madziulec
29.05.09, 21:16
Stanelam przed dosc powaznym dylematem.
Mianowicie jakis czas temu zaczelam z roznych powodow procedure ograniczania
praw rodzicielskich ojcu mojego dziecka.
Kierowalam sie wzgledami medycznymi, kontaktem z nauczycielami w przedszkolu,
paszportem (dziecko co roku na okolo 2 miesiace wyjezdza za granice) itp.
W tym momencie uklad jest troche bardziej zlozony.
Ojciec mojego dziecka od poczatku kwestionowal jego stan zdrowia. Kwestionowal
w momencie, gdy Michal mial operacje na ukald moczowy, podobnie gdy mial juz 2
zabiegi na uszy, kwestionuje gdy teraz we wtorek bedzie mial trzeci taki zabieg.
To tak naprawde pikus.
W tzw. miedzyczasie wyszlo u Miska, ze jego problemy takie czy inne to nic
innego jak Zespol Aspergera, co potwierdzilo mi wlasciwie juz 2 niezalznych
psychologow oraz neurolog. Czekam na wizyte u psychiatry dzieciecego.
Oczywiscie po raz kolejny ojciec nie widzi problemu, nie widzi objawow i w
ogole koniecznosci robienia czegokolwiek. Pani psycholog, ktora wziela nas pod
swoje skrzydla chcialaby sie spotkac z ojcem nie ma takiej szansy, bo ten..
wciaz zapracowany i ogolnie niechetny, bo po pierwsze ja robie z dziecka
kaleke, a poza tym .. dziecko jest zdrowe.
W RODK ojciec dziecka wyraznie pokazal, ze problemy dziecka to moja "sprawka",
a on chetnie bedzie uczestniczyl w leczeniu i diagnozowaniu dziecka.
Prawde mowiac w natloku zajec i roznych spraw nie zalezy mi teraz na
ograniczaniu praw, ale skoro takie jest podejsci eojca do sprawy to sama nie
wiem co powinnam zrobic.
Poradzcie. Troche sie bowiem zagubilam.