Powiedzcie mi, drogie mamy (moze nie noworodkow, bo pierwsze
tygodnie sa specyficzne), dlaczego tak wiele z Was pisze, ze kiedys
to bylo wysprzatane, a odkad nastalo dziecko, to macie straszny
balagan, wszedzie sie walaja pieluszki, ciuszki, gazety, kurz,
resztki jedzenia itp? Jakos nie moge tego zrozumiec. Odkurzanie
(mowie o srednim mieszkaniu) - pol godziny max, tyle to kazdy maz
moze sie zajac dzieckiem. Pranie? Wrzucenie do pralki zajmuje 5 min,
rozwiesic mozna jak dziecko spi (moja max 30 min za jednym razem),
scierac kurze mozna bawiac sie z dzieckiem. Co tam jeszcze? Pozmywac
jednodniowe gary (jesli nie gotuje sie wystawnego obiadu)tez zajmuje
15 minut, a niektorzy wstawiaja do zmywarki. Gotowaniem mozna
podzielic sie z mezem, to jedyna rzecz, ktora moim zdaniem zajmuje
wiecej czasu. Ja jestem sama z dzieckiem caly tydzien (niemaz w domu
w weekendy) i jakos nie zauwazylam wiekszego balaganu, niz zwykle.
Zazwyczaj sprzatam przed przyjazdem niemeza, a on gotuje, jak jest.
Macie jakies wyjasnienie fenomenu wiecznego balaganu?

Pozdrawiam