czy dam rade

18.11.03, 22:33
Witam mam na imie Paulina jestem mamo 16miesiecznego Maksymiliana i wcioz
choc nie wiem jak dlugo jeszcze zono.DWA tyg temu dowiedzialam sie ze moj
najukochanszy moz ma 20letnio kochanke.Doznzlam szoku poniewaz miedzy nami
bylo ok. oprocz paru klotni ktore zdarzajo sie wszedzie.Mieszkalismy w
niemczech ja teraz jestem z synkiem w polsce u rodzicow i nie moge sie
pozbierac.A moj moz ma zabrac do naszego domu swojo kochanke mowioc mi ze jo
kocha a le chce byc moim przyjacielem.Sprawy rozwodowej tez nie zaklada choc
spotyka sie z nio 3mce.jestem zalamana.Czy dam rade.Dlaczego ja i moj syn?
    • ada296 Re: czy dam rade 19.11.03, 00:28
      Paulinko...
      a dlaczego ja i moje dzieci ?
      a dlaczego tysiące innych kobiet i tysiące innych dzieci ?
      faceci są nieodpowiedzialni
      korzystają z życia kosztem najbliższych
      więc Ty też korzystaj z życia
      olej faceta
      chce się przyjaźnić, żeby przytępić wyrzuty sumienia
      że niby taki sympatyczny
      masz oparcie w rodzicach
      masz dobrze - ja tego nie miałam
      zrób się na bóstwo
      i wyjdź do ludzi
      nie wiem jakie są wasze układy finansowe
      ale mam nadzieję, że finansowo Cię jakoś zabezpiecza
      na razie myśl o sobie i o synku
      i staraj się iść do kina, fryzjera, kosmetyczki
      to pomaga
      z czasem emocje opadną
      i wtedy zastanowisz się czy nie wystąpić o rozwód
      pozdrawiam cieplutko
      trzymaj się smile
    • agatled Re: czy dam rade 19.11.03, 09:57
      Kosmetyczka i fryzjer to chyba nie teraz, nie sądzę że postawią Cię na nogi -
      nie tak szybko. Ja na drugi dzien jak usłyszałam takie oświadczenie męża
      poszłam do fryzjera - najfłupsza rzecz jaką zrobiłam. Owszem, patrzec nie
      mogłam na siebie, byłam w ciązy, patrzałam w lustro i mówiłam do siebie -
      'wstrętna jestem z tym brzuchem, nie dziwię się ze znalazł sobie kogoś'. Tak
      sie reaguje, więc nie poprawisz sobie nastroju fryzjerem - ja przeryczałam na
      fotelu i cały personele nie wiedział o co chodzi.
      Kontaktuj się z ludźmi, opowiedz o swoim problemie każdemu kto uważasz że Cie
      wysłucha, zrozumie, mnie to pomagało. Brałam komórke i dzwoniłam do każdego z
      kim miałam jakiś kontakt i mówiłam, płakałam, słuchałam jak ludzie sie dziwli i
      płakali razem ze mną, jak krzyczeli - to niemozliwe, poczekaj, będzie dobrze.
      Otaczaj się ludźmi, nie bądź sama. Jesli jestes teraz u rodziny - zrób wszytsko
      żeby zostać z nimi jak najdłuzej.
      Nie kontaktuj się z nim, nie kłóc, zostaw sprawy swojemu biegowi, pomysl 'co ma
      byc to bedzie', niczego i tak nie zmienisz, nie cofniesz czasu, nie zmusisz go
      do miłości.
      Czytaj forum, ja nie weidziałm wtedy o nim. To bardzo pomaga, jestem pewna,
      zobacz ze nie jesteś sama, ze nie ty pierwsza zadajesz sobie odwieczne pytanie -
      'dlaczego ja i moje dziecko?'. Nie Ty pierwsza (ja myslałam wtedy ze jestem
      jedyna, sama na świecie, że na pewno nikt tego nie przeżył).
      Spotykaj się ze znajomymi, ale na początek unikaj małzeństw, chyba że bliskich
      przyjcioł którzy Cię nie zranią jakims głupim tekstem. Spotykaj sie z
      dziewczynami, też może lepiej takimi bez stałych, fajerwerkowych zwiazków.
      Jesli mozesz spotykaj się z facetami, ale mam na mysli znajomych, przyjacioł.
      Ja miałam kochanego przyjaciela, bez żadnych podtekstów, on najlepiej mnie
      wysłuchał i potrafił postawić się w mojej sytaucaji, naprawde wiedziałm że mimo
      że jest facetem, nie popiera mojego męża.
      Zajmij się dzieckiem, mam synka w wieku twojego maleństwa, dziecko daje tyle
      radości, pamiętaj - jesli teraz cokolwiek zaniedbasz - bardzo szybko będziesz
      tego kiedyś żałowac. Dziecko potrzebuje Ciebie, usmiechu, nie płacz przy nim
      nigdy. Wyjeżdżaj z nim na spacery, patrz na inne dzieci, opiekuj się nim.
      Wyobrażaj sobie przyszłość - siebie szczęśliwą, nowego parwdziwego faceta u
      Twego boku, dziecko, juz wasze, moze jeszcze jedno? Zyj wizjami, nie bój się
      ucieczki w świat marzen i ułudy, nawet całkwoicie, teraz może myślisz,
      nierealnej. Ale marzenia się spełniaja, tylko trzeba je mieć, więc twórz je
      sobie, pielegnuj.
      A do kosmetyczki pójdź za 2-3 meisiace, jak choć trochę oswoisz sie z sytuacja.
      I trwaj tak. Za pół roku bedziesz trochę silniejsza, ale to tylko pozory. Znowu
      przyjdą kryzysy. Za rok będzie jeszcze lepiej, choć nie raz spędzisz jeszcze
      dzien płacząc, nie mogąc wyjśc z domu, nie mogąc ubrać sie i umyć rano, dni
      totalnego letargu, nic nie będzie Cię wtedy cieszyło.
      Za dwa lata od dzisiaj pokochasz swój świat, juz na pewno spotkasz kogoś z kim
      będziesz mogła pójsc na kawe, do kina.
      Za 3 lata będziesz juz pewnie w jakimś nowym zwiazku.
      Za 4 - mąz będie dla Ciebie przykrym wspomnieneim, choc nie bedzie już emocji,
      będziesz pewnie po rozwodzie i nie bedzie Cię ineterswoał jego los. Dziecko
      będzie slodkim fruwającym bączkiem, a Ty zadbaną, wolną kobieta, która wie
      czego chce, czego moze wymagac od zycia.
      Ja jestem na tym etapie, prawie. Można to przejśc, choc otarłam sie o samo dno.
      Ale zyję i czasami tylko dziwię się sobie że tyle siły w sobie odkryłam.
      Pozdrawiam Cie i jestem z Tobą. Pisz do nas często,
      Agata
      • paulina48 Re: czy dam rade 19.11.03, 11:00
        Kochane dziekuje WAM za mile slowa i rady one so teraz bardzo potrzebne.U
        fryzjera bylam i przezylam koszmar po prostu plakalam no bo dla kogo ta nowa
        fryzura... moze za kilka miesiecy zrobie to sama dla siebie ale na razie nic
        nie wychodzi.Zyje bo mam Maksiurke i kocham go ponad wszystko dlatego musze
        wierzyc w to ze kiedys moje zycie sie ulozy i na pewno Wam o tym
        napisze.DZIEKUJE POZDRAWIAM.PAULKA
    • e.beata Re: czy dam rade 20.11.03, 14:43
      Paulinka radę dasz, wszystkie kobiety jakoś sobie dają.
      To trwa dopiero 3 miesiące.
      Nie znam twojego męża ale czy gdybyś zareagowała twardo - wiem o zdradzie,
      składam wniosek o rozwód z twojej winy - czy on się nie wystraszy. Może ta
      panienka to taka atrakcja, odskocznia od żony zajętej dzieckiem, od szarego
      życia, a niekoniecznie od razu wielkie uczucie. Czasem facet tak ma że nawet
      kochance ślub obiecuje i sam w to wierzy, ale jak dochodzi do konkretów
      rozwodowych to jednak żonę wybierają, też ze względu na dzieci. Tym bardziej że
      jak sama mówisz dobrze się wam układało.
      Tylko na ile ty potrafisz mu wybaczyć, zaufać ponownie...
      • paulina48 Re: czy dam rade 20.11.03, 17:41
        Zdrade bym wybaczyla ale czy zapomniala nie wiem .Dzieki za rade zastanowie
        sie czy tak nie zrobic .Pozdrawiam Paulka
    • aggau Re: czy dam rade 20.11.03, 23:18
      Przezylam dokladnie to co Ty....Bylam w czwartym miesiacu ciazy, wlasnie
      wrocilam ze starsza 3 letnia corcia znad morza ,wracam do domu i nie zastaje
      meza w domu.Przez 3 dni wychodzil z naszego mieszkania wczesnie rano,wracal
      pozno w nocy i nie odpowiadal na moje telefony ,tlumaczac sie ,ze wyladowala
      mu sie komorka.Pewnej nocy po burzliwej wymianie zdan dowiaduje sie,ze przez
      10dni moj maz zdazył sie odkochac po 8 latach malzenstwa, ze znalazł kobiete
      swojego "nowego" zycia i, ze jest mu przykro, ale musi odejsc.Nasze malzenstwo
      bylo normalne.Nie bylo zadnego wiekszego kryzysu, zwykle nieporozumienia,
      nasze dzieci były swiadomymi wyborami,a po narodzinach coreczki bylismy
      niemalze idealni.Po odejsciu mezabylo naprawde ciezko.
      Chyba tylko to,ze bylam w ciazy pozwolilo mi przejsc przez to tak łatwo.
      Mysl ,ze musze dac rade ,ze nie moge sie zalamywac,ze musze znalezc dosc
      sily,zebym donosila ta ciaze ,ze mam cudowna coreczke -uratowala mnie przed
      zwariowaniem.Spakowalam i wyprowadzilam meza w ciagu 10dni, bo tyle jeszcze
      trwalismy w dziwnym ukladzie jaki on sobie wymyslił-bedzie zajmowal sie po
      pracy coreczka , w miare pomagal w domu( moja ciaza byla zagrozona od
      poczatku), ale co drugi dzien bedzie wyjezdzal do tamtej.Nie bede sie
      rozpisywac co bylo w miedzyczasie. Maz chcial szybkiego rozwodu, ja mowilam,
      ze nie moge teraz o tym myslec, ze jestem w ciazy, moze za rok jak dojde do
      siebie.
      Moj maz wrocil po 3 miesiacach nie mieszkania z nami, wrocil od 21letniej
      kochanki, dla ktorej byl tylko przygodą.Wybaczylam zdrade, ale nie zapomnialam.
      Maz zdaje sobie sprawe z tego jaka zrobil nam krzywde,patrzac na nasze dzieci
      i na mnie ,nigdy nie zapomni jak mogla jego glupota,zaslepienie drogo
      kosztowac i jaka cene za to zeby zrozumial czym dla niego jestesmy musialam
      zaplacic .Nie dam Tobie zadnej rady, my z mezem jestesmy dla siebie naprawde
      stworzeni, ja wiedzialam to zawsze, on utwierdzil sie w tym po raz drugi.
      Nam sie udalo ocalic uczucia, ja znalazlam sile zeby wybaczyc.Musze tylko
      napisac ze po powrocie do domu ze szpitala z dzidziusiem, wtedy jeszzce nie
      bylismy razem, po jakims miesiacu, powiedzialam mu ,ze jezeliby wrocil wlasnie
      teraz jestem w stanie dac mu szanse i sprobuje wybaczyc.
      To bylo ostatnie wyciagniecie reki w jego strone, jezeli nie skorzystalby,
      znaczyloby ,ze nie wart jest tych lez i trzeba zyc dalej, innym zyciem.
      Trzymaj sie, znajdz w sobie sile .Agnieszka.
      • paulina48 Re: czy dam rade 21.11.03, 20:04
        Witam Aga dziekuje za ten list i gratuluje.Tez chciala bym aby moz zrozumial
        ze jestem jedyno miloscio jego zycia,ale strasznie w to wotpie bo nadzieja
        gdzies powoli ucieka choc strasznie kocham swego meza i chce aby byl z Nami
        wiem tez ze ta 20letnia dziewczyna nie daje mu spokoju.Boje sie strasznie
        ale...moze kiedys.Tak bardzo pragne zyc normalnie tak jak kiedys czy to takie
        zle .Pozdrawiam Ciebie i TWOJO RODZINE.Ciesze sie ze chociaz WY okazaliscie
        sie wazniejsi od jakiejs tam gowniary.PAULINA
Pełna wersja