Sama nie wiem,czemu piszę ten wątek. Chyba po to tylko,żeby się wygadać. Odkąd urodziłam córeczkę to jestem straszną panikarą jeśli chodzi o nią.Zawsze dopatruje się w niej czegoś złego. A to kilka razy sobie nóżki skrzyżowała, a to język wytknie, a to się napręży. Nawet martwi mnie to,że jeszcze żadnego ząbka nie ma. Niby nic takiego,ale ja już najchętniej do lekarza bym leciała albo się zamartwiam non stop. Wkurza mnie to czasami,bo non stop dla mnie coś jest nie tak,chociaż nic takiego się nie dzieje. To jest chyba jakaś fobia. Mam nadzieję,że z biegiem czasu się tego pozbędę.