No, tytuł posta brzmi drastycznie, co? Ale tak właśnie jest. Przez pół roku uczyłam dziecko konsekwentnie zasypiania w łózeczku, mimo, że kosztowało mnie to nieraz godzinę i więcej męki wieczornej i wysłuchiwania wrzasków az mi było wstyd przed sasiadami. Jakis czas temu (ok. 2 miesiące) mały był u babci a tak go polulała, szybko zasnąl itd. Pamiętam, że byłam w kropce jak dalej postepować a Wy poradziłyście mi, że widocznie dziecko skoro to tak długo trwa - nei będzie narazie samo zasypiać w łózeczku, że nie ma co byc herosem za wszelką cenę, że trzeba nam obojgu ułatwiś sprawę i uspić poza łózeczkiem skoro tak jest prościej. No i tak zaczęłam robić. Ogromna ulga. Mały kołysany w foteliku samochodowym zasypiał bez większych problemów, mnie nie bolał kręgosłup, no bajka. Tylko to zaczęło prowadzić do tego, że coraz większą cześc nocy w tym foteliku spędzał, aż nawet po prostu zaczął w nim spać, bo tu zawsze mozna go pohustać i zasypia a w łóżeczku nei bardzo, rozbudza się... No i w końcu pomyślałam, ze sprawa doszła do absurdu. Łóżeczko stoi nieuzywane prawie w pokoju, dziecko ma 8 miesięcy, zamiast robić postępy w zasaypianiu, którego uczyłam od początku przez długie pół roku - totalny regres, mały spi przypięty pasami w foteliku cała noc

powiedzielismy sobie z mężem - nie, tak nei może być. Przekładanie do łóżeczka po zasnięciu. Ale to mega "niebezpieczne", mały zaraz się budzi i wstaje

czasem mozna się postarać i kilka godzin tam pospi, ale chyba 4 godziny na noc to max, poza tym to sporo wysiłku wymaga, jak tylko kweknie to trzeba podać flaszkę, przytrzymac, żeby się na brzuch nei przekręcił bo jak to zrobi to koniec, zaraz wstanie i jest jazda

kilka dni temu sie poddałam, mały wytrzymał w łózeczku 15 minut a ja nie maiłam nastepnego dnia perspektywy odespania, wrzuciłam go do fotelika, zasnął...

co robić? oczywiście po jakims czasie (ok. godziny) w łózeczku usnie, ale okupione to jest mnóstwem płaczu i obopólna meką

czy wracac do tego? forsowac na siłę? mam wrazenie, że jak nie bedzie zasypiał w łóżeczku, to potem w nocy tez tam wiele nie pospi a od nas bedzie to zawsze wymagało ekwilibrystyki.
w foteliku zasypiał ładnie między 19-20.00 wieczorem...
drugi problem - je więcej w nocy niż w dzień. W nocy potrafi zjeść do 4 x po 150 ml mleka z kszaka lub kleikiem! w dzień - nie bardzo ostatnio. Lekarka mówki - karmic przed spaniem kaszką, "zapachać". Próbuję, ale po pierwsze nie jestem w stanie nakarmić dziecka, które odmawia jedzenia, zamyka buzie, odpycha butelkę... po drugia nawet jak nieraz zje tę kaszke przed snem to potem to nic nie daje i tak budzi się często na jedzenie. Jakby wolał jesc na spiąco, nawet jak zaraz przed snem nie zje, to jak tylko zasnie jestem w stanie go nakarmić. Co z tego, że to mleko z kleikiem lub specjalna kaszka na noc - potem on i tak się budzi jesć

i jeszcze ten problem z łóżeczkiem

- dziewczyny pomocy - pewnie popełniam jakiś błąd ale nie wiem jaki? i jak z tego wybrnąć? On ma już 8 miesięcy, myślałam, że pomału zacznie byc lepiej z nocnymi pobudkami, że będzie lepiej zasypiał itd. a jest gorzej, niż było... CO ROBIC?