Trafiłam dziś na taką. Tylko dlatego, że jej dziecko jest o 2 miesiące
starsze, uznała, że na siłę musi mnie pouczyć.
Po pierwsze, opiekunka na pewno zamęczy mi dziecko. Ona nachodziła się z
dzieckiem po warszawskich parkach i widziała, co opiekunki robią z dziećmi (tu
brak doprecyzowania co dokładnie, ogólnie torturują i maltretują). Przed nią
kariera stała otworem, jednak ona zdecydowała się poświęcić dziecku i zostać z
nim w domu w celach pielęgnacyjno wychowawczych - przecież nie ma nic
ważniejszego, a matki pracujące błądzą.
Po drugie, powinnam własnoręcznie przygotowywać jedzenie dziecku, bo w
słoiczkach jest sama chemia. Niemożliwe, żeby bez chemii wszystkie słoiczki,
jeden w jeden, wyglądały tak samo. Poza tym jak ona gotuje dziecku, to zawsze
doda coś od siebie, a to śliweczkę na kupkę, a to mniej marchewki, bo dziecko
jej zżółkło. Gotowanie dziecku jest bardzo łatwe (w domyśle nawet taka debilka
jak ja powinna dać radę).
Po trzecie, powinnam natychmiast wcisnąć i przytrzymać dziecku smoczek, żeby
przestało traktować moją pierś jak smoczek. Ona przestała karmić po dwóch
miesiącach piersią z powodu słabego pokarmu (sic!) i naprawdę to była świetna
decyzja, dziecko bardzo lubi słodką mieszankę mleczną, a uspokaja się
smoczkiem właśnie. Powinnam moją małą przestawić na mieszankę mleczną i
docisnąć smoczkiem, bo już duża jest, po pół roku właściwie każde dziecko
powinno już być na mieszance, pierś nie wystarcza.
Forum internetowego żadnego nie czytuje. Same głupoty tam wypisują.
Nic się nie odezwałam na to wszystko, zwyczajnie mi się nie chciało. Teraz
wieczorem żałuję, że nie powiedziałam jej dwóch rzeczy:
1. To nie piersiowe dziecko traktuje pierś jak smoczek, tylko butelkowe
dziecko traktuje smoczek jak pierś, bo nie ma wyboru.
2. Jej dziecko może mieć wnm, bo robi palce baletnicy, i powinna pokazać je
pod tym kątem neurologowi.
Uff, trochę mi ulżyło