Jak wielokrotnie pisałam na tym forum, moja córka samoistnie zrezygnowała ze smoczka, kiedy miała trzy miesiące. Odłożyła na bok, nie powiedziała "dziękuję" wyłącznie z przyczyn obiektywnych, a jak się chciała uspokoić (zasypianie, bolące zęby etc.) ssała kciuk lewej łapki.
Łomatko, co ja się o tym kciuku nasłuchałam! Że krzywy zgryz, krzywe podniebienie, nawyk nie do wykorzenienia przed maturą, urazy palca, dżuma, trąd i cholera w jednym. Jedna lekarka kazała mi nawet wtórnie przyuczyć dziecko z powrotem do smoka - ehe, akurat, przyuczyć!

Gdyby istniało imię Asertywność, moja córka miałaby tak na drugie.
No więc ssała kciuk, raz rzadziej, raz częściej, miała okresy, kiedy w ogóle go nie "używała", ale bywały też dni, kiedy nie mogła bez niego zasnąć. Po dobrych kilku miesiącach zaniepokoił mnie mały "odcisk" na kciuku, tam, gdzie dotykają go dolne zęby. Ale na razie nie robiłam nic, czekałam, obserwowałam. Czasem ze strachem, bo mała wydawała się uzależniona od własnego palca, a czasem pukając się w głowę, bo znowu innym razem wydawała się w ogóle nie pamiętać, że ma jakiś palec.
No i wygląda na to, że kciuk był odpowiednikiem veramonu (pamiętacie? było kiedyś takie lekarstwo na ból zębów). Z wylezieniem ostatniego kła młoda radykalnie przestała go ssać, odcisk zniknął jak sen jaki złoty, był problem, nie ma problemu. Wygląda, że z tego wyrosła.
Zastanawiam się tylko nad jednym, i tu możecie mi coś podpowiedzieć z własnych obserwacji: przed nami jeszcze piątki. Jest nadzieja, że nie zaczną rosnąć już teraz natychmiast - tylko np. za kilka miesięcy. Jak sądzicie, młoda przy piątkach wróci do ssania kciuka? Wiem już, że potrafi się odzwyczaić, więc mnie to szczególnie nie niepokoi - ale z drugiej strony skoro już "zerwała z nałogiem", to niechby tak zostało...