misiam14
27.03.09, 08:37
Ja Wy się czujecie??
Ja mam za 1,5 tyg sprawę rozwodową. Boję się jak nie wiem... No ale
zaczynam pewien nowy etap w swoim życiu i mam nadzieję, ze lepszy od
minionych lat. Niecałe 3 lata temu zmarło mi dziecko, teraz rozwód.
Ile tego można jeszcze znieść???? Mam 2 dzieci i dla nich się
trzymam i staram się być silna. Za tydz wyprowadzam się z domu do
swojego mieszkanka.
Czuję się jak kopciuszek. Urodziłam dzieci, wychowywałam je przez 7
lat i teraz „zmiataj z mojego domu bo nie sprawdziłaś się”. Takie
mam wrażenie, i tak to odczuwam. Nie powiedział tego ale tak czuję
się. Nawet złotówki nie dał dla dzieci na nowe mieszkanie
(rozdzielność majątkową mamy). Zaczynaliśmy od zera oboje.
Pracowaliśmy razem, po ślubie mieszkaliśmy przez rok u moich
rodziców, zaszłam w ciążę. Wzięliśmy kredyt na nowe mieszkanko,
malutkie ale nasze. Mój tata pomógł nam i dołożył nam na pierwszą
wpłatę. Mieszkaliśmy tam 2 lata. Urodziłam tam też 2 dziecko. Byłam
w domu i wychowywałam dzieci, bo taka była nasza decyzja. Mąż
pracował całymi dniami, ja byłam z dziećmi. Sytuacja finansowa nam
się poprawiła i chcieliśmy zmienić mieszkanie na większe. Kupiliśmy
dom. Miałam iść do pracy, ale zaszłam w kolejną ciążę. Zawsze
wszystko sama robiłam przy 2 dzieci i z brzuszkiemJ To mi pasowało i
nie przeszkadzał, zresztą tak się umówiliśmy. Po urodzeniu 3 dziecka
miałam siedzieć w domu 1 rok i iść do pracy. Niestety, zmarła mi
córeczka i wszystko się pogmatwało. Przeżyłam to okropnie. Ale
trzymałam się, ze względu na synków. Poszłam do pracy (1,5roku).
Prowadziłam naszą firmę, ale niestety musieliśmy ją zamknąć. Mąz
nadal pracował całymi dniami. Delegacje, wyjazdy a w tyg swoje
hobby. Teraz rozwód a mój mąż po prostu kazał mi się wyprowadzić.
Nie interesowało go gdzie i za co. Stwierdził, że dzieci mogą zostać
z nim. Ja dzieci nie oddam mu. Rozwód z mojej winy... Ale ok., może
mnie chciał ukarać ale dzieci??? Ja sobie poradziłam, jak zwykle
zresztą. Rodzice wzięli kredyt i kupili mi mieszkanie. Będę
spłacała kredyt. Poradzę sobie,ale czuje się jak kopciuszek.
Pracowaliśmy na to razem, ja w domu wychowywałam Nasze dzieci a on
tam. Już nie chodzi mi o to, żeby mi kupował mieszkanie, ale
dołożył się dla dzieci. A słowa „to ja na to harowałem nie ty” po
prostu mnie zabijają. I jak mówi jak coś to przyprowadzisz dzieci do
MOJEGO domu to jest przykre. Zapracowaliśmy na to razem.
Ja wg niego TYLKO wychowywałam dzieci, TYLKO przeszłam tragedię
odejścia naszego dziecka i nic innego nie robiłam. Boli to bardzo.
Teraz jest super. Zostaje w swoim dużym domu z kasą i jest super.
Nie chodzi mi o kasę Jego i o dom, mi wystarczy moje małe
mieszkanko. Jestem szczęśliwa, ze ja mam i będę tam z synkami. Tylko
cały czas słyszę te słowa jakie On mówi. Kpciuszek zrobił co swoje,
nie sprawdził się to teraz won.
Przepraszam,ale jakoś od kilku dni ma takiego doła i jest mi smutno.