedszkola, ale spowodowane to było
        brakiem niani, kosztami.
        Teraz: wyje - gardło - uszy... nie chodzi, potem od nowa: wyje - gardło...
        Przed przedszkolem miał tylko 2 razy w życiu katar, poza tym zdrów jak ryba.
        Podobno wszystkie dzieci tak chorują do czasu, aż się nie uodpornią. Czekam na to!
        Jutro kolejne podejście mamy... po 2 tyg.na zwolnieniu.
        Na męża niestety nie mogę liczyć. Dzwoni tylko po to, żeby nawrzeszczeć, że
        znowu się od dziecka zaraził... wink i żąda, żebym wzięła kolejne L4 zapobiegawczo!
        Cierpliwości, wytrwałości i ZDROWIA życzę!

    • aniazavonlea Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 09:44
      Moja tez choruje, dzis została w domu, to nieukniknione u 3latka.
      Dlatego wczesniej znalazłam panią która opiekuje sie dzieckiem na czas choroby.
      Myślę ze to jakies roziązanie i nie jest ruina dla budzetu.
      Mozesz to przedyskutowac z eksem i podzelic sie kosztami takiej opieki w razie
      choroby z eksem. Na pewno znajdziesz jakas sąsiadkę która po prostu bedzie
      nianczyc dziecko dorywczo. Ja mam taką panią która dodatkowo odbiera dziecko z
      przedszkola jak jak nie zdązam. Nie byłam jeszcze na zadnym L4. trzymaj się!
      • mama_ameleczki Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 12:47
        ja mam to samo. to jest jakis koszmar. w czerwcu miala wycielego
        migdalka i przez wakacje byl spokoj ale nie chodzila kola a od
        wrzesnia juz zapalenie gardla-antybiotyk, teraz zapalenie ucha-
        antybiotyk. chyba pojde do alergologa i na testy
      • jenny_curran Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 14:32
        Ale na poczatku choroby z jakąś obcą Panią? Np gorączkujące dziecko, któremu pomóc mozna praktycznie gorliwą i troskliwa opieką oraz czułością? Wiesz, ja tez szukałam takiej Pani, ale raz że nie znalazłam (bo same mocno starsze Panie albo małolaty, które kompletnie się do tego moim zdaniem na podstawie choćby pytań im zadawanych - nie nadaja),a dwa że tak teraz myślę przy kolejnym razie gdy moje dziecko gorączkuje i odmawia jedzenia trzeci dzień, że musiałabym na głowę upaść, aby zostawiać go z kompletnie obca osobą, która nie ma wobec niego żadnych uczuć. Sorry, ale ten wariant z Panią, która zostaje z chorym dzieckiem odpada, nie dałabym razy w pracy psychicznie wiedząc, że oprócz leków to czego mojemu dziecku trzeba to ... ja i moje przytulanie, głaskanie, dawanie buziaków w czółko. Może gdyy moje dziecko było kilka lat starsze to tak, ale teraz nie byłabym na to gotowa raczej.
        • aniazavonlea Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 15:07
          Wiesz po pierwsze moje dziecko nie ma takiej wilekiej gorączki tylko po prsotu
          ma katar, jak mialo goraczke to wieczorem i ja zbiłam szybko.
          po drugie nie jest to obca pani, bo ja odbiera 3 razy w tygodniu i z nia jest,
          wiec jest to zaufana osoba. Dla mnie to tez jest kwestia zaufania. Jasne ze
          jesli dziecko bedzie w powaznym stanie wezeme to zwolnienie ale jak na razie
          tego nie robie, dlatego tez ze nie mam wielkiej pomocy od eksa itd więc praca
          jest bardzo wazna i byc albo nie byc. Przeciez rozłaka to naturalny proces i
          przeziebienie tez.
      • jenny_curran Re:"nianczyc dziecko dorywczo" - przeczytaj własne 21.10.08, 14:33
        słowa, bo aż mnie ciarki przeszły w kontekście Twojej rady, abym chore dziecko zostawiła z Panią, która je będzie "nianczyc dziecko dorywczo". Hm ... ani razu na L4 na dziecko? Nieprawdopodobne.
        • aniazavonlea Re:"nianczyc dziecko dorywczo" - przeczytaj własn 21.10.08, 15:12
          Mozę nie czepiajmy sie słiówek, przeciez do mojej niani moje dziecko mówi babcia
          i jest to zaufana osoba, z zalozenia nie zakladam ze wszyscy sa obcy, chyba w
          jezyku polskim jest termin niania i nianczyc, mozna powiedziec opiekowac sie
          dorywczo.
          Jest to mój kompromis zeby miec pracę a moje dziecko i nie chodzic na
          zwolnienia, bo inaczej strace pracę. Kiedy jest z nianią i tak w tym czasie by
          poszla do przedszkola, wiec czas kiedy jest chora i tak jest lepiej
          zaopiekowana bo ma 1 osobe na wyłaczność.
          Moze jestem nieczuła ale nie popadam w histerie kiedy dziecko się przeziębi i
          bez wyrzutów sumienia zosatwiam ja z nianią. Jednak szanuje Twoj punkt widzenia
          ja mam inny
    • prologica Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 12:59
      moaj tez tak chorowala. pojechalismy w kwietniu na niecale 2 tyg nad
      morze i uparcie spacerowalismy w sniegu wink w wakacje troche ja,
      troche rodzina, jakos wspolnie uciulalismy 4 tyg nad morzem.

      odpukac w niemalowane tfu tfu tfu od tamtej pory jest spokoj.

      a poprzendi seozn byl KOSZMARNY (wczesniej nie chorowala, a jesli to
      wychodzila bez antybiotykow, tylko na wziewach itp)
      • guderianka Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 18:16
        Jesteście dzielne-chylę czoła. Ja nie dałam rady pogodzić choroby
        córka z pracy, musiałam wybrać albo praca albo ona - bo 60dni
        zwolnienia lekarskiego na nią się skończyło a z nią nie było do
        końca ok.
        • prologica Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 18:38
          guderianka napisała:

          > Jesteście dzielne-chylę czoła. Ja nie dałam rady pogodzić choroby
          > córka z pracy, musiałam wybrać albo praca albo ona - bo 60dni
          > zwolnienia lekarskiego na nią się skończyło a z nią nie było do
          > końca ok.
          >

          dzielne? łeeee... nie jestem. ale musze pracowac gdzies, jakos. jesli corka byla
          'tylko' chora to zalatwialam kogos do niej (ciezko bylo ;/ ), a jesli byla 'az'
          chora - trudno, bralam urlop albo zwolnienie i gluchlam na wszystko, bo mnie
          potrzebowala.
          taki efekt teraz ze nie wiem czy dostane nastepna umowe.... ale to juz inna
          kwestia ;/
        • jenny_curran Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 19:22
          J adziś dzwoniłam do działu personalnego, bo mi moje wewnętrzne "czuj, czuj, czuwaj" podpowiadało, że być moż ejuż przekroczyłam te 60 dni od stycznia... Ale, uf, 24 naliczyli. Chyba więc brałam tez na siebie, coś tak mi się przypomina....wink. Pozdrawiam
          P.S. Widzisz, a ja chylę czoło przed Tobą.
        • chalsia Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 23:28
          guderianka napisała:

          > Jesteście dzielne-chylę czoła. Ja nie dałam rady pogodzić choroby
          > córka z pracy, musiałam wybrać albo praca albo ona - bo 60dni
          > zwolnienia lekarskiego na nią się skończyło a z nią nie było do
          > końca ok.

          miałabym tak samo (dziecko chodziło do przedszkola tydzień w
          miesiącu) i tak przez wile miesięcy i w następnym roku podobnie -
          ale miałam nianię, co umożliwiło mi branie zwolnien na opieke nad
          dzieckiem jedynie w pierwszym tygodniu choroby, gdy jest najgorzej.
          • guderianka Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 08:38
            Moja nie chodziła do przedszkola. Skończyła edukację na żłobku i w
            wieku 2lat trafiła pod nóż. Pierwszą operację miała w wieku 2 lat,
            drugą w wieku 2,5lat a trzecią w wieku 3lat. W międzyczasie ostra
            rehabilitacja dzień w dzień. Nie wiem czy znalazłabym nianię, która
            by podołała i--której ja bym na tyle zaufała. Być może tak. Jednak
            taki pomysł nawet nie przyszedł mi do głowy.
            Czasem mam poczucie,że się poddałam,że mogłam urządzić to jakoś
            inaczej. Ale z drugiej strony-nawet myśląc dzisiaj-nie mam pomysłu
            jak
            • chalsia Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 08:48
              > rehabilitacja dzień w dzień. Nie wiem czy znalazłabym nianię,
              która
              > by podołała i--której ja bym na tyle zaufała. Być może tak.
              Jednak
              > taki pomysł nawet nie przyszedł mi do głowy.

              moje dziecko miało ćwiczenia rehabilitacyjne codziennie po 3-4 razy
              dziennie od wieku kilku miesięcy do kilku lat, niania od początku
              miała to "wpisane w obowiązki" - na poczatku ja nauczyłam ją jakie
              i jak wykonywać ćwiczenia, a potem po prostu - jak ja - uczyła się
              od rehabilitanta. Skoro ja mogłam się tego nauczyć i robić, to i
              ona także. Nauczyła się także od podstaw gotowania dla dziecka z
              ciężką alergią i szczerze mówiąc jest jedyną osobą, której w
              kwestii przestrzegania diety mogę zawierzyć w 100%.
              • guderianka Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 09:03
                A niania ćwiczyła w domu czy poza domem ?

                Ja nie umiałabym tak zaufać chyba. Chyba. Dziecko nie chodziło,
                miało okropne rany pooperacyjne, bliznowce- to nie była kwestia
                tylko rehabilitacji ale również pielęgnacji. Inna sprawa - że mi
                było z tym dobrze. Może gdybym miała nóż na szyi, brak mieszkania,
                kasy itp to bym wykazała się większą determinacją

                Tobie zazdrościć tylko takiego skarbu smileA niani odwagi,że podjęła
                się opieki i wzieła odpowiedzilności za dziecko wymagające większej
                troski
                • chalsia Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 09:13
                  > A niania ćwiczyła w domu czy poza domem ?

                  w domu


                  > Ja nie umiałabym tak zaufać chyba. Chyba. Dziecko nie chodziło,
                  > miało okropne rany pooperacyjne, bliznowce- to nie była kwestia
                  > tylko rehabilitacji ale również pielęgnacji

                  pielęgnacja to pielęgnacja i tyle. Trzeba coś konkretnego, co
                  lekarz zalecił - wykonać. Skoro Ty potrafisz, to i większośc ludzi
                  tego się tez potrafi nauczyć.
                  Dodam, że nie miałam noża na szyi.

                  Moja niania - jak to niania (a i jak każdy człowiek) - ma swoje
                  plusy (jak np, te które opisałam), ma też swoje minusy.
                  Dodam, ze to nie kwestia jej odwagi do podjęcia się jakiś rzeczy -
                  po prostu jak człowiek idzie do pracy, to różne rzeczy robi, w tym
                  także uczy się nowych. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.
                  Jedyne co mogę określic jako niestandardowe to to, że szukając
                  niani skorzystałam z agencji opiekunek i bardzo dokładnie opisałam
                  obowiązki, tak więc osoby skierowane do mnie przez agencję już
                  wiedziały, czego oczekuję.

                  Guderianko - trochę więcej wiary w ludzkie możliwości a także
                  pogodzenia się z myślą, że nie jesteś niezastąpiona.
                  • guderianka Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 10:29
                    U nas rehabilitacja odbywała sie w głownej mierze poza domem, w
                    ośrodkach regabilitacji, na hipoterapii, basenie itp
                    Pielęgnacja polegała na oczyszczaniu ran i -potem-smarowaniu blizn
                    Odwagi-w tym sensie- że musiałabym znaleźć kogoś, kto podjął by się
                    pracy z dzieckiem niepełnosprawnym. A to określenie działa
                    odstraszająco

                    Guderianko - trochę więcej wiary w ludzkie możliwości a także
                    > pogodzenia się z myślą, że nie jesteś niezastąpiona.

                    Mam wiarę-ale w swoje możliwości hihi smileFakt-jestem do zastąpienia w
                    wielu kwestiach ale czy we wszystkich ?
                    • chalsia Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 10:36

                      > Odwagi-w tym sensie- że musiałabym znaleźć kogoś, kto podjął by
                      się
                      > pracy z dzieckiem niepełnosprawnym. A to określenie działa
                      > odstraszająco

                      nie należy używać słowa "niepełnosprawny", gdy szuka się opiekunki.
                      Po prostu zakres obowiązków przy dziecku jest taki a nie inny. A
                      oczyszczenie rany i posmareowanie blizny maścią to rzecz, która w
                      swoim zyciu dokonywała większośc dorosłych kobiet - kazdy miał
                      jakieś tam urazy.
                      A rehabilitacja w takim razie dla opiekunki w Waszym przypadku nie
                      polegała na wykonywaniu ćwiczeń a jedynie na przewożeniu dziecka -
                      czyli jeszcze prościej.

                      > Mam wiarę-ale w swoje możliwości hihi smileFakt-jestem do
                      zastąpienia w
                      > wielu kwestiach ale czy we wszystkich ?

                      tak, we wszystkich po za urodzeniem dziecka i karmieniem piersią
                      (to ostatnie tez nie - od czegos przeciez były mamki smile ).
                      • guderianka Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 11:06
                        A rehabilitacja w takim razie dla opiekunki w Waszym przypadku nie
                        > polegała na wykonywaniu ćwiczeń a jedynie na przewożeniu dziecka -
                        > czyli jeszcze prościej

                        Nie, nie. Na basenie JA z nią ćwiczyłam, podczas hipoterapi JA z nią
                        pracowałam, tak samo podczas rehabilitacji, masaży, itp. Piękne by
                        było i proste gdyby rolą niani był przewóz a wspaniała kadra
                        rehabilitująca zajmowała się dzieckiem od momentu wysadzenia z auta.
                        Takiej kadry niestety nie ma (ja nie miałam )

                        > nie należy używać słowa "niepełnosprawny", gdy szuka się
                        opiekunki.

                        Ja nie chciałabym mieć zwykłej opiekunki. Ale wykwalifikowaną
                        opiekunkę. W twoich ustach to brzmi tak prosto-a rzeczywistość
                        pokazuje co innego. Może to wada-może zaleta- może czas kiedyś
                        pokaże- ale mając doświadczenie , które mam nie wziełabym na siebie
                        ciężaru opieki nad "potrzebującym " dzieckiem, które ma poważne
                        problemy zdrowotne. Moja opiekunka musiałaby mieć wyszktałcenie
                        medyczne - musiałaby mieć wiedzę z zakresu udzielania pierwszej
                        pomocy. Nie trafiłam na taką.(Nie szukałam za wiele )

                        tak, we wszystkich po za urodzeniem dziecka i karmieniem piersią
                        obiektywnie rzecz biorąc-tylko w tym

                        Subkietywnie rzecz przedstawia się zgoła inaczej wink
                        • aniazavonlea Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 12:41
                          Podziwiam matki niepełnosprawnych dzieci,a do tego jeszcze samomamy.
                          Widze mocniej choc zawsze wiedzialam jakie to szczęscie miec zdrowe dziecko a i
                          tak jest ciezko...
                          • guderianka Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 15:24
                            aniuzavonlea-ja też podziwiam. Znam kilka samotnych mam naprawdę
                            chorych dzieci. takich, które zostały same gdy wyszła na jaw choroba
                            dziecka. Dzieci te niepełnosprawne bardziej niż moja córka.U mnie
                            było ciut inaczej bo ex zawinął żagle zanim wyszły problemy córki,
                            jednak gdy już wyszły -nie próbował bardziej przyłożyć się do swych
                            obowiazków ale olał całkowicie. Po co mu kalekie dziecko, skoro
                            zrobił sobie "nowe", zdrowe.
                            Dopiero gdy poznałam mojego aktualnego męża poczułam, jak spada ze
                            mnie połowa ciężaru.Wczesniej nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo
                            jest mi trudno
                            • chalsia Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 15:34
                              > mnie połowa ciężaru.Wczesniej nie zdawałam sobie sprawy jak
                              bardzo
                              > jest mi trudno

                              to przynajmniej tyle dobrze smile
                        • chalsia Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 15:26
                          > Ja nie chciałabym mieć zwykłej opiekunki. Ale wykwalifikowaną
                          > opiekunkę.

                          a ja wolałabym mieć zwykła opiekunkę (która można douczyć wielu
                          rzeczy włącznie z udzielaniem pierwszej pomocy) i pracę, zamiast
                          nie posiadania pracy (ani wykwalifikowanej opiekunki).
                          • guderianka Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 18:36
                            > a ja wolałabym mieć zwykła opiekunkę (która można douczyć wielu
                            > rzeczy włącznie z udzielaniem pierwszej pomocy) i pracę, zamiast
                            > nie posiadania pracy (ani wykwalifikowanej opiekunki).

                            Ja nie miałam pracy (tzn.miałam "w zawieszeniu", umowa o pracę
                            trwała ) ale miałam wykwalifikowaną opiekunkę. Siebie.
              • braktalentu Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 12:55
                Chalsia, delegowanie odpowiedzialności to naprawdę trudna rzecz.
                Jedni (jak przypuszczam Ty-smile) mają to we krwi. Tak jak są ludzie,
                którzy mają predyspozycje do bycia liderami, przedsiębiorcami, czy
                odkrywcami. Inni nie są w stanie nabyć tej umiejętności nawet po
                wielu, bardzo kosztownych szkoleniach (tak jak ja-smile)). Z dużym
                trudem nauczyłam się zlecać robotę "sekretarską" sekretarce, ale
                przyznam się, że mimo to ZAWSZE przeglądałam przygotowane przez Nią
                (bez zarzutu!) slajdy przed prezentacją. Pozostawienie diety Małego
                pod kontrolą niani wykończyłoby mnie nerwowo, mimo, że nasza dieta
                nie wynika z alergii i Małemu ABSOLUTNIE NIC NIE GROZI jeżeli zje
                coś nieporządanego.
                Zazdroszczę-smile. O ileż więcej można w życiu zrobić, jak się posiada
                taką umiejętność.
                • chalsia Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 15:33
                  > wielu, bardzo kosztownych szkoleniach (tak jak ja-smile)). Z dużym
                  > trudem nauczyłam się zlecać robotę "sekretarską" sekretarce, ale
                  > przyznam się, że mimo to ZAWSZE przeglądałam przygotowane przez
                  Nią
                  > (bez zarzutu!) slajdy przed prezentacją.

                  MOja Droga, to akurat nie ma nic wspólnego z umiejętnościa
                  delegowania. Po prostu posiadasz cechę dobrego szefa, który sie
                  przygotowuje do prezentacji i chce wiedzieć CO będzie prezentował i
                  jak żeby nie być zaskoczonym w trakcie.

                  > (bez zarzutu!) slajdy przed prezentacją. Pozostawienie diety
                  Małego
                  > pod kontrolą niani wykończyłoby mnie nerwowo, mimo, że nasza
                  dieta
                  > nie wynika z alergii i Małemu ABSOLUTNIE NIC NIE GROZI jeżeli zje
                  > coś nieporządanego.

                  eeee, przykład świetny rozjazdu komunikacyjnego smile)) Ja nie
                  pozostawiłam diety dziecka "w rękach niani", ona dawał i robiła jak
                  zalecałam, a jak sama coś wymysliła to zanim podała dziecku, to
                  sprawdzała ze mną, czy jest OK.
                  Anyway, wybór był naprawdę bardzo prosty - albo nie pracuję i sama
                  wszystko pichcę, rehabilituję etc ale nie mam za co żyć, albo
                  pracuję i zlecam różne rzeczy innym.
      • jenny_curran Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 19:19
        Odpukać!!!!
        Pozdrawiam.
    • madziulec Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 20:14
      Czasem przychodzi taki wlasnie dzien, gdy siadasz i przelewa sie taka czara goryczy.
      Zazwyczaj wtedy, gdy choruje malentas. Dobrze przynajmniej, ze nie chorujecie
      oboje.
      Masz racje - zaden pracodawca nei ptrzy dobrze na wieczne znikanie pracownika.
      Bez wzgledu an jakim szczeblu ten ktos pracuje (bo jednakowo wazna dla firmy
      jest pani sprzataczka jak i pani dyrektor).
      Kazda choroba dziecka wali jednak po keiszeni przerazliwie. podwojnei, bo po
      pierwsze dostajesz 80% wynagrodzenia, potem musisz kupic leki, wiec sa dodatkowe
      wydatki. A jeszcze jak sama piszesz - lodowke zapelnic musisz. Przy czym oplata
      stala w przedszkolu leci.

      W porownaniu z wieloma kolezankami na forum masz ten plus, ze ojciec dziecka
      stara sie malym zajmowac. Ze jego rodzice tez pomagaja Ci finansowo (to bardzo
      wazne, bo sposo osob jak widac nawet na pomoc ojca nie moze liczyc, a tesciowie
      to w ogole osoby, kotrych latami potrafia nie widywac).

      O ile moge Ci cos doradzic - postaraj sie hartowac malego. Postaraj sie tez
      unikac leczenia lekami, a za to wprowadz naturalne srodki lecznicze. Sporo to
      da, bo antybiotyki czy w ogole leki zawsze zdazysz wprowadzic.
      Wiem, ze to teoretycznie rada taka jak kazda, ale w przypadku mojego malentasa
      bardzo sie to sprawdzilo i maly dzieki temu prawie nie chorowal w zlobku i
      przedszkolu.

      A dla Ciebie ... Czekolada wink) Podnosi poziom czegos tam, a przede wszystkim
      wprowadza w dobry humor.
      Uszy do gory.
      Przeciez kto jak kto ale my sie nie mozemy poddac.
      • jenny_curran Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 21:31
        Dziękuję Magda za dobre słowa. I wiesz, że przepraszam, wiesz tez za co. Pzdr
        • madziulec Re: Muszę się pożalić... 21.10.08, 22:09
          Mnie tez ponosi wink
          Ale ja zalu w sobie nie nosze, wywalam kawe na lawe i zaraz zapominsam, wiec
          potarfie po 2 minutach nie pamietac, ze naskoczylam za kogos.

          Trzymaj sie.
          Naprawde.
          Mnie czekaja 3 tygodnie sanatorium malego, a jak wroce 2 tygodnie siedzenia w
          domu po operacji na uszy..
          A potem to juz nei wiem, nowa praca?
    • lubie_gazete Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 11:45
      Zawsze możesz oddać byłemu mężowi dziecko i płacić alimenty,a odwiedzać co
      weekend.Jaki problem? Rzekomo kobiety chcę równouprawnienia.
      • madziulec Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 12:10
        Kiedys pisalam o mojej znajomej, ktora tak zrobila.

        Ja bylam zdziwiona jej decyzja, ale ona chwalila sytuacje. Mowila, ze uklad jest
        taki, ze ojciec ma dom, nowy zwiazek, gdzie dzieci akceptuja nowa pania. Ona zas
        musiala isc do nowej parcy i nei mogla poswiecac dzieciom duzo czasu w tygodniu.

        Rozstanie przebieglo oczywiscie burzliwie (bo nie wierzmy w rozstania w
        pokojowej atmosferze, to chyba tylko w amerykanskich filmach mawiaja "zostyanmy
        przyjaciolmi", po czym ona na pamiatke zachowuje peirscionek z diamentem
        wielkosci cullinana). Ale potem usiedli i sie dogadali.
        I ta moja znajoma zabiera dzieci co weekend.
        Jest wtedy nastawiona typowo na dzieci, na opieke nad nimi, takie pelne
        skoncentrowanie.

        Aha - alimentow ona nie placi, bo finansowo ojciec stoi duuuuzo lepiej, zapewnia
        dzieciom bardzo fajny standard zycia.

        Mysle, ze takei rozwiazanie nie jest glupie.
        • pelagaa Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 14:40
          > Aha - alimentow ona nie placi, bo finansowo ojciec stoi duuuuzo
          > lepiej, zapewnia
          > dzieciom bardzo fajny standard zycia.

          I gdzie tu odpowiedzialnosc? Sprawiedliwosc spoleczna? Nawet jesli
          matka swietnie zarabia zada sie alimentow od ojca. I uwazam to za
          sluszne. Kazdego ojca, ktory nie placi dobrowolnie ocenia sie na tym
          forum jako dupka/palanta, czy jakos jeszcze dobitniej.

          Ja osobiscie nie jestem za rownouprawnieniem i nie umiem pochwalic
          kobiety, ktora nie wychowuje swoich dzieci i nawet nie poczuwa sie
          do placenia na nie.
          • madziulec Re: Muszę się pożalić... 22.10.08, 14:54
            I zobacz wink
            Jestes pierwsza, ktora zwrocila na to uwage. Iles kobiet za to zwrocilo uwage,
            ze one to by dzieci nie oddaly. Skad wiem? Bo ajk pisalam, przypadek pzrytaczam
            juz nei pierwszy raz.

            No i wlasnie gdzie jest sprawiedliwosc?
            • pelagaa Re: Muszę się pożalić... 23.10.08, 07:43
              No ale co jest dziwnego w tym, ze matka, ktora w malzenstwie/zwiazku
              zajmowala sie dzieckiem, chce nadal sie nim zajmowac po
              rozwodzie/rozstaniu. W wiekszosci rodzin rozklad obowiazkow jest
              typowy, wiec matka zajmuje sie dzieckiem i domem (rowniez
              pracujac!!!), ojciec zarabia kase, oraz wykonuje inne "meskie"
              zajecia, wiec dlaczego te proporcje nagle z powodu rozstania mialyby
              zostac zaburzone? Dziecko powinno zostac z osoba, przy ktorej czuje
              sie bezpieczne i z ktora ma wieksze wiezi.

              Pisalam wielokrotnie juz tez, ze jesli w danym zwiazku to ojciec
              zajmuje sie dzieckiem, a matka zarabia kase, to gdybym byla sadzia,
              przyznalabym opieke ojcu, bo to on ma wieksze i glabsze wiezi z
              dzieckiem. Ale nie jestem sadzia.

              Nie twierdze tez, ze jestem wolna od stereotypow. Po prostu nie
              umiem szanowac kobiet, ktore majac dzieci oddaja sie karierze,
              zostawiajac wychowanie ich ojcom. Tez wielokrotnie o tym pisalam. I
              zdanie nie zmienie, choc ktos uwazal to za niesprawiedliwosc. Matka
              bez instynktu macierzynskiego, wybierajaca kariere, czy wygodnictwo
              dla mnie na szacunek i zrozumienie nie zasluguje. I juz, tak to
              subiektywnie oceniam i mi wolno. A takiej matce moja opinia moze
              zwisac kalafiorem, wolno jej tez wink
      • jenny_curran Re: Trollujesz czy jak? II 22.10.08, 17:01
        W każdym wyrażeniu zawartym w każdym zdaniu jakie przeczytałam w tym poście jest jakaś deilna bzdura. Bo co znaczy "zawsze możesz" - nie mogę z wielu powodów, pierwszym jest, że nie chcę, innych znać nie musisz. I co znaczy: "Jaki problem?" - rozpędź się człowieku i palnił łebkiem w ściankę, to może zmądrzejesz, napewno nie miał/a byś problemu z oddaniem dziecka jego ojcu gdyby tak sie zdarzyło, że raz byłoby ci ciężej z dzieckiem niż zwykle jest, prawda? Tak myślałam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka